Reklama

Tadeusz Birecki – człowiek niezłomny

2018-06-20 08:09

Adam Grymuza
Edycja przemyska 25/2018, str. IV

Zdjęcia: Archiwum parafii

Krótki życiorys na tle historii obrazów z wizerunkiem Matki Bożej Kozielskiej

Pantalowice, urocza miejscowość położona na Ziemi Kańczudzkiej. Proboszczem tutejszej parafii pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny od 12 lat jest ks. Krzysztof Pichur. Ten kapłan jest inicjatorem wielu przedsięwzięć o charakterze religijnym, kulturalnym i historycznym. Jego staraniem w pantalowickim kościele eksponowane są dwa niezwykłe obrazy. Jeden z nich jest kopią obrazu Matki Bożej Zwycięskiej z Kozielska, który w roku 2012 został ofiarowany abp. Józefowi Michalikowi. Na jego odwrocie widnieje odręczny napis: „Kopia obrazu Matki Bożej Kozielskiej – Zwycięskiej z kościoła pw. Andrzeja Boboli w Londynie. Dar dla J.E. Abp. Józefa Michalika, jako pamiątka konsekracji kościoła i zakończenia Jubileuszu 50-lecia Parafii. Londyn 16.12.2012”.

Drugi obraz przedstawia Chrystusa Miłosiernego. Do Pantalowic obraz przywędrował jako dar Tadeusza Bireckiego. Umieszczony na nim napis głosi: „Mojemu kościołowi parafialnemu w Pantalowicach na pamiątkę pobytu w Ziemi Świętej i Libanie w latach 1942-1947. Tadeusz Birecki”.

Historia tych obrazów ściśle związana jest z wybitnym pantalowickim rodakiem Tadeuszem Bireckim. Na frontonie kościoła umieszczono tablicę upamiętniającą tego wybitnego pantalowiczanina. Czytamy na niej m.in.: „Dom rodzinny wszczepił mu wiarę w Pana Boga i cześć do Matki Boskiej. Dowódca żandarmerii I Brygady Legionów. Kochający mąż i ojciec. Komendant i założyciel Szkoły Policji Państwowej w Wilnie. Założyciel Drukarni «Michalineum» w Miejscu Piastowym. Długoletni dyrektor Caritas w Wilnie. Redaktor i wydawca religijno-patriotycznych pism i książek. Założyciel i sekretarz generalny Instytutu Niepokalanej Królowej Polski «Marianum», które z czasem przekształciło się w Towarzystwo Najświętszej Maryi Panny Zwycięskiej z siedzibą w Wilnie. Założyciel Zgromadzenia Sióstr Matki Miłosierdzia w Wilnie. Jeniec Kalwarii na Litwie, później Kozielska II, gdzie założył Koło Religijno-Rycerskie wśród oficerów. Żołnierz Armii gen. Andersa. Inicjator, pomysłodawca i fundator obrazu Matki Boskiej Zwycięskiej w obozie w Kozielsku autorstwa Michała Siemiradzkiego, płaskorzeźby Tadeusza Zielińskiego i obrazu Miłosierdzia Bożego do «kościółka» w Pantalowicach, jako wotum za szczęśliwy pobyt w Libanie i Ziemi Świętej. Obydwa wizerunki Matki Bożej opuściły sowiecką «nieludzką ziemię». Płaskorzeźba stała się przedmiotem powszechnego kultu Wojska Polskiego i towarzyszyła 2. Korpusowi przez wszystkie szlaki bojowe. Między innymi przed płaskorzeźbą Matki Boskiej Zwycięskiej modlili się żołnierze przed bitwą o Monte Cassino”.

Reklama

W kościele w Pantalowicach gościł dr Jan Musiał, który dla licznie zgromadzonych wiernych i miłośników pantalowickiej historii wygłosił wykład poświęcony działalności Tadeusza Bireckiego.

Tadeusz Birecki urodził się 12 października 1894 r. w Pantalowicach. Syn Kazimierza Rzepy i Wiktorii Rząsa. (Tadeusz nazwisko zmienił w późniejszym czasie). Od najmłodszych lat wychowywany był w głębokim przywiązaniu do wiary i ojczyzny. We wczesnym dzieciństwie został cudownie uzdrowiony z grożącej mu ślepoty. Stało się to za przyczyną Matki Bożej Pantalowickiej. W swojej rodzinnej miejscowości założył Instytut „Marianum” Najświętszej Maryi Panny Zwycięskiej. Z tej wiejskiej parafii Instytut przeniósł w roku 1930 do Wilna, gdzie jego działalność zatwierdził abp Romuald Jałbrzykowski. Do wybuchu II wojny światowej Instytut „Marianum” znacznie rozwinął swoją działalność, znajdując dla siebie miejsce przy kościele św. Rafała. W latach 1935-39 T. Birecki pełnił funkcję sekretarza generalnego Instytutu. Wówczas to zwrócił się do kilku artystów z prośbą o wykonanie obrazu z wizerunkiem Najświętszej Maryi Panny Zwycięskiej, która była patronką „Marianum”. Jak się później okazało powstał nie jeden, ale dwa bliźniaczo podobne obrazy. Stało się to już w innych okolicznościach i poza granicami Polski.

Po wkroczeniu do Wilna wojsk bolszewickich szybko zniszczono dzieło Instytutu. T. Birecki wraz z wieloma patriotami internowany był w obozie w Kalwarii (Litwa), a następnie umieszczony został w Kozielsku. Tutaj został członkiem zwierzchności Koła Religijno-Rycerskiego „Marianum”. W dalszym ciągu towarzyszyła mu myśl wykonania obrazu z wizerunkiem Matki Najświętszej. Ze względu na ustawiczną kontrolę NKWD starania te musiały być podejmowane w największej tajemnicy. Plany związane z powstaniem obrazu Tadeusz konsultował z kpt. Walerianem Charkiewiczem. W kozielskiej cerkwi odkryli fresk z wizerunkiem żyrowickiej Madonny. Dla obydwu był to jednoznaczny znak, by nie ustawać w planach namalowania obrazu. O wykonanie tego dzieła zwrócili się w 1940 r do artysty malarza por. Michała Siemiradzkiego i jego bratanka, Henryka Siemiradzkiego. Z wielkim trudem znaleziono kawałek deski lipowej, którą przekazano artystom. Pierwowzorami do obrazu były wizerunki Matki Bożej Ostrobramskiej i Madonny Żyrowickiej. M. Siemiradzki nad swym dziełem pracował jedynie wtedy, gdy nikogo nie było w celi, z obawy przed zadenuncjowaniem do NKWD. W Wielką Sobotę 1941 r. obraz został poświęcony. Na prośbę T. Bireckiego por. Mieczysław Gulin wykonał z drewna gruszki oryginalne korony dla Madonny i Dzieciątka.

Z końcem sierpnia 1940 r. do Kozielska przywieziony został młody rzeźbiarz pchor. Tadeusz Zieliński. Tadeusz Birecki zaproponował mu wykonanie w desce lipowej płaskorzeźby z wizerunkiem Matki Bożej Zwycięskiej. Zamówienie zostało przyjęte po dostarczeniu odpowiednich materiałów. Ukończona płaskorzeźba została uroczyście poświęcona przez ks. Nikodema Dubrawkę.

Pierwsza obóz w Kozielsku opuściła Madonna autorstwa Siemiradzkiego. Było to w czerwcu 1941 r. Przebyła wraz z wojskiem długą drogę, by w końcu dotrzeć do Kolegium „Marianum” w Jerozolimie, przywieziona przez kapelana artylerii ks. Pawła Sargiewicza. 2 grudnia 1943 r. obraz zainstalowany został na ołtarzu Matki Bożej Kalwaryjskiej na Golgocie w Jerozolimie. Od tego czasu obraz odbył wiele pielgrzymek i był intronizowany. W lipcu 1947 r. Tadeusz Birecki przeniósł obraz do klasztoru Sióstr Sakramentek Reparatryczek przy Nowej Bramie w Jerozolimie. Trwała wówczas wojna arabsko-żydowska. Żeby nie narażać obrazu wysłał go do Egiptu, skąd wraz oddziałami polskich wojsk przewieziony został do Wielkiej Brytanii.

Płaskorzeźba autorstwa T. Zielińskiego opuściła Kozielsk w czerwcu 1941 r., jako dno walizki płk. Kosiby. W ten sposób znalazła się w Griazowcu. Nikt z przybyłych do tej miejscowości nie spodziewał się, że już w święto Matki Bożej Pocieszenia będą wolni. Marianiści wybudowali ołtarz polowy na łące, na którym T. Zieliński ustawił obraz Hetmanki. Odbyła się pierwsza Msza św. przed wizerunkiem Madonny, w której uczestniczyli wszyscy, już wolni, tułacze sowieckich obozów, stanowiący kadrę Polskich Sił Zbrojnych pod dowództwem gen. Andersa. Z Griazowa płk Kosiba przewiózł płaskorzeźbę do Moskwy, gdzie formował się sztab Wojska Polskiego. Na prośbę T. Bireckiego została ona zaintronizowana na czas wojny jako obraz obozowy Wojska Polskiego. Przed obliczem Madonny poświęcono drukarnię polową Polskich Sił Zbrojnych, której pierwszym wydawnictwem był „Orzeł Biały”. Następnie obraz przebył długą drogę, by w końcu trafić do Jerozolimy. Umieszczony został w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Następnie trafił do Sztabu 2. Korpusu, z którym przewieziony został do Włoch, towarzysząc żołnierzom m.in. w walkach pod Monte Cassino. Z 2. Korpusem obraz wyjechał do Anglii, gdzie staraniem rektora Instytutu „Marianum”, ks. dziekana 5. Dywizji Kresowej Wiktora Judyckiego. Madonna Rycerska Marianistów z Kozielska trafiła do kaplicy polskiej w Brompton Oratory w Londynie.

Przez cały szlak wędrówek obrazów kozielskich towarzyszyła im postać Tadeusza Bireckiego, który z różańcem w ręku zmarł 10 listopada 1966 r. Pochowany jest na cmentarzu w Brighton.

Tagi:
sylwetka Tadeusz Birecki

Reklama

Na straży nowokorczyńskiej pamięci

2019-04-10 10:28

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 15/2019, str. IV

Ligia Płonka od lat niestrudzenie stoi na straży lokalnego dziedzictwa Nowego Korczyna – a jest to spuścizna szacowna, głęboko sięgająca w średniowiecze, powiązana z postaciami świętych i królów ważnych dla Polski. Pedagog, po trosze historyk i kulturoznawca, przewodnik turystyczny i animator, współpracuje z młodzieżą, pisze projekty aktywizujące uczniów i starszych mieszkańców, zakłada drużyny zuchowe, oprowadza wycieczki i fascynuje się św. Kingą. Takie osoby jak Ligia Płonka to skarb dla lokalnego dziedzictwa.

Archiwum prywatne
Z harcerstwa się nie wyrasta. Ligia Płonka w środku grupy

Pochodząca z ziemi częstochowskiej, licznymi więzami, np. z czasów studenckich, związana z Krakowem (Uniwersytet Pedagogiczny) tutaj w Nowym Korczynie założyła rodzinę i znalazła pole do ciekawej wielostronnej aktywności. Czy oryginalne imię: Ligia, to motyw z Sienkiewiczowskiego „Quo Vadis?” Tego nie wie, ale jako dziecko z powodu dziwnie brzmiącego imienia wylała niejedną łzę… Pracowała w przedszkolu, w SP w Nowym Korczynie, a od 1984 r. w szkole jako nauczyciel nauczania początkowego, wreszcie w Winiarach w Placówce Opiekuńczo-Wychowawczej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego (1997 – 2012) , którą także kierowała. Mieszka w urokliwych Winiarach Dolnych i pełną aktywnością wypełnia czas emerytury, którego gros pochłania jej Punkt Informacji Turystycznej przy Miejsko-Gminnym Ośrodku w Nowym Korczynie, którym kieruje Bogumiła Zawada. Pracy społecznej nauczyło ją życie, narzędzia z zakresu pomocy społecznej uzyskała na dodatkowych studiach w Kielcach. I jest także członkiem aktywnego Towarzystwa Przyjaciół Archiwum Diecezjalnego im bł. Wincentego Kadłubka, a tam pod kierunkiem ks. dr. Andrzeja Kwaśniewskiego pracy i kierunków do rozwoju jest w bród.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zanim uderzą rezurekcyjne dzwony...

O. Jan Maria Sochocki OFMCap
Niedziela Ogólnopolska 15/2012, str. 30-31

BOŻENA SZTAJNER

Kościelny rok ma swoje charakterystyczne okresy i choć nowoczesność do nich wkracza, nie da się wyrzucić tego, co tradycyjne i przez wieki uświęcone. „Mam już umyte okna i świat wydaje mi się ładniejszy (...) pobiegłem myślą do domu... W domu świąteczne porządki. Zdejmowaliśmy ze ścian obrazy ku zdziwieniu uśpionych zimą pająków. Wynosiłem figurkę Matki Bożej, ślubny portret rodziców... Mama bieliła izbę wapnem... Dopiero następnego dnia wszystko w domu zakwitło. Bibułkowe «pająki» na suficie, kwiaty przy obrazach, pąsowe róże na serwetach i poduszkach, tęczowe kilimy (...). W kościele też działy się dziwne rzeczy. Kościelny wiązał drabiny, żeby wspiąć się najwyżej i omieść sklepienia kościelne z pajęczyn. W czwartek chłopcy przestali dzwonić w dzwonki. Zrobiło się smutno. Pana Jezusa odprowadzili do ciemnicy. Ludzie jak Piotr stali, ciekawi, co dalej nastąpi. Ołtarze ksiądz obnażył z szat, tabernakulum było puste”. Tak oczekiwanie na dzień Wielkiej Nocy widział oczyma dziecka „Ks. Tymoteusz” - bp Józef Zawitkowski z Łowicza, w „Listach i rozważaniach”. Każdy z nas od wczesnego dzieciństwa przechowuje w pamięci jakieś obrazki z oczekiwania i przeżywania świąt Zmartwychwstania Pańskiego.

Na przedwiośniu

Minął czas Nowego Roku, minął karnawał, mija - w dawnych latach groźna - zima. „Uwięzione rzeki puszczają i po nocy budzi śpiących huk pękającej pokrywy lodowej. Gdzie wczoraj jeszcze szła po lodzie jezdna droga, dziś spiętrzone zwały kry prą z szelestem, wypełzając jedne na drugie jak zmagające się płazy... Bruzdami, drogami, z pól, ze wszystkich wzgórzy ciurkają strużynki wody, łącząc się, pędząc ku rzece... Nad szumiącą wodą pochylają się łoziny, usiane białymi pączkami. Zależnie od okolicy zwą je baźkami, kotkami, kocankami... Lśni srebrnie delikatniejszy od mimozy symbol polskiego przedwiośnia”. Tak pisała w angielskiej Kornwalii Zofia Kossak-Szatkowska w książce „Rok polski - obyczaj i wiara”. Mimo że pisała z pamięci, z dala od Ojczyzny, w książce można znaleźć dużo informacji o zwyczajach wielkanocnych w Polsce.

Wielkopostne przygotowania

Już od Popielca barwiło się pisanki, czasem nazywane kraszankami. Wymagały one znajomości techniki miejscowej, dużo czasu, zręczności i trochę talentu. Poszczególne ziemie polskie wytworzyły swój styl. Zofia Kossak pisze, że najkunsztowniejsze były huculskie, pokryte ornamentem przypominającym mozaikę, a najpiękniejsze podolskie z okolic Kamieńca lub Jarmoliniec.
Czas szybko biegnie. Mijają niedziele Wielkiego Postu: wstępna, sucha, głucha, środopostna, czarna, Palmowa i Wielka. Mija czas „Gorzkich żali”, zwanych Pasjami, rekolekcji i okolicznościowych misji, odprawiania Drogi Krzyżowej w świątyniach, przy drogach, w polskich Kalwariach - Pacławskiej, Zebrzydowskiej.
W Niedzielę Palmową poświęcono palmę, będzie co kłaść w łan zboża w Wielką Niedzielę, żeby plonowało. Kilka poświęconych kocanek zostało połkniętych, żeby ratowały przed chorobą gardła. Wielki Tydzień to wielkanocne ochędóstwo. Nie tylko błyszczą szybki okien, ale i stoły, i podłogi. Trzeba jeszcze wynieść śmiecie z komory i strychu, wywietrzyć poduszki paradne i takie, co na nich się sypia, odzienie od święta - kożuchy, chustki, ale i codzienny przyodziewek. W świątyniach też widać porządki. Wyprane białe obrusy, koronkowe komże, wyczyszczone lichtarze i żyrandole.

Triduum Paschalne

Gdy w Wielki Czwartek milkną dzwony, zastępują je drewniane klekotki. W kościele ceremonia - umywanie nóg dwunastu starcom. Przestrzegali tego królowie, magnaci i biskupi. Zanotowano, że w czasie panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego wybrano 12 starców, którzy razem liczyli 1300 lat, wszyscy przekroczyli setkę, a jeden miał 125. Poniatowski nie dokonywał tej ceremonii osobiście, spełniał to z urzędu ks. Adam Naruszewicz, który był na dworze jałmużnikiem.
W Wielki Piątek zaniesiono Pana Jezusa do Grobu ozdobionego kwiatami, hortensjami albo odurzającymi hiacyntami. Często były też wyhodowane przez kościelnego w skrzynkach rzeżucha albo owies. Grób Pański zielenił się, wskazywał, że tu rodzi się nowe Życie.
Wartę zaciągnęli żołnierze: rzymscy, nie od Piłata, ale nasi, „turcy” albo po prostu strażacy, którzy od stu lat uważają to za najszlachetniejszą służbę. W historii zapisano, że różne formacje pełniły służbę przy Grobie Pańskim, podobno August III Sas przysłał do katedry warszawskiej oddział dragonów, a do innego kościoła artylerię konną.
Przy Grobie Pańskim trwa adoracja, każdy uważa za swój obowiązek oddanie czci Chrystusowi na krzyżu.
Wielka Sobota też obrosła swoimi zwyczajami. Dla gospodyń najważniejsze jest święcenie jadła. Dawniej, gdy była pogoda, kobiety wieńcem otoczyły kościół, w koszykach trzymając to, co najważniejsze: chleb, osełki masła, gomółki sera, sól, kołacze, kiełbasę, chrzan, baranki pieczone lub z lukru, zajączki i oczywiście pisanki, mnóstwo pisanek, wszystkie kosze ubrane bukszpanem, niebiesko kwitnącym barwinkiem i, będącym dziś pod ochroną, widłakiem.
W Wielką Sobotę ksiądz święci także wodę w chrzcielnicy, która służy do udzielania chrztu św. cały rok, i ogień. Ognisko paliło się na dziedzińcu kościoła. Z tym wiązała się tradycja, że wygaszone były domowe paleniska, wszyscy czekali, aż chłopcy przyniosą płomień z kościoła. Do przenosin używano woskowej świecy albo szczapy, trzaski ze smolaków. Trzeba było mieć garść, żeby donieść ogień do domu.
Wszystko było gotowe na niedzielę: świątynia i chaty, ogień, woda i jadło, i serca czyste.

Wielka Noc przejścia

W wielkosobotni wieczór albo w Wielką Niedzielę o świcie odbywa się uroczyste nabożeństwo - Rezurekcja. Rezurekcyjne dzwony rozlegały się w Wielką Sobotę o północy. Dopiero w czasach stanisławowskich przeniesiono to nabożeństwo na niedzielny świt, ale nie wszędzie.
Dzwonom wtórowały armaty, moździerze, strzelby i pistolety, i różne domorosłe instrumenty, czyniące hałas i huk.
Najświętszy Sakrament pod baldachimem, pod którym kapłan był prowadzony przez dostojników świeckich, wyniesiony z Grobu przy dźwięku dzwonów, dzwonków, organów, orkiestr - najczęściej dętych - w procesji z udziałem chorągwi, feretronów, zespołów ludowych albo staroszlacheckich, albo jednych i drugich, trzy razy obchodził świątynię, by wkroczyć do niej przy możliwie wszystkich światłach i dźwiękach „Te Deum”.

Obfite świętowanie

Po Rezurekcji można było zasiąść do śniadania. Składano sobie życzenia, dzielono się jajkami, spotykano się rodzinnie i towarzysko, niekiedy w szerokim gronie.
„W jednym ze starych kalendarzy poznańskich - pisze Łukasz Gołębiowski - znajduje się opis bez daty; zdaje się jednak, że to musiało być za Władysława IV. Wojewoda Sapieha w Dereczynie takie wyprawił święcone, na które zjechało się co niemiara panów z Litwy i Korony. Na samym środku był baranek wyobrażający Agnus Dei z chorągiewką, calutki z pistacjami, ten specyał dawano tylko damom, senatorom, dygnitarzom i duchownym. Stało 4 przeogromnych dzików, to jest tyle, ile części roku. Każdy dzik miał w sobie wieprzowinę, alias: szynki, kiełbasy, prosiątka. Kuchmistrz najcudowniejszą pokazał sztukę w upieczeniu tych odyńców. Stało tandem 12 jeleni także całkowicie pieczonych z złocistymi rogami, całe do admirowania: nadziane były rozmaitą zwierzyną, alias: zającami, cietrzewiami, dropiami, pardwami. Te jelenie wyrażały 12 miesięcy. Naokoło były ciasta sążniste, tyle, ile tygodni w roku, to jest 52, całe cudne placki, mazury, żmudzkie pirogi, a wszystko wysadzane bakaliją. Za niemi było 365 babek, to jest tyle, ile dni w roku. Każde było adorowane inskrypcjami, floresami, aż niejeden tylko czytał, a nie jadł. Co zaś do bibendy: było 4 puchary (exemplum 4 pór roku), napełnione winem jeszcze od króla Stefana. Tandem 12 konewek srebrnych z winem po królu Zygmuncie, te konewki exemplum 12 miesięcy. Tandem 52 baryłek także srebrnych in gratiam 52 tygodni, było w nich wino cypryjskie, hiszpańskie i włoskie. Dalej 365 gąsiorków z winem węgierskim, alias tyle gąsiorków, ile dni w roku. A dla czeladzi dworskiej 8760 kwart miodu robionego w Berezie, to jest tyle, ile godzin w roku” (powtórzone za „Kalendarzem polskim” Józefa Szczypki).
To tylko jeden przykład wielkanocnego świętowania w dawnej Polsce.
Polacy jeszcze mogą świętować drugi dzień - Wielkanocny Poniedziałek. To znów śmigus-dyngus...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Depo w Wigilię Paschalną: wpatrujmy się w Chrystusa, który jest życiem i zmartwychwstaniem naszym

2019-04-21 07:30

Ks. Mariusz Frukacz

M.B. Sztajner
Zapalenie Paschału

„Największą pokusą dzisiaj jest sprowadzenie chrześcijaństwa do mądrości tylko czysto ludzkiej, jakby do wiedzy o tym, jak dobrze żyć, jak się urządzić w świecie” - mówił w homilii abp Wacław Depo metropolita częstochowski, który 20 kwietnia przewodniczył liturgii Wigilii Paschalnej w archikatedrze Świętej Rodziny w Częstochowie.

Zobacz zdjęcia: Wigilia Paschalna w częstochowskiej katedrze

W homilii abp Depo przypomniał słowa św. Bazylego Wielkiego, który nauczał: „Przyjście Chrystusa w ciele, Jego ewangeliczne formy obcowania z ludźmi, utrapienia, krzyż, grób i zmartwychwstanie, wszystkie te wydarzenia miały dlatego miejsce, by człowiek, który dostępuje zbawienia przez naśladowanie Chrystusa, otrzymał z powrotem od Boga ów starodawny dar usynowienia”.

- Zostaliśmy przyobleczeni Jego łaską najpierw radosnej nowiny, że ukrzyżowany żyje, zmartwychwstał, uwolnił nas od grzechu i śmierci i dał nam dalekowzroczność wiary – mówił abp Depo i dodał: „Kolejnym darem łaski jest wspólnota w Chrystusie. Wszyscy ochrzczeni jesteśmy w Chrystusie kimś jedynym, jakby niepowtarzalnością w Bogu”.

Metropolita częstochowski zaznaczył, że „świat współczesny skłonny jest nas sprowadzić jedynie do wymiaru horyzontu, ale czym byłby człowiek bez otwarcia na Boga i bez wiary w życie wieczne?” - Odpowiedź na pytanie, czym bylibyśmy bez Boga leży w doświadczeniach wpisanych w dzieje ludzkości i powiedzmy szczerze, krwią rozlaną w imię ideologii i reżimów politycznych, które chciałyby budować nową ludzkość bez Boga – podkreślił arcybiskup.

- Z poszanowaniem dla wszelkich przekonań i wszelkiej wrażliwości winniśmy przede wszystkim potwierdzać naszą wiarę w Chrystusa jako Jedynego Zbawiciela człowieka, że każdy kto w Niego uwierzy nie zginie, ale będzie miał życie wieczne – kontynuował abp Depo.

Arcybiskup zauważył, że „największą pokusą jest sprowadzenie dzisiaj chrześcijaństwa do mądrości tylko czysto ludzkiej, jakby do wiedzy o tym, jak dobrze żyć, jak się urządzić w świecie. W tym naszym silnie zsekularyzowanym świecie nastąpiło również zeświecczenie zbawienia. Owszem walczy się o człowieka, ale sprowadzonego jedynie do wymiaru ziemi”.

- Na pytanie, kim jestem dzisiaj, odpowiedzmy sobie wyższą tajemnicą, podprowadzając pod krzyż i Zmartwychwstałego – zaapelował do wiernych metropolita częstochowski i dodał: „W Chrystusie jestem kimś żyjącym na wieki. Naszym zadaniem, które dzisiaj dopełniamy jest nie tylko skierować wzrok ku Chrystusowi, ale przylgnąć do Niego bardzo osobiście”.

- Bóg proponuje nam samego siebie aż do granic ludzkiej wytrzymałości i zrozumienia – mówił arcybiskup i pytał za św. Janem Pawłem II: „Czy człowiek może odpowiedzieć Bogu „nie”, czy człowiek może odpowiedzieć Chrystusowi „nie”? Tak. Człowiek jest dramatycznie wolny, ale musi sobie postawić pytanie: w imię czego? Jak jest racja umysłu i jaka jest nasza wola, żeby doprowadzić siebie aż do negacji Boga i do sprzeciwu posuniętego aż do ateizmu”.

- Trzeba nam dzisiaj na nowo wpatrzeć się w Chrystusa jako naszego Pana i Zbawiciela, który jest życiem i zmartwychwstaniem naszym – zakończył metropolita częstochowski.

Wigilię Paschalną zakończyła uroczysta procesja rezurekcyjna.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem