Reklama

Polska – dom na skale

2018-07-04 11:07

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 27/2018, str. 24

Czy Polska jest domem zbudowanym na skale? A cóż to za pytanie – ktoś żachnie się natychmiast, jak to bowiem rozpatrywać, jak kwalifikować cały kraj jako domostwo? Kto jest w stanie odpowiedzieć precyzyjnie na tak podstawowe, zaskakująco jednak jasne pytanie? Nadchodzą wichury i potopy, które dowodnie pokażą, jakim domem i na jakim podłożu zbudowanym jest nasza Ojczyzna. Ważna jest także odpowiedź na pytanie: czy Trzecia Rzeczpospolita jest tym właściwym, prawdziwym polskim domem?

Tu odpowiedź jest dużo łatwiejsza. Trzecia Rzeczpospolita została zbudowana na fundamencie bardzo jasnym – jest nim umowa „okrągłego stołu”. To jednak był jedynie teatr dla ubogich, właściwy fundament kryje się dużo dalej – w tajnych umowach, które były zawierane między gen. Czesławem Kiszczakiem i jego oficerami a wytypowanymi przez nich przedstawicielami tzw. opozycji, wśród których aż roiło się od tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa. Te umowy, jakkolwiek do dziś utrzymywane w tajemnicy, obowiązują i wykreowały grupę najbogatszych obywateli Trzeciej RP.

Czy ten fundament wytrzyma nagłe uderzenie nieprzyjaciół i żywiołów? Na pewno nie, zgniły fundament nie jest w stanie utrzymać już niczego, Trzecia RP – jako organizm państwowy – zapada się już sama w sobie, gnije. Smród tego procesu wydobywa się już w różnych dziedzinach. Trzecia RP nie wytworzyła ani ponadczasowej kultury, ani mogącej się samodzielnie bronić gospodarki, w tym organizmie nie ma ani sprawiedliwości, ani poczucia obywateli, że uczestniczą we wspólnocie. To jest obce ciało, które zostało Polsce narzucone jako forma przejściowa między sowiecką kolonią – którą była PRL – a niepodległą Ojczyzną wszystkich Polaków.

Reklama

Z tego prostego wnioskowania wynika stwierdzenie: jeżeli w okres sztormów i wichur wejdziemy z Polską ubraną w szaty Trzeciej RP, to czeka nas los głupców, którzy swoje domostwa pobudowali na piasku. Nic więcej. Ta konstrukcja trzeszczy dziś pod własnym ciężarem, runie zatem przy najmniejszym podmuchu z zewnątrz.

Powraca zatem nowe pytanie: jak sprawić, by Polska była domem zbudowanym na skale? Pierwszy krok ku tej konstrukcji już uczyniliśmy, gdy zdaliśmy sobie sprawę z faktu, że Trzecia RP takim domem nie jest i w czasie kryzysu będzie niebezpieczną formą dla wszystkich jej mieszkańców. Dowodem na to, że nie możemy trwać w pookrągłostołowej postaci naszego państwa, jest nauczka, którą otrzymał ostatnio premier Mateusz Morawiecki i jego rząd w związku z awanturą wokół nowelizacji ustawy o IPN. Trzecia RP nigdy bowiem nie była tak skonstruowanym bytem państwowym, który byłby odporny na naciski z zewnątrz. Na nic zda się w niej wymiana kolejnych rządów, nawet jeśli do władzy przychodzą patrioci, bowiem obecna forma państwa i tak ich zdominuje i doprowadzi do hańbiącej uległości wobec czynników zewnętrznych.

Budowę domu na skale należy zatem rozpocząć od zdekonstruowania tego, czym jest Trzecia RP, a więc od ostatecznego wywrócenia umów zawartych przy „okrągłym stole” – umowy te krępowały polską niepodległość i wystawiały ją na wpływy i kontrolę ze strony zewnętrznych czynników. To, oczywiście, wiąże się z usunięciem z polskiej sceny politycznej wszystkich aktorów, którzy aktywnie „okrągły stół” wspierali.

Nowa Polska musi się opierać na nowym pokoleniu Polaków, którzy nigdy nie byli „okuci w powiciu”, którzy nie mają wpojonych niewolniczych odruchów. Nikt bowiem, kto został w niewoli wychowany, nie jest w stanie budować domu dla wolnych, pozbawionych kompleksów, ludzi.

Fundamentem, skałą, na której będzie oparty dobry i mocny Dom Polski, jest wiara w Jezusa Chrystusa. Nic innego nie jest w stanie dać mu mocniejszej konstrukcji. A to wiąże się z twardym przeciwstawieniem się nieczystościom, które wlewają się ze Wschodu i z Zachodu. Oczywiście, jakościowo się one od siebie mocno różnią, jednak przynoszą ten sam efekt – gnicie i podmywanie fundamentów naszego świata.

Europa jest dziś pełna na wpół martwych ludzi. Jeśli bowiem uznamy człowieka za istotę fizyczno-duchową, to zauważymy, że miliony Europejczyków przestały żyć duchowo. Wierzą dziś w konsumpcję i bezpieczeństwo, które dają jedynie pełne pieniędzy kieszenie. Martwi ludzie nie są w stanie przeciwstawić się obcej duchowej sile, która staje się w Europie coraz potężniejsza.

Polska nie uległa europejskiemu zeświecczeniu i to stanowi jej wielki atut w momencie, gdy nadchodzi czas próby. Motywacja finansowa nie wytrzyma pierwszego podmuchu trudności. Siłę trwania może zbudować jedynie hart ducha. I tę cechę właśnie musimy kultywować, dbając jednak, aby cały czas miała proste odniesienie do najważniejszego fundamentu – Krzyża.

To jednak nie wszystko. Odsunięcie Trzeciej RP na karty historii musi wiązać się także ze stworzeniem zupełnie nowych struktur władzy i administracji. Nie da się tego przeprowadzić administracyjnie, nie da się zaprowadzić takiego porządku jedynie za pomocą nowych procedur i prawa. To musi się zacząć od naprawy edukacji, od wychowania Polaków na ludzi wolnych, pozbawionych kompleksów, pewnych siebie i odważnych.

Właśnie edukacja jest kolejnym budulcem domu na skale. Edukacja jednak też musi być odniesiona do jądra, centrum dzisiejszej polskości – do przesłania duchowego, które sprawiło, że przetrwaliśmy i nadal mamy do spełnienia swoją misję.

Polska musi być, oczywiście, sprawiedliwa i dawać schronienie wszystkim, którzy cierpią z powodu niesprawiedliwości i nietolerancji. Specyfiką naszego istnienia jest przecież rozumna tolerancja, która zawsze sprawiała, że na polskiej ziemi mógł żyć każdy, komu bliskie były wartości mieszkających tu ludzi.

Kolejnym fundamentem polskiego domu na skale musi być przemyślana i precyzyjnie ukierunkowana aktywność. Polska musi być kojarzona z ziemią ludzi otwartych, gościnnych, ale także stanowczych wobec zagrożeń, które niesie neomarksistowska ofensywa ideologiczna.

Musimy zdawać sobie sprawę z faktu, że duchowe uśmiercanie Europejczyków nie jest zjawiskiem jednej dekady, ono trwa przez pokolenia i rozwija się praktycznie już od czasów rewolucji francuskiej. Nasz dom znajduje się na przecięciu, nadciągających ze Wschodu i z Zachodu, nieprzyjaznych żywiołów. Ze Wschodu nadchodzi pogarda wobec praw jednostki, kult kolektywizmu i brak poszanowania dla sacrum. Z Zachodu natomiast zbliża się powódź homopolityki, rozbijania tradycyjnej rodziny, relatywizowania wartości i pojęcia prawdy. Neomarksistowska inżynieria społeczna wywraca na swojej drodze wszystkie tradycyjne struktury, dąży do stworzenia nowego człowieka, który byłby skrajnie uzależniony od struktur państwa – opanowanego, oczywiście, przez aktywistów neomarksistowskich. Następnym więc fundamentem domu na skale jest wolność, poszanowanie dla wolności jednostki oraz solidarność, bezwzględna obrona każdej osoby, która znajdzie się w opresji.

To tylko kilka myśli, które wiążą się z przygotowaniem Polski na to, co właśnie nadchodzi. Ktoś może popukać się w głowę, uśmiechnąć i powiedzieć, że jest to opowiadanie o nieistniejącym. Jednak nikt nie da wiary w to, jakie czekają nas wyzwania, aż do momentu, gdy sam znajdzie się w oku cyklonu. Wtedy jednak będzie już za późno.

Tagi:
Polska Polska

Patrzeć prosto w oczy

2019-03-20 09:25

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 12/2019, str. 38-39

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – W ostatnim czasie wiele się w Polsce mówi o tzw. polityce historycznej, jednak w sprawie edukacji historycznej robi się niewiele. To smutne, że dopiero przy okazji uroczystego pogrzebu śp. Jana Olszewskiego wielu Polaków otrzymało za pośrednictwem TVP tę porcję wiedzy z najnowszej historii, która pozwoliła im inaczej spojrzeć na zachodzące w Polsce procesy polityczne. Wielu zweryfikowało swą ocenę tych rządów i tych polityków, których kiedyś nazwano nieodpowiedzialnymi „oszołomami”. Dlaczego ta pejoratywna ocena tak bardzo przylgnęła do wielu zacnych ludzi, którym szczerze zależało na niepodległości i suwerenności Ojczyzny?

DR ANDRZEJ ANUSZ: – Właśnie dlatego, że im zależało na Polsce, a Polacy tak mało o nich wiedzieli. Nie wiedzieli, że rząd Jana Olszewskiego prowadził politykę niepodległościową. Dążył do trwałego zakotwiczenia Polski w strukturach Zachodu, a w polityce wewnętrznej starał się przede wszystkim wyhamować spowodowane planem Balcerowicza pustoszenie polskiej gospodarki; zakładał, że to państwo polskie – a nie prywatny, często obcy kapitał – powinno mieć pieczę nad strategicznymi dziedzinami gospodarki. Oczywiste było, że aby tak rozumiana polityka niepodległościowa mogła osiągnąć swój cel, nieodzowne były dekomunizacja i lustracja osób wpływowych.

– I to właśnie przez tę zapowiedź dekomunizacji upadł rząd Jana Olszewskiego?

– Sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Początkowo ten rząd miał poparcie niemal całego elektoratu Lecha Wałęsy z kampanii prezydenckiej 1990 r. Warto to dziś przypomnieć, że jeszcze wtedy Wałęsa występował z hasłami dekomunizacji i lustracji, deklarował prozachodnią politykę zagraniczną. Jednak wkrótce doprowadził do tzw. drugiej wojny na górze (pierwsza toczyła się wcześniej między Lechem Wałęsą a Tadeuszem Mazowieckim); zaczął tzw. wzmacnianie lewej nogi, czyli wspieranie postkomunistów. Prezydent Wałęsa odszedł więc od swojego programu wyborczego i właśnie tylko rząd Jana Olszewskiego kontynuował później ten program. Inne partie – nawet liberalny KLD Donalda Tuska – wspomagały Wałęsę we wzmacnianiu lewej nogi... Wojna na górze przynosiła fatalne skutki.

– Jednak dopiero pojawienie się tzw. listy Macierewicza i realne widmo lustracji wywołały prawdziwe trzęsienie ziemi...

– To była tylko bezpośrednia przyczyna odwołania rządu Jana Olszewskiego. Lustracja i dekomunizacja jakoby miały zachwiać posadami państwa – tak wtedy straszono Polaków. A w istocie szło o to, by zahamować proces naturalnych przemian społecznych i politycznych – zasygnalizowany przez wyborców 4 czerwca 1989 r. – który już nabierał rozpędu i już wymykał się spod kontroli okrągłostołowych decydentów. Musieli to zahamować, we własnym – często bardzo dosłownie – interesie.

– Do tego wyhamowania przemian przez odwołanie rządu Jana Olszewskiego przyczynili się jednak także niepodległościowcy...

– To prawda. KPN np. wycofała swoje poparcie z powodu przewidywanej lustracji i obecności jej przywódcy Leszka Moczulskiego na liście tajnych współpracowników SB. Podobnie zachowała się część ZChN, gdyż na liście tajnych współpracowników znalazło się nazwisko Wiesława Chrzanowskiego. Tak więc znaczna część niepodległościowych sojuszników przeszła do opozycji i mniejszościowy rząd nie mógł już wiele zdziałać.

– I miał przeciwko sobie prezydenta. Dlaczego Lech Wałęsa wycofał się z poparcia rządu? Dlaczego zgłaszał coraz bardziej szokujące pomysły polityczne?

– Wtedy nie wszyscy rozumieli, o co chodzi prezydentowi, większość społeczeństwa była zdezorientowana. Można przypuszczać, że ta desperacja Wałęsy brała się z jego niejasnej przeszłości, która właśnie mogła wyjść na światło dzienne... Niestety, zdecydował się na otwartą walkę z rządem; rzucał naprawdę groźnymi dla Polski pomysłami. Proponował np. zawarcie umowy polsko-rosyjskiej, na mocy której na terenie baz po wojskach radzieckich miały powstawać polsko-rosyjskie spółki, które byłyby niczym innym, jak bazą rosyjskiej agentury. Jan Olszewski kategorycznie się temu przeciwstawił.

– I to dosłownie w ostatniej chwili!

– Tak, bo Lech Wałęsa był już w Moskwie, już prawie siadał do stołu z Jelcynem! Na szczęście szyfrogram rządu do polskiej ambasady dotarł w porę i zapis o spółkach z polsko-rosyjskiej umowy został wycofany. Oczywiście, prezydent Wałęsa przyjął to jako swoją prestiżową porażkę i – w moim przekonaniu – to właśnie w tym momencie podjął decyzję o tym, że należy za wszelką cenę dążyć do odwołania rządu Jana Olszewskiego.

– Podobnie jak wtedy także dziś w społeczeństwie panuje przekonanie, że to jednak przede wszystkim „lista Macierewicza” zaważyła na ówczesnym zwrocie politycznym.

– To były naprawdę tylko wisienka na torcie i pretekst do ostatecznej rozgrywki z niezłomnymi „olszewikami”. 28 maja 1992 r. Sejm przyjął tzw. uchwałę lustracyjną, mimo że tzw. opozycja demokratyczna i część ugrupowań popierających Wałęsę nie wzięła udziału w głosowaniu, chcąc doprowadzić do zerwania quorum. Pamiętam, że na sali sejmowej było tylko 233 posłów, nieznaczna większość opowiedziała się za tą uchwałą. Na tzw. liście Macierewicza znalazło się ponad 60 nazwisk wysokich urzędników państwowych i posłów, ale o obrocie spraw zadecydowały trzy: Lech Wałęsa, Wiesław Chrzanowski i Leszek Moczulski. Jan Olszewski i my wszyscy z nim współpracujący już wiedzieliśmy, że rząd na pewno zostanie obalony.

– Jak Pan Doktor zapamiętał tamtą atmosferę, tamte zdarzenia?

– 4 czerwca rano zgodnie z uchwałą min. Macierewicz przekazał tę listę parlamentarzystom; zapanowały wielkie napięcie i konsternacja. W PAP pojawiło się słynne oświadczenie Lecha Wałęsy, w którym przyznał się, że w przeszłości podpisał kilka ubeckich dokumentów. W moim przekonaniu, gdyby wtedy szybko nie wycofał tego oświadczenia i przyznał się do „błędów młodości”, wszystko by mu wybaczono i historia Polski miałaby szansę pójść w innym kierunku.

– W tamtym czasie wielu Polakom wydawało się, że patrzą na jakiś sensacyjny film i nie nadążają za jego poplątaną akcją...

– A fakty są takie, że gdy tamtej nocy, 4 czerwca, policzono głosy – liczył je Donald Tusk – Wałęsa nabrał pewności, iż prościej będzie obalić rząd Jana Olszewskiego. Szybko wniósł więc wniosek poparty przez posła Jana Rokitę z UD o odwołanie rządu. Głosowanie zgodnie z porządkiem obrad miało się odbyć następnego dnia, jednak w Sejmie zapanowała jakaś dziwna gorączka, zarządzono natychmiastowe nocne głosowanie. Nie przejmowano się w ogóle nieobecnością głównego zainteresowanego...

– I wtedy to właśnie Pan Doktor zawiadomił premiera o tym, co się dzieje w Sejmie?

– Tak się złożyło. Z sekretarzem zespołu doradców premiera pojechaliśmy szybko do ówczesnego Urzędu Rady Ministrów. Był późny wieczór, premier odbywał naradę z prof. Zdzisławem Najderem – szefem zespołu doradców i z Wojciechem Włodarczykiem – szefem Urzędu Rady Ministrów. Zdziwił się: no jak to, przecież były ustalenia z marszałkiem Chrzanowskim, że głosowanie będzie jutro. Dał się jednak przekonać, że trzeba pilnie jechać do Sejmu. Pojechaliśmy, a równolegle z nami jechała z Belwederu kolumna samochodów z Lechem Wałęsą.

– Kto wygrał ten wyścig?

– Pierwszy do Sejmu wbiegł Lech Wałęsa. A premier za chwilę wygłosił swoje najważniejsze przemówienie w życiu.

– Niczego już nie dało się uratować, obronić?

– Miałem takie poczucie, że niektórzy oczekiwali, iż premier rozpocznie w Sejmie pewną polityczną „grę teczkami”, że dojdzie do jakichś negocjacji. Całe szczęście, że premier Olszewski tej gry nie podjął, bo i tak zostałoby to wykorzystane przeciwko niemu. Premier, ku zaskoczeniu swoich oponentów, zachował się bardzo prostolinijnie, do bólu uczciwie, w żaden sposób nie starał się odsuwać tego, co miało nastąpić. Nie mamił przeciwników obietnicami, że wszystko jeszcze trzeba spokojnie rozważyć. Nie targował się o przetrwanie rządu, czego się spodziewano. Gdyby postąpił zgodnie z tymi oczekiwaniami, byłoby to tragiczne nie tylko dla samej idei lustracji, ale przede wszystkim byłoby to zaprzeczeniem tego, jak rozumiał politykę i sprawowanie władzy.

– Czy tamto pamiętne przemówienie premiera Olszewskiego zrobiło wrażenie na obecnych w Sejmie?

– Obawiam się, że nie na wszystkich. Wielu zwyczajnie się cieszyło, że odchodzi, niektórzy zachowywali się jak kibice na meczu... Ja do końca życia zapamiętam, jak premier Oleszewski powiedział, że gdy wyjdzie na ulice swego miasta, to będzie mógł patrzeć ludziom prosto w oczy. To, moim zdaniem, było jego credo polityczne i najważniejszy przekaz dla wszystkich polityków.

– Dlaczego polityk takiego formatu nie mógł później znaleźć sobie godnego miejsca także wśród politycznych przyjaciół, w środowiskach niepodległościowych?

– Rzeczywiście, powinien mieć takie miejsce... I nawet próbował je znaleźć. Po tym, co się stało, było oczywiste, że nasze środowisko nie weźmie udziału w tworzeniu nowego rządu. Tylko Jarosław Kaczyński jako lider Porozumienia Centrum podjął pewne rozmowy na temat powołania rządu Hanny Suchockiej. Z tego powodu doszło do podziału w PC; do bólu konsekwentny Jan Olszewski ze związaną z nim na dobre i złe grupą posłów utworzył Ruch dla Rzeczypospolitej – ten nasz klub sejmowy liczył wtedy kilkunastu posłów i senatorów. Do końca tamtej kadencji miałem zaszczyt siedzieć na ławie sejmowej obok Jana Olszewskiego... Dużo się wtedy od niego dowiedziałem i nauczyłem. Czułem się wyróżniony tym, że podczas gdy inni targowali się o udział w nowym rządzie, to my pozostawaliśmy przy swoim – byliśmy wciąż twardą antykomunistyczną opozycją. Byliśmy niezłomni i dumni.

– A jednak mówiono, że na własne życzenie zamknęliście się w rezerwacie...

– Najsmutniejsze było to, że nikt wtedy tego naszego zamknięcia się nie rozumiał. Było dużo emocji. Po kilku tygodniach okazało się, że jednak Jarosław Kaczyński nie wszedł do koalicji popierającej nowy rząd i starał się ponownie zbliżyć do Jana Olszewskiego; przeszedł do twardej opozycji.

– Czy można powiedzieć, że Jan Olszewski pozostawał już w cieniu Jarosława Kaczyńskiego?

– Relacje między obu tymi politykami były bardzo ciekawe i zawsze pełne wzajemnego szacunku. W 1997 r. to Jan Olszewski podał rękę Jarosławowi Kaczyńskiemu, który był wtedy bardzo krytyczny wobec powstającej właśnie Akcji Wyborczej Solidarność i nie chciał kandydować z jej list, chociaż cała jego partia PC kandydowała i w ramach AWS uzyskała mandaty dla kilkunastu posłów. Jarosław Kaczyński natomiast został posłem z listy Ruchu Odbudowy Polski Jana Olszewskiego. Taka bywa przewrotność historii.

– Jan Olszewski nadal krył się na drugim planie sceny politycznej. Dlaczego?

– W dużym stopniu z własnego wyboru. Zawsze służył swoją wiedzą i kompetencjami. Był doradcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego, współpracował z Antonim Macierewiczem jako szef Komisji Weryfikacyjnej ds. Likwidacji WSI. Choć był w cieniu, to zawsze ciężko pracował dla dobra Polski i był wielkim autorytetem, nie tylko dla przyjaciół politycznych.

Dr Andrzej Anusz
Działacz opozycji antykomunistycznej, były poseł na Sejm RP, autor kilkunastu książek z dziedziny politologii i historii najnowszej, wydawca reprintu „Pism zbiorowych Józefa Piłsudskiego”. Wiceprezes Instytutu Józefa Piłsudskiego w Warszawie

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kanada: ksiądz dźgnięty nożem w czasie Mszy

2019-03-22 16:57

pb (KAI/radio-canada.ca) / Montreal

Rektor Oratorium św. Józefa w Montrealu ks. Claude Grou został dźgnięty nożem w czasie, gdy odprawiał Mszę św. w tej świątyni, znajdującej się na górującym nad miastem wzgórzu Mont-Royal. Poranna liturgia jest transmitowana przez telewizję i w internecie, więc świadkami zdarzenia było wielu telewidzów i internautów.

Senlay/pixabay.com

Około 8.30 nieznany mężczyzna podszedł do odprawiającego Mszę kapłana i zaatakował go nożem. Ochrona świątyni szybko obezwładniła napastnika i zatrzymała do czasu przyjazdu policji, która go aresztowała.

Duchowny został przewieziony do szpitala. Okazało się, że został lekko ranny. Jego stan jest stabilny.

Na razie nieznane są tożsamość i motywy napastnika.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Słubice: Obraz św. Józefa Kaliskiego peregrynuje w parafii Ducha Świętego

2019-03-24 10:18

Kamil Krasowski

Obraz św. Józefa z Kalisza nawiedził parafię Matki Bożej Częstochowskiej w Cybince (21-22 marca) i parafię Najświętszego Serca Pana Jezusa w Rzepinie (22-23 marca). Obecnie jego peregrynacja odbywa się w parafii Ducha Świętego w Słubicach.

Michał Sobociński
23 marca obraz przybył do parafii Ducha Świętego w Słubicach

Poniżej przedstawiamy zdjęcia ze Słubic.

Zobacz zdjęcia: Peregrynacja obrazu św. Józefa Kaliskiego w Słubicach
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem