Reklama

Upadek pięknej polszczyzny

2018-06-13 09:54

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 24/2018, str. 36-37

jdjuanci

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Trudno nie zauważyć, że młodzi Polacy coraz gorzej mówią po polsku. Często trzeba się bardzo wsłuchiwać, by stwierdzić, że jednak posługują się językiem polskim, tyle że zniekształconym, byle jakim, bełkotliwym. Skąd nam się to wzięło?

JAN KULCZYCKI: – Najłatwiej zbyć problem tłumaczeniem, że młodzi ludzie są ogłuszeni przez słuchawki, z którymi się nie rozstają, oraz przez dochodzący zewsząd hałas, przez głośną muzykę, co sprawia, że sami siebie nie słyszą. Moim zdaniem, sprawa jest jednak znacznie poważniejsza. Ta dzisiejsza bylejakość polskiej mowy bierze się stąd, że wyrosło nam pokolenie, którego nikt nie uczył właściwej wymowy słów, intonacji polskich zdań i tego przede wszystkim, że staranna mowa jest wyrazem szacunku do drugiego człowieka. Młodzi Polacy mówią więc byle jak, bez szacunku dla języka ojczystego.

– Bo po prostu nikt już nawet nie zwraca na to uwagi?

– Niestety, tak. Nauczyciele w polskiej szkole już od dawna nie uczą mówić po polsku! I chyba nawet rzadko gorszą się tą bylejakością mowy swoich wychowanków. Z satysfakcją wspominam prowadzone przeze mnie w latach 90. XX wieku u warszawskich „platerek” zajęcia z techniki mowy, które były najzupełniej wyjątkową inicjatywą Marka Piotrowskiego, znakomitego pedagoga i ówczesnego dyrektora zespołu prywatnych szkół katolickich im. Cecylii Plater-Zyberkówny. Potem jeszcze zdarzył mi się epizod uczenia polskiej mowy w państwowej szkole, ale już „pod przykrywką”, w ramach podstaw przedsiębiorczości.

– Dyplomowany aktor uczy przedsiębiorczości, to niebywałe!

– Lekcje te prowadziłem wespół z koleżanką, która zajmowała się stroną ściśle merytoryczną, a ja starałem się uczyć tego, co równie ważne w prowadzeniu biznesu, czyli właściwego wysławiania się i... podstaw dobrego wychowania. Właśnie wtedy z przerażeniem odkryłem, jak wielkie są edukacyjne zaniedbania w obu tych dziedzinach.

– Trudno nie zadać pytania, dlaczego zarówno w polskich domach, jak i szkole coraz mniejszą wagę przykłada się do staranności wypowiadania się po polsku...

– Tyle że rzadko kto w Polsce sobie je dziś zadaje! Przestaliśmy rozmawiać, oglądamy i słuchamy. Gdy po ukończeniu Podyplomowego Studium Wymowy przy PWST w Warszawie (obecnie Akademia Teatralna) oferowałem zajęcia z wymowy w szkołach, nikt nie był tym zainteresowany oprócz kilku wspomnianych „nawiedzonych” przyjaciół... Często wtedy pytałem, dlaczego nauczyciele języków obcych zwracają uwagę na wymowę, intonację, odpowiedni akcent, a w przypadku języka polskiego już się o to nie dba.

– Jaka była odpowiedź?

– Najczęściej, że „przecież po polsku wszyscy potrafią mówić”... Zdarzało mi się nauczycielowi języka polskiego zwracać uwagę, że fatalnie mówi po polsku i co najgorsze, sam o tym nie wie.

– Pewnie brano Pana za wariata?

– Oczywiście! Wtedy dawałem lekcję pokory na własnym przykładzie. Bardzo się zawstydziłem, gdy po trzydziestu paru latach pracy jako aktor pani profesor Daria Iwińska wyraziła zgorszenie: Jasiu, jak ty mówisz, skąd te warszawskie naleciałości?! Przecież mówimy „imię”, a nie „jimię”... Obiecałem poprawę.

– Gdyby o takie drobiazgi w dzisiejszej polszczyźnie chodziło, można by uznać, że jesteśmy narodem purystów językowych!

– Obawiam się, że gdyby przeprowadzono międzynarodowe badania szacunku do własnego języka narodowego, Polacy zajęliby z całą pewnością jedno z ostatnich miejsc. Niestety, własnym językiem mówimy coraz gorzej. Przy czym nie chodzi tu o naleciałości gwarowe, lecz raczej o zwykłą niedbałość, niechlujstwo wymowy. Częściowo jest to zapewne wynikiem tego, że coraz częściej porozumiewamy się za pomocą e-maili i sms-ów, a więc skrótami.

– Ale to przecież powinno raczej doskonalić nasz język, bo krótka informacja wymaga precyzyjnej i przemyślanej formy...

– Nie, nie! To raczej bylejakość naszego języka odbija się na tych krótkich przekazach. Przyznam, że często nie rozumiem tekstów, które dostaję tą drogą, ponieważ ich nadawcy nie zadają sobie trudu użycia polskich znaków, nie mówiąc już o zastosowaniu wielkich liter czy interpunkcji. A z czasem zaczynają tak samo mówić – bez kropek, przecinków, szybko i bezładnie.

– Ciekawe, czy rozmawiając w taki sposób, ludzie sami siebie nawzajem dobrze rozumieją...

– Nie mają chyba takiej potrzeby, bo przestali ze sobą rozmawiać, nie wymieniają myśli, a jedynie zdawkowe informacje. Nie dyskutują – a jeśli już, to rzadko i w elitarnym gronie o lekturach. Szkoła przestała wymagać czytania książek; pozwolono na korzystanie z bryków i niemal skutecznie oduczono czytania. A jeszcze w moich szkolnych latach podczas lekcji polskiego czytało się na głos – właśnie po to, by doskonalić wymowę i poszerzać zasób słów i figur retorycznych. Jak więc ten dzisiejszy młody człowiek ma pięknie mówić po polsku, skoro jego słownictwo ogranicza się do kilku „przecinków łaciny furmańskiej” i kilkunastu konstrukcji zdaniowych?!

– Język polski został potraktowany jak język obcy, bo u nas za dobrze mówiącego np. po angielsku uznaje się kogoś, kto opanował kilka podstawowych struktur językowych...

– Moim zdaniem, z naszym językiem ojczystym jest znacznie gorzej. Młody człowiek uważa, że bardziej opłaca mu się dobrze znać np. angielski niż polski. Boli to, że ludzie odpowiedzialni za edukację w Polsce nie dostrzegają tu żadnego problemu. Mówią za to z satysfakcją, że polska młodzież tak znakomicie zna języki obce. I rzeczywiście może nawet tak jest. Jednak coraz częściej odnoszę wrażenie, że w Polsce po polsku już nie mówimy, że brakuje nam polskich słów, nie znamy polskiej konstrukcji zdania, stosujemy makaronizmy. Dotyczy to przede wszystkim – ale nie tylko – młodego pokolenia. System edukacyjny III RP zafundował wyjątkowo prymitywną bazę kulturową, przez ograniczenie lekcji języka polskiego i historii Polski.

– Do grona odpowiedzialnych za kiepską polszczyznę należy dołączyć także wszechobecne media, przede wszystkim telewizję. Jak Pan ocenia ich językowo-wzorcotwórczą rolę?

– Jak najgorzej, niestety. Najbardziej dziwi mnie to, że w zawodach wiążących się z publicznymi wystąpieniami – m.in. wśród dziennikarzy, prawników, polityków nie wymaga się i nie prowadzi zajęć z zakresu prawidłowej wymowy, prawidłowego czytania tekstu. Nie ma już nawet obowiązku zdania egzaminu na tzw. kartę mikrofonową w Polskim Radiu.

– A trzeba przyznać, że nie był to łatwy egzamin...

– Teraz, niestety, słychać, że go nie ma. Niewielu jest jeszcze naprawdę dobrych lektorów. Zastępujący ich dziennikarze po prostu często nie są w stanie sprostać językowym wyzwaniom. W ich mowie słychać, że nie mają pojęcia o budowie i intonacji polskiego zdania, zwłaszcza złożonego. Nie używają przecinków, myślników, a zwłaszcza kropek. Zdania zlewają się w jeden wielki bełkot, jakby mówiący w ogóle nie rozumiał, co mówi. Ci, którzy mają do nas mówić wzorcową polszczyzną, albo nie mają o niej zielonego pojęcia, albo nie są nauczeni języka bądź też są zmuszani do zbyt szybkiego przekazywania treści. A powinni być przecież misjonarzami nieskazitelnej wymowy.

– Takimi misjonarzami są bez wątpienia aktorzy.

– W każdym razie powinni być. Można mieć jednak wątpliwości, gdy się ogląda np. polskie seriale i niektórych aktorów.

– Dlaczego?

– Dlatego, że młodzi serialowi aktorzy często są tylko przyuczeni do zawodu, a w tej ich aktorskiej edukacji najwyraźniej zabrakło nauki mowy. Raczej więc powielają złe nawyki językowe, niż świecą dobrym przykładem. Gdy przed laty w Ognisku Teatralnym Teatru Ochoty prowadziłem zajęcia z techniki mowy, to przez pierwsze pół roku moim młodym słuchaczom wbijałem do głowy znaczenie pojęcia „kultura słowa”, aby zrozumieli, że nie szanując języka, nie szanują swego rozmówcy lub słuchacza, że kulturalny człowiek zawsze stara się mówić poprawnie i wyraźnie, że mowa to to, co słuchacz słyszy, a nie to, co my mówimy.

– Niewątpliwie ostatnią ostoją i redutą kultury słowa są jeszcze teatry i szkoły aktorskie.

– A ja, niestety, mam poważne wątpliwości, czy rzeczywiście tak jeszcze jest. Być może mam nieco zawyżone standardy, ponieważ jestem przedstawicielem ostatniego rocznika PWST, który wyszedł spod ręki wielkiego Jana Kreczmara. W tamtym czasie uczyli nas aktorstwa najlepsi z najlepszych, mistrzowie polskiej mowy – Stanisława Perzanowska, Jan Świderski, Rena Tomaszewska, Kazimierz Rudzki, Ludwik Sempoliński, Aleksander Bardini – wprost emanujący wielką klasą i kulturą, ale niezwykle wymagający i nietolerujący jakiejkolwiek bylejakości. Zawsze zwracali nam uwagę – czasem dość złośliwie i brutalnie – na niekulturalne zachowania i wypowiedzi.

– Teraz jest inaczej?

– Nie wiem, ale mam nadzieję, że nadal od adeptów sztuki teatralnej wymaga się szczególnej dbałości o język... Kiedyś od jednej z wykładowczyń szkoły teatralnej usłyszałem, że dzisiejszy teatr musi przede wszystkim szokować formą i językiem. Trudno się więc dziwić, że z polskich scen rozlega się raczej język furmański niż piękna polszczyzna. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że należę chyba do ostatniego pokolenia aktorów, od którego jeszcze wymagano kultury języka. „Jeszcze jeden, który będzie zbawiał świat przez dykcję!” – powiedział żartobliwie mój wspaniały dyrektor śp. Jan Kulczyński, gdy zacząłem podyplomowe studia wymowy.

– Zbawia Pan?

– Próbowałem i nadal próbuję, ale jest z tym coraz trudniej. Nastały czasy, w których taki drobiazg jak poprawna dykcja przestał mieć znaczenie. Aktorzy uwierzyli w mikrofony, dzięki czemu głośniej się kompromitują. A czterech logopedów zatrudnionych na wydziale aktorskim poświadcza, że jest bardzo źle.

– Jak Pan sądzi, dlaczego w peerelowskich szkołach zwracano jednak większą uwagę na naukę poprawnej wymowy, a później już nie?

– Może dlatego, że nauczyciele w tamtym czasie mieli poczucie zagrożenia języka polskiego. Przypominam, że wtedy wszyscy musieliśmy się obowiązkowo uczyć rosyjskiego. Może więc bardziej dbaliśmy o język ojczysty, jakby z zakodowanej gdzieś w podświadomości obawy przed wynarodowieniem. Było po trosze tak jak w czasach zaborów. Dzięki konspiracyjnym szkółkom i kursom pań z towarzystwa polskie dzieci uczyły się pisać, czytać i poprawnie mówić po polsku.

– Bo to był najoczywistszy przejaw patriotyzmu.

– Otóż to! W II RP analfabetyzm zlikwidowano w ciągu kilku lat tylko dlatego, że zawsze, nawet wtedy, gdy państwo polskie nie istniało, istniały polskie elity, a kulturalni Polacy dbali o język polski. Mimo wszystko i na przekór wszystkiemu; w niewoli, na zesłaniu... Moim zdaniem, największy brak szacunku dla ojczystej mowy nastąpił w III RP, gdy przekonywano Polaków, że wyśmiewanie patriotyzmu jest w dobrym tonie, a polskim uczniom zaczęto wmawiać, że ważniejsze są języki obce.

– Twierdzi Pan, że właśnie wtedy ta bylejakość polskiej mowy stała się zjawiskiem galopującym? A może to zwykła reakcja na szok wolności?

– Nie sądzę, by to niezwykle niekorzystne dla przyszłości narodu polskiego zjawisko wynikało ze zwykłego zbiegu historycznych okoliczności, bo przecież w najgorszych sytuacjach umieliśmy skutecznie zadbać o język ojczysty. Teraz – po 1989 r. – łatwo poddaliśmy się procesowi rozbijania poczucia przynależności narodowej, bez większego oporu godzimy się na pogardę dla naszej kultury i tradycji, ale przede wszystkim na dewastację języka polskiego wszelkimi sposobami...

– To bardzo ciężkie zarzuty. Kogo Pan w tej sprawie oskarża?

– Jak zwykle, zagrożenie przychodzi z zewnątrz, ale przede wszystkim oskarżam nas samych. O językową niedbałość, o zbyt łatwą zgodę na upraszczanie języka polskiego, o przyzwolenie na chamstwo, które wdarło się do naszego języka za pośrednictwem filmów, teatru, mediów oraz polityków, a na które już zostaliśmy znieczuleni. I dopiero od niedawna chyba coś powoli zaczyna się zmieniać... Taką mam nadzieję.

Jan Kulczycki
Aktor teatralny, filmowy, dubbingowy, nauczyciel techniki mowy i podstaw przedsiębiorczości. Absolwent warszawskiej PWST. Pracował w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie (1971-72), Teatrze Ludowym w Warszawie (1972-74), Teatrze Narodowym (1974-82), Teatrze Ochoty (1982-88) i gościnnie do 2015 r., w Teatrze Dramatycznym (1988-90), Teatrze Północnym w Warszawie (1990-91), Teatrze Powszechnym im. J. Kochanowskiego w Radomiu (1991-92). Działacz opozycji solidarnościowej, uczestnik Grup Oporu „Solidarni”, sekretarz Kapituły Odznaki Pamiątkowej GO „S”

Tagi:
język

Reklama

Telefoniczna Poradnia Językowa na Uniwersytecie Wrocławskim znów działa!

2018-01-29 14:23

Radio Rodzina

KRZYSZTOF KUNERT

Korzystają z niej nie tylko studenci, ale także urzędnicy i dziennikarze. Dzwonią, kiedy mają wątpliwości dotyczące m.in. pisowni czy zasad gramatyki – mowa o Telefonicznej Poradni Językowej, która działa przy Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego.

Poradnia obecnie dyżuruje we wtorki, środy i piątki, od nowego semestru będzie działać

wg nowego harmonogramu. Chcąc skorzystać z porady językowej możemy wysłać również maila.

Szczegółowe informacje znajdą Państwo na stronie http://www.ifp.uni.wroc.pl/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Aktorka zaprasza na Narodowy Marsz Życia

2019-03-22 19:26

Artur Stelmasiak

Znana aktorka Dominika Chorosińska-Figurska zaprasza na ogólnopolski marsz w obronie dzieci przed aborcją oraz demoralizacją dzieci w szkołach, jak w przypadku warszawskiej Karty LGBT.

Artur Stelmasiak/Niedziela

- To jest doskonała okazja do tego, by zamanifestować nasze przywiązanie do wartości, ale także pokazać radość z tego, że życie rodzi się w naturalnej rodzinie - mówi "Niedzieli" Dominika Chorosińska-Figurska. - Nie możemy siedzieć tylko cicho w domach, ale czasem trzeba wyjść na ulice. Być uśmiechniętym i pokojowo nastawionym, ale jednocześnie stanowczo przypominać o najważniejszych wartościach jakimi są życie ludzkie i rodzina.

Narodowy Marsz Życia rozpocznie się w Narodowy Dzień Życia 24 marca na Placu Zamkowym w Warszawie o godz. 13.30. Wcześniej jego uczestnicy zaproszeni są również na Mszę św. do kościoła św. Anny o godz. 12.00 lub innych pobliskich kościołów. Trasa przemarszu wiedzie Traktem Królewskim na plac Trzech Krzyży.

Wśród postulatów marszu jest ochrona rodziny przed ideologią gender, ochrona dzieci przed szkodliwą edukacją LGBT w szkołach, a także uchwalenie przez Sejm prawa zniesienia aborcji eugenicznej. - Niestety ciągle na to czekamy. Moim zdaniem Polska opowiadając się za życiem dzieci mogłaby być wzorem dla Europy i Świata - podkreśla aktorka, która osobiście wybiera się na Narodowy Marsz Życia.

Jej zdaniem obecność na marszu jest naszym świadectwem przywiązania do wartości oraz wyrazem sprzeciwu wobec aborcji i ataków na rodzinę. - Doceniam to, że w ostatnich latach bardzo poprawiła się sytuacja rodzin, zwłaszcza wielodzietnych. Są w lepszej sytuacji ekonomicznej i w ten sposób wielu Polakom została przywrócona godność - mówi Dominika Chorosińska-Figurska, która od 2018 r. jest także radną sejmiku mazowieckiego.

Niestety wydarzenia z ostatnich tygodni pokazują, że ciągle pojawiają się nowe zagrożenia. Największe oburzenie i kontrowersje związane są z podpisaną przez prezydenta Warszawy tzw. Deklaracją LGBT+. - Tylnymi drzwiami wkrada się zła ideologia, która zagraża rodzinie i chce ją zniszczyć. Dlatego nie powinniśmy być cicho, ale głośno mówić, że nie zgadzamy się. Ja jako matka piątki dzieci nie zgadzam się na seksedukatorów w szkole - podkreśla aktorka. - My jako dorośli poradzimy sobie z tą ideologią i zagrożeniami, ale przecież jesteśmy odpowiedzialni także za bezpieczeństwo i prawidłowy rozwój naszych dzieci. Idę więc na Narodowy Marsz Życia w obronie mojej rodziny, moich dzieci oraz tych dzieci, które same bronić się jeszcze nie mogą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Spotkanie Metropolity z Fundacją Szlaki Papieskie JPII

2019-03-23 20:43

Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

- Jesteście strażnikami Papieskich Szlaków. Jesteście strażnikami jakiegoś szczególnego fragmentu polskiej ziemi, po której stąpał święty człowiek, nasz rodak. (…) Jesteście zatem strażnikami także papieskiego ducha, po to żeby tego ducha nie tylko strzec i przekazywać go innym, ale przede wszystkim nim żyć, żeby się nie lękać, żeby się nie bać - mówił abp Marek Jędraszewski podczas spotkania z członkami i sympatykami Fundacji Szlaki Papieskie Jana Pawła II na Franciszkańskiej 3.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Ks. Stefan Misiniec przywitał zebranych na dorocznym spotkaniu Fundacji Szlaki Papieskie Jana Pawła II w kaplicy arcybiskupów krakowskich. Przytoczył słowa kard. Karola Wojtyły, które w 1976 roku wygłosił podczas Kongresu Eucharystycznego w Filadelfii, że oto jesteśmy świadkami konfrontacji pomiędzy Ewangelią a jej zaprzeczeniem na niespotykaną dotąd skalę.Kapłan dziękował metropolicie krakowskiemu za poprowadzenie wspólnej modlitwy i błogosławieństwo.

W wygłoszonej homilii abp Marek Jędraszewski, odnosząc się do przytoczonych wcześniej słów kard. Wojtyły z Filadelfii, tłumaczył, że przyszły papież odwoływał się wtedy do konfrontacji ateistycznego systemu bolszewickiego z Kościołem.

– Dzisiaj po latach jesteśmy w innym czasie i trwa inna konfrontacja. Taka jest prawda i nie możemy tego negować. Ale już nie w imię nowej ideologii tworzącej absolutną prawdę tylko w przekonaniu, że nie ma absolutnej prawdy, więc dobre jest wszystko, co człowiek uzna dla siebie za dobre, wszystko jest dozwolone, słynne hasło „róbta co chceta”. To sprawia, że Kościół znowu staje się obiektem różnego rodzaju ataków, bo mówi o Bogu, o Jego prawie. Mówi o przykazaniach, mówi o grzeszności, o konieczności nawrócenia, ale także o konieczności wiary w Boga, który jest nieskończony w swoim miłosierdziu.

W dalszych słowach arcybiskup podkreślił, że zawsze kiedy Jan Paweł II opisywał ważne dla polskiego Kościoła sprawy, osadzał je w polskim krajobrazie, jakby chciał pokazać, że istnieje jakaś szczególna ciągłość historii narodu osadzonego w konkretnym kręgu kulturowym i geograficznym. Metropolita przywołał fragmenty trzech utworów poetyckich, w których polski krajobraz stanowi niezwykle ważną część papieskiego przesłania.

Pierwszy fragment pochodzi z utworu „Myśląc ojczyzna”:

„Ojczyzna – kiedy myślę –

słyszę jeszcze dźwięk kosy,

gdy uderza o ścianę pszenicy,

łącząc się w jeden profil

z jasnością nieboskłonu.

Lecz oto nadciągają kosiarki,

zapuszczając do wnętrza

tej ściany i dźwięków monotonię

i ruchów gwałtowne pętle, i tną… „

Drugi fragment to część poematu „Stanisław”, w którym Wojtyła opisywał polską ziemię i jej piękny krajobraz zmieniający się wraz z kolejnymi porami roku. Natomiast trzeci fragment pochodzi z „Tryptyku Rzymskiego” i stanowi opis papieskiej refleksji snutej dokładnie 20 lat wcześniej podczas wędrówki wzdłuż potoku w Dolinie Jarząbczej odchodzącej od Doliny Chochołowskiej:

„Zatoka lasu zstępuje

w rytmie górskich potoków

ten rytm objawia mi Ciebie,

Przedwieczne Słowo.

Jakże przedziwne jest Twoje milczenie

we wszystkim, czym zewsząd przemawia

stworzony świat…

co razem z zatoką lasu

zstępuje w dół każdym zboczem…

to wszystko, co z sobą unosi

srebrzysta kaskada potoku,

który spada z góry rytmicznie

niesiony swym własnym prądem…

— niesiony dokąd?

Co mi mówisz górski strumieniu?

w którym miejscu ze mną się spotykasz?

ze mną, który także przemijam —

podobnie jak ty…”

Na zakończenie homilii metropolita krakowski skierował do członków i sympatyków Fundacji Szlaki Papieskie Jana Pawła II słowa przesłania:

– Jesteście strażnikami Papieskich Szlaków. Jesteście strażnikami jakiegoś szczególnego fragmentu polskiej ziemi, po której stąpał święty człowiek, nasz rodak. Jesteście strażnikami konkretnych fragmentów naszej ojczyzny, które dadzą się wyznaczyć topografią. Ale przecież to są szlaki szczególne. To są szlaki człowieka, który, wędrując, modlił się i prowadził dialog z Bogiem. I ten dialog utrwalał w swojej poezji dla nas. Jesteście zatem strażnikami także papieskiego ducha z tamtych także niełatwych czasów, po to żeby tego ducha nie tylko strzec i przekazywać go innym, ale przede wszystkim nim żyć, żeby się nie lękać, żeby się nie bać. Konfrontacje zawsze były, są i będą, bo są wpisane w życie Kościoła od samych jego początków. Ale ponad te konfrontacje chrześcijanie za każdym razem mieli doświadczenie prawdziwości słów Pana Jezusa: „Bramy piekielne go nie przemogą. Ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

Po Eucharystii miało miejsce spotkanie Fundacji Szlaki Papieskie Jana Pawła II z abpem Markiem Jędraszewskim, podczas którego Prezes Fundacji Urszula Własiuk podkreśliła, że wypowiedziane dwa lata temu słowa metropolity o wielkim zadaniu chronienia i przekazywania następnym pokoleniom duchowego dziedzictwa Jana Pawła II skierowane do członków Fundacji odebrane zostały jako przesłanie.

Prezes przypomniała następnie, że wszystkie najważniejsze sprawy w czasach Biblii działy się na górach i tam również Chrystus prowadził Apostołów, gdy chciał im coś ważnego przekazać. W góry także Karol Wojtyła zabierał młodych i sam chętnie wracał na szlaki.

Prezes Własiuk wskazała następnie na wiele inicjatyw, które powstały w tym roku przy Szlakach Papieskich. Wyraziła nadzieję, że już w jesieni ukaże się przewodnik po Szlakach Papieskich w Gorcach, które szczególnie kochał Jan Paweł II.

Na zakończenie prezes gratulowała prof. Bogusławowi Grzybkowi, który zajmuje się oprawą muzyczną tych spotkań. Wyjaśniła także, że chór „Organum”, który p. Bogusław założył obchodzi w tym roku 50 lat istnienia. O nim Jan Paweł II mówił „mój chór”, gdy zespół wielokrotnie występował w Watykanie.

Abp Marek Jędraszewski dziękował zebranym za życzliwość i pamięć. Wyraził wielką radość, że troska o Szlaki Papieskie nie ustaje i wciąż znajduje nowe wyrazy.

Jeszcze raz podkreślił, że na wszystko co się obecnie wokół nas i wokół Kościoła dzieje musimy patrzeć z zaufaniem w Bożą Opatrzność.

– Nie my jesteśmy panami dziejów i historii ludzkości tylko Pan Bóg. A my mamy swoim dobrym życiem, modlitwą, zatroskaniem o to co najbardziej piękne i szlachetne przedłużać Bożą miłość do nas, do Polski, do naszej ojczystej ziemi. I jej bronić, z niej być dumnym, ją ukazywać innym.

Na zakończenie metropolita przekazał zebranym serdeczne życzenia wielkanocne.

Pierwsze Szlaki Papieskie oznakowane zostały jako szczególny dar rodaków dla Ojca św. w 25 rocznicę rozpoczęcia jego pontyfikatu i jako odpowiedź na papieską prośbę, wypowiedzianą w Nowym Targu w 1979 roku: „Pilnujcie mi tych szlaków”. Przez lata szlaków przybywało. W 2003r. z inicjatywy Urszuli Własiuk powołana została Fundacja Szlaki Papieskie Jana Pawła II, której zadaniem jest wytyczanie nowych tras oraz dbanie o te, które już istnieją. Dziś oznaczonych Szlaków Papieskich w Polsce istnieje bardzo dużo. Łączy je jedno – wiemy na pewno, że każdym z nich osobiście wędrował Karol Wojtyła – jako świecki, ksiądz, biskup, kardynał czy jako papież.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem