Reklama

Wschodzące słońce nad Malulą

2018-07-10 12:29

O dokumentowaniu zbrodni wojennych, odbudowie zniszczeń i powrocie do korzeni z Abdo Haddadem rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 28/2018, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od kilku już lat niesie Pan pomoc swoim poszkodowanym przez wojnę rodakom i jednocześnie dokumentuje zbrodnie i zniszczenia dokonywane przez islamistów w chrześcijańskich miejscowościach w Syrii, ze szczególnym uwzględnieniem Pańskiej rodzinnej Maluli. Z Syrii docierają do nas przerażające obrazy wojny, martwi nas zwłaszcza los syryjskich chrześcijan, ale chyba wciąż niewiele rozumiemy z tego, co tam się naprawdę dzieje... Proszę zatem o komentarz z pierwszej ręki.

ABDO HADDAD: – W wielu krajach, w Syrii również, islam został użyty do ataku na suwerenność i niepodległość, co świadczy o słabości tej religii. My, syryjscy chrześcijanie, nie mieliśmy żadnych problemów z religią islamu dopóty, dopóki jej wyznawcy respektowali prawa ziemi, na której się znajdują. Problem zaczął się więc wtedy, kiedy niektórzy z nich uznali, że są lepsi i mają prawo do decydowania o życiu i śmierci, do popełniania zbrodni. Tak więc dziś zbieramy dowody zbrodni przede wszystkim w geście szacunku dla tych, którzy zginęli w tej wojnie, dla naszych męczenników, ale też dla zachowania prawdy. A także w celu ochrony innych społeczności, być może również narażonych na to, czego dzisiaj doświadczają Syryjczycy.

– Jakie inne społeczności ma Pan na myśli?

– Myślę, że zwłaszcza wspólnoty i środowiska europejskie, niekoniecznie tylko chrześcijanie, są i mogą być jeszcze bardziej narażone na dokładnie takie same problemy ze strony muzułmanów. My, syryjscy chrześcijanie, czujemy się też w sposób szczególny odpowiedzialni za naszych sąsiadów muzułmanów; staramy się mimo wszystko pokazywać im tę właściwą, pokojową drogę. Podkreślamy, że jako równi obywatele mamy równe prawa i obowiązki wobec naszego kraju.

– To oczywiste i zrozumiałe dla wszystkich Syryjczyków przesłanie?

– Takie podejście do wspólnych spraw jest w Syrii powszechne, reprezentowane przez większość społeczeństwa. Dzięki temu Syria pozostaje sobą po siedmiu latach wojny. Dla Syryjczyków ogromną wartością są niepodległość, niezawisłość i jedność narodowa. Nie chodzi tu o przekonania polityczne – które są różnorodne – lecz o wyznawanie tych samych zasad etycznych od północy po południe Syrii. Tym bardziej więc teraz znakiem czasu i wyzwaniem dla Syrii i dla Syryjczyków jest przetrwanie w jedności i solidarności.

– Dlatego, że te wspólne wartości są coraz bardziej zagrożone?

– Głównie z obawy, że znajdzie się jakiś polityk, który będzie je głosił fałszywie, by wygrać, a potem szybko o nich zapomnieć. Mieliśmy tego dowód właśnie w Maluli...

– ...która została zniszczona przez takich właśnie ludzi?

– Niestety, tak. W toku prac dokumentujących zbrodnię wojenną odkryliśmy, że większość terrorystów i przywódców Al-Kaidy, frontu Al-Nusra i innych organizacji, którzy w 2013 r. zaatakowali Malulę, dzisiaj żyje spokojnie w zachodniej Europie. Znamy ich nazwiska, ich udowodnione zbrodnie. Wiemy dokładnie, że dwaj pochodzący z Maluli członkowie Al-Nusry, odpowiedzialni w tym ugrupowaniu za media, dzisiaj mieszkają w Niemczech. Wiemy, że inni ulokowali się bezpiecznie we Francji i w Szwecji oraz w Turcji, gdzie żyją sobie niczym królowie.

– Przywódcy terrorystów, którzy zniszczyli i ograbili Malulę, są znani z imienia i nazwiska?

– Tak. Dokładnie wiemy, kim byli przedtem, kim są teraz i gdzie obecnie przebywają. To głównie członkowie ugrupowania Al-Nusra oraz ugrupowania Faruk, uchodzącego za tzw. umiarkowaną opozycję, a tymczasem to właśnie oni napadli na Malulę niczym wściekła horda. Miasto było kompletnie bezbronne; w chwili ataku nie było tam żadnej siły zbrojnej – ani syryjskiej armii, ani policji. Napastnicy, wcześniej przedstawiający się jako umiarkowana siła polityczna, teraz posuwali się dosłownie do kanibalizmu. Odnotowano nawet przypadek spożywania ludzkiej wątroby oraz zapowiedź wyrywania serc... Dokumentujemy wszystkie te wręcz niewiarygodne zdarzenia, mamy nagrane zeznania świadków, zdjęcia, zbieramy wszelkie możliwe dokumenty.

– Można powiedzieć, że prowadzi Pan szeroko zakrojone, wielowątkowe śledztwo...

– Tak. Absolutnie tak można to nazwać. To śledztwo jednakże zdecydowanie przekracza granice Syrii. Najbardziej boli to, że zbrodniarze wojenni są najwyraźniej wspierani przez takie kraje, jak Turcja i Arabia Saudyjska.

– Jak Pan ocenia politykę Zachodu wobec uchodźców z Bliskiego Wschodu?

– O ile mogę jakoś zrozumieć głuche milczenie i obojętność np. Francji wobec terroryzmu, to dziwi mnie podejście Szwecji, która tak beztrosko przyjęła do siebie członków Al-Kaidy. Oni na pewno nie staną się tam przykładnymi obywatelami, lecz wcześniej czy później powrócą do swej aktywności. Niemcy natomiast zatraciły się w swej własnej polityce i nie potrafią odróżnić uchodźców, którzy rzeczywiście potrzebują pomocy, od tej fali imigracji, której celem jest islamizacja niemieckiego społeczeństwa i całej zachodniej cywilizacji. Ta fala ma swoje źródło w Turcji, gdzie była zaplanowana i zaczęła się od programu politycznego prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana.

– A co Pan sądzi o krytykowanej przez kraje zachodnie nieufnej postawie Polski wobec islamskiej imigracji?

– Bardzo cenię i szanuję podejście Polski do tej trudnej i skomplikowanej sprawy, a zwłaszcza ideę kierowania pomocy dokładnie tam, gdzie jest ona potrzebna. Takiej pomocy oczekują poszkodowani przez wojnę Syryjczycy, którzy naprawdę nie chcą opuszczać swoich domów.

– Państwa zachodnie zupełnie nie radzą sobie z identyfikacją tych, którzy uciekają przed wojną, od tych, którzy przybywają na Zachód z powodów ekonomicznych bądź z określoną misją religijno-polityczną. Czy mógłby Pan podpowiedzieć, jak to robić?

– Mogę być całkowicie szczery?

– Oczywiście! Bardzo o to proszę.

– Wierzę, że rządy państw zachodnich dobrze wiedzą, jak i co należałoby zrobić, ale z jakichś powodów nie chcą działać. A my tam, u siebie, wiemy, że trzeba ludzi wszelkimi sposobami powstrzymywać przed ucieczką. Społeczeństwo i Kościół chrześcijański w Syrii całkowicie podzielają stanowisko polskiego rządu i oczekują tylko pomocy z zewnątrz.

– Jeszcze nie tak dawno media zachodnie, także polskie, donosiły, że syryjscy chrześcijanie masowo opuszczają swoje miejscowości. Czy naprawdę są skłonni wracać?

– Codziennie tysiące ludzi – nie tylko chrześcijan – wracają z Libanu, dokąd kilka lat temu w popłochu uciekli, do swoich miejsc zamieszkania w Syrii – i nic złego im się nie dzieje. Mimo że np. społeczność Maluli i okolic została tak głęboko zraniona, udało mi się osobiście przyczynić do sprowadzenia 1,8 tys. okolicznych mieszkańców.

– Nie było to łatwe?

– Nie było też zbyt trudne. W trakcie swoich poszukiwań zrabowanych krzyży, dzwonów, świętych relikwii dostałem wiadomość od rodzin rabusiów, że są w stanie zwrócić te cenne dla nas, chrześcijan, przedmioty, które przechowywali na terenie Libanu. Wtedy rozwinęły się moje kontakty z uciekinierami. W tamtym czasie jeszcze sześciu młodych mężczyzn z Maluli było więzionych przez terrorystów. Możliwość ich uwolnienia pojawiła się, gdy Al-Nusra i inna grupa terrorystyczna zaczęły ze sobą walczyć na terytorium Libanu. Wtedy jeden z obozów dla uchodźców został całkowicie spalony, a uchodźcy – wyrzuceni na ulicę. Wówczas uznali, że skoro tak, to wolą już żyć na ulicy własnego kraju.

– Jednak nie zostali na ulicy, pozostawieni sami sobie...

– Zajęła się nimi s. Agnieszka, przełożona klasztoru znajdującego się w pobliżu Maluli – załatwiła, co trzeba, aby mogli wrócić bezpiecznie i nie zostali aresztowani za pokrewieństwo lub wcześniejszą współpracę z terrorystami. Rzecz jasna, bandyci i bojówkarze nie wrócili, bo się bali... Ich rodziny natomiast chętnie wróciły.

– To znaczy, że syryjscy chrześcijanie teraz pomagają rodzinom tych, którzy sześć lat temu zabijali ich rodziny?

– Tak. Tak trzeba. Bo my, syryjscy chrześcijanie, musimy skupić się na tym, aby właśnie stąd wyszły pokój i nauka, a nie wojna i zamachy.

– Jak przed wojną wyglądało codzienne życie mniejszości chrześcijańskiej w dominującym otoczeniu islamskim?

– Chrześcijanie nie musieli się kryć z wyznawaniem swojej wiary i aż do wojny nikt im w tym specjalnie nie przeszkadzał. W Syrii, jako państwie świeckim, mogli żyć spokojnie, zwłaszcza że nigdy nie mieli ambicji politycznych, nawet po 2000 r., od kiedy partie polityczne były już w Syrii dozwolone. Nie odmówili też uczestnictwa w wojnie jako żołnierze syryjskiej armii – ponad 60 chrześcijan z samej tylko Maluli poległo na różnych frontach tej wojny. Obecnie rola chrześcijan w Syrii nie jest już tak pasywna jak wcześniej...

– Co to znaczy?

– To znaczy, że trzeba jeszcze tylko trochę pracy, aby chrześcijanie w Syrii mogli odgrywać rolę przywódczą. Syryjscy chrześcijanie są dziś przekonani, że to oni uratują i zbudują nową Syrię.

– Trudno w to uwierzyć, gdy widzimy Syrię jako kraj islamski pogrążony w wojnie! Czy to naprawdę realne?

– Tak, jak najbardziej. Bo prawdziwy, czysty głos Syrii to właśnie głos chrześcijan, za którymi stoją wielka historia i tradycja. Słowo „Syria” w języku staroaramejskim oznacza „Wschodzące Słońce”. W dzisiejszej Syrii mamy wyraźny trend powrotu do korzeni, a przecież to my, chrześcijanie, jesteśmy tymi korzeniami!

– Ale to te właśnie korzenie zostały w czasie wojny mocno podcięte, z premedytacją zniszczone przez islamistów… Nieustannie dociera do nas przekaz, że to chrześcijanie są w czasie tej wojny najbardziej prześladowaną grupą społeczną.

– Nie tylko chrześcijanie – wszyscy Syryjczycy stali się ofiarami terrorystów, bo muzułmańska doktryna przemocy niszczy wszystko i wszystkich. Faktem jest, że chrześcijanie przede wszystkim ponieśli ogromne straty kulturowe, stracili część swego starożytnego dziedzictwa. Najstarsze kościoły i klasztory świata znajdujące się właśnie w Syrii zostały zniszczone przez terrorystów. Dlatego teraz potrzebna będzie wzmożona aktywność chrześcijan – co nie oznacza, że powstaną bojówki chrześcijańskie, których tu nigdy nie było i nie będzie.

– Jeśli obecny reżim Baszara al-Asada upadnie, to – takie przestrogi padają zwłaszcza ze strony Rosji – chrześcijaństwo w Syrii zostanie ostatecznie pogrążone. Czy to prawdopodobny scenariusz?

– To nie jest kwestia konkretnego reżimu, takiego czy innego rządu – liczą się stabilność i spójność funkcjonowania organów państwowych, a te mamy w Syrii z pewnością lepsze, niż miała je np. Libia, w której doszło do totalnej destrukcji, gdy zabrakło Muammara Kaddafiego. Ponadto świadomość społeczna i państwowa Syryjczyków jest tradycyjnie dużo wyższa niż w innych państwach naszego regionu, które w ostatnich dziesięcioleciach pogrążyły się w chaosie.

Tłumaczenie – Jan Bromski

Reklama

Dlaczego data Wielkanocy jest zmienna

Ks. Józef Dębiński
Edycja włocławska 16/2003

Sashkin/pl.fotolia.com

Wielkanoc jest świętem ruchomym, którego data wielokrotnie była przedmiotem sporu. Obecnie przyjmuje się, że to święto przypada w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca, tj. po 21 marca.
Niejakim problemem przy ustaleniu daty Wielkanocy jest różnica w dacie ukrzyżowania Chrystusa podana w Ewangeliach synoptycznych (św. Marka, św. Mateusza i św. Łukasza) i w Ewangelii św. Jana. Różnica ta spowodowana jest żydowskim systemem liczenia dnia, czyli od zachodu do zachodu słońca. Stąd pytanie, jak powinien być zaliczony wieczór 14. nizan. Obydwa ujęcia miały swoich zwolenników. Kościoły wschodnie opowiadały się za dniem 14., a zachodnie - za 15. Kwestia ta została w końcu rozstrzygnięta na pierwszym soborze ekumenicznym w Nicei (Turcja) w 325 r., gdzie przyjęto oficjalnie datę 15.
Zgodnie z kalendarzem żydowskim i przekazami Ewangelii, Chrystus został ukrzyżowany 14. nizan, a zmartwychwstał w niedzielę po 14. nizan. Tę praktykę za św. Janem Apostołem przyjął Kościół w Małej Azji i obchodził uroczystości wielkanocne w dwa dni po 14. nizan. Zwolenników takiego terminu Świąt Wielkanocnych nazywano kwartodecymanami.
Praktyka Kościoła na Zachodzie była inna. Uroczystości wielkanocne obchodzono w niedzielę po 14. nizan, natomiast pamiątkę śmierci Chrystusa czczono w piątek przed niedzielą. Należy zauważyć, iż Kościoły małoazjatyckie, podkreślając dogmatyczny punkt widzenia, obchodziły dzień śmierci Chrystusa jako dzień radości - odkupienia. Zachód zaś akcentował mocniej punkt widzenia historyczny i obchodził dzień śmierci Chrystusa jako dzień żałoby, smutku, postu.
Nie można nie wspomnieć o trzeciej grupie chrześcijan, o tzw. protopaschistach, którzy po zburzeniu Jerozolimy nie trzymali się ściśle kalendarza żydowskiego i często obchodzili uroczystości wielkanocne przed 14. nizan.
Biskup Smyrny Polikarp w 155 r. udał się do Rzymu, do papieża Aniceta, w celu ustalenia jednego terminu Świąt Wielkanocnych dla całego Kościoła. Do porozumienia jednakże nie doszło. Sprawa odżyła w 180 r., za papieża Wiktora, kiedy opowiedziano się za niedzielnym terminem Wielkanocy. Papież polecił - pod karą ekskomuniki - przestrzegać nowo ustalonego terminu święcenia Wielkanocy. Mimo tego polecenia, metropolia efezka z biskupem Polikarpem na czele trzymała się nadal praktyki 14. nizan. Zanosiło się nawet na schizmę, ale nie doszło do niej dzięki zabiegom św. Ireneusza, biskupa Lyonu.
Dopiero na I soborze powszechnym w Nicei (325 r.) przyjęto dla całego Kościoła praktykę rzymską. Uchwały Soboru nie zlikwidowały jednak różnic pomiędzy Kościołami wschodnimi i zachodnimi. Należy pamiętać, że Rzym i Aleksandria używały odmiennych metod obliczania daty. Metoda aprobowana przez Rzym zakładała zbyt wczesną datę równonocy - 18 marca, gdy tymczasem Aleksandryjczycy ustalili ją poprawnie.
By położyć kres tej dwoistości, Synod Sardycki (343 r.) podniósł na nowo kwestię dnia wielkanocnego, ustalając wspólną datę na 50 lat. Inicjatywa przetrwała jednak zaledwie kilka lat. Po raz kolejny spór próbował zażegnać cesarz Teodozjusz (346--395). Prosił biskupa aleksandryjskiego Teofilosa o wyjaśnienie różnic. W odpowiedzi biskup, opierając się na metodzie aleksandryjskiej, sporządził tabelę chronologiczną świąt Wielkanocy. Jego zaś kuzyn, św. Cyryl, kontynuując dzieło wuja, wskazał przy okazji, na czym polegał błąd metody rzymskiej. Metoda aleksandryjska uzyskała pierwszeństwo i została zaakceptowana dopiero w połowie V w.
Z polecenia archidiakona Hilarego, Wiktor z Akwitanii w 457 r. rozpoczął pracę nad pogodzeniem metody rzymskiej i aleksandryjskiej. Hilary, już jako papież, zatwierdził obliczenia Wiktora z Akwitanii i uznał je za obowiązujące w Kościele. Od tego czasu obydwa Kościoły obchodziły Wielkanoc w tym samym czasie.
Największego przełomu w zakresie ustalenia daty Wielkanocy dokonał żyjący w VI w. scytyjski mnich, Dionysius Exiguus (Mały). Stworzył on chrześcijański kalendarz, rozpoczynając rachubę lat od narodzenia Chrystusa. To nowe ujecie chronologii zapanowało w Europie na dobre w XI w., a w świecie greckim dopiero w XV w. Chcąc uzyskać datę Wielkanocy, średniowieczny chronolog znalazł tzw. złotą liczbę danego roku (tj. kolejny numer roku w 19-letnim cyklu lunarnym), a potem sprawdzał w tabelach datę pełni księżyca. Znalazłszy ją, szukał pierwszej pełni po równonocy, czyli po 21 marca. Potem sprawdzał tabelę tzw. liter niedziel, która podawała datę Niedzieli Wielkanocnej.
Również Mikołaj Kopernik, na zamku w Olsztynie, gdzie przebywał przez pięć lat, własnoręcznie wykonał tablicę astronomiczną, na której wykreślił równonoc wiosenną. Było to ważne m.in. przy ustalaniu Wielkanocy.
Po XVI-wiecznej reformie kalendarza i wprowadzeniu w 1582 r. kalendarza gregoriańskiego po raz kolejny rozeszły się drogi Wschodu i Zachodu. Niedokładność kalendarza juliańskiego spowodowała przesunięcie względem rzeczywistej daty wiosennej równonocy, dziś wynoszące 13 dni.
Pod koniec XX i na początku XXI w. można zauważyć tendencje do wprowadzenia stałej daty Wielkanocy. Takie propozycje przedstawiano już na forum Ligi Narodów i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dał temu też wyraz w Konstytucji o liturgii II Sobór Watykański oraz patriarcha Konstantynopola Atenagora I w wielkanocnym orędziu z 1969 r., wzywając do usuwania różnic pomiędzy Kościołami i ustalenia wspólnej daty Wielkanocy.
Spośród proponowanych stałych dat sugerowana jest najczęściej druga niedziela Wielkanocy, co pokrywałoby się z ogólnym trendem ustaleń daty śmierci Chrystusa na dzień 3 kwietnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zmartwychwstały pomaga dawać świadectwo

2019-04-21 22:11

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała
Abp Józef Kupny metropolita wrocławski

Wigilię Paschalną, wielką i najświętszą noc całego roku, rozpoczęła Liturgia Światła w katedrze wrocławskiej.

http://wroclaw.niedziela.pl/zdjecia/2903/Wigilia-Paschalna-z-abp-Jozefem-Kupnym

Abp Józef Kupny poświęcił ogień i zapalił paschał, która symbolizuje zmartwychwstałego Chrystusa, na którym wcześniej umieścił litery greckiego alfabetu “Alfa” i “Omega”, wyżłobił znak krzyża oraz cyfry roku 2019 wypowiadając słowa: „Chrystus wczoraj i dziś, początek i koniec, Alfa i Omega. Do Niego należy czas i wieczność, Jemu chwała i panowanie przez wszystkie wieki wieków. Amen”. Na paschale umieścił również pięć ozdobnych czerwonych gwoździ, symbolizujących rany Chrystusa.

Abp zapalił paschał, od którego w pogrążonej w mroku katedrze zgromadzeni odpalali świece. Po dłuższej chwili świątynia rozbłysła morzem światła. W ciszy rozległo się trzykrotnie zawołanie: „Światło Chrystusa!”, na które zgromadzeni odpowiadali: „Bogu niech będą dzięki!”. Z przedsionka abp ze świecą, w orszaku, przeszedł główną nawą katedry do prezbiterium.

Podczas Liturgii Słowa odczytano fragmenty Starego i Nowego Testamentu przypominające historię zbawienia, poczynając od stworzenia świata, przez wyjście Izraelitów z niewoli egipskiej, proroctwa zapowiadające Mesjasza aż do Ewangelii o Zmartwychwstaniu Jezusa. Każde z czytań przeplatał śpiew Psalmów. Powróciły też po raz pierwszy po Wielkim Poście pieśni „Chwała na wysokości Bogu” i „Alleluja”.

W homilii abp Kupny odniósł się do bogactwa czytań biblijnych, które w Paschalną Noc mogą wprawić w zakłopotanie.

– Stajemy trochę bezradni, zakłopotani, bo nie wiemy, na czym się skupić, w jaki sposób odnieść ich treść do swojego życia – mówił. - Bogactwo Słowa Bożego zdecydowanie nas przerasta, nie jesteśmy w stanie tego bogactwa pojąć i się nim nasycić. Zachęcił też, aby posłuchać ciszy, która spowiła ziemię po śmierci Jezusa.

- To dobry czas na rozważanie wielkich dzieł w naszym życiu – mówił. Podkreślił też, że Chrystus wypełnił swoją misję do końca. - To ostateczna faza odkupieńczej misji Chrystusa – mówił. Chrystus jest życiem, życiem nieprzemijającym. Sam powiedział, że trzeba nam ponownie się narodzić. Trudno to zrozumieć, ale Jezus w odpowiedzi zaznaczył, że narodzenie z Ducha Św. dokonuje się niezależnie od wieku. To sakrament chrztu, to wody chrztu obmywają nas z grzechu – wyjaśniał. Przypomniał też istotę i głębię sakramentu chrztu i zachęcił do świadomego odnawiania chrzcielnych przyrzeczeń.

- Chrzest jest sakramentem inicjującym życie nadprzyrodzone. Wyzwala nas z grzechu i szatana a jednocześnie wiąże nas z umierającym na krzyżu Zbawcą. Jest też zobowiązaniem – mówił. Dzisiejsza liturgia Wigilii Paschalnej gromadzi nas do odnowienia tych zobowiązań, poświęcona woda chrzcielna, ogień i paschał – znak zmartwychwstałego Chrystusa. Chrystus zrobił wszystko, do czego się zobowiązał. A czy my wypełniamy przyrzeczenia chrztu? Czy świadczymy o Nim? – pytał. - To świadectwo powinniśmy rozciągać na wszystkie wymiary naszego życia i wobec wszystkich, z którymi się spotykamy, ale to wymaga deklaracji: tak, jestem katolikiem. Może to wiązać się z przekraczaniem obaw i lęków, ale wiemy jaką wagę posiada takie wyznanie. Dobry Łotr powiedział tylko kilka słów, ale to proste wyznanie wiry zadecydowało o całym jego życiu – mówił abp Kupny. Zachęcił też do postaw spójnych z Ewangelią. - Dziś też potrzeba takich postaw. Każdego dnia podejmiemy różne decyzje, różnej wagi. Chrześcijańskie świadectwo musi być widoczne w tych decyzjach, nauka Ewangelii musi być widoczna. To nauka wymagająca, ale możliwa do realizacji dla każdego, kto otrzymał Ducha Św. na chrzcicie świętym. Nawiązał też do popularnego powiedzenia, ze wiara jest sprawą prywatną każdego człowieka.

- Być świadkiem, to dawać świadectwo o miłości do Boga, do Kościoła. Kościół to nie jest zwykła instytucja, tu żyje Chrystus – mówił. - Wiara nie jest sprawą prywatną – wciąż o tym słyszymy. Doprowadziło to do tego, że wielu nie widzi potrzeby dawania świadectwa i boją się świadczyć. Radykalne dzielenie rzeczywistości na sacrum i profanum rodzi wątpliwości i one w coraz większym stopniu odbierają nam odwagę do bycia świadkiem. A świat potrzebuje naszego świadectwa. Bez Boga człowiek nie potrafi zrozumieć dokąd idzie i kim jest - to trzeba światu przypominać. Starajmy się wypełniać zobowiązania chrzcielne, a zmartwychwstały Chrystus niech nam w tym dopomoże – życzył na zakończenie homilii.

Liturgia chrzcielna rozpoczęła się Litanią do Wszystkich Świętych, następnie abp Kupny pobłogosławił wodę chrzcielną i odnowiono przyrzeczenia chrztu. Po modlitwie powszechnej rozpoczęła się część czwarta, czyli Liturgia Eucharystyczna. Po Komunii świętej w katedrze uformowała się procesja rezurekcyjna, czyli uroczyste ogłoszenie zmartwychwstania Chrystusa i wezwanie całego stworzenia do udziału w triumfie Zmartwychwstałego. Długi orszak przeszedł z wokół katedry, klerycy nieśli figurę Zmartwychwstałego, abp Józef Kupny niósł monstrancję. Uroczyste Te Deum i błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem zakończyły Wigilię Paschalną.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem