Reklama

23 czerwca - Dzień Ojca

Jestem Tatą – to moja kariera

2018-06-13 09:54

Hubert Kowalski
Niedziela Ogólnopolska 24/2018, str. 18-19

doroguzenda/fotolia.com

Każdy może być ojcem, ale trzeba być kimś wyjątkowym, by być tatą

Nie da się opisać takiej „kariery” w kilku słowach, a poza tym zwyczajnie trudno dokładnie pamiętać, co czułem i myślałem wiele lat temu. Dlatego sięgnąłem do swoich zapisków.

1993 – Dziękuję

Byłem w tym roku na rodzinnych rekolekcjach i uświadomiłem sobie wiele rzeczy. Między innymi to, że Bóg obdarzył mnie wyjątkowymi rodzicami. Jestem szczęśliwy, czuję się wręcz wybrańcem, bo otrzymałem dar, z którego wielkości długo nie zdawałem sobie sprawy. Moi rodzice obdarzają mnie miłością od poczęcia, a nie wszystkim było to dane. W dzieciństwie chorowałem. Ten, jak to dawniej odbierałem, koszmar zaczął się, gdy miałem 2 lata, a skończył wraz z ukończeniem przeze mnie szkoły podstawowej. Był to czas, gdy wręcz regularnie kilka razy w roku stawałem na granicy życia i śmierci, choć tak naprawdę zdałem sobie sprawę z tego faktu dopiero wiele lat później. Wtedy bałem się tylko czasami. Częściej natomiast użalałem się nad sobą, miałem pretensje do najbliższych (właśnie głównie do rodziców) o to, że nie rozumieją, jak się czuję, jak bardzo się męczę. Podziwiam moich rodziców za ich oddanie, trud i cierpliwość.

Za ich wiarę w moje wyzdrowienie i wszystkie starania służące temu celowi – i udało się. Jestem zdrowy! Dziękuję im za ich miłość. Miłość, którą najwspanialej określa „Hymn o miłości” (1 Kor 13, 1-13). Pamiętam również swój młodzieńczy okres buntu i fascynacji muzyką młodzieżową lat 70. ubiegłego wieku. Słuchałem jej stale i głośno. Sam też po kilka godzin dziennie „rąbałem” w struny gitary i „wyłem do Księżyca” swoje piosenki o nieporadnych tekstach i prostych liniach melodycznych. Rodzice znosili to dzielnie. Ba, to oni umożliwili mi w mądry sposób zdobycie pierwszego magnetofonu i radia. Oni podarowali mi gitarę, a przede wszystkim wyrozumiałość, cierpliwość... po prostu miłość. Wytrzymali również wiele innych moich ówczesnych fascynacji. Dziękuję Wam, Rodzice, za to wszystko. Muszę podkreślić jeszcze jeden szczegół. To dyskretny wpływ na mnie mojego taty. Ten mistrz drugiego planu nauczył mnie wielu rzeczy w sposób dla mnie niedostrzegalny. Pragnę, abym sam równie wspaniale potrafił sprawdzić się jako tata, bym też umiał obdarzać swoje dzieci tą wielką prawdziwą miłością.

Reklama

2003 – Przytul mnie

Od początku naszego pojawienia się na Ziemi czujemy ogromną potrzebę miłości, akceptacji i czułości. Gdy stajemy się dorośli, czasami staramy się unikać uzewnętrzniania uczuć, ukrywać ich potrzebę. Często okazuje się jednak, że to tylko poza, bo przecież bez okazywania miłości, czułości nie ma człowieczeństwa. Gdy nadszedł czas rozwiązania, moja żona musiała zostać kilka dni w szpitalu. Wówczas zobaczyłem, jak bardzo jej brakuje naszemu czteroletniemu synowi. Wieczorem nie mógł zasnąć mimo „pomocy” swoich ulubionych maskotek. Dopiero gdy ja się kładłem obok niego, odsuwał od siebie swoje przytulaki i rączkami chwytał moją dłoń, i dopiero tak do niej przytulony zasypiał. Widziałem wtedy, jak na jego twarzy pojawiają się spokój i szczęście. Muszę się przyznać do tego, że sam również czułem się szczęśliwy. Czułem ciepło jego rączek, jego ufność i potrzebę przytulenia się i uświadamiałem sobie, że dajemy sobie nawzajem coś, czego nie da się ani zobaczyć, ani wyrazić słowami. Po 3 dniach, kiedy mama wróciła ze szpitala z malutkim braciszkiem, radość naszego synka była nie do opisania. Całował ją po rękach i przytulał, a jego słowa były tak dojrzałe, że nas zadziwiał. Z ogromną radością i czułością przyjął również swojego braciszka.

Wszystkie moje dzieci zasypiały często przytulone do mojego ramienia. Teraz z gościny mojego ramienia korzysta pięciokilogramowy człowiek. Kiedy już ma sucho i jest najedzony, najlepiej mu się zasypia, gdy jest na nim we mnie wtulony. To jest niesamowite, jak wiele sobie wówczas nawzajem dajemy. Żadne pieniądze i bogactwa nie są w stanie dać człowiekowi tego, co daje takie przytulenie. I to bez względu na wiek. Moje nastoletnie córki również lubią się przytulić do mnie czy do mamy, i to niekoniecznie w jakiejś trudnej czy nadzwyczajnej sytuacji. Na koniec chcę powiedzieć o jeszcze jednej potrzebie przytulenia się – chrześcijańskiej potrzebie przytulenia się do Boga, potrzebie poczucia Jego dotyku, Jego ciepła, Jego miłości. Ja wiem, że to jest możliwe. Trzeba tylko chcieć, bo On na pewno tego pragnie.

Dzisiaj

Jak ten czas szybko biegnie. Moi drudzy rodzice (większość mówi: teściowie) zawsze powtarzali, że jeśli Bóg będzie w życiu na pierwszym miejscu, to wszystko inne będzie na właściwym miejscu, a przy życiowych wyborach radzili zobaczyć, jak wybrana osoba traktuje swoich rodziców. Mówili: jeśli nie szanuje własnych rodziców, to i ciebie nie uszanuje. Te same rady przekazaliśmy naszym dzieciom. Córki się usamodzielniły, a my zyskaliśmy kolejnych wspaniałych dwóch synów. Starszy syn studiuje, a młodszy rozpoczyna etap kończący się świadectwem dojrzałości. Każdy dzień przynosi nowe wyzwania, ale ze wsparciem Boga Ojca jakoś dajemy radę. W domu natomiast, na lodówce, zawisł kiedyś magnes sprezentowany mi przez wszystkie dzieci z napisem: „Każdy może być ojcem, ale trzeba być kimś wyjątkowym, by być tatą”. Warto było zostać tatą!

Tagi:
dzień ojca

Dzień Ojca z Fundacją Dorastaj z Nami

2018-06-22 12:26

Anna Buchar

Wczoraj w Centrum Historii Zajezdnia odbyło się spotkanie z okazji Dnia Ojca. Wydarzenie zorganizowała Fundacja Dorastaj z Nami, która od lat pomaga dzieciom bohaterów poległych lub poszkodowanych w trakcie pełnienia służby. Motywem przewodnim spotkania był tata na służbie.

Archiwum Centrum Historii Zajezdnia
Naval – byłym żołnierz jednostki GROM, opowiadał o kulisach misji tego elitarnego oddziału

Wydarzenie rozpoczęło spotkanie z Navalem – byłym żołnierzem jednostki GROM, który opowiadał o kulisach misji tego elitarnego oddziału. Następnie na dzieci czekały gry zabawy – wykonanie największej laurki dla Ojca, ćwiczenia z udzielania pierwszej pomocy oraz czytanie książki "Mój tata mieszka w innym świecie". Później nastąpiło oficjalne otwarcie wystawy ,,Dla Ciebie zginął żołnierz, strażak, policjant, a dla mnie tata". Ekspozycja przedstawia historię rodzin bohaterów, którzy poświęcili swoje życie lub zdrowie na służbie. Jej celem jest przybliżenie historii rodzinnych, które kryją się za medialnymi przekazami o wypadkach i pokazanie, że za każdym mundurem kryje się człowiek, który po pracy pragnie wrócić do domu, do swoich bliskich.

Wystawę w Centrum Historii Zajezdnia można bezpłatnie zobaczyć do końca lipca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Wojda: Ludzie świeccy są Kościołem

2019-03-19 10:50

Marcin Przeciszewski / Białystok (KAI)

- W Polsce stopniowo dojrzewa świadomość, że ludzie świeccy nie tylko „należą do Kościoła”, ale „są Kościołem”. Zmiana świadomości musi się dokonać zarówno wśród kapłanów, osób konsekrowanych jak i ludzi świeckich – mówi w wywiadzie dla KAI abp Tadeusz Wojda SAC, metropolita białostocki. Dodaje, że „pogłębiona tożsamość świeckich powinna być jednym z głównych priorytetów duszpasterskich Kościoła w Polsce”. Zdaniem abp. Wojdy ludzie świeccy stanowią w Kościele w Polsce „ogromny potencjał ale wciąż nieco uśpiony”.

Archiwum
Abp Tadeusz Wojda

Marcin Przeciszewski, KAI: Ksiądz Arcybiskup podkreśla często rolę świeckich. Jak należy ją zdefiniować dziś? Co – generalnie – w Polsce jest w tym zakresie do zrobienia?

Abp Tadeusz Wojda SAC: W Polsce stopniowo dojrzewa świadomość, że ludzie świeccy nie tylko „należą do Kościoła” ale „są Kościołem”. Wskazał na to Sobór Watykański II. Zmiana świadomości musi się dokonać zarówno wśród kapłanów, osób konsekrowanych jak i u ludzi świeckich.
Niedocenienie świeckich jest u nas jednym z elementów dziedzictwa komunizmu, kiedy zamykano się na świeckich, bo wszędzie mogli być donosiciele. Jest to mentalność, która mocno zaważyła na polskim społeczeństwie i niestety wciąż jeszcze pokutuje w Kościele. Miejmy nadzieję, że młodsze pokolenia, wychowane w innym duchu, rozumieją to inaczej.
Trzeba zadbać o znacznie lepszą współpracę miedzy duchownymi a świeckimi. Z pewnością potrzebujemy większego zaangażowania świeckich, ale z zachowaniem złotego środka, aby nie doszło do tego co stało się na Zachodzie, zawłaszcza w krajach języka niemieckiego. Dokonał się tam niezdrowy proces „klerykalizacji świeckich” i „zeświecczenia kleru”. Świeccy przejęli w Kościele właściwie wszystko, a z kolei księża starają się maksymalnie dostosować do „świeckiego” życia, zapominając o swoim duchowym autorytecie. Dla mnie np. nie do przyjęcia jest, aby np. osoba świecka decydowała kiedy ksiądz może odprawić w kościele Mszę św., a kiedy nie. Jest to związane z mentalnością: „my i wy”, która jest błędna, gdyż powinna zakładać harmonijną współpracę.

- W jednym z wywiadów Ksiądz Arcybiskup nazwał białostocką wspólnotę archidiecezjalną „gigantem duchowym, ale nieco uśpionym”. Jak więc można scharakteryzować bliżej tego „giganta” i co należałoby zrobić, aby go ożywić, dodać nowego zapału apostolskiego?

- Mówiąc o „gigancie duchowym” miałem na myśli przede wszystkim różne ruchy świeckich jakie są obecne w naszej archidiecezji. A jest ich wiele i skupiają ponad 7, 5 tys. osób. Największe z nich to Ruch Przyjaciół Oblubieńca, skupiający ok. 3 tys. młodych, Grupy Nowej Ewangelizacji, Ruch Kobiet w Modlitwie, Communione e liberazione, grupy charyzmatyczne, Drogę Neokatechumenalną czy nowy ruch jaki przybył z Włoch „Glorioza Trynita”. Jest też wiele Kół Różańcowych.
Jest to ogromny potencjał ale wciąż nieco uśpiony. Pomimo, że wspólnoty te dużo robią i podejmują różne działania, działają gdzieś na uboczu. Trzeba je inspirować, by przeszły od misji „ad intra” do misji „ad extra”. Bardzo mocno mówi o tym papież Franciszek. Niedawno utworzyliśmy diecezjalną platformę ruchów. Ma ona na celu programowanie wspólnych działań.
Widzę, że potrzeba nam „nowego zesłania Ducha Świętego”, abyśmy mogli zacząć działać znacznie szerzej. I to w tej chwili przygotowujemy. Powstała idea, aby było to czuwanie przed tegoroczną uroczystością Zesłania Ducha Świętego w Białymstoku. Zbierzemy się przed katedrą, aby zamanifestować tę siłę duchową i aby pokazać, że Kościół jest mocny.
Drugą inicjatywą jaką podjęliśmy, jest włączenie ruchów i wspólnot w trzeci rok katechizacji związanej z bierzmowaniem, aby przez tę katechizację pokazać charyzmaty będące owocem Ducha Świętego. Pozwalają one na przeżywanie wiary w głębszy sposób - nawet odmienny od tradycyjnych form, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni.
Trzecią są programy formacyjne i informacyjne realizowane poprzez media. Każdy z ruchów będzie miał możliwość przedstawienia na antenie białostockiego radia diecezjalnego swojej działalności i charyzmatu. Organizują one np. bardzo dużo rekolekcji. Niech więc to idzie w eter!

- Jest jeszcze kolejny wymiar misji świeckich, czyli odpowiedzialność za życie społeczne. Jak to Ksiądz widzi?

- To bardzo istotny wymiar. Konieczne jest takie kształtowanie świadomości świeckich, by czuli się odpowiedzialni za życie społeczne. A przestrzenie do działania oraz ewangelizacji są ogromne: sfera kultury, nauki, edukacji, nie wyłączając gospodarki czy polityki. A w pierwszym rzędzie odpowiedzialność za rodzinę i za przekaz wiary w domu.
Mimo, że jest duże grono katolików świadomych swego chrześcijańskiego powołania, to jest równie wielu, którzy łatwo od Kościoła się oddalają, przyjmując inny sposób myślenia. Wskazuje to na brak pogłębionej tożsamości katolików świeckich. Trzeba nad tym pracować. Pogłębiona tożsamość świeckich powinna być jednym z głównych priorytetów duszpasterskich Kościoła w Polsce.

- Ksiądz Arcybiskup spędził 27 lat w Kongregacji Ewangelizacji Narodów Stolicy Apostolskiej. Jak z tej perspektywy prezentuje się Kościół w Polsce, nasza religijność? Jakie są jej mocne, a jakie słabe punkty?

- Mimo dostrzegalnych tu i ówdzie sytuacji kryzysowych, Kościół w Polsce prezentuje się dość dobrze. Ma silne struktury apostolskie. Wśród plusów wymieniłbym dużą ilość parafii i licznych kapłanów. Parafie nie są zbyt rozlegle, co sprzyja współpracy z wiernymi. Kolejnym plusem jest katechizacja w szkołach. Choć niektórzy mówią, że poprzez wprowadzenie katechizacji do szkół wyprowadziliśmy młodzież z kościołów, jednak daje to możliwość poznania wiary wszystkim, a nie tylko tej części, która chodziłaby do kościoła.
Istotna jest też formacja wiernych poprzez rekolekcje parafialne. Nigdzie w Europie nie uczestniczy w nich tak duży procent jak w Polsce. Są one okazją do pogłębienia wiary oraz więzi z Kościołem.
Nie można też zapominać o ważnej przestrzeni jaką jest sakrament pojednania. Trzeba dziękować Bogu, że wierzący mają u nas poczucie grzechu i wrażliwe sumienie, dlatego przystępują do sakramentu spowiedzi, aby oczyścić z grzechów, pojednać z Bogiem i podjąć drogę wzrostu duchowego. Czyż to nie jest wspaniała forma odnowy wiary?

- A jak Ksiądz Arcybiskup widzi przyszłość? Czeka nas scenariusz sekularyzacji znany z Europy zachodniej czy pójdziemy własną drogą?

- Nie grozi nam scenariusz Europy zachodniej. Zachód miał olbrzymi problem ze zrozumieniem Soboru Watykańskiego II, co skutkowało rewolucyjnym, mało przemyślanym wprowadzaniem reform. Spowodowało to pustoszenie kościołów. U nas, dzięki mądrości kard. Stefana Wyszyńskiego, reformy soborowe wprowadzane były znacznie wolniej, o wiele lepiej je przygotowując. Dlatego Sobór znacznie lepiej potrafiliśmy zaadoptować do kościelnej rzeczywistości.
Oczywiście, proces sekularyzacji będzie się i u nas pogłębiał. Należymy do kultury Zachodu i podlegamy jego wpływom. Nie obawiałbym się jednak aż takiego dramatu. W Polsce wiara znacznie silniej jest wpisana w kulturę, tradycję i codzienny obyczaj. I to pozostanie, gdyż tej tradycji tak łatwo się nie wyrzekniemy.
Sytuacja religijna w Polsce jest solą dla wielu ośrodków zagranicznych, a nawet dla instytucji międzynarodowych. Wywierana jest ogromna presja, żeby ograniczyć wpływy Kościoła, w tym na osobiste i indywidualne życie ludzi. Ale mam nadzieję, że społeczeństwo polskie jest na tyle dojrzałe, że potrafi się obronić.

- Co z cudem eucharystycznym w Sokółce? Czy i kiedy możemy spodziewać się zatwierdzenia go przez Stolicę Apostolską?

- Kult jest żywy i wciąż się rozwija. Był to znak nadzwyczajny. Przybywa coraz więcej pielgrzymek, nawet zza granicy: z Litwy, Łotwy, Białorusi czy nawet z Azji. W ub. r. obchodziliśmy 10-rocznicę tych wydarzeń. W całej archidiecezji miała miejsce nowenna. W pierwszą niedzielę miesiąca były głoszone homilie nt. Eucharystii, a po nich adoracja. Do Sokółki przyjeżdża coraz więcej pielgrzymek grup dzieci komunijnych. Dawniej jeździli oni do Częstochowy, a teraz do Sokółki. W Sokółce odbywają się też archidiecezjalne Dni Kapłańskie.
Jeśli chodzi o sam cud, w ubiegłym roku byłem w Kongregacji Nauki Wiary, aby zapytać na jakim etapie jest studium dokumentu, zawierającego naszą prośbę o jego uznanie. Kongregacja jest otwarta, zapoznała się z dokumentami i prosi o dosłanie kolejnych. W tej chwili przygotowuję dokumentację, którą niebawem prześlę do Watykanu.
A czy Stolica Apostolska potwierdzi czy nie potwierdzi cud - nie jest to aż takie ważne. Kościół jest bardzo ostrożny w przypadku nadzwyczajnych wydarzeń. A czekanie na orzeczenie Stolicy Apostolskiej jest czasem dojrzewania i szerzenia się kultu. Ma to swoją wartość i z tego się cieszymy. Tak samo było z różnymi objawieniami Matki Bożej, a niektóre dotąd nie zostały uznane np. w Medjugoriu.

- Archidiecezja Białostocka wywodzi się z metropolii wileńskiej. Jak dziś przedstawia się współpraca z obecną archidiecezją wileńską na Litwie, na ile te więzi są podtrzymywane, czy można mówić o wzajemnej wymianie duchowych darów czy doświadczeń duszpasterskich?

- Nie traktujemy tego jako zamkniętej historii. Po wojnie osiadł tutaj metropolita wileński abp Romuald Jałbrzykowski, przyjechali profesorowie seminarium duchownego, z ks. Michałem Sopoćką. Wszyscy długo żyli wileńską tradycją. Byli przekonani, że są tu czasowo i wrócą do Wilna. Nie było wtedy możliwości kontaktów, aczkolwiek nasi księża jeździli z podziemnymi wykładami. To pokolenie już odeszło, a dla młodych związek z Wilnem ma o wiele mniejsze znaczenie.
Dziś jednak – jako znak tej tradycji - podczas ingresu metropolita białostocki otrzymuje pastorał wileński. Łączy nas Matka Boża Ostrobramska, której kult silnie tu się rozwija. Łączy nas św. Kazimierz, patron Litwy oraz patron metropolii białostockiej. 4 marca obchodzimy corocznie wielkie uroczystości ku czci św. Kazimierza.
W wolnej Polsce nawiązywane są na nowo relacje z archidiecezją wileńską. Abp Gintaras Grušas zaprosił mnie w 2017 r., bym przewodniczył uroczystościom Matki Bożej Ostrobramskiej w Wilnie. Całkiem niedawno mieliśmy spotkanie z formatorami z seminarium w Wilnie. Kiedyś była między naszymi diecezjami wymiana kleryków. Na nowo chcemy ją podjąć. Pragniemy, żeby te relacje były dobre. Ze strony archidiecezji wileńskiej widzimy to samo. Kilka tysięcy pielgrzymów z naszej diecezji pojechało we wrześniu ub. r. na spotkanie z papieżem Franciszkiem w Wilnie i Kownie.

- 15 procent wiernych archidiecezji apostolskiej należy do Kościoła Prawosławnego. Jak wygląda współpraca ekumeniczna?

- Prawosławnych jest ok. 12 proc. Duża ich społeczność zamieszkuje w Białymstoku, ok. 40 tys. Wioski, zwłaszcza wzdłuż granicy wschodniej, wyludniają się, a młodzież przenosi się tutaj. Są wioski, które zamieszkuje kilka lub nawet jedna osoba, a większość domów to pustostany.
Nasze relacje z Kościołem prawosławnym są dobre. Mamy wiele wspólnych inicjatyw, poczynając od Tygodnia Modlitw o Jedność Kościoła. Jestem wtedy na nabożeństwie w cerkwi i głoszę Słowo Boże, a abp Jakub przyjeżdża na Mszę św. do nas i też je głosi. W ramach Tygodnia są panele dyskusyjne z udziałem przedstawicieli Kościoła prawosławnego czy protestanckiego. Wiele jest też wspólnych, bardziej spontanicznych spotkań z okazji opłatka. Składamy sobie życzenia w środowiskach mieszanych wyznaniowo, a obaj biskupi (katolicki i prawosławny) są zapraszani. Organizowane są wspólne koncerty kolęd. Są też wspólne akcje charytatywne katolickiej Caritas i prawosławnej Eleos, np. Wigilijna Świeca.
Z abp Jakubem spotykamy się często także przy innych okazjach. A kiedy wizytuję nasze katolickie parafie, to przychodzą tam także wierni z Kościoła prawosławnego.

- Wciąż modlimy się o jedność Kościoła. Czy jest szansa, aby te modlitwy zostały wysłuchane?

- Wszystko zależy od tego, co rozumiemy przez jedność. Jedność wszystkich chrześcijan gwarantuje chrzest. To jest fundament. Natomiast trudno będzie osiągnąć pełną jedność w sferze doktrynalnej. Choć z Kościołem prawosławnym dzieli nas niewiele, to nie uznają oni dogmatów przyjętych przez nasz Kościół po schizmie z 1054 r.. Wciąż dzieli nas rozumienie roli papieża. Prawosławni uznają jego honorowy prymat, ale nie jest akceptowana papieska władza. Jeśli chodzi o inne działania, to dużym krokiem byłby wspólny kalendarz, ale jak widać nie jest to łatwe.

- A co stoi na przeszkodzie ustanowieniu wspólnoty eucharystycznej z Kościołem prawosławnym?

- W prawosławiu Eucharystia rozumiana jest jako realna obecność Chrystusa tylko w momencie jej sprawowania. Nie ma natomiast możliwości przechowywania Najświętszego Sakramentu czy kultu eucharystycznego. Mimo to, dla katolika, tam gdzie nie ma Eucharystii katolickiej, uczestnictwo we Mszy św. w liturgii wschodniej jest ważne.
Trzeba wspomnieć o słynnej deklaracji papieża Benedykta XVI, że prawosławni są „naszymi braćmi w wierze”. Jeśli teolodzy z obu Kościołów wypracują jakieś status quo, to może się okazać, że do tej jedności jest bardzo blisko. A pracuje nad tym Międzynarodowa Komisja Mieszana do Dialogu Teologicznego między Kościołem katolickim a Kościołem prawosławnym, istniejąca od 1980 r.
Na razie możemy budować jedność między naszymi Kościołami na poziomie „dialogu życia”, a otaczającemu światu nieść wspólne świadectwo Ewangelii. Nie jesteśmy na siebie zamknięci jak przed 20 czy 30 laty, mamy do siebie większe zaufanie.

- Pomówmy o sytuacji w Polsce. Boleśnie odczuliśmy zabójstwo prezydenta Adamowicza. Jest to też pewna lekcja. Jak powinniśmy ją odczytać?

- Zabójstwo należy bezwzględnie potępić. Chciałbym wierzyć, że dokonał tego człowiek chory psychicznie. Ale ma to podłoże w otaczającej rzeczywistości. Na osoby chore psychicznie silnie oddziaływuje atmosfera pełna agresji.
Ten ogromny podział, który dokonał się w Polsce jest czymś niesamowitym. Niestety wciąż się pogłębia. Niedopuszczalny jest język używany w mediach a także wśród polityków. Jeśli się manipuluje ludźmi, to później zbiera się gorzkie tego owoce. I to jest rzecz straszna.

- Ale politycy to w większości ludzie Kościoła, przyznający się do wiary…

- Już to ktoś powiedział: „Krew nie jest wodą, krew się zawsze burzy”. Ten podział przenika do coraz szerszych kręgów, także do Kościoła i jego wiernych. Wiara często nie jest na tyle ugruntowana, żeby się temu oprzeć. Jeśli nie jest stale ożywiana, schodzi wtedy na drugi plan. Ostrzeżeniem powinno być to, co się dokonało nie tylko w Gdańsku, ale i w Rwandzie w 2004 r. , czy w ostatnich dziesięcioleciach na Bałkanach. Przepaść budowana pomiędzy różnymi grupami społecznymi tak się może kończyć.

- Ksiądz Arcybiskup jest członkiem Kościelnej Komisji Konkordatowej. Niebawem będziemy obchodzić 30-lecie suwerennej Rzeczypospolitej. Konkordatowy model autonomii i współpracy Kościoła i państwa jaki został zbudowany w Polsce, jest chyba jednym z najciekawszych w Europie. Tymczasem coraz głośniej brzmią głosy tych polityków, którzy domagają się wypowiedzenia Konkordatu?

- Wpisuje się to w program osłabienia Kościoła w Polsce: jego wpływów i autorytetu. A tymczasem polski konkordat jest jednym z najlepszych. Oparty został na nowoczesnej zasadzie przyjaznego rozdziału między Kościołem a państwem. Kościół nie miesza się do spraw politycznych, a państwo szanuje autonomię misji jaką pełni Kościół oraz zasadę wolności religijnej. Wierni mogą dawać świadectwo swej wierze także poza murami kościelnymi, w przestrzeni życia publicznego.
Nic dziwnego, że koła lewicy – polskiej i międzynarodowej - robią wszystko, aby porządek ten zburzyć. A Polska może na tym tylko stracić, gdyż zawsze była postrzegana jako państwo o wielkiej tolerancji. Wypowiedzenie konkordatu pogorszyłoby nie tylko wewnętrzną sytuację w Polsce, ale i jej wizerunek za granicą.

- Dziękuję za rozmowę.

- Marcin Przeciszewski
*** Tadeusz Wojda urodził się 29 stycznia 1957 r. w Kowali na Kielecczyźnie jako czwarte dziecko Władysława i Anieli z domu Pietrzyk. Młodszy jego brat jest księdzem, tak jak on w Stowarzyszeniu Apostolstwa Katolickiego (Pallotyni), zaś starsza siostra jest w Zgromadzeniu Sióstr Elżbietanek Cieszyńskich.
W latach 1964-1972 uczęszczał do szkoły podstawowej w Kowali, a w latach 1972-1976 do liceum ogólnokształcącego. W 1976 r. wstąpił do Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego (Pallotynów). W latach 1977-1983 odbył studia z filozofii i teologii w Wyższym Seminarium Duchownym Stowarzyszenia w Ołtarzewie k. Warszawy, a jednocześnie w latach 1980-1983 studia z teologii fundamentalnej na Akademii Teologii Katolickiej. 8 maja 1983 r. przyjął święcenia kapłańskie.
W maju 1984 r. decyzją Rady Prowincjalnej, został skierowany na studia misjologii do Rzymu na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim, które ukończył doktoratem z misjologii w 1989 r.
Od 2 stycznia 1990 r. ks. Wojda rozpoczął pracę w Papieskim Dziele Rozkrzewiania Wiary i w Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. Od 12 grudnia 2007 r. pełnił funkcję kierownika biura w Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. 24 lipca 2012 r. został mianowany podsekretarzem w Kongregacji. Ponadto od 1991 r. był kapelanem Wspólnoty Sióstr Boromeuszek w Rzymie, a od 1996 r. kapelanem Centrum Edukacji fizycznej dla niepełnosprawnych Czerwonego Krzyża Włoskiego. Jest też autorem licznych artykułów i rozpraw naukowych z zakresu misjologii.
12 kwietnia 2017 r. Ojciec Święty Franciszek mianował go arcybiskupem metropolitą białostockim. Święcenia biskupie ks. Tadeusz Wojda przyjął 10 czerwca 2017 r. Udzielił ich prefekt Kongregacji Ewangelizacji Narodów i Krzewienia Wiary kard. Fernando Filoni. Wspókonsekratorami byli abp Edward Ozorowski oraz abp Henryk Hoser. Podczas tej uroczystości odbył się ingres nowego Arcybiskupa Metropolity do archikatedry białostockiej.
Mottem posługi biskupiej abp. Tadeusza Wojdy są słowa z Ewangelii wg św. Marka 13,10 „Oportet praedicari Evangelium” (Aby była głoszona Ewangelia).
Abp Wojda jest członkiem Kościelnej Komisji Konkordatowej oraz komisji misyjnej Konferencji Episkopatu Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Barbarin: „domniemanie niewinności” powodem decyzji papieża

2019-03-19 20:57

pb / Lyon (KAI)

„Domniemanie niewinności” było powodem papieskiej odmowy przyjęcia dymisji, jaką kard. Philippe Barbarin złożył na ręce Franciszka. Poinformował o tym sam arcybiskup Lyonu w komunikacie opublikowanym na stronie internetowej archidiecezji liońskiej.

YouTube.com

Prymas Galii został 7 marca skazany na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu za niedoniesienie o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich, jakiego dopuścił się jeden z księży jego archidiecezji. Jego adwokaci złożyli apelację od wyroku.

W swym komunikacie kard. Barbarin potwierdził, że 18 marca złożył swą „misję w ręce Ojca Świętego”. - Odwołując się do domniemania niewinności, [papież] nie chciał przyjąć tej dymisji. Pozostawił mi swobodę podjęcia decyzji, która wydałaby mi się dzisiaj najlepsza dla życia diecezji liońskiej. Zgodnie z jego sugestią i ponieważ Kościół w Lyonie cierpi od trzech lat, postanowiłem na pewien czas usunąć się i pozostawić kierowanie diecezją wikariuszowi generalnemu-moderatorowi ks. Yves’owi Baumgartenowi. Ta decyzja wchodzi w życie z dniem dzisiejszym - napisał 19 marca prymas Galii.

Zdziwienie tym „niecodziennym” obrotem sprawy wyraził przewodniczący Konferencji Biskupów Francji abp Georges Pontier. Nie spodziewał się on scenariusza „pośredniego między dwoma przewidywalnymi scenariuszami”, czyli przyjęciem dymisji lub jej odrzuceniem i dalszym kierowaniem archidiecezją przez kard. Barbarina.

Metropolita Marsylii przypuszcza, że taka decyzja jest wynikiem „konfliktu między dwoma wymogami”: „poszanowaniem toku wymiaru sprawiedliwości” i „troski o dobro diecezji liońskiej”. Jego zdaniem przyjęcie dymisji kard. Barbarina „nie wydało się papieżowi właściwe, gdyż nie zakończył się proces cywilny”. Franciszek „nie chciał sprawiać wrażenia, że skazuje kardynała, gdy nie rozstrzygnął o tym jeszcze wymiar sprawiedliwości”, dodał abp Pontier w rozmowie z agencją AFP, odnosząc się do złożonej apelacji od wyroku z 7 marca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem