Reklama

Petycja do prezes Trybunału Konstytucyjnego

Co się dzieje z Kościołem w Niemczech?

2018-06-19 11:34

Z kard. Paulem Josefem Cordesem – niemieckim współpracownikiem Jana Pawła II – rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 25/2018, str. 14-16

Grzegorz Gałązka
Kard. Paul Josef Cordes

Włodzimierz Rędzioch: – W naszej rozmowie o Janie Pawle II („Niedziela” nr 24/2018) wspomniał Eminencja o Benedykcie XVI. Po papieżu z Polski został wybrany papież z Niemiec – rodak Eminencji i wybitny teolog. Dlaczego pontyfikat Benedykta XVI, podobnie jak wcześniej Jana Pawła II, spotkał się z tak dużą krytyką i sprzeciwem właśnie w Niemczech?

Kard. Paul Josef Cordes: – Sprzeciw wobec papiestwa i jego przedstawicieli jest, niestety, dziedzictwem krajów znajdujących się na północ od Alp. Wielki teolog Hans Urs von Balthasar już przed laty napisał książkę „Antyrzymski resentyment” (Freiburg 1974, w polskim przekładzie: Poznań 2004). Pisze w niej, że nasze „katolickie uczucia są ciągle podkopywane przez nieustannie napastliwe wypowiedzi mediów, prasy i licznych publikacji, które swą chrześcijańską dojrzałość wystawiają na pokaz przez zarozumiałe czy wręcz nienawistne wywyższanie się nad wszystko, co przychodzi z Rzymu, co dzieje się w Rzymie i idzie do Rzymu”. Kiedy w 1980 r. zostałem powołany przez Papieża do Rzymu, jeden z moich współbraci zapytał mnie: „Czy przeciw takiej nominacji nic nie można zrobić?”. Inny mi napisał: „Ty w Rzymie? Mogę ci tylko wyrazić ubolewanie”. Bo antyrzymski resentyment jest w Niemczech – w kraju, w którym Luter rozpętał reformację – szczególnie wyrazisty. Na północ od Alp jest awersja do Rzymu i papiestwa jako takiego. Św. Jan Paweł II spotkał się z nią po wielkim aplauzie, którego najpierw doznał w Niemczech. W styczniu 1989 r. 163 katolickich profesorów w tzw. Deklaracji kolońskiej obłożyło klątwą następcę św. Piotra, gdy ten – z punktu widzenia prawa kościelnego zupełnie słusznie – zamianował arcybiskupem Kolonii Joachima Meisnera. Fala ich agresji rozlała się na cały świat. Na wspomnienie może zasługuje też niesłuszne i raniące karcenie Papieża, które ściągnął on na siebie podkreśleniem w swej deklaracji „Dominus Iesus” centralnej roli Jezusa w dziele zbawienia.

– Ale dlaczego krytykowano również Papieża, który jest Niemcem?

– W przypadku Benedykta XVI ta antyrzymska choroba dochodzi do głosu jeszcze z powodu jego przeszłości jako nauczyciela teologii. Jako profesor i kardynał niejeden raz wyzywał swych kolegów na słowny pojedynek i kładł ich na łopatki. Czegoś takiego ambitni uniwersyteccy profesorowie zwyczajni nie zapominają. Potem były błyskotliwe publiczne wystąpienia kard. Josepha Ratzingera, np. dysputa z niemiecką gwiazdą filozofii Jürgenem Habermasem w monachijskiej Akademii Katolickiej w 2004 r. Wielu zadawało sobie pytanie, dlaczego właśnie Ratzinger stanął na szczycie Kościoła: „Czy nie był jednym z nas?”. Kto nie hamuje swych ambicji, ten nasiąka antypatią i ją wylewa. Nie mówiąc o tłumie ludzi dalekich od Kościoła, którzy – jak pisał von Balthasar – w Niemczech inspirują media i nie cierpią wierzących.

– Benedykt XVI zawsze był bardzo krytyczny wobec Kościoła w swoim kraju. W ostatnim wywiadzie książkowym mówił o negatywnych skutkach kościelnego systemu podatkowego w Niemczech i nadmiernie zbiurokratyzowanej strukturze niemieckiego Kościoła: „W Niemczech mamy do czynienia ze zorganizowanym i dobrze płatnym katolicyzmem. W wielu przypadkach są to zatrudnieni świeccy występujący wobec Kościoła z mentalnością pracowników zrzeszonych w związkach zawodowych. Kościół jest dla nich tylko pracodawcą, na którego spogląda się krytycznym okiem. Nie kieruje nimi dynamika wiary, tylko zajmowana pozycja. Wielkie zagrożenie dla niemieckiego Kościoła może stanowić to, że dysponuje tak wieloma opłacanymi pracobiorcami, co stwarza nadwyżkę świeckiej biurokracji”. Gdy przeczytałem, że archidiecezja Monachium ma ponad 800 pracowników, ale jedynie ok. 30 seminarzystów na 1,7 mln katolików, to widzę Kościół jako biurokratyczną machinę. Jak to się dzieje, że niemieccy biskupi nie rozumieją, iż kościelna biurokracja nie jest w stanie umacniać ludzi w wierze ani budzić powołań do kapłaństwa?

– Spostrzeżenia te są, niestety, słuszne. Daj Boże, żeby w Niemczech Ewangelia znowu nabrała mocy i nieśmiałe początki odnowy wiary zostały przyjęte przez biskupów i parafie.

– Innym delikatnym punktem w życiu niemieckiego Kościoła jest podatek kościelny. Przytoczę słowa abp. Georga Gänsweina, który w swym wywiadzie dla „Schwäbische Zeitung” postawił pytanie: „Jak reaguje Kościół w Niemczech w przypadkach niepłacenia podatków na Kościół?”. I taką dał odpowiedź: „Reaguje automatycznym wykluczeniem ze wspólnoty kościelnej – co równa się ekskomunice. To przesada, to jest niezrozumiałe. Powątpiewa się w dogmaty, ale za to nikogo się nie wyrzuca. Czyżby niepłacenie «Kirchensteuer» było cięższym wykroczeniem niż odrzucenie prawd wiary? Mam wrażenie, że jeśli w grę wchodzi wiara, to jest niewielka tragedia, ale kiedy chodzi o pieniądz, wtedy już nie ma żartów”. Kościół, w którym ludzie się nie spowiadają, w którym rozwiedzeni i żyjący w powtórnym związku małżeńskim wszędzie przystępują spokojnie do Komunii św. i w którym „małżeństwa” homoseksualistów są coraz częściej błogosławione w kościele, ale który nie odpuszcza niepłacenia podatku kościelnego – czy nie jest to powód do zmartwienia?

– Każda instytucja, jeśli chce istnieć i działać, potrzebuje środków finansowych. Także Kościół katolicki. Tzw. Kirchensteuer powstał w Niemczech w długim procesie historii Kościoła; nie miejsce tutaj na jego omawianie, jednak bez zapoznania się z historią ta metoda finansowania jest niezrozumiała dla nie-Niemców. Ale także przy uwzględnieniu powodów, które doprowadziły do tego podatku, jego praktyka (administracyjne ściąganie, z którego – rzecz jasna – w poszczególnych przypadkach można by zrezygnować) i jego konsekwencje (w przypadku niepłacenia – usunięcie z Kościoła) są bardzo złe, nierzadko skandaliczne. Odpowiedzialni pasterze powinni szukać jakiegoś innego modelu finansowania – może byłby to system włoski: 0,8 proc. („Otto per mille”)? Zgodnie z nim każdy obywatel powinien sam decydować, czy oddawana przez niego część podatków będzie przeznaczana na rzecz wspólnoty religijnej, czy na jakieś inne państwowe cele kulturalne. Oczywiście, taka zmiana systemu wymagałaby zgody innych wyznań – np. protestantów.

– Niemieccy katolicy często krytykowali albo atakowali Jana Pawła II i Benedykta XVI, zwłaszcza w dyscyplinie sakramentalnej, antropologii i bioetyce. Pamiętam jednak, że niedawno wpływowy prezes Komitetu Katolików Niemieckich domagał się „własnej praktyki duszpasterskiej” dla każdego kraju, a kard. Reinhard Marx powiedział: „Nie jesteśmy filią Rzymu”. Ostatnio większość niemieckich biskupów otworzyła się na możliwość dopuszczania do Komunii św. małżonków niekatolików. Czy Kościół katolicki w Niemczech jest jeszcze Kościołem rzymskokatolickim?

– Na zgromadzeniu wszystkich niemieckich biskupów w Hildesheim 24 lutego 2015 r. przewodniczący i niektórzy inni biskupi zorganizowali konferencję prasową. W sprawozdaniu z niej dziwne jest nie tylko to, że niemieckiemu Kościołowi przyznaje się jakieś szczególne znaczenie wewnątrz Ecclesia Catholica. Bardziej irytujące są teologiczne nieścisłości przewodniczącego, takie jak np. lapidarne stwierdzenie: „Nie jesteśmy filią Rzymu. Każda konferencja episkopatu jest kompetentna w sprawach duszpasterstwa na własnym obszarze kulturowym i ma sama głosić Ewangelię w odpowiedni dla niego sposób”. Kard. Marx jest etykiem społecznym i pewnie dobrze się zna na zależności filii od wielkiego przedsiębiorstwa. Jednak w kontekście Kościoła takie słowa bardziej pasują do stolika w kawiarni. Jako przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec powinien bardziej zważać na to, co mówi. Co rozumie on przez „kompetencje” w „duszpasterskim kręgu kulturowym”? Chodzi mu może o nowe wydanie śpiewnika do liturgii albo o program wielkiej pielgrzymki? Decydowania o takich sprawach nikt mu przecież nie odmawia. Ale on mówi o czymś zupełnie innym! Przewodniczący zabiera głos w sprawie dramatu powtórnego ślubu rozwiedzionych, a ta materia wykracza daleko poza pragmatyczne sympatie danego obszaru kulturowego. Należy bowiem do teologicznego centrum Ecclesia Catholica. Na tym polu nawet kardynał nie może cięciem miecza rozwiązać skomplikowanego węzła gordyjskiego. Ma się trzymać np. teologii sakramentów danej mu przez Sobór Trydencki albo przemówienia papieża Benedykta XVI, który 21 stycznia 2012 r. w obecności kompetentnego Trybunału Roty Rzymskiej (Rota Romana) oświadczył, że w decyzjach duszpasterskich nikt nie powinien lekceważyć obowiązującej nauki Kościoła. Odpowiedzialny pasterz nie może się kierować niejasnym „miłosierdziem”. Jeśli przewodniczący episkopatu twierdzi, że z tą swoją nauką chce pozostać we „wspólnocie Kościoła”, to może nie zna granic, które ta nauka wyznacza praktyce duszpasterskiej, albo też lekką ręką rzuca niewiążące, lecz dobrze brzmiące twierdzenia. Istotny sens wspólnoty określa centralny, teologiczno-duchowy fundament, na którym wspiera się Kościół całego świata. Wydaje się jednak, że na konferencjach prasowych na ogół nie przywiązuje się do niego większej wagi – mimo że każdy biskup przy swej konsekracji biskupiej wyraźnie przyrzekał „jedność z kolegium biskupów pod następcą Piotra”. Albo czy zdanie: „Nie możemy czekać, aż jakiś synod powie, jak ma tutaj wyglądać duszpasterstwo małżeńskie i rodzinne”, jest zgodne z kościelnym znaczeniem wspólnoty, z duchem „communio”? Takie wypowiedzi są raczej rodem z techniki „wyprzedzającego posłuszeństwa”, z całkowicie politycznej strategii, która tworzy fakty, ażeby w ten sposób zawładnąć procesem podejmowania decyzji i innych – uczciwszych – przeciwników zmusić do ustąpienia. Czy biskup nie mógł w swym przemówieniu wykorzystać okazji do ukazania na konferencji prasowej łaski katolickiej „communio” i uświadomić jej historiozbawczej wyższości nad chrześcijańskimi wspólnotami wiary, które uzależniły się od państwa? Antyrzymski resentyment nie został w końcu wynaleziony przy biurku; w północnych szerokościach przez swoją odśrodkową siłę jest on niszczycielski także dla jedności wiary. Zatroskany obserwator pragnąłby, żeby przewodniczący konferencji episkopatu ze swoimi nowymi ważnymi zadaniami kurialnymi wykorzystał swą wiedzę dla przeciwstawienia się temu resentymentowi.

– Na ostatnim zebraniu plenarnym biskupi Konferencji Episkopatu Niemiec zadecydowali większością głosów, że w mieszanych małżeństwach partner ewangelicki w szczególnych przypadkach i pod określonymi warunkami może przyjmować Komunię św. Decyzja ta odbiła się dużym echem w świecie. Co mógłby Eminencja powiedzieć na ten temat?

– Należy podkreślić, że ta decyzja napotyka poważne przeszkody teologiczne – przede wszystkim jest nią dobrze poświadczona tradycja kościelna. Ludwig von Hertling we wspaniałym artykule historycznym opisał praktykę Komunii św. we wczesnym chrześcijaństwie – chciałbym z niego przytoczyć tylko niektóre wątki. Autor pisze m.in., że Komunia eucharystyczna jest dla wczesnego chrześcijaństwa widzialnym znakiem kościelnej wspólnoty. Gdy ok. połowy II wieku biskup Polikarp ze Smyrny przybył do Rzymu, ażeby rozmawiać z papieżem Anicetem w sprawie sporu o datę Wielkanocy, nie doszło do porozumienia tych dwu biskupów. Nie zerwali jednak z tego powodu kościelnej „communio”. Ireneusz z Lyonu tak wyraża zachowaną wspólnotę wiary: „Razem przystępowali do Komunii”. Przeciw pojawiającym się błędnym naukom i herezjom zawsze wysuwano zasadę: „Każdy należy tam, gdzie otrzymuje Komunię św.”. Heretycki patriarcha Macedoniusz z Konstantynopola z miejsca zmusił przeciwstawiających się katolików do przyjmowania „jego” Komunii; kazał im przemocą otwierać usta i w ten sposób podawać Eucharystię. Z takim poglądem spotykamy się jeszcze w VII wieku. Dowiadujemy się, że katolicy, którzy podróżowali w obce strony, brali ze sobą Ciało Pańskie. To samo czynili heretycy, żeby nie musieli nawiązywać wspólnoty wiary z katolikami. Tak wyglądają wiara i praktyka wczesnego Kościoła. Przyjmowanie Ciała Pańskiego jest bardziej autentycznym potwierdzeniem wiary niż wszystkie słowa. Dzisiaj natomiast mamy jednoznaczne polecenie Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Przedstawił je Benedykt XVI w swej posynodalnej adhortacji apostolskiej „Sacramentum caritatis” (O Eucharystii, źródle i szczycie życia i misji Kościoła, z 22 lutego 2007 r.). Czytamy w niej: „Z drugiej jednak strony szacunek, jaki winniśmy żywić dla sakramentu Ciała i Krwi Chrystusa, nie pozwala nam traktować go jedynie jako «środka», którym moglibyśmy się posłużyć bez właściwego rozróżnienia dla osiągnięcia tejże jedności. Eucharystia bowiem nie wyraża tylko naszej osobistej komunii z Jezusem Chrystusem, ale zakłada także pełną «communio» z Kościołem. To jest więc powodem, dla którego z bólem, ale nie bez nadziei, prosimy chrześcijan niekatolików, by zrozumieli i uszanowali nasze przekonanie, które sięga do Biblii i Tradycji. My utrzymujemy, że Komunia eucharystyczna i komunia Kościoła tak wewnętrznie nawzajem do siebie przynależą, że w zasadzie jest niemożliwe przystępowanie przez chrześcijan niekatolików do jednej bez cieszenia się z drugiej”. Dlatego stanowisko Konferencji Episkopatu Niemiec w tej kwestii nie ma żadnego uzasadnienia teologicznego.

– Kilka lat temu Andreas Püttmann w jednej ze swoich książek zdefiniował Niemcy jako „Gesellschaft ohne Gott” (społeczeństwo bez Boga) i wyjaśnił, że na Niemcy głęboki wpływ wywarły dwie dyktatury: nazistowska i komunistyczna – obie miały na celu zniszczenie religii. W dzisiejszych czasach natomiast pojawia się problem „rozpowszechnionego poglądu scjentycznego, który każe postrzegać religię jako coś archaicznego. To powoduje, że tylko 11 proc. katolików i jedynie 3 proc. protestantów praktykuje”. Dlaczego niemiecki Kościół nie jest w stanie zatrzymać dechrystianizacji, a co gorsza, sam poddaje się procesowi, który Jan Fleischhauer, dziennikarz czasopisma „Der Spiegel”, zdefiniował jako „selbstsäkularisierung”, czyli samosekularyzację? Czy ten proces sprawia, że Kościół katolicki ulega „protestantyzacji”?

– Dostrzeganie w błędach Kościoła katolickiego w Niemczech tylko „protestantyzacji” nie uwzględnia korzeni zła. W rzeczywistości mamy tu do czynienia z duchem tego świata w nauczaniu Kościoła – duchem, który bardzo rozwadnia protestantyzm. Niebezpieczeństwo powiększa się jeszcze bardziej, gdy miesza się struktury kościelne z państwowymi, a zwłaszcza wtedy, gdy Kościół uważa siebie za pewnego rodzaju ONZ i chce zbawiać świat nie przez głoszenie zbawienia Bożego dokonanego w Jezusie Chrystusie, lecz środkami światowymi. Kościół ma głosić i umacniać wiarę.

Tagi:
wywiad Niemcy

Niemcy: dalsze kroki biskupów w sprawie nadużyć

2018-11-21 17:25

Vaticannews / Würzburg (KAI)

Niemieccy biskupi podjęli dalsze kroki przeciwko nadużyciom seksualnym w Kościele. Podczas posiedzenia w Würzburgu Rada Stała Episkopatu zdecydowała o rozpoczęciu pracy w pięciu projektach, które bazują na przedstawionym we wrześniu raporcie o nadużyciach seksualnych (wynika z niego, że w latach 1946-2014 odnotowano 3677 przypadków molestowania seksualnego, których dopuściło się łącznie 1670 duchownych.)

karlherl/pixabay.com

Biskupi chcą standaryzacji akt personalnych duchownych we wszystkich niemieckich diecezjach. Oprócz diecezjalnych pełnomocników ds. ochrony dzieci i młodzieży pracę mają podjąć biura niezależne od Kościoła. Ponadto biskupi chcą wyjaśnić, kto oprócz sprawców ponosi instytucjonalną odpowiedzialność za przypadki nadużyć seksualnych, a także usprawnić proces udzielania odszkodowań. Wprowadzony zostanie też wiążący ponaddiecezjalny monitoring działania i prewencji. Pełnomocnik niemieckiego episkopatu ds. wyjaśniania przypadków nadużyć seksualnych będzie ściśle współpracował ze swoim odpowiednikiem z ramienia niemieckiego rządu.

Ponadto niemieccy biskupi zapowiedzieli, że „przy udziale ekspertów różnych dyscyplin” będą badać wpływ celibatu oraz katolickiej etyki seksualnej na kwestię nadużyć seksualnych. Rada stała episkopatu poparła też wniosek o utworzenie ponaddiecezjalnych sądów karnych zajmujących się przypadkami nadużyć. W tej sprawie biskupi zapowiedzieli ścisłą współpracę ze Stolicą Apostolską, oferując również pomoc w przeprowadzeniu ewentualnej reformy kodeksu prawa kanonicznego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019 300x300 nowy termin

O. Bartoszewski: Konsylium lekarskie Kongregacji ds. Świętych zatwierdziło cud za wstawiennictwem kard. Wyszyńskiego

2019-01-20 12:29

mp / Warszawa (KAI)

O. Gabriel Bartoszewski poinformował, że 29 listopada ub. r. konsylium lekarskie w watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych zatwierdziło cud uzdrowienia młodej dziewczyny za przyczyną kard. Stefana Wyszyńskiego. Teraz potrzeba jeszcze zatwierdzenia tegoż cudu przez komisję teologów konsultorów oraz komisję kardynałów i biskupów - aby Ojciec Święty mógł wydać oficjalny dekret o cudownym uzdrowieniu za wstawiennictwem Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, co otwiera drogę do beatyfikacji. Na prace te potrzeba co najmniej około pół roku.

BP KEP

O. Gabriel Bartoszewski OFMCap, wicepostulator w procesie beatyfikacyjnym kard. Wyszyńskiego, występując wczoraj wieczorem podczas gali Nagrody Społecznej im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie poinformował, że 29 listopada ub. r. konsylium lekarskie watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych zatwierdziło cud uzdrowienia młodej dziewczyny za przyczyną kard. Stefana Wyszyńskiego. Ten długo oczekiwany fakt uruchomi ostatnie procedury umożliwiające beatyfikację Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego.

O. Bartoszewski przypomniał, że 22 listopada 2015 r. kard. Kazimierz Nycz przekazał w kongregacji na ręce jej prefekta kard. Angelo Amato 3-tomowe Positio nt. życia i zasług kandydata na ołtarze. Dzięki temu 26 kwietnia 2016 r. kongres teologów konsultorów kongregacji jednomyślnie orzekł heroiczność cnót Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. W ślad za tym został ogłoszony 19 grudnia 2017 r. dekret o heroiczności cnót. "W dekrecie jest zawarty przebieg życia, a na końcu zawarte jest stwierdzenie, że Sługa Boży praktykował cnoty heroiczne - wiarę, nadzieję, miłość oraz cnoty moralne - roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie w stopniu nadzwyczajnym” – podkreśla o. Bartoszewski.

„29 listopada 2018 r. konsylium lekarskie w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych zatwierdziło cud uzdrowienia młodej dziewczyny za przyczyną kard. Stefana Wyszyńskiego. Orzeczenie otworzyło drogę do dalszej, końcowej pracy nad procesem. Teraz oczekujemy na posiedzenie następnej komisji, komisji konsultorów teologów, której zadaniem jest stwierdzić, czy uzdrowienie tej dziewczyny miało związek z modlitwą za przyczyną Sługi Bożego. Nastąpi to w niedługim czasie” – wyjaśnia kapucyn.

„Następnie, w odstępie dwóch, trzech miesięcy, odbędzie się posiedzenie komisji kardynałów i biskupów, która wydaje już ostateczny werdykt zatwierdzający uzdrowienie” – podkreśla o. Bartoszewski, dodając, że wtedy prefekt kongregacji przedstawia papieżowi protokół tejże komisji, a Ojciec Święty poleca mu opracowanie dekretu o cudownym uzdrowieniu, który jest ogłaszany po podpisaniu przez papieża. „To oznacza zakończenie procesu. Zostaje tym samym otwarta bezpośrednia droga do beatyfikacji” – wyjaśnia ekspert.

Na pytanie, kiedy konkretnie nastąpić może uroczystość beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia, o. Bartoszewski odpowiada: „Ona nadejdzie w swoim czasie, bądźmy dobrej myśli”.

Stefan Wyszyński urodził się w 3 sierpnia 1901 r. w miejscowości Zuzela nad Bugiem. Po ukończeniu gimnazjum w Warszawie i Łomży wstąpił do Seminarium Duchownego we Włocławku, gdzie 3 sierpnia 1924 roku został wyświęcony na kapłana. Po czterech latach studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim na Wydziale Prawa Kanonicznego i Nauk Społecznych uzyskał stopień doktora.

Podczas II wojny światowej jako znany profesor był poszukiwany przez Niemców. Ukrywał się m.in. we Wrociszewie i w założonym przez matkę Elżbietę Czacką zakładzie dla ociemniałych w Laskach pod Warszawą.

W okresie Powstania Warszawskiego ks. Wyszyński pełnił obowiązki kapelana grupy "Kampinos" AK.

W 1946 r. papież Pius XII mianował ks. prof. Wyszyńskiego biskupem, ordynariuszem lubelskim. 22 października 1948 r. został mianowany arcybiskupem Gniezna i Warszawy oraz Prymasem Polski.

W coraz bardziej narastającej konfrontacji z reżimem komunistycznym, Prymas Wyszyński podjął decyzję zawarcia "Porozumienia", które zostało podpisane 14 lutego 1950 r. przez przedstawicieli Episkopatu i władz państwowych.

12 stycznia 1953 r. abp Wyszyński został kardynałem. Osiem miesięcy później, 25 września 1953 r. został aresztowany i internowany. Przebywał kolejno w Rywałdzie Królewskim koło Grudziądza, w Stoczku Warmińskim, w Prudniku koło Opola i w Komańczy w Bieszczadach.

W ostatnim miejscu internowania napisał tekst odnowionych Ślubów Narodu, wygłoszonych następnie na Jasnej Górze 26 sierpnia 1956 r. jako Jasnogórskie Śluby Narodu. 26 października 1956 r. Prymas wrócił do Warszawy z internowania. W latach 1957-65 prowadził Wielką Nowennę przed Jubileuszem Tysiąclecia Chrztu Polski.

W latach 60. czynnie uczestniczył w pracach Soboru Watykańskiego II.

Zmarł 28 maja 1981 r. w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Na pogrzeb kardynała w Warszawie 31 maja przybyły dziesiątki tysięcy ludzi.

Proces beatyfikacyjny Prymasa Tysiąclecia na etapie diecezjalnym rozpoczął się 20 maja 1983 r. a zakończył 6 lutego 2001 r. Akta zebrane w toku procesu – w sumie 37 tomów – wraz załącznikami (książkami, artykułami autorstwa kandydata na ołtarze) zostały przekazane do watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

28 maja 2013 r. podczas uroczystości w bazylice św. Jana Chrzciciela w Szczecinie zamknięto diecezjalny proces o domniemanym uzdrowieniu młodej osoby za przyczyną Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. Dokumentacja trafiła do Watykanu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Radosny korowód młodzieży!

2019-01-20 12:26

Piotr Drzewiecki

Trzeci dzień pobytu Domowego Kościoła w Diecezji Penomone był czasem pielgrzymki młodzieży do kościoła San Juan Bautista Church w Aquadolce. Podczas zbiórki na dworcu autobusowym młodzi mieli okazję poznać siebie nawzajem. Każda narodowość głośno klaskała, śpiewała i tańczyła, ucząc swoich rówieśników układów tanecznych i piosenek. Polacy zatańczyli słynną „belgijkę” oraz jedną ze znanych piosenkę disco polo, które od razu przypadły do gustu obcokrajowcom. Następnie korowód udał się w drogę do kościoła w Aquadolce. Marsz podzielony był na grupy według parafii, które goszczą młodzież. Na przodzie każdej grupy prowadzone były figury świętych symbolizujących parafie. Młodzi radośnie śpiewali i tańczyli, m.in. do hymnu Światowych Dni Młodzieży. Po dojściu do Aquadolce była krótka modlitwa w kościele, a po niej posiłek w pobliskiej szkole.

Piotr Drzewiecki

Ostatnim, aczkolwiek najważniejszym punktem pielgrzymki była Msza św. przy ołtarzu polowym, której przewodniczył biskup diecezji Penomone Edgardo Cedeno Munoz. Po zakończeniu Mszy św. młodzi wrócili do rodzin, u których przebywali.

W Diecezji Penomone przebywają młodzi z: Gwatemali, Arabii Saudyjskiej, Stanów Zjednoczonych, Korei Południowej, Filipin, Kolumbii, Argentyny, Francji, Hiszpanii i Polski.

Zobacz zdjęcia: Radosny korowód młodzieży!
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem