Reklama

W krainie kościołów, cerkwi i meczetów

Miasto na siedmiu wzgórzach

2018-06-27 09:37

Margita Kotas
Niedziela Ogólnopolska 26/2018, str. 20-21

Margita Kotas/Niedziela
Kościół Hagia Eirene pełni dziś funkcję sali wystaw artystycznych i koncertów

Wieże minaretów odbijają się w wodach Bosforu i Złotego Rogu – zatoki, która swą nazwę zawdzięcza zakrzywionemu kształtowi oraz barwie, którą przybiera o zachodzie słońca.
Są jednak tacy, którzy twierdzą, że pochodzi ona od bizantyjskich kosztowności wrzucanych w popłochu do wody w czasie osmańskiego oblężenia Konstantynopola.

Stambuł – jedyne miasto na świecie położone na dwóch kontynentach i od wieków stanowiące tygiel kultur. To największe miasto Turcji i największa aglomeracja Europy, licząca ponad 14 mln mieszkańców. Grecki Byzantion, łacińskie Nea Rome, bizantyjski Konstantynopol, turecki Istanbul – w każdym kamieniu czuje się tu bogactwo dziejów.

Lokalizacja Byzasa

Historia dzisiejszego Stambułu rozpoczęła się w 675 r. przed Chrystusem, gdy na azjatyckim brzegu Bosforu osadę Chalcedon (dzisiejsza dzielnica Kadiköy) założyli greccy koloniści z Megary. Kilkanaście lat później znacznie korzystniejszą lokalizację na zachodnim brzegu Bosforu wypatrzył grecki król Byzas. Założone miasto nazwał Byzantion (Bizancjum). W 193 r. zostało ono zdobyte przez Septymiusza Sewera, a niedługo potem wchłonięte przez Cesarstwo Rzymskie. Kiedy Konstantyn Wielki przeniósł z Rzymu do Bizancjum stolicę Cesarstwa, początkowo nazwał miasto Nowym Rzymem (Nea Rome), a następnie – Konstantynopolem. Miasto, które podobnie jak zachodni Rzym zostało wzniesione na siedmiu wzgórzach i dorównało mu nie tylko rozmiarami, ale też wspaniałością architektury, powstało w ciągu zaledwie 6 lat. Już w pierwszym stuleciu swego istnienia Konstantynopol stał się najludniejszym miastem ówczesnego świata – liczył ponad milion mieszkańców, podczas gdy największe ośrodki Europy osiągały zaledwie 100 tys.

Scena dramatów

Sobór zwołany do miasta w maju 381 r. zrównał rangą biskupów Rzymu i Konstantynopola. Konstantynopol i jego okolice były miejscem jeszcze sześciu kolejnych soborów, ale też sceną licznych konfliktów w łonie chrześcijaństwa. Najpoważniejszy miał miejsce w 1054 r., kiedy to za sprawą biskupów Rzymu i Konstantynopola, którzy obrzucili się wzajemnie ekskomuniką, doszło do schizmy – podziału Kościoła na wschodni i zachodni. Nadzieje na powrót jedności chrześcijaństwa przekreśliła ostatecznie IV krucjata z 1204 r., zakończona zdobyciem i złupieniem Konstantynopola przez katolickie rycerstwo. Wprawdzie na krótko przed zdobyciem miasta przez Osmanów ostatni cesarz bizantyjski zadeklarował przyłączenie do Kościoła katolickiego, jednak w odpowiedzi na tę deklarację patriarcha Athanasios II opuścił swoje stanowisko. Grecka populacja miasta wolała raczej „turecki turban niż kardynalską mitrę”.

Reklama

Ubrany w sułtański turban Mehmed II wkroczył do zdobytego miasta 29 maja 1453 r. Wkrótce zabrał się za porządkowanie jego społeczności. Każdej grupie wyznaniowej przydzielił zwierzchnika odpowiedzialnego przed nim za swoich współwyznawców, udzielił także swobód religijnych, choć nie bez pewnych warunków. Żadna świątynia niemuzułmańska nie mogła bezpośrednio sąsiadować z ulicą – dlatego każdą otacza mur czy kryje wysoka brama – zabroniono również używania dzwonów, by nie zagłuszały nawoływania muezinów.

Współcześnie w Stambule jest 2691 czynnych meczetów, a funkcjonują jedynie 123 kościoły, w tym 10 katolickich, i jest 26 synagog.

Oddzielone murem

Najwięcej zabytków Stambułu mieści się w europejskiej części miasta, na półwyspie położonym na południe od Złotego Rogu, który odpowiada historycznemu Konstantynopolowi. Tu znajdują się dzielnice Sultanahmet, Fener, Balat i Fatih. Co oczywiste, jedną z najczęściej zwiedzanych budowli jest pełniąca dziś funkcję muzeum bazylika Hagia Sophia, wzniesiona w 537 r. jako trzecia na tym miejscu świątynia nosząca wezwanie Mądrości Bożej. Dużo mniej spojrzeń przyciąga ukryty w zachodniej części Pierwszego Dziedzińca pobliskiego Pałacu Topkapi kościół pw. Pokoju Bożego – Hagia Eirene, który odgrywał rolę katedry do czasu konsekracji pierwszej Hagii Sophii w 360 r. To w nim 11 maja 330 r. Konstantyn Wielki poświęcił Cesarstwo Bogu chrześcijan. Pierwotnie obie świątynie wchodziły w skład jednego zespołu klasztornego i dopiero po zdobyciu Konstantynopola przez Osmanów rozdzielono je murem sułtańskiego pałacu. W przeciwieństwie do zdecydowanej większości kościołów Hagia Eirene nigdy nie została zamieniona na meczet; przez 400 lat pełniła funkcję arsenału, a później magazynu pamiątek i wykopalisk archeologicznych.

Grecki Fener

W labiryncie uliczek Feneru można znaleźć znajdującą się tu od 1602 r. siedzibę Ortodoksyjnego Patriarchatu Greckiego. Na dziedzińcu otoczonym drewnianymi budynkami, w których mieści się m.in. rezydencja patriarchy Bartłomieja I, stoi XVIII-wieczna bazylika św. Jerzego. W jej wnętrzu przechowywane są cenne ikony z innych stambulskich kościołów i relikwie świętych. W stosunkowo niewielkiej odległości od patriarchatu odnajdziemy trzy kolejne miejsca związane z Kościołem wschodnim. Na brzegu Złotego Rogu można zobaczyć osobliwą bułgarską cerkiew św. Stefana z końca XIX wieku, wykonaną w całości z kutego żelaza, a w plątaninie uliczek odnajdziemy kościół Panny Marii od Mongołów – Panagia Muhliotissa – jedyną świątynię z czasów bizantyjskich, która nieprzerwanie od 700 lat pełni pierwotną funkcję. Ponad tą świątynią, na tarasie, znajduje się bizantyjski kościół Matki Bożej Radosnej – Theotokos Pammakaristos, który w 1587 r. został zamieniony na meczet Fethiye. Gdy skierujemy się kilka przecznic na zachód, natrafimy na prawdziwą perłę – bizantyjski kościół Świętego Zbawiciela w Chorze, który pełni dziś funkcję muzeum – Kariye Müzesi. Można w nim oglądać najbogatsze i najlepiej zachowane w Stambule mozaiki i freski.

Po tamtej stronie

Położone na północnym brzegu Złotego Rogu tzw. Nowe Miasto jest odwieczną enklawą cudzoziemców. Dzielnice między Złotym Rogiem a Bosforem były określane od czasów bizantyjskich jako Pera – ziemia „po tamtej stronie”. W latach 30. XIX wieku dzielnicę tę zamieszkiwali Grecy, Ormianie i Żydzi, a obok nich zagraniczni dyplomaci, uchodźcy polityczni oraz potomkowie zachodnich Europejczyków osiedlonych w Stambule. Dzisiejsze dzielnice Beyoglu, Galatasaray i Taksim stanowią najbardziej zeuropeizowaną część Stambułu, o czym przypominają także znajdujące się tu liczne kościoły zachodniochrześcijańskie, z których pięć można znaleźć przy jednej tylko Istiklal Caddesi.

Główną świątynią katolicką jest katedra Świętego Ducha w dzielnicy Harbiye, przez turystów znacznie częściej jednak odwiedzany jest kościół św. Antoniego Padewskiego na wspomnianej Istiklal Caddesi, zbudowany w 1913 r. To największy kościół katolicki w Stambule, którego początki sięgają 1725 r. Po ówczesnej budowli nie ma jednak śladu. Świątynią opiekują się księża z Włoch. W niedziele odprawiane są w niej Msze św. w językach: angielskim, włoskim, tureckim i polskim – o godz. 10.30 w dolnej krypcie. W niedzielę czy w dniu powszednim kościół warto odwiedzić choćby z jednego powodu – dopóki my pamiętamy o swoich świątyniach, dopóty trwa Kościół nad Bosforem.

Tagi:
turystyka wakacje

Pustynne Hollywood

2018-12-18 10:59

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 51/2018, str. 34-35

Położone u podnóża gór Atlas okolice Warzazat od lat są wykorzystywane przez amerykańskich i europejskich filmowców – dlatego są nazywane pustynnym Hollywood

Wojciech Dudkiewicz
Ksar Ajt Bin Haddu

Warzazat, centrum administracyjne południowo-wschodniego Maroka, jest ważnym ośrodkiem turystycznym, idealnym punktem wypadowym na południe, do urokliwych dolin Dara i Dades oraz na Saharę. Celem wielu podróży są jednak okolice Warzazat, kojarzące się, nie tylko w Maroku, z kinem.

Miasto leży na pustynnym płaskowyżu, malowniczo wciśnięte między góry Atlasu Wysokiego i Antyatlasu, a jego czerwono-brązowe budynki harmonizują kolorami z otaczającym je krajobrazem. To od tych niesamowitych dla Europejczyka kolorów Warzazat jest nazywane Czerwoną Perłą Pustyni.

Kraina kasb

W podróży z Marrakeszu na południowy wschód w stronę Sahary po ok. 200 km natkniemy się na kilkudziesięciotysięczne Warzazat. Założone przez plemię Berberów miasto przez wieki było uznawane za bramę pustyni. To tędy, doliną rzeki Dara, berberyjscy kupcy prowadzili karawany do Timbuktu, które przez wieki stanowiło centrum wymiany handlowej między Czarną Afryką a berberyjską i islamską Afryką Północną, a za jej pośrednictwem także z Europą.

I tu stawiali kazby – wielkie warowne zabudowania, które miały bronić wędrowców przed rabusiami. Budowano je z mieszaniny gliny i trzciny. Choć to mało wytrzymały budulec, wszystko jakoś przetrwało i dziś robi wrażenie. Zwłaszcza o wschodzie czy zachodzie słońca, gdy w tle kazb widać ośnieżone wierzchołki gór.

Droga z Warzazat ku północnemu zachodowi wiedzie przepiękną doliną Dades, nazywaną Doliną Tysiąca Kazb. Warzazat, dziś szczycące się rolą centrum turystycznego i filmowego, kiedyś było bazą francuskiej Legii Cudzoziemskiej. To jednak nie był powód tego, że nakręcono tu „Legionistę” z Jeanem-Claude’em Van Damme’em w roli głównej.

Gdzieś w Oriencie

Mekką filmową Maroko stało się kilkadziesiąt lat temu. Orientalną atmosferę i doskonałe tło do przedstawienia ludzkich emocji znalazło tu wielu twórców. Pierwszym nakręconym w Maroku filmem był „Marokański jeździec” z 1897 r. pionierów sztuki filmowej – braci Lumiere.

Tutejsze wspaniałe krajobrazy świetnie służyły jako uniwersalne tło dla opowiadanej historii. Miejsce akcji mogło nie być – jak u braci Lumiere – ściśle określone. Film rozgrywał się gdzieś w Oriencie, gdzie nietrudno o pustynię, oazę i dromadery. Często gdzie indziej w Oriencie. W filmie „Klejnot Nilu” z 1985 r. Michael Douglas wylądował samolotem nie w Egipcie, gdzie umieszczono scenę, lecz w pobliżu Warzazat.

Pierwszym, który odkrył potencjał okolicy, był David Lean. Na początku lat 60. ubiegłego wieku nakręcił tu dramat przygodowy „Lawrence z Arabii”, na podstawie autobiograficznej powieści T. E. Lawrence’a „Siedem filarów mądrości”. Za nim ruszyli inni.

300 słonecznych dni

Afrykański krajobraz mógł grać Himalaje, azjatyckie pustynie lub egipskie wioski. Zachwycały bajkowe pejzaże, mistyczne góry, piaszczyste równiny i gliniane fortyfikacje. Filmowców przyciąga tu murowana pogoda – ponad 300 dni słonecznych w roku, doskonałe światło, gotowe scenografie – pustynia, ośnieżone szczyty górskie, kazby, naturalne gaje palmowe, ludzie noszący się jak przed setkami lat, których można zatrudnić półdarmo jako statystów, do tego tani rzemieślnicy, którzy potrafią stworzyć piękne detale.

Filmy kręcone w Maroku są tańsze, a efekty lepsze niż w studiach Ameryki czy Europy. Pomaga przychylna polityka marokańskich władz, także podatkowa. Filmowcy mogą wwozić do kraju broń i materiały pirotechniczne wykorzystywane w filmach. Liberalizm panujący w Maroku pozwala np. muzułmańskiemu statyście grać chrześcijanina, z czym gdzie indziej byłby problem.

Filmowe pamiątki

Najmłodsze z tutejszych studiów filmowych – CLA – w 2005 r. zostało otwarte przez Muhammada VI, króla Maroka. Najstarsze, założone w 1983 r. – Atlas Studio – ma już charakter przede wszystkim muzeum. Kto nocuje w hotelu Oscar w Warzazat, ma do niego tylko parę kroków i może je zwiedzać za darmo. Można się w nim poczuć jak na planie jednego z kilkudziesięciu nakręconych tu filmów. Monumentalne dekoracje robią wrażenie, gdy jednak przyjrzeć im się z bliska, okazuje się, że są tylko tanią podróbką. Dekoracje zostały wykonane na ogół przez miejscowych rzemieślników.

W muzeum można obejrzeć m.in. samolot z „Klejnotu Nilu”, koloseum, w którym odbywały się walki gladiatorów z „Gladiatora”, domy z „Dziesięciu przykazań” Roberta Dornhelma czy egipski grobowiec z ogromnymi posągami. Egipskich budynków jest sporo, pochodzą m.in. z miniserialu „Tutanchamon” z Benem Kingsleyem, pałac Kleopatry z filmu o Asteriksie i z telewizyjnej „Kleopatry” z 1999 r.; zachował się po niej basen, w którym kąpała się w mleku.

Obok części egipskiej są dekoracje tybetańskie z filmu Martina Scorsese „Kundun – życie Dalaj Lamy” z 1997 r. Dokładnie tę samą dekorację, tę samą świątynię wykorzystał Peter Weir w „Niepokonanych” z 2010 r. Tam jednak odgrywa ona obiekt z Mongolii.

Gra o tron

W serialu „Gra o tron” widzieliśmy scenę, w której królowa Daenerys Targaryen, znana jako Zrodzona w Burzy, wyrusza z niewolnikami spod Astaporu, miasta nad Zatoką Smoków, zwaną dawniej Zatoką Niewolniczą. Astapor częściowo odgrywała As-Suwajra, miasto leżące nad oceanem, a częściowo – Studio Atlas. Potrzebne były brama i mur miejski z widokiem na pustynię, więc tu – na tyłach muru z „Królestwa niebieskiego” Ridleya Scotta – je zbudowano. Scott do swojego filmu kazał stworzyć średniowieczny zamek w skali 1:1. Powierzchnia murów wyniosła 28 tys. m2, do budowy zużyto setki ton gipsu.

Sporo jest w studiu budynków z czasów rzymskich. Często odgrywają one Jerozolimę i Ziemię Świętą, także w produkcjach telewizyjnych. W tej samej dekoracji nagrywano film o Jezusie – „Ogrody Edenu” i „Mojżesza” z lat odpowiednio: 1998 i 1995 r. Pustynię za studiem wykorzystano także m.in. w filmie „W obliczu śmierci” z 1987 r., czyli w przygodach Jamesa Bonda. Warzazat udawało Afganistan.

Po kręconych tu kilku odcinkach magazynu „Top Gear” pozostały specjalne samochody przeznaczone do zniszczenia w wybuchach i pożarach. Z bliska auta wyglądają na zrobione metodą chałupniczą gdzieś w garażu. Zachowały się tu także resztki rydwanów z „Gladiatora”.

Tu walczył Maximus

Jednym z najpiękniejszych miejsc w Maroku jest leżąca w pobliżu Warzazat ufortyfikowana wieś – ksar Ajt Bin Haddu. Labirynt domów, wież i spichlerzy wznosi się urokliwie na zboczu góry. Zabudowania z ubitej gliny wielokrotnie były planem filmowym wielkich produkcji.

Ksar służy mieszkańcom od setek lat, warownia istniała już na początku XVI wieku. Miała walory obronne, dzięki niej można było także kontrolować szlaki handlowe. Trudno oprzeć się wrażeniu, że czas się tu zatrzymał. Ludzie mieszkają jak przed wiekami, próbując skorzystać na turystach, sprzedając im rękodzieło, zioła, jedzenie. Na szczycie znajduje się obwałowanie dawnej wieży strażniczej. Można stąd podziwiać zieloną dolinę rzeki, a nawet dostrzec białe szczyty Atlasu.

Ajt Bin Haddu zagrało m.in. w filmach „Asterix i Obelix”, „Książę Persji: Piaski czasu”, „Aleksander Wielki”, „Gladiator”, „Szeherezada”, „Indiana Jones”, „Mumia”. W „Gladiatorze” Russell Crowe, jako generał Maximus, toczył pojedynki we wspomnianym już, zbudowanym na potrzeby filmu, koloseum.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Skubiś protestuje przeciwko użyciu słów: „Ruch «Europa Christi»” do nazwania partii politycznej

2019-02-15 17:32

mp / Częstochowa (KAI)

Sprzeciw wobec "zawłaszczenia" przez nową partię polityczną nazwy Ruch Europa Christi wyraził ks. inf. Ireneusz Skubiś. "Od początku Ruch „Europa Christi” jest Ruchem apartyjnym zwracającym uwagę na obronę chrześcijańskich korzeni Europy" - pisze w przekazanym KAI oświadczeniu ks. Skubiś, moderator Ruchu "Europa Christi".

Monika Książek/Niedziela

Publikujemy treść oświadczenia:

Pragnę poinformować, że Ruch „Europa Christi” od samego początku był apartyjny. Wyrażam swoje zaskoczenie, że nazwa Ruch „Europa Christi” został zawłaszczony przez nowo utworzoną partię polityczną. Przecież zawsze publicznie o tym mówiłem.

Od początku Ruch „Europa Christi” jest Ruchem apartyjnym zwracającym uwagę na obronę chrześcijańskich korzeni Europy. Takie cele miały dotychczasowe Międzynarodowe Kongresy Ruchu „Europa Christi”.

Ruch „Europa Christi” musi być ruchem jednoczącym, ma zadanie łączyć i nie ma celów partyjnych. Pragnę zwrócić uwagę na to, że nazwa Ruchu zawiera w sobie Europa Christi – Europa Chrystusa, a nie tylko Europa Chrześcijańska. Nazwa chrześcijańska - przypomina partie chadeckie, które w Europie zdradziły Chrystusa. Chodzi o przywrócenie właściwego miejsca Chrystusowi w Europie.

Po pierwszych sygnałach o utworzeniu nowej partii w grudniu 2018 r. Fundacja „Myśląc Ojczyzna” jako właściciel Ruchu „Europa Christi” wysłała protest do Sądu Okręgowego Rejestrującego, by nie doszło do rejestracji partii pod naszą nazwą – Ruch Europa Christi. Dlatego z bólem przyjąłem wiadomość o rejestracji partii, która całą naszą nazwę użyła do nazwy swojej partii bez zgody Fundacji.

Ks. inf. Ireneusz Skubiś – Moderator Ruchu „Europa Christi”

oraz Zarząd Fundacji Fundacja „Myśląc Ojczyzna” im. ks. inf. Ireneusza Skubisia

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Poznań: rodzina abp. Baraniaka przekaże Order Orła Białego archidiecezji

2019-02-15 21:33

ms / Poznań (KAI)

Order Orła Białego, którym pośmiertnie został uhonorowany przez prezydenta RP Andrzeja Dudę abp Antoni Baraniak, zostanie przekazany archidiecezji poznańskiej. Rodzina wyróżnionego arcybiskupa przekaże go abp. Stanisławowi Gądeckiemu.

wikipedia.org

„Na ręce metropolity poznańskiego order przekaże siostrzeniec abp. Baraniaka Zenon Łakomy, który odbierał go z rąk prezydenta Andrzeja Dudy 11 listopada ub. r. na Zamku Królewskim w Warszawie” – mówi KAI Jolanta

Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy, autorka filmów o abp. Baraniaku.

Uroczystość przekazania orderu będzie miała miejsce w katedrze poznańskiej 18 lutego podczas nieszporów akademickich, które poprowadzi przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Antoni Baraniak przez wiele lat był osobistym sekretarzem kard. Augusta Hlonda, a w latach 1957-1977 był arcybiskupem metropolitą poznańskim.

Jako najbliższy współpracownik Prymasa Tysiąclecia bp Baraniak przez kilka lat był więźniem komunistycznej bezpieki na warszawskim Mokotowie. Był poddawany okrutnym torturom, a komuniści chcieli wymusić na nim zeznania przeciwko kard. Stefanowi Wyszyńskiemu.

W archidiecezji poznańskiej trwają przygotowania do rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego abp. Antoniego Baraniaka, nazywanego „Żołnierzem Niezłomnym Kościoła”. Prezydent Andrzej Duda uhonorował go Orderem Orła Białego w stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem