Reklama

Lubsacro

Urodził się jako święty

2018-06-06 10:32

Rozmawia Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 23/2018, str. 12-14

Archiwum
Ks. Dolindo Ruotolo zostawił nam orędzie o bliskości Chrystusa i sile zaufania: „Jezu, Ty się tym zajmij!”

LIDIA DUDKIEWICZ: – Wydaje się, że zaczyna do nas docierać głos św. Jana Pawła II, który uważał, iż święci uratują świat. Dziś coraz bardziej zaludnia się kontynent cyfrowy – ludzie przenoszą się do przestrzeni wirtualnej – świat się laicyzuje, a jednocześnie biografia nieznanego wcześniej kapłana z Neapolu błyskawicznie staje się bestsellerem. Jak to wytłumaczyć? Skąd, zdaniem Księdza Profesora, bierze się dziś nadzwyczajna popularność ks. Dolindo Ruotolo?

KS. PROF. ROBERT SKRZYPCZAK: – Zaraz po Soborze Watykańskim II powstało poczucie ogromnego kryzysu chrześcijaństwa na Zachodzie. Było to związane z podziałami, które nastąpiły w Kościele. Z jednej strony stanęli wówczas zwolennicy szybkich zmian, podążania za postępem, dostosowania Kościoła do zmieniającego się świata, z drugiej – zwolennicy włączenia biegu wstecznego, powrotu do tradycji. A przy tym wszystkim mieliśmy pustoszejące kościoły, seminaria, zakony, kryzys zainteresowania modlitwą, kryzys spowiedzi – w związku z tym również odczuwania grzechu – kontestację nauczania Kościoła, wszystko, co przyniosła rewolucja seksualna w 1968 r. To naprawdę przerażało wielu obserwatorów, pasterzy i teologów zamiast dostarczać radość nowej wiosny Kościoła. Kard. Joseph Ratzinger w swojej głośnej książce „Raport o stanie wiary” napisał, że jeśli w Kościele nie pojawią się owoce świętości, to odbije on w sobie cały kryzys pokolenia. Tylko święci mogą ratować Kościół. I gdy przypatrujemy się historii chrześcijaństwa, widzimy, że kiedy dochodziło do zamętu, braku jedności, pesymizmu, Bóg budził wybitne jednostki – świętych, którzy ratowali Kościół. W wiekach średnich, gdy rozkwitały herezje, był to m.in. św. Dominik. Spójrzmy na ogromny wysyp świętych po Soborze Trydenckim – od mistyków hiszpańskich przez Ignacego Loyolę, Karola Boromeusza po Andrzeja Bobolę. Tak samo jest po Soborze Watykańskim II. Bóg wychodzi naprzeciw – a czasami uprzedza znaki kryzysu, wzbudzając świętych. W Polsce jesteśmy szczęściarzami – w zlaicyzowanym świecie wciąż stanowimy wyspę żywej wiary. Wciąż są u nas ludzie, którzy chętnie przychodzą do kościoła, biorą udział w pielgrzymkach, w rekolekcjach i w nabożeństwach, przystępują do sakramentów i chcą się nawracać.

– Z czego to wynika?

– Przez długi czas przeżywaliśmy ucisk wiary, prześladowanie, a poza tym jesteśmy pokoleniem dotkniętym zasiewem świętości, o którym wspomniałem. Jesteśmy pokoleniem, które miało wielkiego świętego – Jana Pawła II. I myślę, że duchowo to odczuwamy – nawet jeśli ktoś się zagubi, odłączy od praktykowanej wiary, gdzieś w głębi duszy ten posiew zostaje. Polacy są także bardzo wrażliwi na św. Faustynę, na św. Szarbela i podobnie teraz bardzo dobrze zareagowali na postać świętego kapłana z Neapolu.

– Czy mógłby Ksiądz Profesor przybliżyć duchową sylwetkę ks. Dolindo? Jego najbliższa żyjąca krewna twierdzi, że urodził się już jako święty.

– Myślę, że ks. Dolindo przemawia do nas bardzo mocno swoją postawą wewnętrznej radości w przeciwnościach. Oznacza to, że znalazł on prawdziwe oparcie w życiu. To bardzo ważne – dziś wielu ludzi nie ma na co ani na kogo liczyć. W związku z tym liczą na samych siebie i wpadają w przewlekły stres czy przerażenie, mówiąc: wszystko jest na mojej głowie, nikt mi nie pomaga. Tymczasem ks. Dolindo jest świadkiem szukania oparcia w miłości Boga, w Chrystusie. Nawet jeśli ktoś jeszcze nie poznał samej postaci kapłana z Neapolu, to zapewne słyszał wcześniej o modlitwie „Jezu, Ty się tym zajmij!”. To jest kwintesencja takiej postawy zaufania. Oczywiście, wymaga ona wyjaśnienia, nie wszyscy właściwie ją rozumieją. Łatwo można pomyśleć, że jest to pewien rodzaj spychologii, że przez ten akt zawierzenia wyznacza się Chrystusowi powinności, którymi sam nie mam ochoty się zająć. Nie o to chodzi. „Jezu, Ty się tym zajmij!” to akt radykalnego zaufania. Ks. Dolindo często mówił, że ludzie nie widzą Boga właśnie dlatego, że Mu nie ufają. Tymczasem Boga możesz zobaczyć, kiedy obdarzysz Go zaufaniem. Wywodzi się to wprost z Ewangelii – gdy ludzie przychodzili do Chrystusa ze swoimi sprawami, prosili Go o zdrowie dla siebie lub dla kogoś bliskiego, o uwolnienie od demona, Jezus często zaczynał od pytania o wiarę. Uzależniał spotkanie z Jego mocą od wiary człowieka, który do Niego przychodził. I nie chodziło o wiarę jako światopogląd religijny, ale o osobiste otwarcie, często wbrew oczywistym, namacalnym faktom.

– Jak realizowało się to w życiu ks. Dolindo?

– Została po nim potężna autobiografia pt. „Dolindo znaczy ból”. Opisuje on tam swoje życie – i rzeczywiście, jest to prawdziwe pasmo bólu i nieszczęść, które rozpoczęły się już w dzieciństwie. Jego rodzice się rozwiedli. Wcześniej jego ojciec, Rafaele, sadystycznie wychowywał swoje dzieci. Mały Dolindo nieraz był bity, za drobne przewinienia trafiał na długie godziny do komórki ze szczurami. Wtedy klękał i modlił się za tatę. W tak strasznych warunkach budziły się w nim miłość i zaufanie do Chrystusa! Później, jako chłopak, przeżywał niepowodzenia w szkole – co z pewnością było efektem wieloletniego udręczenia i zamknięcia. Został wysłany do prestiżowego liceum w Neapolu – był z niego dwukrotnie wyrzucony, następnie wstąpił do mniejszego seminarium duchownego – dostawał same dwóje, jedna po drugiej... Aż do momentu, kiedy pewnego dnia zwrócił się ze łzami do Matki Bożej: Maryjo, jeśli chcesz, żebym został księdzem, pomóż mi, żebym nie był takim kretynem – on tak często o sobie mówił... Sam nie mógł nic zrobić, oddał się w ręce Maryi i prosił o wstawiennictwo – i to był moment zaufania. Zerwał się nagły podmuch wiatru, aż obrazek, który stał na półce, niespodziewanie znalazł się na jego czole. I ten symboliczny moment go odblokował. Okazało się, że w chłopcu drzemie ogromny intelekt. Już jako młody kapłan rozpoczął coś, co dzisiaj moglibyśmy nazwać duszpasterstwem akademickim, ówcześnie zupełnie nieznanym. Ponieważ cechowała go ogromna miłość do Pisma Świętego, zaczął studiować język hebrajski, dużo czytał i modlił się. Szybko stał się słynny z powodu swoich biblijnych katechez, które głosił w kościołach i w domach – a to gromadziło wokół niego wielu studentów, młodych ludzi. Znajdowali oni w ks. Dolindo niezwykłego ewangelizatora, spowiednika i ojca duchowego. To, oczywiście, budziło w wielu ludziach coś odwrotnego: zazdrość, zawiść, pomówienia, próby wplątania go w lokalne afery... Jak wiemy, te doprowadziły ks. Dolindo do postawienia go przed Świętym Oficjum, oskarżenia o herezję i, ostatecznie, do lat suspensy. Ks. Dolindo cierpiał, ale nigdy nie odpłacił złem za zło. Nie słyszano, żeby kiedykolwiek narzekał, pomstował czy kogoś krytykował. Nie pozwalał także innym ludziom na szemranie przeciwko Kościołowi czy pasterzom. Zawsze powtarzał, że Kościół to Jezus. To była jego ulubiona definicja. Jednocześnie jest to serce Dobrej Nowiny: w Kościele pośród ludzkich grzechów i mimo ludzkiej słabości działa Chrystus – nieskończenie potężniejszy od nas. Ks. Dolindo doskonale to rozumiał i wiedział, że trzeba przede wszystkim ufać Jezusowi.

– Biografia ks. Dolindo cieszy się wielkim zainteresowaniem zwłaszcza wśród księży. Świadectwo jego życia dla wielu z nich stanowi umocnienie w powołaniu... Dlaczego? Co kapłani odkrywają w życiu księdza z Neapolu?

– Często spotykam się z kapłanami, którzy chętnie rozmawiają na temat ks. Dolindo, pytają o niego, czasem piszą do mnie z prośbą o więcej jego pism w języku polskim. Wiem, że także niektórzy księża biskupi są poruszeni postacią kapłana z Neapolu. Ostatnio zostałem nawet poproszony, by w jednej z diecezji poprowadzić dzień formacyjny dla kapłanów właśnie na temat ks. Dolindo. Słyszę świadectwa, że ks. Dolindo uratował już niektórych kapłanów z sytuacji kryzysowych, wątpliwości, cierpień, które zamieniały się w zniechęcenie. Są także kapłani, którzy w tej intencji pojechali do Neapolu – modlić się przy grobie ks. Dolindo, by powierzać tam swoje kapłaństwo... Ks. Dolindo rzeczywiście jest dużym wsparciem w tym powołaniu. Dlaczego? Myślę, że wszyscy jesteśmy w kruchym momencie zaburzenia tożsamości i jest to generalny powód duchowego cierpienia wielu ludzi. Coraz mniej oczywista staje się odpowiedź na pytanie, co to znaczy być kobietą, mężczyzną, matką, ojcem, małżonkiem... To dotyka również kapłanów, którzy często tracą z oczu jednolity model bycia pasterzem, wpadają w myślenie, że bycie dobrym księdzem oznacza bycie menadżerem, organizatorem pielgrzymek, turniejów sportowych, bycie dobrym psychologiem czy budowniczym... Wtedy pomija się to, co dla każdego księdza powinno być najbardziej smakowite – głoszenie ludziom Ewangelii i dawanie Chrystusa w sakramentach. Z tego płyną miłość, pokora, prostota – to jest jako pierwsze kojarzone z byciem człowiekiem Boga i tego przede wszystkim oczekują od nas wierni. Właśnie taki model kapłaństwa pokazuje ks. Dolindo. Wystarczy dzisiaj pojechać do Neapolu i spytać tamtejszych mieszkańców o „padre Dolindo” – natychmiast się ożywiają i zaczynają opowiadać o jego dobroci. Tymczasem dzisiaj księża starają się być profesjonalistami w konkretnych świeckich dziedzinach, a to często jest przyczyną wewnętrznego znerwicowania i w konsekwencji prowadzi do kryzysów. Ks. Dolindo wiedział, że chodzi o to, by mieć w sobie dobroć samego Chrystusa.

– „Nic, co wyszło spod pióra ks. Dolindo, ani jedno słowo, nie może być zaprzepaszczone. Święty to kapłan” – powiedział św. Ojciec Pio. Ksiądz Profesor sprawił, że Polacy otrzymali porcję dzieł ks. Dolindo pt. „W twej duszy jest niebo. Konferencje i świadectwa”. Co znajdziemy w tej książce?

– Bardzo się cieszę, że ta książka mogła się ukazać w Polsce. To zaledwie pierwsza próbka dzieł ks. Dolindo. Jego dziedzictwo jest naprawdę imponujące, bo zostawił on m.in. 33 tomy komentarzy do Pisma Świętego, autobiografię, która liczy ponad 2 tys. stron, ogromną liczbę listów do kapłanów... Moim marzeniem jest, by móc je udostępnić polskim księżom. Osobiście jestem już 20 lat po święceniach i dość trudno mnie zaskoczyć, ale kiedy czytałem listy ks. Dolindo do kapłanów, nieraz miałem gęsią skórkę. Poza tym jest wiele jego prac teologicznych o życiu Jezusa, o Duchu Świętym, są teksty na temat Matki Bożej. Swoją ostatnią książkę poświęcił właśnie Jej – żył z Nią w dużej bliskości, przez większość życia odczuwał Jej obecność, towarzyszyła mu we wszystkich trudnych momentach aż do ostatnich lat – ciężkiej choroby, udaru i jego skutków. Właśnie w takiej sytuacji podjął się napisania wielkiego dzieła o Maryi, w którym, jak mówi, Ona sama przekazywała mu rzeczy, które powinien był napisać. Doznawał przy tym ogromnych ataków ze strony złego ducha, demon bardzo nie chciał, by ta książka powstała. Chciałbym, by te wszystkie prace dotarły do jak najszerszego grona. Było to zresztą także życzenie ks. Dolindo, które wyraził w swoim testamencie. Proszę czytelników o modlitwę, by to było możliwe. Sama książka „W twej duszy jest niebo” zawiera natomiast bezcenne świadectwo Enziny Cervo, jednej z duchowych córek ks. Dolindo, kobiety, która opiekowała się nim w ostatnim okresie życia. Druga część to próbka zakosztowania konferencji na temat Bożej miłości, które ks. Dolindo wygłaszał w różnych częściach Neapolu – czasem nawet po osiem razy dziennie – w kościołach i w domach... Czytelnik wreszcie może posmakować słów ks. Dolindo i odkryć, co było pociągające w jego sposobie głoszenia.

– A skąd tytuł książki?

– Tytuł jest diagnozą, którą św. Ojciec Pio postawił ks. Dolindo. Ojciec Pio znał ks. Dolindo, odsyłał nawet do niego swoich penitentów. Gdy nieraz do San Giovanni Rotondo przyjeżdżali neapolitańczycy, pytał ich: – Dlaczego przyjeżdżacie do mnie? Macie świętego u siebie! Do spotkania tych dwóch mistyków doszło w 1958 r. – 10 lat przed śmiercią Ojca Pio. Ks. Dolindo pojechał do niego razem z biskupem pomocniczym Neapolu. Gdy przyjechali do San Giovanni Rotondo i udało im się spotkać z Ojcem Pio, a ks. Dolindo poprosił go o spowiedź, ten spojrzał na niego i powiedział: – Chcesz się wyspowiadać? Przecież ty cały jesteś błogosławiony! Kiedy potem się żegnali, Ojciec Pio powiedział do ks. Dolindo właśnie te słowa: – W twej duszy jest niebo. Wszystkich to bardzo poruszyło, pytali potem ks. Dolindo, co to znaczy. Pomyślałem, że to diagnoza, którą stawiają sobie nawzajem święci, by dodać odwagi, umocnić się, dać świadectwo, które płynie od samego Ducha Świętego. Myślę, że to był właśnie taki moment, dotyczący identyfikacji tego świętego kapłana. Jaka nauka płynie z tego dla nas? Ludzie nieraz szukają nieba w zaświatach, w wyobraźni, myślą o tym, że niebo będzie po śmierci... A można je nosić w sobie.

– Ks. Dolindo jeszcze nie został oficjalnie wyniesiony na ołtarze. Jak wygląda jego proces beatyfikacyjny? Czy prawdziwa jest opinia, że ostatnio Polacy wpłynęli na przyspieszenie procesu?

– Ks. Dolindo zmarł 19 listopada 1970 r. i został pochowany na cmentarzu parafialnym. Po dwóch latach na prośbę wielu wiernych, którzy nieustannie gromadzili się tam na modlitwie, dokonano ekshumacji jego ciała. Został przeniesiony do kościoła pw. Matki Bożej z Lourdes i św. Józefa przy Via Salvatore Tommasi w Neapolu, gdzie służył za życia. Proces beatyfikacyjny – zbieranie materiałów, świadectw, dokumentacji – rozpoczął się bardzo szybko, zaraz po śmierci ks. Dolindo. Niestety, pierwszy postulator zmarł, a drugi, który zajmował się tą sprawą, w pewnym momencie ze względu na trudną sytuację zgromadzenia zakonnego, do którego należy, został zablokowany. Siłą rzeczy sam proces również zablokowano. Jest on na poziomie uznania heroiczności cnót ks. Dolindo – co oznacza, że ks. Dolindo ma tytuł sługi Bożego. Rzeczywiście – pod wpływem licznie przyjeżdżających pielgrzymów z Polski proboszcz parafii, w której spoczywa ks. Dolindo, postanowił napisać świadectwo do kardynała Neapolu. W odpowiedzi neapolitańska Kuria podjęła decyzję o reaktywacji procesu beatyfikacyjnego. Na nowo jesteśmy proszeni o zbieranie świadectw dotyczących pomocy ks. Dolindo, czekamy na świadectwa cudów fizycznych, uzdrowień, które dokonały się za jego wstawiennictwem. Kiedy usłyszeliśmy tę odpowiedź kardynała Neapolu zawartą w liście przeczytanym podczas Mszy św. odprawionej w rocznicę śmierci ks. Dolindo w ubiegłym roku, bardzo wzruszona Grazia, jego bratanica, powiedziała: „Wy, Polacy, doprowadzicie ten proces do końca”. Dzięki temu, że ks. Dolindo został zaprezentowany, doświadczamy w Polsce przebudzenia, otwarcia się na jego przesłanie. Mam nadzieję, że jeśli uda się przetłumaczyć publikacje na inne języki, duchowość tego kapłana zacznie dotykać serca ludzi na całym świecie. Osobiście jestem przekonany, że Bóg w tym pokoleniu postanowił zapalić dwa wielkie reflektory. Jednym jest to, co zostało przekazane światu dzięki ubogiej i pokornej zakonnicy z Polski – s. Faustynie Kowalskiej. To pokolenie bardzo potrzebowało przesłania o Bożym Miłosierdziu, odkrycia na nowo tego, zapomnianego nieco, aspektu Dobrej Nowiny. Przyjęli je ludzie, którzy zostali zmasakrowani przemocą, bestialstwem, okropnością grzechu i podłości, które pojawiły się w postaci wojen, totalitaryzmów, nazizmu i komunizmu, tego ogromnego zła i cierpienia. Natomiast drugi reflektor, moim zdaniem, Bóg zapalił w Neapolu. To jest inny aspekt Ewangelii – przesłanie o obdarzeniu Chrystusa całkowitym zaufaniem i objawienie się Boga poprzez zewnętrzne doświadczenie Jego czułości. Ks. Dolindo szczególnie przemawia do ludzi w dzisiejszych czasach: zmęczonych, zagubionych, będących w nieustannej gonitwie... Trafia do ludzi, którzy nie dają rady pogodzić wszystkich obowiązków, do tych, którzy są nieustannie przytłoczeni życiowymi okolicznościami, świadomością wziętych kredytów i koniecznością ich spłaty, do ludzi, którzy są zmuszani do całkowitej dyspozycyjności w wielkich korporacjach... Niestety, nieraz za cenę oddalenia się od modlitwy, sakramentów, Kościoła – to jest haracz, który postnowocześni ludzie składają bożkowi cywilizacji. W związku z tym odczuwają wewnętrzne wyjałowienie, duchowy głód. Ks. Dolindo udziela odpowiedzi, na którą od dawna czekali – możliwości zaznania dotyku Boga, Jego miłości i czułości, a także ogromnej siły, która płynie z wiary. Jezu, Ty się tym zajmij!

Tagi:
o. Dolindo

Wierny Bogu i Kościołowi

2018-07-31 09:42

Halina Bartosiak

Jeśli mówicie mi naprawdę: bądź wola Twoja, co znaczy to samo, co Ty się tym zajmij, działam z całą wszechmocą i rozwiązuję najtrudniejsze sytuacje. Fragment jest częścią modlitwy, którą Jezus podyktował ojcu Dolindo Routolo w roku 1940. O tym jak jest ona skuteczna, może się przekonać każdy z nas.

www;.dolindo.org
O. Dolindo

Trudne dzieciństwo

O. Dolindo, włoski zakonnik i mistyk, tercjarz franciszkański był oskarżony o herezje i prześladowany z powodu nowatorskich poglądów. Jego droga życiowa była naznaczona krzyżem. Już samo imię Dolindo oznacza cierpienie. Nadał mu je ojciec Rafael Ruotolo, człowiek surowy i despotyczny, traktujący syna najgorzej ze swoich 10 dzieci. Dolindo wiele przecierpiał w życiu. W dzieciństwie przeszedł dwie operacje oraz poznał smak biedy. Ojciec, profesor matematyki, nieźle zarabiał, ale inwestował pieniądze w kupno nieruchomości. W rodzinie Routolów żyło się więc bardzo skromnie. Matka zajmowała się wychowywaniem dzieci; była osobą głęboko wierzącą, codziennie uczestniczyła we Mszy św. W ich domu panowała surowa dyscyplina. Ojciec wobec dzieci był okrutny. Bił Dolindo za drobne przewinienia, nawet kiedy rany po przebytych operacjach jeszcze się nie zagoiły. W autobiografii przyszły zakonnik napisał: ,,Moje dzieciństwo było surowe. Nie byłem dzieckiem, a troglodytą”. Już w wieku kilku lat pragnie zostać księdzem. Edukację szkolną rozpoczyna w wieku 11 lat. Nauka w gimnazjum jest dla niego pasmem udręk między innymi z powodu ubrania. W poplamionej starej marynarce i spodnich o kilka numerów za dużych staje się obiektem drwin ze strony kolegów. Mimo wielu starań, Dolindo osiąga słabe postępy w nauce i trzykrotnie powtarza I klasę. Marzy jednak o tym, by ukończyć szkołę i zostać kapłanem.

W wieku 14 lat wraz ze starszym bratem Elią przenosi się do Szkoły Apostolskiej Księży Misjonarzy. Tu okazuje się, że ma poważne problemy w nauce. Podczas odmawiania Różańca prosi Matkę Bożą, by mu pomogła zrealizować marzenie o kapłaństwie. Podmuch wiatru spowodował, że obrazek Matki Bożej oparty o książkę, przylepia się do jego czoła. Ten drobny incydent zaważy na dalszym jego życiu. Odtąd aktywnie uczestniczy w lekcjach i ku zdziwieniu nauczycieli pisze rozprawy z filozofii, poematy i dramat o Bożym Narodzeniu. To ,,cudowne” oświecenie umysłu wywołuje zazdrość kolegów, którzy mu dokuczają i skarżą. Dolindo - zgodnie z tym, co mu powiedział ojciec - nigdy się nie tłumaczy, nie osądza i nie usprawiedliwia.

1 czerwca 1901 r. Dolindo składa śluby we Wspólnocie Misjonarzy - ślub ubóstwa, czystości, posłuszeństwa i wytrwałości w zgromadzeniu z obowiązkiem ewangelizowania ubogich na misjach. Na misje jednak nigdy nie pojedzie, bo nie otrzyma zgody przełożonego. Następnie rozpoczyna studia. Dużo czasu spędza w kaplicy przed Najświętszym Sakramentem, prosząc o pomoc z góry. Po ukończeniu studiów, 24 czerwca 1905 r. otrzymuje święcenia kapłańskie. Jest bardzo szczęśliwy i prosi wszystkich o modlitwę.

Droga kapłańska i pierwsze kłopoty

O. Dolindo zostaje wykładowcą śpiewu gregoriańskiego oraz opiekunem kleryków w Szkole Apostolskiej. On, który miał ogromne problemy w szkole, teraz uczy geografii, historii, greki i arytmetyki. Jest lubiany, błyskotliwy i energiczny, ma nawet szansę zostać biskupem. Komponuje utwory muzyczne. Jednak wszystko odwraca się w jednej chwili. Koledzy z zazdrością patrzą na jego sukcesy i oskarżają go, że bardziej poświęca się muzyce niż kapłaństwu. O. Dolindo otrzymuje zakaz pisania nut i nakaz opuszczenia Neapolu. Wraz z ks. Andrea Volpe wyjeżdża do Taranto, gdzie zostaje opiekunem kleryków w seminarium duchownym. I tu przeżywa nowe kłopoty. Jest poniżany przez swojego przełożonego ks. Andrea, które m.in. zakazuje mu wygłaszania słynnych kazań o raju i przydziela mu obowiązek mycia podłóg, toalet i korytarzy. Dolindo znosi te upokorzenia i modli się za ks. Andrea. Pojawiają się też problemy z klerykami; jeden z nich rzuca się na niego z pięściami. Zdenerwowany o. Ruotolo wygłasza odważne przemówienie, z powodu którego rektor przenosi go do Molfetty. Tam dokonuje reformy seminarium. Ponadto odwiedza więźniów, głosi piękne kazania, które przyciągają rzesze wiernych. W czasie wakacji przyjeżdża do rodzinnego Neapolu i przez o. Andrea Volpe zostaje uwikłany w sprawę Serafiny, pielęgniarki z Sycylii, która twierdzi, że rozmawia z Panem Jezusem. Sprawą ,,widzącej” zajmą się media. Artykuł o wcieleniu Ducha Świętego w małego chłopca wzbudzi sensację i narazi o. Dolindo na kłopoty. Serafinę bada Święte Oficjum, które po przesłuchaniu kobiety stwierdza, że jej widzenia nie mają charakteru nadprzyrodzonego, a jej spowiednik - o. Dolindo - zostaje oskarżony, że wspiera ,,widzącą” w głoszeniu herezji. Za karę zostaje zawieszony w obowiązku odprawiania Mszy św., co przyjmuje z wielkim bólem. Ponadto otrzymuje nakaz stawienia się przed Święte Oficjum w Rzymie. Po długich i uciążliwych przesłuchaniach zakaz odprawiana Mszy św. i sprawowania sakramentów zostaje utrzymany w mocy. Co więcej, Święte Oficjum nakazuje wydalić go ze Wspólnoty Misjonarzy. W związku z tym o. Ruotolo przenosi się do domu rodzinnego w Neapolu, gdzie jest źle traktowany przez rodzeństwo i matkę, która sądząc, że jest opętany, sprowadza do domu egzorcystę. Kapłan egzorcysta jest zbudowany pokorą i duchowością zakonnika.

Duchowy przełom

W 1910 r. o. Dolindo składa akt dobrowolnego i całkowitego poddania się Jezusowi w celu zadośćuczynienia za świętokradztwa kapłanów w czasie celebrowania Eucharystii. W tym samym roku Święte Oficjum znosi dwuletni zakaz odprawiania Mszy św., co zakonnik przyjmuje z wielką radością. Jego duchowość pogłębia się dzięki lokucjom wewnętrznym. Rozmawia z Panem Jezusem, a w święto Zwiastowania NMP w 1911 r. przychodzi do niego Matka Boża. Oczywiście, nikomu o tym nie mówi, jedynie spowiednikowi o. Fabozzi powierza tajemnice swojego serca. Kiedy sam spowiada, w konfesjonale lśni jego biała szata. W tym czasie notuje się ogromną falę nawróceń, co po latach oceniono jako efekt ,,demonicznego działania złego ducha”.

W 1912 r. o. Dolindo powraca do rodzinnego miasta Neapolu, gdzie przeżywa nowe kłopoty. Papież Pius X powiadomiony przez jego rodzonego brata ks. Elię zakazuje mu odprawiania Mszy św. bez wynagrodzenia. O. Dolindo angażuje się w pracę apostolską, odwiedza chorych w szpitalach, spowiada i pociesza; ewangelizuje też na ulicach, chodzi wieczorami po ciemnych zaułkach i rozdaje karteczki z zapisanymi naukami - tzw. ,,imaginette”. Modli się o to, by trafiły do właściwych osób. Napisał ich ponad 220 tysięcy. Jego uczniowie proszą, by spisywał swoje homilie. W ten sposób powstaje ,,Doktryna wiary” oraz zbiór komentarzy do Ewangelii ,,Życie Pana Jezusa Chrystusa”. Każda z nich liczy 500 do 900 stron. Z uzyskanych funduszy pokrywa koszty druku, resztę pieniędzy rozdaje biednym. Ślubował ubóstwo i tej idei był wierny do końca życia. Wokół niego gromadzi się grupa młodych kobiet, które z uwagą słuchają nauk swego nauczyciela i podejmują pracę apostolską na ulicach. Jego dzieckiem duchowym jest Salvatore, który idąc za głosem powołania zostanie kapłanem.

Zdrada, bezradność i ciemność

Tymczasem nad jego osobą zbierają sie ciemne chmury. Spowiednik o. Domenico Fabozzi łamie tajemnicę spowiedzi i zaczyna publicznie mówić o lokucjach wewnętrznych swojego penitenta i donosi o tym Świętemu Oficjum. Dolindo silnie przeżywa tę zdradę; zawiódł się na kapłanie, któremu bezgranicznie ufał. Ojciec Domenico wręcza papieżowi Benedyktowi XV notatki, które przekazała jedna z jego córek duchowych. Ojciec Dolindo zostaje ponownie wezwany na przesłuchania przez Święte Oficjum. Jest zaszokowany postawionymi mu zarzutami, m.in. że wyświęcał i konsekrował córki duchowe na kapłanki. W czasie, gdy trwa proces, zakazano mu nie tylko sprawowania Eucharystii, ale nawet przyjmowania Pana Jezusa w Komunii św., co było dla niego największym ciosem. ,,Stał przed tabernakulum i płakał” - mówiła po latach jego kuzynka Grazia. Przebywając kilka tygodni w więzieniu dla kapłanów apostołuje, podtrzymując ich na duchu.

O. Ruotolo przeżywa chwile ciemności i zwątpienia. Jest silnie kuszony przez złego ducha. Co gorsza, czasami nie może się modlić. W liście do matki pisze, że toczy walkę wewnętrzną. Demon dokucza mu, mówiąc: ,,Jesteś sam, opuszczony. Nikt się Tobą nie zajmuje, ani wśród ludzi, ani w niebie. Czemu jeszcze ufasz?”. Powiernikiem jego serca jest spowiednik o. Agostino. Tylko jemu mówi o toczonej walce, o lokucjach wewnętrznych i spotkaniach z Matką Bożą, którą nazywa ,,Mamusią”. Duchowny rozumie jego sytuację, dopatruje się w tym dzieła Bożego i zleca mu spisanie autobiografii. Bolesnym przeżyciem jest dla ojca Ruotolo wiadomość, że to dwie córki duchowe go zdradziły. Nie czuje jednak do nich urazy. Kiedy przybywa w Neapolu, odwiedza je, klęka przed nimi, przeprasza i prosi o przebaczenie. Zaszokowane dziewczęta nawracają się i chcąc zrehabilitować się, podejmują ewangelizację na ulicy.

Ogromnym przeżyciem i umocnieniem było spotkanie z o. Pio. Słynny włoski kapucyn i stygmatyk posądzony o ,,udawanie świętości” i wywoływanie sensacji wokół siebie też staje przed Świętym Oficjum. O. Pio od razu odkrywa duchowość i pokorę ks. Ruotolo. Kiedy później neapolitańczycy przyjeżdżali do San Giovani Rotondo, odsyłał ich mówiąc: „W trudnych sprawach idźcie do ojca Dolindo” i wręczał im akt zawierzenia.

Radość, łzy i szczęście

W 1921 r. o. Ruotolo zostaje oczyszczony ze wszystkich zarzutów, ale nadal ma zakaz sprawowania funkcji kapłańskich. Ostatecznie został zrehabilitowany dopiero w 1937 r. Z wielką radością biegnie do kościoła, aby odprawić Mszę św. ,,Czułem obecność Matki Bożej. Płacz mnie dusił” - napisał w autobiografii. Jego pobożność i skupienie podczas sprawowania kolejnych Mszy św. robiła ogromne wrażenie na wiernych. ,,Czuliśmy obecność Jezusa i zapach lilii” - mówili świadkowie. Poważnie traktował misję kapłanów: „Niech Eucharystia będzie szczytem waszych pragnień, waszych religijnych praktyk. Nie ma dla was piękniejszego apostolatu niż Msza św. odprawiona dobrze i święcie”. Natomiast Różaniec uważał za potężną broń przeciwko szatanowi.

O. Dolindo przewidział upadek komunizmu, zapoczątkowanego przez Polskę oraz wybór ,,nowego Jana”, utożsamianego z Janem Pawłem II. „Polska uwolni świat od najstraszliwszej tyranii komunistycznej. Pojawi się nowy Jan, który w heroicznym marszu rozerwie kajdany”.

Jezu, Ty się tym zajmij

Tę słynną modlitwę podyktował o. Dolindo Jezus, w czasie gdy pisał list do jednej z córek duchowych, Eleny Montelli. Jej przesłanie zawiera się w zupełnym zawierzeniu Bogu, przyjęciu Jego woli i rezygnacji z własnych rozwiązań problemów. W oryginale aktu zawierzenia nie ma żadnych skreśleń, poprawek.

Ogromnym szokiem dla autora było wpisanie jego książek na Indeks Książek Zakazanych. ,,Nie potrafię powstrzymać się od płaczu. Moje książki są zakazane, są potępione” - ubolewał. Przeszkodą w pisaniu były ciągłe upadki na ziemię, potężne hałasy demona, szczególnie wtedy, gdy pisał o Matce Bożej. O. Dolindo nie doczekał się odwołania swoich książek z indeksu. Umierał z bólem w sercu z tego powodu. Przez ostatnie 10 lat swojego życia był w połowie sparaliżowany. Do końca jednak służył wiernym. Zmarł 19 listopada 1970 r. i został pochowany w Neapolu. Na jego grobie są zapisane słowa z jego duchowego testamentu: ,,Kiedy przyjdziesz do mojego grobu, zapukaj. Nawet zza grobu odpowiem ci: ufaj Bogu”. Obecnie trwa jego proces beatyfikacyjny. Wiele osób przy grobie o. Dolindo wyprasza potrzebne łaski.

Głęboka wiara, pokora i poświęcenie o. Dolindo budzą nasz podziw i szacunek. Zalecając wprowadzenie wieczornej Eucharystii, udzielanie Komunii św. w Wielki Piątek oraz sprawowanie w ciągu dnia więcej niż jednej Mszy św. przez kapłanów, okazał się pionierem w sprawach teologicznych. Wyprzedził o kilkadziesiąt lat postanowienia Soboru Watykańskiego II. Cena, jaką zapłacił za głoszenie radykalnych poglądów, była jednak bardzo wysoka.

Źródło: Joana Bątkiewicz-Brożek, Jezu, Ty się tym zajmij. O. Dolindo Ruotolo. Życie i cuda, Kraków 2017

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Kęty: chory na nowotwór krwi Michał mobilizuje mieszkańców Podbeskidzia

2018-11-13 12:46

rk / Kęty (KAI)

Około 30 parafii diecezji bielsko-żywieckiej, liczni młodzi wolontariusze, instytucje, organizacje i ludzie dobrej woli zaangażowali się w przygotowania do akcji rejestracji potencjalnych dawców szpiku, którą zaplanowano na 17 i 18 listopada w Kętach, Andrychowie, Kozach i Bielsku-Białej. Wszyscy chcą pomóc 28-letniemu Michałowi Przydaczowi. Kilka miesięcy zdiagnozowano u niego chłoniaka Hodgkina w zaawansowanym stanie. Szansą na wyzdrowienie jest przeszczep szpiku od dawcy niespokrewnionego.

Archiwum prywatne

Wicedyrektor kęckiego „Wyspiana” Bożena Nycz przyznała, że wielu młodych ludzi zadeklarowało już, że zarejestrują się jako potencjalni dawcy komórek macierzystych krwi i szpiku. „Wcześniej nie mogli tego zrobić, bo nie ukończyli 18. roku życia. Ci, którzy są młodsi, będą uczestniczyć w przedsięwzięciu, pomagając w rejestracji. Jednak ich wiedza i świadomość tego, w czym uczestniczą, sprawi, że za kilka lat sami zapewne staną się potencjalnymi dawcami szpiku” – zapowiedziała nauczycielka z LO i przyznała, że akcja ma pomóc zwrócić uwagę lokalnej społeczności na problem, jakim jest nowotwór krwi. „Z informacją o planowanej rejestracji dotarliśmy do tysięcy osób” – zapewniła.

Jak wyjaśnił koordynator ds. rekrutacji dawców z fundacji DKMS Piotr Aniśko, w Polsce co godzinę stawiana jest komuś diagnoza dotycząca nowotworu krwi. „Dla wielu pacjentów jedyną szansą na wyzdrowienie jest przeszczepienie szpiku od dawcy niespokrewnionego. Cały czas są w Polsce pacjenci, dla których nie znaleziono dawcy, wśród 29 milionów osób zarejestrowanych na całym świecie” – dodał podczas specjalnej konferencji prasowej zorganizowanej w murach kęckiego liceum, do którego nie tak dawno uczęszczał potrzebujący dziś pomocy Michał.

Jedna z inicjatorek akcji rejestracji szpiku dla Michała i innych, nauczycielka biologii Elżbieta Kolasa-Korzeń przypomniała, że to Jan Paweł II napisał w swojej encyklice o heroizmie dnia codziennego, na który składają się małe lub wielkie gesty bezinteresowności. „Pośród tych gestów na szczególne uznanie zasługuje oddawanie organów, zgodnie z wymogami etyki, w celu ratowania zdrowia, a nawet życia chorym, pozbawionym niekiedy wszelkiej nadziei” – zacytowała słowa papieża z „Ewangelii życia”, dedykując je tym, którzy wahają się, czy angażować się w podobne dzieła.

Michał Przydacz pochodzi z Kęt. Obecnie wraz z żoną Helen mieszka w Londynie, gdzie kończy studia doktoranckie z zakresu biologii molekularnej i pracuje. W kwietniu br. dowiedział się, że ma chłoniaka Hodgkina w bardzo zaawansowanej formie. Nowotwór zaczął dawać już przerzuty.

Mama Michała, Beata Przydacz poinformowała, że dotychczasowa forma leczenia syna, polegająca na chemioterapii okazała się nieskuteczna. „Trzeci etap chemioterapii w londyńskim szpitalu, przyniósł efekt, który pozwala na przeszczep komórek macierzystych własnych. Przedłuża leczenie. Mam nadzieję, że powrót do zdrowia umożliwi mojemu synowi przeszczepienie szpiku od dawcy niespokrewnionego. Michał nie traci nadziei. Jest pełen optymizmu i bardzo silny w tej walce z chorobą. Razem z Helen są dopiero rok po ślubie” – wytłumaczyła. „Myślę, że Michał byłby szczęśliwy, widząc jak wiele osób zaangażowało się w tę akcję” – dodała i przyznała, że cieszy się, iż w ten sposób mogą się znaleźć dawcy dla innych osób zmagających się z nowotworem.

Zarejestrować może się każdy zdrowy człowiek pomiędzy 18. a 55. rokiem życia, ważący minimum 50 kg (bez dużej nadwagi). Procedura rejestracji polega na przeprowadzeniu wstępnego wywiadu medycznego, wypełnieniu formularza z danymi osobowymi oraz pobraniu wymazu z błony śluzowej z wewnętrznej strony policzka. Na podstawie pobranej próbki zostaną określone cechy zgodności antygenowej, a jeśli okaże się, że kod genetyczny dawcy zgadza się z kodem genetycznym chorego, wtedy dochodzi do przeszczepienia. Wszyscy, którzy chcą się zarejestrować, powinni mieć ze sobą dokument tożsamości z nr PESEL.

Krwiotwórcze komórki macierzyste pobiera się dwoma metodami: z krwi obwodowej albo z talerza kości biodrowej. Krzysztof Kalinowski wytłumaczył, że stał się dawcą szpiku kostnego trochę przez przypadek. „Po pewnym czasie od rejestracji zapytano się, czy podtrzymuję chęć oddanie komórek macierzystych z krwi obwodowej. Zgodziłem się ponownie. Proces pobrania był bardzo nudny. Dobrze mieć przy sobie książkę do czytania, bo trzeba siedzieć na fotelu przez kilka godzin. To trochę podobne do oddawania krwi” – zrelacjonował, a Katarzyna Maria Kuchnicka, anestezjolog i lekarz z oddziału intensywnej terapii Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej, wyjaśniła, że zabieg pobrania komórek macierzystych przebiega w znieczuleniu ogólnym. „Ryzyko komplikacji jest naprawdę niewielkie i zabieg jest bardzo bezpieczny. Namawiam do podarowania komuś czegoś od siebie. Czegoś, co daje szanse na drugie życie. Wiem, że to działa. Widziałam wiele szczęśliwych osób po udanych transplantacjach” – dodała.

Fundacja DKMS to aktualnie największa baza dawców szpiku w Polsce, w której zarejestrowanych jest i przebadanych ponad 1 385 000 (wrzesień 2018) potencjalnych dawców szpiku, a już 5 689 (wrzesień 2018) osób oddało swoje komórki macierzyste lub szpik, dając szansę na życie pacjentom zarówno w Polsce, jak i na świecie. Fundacja DKMS swą działalność rozpoczęła 25 lutego 2009 roku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

"Czy zobaczę Cię jutro"?

2018-11-14 09:41

Już po raz osiemnasty klerycy Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Warszawsko-Praskiej zapraszają na sztukę seminaryjną. W stulecie odzyskania przez Polskę Niepodległości wystawiony zostanie spektakl pt.: „Czy zobaczę cię jutro?” opowiadający o życiu w okupowanej Warszawie.

Czy zobaczę cię jutro?

Jedną z najlepszych metod walki w okupowanej Polsce był śpiew i piosenka. Okupant walczył nawet i z taką formą oporu. Powszechnie znana, oparta na ludowych melodiach piosenka potrafiła ośmieszyć wroga, podnieść na duchu i w tych trudnych czasach natchnąć ludzi optymizmem. Spektakl „Czy zobaczę cię jutro” oparty jest na motywach pierwszego powojennego pełnometrażowego filmu „Zakazane piosenki”. Sztuka opowiada o życiu ludzi w okupowanej Warszawie podczas II wojny światowej. Codzienność ukazana jest w znanych piosenkach takich jak „Serce w plecaku”, „Siekiera motyka” czy „Teraz jest wojna”.

Seminaryjna tradycja

„Czy zobaczę cię jutro” jest już osiemnastą sztuką wystawianą w Wyższym Seminarium Duchownym Diecezji Warszawsko-Praskiej. Spektakle wystawiane przez kleryków III roku na stałe wpisały się w kalendarz wydarzeń naszej Diecezji.

Przedstawienie będzie wystawiane w gmachu Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Warszawsko-Praskiej przy ulicy Mehoffera 2 w Warszawie w następujących terminach:

1 grudnia (sobota) o godz. 15.00 i 18.30

2 grudnia (niedziela) o godz. 15.00 i 18.30

4 grudnia (wtorek) o godz. 18.30

8 grudnia (sobota) o godz. 19.00 – PREMIERA

9 grudnia (niedziela) o godz. 15.00 i 18.30

11 grudnia (wtorek) o godz. 18.30

13 grudnia (czwartek) o godz. 18.30 rocznica wprowadzenia stanu wojennego

15 grudnia (sobota) o godz. 11.00, 15.00 i 18.30

16 grudnia (niedziela) o godz. 15.00 i 18.30

18 grudnia (wtorek) o godz. 18.30.

Grupy powyżej 10 osób proszone są o wcześniejszą rezerwację terminu: telefon: 668-815-931 lub e-mail: info@sztuka2018.pl.

Więcej informacji o spektaklu na stronach: www.sztuka2018.pl lub na profilu www.facebook.com/wsddwp.

Więcej informacji prasowych:

info@sztuka2018.pl

www.sztuka2018.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem