Reklama

Co się dzieje z Kościołem w Niemczech?

2018-06-19 11:34

Z kard. Paulem Josefem Cordesem – niemieckim współpracownikiem Jana Pawła II – rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 25/2018, str. 14-16

Grzegorz Gałązka
Kard. Paul Josef Cordes

Włodzimierz Rędzioch: – W naszej rozmowie o Janie Pawle II („Niedziela” nr 24/2018) wspomniał Eminencja o Benedykcie XVI. Po papieżu z Polski został wybrany papież z Niemiec – rodak Eminencji i wybitny teolog. Dlaczego pontyfikat Benedykta XVI, podobnie jak wcześniej Jana Pawła II, spotkał się z tak dużą krytyką i sprzeciwem właśnie w Niemczech?

Kard. Paul Josef Cordes: – Sprzeciw wobec papiestwa i jego przedstawicieli jest, niestety, dziedzictwem krajów znajdujących się na północ od Alp. Wielki teolog Hans Urs von Balthasar już przed laty napisał książkę „Antyrzymski resentyment” (Freiburg 1974, w polskim przekładzie: Poznań 2004). Pisze w niej, że nasze „katolickie uczucia są ciągle podkopywane przez nieustannie napastliwe wypowiedzi mediów, prasy i licznych publikacji, które swą chrześcijańską dojrzałość wystawiają na pokaz przez zarozumiałe czy wręcz nienawistne wywyższanie się nad wszystko, co przychodzi z Rzymu, co dzieje się w Rzymie i idzie do Rzymu”. Kiedy w 1980 r. zostałem powołany przez Papieża do Rzymu, jeden z moich współbraci zapytał mnie: „Czy przeciw takiej nominacji nic nie można zrobić?”. Inny mi napisał: „Ty w Rzymie? Mogę ci tylko wyrazić ubolewanie”. Bo antyrzymski resentyment jest w Niemczech – w kraju, w którym Luter rozpętał reformację – szczególnie wyrazisty. Na północ od Alp jest awersja do Rzymu i papiestwa jako takiego. Św. Jan Paweł II spotkał się z nią po wielkim aplauzie, którego najpierw doznał w Niemczech. W styczniu 1989 r. 163 katolickich profesorów w tzw. Deklaracji kolońskiej obłożyło klątwą następcę św. Piotra, gdy ten – z punktu widzenia prawa kościelnego zupełnie słusznie – zamianował arcybiskupem Kolonii Joachima Meisnera. Fala ich agresji rozlała się na cały świat. Na wspomnienie może zasługuje też niesłuszne i raniące karcenie Papieża, które ściągnął on na siebie podkreśleniem w swej deklaracji „Dominus Iesus” centralnej roli Jezusa w dziele zbawienia.

– Ale dlaczego krytykowano również Papieża, który jest Niemcem?

– W przypadku Benedykta XVI ta antyrzymska choroba dochodzi do głosu jeszcze z powodu jego przeszłości jako nauczyciela teologii. Jako profesor i kardynał niejeden raz wyzywał swych kolegów na słowny pojedynek i kładł ich na łopatki. Czegoś takiego ambitni uniwersyteccy profesorowie zwyczajni nie zapominają. Potem były błyskotliwe publiczne wystąpienia kard. Josepha Ratzingera, np. dysputa z niemiecką gwiazdą filozofii Jürgenem Habermasem w monachijskiej Akademii Katolickiej w 2004 r. Wielu zadawało sobie pytanie, dlaczego właśnie Ratzinger stanął na szczycie Kościoła: „Czy nie był jednym z nas?”. Kto nie hamuje swych ambicji, ten nasiąka antypatią i ją wylewa. Nie mówiąc o tłumie ludzi dalekich od Kościoła, którzy – jak pisał von Balthasar – w Niemczech inspirują media i nie cierpią wierzących.

– Benedykt XVI zawsze był bardzo krytyczny wobec Kościoła w swoim kraju. W ostatnim wywiadzie książkowym mówił o negatywnych skutkach kościelnego systemu podatkowego w Niemczech i nadmiernie zbiurokratyzowanej strukturze niemieckiego Kościoła: „W Niemczech mamy do czynienia ze zorganizowanym i dobrze płatnym katolicyzmem. W wielu przypadkach są to zatrudnieni świeccy występujący wobec Kościoła z mentalnością pracowników zrzeszonych w związkach zawodowych. Kościół jest dla nich tylko pracodawcą, na którego spogląda się krytycznym okiem. Nie kieruje nimi dynamika wiary, tylko zajmowana pozycja. Wielkie zagrożenie dla niemieckiego Kościoła może stanowić to, że dysponuje tak wieloma opłacanymi pracobiorcami, co stwarza nadwyżkę świeckiej biurokracji”. Gdy przeczytałem, że archidiecezja Monachium ma ponad 800 pracowników, ale jedynie ok. 30 seminarzystów na 1,7 mln katolików, to widzę Kościół jako biurokratyczną machinę. Jak to się dzieje, że niemieccy biskupi nie rozumieją, iż kościelna biurokracja nie jest w stanie umacniać ludzi w wierze ani budzić powołań do kapłaństwa?

– Spostrzeżenia te są, niestety, słuszne. Daj Boże, żeby w Niemczech Ewangelia znowu nabrała mocy i nieśmiałe początki odnowy wiary zostały przyjęte przez biskupów i parafie.

– Innym delikatnym punktem w życiu niemieckiego Kościoła jest podatek kościelny. Przytoczę słowa abp. Georga Gänsweina, który w swym wywiadzie dla „Schwäbische Zeitung” postawił pytanie: „Jak reaguje Kościół w Niemczech w przypadkach niepłacenia podatków na Kościół?”. I taką dał odpowiedź: „Reaguje automatycznym wykluczeniem ze wspólnoty kościelnej – co równa się ekskomunice. To przesada, to jest niezrozumiałe. Powątpiewa się w dogmaty, ale za to nikogo się nie wyrzuca. Czyżby niepłacenie «Kirchensteuer» było cięższym wykroczeniem niż odrzucenie prawd wiary? Mam wrażenie, że jeśli w grę wchodzi wiara, to jest niewielka tragedia, ale kiedy chodzi o pieniądz, wtedy już nie ma żartów”. Kościół, w którym ludzie się nie spowiadają, w którym rozwiedzeni i żyjący w powtórnym związku małżeńskim wszędzie przystępują spokojnie do Komunii św. i w którym „małżeństwa” homoseksualistów są coraz częściej błogosławione w kościele, ale który nie odpuszcza niepłacenia podatku kościelnego – czy nie jest to powód do zmartwienia?

– Każda instytucja, jeśli chce istnieć i działać, potrzebuje środków finansowych. Także Kościół katolicki. Tzw. Kirchensteuer powstał w Niemczech w długim procesie historii Kościoła; nie miejsce tutaj na jego omawianie, jednak bez zapoznania się z historią ta metoda finansowania jest niezrozumiała dla nie-Niemców. Ale także przy uwzględnieniu powodów, które doprowadziły do tego podatku, jego praktyka (administracyjne ściąganie, z którego – rzecz jasna – w poszczególnych przypadkach można by zrezygnować) i jego konsekwencje (w przypadku niepłacenia – usunięcie z Kościoła) są bardzo złe, nierzadko skandaliczne. Odpowiedzialni pasterze powinni szukać jakiegoś innego modelu finansowania – może byłby to system włoski: 0,8 proc. („Otto per mille”)? Zgodnie z nim każdy obywatel powinien sam decydować, czy oddawana przez niego część podatków będzie przeznaczana na rzecz wspólnoty religijnej, czy na jakieś inne państwowe cele kulturalne. Oczywiście, taka zmiana systemu wymagałaby zgody innych wyznań – np. protestantów.

– Niemieccy katolicy często krytykowali albo atakowali Jana Pawła II i Benedykta XVI, zwłaszcza w dyscyplinie sakramentalnej, antropologii i bioetyce. Pamiętam jednak, że niedawno wpływowy prezes Komitetu Katolików Niemieckich domagał się „własnej praktyki duszpasterskiej” dla każdego kraju, a kard. Reinhard Marx powiedział: „Nie jesteśmy filią Rzymu”. Ostatnio większość niemieckich biskupów otworzyła się na możliwość dopuszczania do Komunii św. małżonków niekatolików. Czy Kościół katolicki w Niemczech jest jeszcze Kościołem rzymskokatolickim?

– Na zgromadzeniu wszystkich niemieckich biskupów w Hildesheim 24 lutego 2015 r. przewodniczący i niektórzy inni biskupi zorganizowali konferencję prasową. W sprawozdaniu z niej dziwne jest nie tylko to, że niemieckiemu Kościołowi przyznaje się jakieś szczególne znaczenie wewnątrz Ecclesia Catholica. Bardziej irytujące są teologiczne nieścisłości przewodniczącego, takie jak np. lapidarne stwierdzenie: „Nie jesteśmy filią Rzymu. Każda konferencja episkopatu jest kompetentna w sprawach duszpasterstwa na własnym obszarze kulturowym i ma sama głosić Ewangelię w odpowiedni dla niego sposób”. Kard. Marx jest etykiem społecznym i pewnie dobrze się zna na zależności filii od wielkiego przedsiębiorstwa. Jednak w kontekście Kościoła takie słowa bardziej pasują do stolika w kawiarni. Jako przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec powinien bardziej zważać na to, co mówi. Co rozumie on przez „kompetencje” w „duszpasterskim kręgu kulturowym”? Chodzi mu może o nowe wydanie śpiewnika do liturgii albo o program wielkiej pielgrzymki? Decydowania o takich sprawach nikt mu przecież nie odmawia. Ale on mówi o czymś zupełnie innym! Przewodniczący zabiera głos w sprawie dramatu powtórnego ślubu rozwiedzionych, a ta materia wykracza daleko poza pragmatyczne sympatie danego obszaru kulturowego. Należy bowiem do teologicznego centrum Ecclesia Catholica. Na tym polu nawet kardynał nie może cięciem miecza rozwiązać skomplikowanego węzła gordyjskiego. Ma się trzymać np. teologii sakramentów danej mu przez Sobór Trydencki albo przemówienia papieża Benedykta XVI, który 21 stycznia 2012 r. w obecności kompetentnego Trybunału Roty Rzymskiej (Rota Romana) oświadczył, że w decyzjach duszpasterskich nikt nie powinien lekceważyć obowiązującej nauki Kościoła. Odpowiedzialny pasterz nie może się kierować niejasnym „miłosierdziem”. Jeśli przewodniczący episkopatu twierdzi, że z tą swoją nauką chce pozostać we „wspólnocie Kościoła”, to może nie zna granic, które ta nauka wyznacza praktyce duszpasterskiej, albo też lekką ręką rzuca niewiążące, lecz dobrze brzmiące twierdzenia. Istotny sens wspólnoty określa centralny, teologiczno-duchowy fundament, na którym wspiera się Kościół całego świata. Wydaje się jednak, że na konferencjach prasowych na ogół nie przywiązuje się do niego większej wagi – mimo że każdy biskup przy swej konsekracji biskupiej wyraźnie przyrzekał „jedność z kolegium biskupów pod następcą Piotra”. Albo czy zdanie: „Nie możemy czekać, aż jakiś synod powie, jak ma tutaj wyglądać duszpasterstwo małżeńskie i rodzinne”, jest zgodne z kościelnym znaczeniem wspólnoty, z duchem „communio”? Takie wypowiedzi są raczej rodem z techniki „wyprzedzającego posłuszeństwa”, z całkowicie politycznej strategii, która tworzy fakty, ażeby w ten sposób zawładnąć procesem podejmowania decyzji i innych – uczciwszych – przeciwników zmusić do ustąpienia. Czy biskup nie mógł w swym przemówieniu wykorzystać okazji do ukazania na konferencji prasowej łaski katolickiej „communio” i uświadomić jej historiozbawczej wyższości nad chrześcijańskimi wspólnotami wiary, które uzależniły się od państwa? Antyrzymski resentyment nie został w końcu wynaleziony przy biurku; w północnych szerokościach przez swoją odśrodkową siłę jest on niszczycielski także dla jedności wiary. Zatroskany obserwator pragnąłby, żeby przewodniczący konferencji episkopatu ze swoimi nowymi ważnymi zadaniami kurialnymi wykorzystał swą wiedzę dla przeciwstawienia się temu resentymentowi.

– Na ostatnim zebraniu plenarnym biskupi Konferencji Episkopatu Niemiec zadecydowali większością głosów, że w mieszanych małżeństwach partner ewangelicki w szczególnych przypadkach i pod określonymi warunkami może przyjmować Komunię św. Decyzja ta odbiła się dużym echem w świecie. Co mógłby Eminencja powiedzieć na ten temat?

– Należy podkreślić, że ta decyzja napotyka poważne przeszkody teologiczne – przede wszystkim jest nią dobrze poświadczona tradycja kościelna. Ludwig von Hertling we wspaniałym artykule historycznym opisał praktykę Komunii św. we wczesnym chrześcijaństwie – chciałbym z niego przytoczyć tylko niektóre wątki. Autor pisze m.in., że Komunia eucharystyczna jest dla wczesnego chrześcijaństwa widzialnym znakiem kościelnej wspólnoty. Gdy ok. połowy II wieku biskup Polikarp ze Smyrny przybył do Rzymu, ażeby rozmawiać z papieżem Anicetem w sprawie sporu o datę Wielkanocy, nie doszło do porozumienia tych dwu biskupów. Nie zerwali jednak z tego powodu kościelnej „communio”. Ireneusz z Lyonu tak wyraża zachowaną wspólnotę wiary: „Razem przystępowali do Komunii”. Przeciw pojawiającym się błędnym naukom i herezjom zawsze wysuwano zasadę: „Każdy należy tam, gdzie otrzymuje Komunię św.”. Heretycki patriarcha Macedoniusz z Konstantynopola z miejsca zmusił przeciwstawiających się katolików do przyjmowania „jego” Komunii; kazał im przemocą otwierać usta i w ten sposób podawać Eucharystię. Z takim poglądem spotykamy się jeszcze w VII wieku. Dowiadujemy się, że katolicy, którzy podróżowali w obce strony, brali ze sobą Ciało Pańskie. To samo czynili heretycy, żeby nie musieli nawiązywać wspólnoty wiary z katolikami. Tak wyglądają wiara i praktyka wczesnego Kościoła. Przyjmowanie Ciała Pańskiego jest bardziej autentycznym potwierdzeniem wiary niż wszystkie słowa. Dzisiaj natomiast mamy jednoznaczne polecenie Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Przedstawił je Benedykt XVI w swej posynodalnej adhortacji apostolskiej „Sacramentum caritatis” (O Eucharystii, źródle i szczycie życia i misji Kościoła, z 22 lutego 2007 r.). Czytamy w niej: „Z drugiej jednak strony szacunek, jaki winniśmy żywić dla sakramentu Ciała i Krwi Chrystusa, nie pozwala nam traktować go jedynie jako «środka», którym moglibyśmy się posłużyć bez właściwego rozróżnienia dla osiągnięcia tejże jedności. Eucharystia bowiem nie wyraża tylko naszej osobistej komunii z Jezusem Chrystusem, ale zakłada także pełną «communio» z Kościołem. To jest więc powodem, dla którego z bólem, ale nie bez nadziei, prosimy chrześcijan niekatolików, by zrozumieli i uszanowali nasze przekonanie, które sięga do Biblii i Tradycji. My utrzymujemy, że Komunia eucharystyczna i komunia Kościoła tak wewnętrznie nawzajem do siebie przynależą, że w zasadzie jest niemożliwe przystępowanie przez chrześcijan niekatolików do jednej bez cieszenia się z drugiej”. Dlatego stanowisko Konferencji Episkopatu Niemiec w tej kwestii nie ma żadnego uzasadnienia teologicznego.

– Kilka lat temu Andreas Püttmann w jednej ze swoich książek zdefiniował Niemcy jako „Gesellschaft ohne Gott” (społeczeństwo bez Boga) i wyjaśnił, że na Niemcy głęboki wpływ wywarły dwie dyktatury: nazistowska i komunistyczna – obie miały na celu zniszczenie religii. W dzisiejszych czasach natomiast pojawia się problem „rozpowszechnionego poglądu scjentycznego, który każe postrzegać religię jako coś archaicznego. To powoduje, że tylko 11 proc. katolików i jedynie 3 proc. protestantów praktykuje”. Dlaczego niemiecki Kościół nie jest w stanie zatrzymać dechrystianizacji, a co gorsza, sam poddaje się procesowi, który Jan Fleischhauer, dziennikarz czasopisma „Der Spiegel”, zdefiniował jako „selbstsäkularisierung”, czyli samosekularyzację? Czy ten proces sprawia, że Kościół katolicki ulega „protestantyzacji”?

– Dostrzeganie w błędach Kościoła katolickiego w Niemczech tylko „protestantyzacji” nie uwzględnia korzeni zła. W rzeczywistości mamy tu do czynienia z duchem tego świata w nauczaniu Kościoła – duchem, który bardzo rozwadnia protestantyzm. Niebezpieczeństwo powiększa się jeszcze bardziej, gdy miesza się struktury kościelne z państwowymi, a zwłaszcza wtedy, gdy Kościół uważa siebie za pewnego rodzaju ONZ i chce zbawiać świat nie przez głoszenie zbawienia Bożego dokonanego w Jezusie Chrystusie, lecz środkami światowymi. Kościół ma głosić i umacniać wiarę.

Tagi:
wywiad Niemcy

Posklejać rozbite kryształy

2018-11-14 11:43

Ks. Zbigniew Suchy
Edycja przemyska 46/2018, str. VI

Z ks. dr. Piotrem Baraniewiczem, wiceoficjałem Sądu Metropolitalnego w Przemyślu, rozmawia ks. Zbigniew Suchy (cz. 3)

Stanisław Gęsiorski
Ks. dr Piotr Baraniewicz

Ks. Zbigniew Suchy: – Chciałbym zapytać o tzw. niedojrzałość psychiczną, która często staje się takim kołem ratunkowym w sytuacji, kiedy małżonkowie już nie mogą ze sobą wytrzymać?

Ks. dr Piotr Baraniewicz: – Niedojrzałość psychiczna to bardzo szerokie pojęcie. Patrząc na małżonków, możemy powiedzieć, że oni każdego dnia uczą się siebie. Dwie osoby zawierające związek małżeński nigdy nie są w pełni dojrzałe. Tak samo jest z księdzem przyjmującym święcenia – zakładamy tu pewną dojrzałość, ale on tę dojrzałość z biegiem lat zdobywa, poprzez pracę nad sobą, formację, poprzez zdobywanie doświadczenia. Na pewno Ksiądz Prałat jest dojrzalszy ode mnie, ponieważ ma więcej doświadczenia życiowego, jest starszy. Kiedy rozmawiałem na temat małżeństwa z panią dr Wandą Półtawską i mówiłem, że bardzo jej zazdroszczę wiedzy i doświadczenia, ona zapytała mnie, ile mam lat. Odpowiedziałem, że 35, a ona roześmiała się i powiedziała: „Ja mam 80, a zatem, głuptasie, jak będziesz w moim wieku, to będziesz miał taką wiedzę jak ja”. Dwudziestolatkowie, którzy się pobierają z wielkiej miłości do siebie, nie mają jeszcze dojrzałej miłości, bo ta miłość będzie u nich wzrastała i się pomnażała. Ideałem, do którego powinni dążyć, jest stwierdzenie: „żono, mężu, dziś kocham Cię bardziej niż wczoraj, mniej niż jutro”.
W doświadczeniu małżeńskim możemy jednak widzieć pewne symptomy, które mówią o niedojrzałości, np. kiedy małżonkowie ze sobą nie rozmawiają. To jest największy problem współczesnych małżeństw. Oni się tylko informują o pewnym sprawach: idę do pracy, odbierz dziecko, wyjeżdżam w delegację, mam spotkanie z koleżankami. Spotykają się ze sobą tylko i wyłącznie wieczorami. Poza tymi krótkimi momentami żyją swoim życiem i nie ma między nimi komunikacji. Benedykt XVI powiedział, że dialog między dwiema osobami jest wtedy, gdy ktoś się udziela, oddaje drugiej osobie. To nie może być tylko zwykły potok słów, ale jakaś cząstka mnie musi być przekazana drugiemu człowiekowi.
I tak powinno być w małżeństwie: rezygnuję z czegoś swojego, żeby ubogacić drugą osobę. Jeżeli tego nie ma w małżeństwie, to jest to symptom niedojrzałości. Wtedy dochodzi do kłótni, zdrad i różnego rodzaju problemów. Sytuacja staje się tak dramatyczna, że któraś ze stron nie wytrzymuje napięcia i odchodzi. Napięcie pomiędzy małżonkami nie może być tylko i wyłącznie rozładowane w pożyciu intymnym, ale przede wszystkim w umiejętności rozmowy między sobą, warto rozmawiać nawet, gdy dialog kończy się kłótnią. Daje to nadzieję na to, iż stronom wciąż zależy na sobie. Trzeba jednak pamiętać, by choć w dzień „latają talerze”, ale nigdy nie kończcie dnia bez zgody.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Powstaje dyrektorium Alpha dla Kościoła katolickiego

2018-11-14 16:44

ks. mo / Warszawa (KAI)

Zespół ds Nowej Ewangelizacji na listopadowym spotkaniu w Laskach podjął dyskusję nad programem Alpha. Miało to związek z pracami nad przygotowaniem wspólnego dokumentu przez Alpha Polska i Zespół Nowej Ewangelizacji pod nazwą "Dyrektorium Alpha w kontekście katolickim", który to dokument określa zasady używania programu Alpha w Kościele. Alpha to cykl interaktywnych, ewangelizacyjnych spotkań, w trakcie których można odkryć wiarę i sens życia. Program Alpha prowadzony jest przez chrześcijan na całym świecie w restauracjach, kawiarniach, budynkach kościelnych, szkołach, więzieniach, na uczelniach i w domach.

Rezultatem tej pracy jest wspólnie wypracowywane stanowisko zawarte właśnie w tym dokumencie. Przewiduje się, że będzie on gotowy już na początku przyszłego roku.

W Polsce w ubiegłym roku z programu Alpha skorzystało 30 017 osób. Do publicznej dyskusji wraca co pewien czas pytanie o zasadność wykorzystania Alpha przez katolików. Czy taka forma ewangelizacji jest dla Kościoła bezpieczna? Kto tak naprawdę robi Alpha?

Według ankiety Twoja Alpha - oficjalnego badania o prowadzonych w Polsce kursach - w 2017 roku aż 540 edycji ze wszystkich 609 w naszym kraju prowadzonych było w kontekście katolickim. Alpha jest ewangelizacją, która zawsze wydarza się we wspólnocie i zaprasza do tejże wspólnoty. 90% organizowanych kursów odbywa się w kontekście katolickim i to ich owocem są świadectwa, nawrócenia, ludzie bardziej zaangażowani w życie parafii i relację z Bogiem.

Organizatorzy tak opisują ten program: "Alpha to cykl interaktywnych spotkań, w trakcie których możesz odkryć wiarę i sens życia. Każde spotkanie obejmuje wspólny posiłek, wykład i dyskusję. Możesz przyjść i słuchać. Możesz zadać każde pytanie. Możesz włączyć się na tyle, na ile chcesz. Inaczej mówiąc, Alpha to przestrzeń, gdzie przez spotkanie żywego Boga, dokonuje się personalna zmiana każdego człowieka".

Zespół ds. Nowej Ewangelizacji podsumował też przygotowania do konferencji OKA18 (Ogólnopolska Konferencja Alpha), która w tym roku ma temat "Ewangelizacja a kultura". Jest ona także owocem współpracy Zespołu NE i biura Alpha Polska. Odbędzie się ona 24 listopada w łódzkiej Hali Expo. Gospodarzem wydarzenia będzie abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki. Niezwykłe spotkania, wyjątkowi mówcy, wspólna modlitwa, niezapomniana atmosfera i niesamowici uczestnicy tego Wydarzenia, wszystko po to, by podzielić się doświadczeniem zmiany, jaką przynosi Bóg poprzez Alpha.

Organizatorzy OKA18 zapraszają do uczestnictwa w tej konferencji. Szczegóły i zapisy na stronie: konferencja.alphapolska.org

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Premier Pakistanu: Asia Bibi i jej rodzina są bezpieczni

2018-11-14 18:35

vaticannews / Islamabad (KAI)

Premier Pakistanu zapewnił, że Asia Bibi i jej rodzina czują się dobrze i są bezpieczni. Poinformował o tym przewodniczący Parlamentu Europejskiego, który rozmawiał z Imranem Khanem. Tymczasem rządy Niemiec i Kanady wyraziły gotowość przyjęcia niezłomnej chrześcijanki. Azylu jednoznacznie odmówiła Wielka Brytania.

www.christianisinpakistan.com

Asia Bibi, która została oczyszczona z zarzutu bluźnierstwa przeciwko Mahometowi wciąż nie może opuścić Pakistanu. W kraju trwają protesty islamskich fundamentalistów, którzy domagają się rewizji procesu i jej przykładnego ukarania. „To jest bardzo delikatna sprawa i wymaga dużej dyplomacji” – podkreśla Joseph Nadeem, przyjaciel rodziny i szef fundacji, która od początku niosła wsparcie Asii Bibi. Podkreśla, że cała rodzina znalazła schronienie w bezpiecznym miejscu. „Po latach rozłąki cieszą się swoją obecnością i modlą o szczęśliwe zakończenie całej sprawy” – mówi Nadeem.

Rządy Niemiec i Kanady wyraziły gotowość przyjęcia u siebie niezłomnej chrześcijanki. Ministerstwa spraw zagranicznych tych krajów potwierdziły, że prowadzą w tym celu rozmowy z pakistańskimi władzami. „Więcej nie mogę powiedzieć, ponieważ sytuacja jest bardzo delikatna” – stwardził premier Justin Trudeau dodając, że Kanada jest bardzo gościnnym krajem. Tymczasem władze Wielkiej Brytanii, jednego z krajów, w którym o azyl prosił mąż Asii Bibi, w kategoryczny sposób wykluczyły możliwość udzielenia im jakiejkolwiek formy ochrony czy gościnności. Motywują to obawą przed rewoltą islamistów na swoim terytorium i atakami fundamentalistów na brytyjskie ambasady w świecie.

„Stanowisko premier Theresy May jest żenujące, godne ubolewania i szokujące” – podkreśla Abraham Mathai kierujący stowarzyszeniem broniącym wolności religijnej. Zauważa on, że decyzja władz brytyjskich jednoznacznie pokazuje, że dokonała się maksymalna radykalizacja tego kraju, który ulega naciskom islamskich ekstremistów, a odmawia azylu prześladowanej za wiarę chrześcijance.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem