Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

moim zdaniem

Siła, która musi przemówić

2018-07-25 11:11

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 30/2018, str. 39


Archiwum prywatne

Od wielu lat spada na nas lawina pouczeń. Do znudzenia – przed snem i skoro tylko otworzymy powieki – powtarza się nam, jakie to mamy obowiązki, jacy powinniśmy być i czego mamy bezwzględnie przestrzegać. Tresuje się nas w respektowaniu praw każdej – ulubionej przez polityczną poprawność – mniejszości. W końcu boimy się nawet odezwać, aby komuś nie podpaść, aby ktoś na nas nie doniósł do jakiegoś sądu, trybunału.

W sytuacji gdy czujemy na sobie rosnącą presję totalitaryzmu – dla niepoznaki ubranego w szatki humanizmu i troski o najbiedniejszych – warto zdać sobie sprawę z faktu, że primo: to my stanowimy tu większość; secundo: płacąc podatki i przestrzegając prawa naturalnego, to my możemy zmiatać rządy i domagać się zagwarantowania naszych właśnie praw; tertio: tolerancja oznacza niemiłą zgodę na współistnienie z tymi, którzy widzą świat niezgodnie z naszymi poglądami i uszanowaniem wartości.

Mamy swoje prawa. Najważniejszym z nich jest prawo do wolności. Nikt nie może nam narzucać rzeczy niezgodnych z naszym poczuciem przyzwoitości, świętości i prawego życia. Nikt też nie może gwałcić naszego prawa do ustanawiania w kraju takiej władzy, jaka nam się żywnie spodoba. Najmniej zaś predestynowani do tej roli są eurokraci, których – na dobrą sprawę – nikt nie wybiera i nikt nie rozlicza z tego, co za nasze pieniądze czynią.

Reklama

Odrzućmy więc na bok nasze spokojne myśli, odrzućmy na bok przekonanie, że najważniejsze jest unikanie konfliktów. Nadszedł czas, aby otwarcie zdać sobie sprawę z naszych praw i jednocześnie ryknąć. Inaczej zagonią nas do kąta, w którym będą nas zamykać, wybijać i „resocjalizować”. Ich bezczelna ofensywa trwa na wszystkich frontach.

Ostatnio – w nadmorskich Łazach – mój znajomy uczestniczył w niewinnej „animacji” dla dzieci, która miała być urozmaiceniem ich wypoczynku i dobrą zabawą. Gwiazdą „animacji” dla dzieci była słynna TVN-owska „niania” – Dorota Zawadzka. Czegóż to „niania” dzieciom nie naopowiadała. Dowiedziały się, że jej spotkania są częścią całego tournée, które „niania” odbywa nad polskim morzem. „Niania”, która znana jest z tego, że lepiej potrafi udzielać telewizyjnych porad, niż wychowywać własne potomstwo, przykazywała dzieciakom, że powinny natychmiast zawiadamiać „stosowne organy” – a nawet Rzecznika Praw Dziecka – gdy tylko zachowanie ich rodziców wyda im się podejrzane. „Niania” – jak rasowy sowiecki komisarz – zachęcała więc progeniturę, aby obficie czerpała ze wspaniałego przykładu Pawlika Morozowa. Muzeum tego denuncjatora własnych rodziców mieściło się w sowieckiej Gierasimowce. Na koniec spotkania bezinteresowna „niania” rozdała dzieciom prospekt reklamujący drogie zabawki z komentarzem, aby dzieciaki domagały się od rodziców kupienia im takich właśnie cudeniek. Złośliwie domyślam się, że firma produkująca te rzeczy była cichym sponsorem tego, sowietyzującego milusińskich, spotkania.

Mówiąc krótko: machina wojny z nami działa nieustannie i nie przebiera w środkach. Deprawowanie dzieci uchodzi im bezkarnie... Dlaczego? Bo my milczymy albo machamy rękami, albo też kładziemy uszy po sobie, aby się nie awanturować. Powiem dosadnie – jeśli nadal będziemy się zachowywać jak zastraszone owieczki, to poderżną nam gardła, zaczipują mózgi i zagonią nas do rezerwatów. Jeśli nie zaczniemy się domagać prawa do wpływu na program wychowania od przedszkola aż do szkoły średniej, to niedługo – po cichu, na zasadzie pełzającej mgły – zborsuczą nam młode pokolenie.

Mamy także prawo do wyrzucania z obiegu tych treści, które uznamy za szkodliwe dla naszych dzieci!

Mamy prawo i obowiązek domagania się, aby w przestrzeni publicznej nie były eksponowane i promowane symbole i hasła związane z ruchem homoseksualnym. To zawsze była mniejszość i niech tak pozostanie. Ci ludzie są tolerowani przez normalną większość i niech im to wystarczy. Eskalowanie żądań ze strony mniejszości, szantażowanie nas nowomową, w której wielką rolę odgrywa zastraszanie nas terminem: „homofobia”, musi znaleźć swój kres. Dosyć zohydzania miłości, rodziny, płci i seksualności! Dość promowania i gwałcenia nas przez oczy treściami, które są sprzeczne z naturą i poglądami większości mieszkańców naszego kraju! Tolerancja dla homoseksualistów nie oznacza zgody na zrównanie statusu homoseksualnych par z uświęconą w naszym społeczeństwie instytucją małżeństwa. Protestujmy przeciwko nachalnym i złym w swojej wymowie paradom na naszych ulicach. Inaczej trująca mgła zatruje nasze społeczeństwo tak, jak uczyniła to ze społeczeństwami w Europie Zachodniej.

Mamy obowiązek obrony tego, co dla nas święte. Musimy domagać się od naszych posłów działania na rzecz praktycznego stosowania kar za szarganie naszej religii i świętych symboli. Tu nie ma żadnej taryfy ulgowej, bo deprawatorzy tylko czekają na naszą bezczynność i słabość. Każde naruszenie naszych uczuć religijnych powinno być natychmiast karane. Nie możemy zachowywać się jak nieprzezorne panny, którym nie starczyło oleju w lampach. Nasza aktywność obywatelska to jednak nieustanne czuwanie. Nie bójmy się oskarżeń o „zaściankowość” i „dewocyjność”. Uwielbiam wracać do Mojej Polski właśnie dlatego, że w maju kobiety modlą się pod figurkami Maryi, że w Boże Ciało ulicami chodzą liczne procesje, że trwają peregrynacje kopii Jasnogórskiej Ikony Najświętszej Maryi Panny.

Piszę te słowa jako człek naznaczony wieloma upadkami, który zakosztował smaku „wolności”, którą oferuje dzisiejszy świat. Pewnie siedziałbym cicho, rachując własne grzechy, gdybym tak codziennie nie zżymał się na letniość, brak aktywności publicznej środowisk ludzi wierzących, tych, którzy są lepsi ode mnie. Trzeba zatrzymać podstępny pochód neomarksistów przez całą humanistykę. Oni tam się czują jak ryby w wodzie. Zatruwają umysły studentów, marnują publiczne pieniądze, a efektem tego jest wypełzanie z uczelni coraz gorszych potworów. Mamy obowiązek protestować – skutecznie protestować – kiedy zamiast polskiej kultury serwuje nam się wymiociny tego, co już dawno na Zachodzie było prezentowane i dziś nie budzi tam nawet wzruszenia ramion.

Nie musimy przepraszać za to, że istniejemy – jesteśmy większością i nie dajmy sobie wtłoczyć do głów kłamliwej retoryki, mówiącej o tym, że – jako większość – mamy bezwzględny obowiązek milczenia wobec ekscesów małych – ale promowanych i hałaśliwych – grupek wynaturzeńców. Pamiętajmy o tym, że rycerz, który dotychczas nas bronił – zdrowy rozsądek jest coraz bardziej zmęczony, atakowany ze wszystkich stron, a jego naturalne warunki życia są nieustannie podmywane przez fale „nowego świata”. Pamiętajmy też o tym, że Platon jest prorokiem wszystkiego, czego nie chcemy wokół siebie, i nie dajmy sobie wmówić, że konsekwencje jego myślenia są naturalną drogą rozwoju społeczeństw.

Mamy prawo walczyć o to, aby w samorządach rządzili ludzie prezentujący podobne do naszych wrażliwość i wartości. Mamy obowiązek zadbać o to, aby w szeregach partii rządzącej obecnie rugowani byli karierowicze i „farbowane lisy”, a ich miejsce zastępowali ludzie związani z nami. Nie możemy być wyrozumiali dla dziadostwa, które często opanowuje PiS, nie możemy być bierni wobec tego, jak miejsce wartościowych postaci zajmują podrabiańcy, ludzie bez właściwości, mierni i bierni.

Mamy prawo promować naszych ludzi, nasze wartości, naszą kulturę, naszą wizję społeczeństwa i nasze media.

Pora na to, aby zmienić nie tylko język, którym publicznie się rozmawia, ale także media, które formują wrażliwość i wyobraźnię naszych rodaków. Jak stąd wyrugować media niemieckie, postkomunistyczne i otwarcie prorosyjskie, to już temat na kolejny tekst.

Teraz jednak proszę o to, abyście podnieśli głowy, zdali sobie sprawę z faktu, że jesteście większością i – jako potężna siła – zadziałali bez samoograniczania się! To nie jest kosmetyczna zabawa, to bój o świat, w jakim będą żyły nasze dzieci. Na każdą próbę zastraszenia reagujmy solidarnie i z mocą, która płynie z faktu, że to my tu jesteśmy milczącą większością.

Tagi:
felieton

Józef Czyżewski - pomorski bohater naszej niepodległości

2018-08-14 13:17

Antoni Szymański

W tym roku polska obchodzi jubileusz 100-lecia odzyskania niepodległości. Nie byłaby ona możliwa gdyby nie lokalni bohaterowie działający na rzecz jej odzyskania. Taką osobą był Józef Czyżewskiego – gdańszczan, który niewątpliwie dokonał wiele na rzecz prowadzenia akcji oświatowej i patriotycznej wśród zamieszkujących w Gdańsku Polaków.

Archiwum prywatne
Antoni Szymański Senator IX Kadencji

Był polskim wydawcą, drukarzem, ale przede wszystkim aktywnym działaczem narodowym. Wykorzystując swoją działalność i rozwożąc własne wyroby po całym terytorium Pomorza, prowadził jednocześnie działalność narodową – nawiązywał kontakty, sprzedawał polskie gazety i książki. Był wydawcą „Kuriera Gdańskiego (od 1884 r.), który ukazywał się trzy razy w tygodniu. Jego następcą był „Tygodnik Gdański” (od 1885 r.). Dodatkiem do tych pism była „Gazeta Świąteczna”. W 1891 r. Czyżewski był współzałożycielem „Gazety Gdańskiej”. Już w końcu XIX wieku gazeta zyskała sporą popularność i stała się najpoczytniejszym polskojęzycznym czasopismem w północnej części Prus Zachodnich. Poruszała przede wszystkim tematy związane z polskim odrodzeniem narodowym na ziemiach dawnego zaboru pruskiego. Łączność z czytelnikami zapewniała redakcji sieć agencji rozsianych po całym regionie, zajmujących się zarówno kolportażem, jak i nadsyłaniem tematów i materiałów. Józef Czyżewski w 1908 przez pewien czas drukował pismo „Gryf” wydawane przez Aleksandra Majkowskiego kaszubskiego pisarza i założyciela Ruchu Młodokaszubskiego. Józef Czyżewski wraz z rodziną prowadził nowoczesną drukarnię, hurtownię papieru i toreb papierowych, wydawał też Kurier Polski wraz z dodatkiem „Pomorze”. Warto wspomnieć, że drukarnię podporządkował realizacji celów narodowych, a jego wszyscy synowie i córki pracowali w drukarni. Jego córka Maria Czyżewska-Lniska była pierwszą kobietą mistrzynią drukarstwa w Europie. Syn Mieczysław, który po Józefie przejął wydawnictwo i drukarnię został zamordowany w Wielki Piątek 22 marca 1940 r. w lesie przy niemieckim obozie koncentracyjnym KL Stutthoff.

Czyżewski był jednym z głównych animatorów polskiego życia w Gdańsku i na Pomorzu Wschodnim na przełomie XIX i XX wieku. W 1884 r. zainicjował on powstanie Towarzystwa Ludowego Jedność, mającego prowadzić działalność oświatową i patriotyczną wśród Polaków zamieszkujących w Gdańsku. W 1904 r. Towarzystwo przekształciło się w Związek Polskich Towarzystw Ludowych. Dwa lata później współuczestniczył w powstaniu w Gdańsku Zjednoczenia Zawodowego Polskiego organizacji związkowej - centrali polskich związków zawodowych. Zjednoczenie Zawodowe Polskie promowało rozwój spółdzielczości, a od połowy lat 30. korporacjonizm głównie rzemieślniczy.

W latach 1918-1920, kiedy powstawała Niepodległa Polska, Józef Czyżewski włączył się w akcję agitacyjną na terenie Pomorza Gdańskiego jeżdżąc po okolicznych wioskach i nawołując do walki w imię obrony polskich interesów narodowych. Brał też czynny udział w ochotniczej akcji werbunkowej Polaków gdańskich do armii polskiej, w wyniku, której zgłosiło się ok. 500 osób z Gdańska i okolic. Przy ul. Kotwiczników 6 w Gdańsku, gdzie mieściła się drukarnia Czyżewskich, koncentrował się gdański ruch niepodległościowy i sztab gdańskiego oddziału powstańczego wchodzącego w skład Organizacji Wojskowej Pomorza. Pod drukarnią znajdowały się magazyny broni powstańczej. Józef Czyżewski przeznaczył także swoje środki finansowe na zakup tej broni. Przygotowywane powstanie zbrojne miało być połączone z przyjazdem gen. Hallera do Gdańska, a jego celem rozbrojenie pruskiej załogi i opanowanie miasta. Plan ten nie uzyskał jednak aprobaty.

W grudniu 1918 r. drukarnia Czyżewskich została napadnięta i zniszczona przez bojówkę niemiecką ze Stahlheimu, która wydała tajny wyrok śmierci na rodzinę Czyżewskich. Obrabowano także dom i sklep, poturbowano personel i usiłowano zamordować całą rodzinę, która cudem ocalała. Mimo tego rodzina Czyżewskich nie załamała się i odbudowała w ciągu 6 miesięcy drukarnię i przystąpiła na nowo do pracy, a Józef Czyżewski działał nadal aktywnie w polskim ruchu narodowym, wszedł w skład Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu oraz polskiej Rady Ludowej w Gdańsku. W kwietniu 1919 na zjeździe w Gdańsku zakładał Polskie Stronnictwo Ludowe – Pomorze. Po utworzeniu Wolnego Miasta Gdańska należał do założycieli i czołowych działaczy Gminy Polskiej oraz Macierzy Szkolnej. W 1928 r. został honorowym prezesem Gminy Polskiej.

Od władz Polskich otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Medal Niepodległości oraz Order papieski Pro Ecclesia et Pontifice nadany mu przez biskupa gdańskiego Edwarda O’Rourke. Józef Czyżewski był osobą zasłużoną i szanowaną przez najważniejsze gremia i osoby w II RP. O sprawach Polaków na Pomorzu, germanizacji w okresie zaborów osobiście rozmawiał m.in. z marszałkiem Józefa Piłsudskim i prezydentem RP Ignacym Mościckim w Belwederze.

Pogrzeb Józefa Czyżewskiego w październiku 1935 r. na cmentarzu św. Mikołaja we Wrzeszczu stał się największą manifestacją patriotyczną Polaków przed wybuchem II wojny światowej. Dziś jego prochy spoczywają na gdańskim Cmentarzu Centralnym Srebrzysko.

W roku jubileuszu odzyskania niepodległości Polski warto przypominać o postaciach, które do odzyskania wolności ojczyzny się przyczyniły, a postać Józefa Czyżewskiego do nich niewątpliwie należy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Pielgrzymka Diecezji Rzeszowskiej: najwierniejsi z wiernych

2018-08-13 11:37

Marian Florek

Na Jasną Górę przybyła pod hasłem „Odnów oblicze” 13 sierpnia 2018 r. 41. Piesza Pielgrzymka Diecezji Rzeszowskiej. Całą trasę dzielnie przebył bp Edward Białogłowski, biskup pomocniczy diecezji rzeszowskiej, który udzielił krótkiego wywiadu radiowej „Niedzieli”. Wszystkich pielgrzymów witał gospodarz diecezji rzeszowskiej bp Jan Wątroba, któremu towarzyszył prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc.

Marian Florek/Niedziela

W rozmowie z TV NIEDZIELA podkreślił, iż rozwój miasta Rzeszów i regionu przyspieszył, odkąd powstała diecezja rzeszowska.

Zobacz zdjęcia: Pielgrzymka rzeszowska

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp H. Hoser SAC o Medjugorie

2018-08-14 13:53

Salve TV

- Właśnie tutaj dokonują się bardzo głębokie nawrócenia. Przyjeżdzają sceptyczni, czasami niewierzący, tacy co od kilkudziesięciu lat się nie spowiadali i wracają zupełnie innymi ludźmi. To trochę przypomina powołanie apostołów - z rybaków stali się rybakami ludzi. I ten cud tu się dokonuje - mówił podczas 29. Festiwalu Młodych MLADIFEST 2018 w Medjugorie Abp Henryk Hoser SAC, biskup senior diecezji warszawsko-praskiej, specjalny Wysłannik Stolicy Apostolskiej do Medjugorie w rozmowie z Salve TV.

Screenshot Salve TV
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem