Reklama

Cuda dzieją się po cichu

Jak Niemcy zastąpili Rosjan

2018-07-10 14:48

Witold Dudziński
Edycja warszawska 28/2018, str. VI

Archiwum
Ewakuacja Rosjan z Warszawy

Pierwszy rok wielkiej wojny, która miała zwrócić Polsce niepodległość, zakończył się ucieczką Rosjan z Warszawy. Jednych zaborców zastąpili drudzy

Niemcy chcieli zająć Warszawę jak najmniejszym nakładem sił; większość z nich skoncentrowali na froncie zachodnim, dla pokonania Francji. Liczyli też na wybuch antyrosyjskiego powstania w Królestwie Polskim. Takie obawy żywiła też Rosja: głosy ostrzegające przed przeprowadzeniem mobilizacji w Warszawskim Okręgu Wojskowym nie były odosobnione w rosyjskich kołach rządowych. Można było obawiać się masowych wystąpień i zamieszek.

Powstanie jednak nie wybuchło, a Legion Józefa Piłsudskiego w pierwszej fazie wojny nie spotkał się z poparciem i zrozumieniem mieszkańców zaboru rosyjskiego. Jeszcze wtedy Polacy byli dalecy od myśli o czynie zbrojnym, niewielu sądziło, że w dającej się przewidzieć przyszłości można zawalczyć o niepodległą Polskę.

Odwrót spod Warszawy

Gdy na przełomie września 1914 r. liczące ok. 300 tys. żołnierzy połączone armie: 9. Niemiecka i 1. Austro-węgierska dotarły do południowych fortów twierdzy Warszawa, znalazły się w zasięgu fortecznej artylerii w rejonie Raszyna, Piaseczna i Pruszkowa. To paraliżowało ich ruchy. Pomimo początkowych sukcesów, w tym podejścia pod samą stolicę, rosyjskiemu generałowi Nikołajowi Ivanowowi udało się odeprzeć nacierających.

Reklama

Niebagatelny był też fakt, że Rosja miała przewagę. Pod Warszawą już od połowy września koncentrowała cztery armie i szesnaście korpusów armijnych; z zamiarem użycia ich nie do obrony, lecz natarcia na Niemcy. Nie było wyjścia: w połowie października wojska państw centralnych zaczęły wycofywać się spod Warszawy na południe. Stolica Polski mogła odetchnąć. Jednak nie na długo, a przesądziło o tym na początku maja przerwanie rosyjskiej obrony między Gorlicami i Tarnowem. Rosjanie rozpoczęli odwrót.

Łuny pożarów

Położenie Rosji późną wiosną 1915 r. stało się tak trudne, że rosyjska rada wojenna obradująca w Brześciu pod przewodnictwem cara Mikołaja II rozważała oddanie Warszawy bez walki. Planom tym sprzeciwił się głównodowodzący wielki książę Mikołaj Romanow. Jego głos okazał się decydujący. Rosjanie pozostali w Warszawie jeszcze dwa miesiące. Gdy jednak w końcu lipca przełamany został front między Chełmem i Lublinem, i na Narwi pod Pułtuskiem, wojska rosyjskie nie miały na co czekać, groziło im okrążenie i zniszczenie.

Tym bardziej, że 3 sierpnia Niemcy przełamali fortyfikację broniącą Warszawę od zachodu, na linii Błonie-Grójec. Łuny pożarów w Warszawie było widać w nocy z 3 na 4 sierpnia we Włochach i Ożarowie. Na południowych krańcach miasta wzmagał się huk armat i odgłosy karabinów maszynowych. 4 sierpnia książę Zdzisław Lubomirski, przewodniczący powstałego rok wcześniej Komitetu Obywatelskiego, przejął formalnie od Aleksandra Muellera, ostatniego rosyjskiego prezydenta Warszawy, władze nad miastem.

Zdekonspirowana konspira

Niektórzy po raz pierwszy dowiedzieli się o istnieniu Polskiej Organizacji Wojskowej, dotychczas działającej w Warszawie w konspiracji. Okręg Warszawski POW liczył wtedy kilkuset zakonspirowanych członków. W momencie wkroczenia Niemców do Warszawy, na mocy rozkazu Józefa Piłsudskiego rozpoczęto jawną, formalną mobilizację w celu uzupełnienia kadr Legionów. Zmobilizowane oddziały POW demonstracyjnie przemaszerowały Krakowskim Przedmieściem do Pałacu Namiestnikowskiego, który stał się na krótko ich pierwszą w Warszawie oficjalną siedzibą. Żołnierze POW zaciągnęli wartę przed budynkiem.

„Armaty grały. Nikt prawie nie kładł się na spoczynek. Czuwali wszyscy – pisał o ostatniej nocy rosyjskiego panowania w Warszawie dziennikarz „Tygodnika Ilustrowanego”. – Ostatnie oddziały wojska opuszczały miasto. Tu i ówdzie oddział kawalerii przebiegał po ulicach. Podkowy grzmiały po bruku na pożegnanie Warszawy. Jeszcze godzina, jeszcze pół godziny, jeszcze kwadrans i cisza śmiertelna. Cisza, jakiej miasto nie zaznało nigdy, w najspokojniejszych czasach”.

Bez mostów i cenzury

Rosjanie ostatecznie opuścili lewobrzeżną Warszawę pospiesznie rano 5 sierpnia1915 r., a stolica, na bardzo krótko, była wolna. W powietrze wyleciały mosty: Poniatowskiego, Kierbedzia – stracił dwa przęsła i obie przeprawy kolejowe przy Cytadeli. „Żmijowaty błysk przebiegł przez potężne cielsko żelaznego potwora, coś pośrodku mostu huknęło i jednocześnie wystrzelił w górę snop płomieni” – opisał koniec „Kierbedzia” Kazimierz Pollack we „Wspomnieniach starego dziennikarza warszawskiego”.

„Odwróciła się znowu jedna z kart dziejów naszych. Kraj, będący głównym teatrem wojny, dużo jeszcze przecierpieć będzie musiał; ale krzepi nas wiara niezłomna, że nam to będzie policzone, że z tej krwawej ofiary wytryśnie zdrój odrodzenia Polski” – podsumował wydarzenia „Kurier warszawski”. „Ostateczne rozwiązanie sprawy polskiej jest jedno. Takie, które naszą rozdartą Ojczyznę połączy w całość niepodległą. Takie, które wolną Polskę oprze na mocnym i trwałym fundamencie własnego prawa państwowego” – oceniał „Dziennik Polski”. Obie gazety wyszły 5 sierpnia bez rosyjskiej cenzury.

Stolica w Rosji

Dobrze, że było je na czym wydrukować, bo jeszcze 23 lipca Rosjanie wydali rozporządzenie o ewakuacji fabryk o „znaczenie dla obrony państwowej”. Ewakuowano na tej podstawie ludzi, majątek ruchomy, urządzenia, surowce. Rosyjskie urzędy i instytucje. Dokumenty warszawskiego ratusza wysłano do Moskwy. W grupie ewakuowanych znalazły się m.in. wielkie warszawskie zakłady Lilpop, Rau i Loewenstein, Gerlach i Norblin. Fabryki, których nie zdołano ewakuować – podpalano. Wysadzono w powietrze fortyfikacje twierdzy Warszawa.

Jak wspominano, zmiana okupanta w Warszawie miała niewielki wpływ na życie codzienne miasta. O zwykłej porze wyjechały tramwaje, na ulicę wyległ milczący tłum, spieszący do pracy. Niemcy wkrótce po wkroczeniu zebrali powstały rok wcześniej samorządowy Komitet Obywatelski z księciem Zdzisławem Lubomirskim na czele. Lubomirskiego mianowano prezydentem stolicy.

Okupantom zależało na przychylności Polaków, podjęli więc wiele propolskich działań. Zezwolili na reaktywowanie polskiego szkolnictwa, a nawet wprowadzili obowiązek szkolny. Reaktywowali Politechnikę Warszawską i Uniwersytet Warszawski, powstało też wiele nowych szkół, a także Muzeum Narodowe.

Do widzenia

Do 9 sierpnia Rosjanie stawiali jeszcze słaby opór na Pradze, gdzie wzdłuż Wisły zbudowali wcześniej fortyfikacje. Ostrzeliwali zza nich lewobrzeżną część miasta. Zza Wisły słychać było dźwięki eksplozji – Rosjanie wysadzali w powietrze praskie dworce kolejowe – Petersburski (przemianowany potem na Wileński) i Terespolski (późniejszy Wschodni), nie zamierzając nawet bronić linii Wisły. Zniszczyli kilka budynków fabrycznych, brali udział w rabunkach i wymuszeniach. Czuć było, że zbliża się koniec ich pobytu na Pradze.

Jednak wydaje się, że władze rosyjskie utraty Warszawy nie traktowały jako straty bezpowrotnej. Świadczy o tym np. zachowanie licznej grupy oficerów, którzy wyjeżdżając w sierpniu 1915 r., swoje meble pozostawili na przechowanie w wielkim magazynie firmy „Wróblewski i S-ka”. Rosyjski wojenny gubernator Galicji Gieorgij Bobrinski, w kilka dni po zajęciu Warszawy przez Niemców, wołał na posiedzeniu rosyjskiej Rady Państwa: „Nie żegnaj Warszawo, lecz do widzenia”.

Skorzystałem m.in. z pracy Lecha Królikowskiego i Krzysztofa Oktabińskiego „Warszawa 1914-1920”.

Tagi:
I wojna światowa

Bolszewika bij

2018-08-08 10:23

Witold Dudziński
Edycja warszawska 32/2018, str. VI

Rywalizacja nowych państw o sporne ziemie stała się tuż po zakończeniu I wojny światowej przyczyną kilku wojen. W wyniku największej z nich łupem bolszewików mogła paść Warszawa

Wikimedia Commons
Józef Piłsudski nad mapą w okresie bitwy warszawskiej

Euforia po zdobyciu w końcu 1918 r. niepodległości była w Polsce ogromna, ale wielu sen z powiek spędzał fakt, że odzyskana ojczyzna nie miała konkretnych granic, administracji, skarbu i wojska. Tymczasem Polska i jej sąsiedzi mieli wyraźne rozbieżne interesy i oczekiwania terytorialne. Ta rywalizacja musiała stać się przyczyną zbrojnych starć.

Szczególnie trudna sytuacja była na Wschodzie, gdzie Polska przeszkadzała bolszewikom, łaknącym nowych ziem i eksportu rewolucji na Zachód. Gdy wojna z bolszewikami zaczynała się, przewidywano, że łatwo nie będzie, ale nikt nie spodziewał się aż takich zwrotów akcji. Polacy szybko zdobyli Kijów, ale wkrótce, bolszewików zatrzymano dopiero na przedpolach Warszawy.

Na całego

Wojna, która zaczęła się bez wypowiedzenia wojny w połowie lutego 1919 r. od zwycięskiej dla Polaków potyczki w Mostach nad Niemnem niewielkich oddziałów polskich i bolszewickich, długo miała ograniczony zasięg, a obie strony zbierały siły do ostatecznej rozprawy. Dopiero wiosną 1920 r. wybuchła na całego.

To wydawało się nieprawdopodobne: dwa tygodnie po rozpoczęciu 25 kwietnia 1920 r. ofensywy na Ukrainie, nazywanej potem Wyprawą Kijowską, polskie wojska, z towarzyszącymi im ukraińskimi oddziałami atamana Semena Petlury, bez większych przeszkód dotarły do Kijowa i 7 maja zajęły miasto.

Spotkało się to z entuzjastycznym przyjęciem polskiego społeczeństwa. Na początku maja 1920 r. do naczelnika Józefa Piłsudskiego, dowodzącego wyprawą, dotarł telegram z Sejmu. „Wieść o świetnym zwycięstwie, jakie odnosi żołnierz polski pod Twoim, Naczelniku, dowództwem, napawa radosną dumą cały naród polski” – pisali posłowie.

Szlak Chrobrego

Sukces świętowano w Warszawie 18 maja wielkimi uroczystościami, odbywającymi się m.in. na placu Trzech Krzyży. Przyjechał Piłsudski, zorganizowano mu przyjęcie państwowe, wziął udział w uroczystej Mszy św. w kościele św. Aleksandra.

Witając go, Wojciech Trąmpczyński, marszałek Sejmu, nie krył euforii. – Sejm przez usta moje wita cię, wodzu naczelny, wracającego ze szlaku Bolesława Chrobrego. Od czasów Kircholmu i Chocimia naród polski takich triumfów oręża swego nie przeżywał – mówił.

Telegram i przemówienie Marszałka nie wskazywały oczywiście wszystkich okoliczności wyprawy. Także o tym, że bolszewicy, zajęci walkami w innych rejonach imperium, wystawili na Ukrainie znacznie mniejsze siły niż Polacy, że byli nękani buntami i dezercją, że wycofywali się, by odpowiedzieć w odpowiedniej chwili.

Droga powrotna

Już w tydzień po zajęciu Kijowa przez Polaków i Ukraińców Armia Czerwona rozpoczęła kontrnatarcie, które – choć początkowo odparte – zmusiło wojska polskie do odwrotu. Bolszewicy zajęli Żytomierz, obległy Lwów i coraz bardziej zagrażały Warszawie. Jak powiedział pewien weteran, cytowany przez Normana Daviesa w pracy na temat wojny polsko-bolszewickiej, „pędziliśmy przez całą drogę do Kijowa i pędziliśmy przez całą drogę powrotną”.

Na początku lipca padły sławetne słowa, wzywające do ostatecznej rozprawy z Polską. „Ponad martwym ciałem białej Polski jaśnieje droga ku ogólnoświatowej pożodze. Na naszych bagnetach poniesiemy szczęście i pokój ludzkości pełnej mozołu. Na zachód! Wybiła godzina ataku” – pisał w rozkazie bolszewicki dowódca Michaił Tuchaczewski.

Na przełomie lipca i sierpnia dzienny postęp rosyjskich wojsk wynosił 20 km. 3 sierpnia bolszewicy zainstalowali w Białymstoku marionetkowy polski rząd, który czekał na plebanii w Wyszkowie na zajęcie Warszawy przez bolszewików.

Punkt zwrotny

Choć do walki z bolszewicką inwazją zmobilizowano wszystkie środki i ludzi – armię zasilił pobór rekrutów z kolejnych roczników – 1890-1901 – wszystko to było za mało. Na początku lipca zaczął się werbunek do stworzonej właśnie Armii Ochotniczej, dowodzonej przez gen. Józefa Hallera, ze sztabem w gmachu Politechniki Warszawskiej.

Warszawiacy zachowywali się patriotycznie. W końcu lipca powstał Rząd Obrony Narodowej, na czele z ludowcem Wincentym Witosem, powołano też Straż Obywatelską, której zadaniem było pilnowanie porządku i bezpieczeństwa. Obrońcy Warszawy mogli liczyć na wsparcie różnych komitetów społecznych: członkowie Związku Ziemian opiekowali się rannymi i chorymi żołnierzami, Nauczycielski Związek Obrony Państwa dożywiał żołnierzy, dowożąc posiłki do okopów.

W połowie sierpnia 1920 r. na kierunku warszawskim stosunek sił bolszewickich do polskich wynosił 3 do 1, choć na południowym – co było, jak się okaże, brzemienne w skutkach, już 5 do 1 na korzyść Polaków. W planach bolszewików, losy wojny miały się rozstrzygnąć w stolicy Polski.

Pod Radzyminem

Bitwa o Warszawę rozpoczęła się 13 sierpnia 1920 r. uderzeniem wojsk bolszewickich pod Radzyminem. W następnych dniach ta miejscowość przechodziła z rąk do rąk. Do 16 sierpnia walki toczyły się też w rejonie Modlina i nad Wkrą. W tym samym dniu nastąpił atak czterech polskich dywizji znad Wieprza, który był wielkim zaskoczeniem dla bolszewików, przekonanych o szybkim ostatecznym sukcesie. Ujawniło się też zmęczenie wojsk Tuchaczewskiego.

– Najwyraźniej nie docenili zdolności manewrowych polskiego wojska, a przede wszystkim rozpoznania radiotechnicznego, które umożliwiało odczytywać depesze wroga – ocenia dr Marek Rezler, autor prac na temat wojny. Zwrot akcji był ogromny. Już 18 sierpnia polskie siły mogły przegrupować się dla pościgu cofających się armii bolszewickich. Ciężar wojny powoli przenosił się na Podlasie. Bitwa o Warszawę była wygrana, Polska obroniła odzyskaną w listopadzie 1918 r. niepodległość.

– Odium tej wojny, zakończonej Traktatem Ryskim pół roku później, długo jeszcze było żywe w Armii Czerwonej – zwraca uwagę Marek Rezler. Pośrednio znalazło to wyraz w losach polskich oficerów, którzy dostali się do sowieckiej niewoli dwadzieścia lat później.

Cud nad Wisłą

Choć polskie siły biorące udział w tej batalii były nie mniejsze niż bolszewickie, ale za to były przemęczone, wyczerpane fizycznie, psychicznie i mentalnie kilkugodniowym pospiesznym odwrotem i ponoszonymi stratami. Upadek Warszawy w sierpniu 1920 r. nie był przesądzony, ale bardzo prawdopodobny.

„Gdyby Bitwa pod Warszawą zakończyła się zwycięstwem bolszewików, nastąpiłby punkt zwrotny w dziejach Europy, nie ulega bowiem najmniejszych wątpliwości, iż z upadkiem Warszawy środkowa Europa stanęłaby otworem dla propagandy komunistycznej i dla sowieckiej inwazji” – pisał Vincent D’Abernon, szef brytyjskiej misji w Polsce.

Badacze Bitwy Warszawskiej, nazywanej często Cudem nad Wisłą, są na ogół zgodni: decydowała o dalszym losie polskiego państwa. Natomiast plan wzniecenia rewolucji na Zachodzie w 1920 r. – jak dziś twierdzą badacze – był nierealny. Taka szansa była rok wcześniej w czasie rewolucji w Niemczech, która jednak szybko została stłumiona.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

„Iskra Bożego Miłosierdzia” w archidiecezji częstochowskiej

2018-09-25 13:27

Ks. Mariusz Frukacz

Sylwia Jurczyńska

Na skrzyżowaniach ulic m. in. w Częstochowie, Myszkowie, Porębie, Wieluniu i Radomsku 28 września o godz. 15. zgromadzą się wierni, by z Koronką w ręku wołać o Boże Miłosierdzie dla siebie i całego świata. Archidiecezja częstochowska po raz kolejny weźmie udział w modlitewnej akcji „Iskra Bożego Miłosierdzia”.

W Częstochowie wierni będą modlić się przy krzyżu Al. Pokoju 16 (modlitwie przewodniczy Stowarzyszenie Przyjaciół Szkół katolickich z p. Prezes Marią Chodkiewicz), na pasażu ks. Zenona Raczyńskiego koło Carrefour (modlitwie Bractwo św. Józefa, Gwardia św. Józefa i Rada Duszpasterska wraz z kapłanem), na rogu ul. Łukasińskiego i Okrzei (modlitwie Odnowa w Duch Świętym wraz z kapłanem), na rogu ul. Limanowskiego i Okrzei (modlitwie przewodniczy Legion Maryi), na skwerku ul. Mireckiego 22 przy kapliczce (modlitwie przewodniczy Akcja Katolicka wraz z kapłanem).

W Myszkowie wierni zgromadzą się na modlitwie przy skrzyżowaniu ulic Krasickiego z ul. Piękną. W Radomsku mieszkańcy miasta będą się modlić w parku przy Placu 3 Maja, na Osiedlu Tysiąclecia i na skrzyżowaniu ulic Piastowskiej i Leszka Czarnego. W Wieluniu wierni modlić się będą na Placu Legionów. W modlitwie wezmą udział również mieszkańcy Poręby, z parafii pw. św. Józefa Oblubieńca NMP.

Od kilku lat, wierni co rok spotykają się na modlitwie 28 września w rocznicę beatyfikacji bł. Michała Sopoćko, spowiednika św. Faustyny.

Więcej informacji na http://iskra.jezuici.pl/polska-2018/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kościół nie może nigdy zamilknąć

2018-09-25 19:58

eg / Płock (KAI)

Uroczysta Eucharystia w bazylice katedralnej płockiej 25 września wieczorem, pod przewodnictwem abp. Salvatore Pennacchio, nuncjusza apostolskiego w Polsce, była modlitewnym podsumowaniem pierwszego dnia obrad 380. Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski w Płocku. – Kościół nie może nigdy zamilknąć: z lęku, braku odwagi, czy chęci przypodobania się komukolwiek - podkreślił w homilii kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Episkopat Polski gości w Płocku z okazji Roku Jubileuszowego św. Stanisława Kostki.

Stelmasiak Artur

W Eucharystii wzięli udział liczni biskupi z całej Polski na czele z nuncjuszem apostolskim w Polsce abp Salvatore Pennacchio, przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski Stanisławem Gądeckim i prymasem Polski Wojciechem Polakiem.

Na początku Eucharystii w murach XII-wiecznej katedry pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zebranych powitał biskup płocki Piotr Libera. Przypomniał historię bazyliki, zbudowanej przez biskupa Aleksandra z Malonne, przy wsparciu księcia Bolesława Krzywoustego. Spoczywają w niej prochy książąt piastowskich: Władysława Hermana, Bolesława Krzywoustego, Bolesława Kędzierzawego i innych „władców i dziedziców Mazowsza i wszystkich ziem polskich”.

Hierarcha przypomniał też, że istniejący w przeszłości na Tumskim Wzgórzu klasztor benedyktynów, był miejscem modlitw i studiów. Kwitła w nim wymiana: myśli, ksiąg i dzieł sztuki z Rzymem, Krakowem i Magdeburgiem, z Gnieznem i Liege, czego najwymowniejszą pamiątką są słynne Drzwi Płockie, a także niedawno odzyskany „Pontyfikał Płocki” z XII wieku.

Pasterz Kościoła płockiego dodał ponadto, że gdy bł. Antoni Julian Nowowiejski odnawiał katedrę na początku XX wieku, zadbał o to, żeby stała się „najbardziej Maryjna i anielska z wszystkich polskich katedr”. - Taka, jak mazowiecki duch i serce. Jak św. Stanisław Kostka, nasz mazowiecki Ziomek z Rostkowa, pod którego patronat – wraz z całym Episkopatem Polski - jeszcze raz oddajemy dzisiaj naszą Ojczyznę, a zwłaszcza dzieci i młodzież, jej przyszłość! Oddajemy także dwudniowe prace naszego Zebrania Plenarnego – podkreślił bp Libera.

Podczas Eucharystii homilię wygłosił kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Odwołał się do historii diecezji płockiej, która powstała w II połowie XV wieku. Rozsławił ją św. Stanisław Kostka, patron Polski, diecezji płockiej, dzieci i młodzieży, będąc jej „jaśniejącą perłą”. Droga jego świętości była „krótka i prosta”, stawiał sobie wymagania duchowe i ascetyczne. Nie udało mu się jednak przełamać oporu rodziców, sprzeciwiających się jego wstąpieniu do zakonu, ponieważ „nie poznali się na darach Bożych”.

- Wychowanie młodych jest zawsze dla pokolenia starszych sprawą najważniejszą, a zarazem trudną. Zawsze pytano, jak trafić do młodego człowieka, jak budzić potrzeby, jak przekazywać wiarę, jak odpowiadać na pytania egzystencjalne. Przeszkodą są różnice pokoleniowe, ale też różnice między samymi młodymi. Oprócz reguł wychowawczych, potrzeba autentycznego świadectwa wiary – zaakcentował kard. Nycz.

Zaznaczył też, że Synod o młodych w Rzymie odbywa się po to, aby nie było „rozejścia się w Kościele różnych środowisk”, aby zwrócić uwagę na brak odpowiedniej drogi w zsekularyzowanym świecie. To wyzwanie, aby „nie zatracić drogi w wychowaniu”.

Zdaniem hierarchy, często chrześcijanie, podejmując się przekazywania wiary, mogą „sami sobie wydawać się błaznem”. Mówią rzeczy prawdziwe, ale środowiska słuchaczy nie chcą tego przyjąć. To jest „dramat rozejścia się katechety, księdza, wychowawcy ze współczesnym światem”. Dlatego potrzebne jest mocne i czytelne świadectwo wierzących, bo wiara zawsze jest łaską, a ewangeliczna propozycja powinna obejmować całego człowieka, jego rozum zmysły i wolę.

- Idąc z orędziem ewangelicznym do człowieka współczesnego Kościół nie może nigdy zamilknąć, z lęku czy braku odwagi, czy też z chęci przypodobania się komukolwiek. Takiej postawy uczy nas św. Stanisław Kostka i dlatego jest aktualny i ponadczasowy – konkludował kardynał.

W Eucharystii w płockiej katedrze uczestniczyły m.in. kapituły z diecezji: katedralna oraz kolegiackie z Płocka i Pułtuska, organizacje katolickie, reprezentanci Kościołów chrześcijańskich w Płocku, przedstawiciele parlamentu i samorządu, rektorzy wyższych uczelni, przedstawiciele miejskich instytucji, młodzież szkolna z pocztami sztandarowymi, harcerze z ZHR. Wzięło w niej udział duchowieństwo diecezji płockiej oraz społeczność Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku.

Oprawę muzyczną Eucharystii zapewnił Płocki Chór Katedralny Pueri et Puellae Cantores Plocenses i Brass Quintet Canzona.

Wydarzenie było transmitowane na kanale YouTube przez Katolickie Radio Diecezji Płockiej.

Msza św. w bazylice katedralnej płockiej zwieńczyła pierwszy dzień 380. Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski w Płocku (25-26 września). Płockie obrady Episkopatu wpisały się do diecezjalnego kalendarza obchodów Roku św. Stanisława Kostki, z której pochodzi Święty – w tym roku przypada 450. rocznica jego śmierci.

Obchody te zainaugurowano 20 sierpnia 2017 r. w Rostkowie koło Przasnysza – miejscu urodzin Świętego, z udziałem abp. Stanisława Gądeckiego z Poznania. Ważnym wydarzeniem jubileuszowego roku była też 19 sierpnia br. również w Rostkowie - Msza św. z udziałem kard. Stanisława Dziwisza z Krakowa.

Rok św. Stanisława Kostki zakończy się w diecezji płockiej w niedzielę Chrystusa Króla 25 listopada w parafii pw. św. Stanisława Kostki w Rypinie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem