Reklama

Co się dzieje z Kościołem w Niemczech?

2018-06-19 11:34

Z kard. Paulem Josefem Cordesem – niemieckim współpracownikiem Jana Pawła II – rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 25/2018, str. 14-16

Grzegorz Gałązka
Kard. Paul Josef Cordes

Włodzimierz Rędzioch: – W naszej rozmowie o Janie Pawle II („Niedziela” nr 24/2018) wspomniał Eminencja o Benedykcie XVI. Po papieżu z Polski został wybrany papież z Niemiec – rodak Eminencji i wybitny teolog. Dlaczego pontyfikat Benedykta XVI, podobnie jak wcześniej Jana Pawła II, spotkał się z tak dużą krytyką i sprzeciwem właśnie w Niemczech?

Kard. Paul Josef Cordes: – Sprzeciw wobec papiestwa i jego przedstawicieli jest, niestety, dziedzictwem krajów znajdujących się na północ od Alp. Wielki teolog Hans Urs von Balthasar już przed laty napisał książkę „Antyrzymski resentyment” (Freiburg 1974, w polskim przekładzie: Poznań 2004). Pisze w niej, że nasze „katolickie uczucia są ciągle podkopywane przez nieustannie napastliwe wypowiedzi mediów, prasy i licznych publikacji, które swą chrześcijańską dojrzałość wystawiają na pokaz przez zarozumiałe czy wręcz nienawistne wywyższanie się nad wszystko, co przychodzi z Rzymu, co dzieje się w Rzymie i idzie do Rzymu”. Kiedy w 1980 r. zostałem powołany przez Papieża do Rzymu, jeden z moich współbraci zapytał mnie: „Czy przeciw takiej nominacji nic nie można zrobić?”. Inny mi napisał: „Ty w Rzymie? Mogę ci tylko wyrazić ubolewanie”. Bo antyrzymski resentyment jest w Niemczech – w kraju, w którym Luter rozpętał reformację – szczególnie wyrazisty. Na północ od Alp jest awersja do Rzymu i papiestwa jako takiego. Św. Jan Paweł II spotkał się z nią po wielkim aplauzie, którego najpierw doznał w Niemczech. W styczniu 1989 r. 163 katolickich profesorów w tzw. Deklaracji kolońskiej obłożyło klątwą następcę św. Piotra, gdy ten – z punktu widzenia prawa kościelnego zupełnie słusznie – zamianował arcybiskupem Kolonii Joachima Meisnera. Fala ich agresji rozlała się na cały świat. Na wspomnienie może zasługuje też niesłuszne i raniące karcenie Papieża, które ściągnął on na siebie podkreśleniem w swej deklaracji „Dominus Iesus” centralnej roli Jezusa w dziele zbawienia.

– Ale dlaczego krytykowano również Papieża, który jest Niemcem?

– W przypadku Benedykta XVI ta antyrzymska choroba dochodzi do głosu jeszcze z powodu jego przeszłości jako nauczyciela teologii. Jako profesor i kardynał niejeden raz wyzywał swych kolegów na słowny pojedynek i kładł ich na łopatki. Czegoś takiego ambitni uniwersyteccy profesorowie zwyczajni nie zapominają. Potem były błyskotliwe publiczne wystąpienia kard. Josepha Ratzingera, np. dysputa z niemiecką gwiazdą filozofii Jürgenem Habermasem w monachijskiej Akademii Katolickiej w 2004 r. Wielu zadawało sobie pytanie, dlaczego właśnie Ratzinger stanął na szczycie Kościoła: „Czy nie był jednym z nas?”. Kto nie hamuje swych ambicji, ten nasiąka antypatią i ją wylewa. Nie mówiąc o tłumie ludzi dalekich od Kościoła, którzy – jak pisał von Balthasar – w Niemczech inspirują media i nie cierpią wierzących.

– Benedykt XVI zawsze był bardzo krytyczny wobec Kościoła w swoim kraju. W ostatnim wywiadzie książkowym mówił o negatywnych skutkach kościelnego systemu podatkowego w Niemczech i nadmiernie zbiurokratyzowanej strukturze niemieckiego Kościoła: „W Niemczech mamy do czynienia ze zorganizowanym i dobrze płatnym katolicyzmem. W wielu przypadkach są to zatrudnieni świeccy występujący wobec Kościoła z mentalnością pracowników zrzeszonych w związkach zawodowych. Kościół jest dla nich tylko pracodawcą, na którego spogląda się krytycznym okiem. Nie kieruje nimi dynamika wiary, tylko zajmowana pozycja. Wielkie zagrożenie dla niemieckiego Kościoła może stanowić to, że dysponuje tak wieloma opłacanymi pracobiorcami, co stwarza nadwyżkę świeckiej biurokracji”. Gdy przeczytałem, że archidiecezja Monachium ma ponad 800 pracowników, ale jedynie ok. 30 seminarzystów na 1,7 mln katolików, to widzę Kościół jako biurokratyczną machinę. Jak to się dzieje, że niemieccy biskupi nie rozumieją, iż kościelna biurokracja nie jest w stanie umacniać ludzi w wierze ani budzić powołań do kapłaństwa?

– Spostrzeżenia te są, niestety, słuszne. Daj Boże, żeby w Niemczech Ewangelia znowu nabrała mocy i nieśmiałe początki odnowy wiary zostały przyjęte przez biskupów i parafie.

– Innym delikatnym punktem w życiu niemieckiego Kościoła jest podatek kościelny. Przytoczę słowa abp. Georga Gänsweina, który w swym wywiadzie dla „Schwäbische Zeitung” postawił pytanie: „Jak reaguje Kościół w Niemczech w przypadkach niepłacenia podatków na Kościół?”. I taką dał odpowiedź: „Reaguje automatycznym wykluczeniem ze wspólnoty kościelnej – co równa się ekskomunice. To przesada, to jest niezrozumiałe. Powątpiewa się w dogmaty, ale za to nikogo się nie wyrzuca. Czyżby niepłacenie «Kirchensteuer» było cięższym wykroczeniem niż odrzucenie prawd wiary? Mam wrażenie, że jeśli w grę wchodzi wiara, to jest niewielka tragedia, ale kiedy chodzi o pieniądz, wtedy już nie ma żartów”. Kościół, w którym ludzie się nie spowiadają, w którym rozwiedzeni i żyjący w powtórnym związku małżeńskim wszędzie przystępują spokojnie do Komunii św. i w którym „małżeństwa” homoseksualistów są coraz częściej błogosławione w kościele, ale który nie odpuszcza niepłacenia podatku kościelnego – czy nie jest to powód do zmartwienia?

– Każda instytucja, jeśli chce istnieć i działać, potrzebuje środków finansowych. Także Kościół katolicki. Tzw. Kirchensteuer powstał w Niemczech w długim procesie historii Kościoła; nie miejsce tutaj na jego omawianie, jednak bez zapoznania się z historią ta metoda finansowania jest niezrozumiała dla nie-Niemców. Ale także przy uwzględnieniu powodów, które doprowadziły do tego podatku, jego praktyka (administracyjne ściąganie, z którego – rzecz jasna – w poszczególnych przypadkach można by zrezygnować) i jego konsekwencje (w przypadku niepłacenia – usunięcie z Kościoła) są bardzo złe, nierzadko skandaliczne. Odpowiedzialni pasterze powinni szukać jakiegoś innego modelu finansowania – może byłby to system włoski: 0,8 proc. („Otto per mille”)? Zgodnie z nim każdy obywatel powinien sam decydować, czy oddawana przez niego część podatków będzie przeznaczana na rzecz wspólnoty religijnej, czy na jakieś inne państwowe cele kulturalne. Oczywiście, taka zmiana systemu wymagałaby zgody innych wyznań – np. protestantów.

– Niemieccy katolicy często krytykowali albo atakowali Jana Pawła II i Benedykta XVI, zwłaszcza w dyscyplinie sakramentalnej, antropologii i bioetyce. Pamiętam jednak, że niedawno wpływowy prezes Komitetu Katolików Niemieckich domagał się „własnej praktyki duszpasterskiej” dla każdego kraju, a kard. Reinhard Marx powiedział: „Nie jesteśmy filią Rzymu”. Ostatnio większość niemieckich biskupów otworzyła się na możliwość dopuszczania do Komunii św. małżonków niekatolików. Czy Kościół katolicki w Niemczech jest jeszcze Kościołem rzymskokatolickim?

– Na zgromadzeniu wszystkich niemieckich biskupów w Hildesheim 24 lutego 2015 r. przewodniczący i niektórzy inni biskupi zorganizowali konferencję prasową. W sprawozdaniu z niej dziwne jest nie tylko to, że niemieckiemu Kościołowi przyznaje się jakieś szczególne znaczenie wewnątrz Ecclesia Catholica. Bardziej irytujące są teologiczne nieścisłości przewodniczącego, takie jak np. lapidarne stwierdzenie: „Nie jesteśmy filią Rzymu. Każda konferencja episkopatu jest kompetentna w sprawach duszpasterstwa na własnym obszarze kulturowym i ma sama głosić Ewangelię w odpowiedni dla niego sposób”. Kard. Marx jest etykiem społecznym i pewnie dobrze się zna na zależności filii od wielkiego przedsiębiorstwa. Jednak w kontekście Kościoła takie słowa bardziej pasują do stolika w kawiarni. Jako przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec powinien bardziej zważać na to, co mówi. Co rozumie on przez „kompetencje” w „duszpasterskim kręgu kulturowym”? Chodzi mu może o nowe wydanie śpiewnika do liturgii albo o program wielkiej pielgrzymki? Decydowania o takich sprawach nikt mu przecież nie odmawia. Ale on mówi o czymś zupełnie innym! Przewodniczący zabiera głos w sprawie dramatu powtórnego ślubu rozwiedzionych, a ta materia wykracza daleko poza pragmatyczne sympatie danego obszaru kulturowego. Należy bowiem do teologicznego centrum Ecclesia Catholica. Na tym polu nawet kardynał nie może cięciem miecza rozwiązać skomplikowanego węzła gordyjskiego. Ma się trzymać np. teologii sakramentów danej mu przez Sobór Trydencki albo przemówienia papieża Benedykta XVI, który 21 stycznia 2012 r. w obecności kompetentnego Trybunału Roty Rzymskiej (Rota Romana) oświadczył, że w decyzjach duszpasterskich nikt nie powinien lekceważyć obowiązującej nauki Kościoła. Odpowiedzialny pasterz nie może się kierować niejasnym „miłosierdziem”. Jeśli przewodniczący episkopatu twierdzi, że z tą swoją nauką chce pozostać we „wspólnocie Kościoła”, to może nie zna granic, które ta nauka wyznacza praktyce duszpasterskiej, albo też lekką ręką rzuca niewiążące, lecz dobrze brzmiące twierdzenia. Istotny sens wspólnoty określa centralny, teologiczno-duchowy fundament, na którym wspiera się Kościół całego świata. Wydaje się jednak, że na konferencjach prasowych na ogół nie przywiązuje się do niego większej wagi – mimo że każdy biskup przy swej konsekracji biskupiej wyraźnie przyrzekał „jedność z kolegium biskupów pod następcą Piotra”. Albo czy zdanie: „Nie możemy czekać, aż jakiś synod powie, jak ma tutaj wyglądać duszpasterstwo małżeńskie i rodzinne”, jest zgodne z kościelnym znaczeniem wspólnoty, z duchem „communio”? Takie wypowiedzi są raczej rodem z techniki „wyprzedzającego posłuszeństwa”, z całkowicie politycznej strategii, która tworzy fakty, ażeby w ten sposób zawładnąć procesem podejmowania decyzji i innych – uczciwszych – przeciwników zmusić do ustąpienia. Czy biskup nie mógł w swym przemówieniu wykorzystać okazji do ukazania na konferencji prasowej łaski katolickiej „communio” i uświadomić jej historiozbawczej wyższości nad chrześcijańskimi wspólnotami wiary, które uzależniły się od państwa? Antyrzymski resentyment nie został w końcu wynaleziony przy biurku; w północnych szerokościach przez swoją odśrodkową siłę jest on niszczycielski także dla jedności wiary. Zatroskany obserwator pragnąłby, żeby przewodniczący konferencji episkopatu ze swoimi nowymi ważnymi zadaniami kurialnymi wykorzystał swą wiedzę dla przeciwstawienia się temu resentymentowi.

– Na ostatnim zebraniu plenarnym biskupi Konferencji Episkopatu Niemiec zadecydowali większością głosów, że w mieszanych małżeństwach partner ewangelicki w szczególnych przypadkach i pod określonymi warunkami może przyjmować Komunię św. Decyzja ta odbiła się dużym echem w świecie. Co mógłby Eminencja powiedzieć na ten temat?

– Należy podkreślić, że ta decyzja napotyka poważne przeszkody teologiczne – przede wszystkim jest nią dobrze poświadczona tradycja kościelna. Ludwig von Hertling we wspaniałym artykule historycznym opisał praktykę Komunii św. we wczesnym chrześcijaństwie – chciałbym z niego przytoczyć tylko niektóre wątki. Autor pisze m.in., że Komunia eucharystyczna jest dla wczesnego chrześcijaństwa widzialnym znakiem kościelnej wspólnoty. Gdy ok. połowy II wieku biskup Polikarp ze Smyrny przybył do Rzymu, ażeby rozmawiać z papieżem Anicetem w sprawie sporu o datę Wielkanocy, nie doszło do porozumienia tych dwu biskupów. Nie zerwali jednak z tego powodu kościelnej „communio”. Ireneusz z Lyonu tak wyraża zachowaną wspólnotę wiary: „Razem przystępowali do Komunii”. Przeciw pojawiającym się błędnym naukom i herezjom zawsze wysuwano zasadę: „Każdy należy tam, gdzie otrzymuje Komunię św.”. Heretycki patriarcha Macedoniusz z Konstantynopola z miejsca zmusił przeciwstawiających się katolików do przyjmowania „jego” Komunii; kazał im przemocą otwierać usta i w ten sposób podawać Eucharystię. Z takim poglądem spotykamy się jeszcze w VII wieku. Dowiadujemy się, że katolicy, którzy podróżowali w obce strony, brali ze sobą Ciało Pańskie. To samo czynili heretycy, żeby nie musieli nawiązywać wspólnoty wiary z katolikami. Tak wyglądają wiara i praktyka wczesnego Kościoła. Przyjmowanie Ciała Pańskiego jest bardziej autentycznym potwierdzeniem wiary niż wszystkie słowa. Dzisiaj natomiast mamy jednoznaczne polecenie Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Przedstawił je Benedykt XVI w swej posynodalnej adhortacji apostolskiej „Sacramentum caritatis” (O Eucharystii, źródle i szczycie życia i misji Kościoła, z 22 lutego 2007 r.). Czytamy w niej: „Z drugiej jednak strony szacunek, jaki winniśmy żywić dla sakramentu Ciała i Krwi Chrystusa, nie pozwala nam traktować go jedynie jako «środka», którym moglibyśmy się posłużyć bez właściwego rozróżnienia dla osiągnięcia tejże jedności. Eucharystia bowiem nie wyraża tylko naszej osobistej komunii z Jezusem Chrystusem, ale zakłada także pełną «communio» z Kościołem. To jest więc powodem, dla którego z bólem, ale nie bez nadziei, prosimy chrześcijan niekatolików, by zrozumieli i uszanowali nasze przekonanie, które sięga do Biblii i Tradycji. My utrzymujemy, że Komunia eucharystyczna i komunia Kościoła tak wewnętrznie nawzajem do siebie przynależą, że w zasadzie jest niemożliwe przystępowanie przez chrześcijan niekatolików do jednej bez cieszenia się z drugiej”. Dlatego stanowisko Konferencji Episkopatu Niemiec w tej kwestii nie ma żadnego uzasadnienia teologicznego.

– Kilka lat temu Andreas Püttmann w jednej ze swoich książek zdefiniował Niemcy jako „Gesellschaft ohne Gott” (społeczeństwo bez Boga) i wyjaśnił, że na Niemcy głęboki wpływ wywarły dwie dyktatury: nazistowska i komunistyczna – obie miały na celu zniszczenie religii. W dzisiejszych czasach natomiast pojawia się problem „rozpowszechnionego poglądu scjentycznego, który każe postrzegać religię jako coś archaicznego. To powoduje, że tylko 11 proc. katolików i jedynie 3 proc. protestantów praktykuje”. Dlaczego niemiecki Kościół nie jest w stanie zatrzymać dechrystianizacji, a co gorsza, sam poddaje się procesowi, który Jan Fleischhauer, dziennikarz czasopisma „Der Spiegel”, zdefiniował jako „selbstsäkularisierung”, czyli samosekularyzację? Czy ten proces sprawia, że Kościół katolicki ulega „protestantyzacji”?

– Dostrzeganie w błędach Kościoła katolickiego w Niemczech tylko „protestantyzacji” nie uwzględnia korzeni zła. W rzeczywistości mamy tu do czynienia z duchem tego świata w nauczaniu Kościoła – duchem, który bardzo rozwadnia protestantyzm. Niebezpieczeństwo powiększa się jeszcze bardziej, gdy miesza się struktury kościelne z państwowymi, a zwłaszcza wtedy, gdy Kościół uważa siebie za pewnego rodzaju ONZ i chce zbawiać świat nie przez głoszenie zbawienia Bożego dokonanego w Jezusie Chrystusie, lecz środkami światowymi. Kościół ma głosić i umacniać wiarę.

Tagi:
wywiad Niemcy

Kapłan, pallotyn, socjolog

2018-09-19 10:33

Rozmawia Andrzej Tarwid
Edycja warszawska 38/2018, str. IV

Z ks. dr. Wojciechem Sadłoniem, dyrektorem Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego w Warszawie, rozmawia Andrzej Tarwid

Artur Stelmasiak
Prof. Witold Zdaniewicz (1928-2017

Andrzej Tarwid: – 25 września Instytutowi Statystyki Kościoła Katolickiego (ISKK) zostanie nadane im. ks. prof. Witolda Zdaniewicza. Jaką rolę w powstaniu i rozwoju ISKK odegrał zmarły rok temu Kapłan?

Ks. Dr. Wojciech Sadłoń: – Rola ks. prof. Zdaniewicza jest kluczowa i wyjątkowa w historii Instytutu. Jest on bowiem nie tylko inspiratorem jego powstania, ale i jego twórcą. Był też pierwszym dyrektorem Instytutu. Można więc powiedzieć, że to dzięki wiedzy i zaangażowaniu ks. Zdaniewicza udało się stworzyć instytucję, która wykorzystuje warsztat naukowy m.in. na potrzeby Kościoła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Józef Augustyn SJ: tylko mocą Ducha możemy stawić czoła dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazł się Kościół

2018-09-22 09:59

ks. Józef Augustyn SJ, maj / Warszawa (KAI)

- Odważne, pełne pokory i skruchy stawianie czoła w Kościele przestępstwom seksualnym księży na szkodę małoletnich to nie tylko problem wiarygodności, ale wręcz jego istnienia w danej społeczności – pisze ks. Józef Augustyn SJ. Odnosząc się do kryzysu, w jakim znajduje się Kościół na skutek ujawniania się kolejnych faktów wykorzystania seksualnego nieletnich przez osoby duchowne, podkreśla, że wiernym należy się słowo wyjaśnienia a duszpasterze nie mogą przyjmować postawy dyplomatycznego milczenia.„Gdy w duchu wiary, w każdym dziecku skrzywdzonym przez księdza, dostrzeżemy poniżone, znieważone i upokorzone Oblicze Chrystusa, zrezygnujemy z pomniejszania i tuszowania problemu” – podkreśla.

http://jaugustyn.jezuici.pl/

Publikujemy tekst ks. prof. Józefa Augustyna SJ

Józef Augustyn SJ

Kiedy cierpi Lud Boży...

22 września 2018

Sytuacja, w jakiej znalazł się Kościół w ostatnim czasie na skutek ujawniania się kolejnych faktów dotyczących wykorzystania seksualnego nieletnich przez osoby duchowne, jest bardzo napięta, bolesna, krytyczna. Oliwy do ognia dodał abp Viganò, który publicznie zaatakował Papieża Franciszka oskarżając go o tuszowanie skandalicznych zachowań kard. McCarricka, wzywając Ojca świętego do ustąpienia. Fakt bez precedensu. Zapiera dech. Wielu komentatorów stwierdza, że działania wymierzone w Papieża były starannie przemyślane i zaplanowane, a termin ogłoszenia był wybrany tak, by zmusić Franciszka do zabrania głosu w sprawie.

Kard. Gerhard Müller mówi, że „trudne chwile, które przeżywa dzisiaj Kościół, spontanicznie przywodzą na myśl XVI-wieczną schizmę Kościoła oraz sekularyzację życia duchowego w przededniu rewolucji francuskiej”. Po oskarżeniach abpa Viganò, list Ojca świętego z 20 sierpnia br. skierowany do całego Kościoła w sprawie seksualnych nadużyć dzieci i młodzieży przez duchownych został w mediach zmarginalizowany. Dla nas nie traci on jednak swojej mocy i staje się zasadniczym punktem odniesienia w podejmowaniu problemu nadużyć osób duchownych wobec dzieci i młodzieży.

1. W tej napiętej sytuacji media świeckie publikują liczne komentarze na temat problemów pedofilii w Kościele, stawiają hipotezy, snują domysły, podgrzewając sytuację, świadome faktu, że problem ten dotyka tak wierzących, jak i osoby dystansujące się wobec wiary. Media katolickie piszą na ten temat raczej mało, ostrożnie, ogólnikowo, czasami nawet obronnie, unikając konfrontacji. Nie wiemy, co w tej sytuacji myśleć i co mówić. Ujawnia się tutaj cała nasza bezradność i niemożność jasnego, zdecydowanego działania. Nabrzmiałego problemu wykorzystania seksualnego nieletnich przez duchownych nie da się dzisiaj w żaden sposób ominąć, przemilczeć. Musimy się z nim bezpośrednio zmierzyć.

2. Dzisiaj wielu pyta wprost: jaki jest rozmiar problemu w polskim Kościele. Na ten temat wiemy bardzo mało. Ostatnio jeden z biskupów podał, jaka jest liczba przypadków wykorzystania seksualnego nieletnich przez jego księży. Boimy się liczb. Ale ów lęk jest przeciwko nam. Konieczne są nam wiarygodne informacje o skali zjawiska, jakie są dostępne w Kościele w Polsce w tej chwili. Pomoże nam to zlokalizować problem, by móc stawiać mu czoła. Zdania wypowiadane niekiedy przez księży: „Ja się z tym problemem nigdy nie spotkałem”, by zdystansować się do tematu, brzmią niewiarygodnie. Wiernym trzeba jasno powiedzieć, że mamy problem i chcemy rozwiązywać go z całą stanowczością i zdecydowaniem. Nie podając liczb narażamy się na oskarżenia, że chcemy coś ukrywać, maskować. Wierni czytając raporty na temat wykorzystywania seksualnego małoletnich przez księży z Australii, ze Stanów, Niemiec czy Irlandii, w których padają wysokie cyfry, mogą mechanicznie przenosić je na polski teren. To niebezpieczne, ponieważ zniekształca prawdę o naszym polskim problemie.

3. Wielu wiernym wali się dzisiaj obraz duszpasterzy, którym mogą zaufać i powierzyć swoje dzieci. Wielu też z nich czuje się zagubionych; nie wiedzą, co powiedzieć swoim dzieciom, uczniom na katechezie, którzy o to wprost pytają. Wierni chcieliby usłyszeć z ust swoich pasterzy słowo komentarza, wyjaśnienia, umocnienia na duchu, zachęty, wsparcia duchowego i ludzkiego. Jesteśmy im to winni. W tej sytuacji nie mamy prawa przyjmować postawy dyplomatycznego przemilczania, wycofanego wyczekiwania, zostawiając wiernych w ich bólu, niepewności, zagubieniu. Mamy ich umacniać w wierze. Nam duszpasterzom konieczna jest świadomość, że obecny stan, w jakim znalazł się Kościół, to dla wiernych jak ich pasterzy wielka próba wiary i stan ciężkiego kuszenia. Wszelkie pomysły, jak komentować temat, jak go rozwiązywać winny być badane, rozeznawane, od jakiego ducha pochodzą; od ducha dobrego czy też ducha złego. Odniesienie się do tej bolesnej sprawy dla wszystkich, duchownych i świeckich, to kwestia wiarygodności naszego świadectwa.

4. Nie budzi zaufania wiernych, kiedy pasterze wypowiadają się chętnie komentując sytuację Kościoła, gdy ten przeżywa dni zwycięstwa i chwały, a milczą, gdy bywa poniżony i upokorzony z powodu własnych błędów, zaniechań czy wręcz nieprawości. Gdy wierni, szczególnie młodzi, przestają ufać swoim duszpasterzom, odsuwają się nie tylko od Kościoła, ale także od wiary: porzucają praktyki religijne, zaniedbują modlitwę, przestają korzystać z sakramentów świętych. Jeżeli nie podejmujemy wysiłku, aby podtrzymać ich zaufanie do nas duszpasterzy - pasterzy, ich zachowanie i wybory obciążają także nasze sumienia. Pan powierzył ich przecież naszej pieczy. Musimy rozumieć, że młodym bardzo trudno jest pogodzić się z faktem, że ci którzy mieli pomagać dzieciom we wzrastaniu w wierze, miłości i czystości serca, stali się dla nich agresorami; odarli je z poczucia bezpieczeństwa, zaufania do świata dorosłych oraz dziecięcej niewinności. Dzieci, ludzie młodzi po traumie wykorzystania seksualnego czują się – nawet po wielu latach – upokorzeni, winni i zbrudzeni. Ból i poczucie zdrady jest tym większe, gdy sprawcą jest osoba duchowna, którą dziecko spontanicznie kojarzy z Bogiem. Nasze unikanie zabrania głosu w sprawie przestępstw seksualnych księży na szkodę małoletnich budzi u wielu podejrzenie, że stajemy po stronie sprawców przeciwko ofiarom i ich rodzinom.

5. Musimy świadomie zrezygnować z postawy obronnej oraz z drażliwego reagowania, gdy temat wykorzystania seksualnego jest wywoływany kolejny raz w mediach. Nie służy prawdzie ani oczyszczeniu podkreślanie, że fakty wykorzystywania małoletnich przez księży, to zaledwie nikły procent, podczas gdy większość faktów ma miejsce w rodzinach oraz w jednym czy drugim środowisku, w których żyją i wychowują się dzieci. I choć jest to prawdą, to jednak nie może być usprawiedliwieniem ani relatywizacją nawet dla jednego przestępczego zachowania. Za deklaracjami, które padały wiele razy: „zero tolerancji dla pedofilii w Kościele”, muszą pójść konkretne czyny, fakty. Słowom przeprosin, jakie wygłaszamy po raz kolejny, muszą towarzyszyć czyny aktywnego zaangażowania na rzecz ofiar i ich rodzin, oraz prewencji. Kościół winien otwarcie i publicznie zapewniać ofiary wykorzystania seksualnego przez duchownych, że będą wysłuchane z zaufaniem i współczuciem, z życzliwością i uwagą, gdy zgłoszą się ze swoją krzywdą, oraz że otrzymają pomoc, wsparcie i zadośćuczynienie stosownie do zaistniałej sytuacji.

6. Zgłaszanie się osób pokrzywdzonych przez duchownych i ujawnienie sprawców Kościołowi i organom ścigania, jest istotne dla przezwyciężenia zaistniałego kryzysu, ponieważ tylko w ten sposób można przerwać ów przestępczy proceder. Milczenie ofiar, maskowanie krzywdy dzieci tak przez kapłańskie środowisko, jak i przez przełożonych, stanowi dla sprawców zachętę do kontynuowania czy też rozwijania niegodziwych czynów. Zgłaszanie się ofiar molestowania seksualnego przez księży nie powinno być traktowane jako ciężar, ale wręcz jako dar. To dzięki ich świadectwu, które wymaga od nich nieraz heroicznej postawy, Kościół może skutecznie walczyć z przestępstwem wykorzystywania seksualnego małoletnich w szeregach kapłańskich.

7. Przełożeni winni otwarcie wezwać księży, kleryków, osoby konsekrowane oraz osoby świeckie pracujące z dziećmi w przestrzeni kościelnej, które mają na swoim sumieniu owe niegodziwe czyny, by zgłaszały się do swoich bezpośrednich przełożonych celem rozeznania zaistniałej sytuacji oraz podjęcia stosownych kroków kanonicznych i prawnych. Życie wielokrotnie pokazało, że faktów wykorzystania seksualnego dzieci przez duchownych na dłuższą metę nie da się ukryć. Im później się one ujawniają, tym cięższe bywają konsekwencje. Każde oskarżenie księdza o wykorzystywanie seksualne małoletnich, nawet po dziesięcioleciach, uderza boleśnie w cały Kościół z ogromną siłą rażenia. Wobec przywoływania przez media sprawdzonych faktów tuszowania przestępstw księży i zakonników przez ich przełożonych w różnych krajach, byłoby rzeczą ważną, by otwarcie upewniać wiernych, że działamy przejrzyście i nie chronimy księży i osób konsekrowanych, które krzywdzą dzieci i młodzież poprzez przestępcze zachowania.

8. Konieczne są szczere spotkania wyższych przełożonych: biskupów i prowincjałów ze ich księżmi - zakonnikami, za których ponoszą odpowiedzialność, celem podjęcia wspólne refleksji, jaki sposób dawać dzisiaj wiarygodne świadectwo prawdziwej skruchy, prawości serca, współczucia wobec ofiar i ich rodzin oraz zaangażowanej troski o bezpieczeństwo dzieci i młodzieży. Spotkania te winny zaczynać się szczerą modlitwą wynagradzającą, prośbą o skruchę serca oraz o odwagę i światło Ducha Świętego. Tylko mocą Ducha możemy stawić czoła dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazł się Kościół. Konieczne są także szkolenia, by poznać postawę i strategię sprawców, skutki wykorzystania oraz zasady profilaktyki.

9. Tylko mocą Ducha możemy stawić czoła dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazł się Kościół. Wbrew wszystkiemu mamy być nadal wiarygodnymi świadkami Jezusa i Jego Ewangelii. Zbyt wielu z nas, księży i zakonników, wciąż jeszcze pomniejsza czy wręcz lekceważy problem, uważając, że podnoszenie go przez media, to wyraz ataku na Kościół i próba zniszczenia go. Nie widzą potrzeby przyznania się do winy, wyrażenia skruchy czy też zajęcia się ofiarami. Nieraz wręcz oskarżają ofiary, że szkodzą Kościołowi.

10. Odważne, pełne pokory i skruchy stawianie czoła w Kościele przestępstwom seksualnym księży na szkodę małoletnich to nie tylko problem wiarygodności, ale wręcz jego istnienia w danej społeczności, bo te przestępcze czyny niektórych duchownych przyćmiewają blask Ewangelii, bardziej niż prześladowania (Benedykt XVI). Doświadczenia wielu krajów pokazują, że wierni masowo odchodzą od Kościoła tam, gdzie księża i ich przełożeni tolerują, ukrywają, pomniejszają lub lekceważą problem. Z takimi „zastępcami Chrystusa” nie chcą mieć nic wspólnego. I choć z pewnością nie jest to jedyny powód, to jednak zgorszenie zachowaniem księży bywa nieraz tą ostatnią kroplą, która dopełnia kielich goryczy. Zaangażowane i odważne działania Kościoła w obronie dzieci i młodzieży służy nie tylko jego ewangelizacyjnej misji, ale stają się także przykładem dla współczesnego świata, w którym dzieci nagminnie stają się ofiarami przemocy, także seksualnej. Bez szczerych działań naprawczych trudno będzie społeczeństwu uznać, że problem w Kościele jest lustrzanym odbiciem problemu społecznego.

11. List Papieża Franciszka o wykorzystywaniu seksualnym dzieci i młodzieży przez osoby duchowne stanowi dla nas bezcenną inspirację, w jaki sposób angażować wszystkich wiernych do stawienia czoła zaistniałemu kryzysowi w Kościele. Usilna modlitwa i post to początek i fundament wszystkich naszych działań w tym względzie. Podejmowane inicjatywy społeczne i kościelne: wszelkie spotkania, konferencje, szkolenia prewencyjne, a nade wszystko praca z ofiarami nadużyć wykorzystania seksualnego i z ich rodzinami, winny brać swój początek w modlitwie. Tylko Duch Święty może nam podpowiedzieć, co mówić, jak komentować wydarzenia, jak się zachować wobec niesłusznych oskarżeń czy też prowokacyjnych zachowań. Bez modlitwy i postu nie zniesiemy presji społecznej, niepokoju wiernych, pytań ludzi młodych, którzy konfrontują nas zadając trudne pytania, by sprawdzić naszą wiarygodność i szczerość.

12. Gdy „Kościół hierarchiczny, Matka nasza” (św. Ignacy Loyola) głęboko dzisiaj cierpi z powodu nadużyć seksualnych, władzy i sumienia niektórych kapłanów i osób konsekrowanych i ich przełożonych, winniśmy – jako jego dzieci - otoczyć go i wspomagać naszą szczerą modlitwą, gorącą miłością, postem i jałmużną udzielaną ubogim, oraz prawdziwym synowskim przywiązaniem. W XVI wieku, gdy Kościół był rozrywany przez herezje, apostazje, gorszące życie duchownych oraz wewnętrzne spory, św. Ignacy Loyola pisał w „Ćwiczeniach duchownych”: „Odłożywszy na bok wszelki sąd własny powinniśmy trzymać umysł nasz gotowy i skory do posłuszeństwa we wszystkim prawdziwej Oblubienicy Chrystusa, Pana naszego, a jest nią nasza święta Matka – Kościół hierarchiczny”. Wobec bezpośredniego ataku na Papieża, który przewodzi całemu Kościołowi, wspierajmy go naszą synowską i braterską miłością i modlitwą. Święty Ignacy w książeczce „Ćwiczeń” w kontekście rachunku sumienia i żalu za grzechy, podpowiada nam trzy pytania: „Co uczyniłem dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Co chciałbym uczynić dla Chrystusa?” Radykalne, pełne wyrzeczenia, miłości i poświęcenia, szukanie Chrystusa: poznawanie Go, miłowanie całym serce i całą duszą, codzienny wysiłek naśladowania Go – oto jedyna skuteczna droga odnowy Kościoła, prawdziwej Oblubienicy Chrystusa, Pana naszego. Tylko na tej drodze możemy zrozumieć głębię krzywdy wyrządzonej dzieciom i ich rodzinom przez niegodziwych ludzi Kościoła. Gdy w duchu wiary, w każdym dziecku skrzywdzonym przez księdza, dostrzeżemy poniżone, znieważone i upokorzone Oblicze Chrystusa, zrezygnujemy z pomniejszania i tuszowania problemu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Berlin: 5,5 tys. osób w „Marszu dla życia”

2018-09-23 10:51

ts (KAI) / Berlin

Ok. 5,5 tys. przeciwników aborcji oraz „śmierci na życzenie” uczestniczyło 22 września w organizowanym już po raz 14. "Marszu dla życia" w Berlinie. Wśród uczestników obecni byli katolicki arcybiskup stolicy Niemiec Heiner Koch, biskup pomocniczy Matthias Heinrich oraz Rudolf Voderholzer, biskup Ratyzbony. Po raz pierwszy od lat w manifestacji uczestniczył też biskup ewangelicki, tym razem był to Hans-Jürgen Abromeit z Greifswaldu.

fotolia.com

W odróżnieniu od lat poprzednich liczba uczestników została jednakowo oszacowana przez organizatorów i policję. Marsz zorganizował Federalny Związek Prawa do Życia skupiający 14 organizacji obrony życia. Według jego informacji doroczny marsz jest największą w Niemczech demonstracją obrońców życia. Po raz kolejny marszowi starała się przeszkodzić ok. tysiącosobowa grupa wyposażona w gwizdki oraz megafony, poinformowała niemiecka agencja katolicka KNA.

Podczas nabożeństwa kończącego tegoroczny "Marsz dla życia" bp Abromeit zaapelował o pomoc dla ciężarnych kobiet w trudnych sytuacjach życiowych. „Niechciana ciąża stanowi sprawdzian solidarności społeczeństwa”, stwierdził luterański biskup. Podkreślił też, że ojcowie, rodzice, sąsiedzi i pracodawcy powinni poczuwać się do większej odpowiedzialności, aby ciężarnych kobiet nie pozostawiać samym sobie. Z kolei katolicki biskup Heinrich upomniał się o los ludzi głodnych, chorych oraz uchodźców, którym odmawia się prawa do życia.

Na początku marszu jego uczestnicy z zadowoleniem przyjęli szereg żądań wobec polityków. Wezwali m.in., aby utrzymać w mocy prawny zakaz reklamowania aborcji. Odnośnie przepisów dotyczących poradnictwa wskazującego na przerywanie ciąży bez ponoszenia konsekwencji opowiedziano się „przeciwko kwitom legitymizującym aborcję”. Ponadto uczestnicy marszu ostrzegli przed „finansowaniem przez kasy chorych testów krwi, pozwalających na selekcję nienarodzonych dzieci”. Podkreślono, że rodziny, „opiekujące się dziećmi specjalnej troski” potrzebują większej pomocy i większej uwagi. A zamiast „dopuszczania do stosowania środków zabijających” należy rozwinąć medycynę paliatywną.

Kilka antydemonstracji zorganizowanych m.in. przez SPD, Partię Lewicy oraz Zielonych zarzucało uczestnikom marszu, że „ reakcyjno-konserwatywnymi i wrogimi człowiekowi żądaniami występują przeciwko aborcji oraz różnorodności seksualnej”. Uczestnicy tych wieców domagali się też zniesienia paragrafu 219a kodeksu, który zabrania reklamowania aborcji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem