Reklama

Seminarium nikomu nie zaszkodzi

2018-06-13 10:08

Ks. Piotr Bączek
Edycja bielsko-żywiecka 24/2018, str. IV

PB
Liturgia święceń. Ks. Sławomir Pietraszko symbolicznie otrzymuje od biskupa kielich i patenę

Z ks. Sławomirem Pietraszko, neoprezbitrem z parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Słotwinie, o powołaniu rozmawia ks. Piotr Bączek.

Ks. Piotr Bączek: – Święcenie kapłańskie to z pewnością przełomowe wydarzenie. Jakim słowem określiłby Ksiądz to, co się stało w katedrze św. Mikołaja 26 maja?

Ks. Sławomir Pietraszko: – Na pewno przemiana. To chyba najlepsze słowo. Nie mam na myśli przemiany zewnętrznej. Choć człowiek, de facto, jest ten sam, to coś w nas się zmienia. Tak zresztą jest we wszystkich sakramentach.
W rozmowach z młodzieżą mówię, że nawet jeśli czegoś w tym względzie nie czujemy, to nie znaczy, że tego nie ma. Łaska, która w tych święceniach przyszła, z całą pewnością definiuje tę przemianę. Jest jakimś bodźcem.

– Bycie księdzem związane jest z czymś, co określamy mianem powołania. Jak to było w Księdza przypadku. Gdzie jest początek tej historii?

– Z pewnością nie było tak, że jako dziecko, niemowlak, dla postu w piątki nie piłem mleka matki (śmiech). Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, nie planowałem, by zostać księdzem. Zresztą mnóstwo jest takich ludzi, którzy nie planowali. W seminarium mamy byłych bokserów, sportowców, maratończyków, kogoś z doktoratem po matematyce. To pokazuje, że Pan Bóg nas wyrywa, wzywa z tego, czym żyjemy.

– Czym zatem żył Sławomir Pietraszko zanim wezwał go Bóg?


– Pochodzę z wioski; tam ludzie żyją codzienną pracą. Widziałem, jak mama wraca z zakładu pracy (z bielskiego Bezalinu), potem idzie do roboty w polu. Wokół tego rolnictwa wszystko się kręciło. A jeszcze niejako przy okazji udało się jej wychować dzieci.
Co do mnie, to byłem jak każde dziecko w moim wieku: zabawy, gra w piłkę, wyjazdy. Przełom przyszedł po gimnazjum. Zacząłem się zastanawiać, co chcę dalej w życiu robić. To był pierwszy impuls. Przypadkiem w Szczyrku wpadła mi w ręce ulotka o Liceum Córek Bożej Miłości w Bielsku-Białej. Zabrałem ją i odłożyłem gdzieś na bok. Kiedy trzeba było wybrać szkołę pomyślałem, że może właśnie tak: do „katolika” pójdę, spróbuję. Złożyłem więc podanie do szkoły prowadzonej przez siostry. I nie żałuję tej decyzji; miałem świetną, bardzo zgraną, liczącą 15 osób klasę.

– Mówi się, że pierwszym seminarium księdza jest dom rodzinny; jakikolwiek by nie był, stanowi pierwsze miejsce przygotowujące człowieka… Jaki był Księdza dom?

– To był wielopokoleniowy dom: dziadkowie, rodzice i my – dzieci. Do tego dochodził jeszcze mój chrzestny. Wokół, bardzo blisko, mieszkała rodzina – wujkowie i ciocie. Wychodziłeś z domu i spotykałeś najbliższych. To była taka naturalna, rodzinna wspólnota życia: ludzie z sąsiedztwa się znali, odwiedzali się wzajemnie, utrzymywali ze sobą żywe relacje. Wydaje mi się, że słowem charakteryzującym mój dom jest „normalność”. I, chyba, jak w każdym domu wielorodzinnym, religijności pilnowała babcia, rodzice byli mocno zajęci. I właśnie babcia dawała impuls, np. wieczorem: „Idziemy się modlić”. Wtedy wszyscy: rodzice umęczeni po pracy, wujek i dzieci – klękaliśmy i zaczynaliśmy modlitwę. To zapamiętałem.

– Kontakt z kościołem, parafią? Był ksiądz ministrantem?


– Trzeba przypomnieć, że początkowo Słotwina była częścią parafii w Lipowej. Wujek miał Skodę Rapid, co na tamte czasy było luksusem. Tak jeździliśmy do kościoła. Z bratem chętnie to czyniliśmy, także dla przejażdżki tym autem! (śmiech). Odległość ponad dwóch kilometrów od kościoła parafialnego była kłopotem. Rodzice bali się puszczać małego chłopca, by szedł na zbiórkę dość ruchliwą drogą.
Zostałem ministrantem dopiero w szóstej klasie. W 2000 r. w Słotwinie pojawił się ks. Mieczysław Grabowski. Najpierw uczył religii jako wikariusz z Lipowej, potem zaczął tworzyć ośrodek duszpasterski. Podszedł więc do mnie i zaproponował, bym został ministrantem. Myślałem wpierw, że jestem zbyt „stary” na ministranta. Ale się zdecydowałem. Później wstąpiłem w szeregi Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży.

– Czy Księdza powołanie to bardziej jeden moment, który można wskazać, jakiejś punktowe wydarzenie, czy raczej proces?


– Na pewno jakiś proces. W liceum zacząłem się poważniej nad drogą do kapłaństwa zastanawiać. Starsi koledzy ze szkoły CBM wybierali seminarium. Kiedy oni przyjeżdżali jako klerycy, widziałem, że są normalnymi facetami. Wreszcie przyszedł moment, gdy trzeba było zdecydować o swojej przyszłości. Wtedy stanęło przede mną pytanie o kapłaństwo. Dużo myślałem, zastanawiałem się, rozmawiałem z księżmi i klerykami. W końcu zdecydowałem: Tak, to jest to.
Przyszedł też moment, gdy trzeba było o tym powiedzieć w domu. Na pewno nie było tak, że zgromadziłem całą rodzinę i uroczyście oświadczyłem, że idę do seminarium. Siedziałem przy komputerze i mama przyszła nieśmiało zapytać: „A ty już wiesz, co będziesz robił dalej, zostaniesz w domu, będziesz pracował?”. Odpowiedziałem spokojnie, że idę do seminarium. Pamiętam, że mama się rozpłakała i powiedziała coś w tym stylu: „Jezus, Maria. Dziecko mi idzie na zmarnowanie!”. To była pierwsza reakcja mamy. I to ona powiedziała reszcie rodziny o mojej decyzji. Potem poszedłem do proboszcza. Ucieszył się, bo to był rok jubileuszu jego kapłaństwa.

– Jakie jest wspomnienie pierwszego kontaktu z seminarium?

– Wchodziłem do seminarium z taką wizją, wysnutą m.in. przez moją mamę, że idę do miejsca w rodzaju więzienia. Faktycznie, coś w tym było na początku: wejście w regulamin seminaryjny, stałość, nadzór przełożonych. Bez komórki, Internetu – to wszystko w XXI wieku. A ja już jestem z tego pokolenia, które tym żyło na co dzień. I oto trzeba było te dobra zostawić, to wszystko stało się regulaminem zabronione. To było pierwsze wrażenie, które z czasem zupełnie zanikło.

– Jak przebiegała ta zmiana. Jak ją Ksiądz opisze?

– Najpierw następuje dość radykalne, żeby nie powiedzieć brutalne, odcięcie się od świata. Dwa pierwsze lata w żargonie seminarium nazywano biblijnie „czasem wielkiego ucisku”. Przejście na rok trzeci to dojście do „ziemi obiecanej”. Te pierwsze lata są najtrudniejsze. Kiedy przychodzisz z rozbieganego, kolorowego świata, naraz każą ci milczeć, rezygnować. Z czasem jednak przegryzasz się przez ten „nakaz” i zaczynasz rozumieć, czemu to wszystko służy. Pomagają w tym konferencje ojców duchownych. Na początku „trzeba” i robisz to, co trzeba. Potem zaczynasz rozumieć „dlaczego”, zaczynasz dostrzegać owoce we własnym sercu, własnym życiu.

– Jakie są zatem owoce seminarium?


– Są różne i liczne. Ale dla mnie istotna jest wspólnota. Nasz rocznik – 6 kleryków diecezji bielsko-żywieckiej – jesteśmy bardzo zżyci. Możemy jeden na drugiego liczyć. Dalej przyszło odkrycie, bardzo ważne, że ludzka wspólnota jest odbiciem wspólnoty Trójcy Świętej. Bóg jest wspólnotą. Odkrywałem też wsparcie wspólnoty parafialnej wraz z przyjmowaniem kolejnych posług: lektoratu, akolitatu.
Na każdą z tych uroczystości do Krakowa z małej wioski Słotwina przyjeżdżał cały autobus wiernych. Ci ludzie brali wolne w pracy na ten jeden dzień, jechali do Centrum Jana Pawła II, by przez tę jedną godzinę być ze mną. Wspierać mnie w mojej drodze do kapłaństwa. Intelektualna droga studiów także dała mi pewien obraz wspólnoty, z którym idę w kapłaństwo.

– Studnia. Filozofia i teologia – po co to wszystko?

– Opowiem o jednej sytuacji, dość dla mnie istotnej. Jako kleryk przyjechałem do domu na wakacje. Poszedłem do kościoła na adorację. I po tej modlitwie przyszła do mnie dziewczyna; zaczęła opowiadać, jak posypało się jej życie. Wtedy na własnej skórze odczułem, że koniec z teorią. Zaczynają się schody. Prawdziwe życie, prawdziwe pytania, sytuacje, prawdziwi ludzie. Zderzenie się z realnym życiem. Do mnie, niewiele starszego, przychodzi ktoś z poważnym problemem. Co ja mam z tym zrobić? Mogę zrobić, co w mojej mocy i resztę zostawić Panu Bogu. I tu się okazało, że wiedza nabyta w seminarium ma swoje praktyczne przełożenie, że dotyka rzeczywistości człowieka, nie jest suchą teorią, nie może taką być.

– Czego Ksiądz spodziewa się po kapłaństwie?


– Spodziewam się niespodziewanego. Nie wiem, co do mnie przyjdzie. W czasie tegorocznych święceń diakonatu bp Roman Pindel powiedział, że Bóg nam gwarantuje jedynie to, że będzie z nami, że kocha. Nie mogę być pewien siebie.
Z kolei jeden z przełożonych w seminarium powiedział mi coś, co zapamiętałem. Każdemu z nas Pan Bóg daje oścień, coś, z czym sobie nie możemy poradzić, kłopot, problem. Po to, bym nie wpadł w pychę i nie myślał, że sam sobie ze wszystkim poradzę. Spodziewam się, że kapłaństwo będzie drogą piękną.
„Czytając” dzisiejszy świat, rozmawiając z ludźmi, mogę powiedzieć, że dziś zadania księdza są zupełnie inne niż kiedyś. Ja rozeznaję to tak: ludzie dziś najbardziej potrzebują, żeby z nimi być. Nie tylko tego, żeby im udzielać rad, wskazówek – choć to też jest nasze zadanie. Ludzie chcą obecności. Żeby mieli pewność, że, niezależnie od tego, co się w ich życiu dzieje, zawsze mogą na kogoś, na kapłana liczyć. Że ktoś ich wysłucha.

– Czego się Ksiądz najbardziej obawia, idąc w taki, a nie inny świat?


– Boję się, że komuś nie będę potrafił pomóc. Oczywiście, wiem, że we wszystkim, co robimy, wspiera nas Pan Bóg, że musimy Mu zaufać. Ale we mnie jest taka wewnętrzna obawa, że przyjdzie ktoś z problemem, a ja rozłożę ręce w geście bezradności. Owszem, może samo wysłuchanie będzie już jakąś pomocą.
Nie tyranizuję świata. Z praktyk parafialnych mam doświadczenie bazujące na pracy z młodymi w szkole. Widzę tam głód relacji, ogromny deficyt więzi. Młodzi nie mają wsparcia w domu, szukają tego w sieci, w grach.
Moim zdaniem trzeba dziś uczyć ludzi, by potrafili się zatrzymać. To jest wielka bolączka współczesności: z roku na rok coraz bardziej przyspieszamy. Człowiek się nakręca. I nie ma czasu nawet pomyśleć. Zadaniem naszym jest trochę ludzi stopować, prowokować do myślenia.

– Co powiedziałby młody Kapłan tym chłopakom, którzy stoją przed wyborem drogi życiowej i zastanawiają się nad kapłaństwem: Iść do seminarium, czy nie?


– Oczywiście, iść. Po pierwsze dlatego, że formacja seminaryjna nikomu nie zaszkodzi. Jeżeli rozeznasz, że kapłaństwo to nie twoja droga, niczego nie tracisz. Czas spędzony w seminarium nie będzie czasem straconym. Człowiek się wtedy czegoś uczy.
Ja w podaniu o dopuszczenie do święceń napisałem, że wszystkie swoje talenty chcę oddać na służbę Kościoła. Można patrzeć na kapłaństwo jako na rezygnację z czegoś, jak na „zmarnowanie”. Ale można widzieć w tym drogę do rozwoju talentów, które daje nam Pan Bóg, by służyć innym. Na początku wspomniałem, że do seminarium trafiają maratończycy, bokserzy, matematycy. Ich talenty, ich dary Pan Bóg chce wykorzystać. Niezależnie, czy zostaną kapłanami, czy też nie. Trzeba tylko odkryć, do czego Bóg nas powołuje.

Tagi:
wywiad

Reklama

Na razie przecieram szlaki

2019-02-20 11:36

Katarzyna Krawcewicz
Edycja zielonogórsko-gorzowska 8/2019, str. VI

Wiktoria Dmytruk
Ks. Adam Czeponis – moderator diecezjalnej diakonii liturgicznej Ruchu Światło-Życie, wikariusz parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Bobrowicach, inicjator Dekanalnej Szkoły Liturgicznej

Katarzyna Krawcewicz: – Dekanalna Szkoła Liturgii – co to będzie?

Ks. Adam Czeponis: – Moim głównym zamierzeniem jest objęcie dekanatu Krosno Odrzańskie pewną propozycją kształcenia liturgicznego. Normalną praktyką w dekanatach jest to, że organizuje się chociażby kursy lektorskie. Chciałbym pójść krok dalej i pomóc ludziom tu, na miejscu, w większym zaangażowaniu w liturgię. Oprócz kursu lektorskiego, organizowane będą zajęcia dla pań o posłudze kobiet. Chodzi o to, żeby pokazać, że przestrzeń liturgiczna jest dostępna dla wszystkich i każdy może się włączyć w liturgiczną posługę w parafii. To nie jest tylko i wyłącznie rola księdza. Wszyscy możemy poczuć się wspólnotą i w jej ramach odkrywać swoje dary i charyzmaty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Norwegia łamie prawa człowieka

2019-02-19 11:11

Artur Stelmasiak

Decyzja norweskich władz o wydaleniu z Oslo konsula RP dr. Sławomira Kowalskiego wywołała wiele głosów krytyki zarówno w Polsce, jak i w Skandynawii. - W ciągu 2 tygodni pod nasza petycją #MuremZaKonsulem podpisało się ponad 30 tys. osób i dziś przynieśliśmy jo ambasady Królestwa Norwegii - mówiły mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu Ordo Iuris.

Artur Stelmasiak

Uznanie za persona non grata polskiego konsula, który ratował polskie dzieci, by mogły się wychowywać w swoich rodzinach, spotkało się z oburzeniem ze strony tamtejszej Polonii. Dlatego jej przedstawiciele zorganizowali manifestację przed Ambasadą Królestwa Norwegii w Warszawie. - Nie zgadzamy się z praktyką władz Norwegii, która odwołuje polskich dyplomatów tylko dlatego, że zgodnie z obowiązującym norweskim i międzynarodowym prawem bronią praw polskich rodzin i polskich dzieci. To nie jest pierwszy taki przypadek i obawiamy się, że kolejnego konsula, który przyjedzie do Oslo także może spotkać ten sam los - mówił przed ambasadą Artur Kubik, przewodniczący związku zawodowego w Norwegii "Solidaritet Norge".

Konsul dr Sławomir Kowalski jest znany z pomocy wielu polskim rodzinom przed opresyjnymi działaniami ze strony urzędu Barnevernet. W 2016 r. otrzymał od polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych tytuł „Konsula Roku”. MSZ wskazywało, że nagroda jest „ukłonem wobec wszystkich, którzy walczą o polskie dzieci i godność polskiej rodziny za granicą". - Pan konsul przez 5 lat wzorowo służył polskim rodzinom w Norwegii i dlatego został wydalony na podstawie całkowicie fałszywych zarzutów i pomówień. Ujawniony przez instytut Ordo Iursi filmu pokazuje, że to norwescy urzędnicy Barnevernet oraz policjanci złamali prawo dyplomatyczne określone w Konwencji Wiedeńskiej - podkreślił mec. Jerzy Kwaśniewski. - Z dowodów wynika jednoznacznie, że konsul reprezentujący Rzeczpospolitą Polskę chciał tylko dostać się do polskiego dziecka. I niestety nie pozwolono mu na to, a policja usunęła go z naruszeniem jego nietykalności. To są jednoznaczne dowody na złamanie Konwencji Wiedeńskiej. I dziś w imieniu 30 tys. sygnatariuszy chcemy stanowczo zaprotestować zarówno przeciwko takiemu traktowaniu polskich obywateli, jak i przedstawicieli dyplomatycznych Rzeczpospolitej Polski.

W ambasadzie zostało złożone pismo, w którym Instytut Ordo Iuris i Związek Zawodowy „Solidarność” w Norwegii domagają się wprowadzenia zmian proceduralnych korzystnych dla polskich rodzin w tym kraju. - To są rekomendacje, które nie tylko są wytworem naszej pracy i analiz, ale także powtórzeniem międzynarodowej krytyki i rekomendacji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy oraz Trybunały Praw Człowieka w Strasburgu ws. prawa człowieka w Norwegii - tłumaczył Kwaśniewski.

Podczas pikiety przed ambasadą obecna była także przewodnicząca parlamentarnego Zespołu "Dobro dziecka jako cel najwyższy" poseł Barbara Chrobak. - Jako polityk i poseł liczę na to, że to jest ostatni taki skandaliczny przypadek, gdy przedstawiciel dyplomatyczny RP zostaje wydalony. Dla nas jest ważna współpraca z Norwegią, ale nie może być to współpraca na zasadzie jednostronnej - mówiła Barbara Chrobak, poseł klubu Kukiz'15. - Jestem zadowolona z odpowiedniej i stanowczej odpowiedzi polskich władz, ale także faktu, że pani Silje Garmo jest dziś z nami. Rzeczpospolita Polska udzieliła jej azylu przed władzami Norwegii, które nie przestrzegają podstawowych praw człowieka.

Protest przed siedzibą ambasady Królestwa Norwegii w Warszawie został zorganizowany przez norweską Polonię. W Ambasadzie złożone zostało pismo, którego autorzy domagają się wprowadzenia w Norwegii „gwarancji proceduralnych, korzystnych dla rodziców oraz ich dzieci”.

Oczekują oni:

1. Zapewnienia udziału tłumacza na każdym etapie postępowania w celu zniwelowania bariery językowej uniemożliwiającej rodzicom i dziecku pełne uczestnictwo w postępowaniu;

2. Informowania władz konsularnych RP o każdym przypadku ingerencji Barnevernet w funkcjonowanie rodzin polskich obywateli przybywających na terytorium RP;

3. Zagwarantowania prawa do bezpośredniego kontaktu polskich obywateli z konsulem RP;

4. Poddania niezwłocznej kontroli niezawisłych sądów decyzji o ograniczeniu lub pozbawieniu pieczy nad dzieckiem lub praw rodzicielskich. Decyzja o odebraniu dziecka winna zostać uzasadniona i doręczona rodzicom, a dziecku wyjaśniona w sposób dla niego zrozumiały;

5. Przekazania odebranych dzieci do rodzin zastępczych w Polsce i pod jurysdykcję sądu RP, zgodnie zKonwencją Haską z 19 października 1996 r. o jurysdykcji, prawie właściwym, uznawaniu, wykonywaniu i współpracy w zakresie odpowiedzialności rodzicielskiej oraz środków ochrony dzieci;

6. Poszanowania prawa dziecka do nierozrywania jego więzi z rodzicami. Zagwarantowania dziecku prawa do regularnego utrzymywania osobistych relacji i bezpośredniego kontaktu z matką, ojcem, rodzeństwem, dziadkami nawet w przypadku pozbawienia rodziców praw rodzicielskich;

7. Utworzenia systemu wsparcia dla rodzin którym odebrano dzieci. Objęcie ich opieką prawną i psychologiczną;

8. Nierozdzielania rodzeństwa w przypadku odebrania rodzicom więcej niż jednego dziecka; zapewnienia, aby dziecko odebrane rodzicom trafiło w pierwszej kolejności do dalszych krewnych;

9. Zapewnienia, aby decyzja o powierzeniu pieczy nad dzieckiem osobom trzecim była poddawana okresowej weryfikacji, w celu dokonania oceny, czy właściwy dla dziecka nie byłby powrót pod opiekę rodziców – uwzględniać przy tym należy najlepszy interes dziecka oraz jego opinię;

10. Zapewnienia, aby poddanie dziecka opiece osób trzecich nastąpiło z uwzględnieniem jego tożsamości religijnej, etnicznej oraz kulturowej oraz z poszanowaniem więzi istniejącej między rodzeństwem;

11. Ustanowienia stałych organów nadzoru i zapewnienia kontroli parlamentarnej instytucjom opieki społecznej;

12. Powołania wspólnej, norwesko-polskiej, międzyrządowej komisji bieżąco monitorującej wprowadzanie punktów wskazanych powyżej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nowy rektor krakowskiego seminarium

2019-02-20 14:20

archidiecezja krakowska

Decyzją Metropolity Krakowskiego arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, po biskupie Januszu Mastalskim, obowiązki rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie od 1 marca br. obejmie ks. Andrzej Tarasiuk, dotychczasowy ojciec duchowny Seminarium.

cwr-skawina.pl
Ks. Andrzej Tarasiuk był gościem warsztatów psychoedukacyjnych dla kobiet, organizowanych przez Urząd Miasta i Gminy w Skawinie oraz Centrum Wspierania Rodziny w Skawinie
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem