Reklama

Kobieta niezastąpionym darem dla ludzkości

2018-08-08 10:15

Ks. Kazimierz Gryżenia SDB
Niedziela Ogólnopolska 32/2018, str. 24-26

pyrozenko13/fotolia.com

Trzydzieści lat temu – 15 sierpnia 1988 r. papież Jan Paweł II opublikował list apostolski „Mulieris dignitatem” – o godności i powołaniu kobiety. Nawiązując do wydarzeń opisanych w Księdze Rodzaju, przypomniał Boży plan, zgodnie z którym kobieta wraz z mężczyzną „od początku” mają być „jednością dwojga”, z zachowaniem swej odrębności i autonomii, podmiotowości i tożsamości.

W latach następnych pod egidą Organizacji Narodów Zjednoczonych odbyło się wiele międzynarodowych konferencji i wydano wiele dokumentów poruszających problem kobiety i rodziny. Do najważniejszych debat należy zaliczyć konferencje: ludnościową w Kairze w 1994 r., o równym statusie kobiet i mężczyzn w Pekinie w 1995 r. oraz w sprawie osiedli ludzkich w Stambule w 1996 r. Podjęta tam problematyka była kontynuowana w Nowym Jorku odpowiednio w 1999 r. (Kair +5), w 2000 (Pekin +5), w 2001 r. (Stambuł +5) oraz w Amsterdamie w 2004 r. (Kair +10) i ponownie w Nowym Jorku w 2005 (Pekin +10). Nie sposób także pominąć Szczytu Planowania Rodziny, zorganizowanego w Londynie w 2012 r., czy Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (CAHVIO), kontrowersyjnej i żywo dyskutowanej w Polsce w 2014 i 2015 r. Jej ratyfikacji domagały się środowiska feministyczne i ugrupowania lewicowe, a aktu tego dokonał prezydent Bronisław Komorowski 13 kwietnia 2015 r. Wydarzenie to miało miejsce niemal dokładnie w 1. rocznicę kanonizacji Jana Pawła II, 10 lat po jego śmierci, a rok 2015 uchwałą Sejmu Rzeczypospolitej był obchodzony jako Rok Jana Pawła II. Należałoby sądzić, że dziedzictwo nauczania Ojca Świętego znajdzie odzew w pracach parlamentu. Tak się jednak nie stało. Refleksja Papieża na temat kobiety nie była przedmiotem analiz i nie stanowiła punktu odniesienia ani w decyzjach polskich parlamentarzystów, ani w ustaleniach międzynarodowych gremiów, uczestników wspomnianych konferencji.

Można stwierdzić, że zostały zaprezentowane dwie odmienne wizje kobiety i rodziny. Jedna z nich to wizja laicko-ateistyczna, której zwolennicy odwołują się przede wszystkim do danych statystycznych, uznając je za podstawę rozstrzygania spornych kwestii, a każde odniesienie do prawa Bożego traktują jako nieuprawnione ograniczanie niezależności i swobody wyboru. Druga wizja wynika z metafizyczno-biblijnych twierdzeń, które określają status ontyczny kobiety, jej godność, specyficzne powołanie do miłości, wręcz geniusz. Jest ona nie tylko konkurencyjna wobec wizji poprzedniej, lecz także radykalnie różna od założeń narastającego i coraz bardziej widocznego na kontynencie europejskim islamu, z którym konfrontacja staje się codziennością. Wyznawcy islamu nie przyznają bowiem kobietom takich praw jak mężczyznom.

Reklama

W konsekwencji można mówić o trzech stanowiskach dotyczących wizji kobiety i jej roli w życiu rodzinno-społecznym. Nie jest możliwe, aby przedstawić je wyczerpująco. Zasadniczym celem poniższej refleksji jest przypomnienie i przybliżenie treści listu apostolskiego „Mulieris dignitatem”, w którym autor poruszył wiele istotnych i ważkich problemów nie tylko z konfesyjnego punktu widzenia. Jego dyskurs ma bowiem charakter racjonalno-filozoficzny i dlatego może stanowić zasadną podstawę do dyskusji dla całej społeczności ludzkiej, a nie tylko jej religijnej części. Może też być wyzwaniem i alternatywą dla mentalności niektórych współczesnych środowisk, naznaczonych daleko idącym relatywizmem i subiektywizmem, a nawet sofistyką.

Równość, odmienność i komplementarność

W podjętej refleksji o kobiecie Jan Paweł II za punkt wyjścia obrał Księgę Rodzaju, której treść stała się podstawą twierdzenia o równości, odrębności i komplementarności mężczyzny i kobiety.

Bóg jako Stwórca powołał do istnienia człowieka: mężczyznę i kobietę. Oboje więc, mężczyzna i kobieta, są istotami ludzkimi, są sobie równi pod względem człowieczeństwa, równi w godności i powołaniu, w równej mierze są osobami (Jan Paweł II, list apostolski „Mulieris dignitatem” – o godności i powołaniu kobiety, Rzym 1988, nr 6. Dalej: MD 6). „Takożsamość” mężczyzny i kobiety, ich „jedność dwojga”, „relacja komunijna” nie oznacza zacierania zachodzących między nimi różnic, wręcz przeciwnie – należy dostrzegać i akcentować ich odrębność i swoistą odmienność. Ojciec Święty stwierdza: „(...) kobieta została zawierzona mężczyźnie w swojej kobiecej odmienności, także ze swym potencjalnym macierzyństwem. Również mężczyzna został zawierzony przez Stwórcę kobiecie. Zostali zawierzeni wzajemnie jedno drugiemu (...) aby stawać się «bezinteresownym darem» jedno dla drugiego, trzeba, aby oboje mieli poczucie odpowiedzialności za dar” (MD 14). Mężczyzna i kobieta nie mogą odnaleźć się w pełni inaczej jak tylko przez bezinteresowny dar z siebie samego (por. MD 10). Ich wzajemnie urzekające i fascynujące odrębność i odmienność, zarówno fizyczna, jak i psychiczna, domagają się komplementarności.

Głoszoną przez Jana Pawła II tezę komplementarności płci podjął papież Franciszek, który 17 listopada 2014 r., gdy otwierał międzynarodową i międzyreligijną konferencję, zorganizowaną przez Kongregację Nauki Wiary, zdecydowanie podkreślił, że komplementarność mężczyzny i kobiety leży u podstaw małżeństwa i rodziny. Rodzina oparta na trwałym i solidarnym związku mężczyzny i kobiety nie jest ideologią, lecz faktem antropologicznym, dobrem naturalnym, służącym osobowemu spełnianiu się członków rodziny oraz rozwojowi różnych wspólnot i całych społeczeństw. Nadmienił, że taka forma wspólnego życia nie jest naznaczona wyłącznie momentami błogiej sielanki, lecz występują w niej także napięcia, trudności i kryzysy. W małżeństwie i rodzinie ścierają się i wzajemnie przenikają egoizm i altruizm, rozum i namiętność, cele długoterminowe i te, które chcemy zrealizować natychmiast. Jednak środowisko rodzinne jest najlepszym miejscem kształtowania postaw umożliwiających rozwiązywanie napięć i nieporozumień, szkołą szacunku wobec odmienności płci oraz sztuki życia razem. Dlatego niebezpieczna staje się rozpowszechniana „kultura tymczasowości”, która wymachuje flagą „wolności”, a w istocie przynosi dewastację duchową i materialną niezliczonym istotom ludzkim, zwłaszcza najsłabszym. Nie można więc – apelował Franciszek – wpaść w pułapkę ideologicznych koncepcji małżeństwa, wynoszących na piedestał mentalność zaspokajania chwilowych czysto subiektywnych pobudek, zachcianek i kaprysów (por. Franciszek, „Rodzina to nie ideologia”, w: „Nasz Dziennik”, 18 listopada 2014, s. 8; konferencja odbyła się w Rzymie w dniach 17-19 listopada 2014 r.).

Jezus wzorem traktowania kobiet

Jan Paweł II zauważa, że wzorem odnoszenia się do kobiet i podkreślania ich równości z mężczyznami w godności i powołaniu jest sam Jezus Chrystus. Stwierdza, że z taką opinią zgadzają się ci, którzy są nastawieni krytycznie do chrześcijańskiego orędzia. Postawa Jezusa jest tym bardziej zaskakująca, że w jego czasach kobieta nie cieszyła się tymi samymi prawami, które miał mężczyzna. Ten bowiem często „panował” nad kobietą, nie licząc się z jej godnością przewidzianą przez Boga. Jezus zaś z takim samym szacunkiem i zrozumieniem odnosił się do wszystkich kobiet: ze swego narodu i obcych, tych, które nie z własnej winy znajdowały się w trudnym położeniu i wymagały wsparcia, oraz tych, które miały niejeden grzech na swoim sumieniu. Wśród nich były kobiety dotknięte chorobą i niemocą, złożone gorączką, cierpiące na upływ krwi, opłakujące śmierć dziecka czy brata, jak wdowa z Nain czy Maria i Marta z Betanii. Były też: Samarytanka przy studni Jakubowej i grzesznica, która namaściła nogi Jezusa w domu jednego z faryzeuszy, Kananejka prosząca o uzdrowienie córki, kobieta pochwycona na cudzołóstwie, uboga wdowa, która wrzuciła do skarbony dwa pieniążki – było ich wiele. Jezus wiedział, co kryje się we wnętrzu każdej z nich, żadnej nie potępił, każdej okazał szacunek i cześć. One z kolei nie czuły się poniżone, nawet gdy poznały prawdę o swej grzeszności, co więcej – w świetle tej prawdy doznawały wyzwolenia, doświadczały akceptacji swojej osoby (por. MD 12-14).

Jezus Chrystus nie tylko dowartościowuje kobiety, lecz stawia je nawet w pozycji uprzywilejowanej w stosunku do mężczyzn, co ujawnia się w powierzeniu im ewangelicznego orędzia. Na tyle ufa grzesznej Samarytance, że powierza jej tajemnice Bożej miłości, poucza o życiu wiecznym, prawdziwym kulcie, jej objawia, że On sam jest Mesjaszem. Ona z kolei jest otwarta na Jezusowe orędzie, rozumie je, staje się nie tylko Jego uczennicą, lecz także apostołką. Głosi Chrystusa mieszkańcom Samarii tak przekonująco, że przyjmują Go z wiarą. Również Marta, siostra Łazarza, w rozmowie z Jezusem potwierdza jedną z najdonioślejszych tez chrześcijaństwa i wyznaje: „Ja mocno wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat” (J 11, 27). Kobiety w chwili największej próby wiary i wierności okazały się mocniejsze od Apostołów i towarzyszyły Jezusowi w drodze krzyżowej i na Golgocie (por. MD 15).

Jan Paweł II przytacza i opisuje znacznie więcej faktów, które świadczą o Jezusowym dowartościowaniu kobiet. W tym odniesieniu Jezusa do kobiet Papież znajduje potwierdzenie prawdy, że kobieta nie ustępuje mężczyźnie i nie może być traktowana inaczej niż on. Fakt bycia mężczyzną lub kobietą nie wnosi żadnej różnicy (por. MD 16).

Macierzyństwo czy dziewictwo?

Na tle powyższych rozważań można powiedzieć, że kobieta, zgodnie z zamysłem Bożym, może się w pełni zrealizować jako towarzyszka swego męża i jako matka wspólnych dzieci. Inna droga byłaby uszczupleniem jej osobowości. Jak zatem spojrzeć na problem dziewictwa i posłannictwa kobiety w życiu konsekrowanym? Czy w stosunku do macierzyństwa jest to uboższa forma realizacji kobiecości? Jan Paweł II nie pomija tego problemu i w „Mulieris dignitatem” nie mniej miejsca poświęca życiu w stanie dziewictwa. Podkreśla, że w jednym i drugim wymiarze powołania, czyli macierzyństwie lub dziewictwie konsekrowanym, kobieta może się zrealizować przez bezinteresowny dar z siebie samej.

W małżeństwie ten dar z siebie kobieta realizuje w oddaniu się mężczyźnie i otwarciu się na nowe życie. Aczkolwiek dziecko jest owocem miłości dwojga, to kobieta ma tu większy udział, jej rodzicielstwo urzeczywistnia się w większym stopniu. Tylko ona wchodzi w tę szczególną i niepowtarzalną relację ze swoim dzieckiem. W procesie rodzicielstwa mężczyzna jest niejako obok, jakby na zewnątrz. Na tym tle Papież stawia postulat, aby mężczyzna był świadom, że we wspólnym dziele rodzicielstwa zaciąga szczególny dług wobec kobiety. Przy żonie-matce mąż uczy się bycia ojcem. Kobieta nie tylko rodzi, lecz także wychowuje, jest pierwszą, która kształtuje człowieczeństwo drugiej osoby. Stąd można powiedzieć, że wkład kobiety we właściwe życie społeczne jest bezcenny i niczym innym nie da się go zastąpić (por. MD 18).

Dziewictwo jest inną drogą realizowania się kobiecej osobowości. Na tej drodze kobieta spełnia swą osobową wartość w bezinteresownym darze siebie samej dla Boga. Przez konsekrowane dziewictwo odpowiada miłością na miłość Oblubieńca-Chrystusa. Na podobieństwo „jedności dwojga” w małżeństwie kobieta składa Chrystusowi dar swojego życia. Tak rozumianego stanu dziewictwa nie można porównywać do bezżeństwa, w którym na pierwszym miejscu jawi się „nie” dla wspólnej drogi dwojga, lecz zdecydowane „tak” dla oddania swej osoby „dla drugiego”, to znaczy dla Chrystusa i innego człowieka (por. MD 20). Tak więc Jan Paweł II przyjmuje, że ewangeliczne dziewictwo nie odbiera kobiecie jej walorów. Wprawdzie rezygnuje ona, nieraz nie bez bólu, z małżeństwa i macierzyństwa w znaczeniu fizycznym, co jednak nie pozbawia jej możliwości, aby w wielorakich formach doświadczać macierzyństwa duchowego. Często wyraża się ono w trosce o najbardziej potrzebujących: chorych, niepełnosprawnych, sieroty, starców, dzieci i młodzież, więźniów, często ludzi „z marginesu”, do których nie chcą się przyznawać nawet najbliżsi. W obliczu każdego z nich kobieta konsekrowana odnajduje Jezusa, według Jego własnych słów: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście” (Mt 25, 40). W dziewictwie dla królestwa Bożego wyraża się otwartość na wszystkich ludzi, a zaangażowanie dla ich dobra jest realizacją wielorako pojętego macierzyństwa duchowego. Na tej podstawie Papież mówi o zbieżności dziewictwa kobiety niezamężnej z macierzyństwem kobiety zaślubionej mężczyźnie. Obydwie są zaślubione albo przez ślub czystości z Chrystusem, albo przez sakrament małżeństwa. Jedna i druga dla dobra innych składa bezinteresowny dar swojej osoby. W realizacji jednej i drugiej formy powołania spełniają się one jako kobiety. Macierzyństwo fizyczne domaga się, aby było dopełnione macierzyństwem duchowym. Kobieta nie tylko rodzi, ale też wychowuje. Wobec drugiego zadania używa się często metafory „rodzenie”. W tym drugim rodzeniu znaczącą rolę odgrywa kobieta niezamężna ze względu na królestwo niebieskie. Macierzyństwo duchowe staje się udziałem również kobiety w dziewictwie. Każdy bowiem człowiek, aby mógł żyć i rozwijać się jako osoba, potrzebuje tych dwóch wymiarów macierzyństwa. Bez udziału tego, co „kobiece”, nie dokona się w człowieku rozwój tego, co „ludzkie”.

Z powyższego wynika, że nieodzowne jest tworzenie atmosfery akceptacji, życzliwości i szacunku wobec kobiety. Każda zaś szkoda jej wyrządzona jest ciosem wymierzonym samemu sobie. Postawa pełnej afirmacji jest szlachetną nowością ewangeliczną, którą wnosi Chrystus w ówczesny świat, a chrześcijaństwo, podejmując ten program, odkrywa, ujawnia i wskazuje na godność kobiety, a równocześnie dostrzega, że w tym zakresie nadal ma wiele do zaoferowania współczesnej społeczności ludzkiej – i o tym przypomina nam święty Papież Jan Paweł II.

Szpital atakuje obrońców życia

2019-03-13 10:57

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 11/2019, str. VI

W Szpitalu Bielańskim życie ludzkie jest ratowane, ale niestety także odbierane nienarodzonym dzieciom. Teraz szpital wytoczył proces obrońcom życia, by przestali przypominać o tym, że aborcja jest zabójstwem

Artur Stelmasiak

Papież Franciszek mówi, że aborcja, jest jak „wynajęcie płatnego zabójcy”, a aborcja eugeniczna jest „nazizmem w białych rękawiczkach”. O tym, że aborcja jest zabiciem dziecka mówią lekarze, prawnicy, biolodzy, etycy i w zasadzie każdy człowiek intelektualnie uczciwy.

– Zabijanie na masową skalę ma miejsce w Szpitalu Bielańskim i dlatego od lat protestujemy w tym miejscu. Organizowaliśmy pikiety, publiczny Różaniec, a także zaparkowaliśmy nasz samochód dostawczy, który pokazuje niewygodną prawdę o zabijaniu dzieci przez lekarzy – mówi Mariusz Dzierżawski, prezes Fundacji Pro-Prawo do Życia, któremu Szpital Bielański wytoczył prywatny akt oskarżenia.

Wolontariusze z tej fundacji mają często wytaczane sprawy w sądach. Ale jak do tej ponad 50 spraw już wygrali, a kolejnych kilkanaście nadal się toczy w sądach. Orzecznictwo sądowe ws. prolife jest więc bardzo jednoznaczne.

Prywatne oskarżenie za publiczne pieniądze

Według portalu www.stopaborcji.pl Mariusz Dzierżawski odpowiada przed sądem w ramach oskarżenia prywatnego z art. 212 § 1 kodeksu karnego. Z informacji medialnych i wcześniejszych wypowiedzi Doroty Gałczyńskiej-Zych, dyrektor Szpitala Bielańskiego, wynika, że szpital zdecydował się na wytoczenie prywatnego aktu oskarżenia m.in. po tym, gdy prokurator wydał postanowienie o umorzeniu dochodzenia. Prokurator rejonowy stwierdził brak interesu społecznego w kontynuowaniu ścigania z urzędu czynu ściganego i braku podstaw do skierowania aktu oskarżenia w trybie oskarżenia publicznego.

Kierownictwo szpitala postanowiło więc wytoczyć proces mimo że powołane do przestrzegania prawa instytucje nie dostrzegły w działalności organizacji prolife podstaw, by iść z tym do sądu. Kto zatem finansuje decyzje dyrekcji, czyli ponosi koszty sądowe i wynagrodzenie prawników? – Opłata z tytułu pełnomocnictwa oraz zastępstwa procesowego jest sfinansowana z budżetu Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej – odpowiada na pytanie „Niedzieli” Dorota Gałczyńska-Zych.

Oznacza to, że prywatny akt oskarżenia przeciwko człowiekowi, który staje w obronie dzieci nienarodzonych, jest finansowany ze środków publicznych. – Jestem tą sprawą zbulwersowany. Szpital ma wiele potrzeb i mógłby lepiej wydawać publiczne pieniądze, niż na atakowanie ludzi, którzy bronią życia – mówi Jacek Ozdoba, warszawski radny z klubu PiS. – Publiczna placówka zamiast koncentrować się na leczeniu ludzi, to zajmuje się atakowaniem ludzi i wydawaniem publicznych pieniędzy na bezsensowne procesy. Ten proces kompromituje dyrekcję szpitala, bo jest atakiem na wolność słowa i wolność wyrażania poglądów.

Protesty powinny być wliczone w ryzyko

Choć każdy ma prawo iść z najmniejszą bzdurą do sądu, to jednak ta sprawa budzi bardzo wiele kontrowersji. Okazuje się, że Szpital Bielański jest pierwszym państwowym szpitalem w Polsce, który zdecydował przedsięwziąć takie kroki przeciwko osobom, które chcą ratować ludzkie życie. – Wolontariusze prolife z tej fundacji mieli już taki akt oskarżenia i proces cywilny wytoczony przez szpital. Ale to był szpital prywatny – Pro-Familia z Rzeszowa. Obie sprawy skończyły się dla szpitala bardzo źle – mówi pełnomocnik Dzierżawskiego mec. Bartosz Lewandowski z Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”.

Po tym jak Sąd Najwyższy wskazał błędy w procesie cywilnym i nakazał jej ponowne rozpatrzenie, władze szpitala w Rzeszowie skapitulowały. Nie tylko wycofano się z batalii sądowej, ale szpital Pro-Familia zaprzestał wykonywania aborcji. – Najwyraźniej przyznali nam rację, że zabijanie dzieci źle służy wizerunkowi szpitala, którego celem jest ratowanie zdrowia i ludzkiego życia – mówi Dzierżawski.

Oprócz procesu cywilnego wolontariusze prolife zostali także oskarżeni z art. 212 § 1, czyli był to analogiczny proces, jaki obecnie ma miejsce w Warszawie. Wyrok Sądu Okręgowego w Rzeszowie z 2015 r. jest jednoznaczny. Ponowne obranie takiej samej ścieżki prawnej przez dyrekcję Szpitala Bielańskiego wydaje się więc bardzo mało rozsądną decyzją. „Szpital Pro-Familia w Rzeszowie, mając na uwadze charakter prowadzonej działalności, powinien wliczyć w jej ryzyko protesty i manifestacje związane z przedsiębranymi przez tę placówkę czynnościami (wykonywaniem aborcji przy. red)” – czytamy w uzasadnieniu wyroku Sądu Okręgowego w Rzeszowie. Sędziowie podkreślili, że skoro w szpitalu dokonano 4 aborcji, to oskarżeni wolontariusze prolife nie mogli tej placówki narazić na „poniżenie w opinii publicznej, czy też na „utratę zaufania”, bo głoszone przez nich hasła były prawdziwe.

„Przymiotu zniesławiającego nie można przypisać zarzutom stawianym szpitalowi przez oskarżonych w głoszonych treściach: «zabijanie chorych dzieci w szpitalu Pro-Familia», skoro zabiegi tego typu były dokonane w tej placówce”, podkreślił skład sędziowski.

Tyle aborcji co na całym Śląsku

W kontekście prywatnego oskarżenia ze strony dyrekcji pod adresem lidera organizacji prolife, trzeba przypomnieć, że Szpital Bielański pod względem wykonywanych aborcji jest znany w całej Polsce. Według danych ujawnionych na wniosek Fundacji Pro-Prawo do Życia w tej placówce medycznej w ciągu ostatnich 10 lat drastycznie zwiększyła się ilość wykonanych aborcji. Podczas, gdy w 2008 r. na Bielanach zabito 38 nienarodzonych dzieci, to w 2016 r. życie straciło już 115 dzieci, a w 2017 r. aż 131. Praktycznie wszystkie aborcje dokonano z powodów eugenicznych, czyli podejrzenia prawdopodobieństwa choroby lub niepełnosprawności dzieci.

Aby pokazać skalę aborcji dokonywanych w Szpitalu Bielańskim można porównać te statystyki z innymi regionami Polski. Dla przykładu w całym województwie śląskim w 2016 r. zabito 120 nienarodzonych dzieci. Oznacza to, że niewielki warszawski szpital wyrabia praktycznie całą „normę” wszystkich szpitali z województwa śląskiego.

„Fenomenem” Szpitala Bielańskiego jest także jeden bardzo istotny historyczny fakt. Chodzi o przełomowe i szeroko opisywane wydarzenie, którym była aborcja chłopca z Zespołem Downa w 2011 r. Profesorowie uniwersyteckiego szpitala w Poznaniu nie chcieli zabić tego dziecka. „Zespół Downa nie musi oznaczać ciężkiego upośledzenia, ani nie jest zagrożeniem dla życia” – napisali w oświadczeniu poznańscy lekarze. Podkreślili jednoznacznie, że dziecko nie kwalifikowało się do tzw. „legalnej aborcji”.

Okazało się, że to, co było uznane za nielegalną aborcję przez lekarzy w Poznaniu, „legalne” stało się na warszawskich Bielanach. Ówczesny ordynator ginekologii chwalił się na łamach prasy, że osobiście podjął decyzję o aborcji dziecka z Zespołem Downa. – Takie nagłośnione aborcyjne kampanie przyczyniały się do tego, że lekarze w innych szpitalach zaczęli bać się odmawiania aborcji. Dlatego aborcji eugenicznych z roku na rok przybywa, choć zapisy ustawy są takie same – mówi mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes „Ordo Iuris”.

Ofiarami mogą być także zdrowe dzieci

Prawo aborcyjne zostało uchwalone w 1993 r. i bez zmian funkcjonuje do dziś. Jednak w ciągu 20 lat ilość aborcji eugenicznych wzrosła z 39 w 1996 r. do 1042 w 2016 r. Oznacza to przyrost o ponad 2,6 tys. procent. Aby zrozumieć skalę eugenicznego „postępu” w medycynie należy wskazać, że w samym Szpitalu Bielańskim w 2017 r. było ponad trzy razy więcej aborcji eugenicznych niż w 1996 r. dokonano w całej Polsce.

Wobec tak szokujących statystyk eugenicznych w szpitalach na alarm biją medycy z Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich. – Ten dynamiczny wzrost liczby wewnątrzłonowo uśmierconych dzieci może być wynikiem zmian kryteriów dotyczących uzasadnienia aborcji w konkretnych przypadkach, popularyzacji tzw. programu profilaktyki wad wrodzonych, polegającego na prenatalnym rozpoznawaniu wady poczętego i rozwijającego się w łonie matki dziecka i proponowaniu rodzicom zabójstwa ich dziecka w procedurze aborcji. „Program” ten zapewnia szpitalom dodatkowe dochody. Rodzice są nierzadko przymuszani przez lekarzy do uczestniczenia w tym programie, a lekarze przez swoich przełożonych do rezygnowania z przysługującej im klauzuli sumienia – wskazują katoliccy lekarze w liście do Ministra Zdrowia. – Najczęściej zabójstwa wewnątrzłonowe są wykonywane w szpitalach bez równoczasowej weryfikacji anatomopatologicznej i genetycznej choroby dziecka, dlatego nie można wykluczyć, że coraz częściej życie, już w łonie matki, tracą zupełnie zdrowe, ale niechciane przez rodziców dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Słubice: Obraz św. Józefa Kaliskiego peregrynuje w parafii Ducha Świętego

2019-03-24 10:18

Kamil Krasowski

Obraz św. Józefa z Kalisza nawiedził parafię Matki Bożej Częstochowskiej w Cybince (21-22 marca) i parafię Najświętszego Serca Pana Jezusa w Rzepinie (22-23 marca). Obecnie jego peregrynacja odbywa się w parafii Ducha Świętego w Słubicach.

Michał Sobociński
23 marca obraz przybył do parafii Ducha Świętego w Słubicach

Poniżej przedstawiamy zdjęcia ze Słubic.

Zobacz zdjęcia: Peregrynacja obrazu św. Józefa Kaliskiego w Słubicach
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem