Reklama

Odcisnąć ślad na piasku

2018-08-08 10:15

Piotr Iwicki
Niedziela Ogólnopolska 32/2018, str. 36-37

Piotr Iwicki
Tomek Stańko ze  wszystkich polskich jazzmanów zaszedł najdalej, stworzył swój muzyczny świat, niepowtarzalne brzmienie, odcisnął silne piętno, a  tym, co zagrał i  nagrał, złożył na gatunku swój podpis – powiedział o zmarłym trębaczu Włodek PawlikNamysło

Sztuka dzisiaj – czy raczej komercyjne działania w obrębie sztuki, tej pisanej dźwiękiem – to zjawisko przemijające. Muzyczne mody, gwiazdki jednego sezonu (czy raczej komety półsezonu) aspirujące do miana gwiazd, o których już za kilkanaście tygodni nikt nie będzie pamiętać, to przeciwległy biegun do tego, co dał nam Tomasz Stańko.

Gigant europejskiego jazzu, swingujący obywatel świata, trębacz, który dla polskiej muzyki – jazzu – uczynił więcej niż ktokolwiek w historii, odszedł w ostatnią niedzielę lipca jako człowiek pogodzony z tym, że przemija.

– Piotr, ja gasnę, jestem, a już mnie nie ma – powiedział mi miesiąc temu, kiedy już tylko cud mógł go wyciągnąć z choroby nowotworowej. Zdradził, że nie chce walczyć za wszelką cenę, poddając się drakońskim terapiom. – Albo wyzdrowieję naturalnie, albo odejdę naturalnie. Wiem, że płacę cenę za całe swoje życie, za to, że nie zawsze dbałem o siebie tak, jak trzeba, a co gorsze, sam sobie szkodziłem – powiedział spokojnie. Tak może mówić jedynie człowiek spełniony, zwłaszcza kiedy ma świadomość dojścia do kresu smugi cienia. Ale Tomek Stańko taki był. To, co robił, cechowały świadomość i konsekwencja, a przed nimi kroczyła wizja. Decyzję o wejściu do świata jazzu w czasach, kiedy wszystko, co amerykańskie, było z góry negowane jako przejaw kultury imperializmu, podjął świadomie, zauroczony koncertem Dave’a Brubecka. Po latach związania się z krakowskim środowiskiem artystycznym (był absolwentem tamtejszej Akademii Muzycznej w klasie trąbki), zauważony przez tuzów polskiego jazzu, trafił pod skrzydła pianisty i kompozytora Krzysztofa Komedy. To całkowicie odmieniło życie Stańki i odcisnęło głębokie piętno na jego twórczości na zawsze. Wydana w 1966 r.płyta „Astigmatic”, na której obok Komedy i Stańki grają Zbigniew Namysłowski (saksofon altowy), Rune Carlsson (perkusja) i Günter Lenz (kontrabas), to do dzisiaj najważniejszy album polskiego jazzu i jedna z kluczowych płyt dla europejskiego brzmienia w obrębie tego gatunku. To zdanie podzielają jednogłośnie luminarze jazzu, od Manfreda Eichera – szefa słynnej monachijskiej wytwórni płytowej ECM, z którą Stańko się związał i stał się gwiazdą jej katalogu obok Keitha Jarretta i Jana Garbarka – po fanów, a w identycznym tonie mówi nasz jedyny jazzowy laureat Grammy Włodek Pawlik.

– Tomek Stańko ze wszystkich polskich jazzmanów zaszedł najdalej, stworzył swój muzyczny świat, niepowtarzalne brzmienie, odcisnął silne piętno, a tym, co zagrał i nagrał, złożył na gatunku swój podpis – powiedział pianista.

Reklama

Tomasz Stańko w całej swojej twórczości odwoływał się do brzmienia, które wypracował kwintet Komedy. Pierwszym jego wejściem na jazzowy szczyt było wydanie albumu „Balladyna” (ECM 1976), jednak na prawdziwie światowy sukces musiał poczekać jeszcze blisko dwie dekady. Za ten fakt obwiniał wyłącznie siebie. W jednej z rozmów zdradził mi, że się pogubił i wszedł na bezdroże używek. Wszelkich. I przyznam się, że tę szczerość u Tomka bardzo ceniłem. On sam powiedział o tym bez ogródek w znakomitej autobiografii „Desperado”, w której opowiedział Rafałowi Księżykowi swoje życie, bez retuszu.

– Niech młodzi traktują moje błędy jako przestrogę – przyznał, kiedy zagadnąłem go o megaszczerość płynącą z książki.

I to właśnie lata pełne znakomitych płyt, często tak artystycznie progresywnych, że jeszcze długo będą uznawane za awangardowe, spowolniły powrót Stańki na scenę w światowym wymiarze. Stało się to w 1995 r. wraz z albumem „Matka Joanna” (ECM), który szybko ponownie wpisał trębacza w międzynarodowy krwiobieg jazzowych festiwali, prasowych recenzji, wywiadów w najważniejszych magazynach globu. Kolejny eceemowski album „Leosia” umocnił pozycję artysty, aż do słynnej płyty „Litania: The Music of Krzysztof Komeda” (ECM 1997), która spowodowała eksplozję popularności jazzmana w światowym formacie. Tu powróciło echo współpracy z Komedą, płyta w całości odwołuje się bowiem do spuścizny po naszym kompozytorze. Dzięki tej płycie Stańko trafił na jazzowy olimp, a jeśli miarą sukcesu są niezliczone koncerty i obecność w najbardziej prestiżowej ankiecie jazzu – wpływowego amerykańskiego magazynu „Downbeat” – to można mówić o artystycznym i komercyjnym sukcesie. Do dzisiaj album plasuje się w okolicach 200. miejsca w kategorii bestsellerów awangardowego jazzu, w formacie światowym (amazon.com)! Kolejne płyty Stańki potwierdzały każdym dźwiękiem słuszność wpisania go do elity.

Ale jest pewien wątek, który w licznych publikacjach ostatnich dni został dziwnie przemilczany. Otóż jazz to niekończąca się sztafeta pokoleń. Mistrzowie mają swoich sukcesorów, epigonów, ich dzieło trwa w sposób żywy. Tematy w jazzie są przetwarzane, interpretowane, stają się standardami gatunku. Stańko, powołując do swoich zespołów młodych muzyków, często otwierał przed nimi drzwi do wielkiej samodzielnej kariery. Bezspornie artystyczne miejsce, w którym znajduje się obecnie Marcin Wasilewski, członek polskiego kwartetu Stańki, który dopełniali Michał Miśkiewcz (perkusja) i Sławomir Kurkiewicz (kontrabas), czyli samoistnie kiedyś Simple Acoustic Trio, a dzisiaj Marcin Wasilewski Trio (również nagrywają dla ECM), nie byłoby tak oczywiste, gdyby nie zapoczątkowana albumem „Soul of Things” (ECM 2002) współpraca z Tomaszem Stańką.

Każdy ma jakieś swoje wspomnienia związane z Tomkiem Stańką. Gdybym napisał, że się kolegowaliśmy, tobym przesadził. Ceniłem to, co grał, on cenił – co werbalizował słownie – moje pisanie. Bywało, że dzwonił i pytał mnie o zdanie, aby utwierdzić się w przekonaniu co do wyboru tej czy innej gwiazdy festiwalu w Bielsku-

-Białej, którego był artystycznym szefem. Jednak z perspektywy czasu widzę, jak ważne było jego zaistnienie w moim życiu. Pierwszym koncertem, który zrecenzowałem dla wielkonakładowego dziennika, był koncert Tomka. Z nim zrobiłem pierwszy w życiu duży (godzinny) wywiad radiowy. Wreszcie kilka lat temu zagrałem z Tomkiem w towarzyszącej mu orkiestrze. Rozmów o sztuce, często z jego mocnym piętnem filozoficznego ujęcia, nie zliczę. Były trochę jak lekcja. Nie miał w sobie nic z gwiazdy w sensie tabloidowym i celebryckim. Ale był gwiazdą muzyki – sztuki. Człowiekiem o totalnej świadomości show-biznesu. Wszystko, co robił, robił z klasą. Nic dziwnego, że jako niedoszły plastyk świetnie się ubierał. Miał czas dla dziennikarzy, fotoreporterów, fanów. Chodził na koncerty, co wśród jazzmanów, muzyków w ogóle, nie jest nagminne. Potrafił docenić innych, ale był również srogim krytykiem. Cenił odwagę i bezkompromisowość, stawiał je ponad cyrkową wirtuozerię. W ostatnich latach bardzo o siebie dbał. Dużo czytał, słuchał rozmaitej muzyki, uwielbiał chodzić do galerii z malarstwem.

– Poeci recytują swoje wiersze, malarze wyrażają się na płótnie, pisarze wydają kolejne książki, aktor zachwyca na scenie lub w filmie, a ja gram na trąbce. Tylko to potrafię. Trochę grałem na skrzypcach, ale zostałem trębaczem. Pewnie gdybym dostał inny instrument od losu, grałbym na czymś innym. A tak bardzo muszę dbać o zęby, bo trębacz bez zębów nie pogra. Wiesz, ile to kosztuje?! – powiedział mi kiedyś i wybuchnął śmiechem. Cały Tomek. Kiedy puszczam sobie wydaną przed niespełna dwoma laty „Litanię” (oczywiście, Stańko u boku Komedy) w wersji z archiwów Polskiego Radia, widzę w jego muzyce zarys Tatr, kapliczkę w jesiennej szarudze. Niby nie malował, a był malarzem. Tyle że zamiast farb i płótna używał nut i trąbki. Przeszedł przez życie, pozostawiając swój ślad odciśnięty jak na piasku.

Piotr Iwicki
Muzyk, publicysta

Tagi:
zmarły

Reklama

Częstochowa: zmarł Michał Woziwodzki

2019-03-19 07:17

Z żalem żegnamy śp. Michała Woziwodzkiego, człowieka odważnego i prawego, działacza "Solidarności" Częstochowskiej Huty, delegata na I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ "Solidarność" Radnego Miasta Częstochowy I kadencji, członka Rady Ligi Miejskiej.

pixel2013/pixabay.com

Rodzinie Zmarłego składamy wyrazy Solidarności w bólu.

W imieniu Rady Ligi Miejskiej

Przewodniczący Tadeusz Wrona

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bycie prawdziwym mężczyzną to bycie człowiekiem odpowiedzialnym

2019-03-20 06:41

Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

- Wątek Heroda i zagrożeń, które są i które dotyczą dzieci ciągle wraca. Ciągle potrzeba nam tego spojrzenia ojca, który jest szczęśliwy, że jego dziecko jest uratowane, ale jednocześnie zatroskany o to, co może się dziecku w przyszłości przydarzyć - mówił abp Marek Jędraszewski podczas Mszy św. sprawowanej w uroczystość św. Józefa Patrona Krakowa w Bazylice Mariackiej w Krakowie.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Przed Mszą św. metropolita krakowski z prezydentem Krakowa Jackiem Majchrowskim i przewodniczącym Rady Miasta złożyli kwiaty przed obrazem św. Józefa z Dzięciątkiem. Na początku Eucharystii proboszcz parafii Mariackiej ks. Dariusz Raś przywitał metropolitę krakowskiego, przedstawicieli władz i wszystkich krakowian. Wyjaśnił, że sprawowana jest ona w intencji krakowian z inicjatywy władz miasta.

– To wymowny gest żywej i wspólnej tradycji opartej na chrześcijańskich fundamentach.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Ks. Raś podkreślił także fakt fundacji nowego dzwonu na 700-lecie poświęcenia kościoła Mariackiego, który będzie nosił imię św. Józefa z Nazaretu i będzie świadectwem wiary ludzi XXI wieku.

– Ten dzwon wybrzmi na 12. kondygnacji wieży dzwonnicy, gdzie o godz. 12.04 po hejnale w samo południe będzie wzywał do zamyślenia i wiary krakowian i naszych gości.

W homilii abp Marek Jędraszewski podkreślił, że Józef znalazł się w sytuacji bardzo trudnej i zupełnie dla siebie niezrozumiałej. Jego ukochana Maryja, której wierności był pewny – spodziewa się dziecka.

– Niespokojne i pełne miłości serce Józefa zatroskane jest jedynie o to jak Ją ocalić. Jak sprawić, by nie została narażona na zniesławienie. I jedyne wyjście jakie podpowiadało mu ówczesne prawo, to oddalić Ją. Nadzwyczajna interwencja Boga poprzez anioła – weź Ją do siebie. Zaopiekuj się Nią i strzeż. Przyjmij także to Dziecko, które z Niej mocą Ducha się narodzi, bo Ono będzie Zbawicielem świata.

Józef był posłuszny Bożym nakazom i w ten sposób pokonał niepokoje swojego serca. Musiał jednak pokonać także przeciwności zewnętrzne, m.in. gniew Heroda.

– Od tamtych wydarzeń minęło tyle wieków, a przecież wątek Heroda i zagrożeń, które są i które dotyczą dzieci ciągle wraca. Ciągle potrzeba nam tego spojrzenia ojca, który jest szczęśliwy, że jego dziecko jest uratowane, ale jednocześnie zatroskany o to, co może się dziecku w przyszłości przydarzyć.

Metropolita zaznaczył, że wątek Heroda wrócił niedawno w sposób niezwykle dramatyczny podczas odbywającego się w lutym w Watykanie spotkania na temat ochrony małoletnich w Kościele. Ojciec św. mówił wtedy, że wykorzystywanie seksualne małoletnich zawsze ma związek z władzą i jej nadużywaniem.

– Próbując zrozumieć tragedię dzisiejszego świata, tragedię, która rzuca tak przerażający cień na nas wszystkich, jako, że ofiarami tego zła są bezbronne dzieci, papież mówił tak: „W obliczu takiego okrucieństwa, tak wielkiej bałwochwalczej ofiary z dzieci dla bożka władzy, pieniędzy, pychy, buty, nie wystarczają wyjaśnienia empiryczne. Nie mogą one uzmysłowić skali i głębi tego dramatu. (…) Dzisiaj stoimy w obliczu przejawu zła, bezczelnego, agresywnego i destrukcyjnego. Kryje się za tym i jest w tym duch zła, który w swojej bucie i pysze czuje się panem świata i myśli, że wygrał. I chcę to wam powiedzieć z autorytetem brata i ojca, owszem małego, ale który jest pasterzem Kościoła, który przewodzi w miłości: w tych bolesnych przypadkach widzę rękę zła, które nie oszczędza nawet niewinności maluczkich. A to skłania mnie do pomyślenia o przykładzie Heroda, który, pobudzany strachem przed utratą swej władzy nakazał rzeź wszystkich dzieci w Betlejem.”

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Arcybiskup podkreślił, że obecnie jesteśmy świadkami ogromnego zderzenia cywilizacyjnego – wyrastamy z tradycji chrześcijańskiej i Dekalogu, ale mamy do czynienia z budzeniem się nowej antychrześcijańskiej cywilizacji.

– Cywilizacja ta w miejsce tej miłości, jaką głosił i jaką swoim życiem urzeczywistnił nasz Pan Jezus Chrystus – głosi jedną wielką pochwałę użycia. Nie ma już obiektywnej prawdy, nie ma trwałych wartości, jest tylko pogoń za przyjemnościami i wszystko to jest dobrem, co służy zaspokajaniu własnych pożądań. To głoszą piewcy nowej cywilizacji. Ostatnio udowadniają, że ten program musi się także odnieść do dzieci. Stąd wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia, mówiące jak dzieci deprawować począwszy już od czwartego roku życia. Jak pozbawiać je niewinności. Jak krzywdzić je, pozbawiając dzieciństwa. I jakże boleć musi nasz naród, który jest dumny z liczącej ponad 1050 lat chrześcijańskiej tradycji to, że są bardzo głośne ostatnio inicjatywy, by tego rodzaju programy wprowadzać do polskich szkół.

Metropolita zaznaczył, że na szczęście są ludzie, którzy widzą zagrożenie i protestują i tym samym narażają się wpływowemu lobby, które chce tym razem uderzyć w najbardziej niewinne istoty. O takich ludziach – prawego sumienia – Jan Paweł II mówił, że mogą ocalić Europę.

Następnie arcybiskup przytoczył najważniejsze stwierdzenia stanowiska Konferencji Episkopatu Polski wobec tak zwanej Karty LGBT. Po pierwsze Bóg stworzył człowieka na swój obraz jako mężczyznę i kobietę i obdarzył ich równą godnością, a „proponowane alternatywne wizje człowieka nie liczą się z prawdą o ludzkiej naturze, a odwołują się jedynie do wymyślonych ideologicznych wyobrażeń” (punkt 2). Polskich biskupów najbardziej niepokoją projekty zajęć edukacyjnych wprowadzające „kwestie tożsamości psychoseksualnej i identyfikacji płciowej, zgodnej ze standardami i wytycznymi WHO (World Health Organization – Światowa Organizacja Zdrowia). Projekt ten może łatwo pozbawić rodziców wpływu na wychowanie ich dzieci i stać się programem je deprawującym” (punkt 6). Obawy związane są również z tym, że karta ta może wprowadzać do szkół program oparty na ideologii gender, a „wychowanie to ma na celu oswojenie dzieci z różnymi formami relacji płciowych, a więc nie tylko rodzicielskim związkiem mężczyzny i kobiety, ale także z zachowaniami samotniczo-ipsacyjnymi, biseksualnymi, homoseksualnymi, dezaprobaty płci w postaci różnych postaci transseksualizmu (punkt 7). Biskupi podkreślają, że wychowanie musi być wprowadzane stopniowo. „W procesie wychowania dziecko winno na pierwszym miejscu poznać piękno miłości, która nie skupia się na sobie, ale uczy dostrzegania innych osób i nabywania umiejętności dzielenia się z nimi radością, również za cenę własnych wyrzeczeń. Koncentracja na sobie, egoistyczne sprawianie sobie przyjemności i zaspokajanie swoich potrzeb, nie jest w stanie ukształtować człowieka jako zintegrowanego wewnętrznie na poziomie sfery ducha i ciała, otwartego na potrzeby drugiej osoby oraz przygotować je do wspólnoty życia” (punkt 8).

Stąd, jak wskazał metropolita, wynika tak konieczna dzisiaj obrona rodziny. Stanowisko polskich biskupów kończy się jednoznacznym apelem:

„Biskupi wraz z rodzinami i środowiskami wyrażającymi sprzeciw wobec wspomnianej Karty, je wspierają i przypominają, że zgodnie z Konstytucją RP „każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed (…) demoralizacją” (art. 72 ust. 1). Dlatego też apelują o wycofanie budzących wątpliwości etyczne i prawne rozwiązań zawartych w tak zwanej Karcie LGBT.”

Na zakończenie homilii metropolita krakowski nawiązał do nowego dzwonu, który wkrótce ma dołączyć do dzwonów kościoła Mariackiego.

– Niech ten dzwon, który już niedługo będzie rozbrzmiewał na cały Kraków z wysokości mariackich wież, będzie wtórował spojrzeniu św. Józefa z czczonego tutaj obrazu. Niech wzywa do obrony najbardziej niewinnych i zagrożonych, niech pobudza nasze sumienia. Niech mówi wszystkim, że bycie prawdziwym mężczyzną to bycie człowiekiem odpowiedzialnym za drugiego, za małżonkę, za dziecko, za ich szczęście, za pokój, za poczucie że są naprawdę kochani. Św. Józefie – Opiekunie Kościoła świętego módl się za nami!

Św. Józef jest patronem Miasta Krakowa od 1715 roku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież nie spotka się z migrantami

2019-03-20 20:07

vaticannews / Tanger (KAI)

Relacje między katolikami i muzułmanami w Maroku są bardzo dobre. Kraj ten jest tradycyjnie tolerancyjny dla mniejszości. Co więcej spotykam się tu z większym szacunkiem i otwarciem niż na przykład w Hiszpanii – powiedział arcybiskup Tangeru Santiago Agrelo Martinez na 10 dni przed papieską podróżą do tego kraju.

Wojciech Łączyński

Ten hiszpański biskup misyjny pełni swoją funkcję od 11 lat. Zapewnia, że współpraca z muzułmanami układa mu się dobrze i stale się rozwija. To nie ona będzie więc głównym tematem tej podróży, choć, jak zaznaczył, zarówno w świecie chrześcijańskim, jak i muzułmańskim trzeba wyciszać wzajemne resentymenty, bo to może prowadzić tylko do złego.

Głównym problemem Kościoła w Maroku są obecnie migranci. Bardzo często znaleźli się oni w ślepym zaułku: ani nie mogą przedostać się do Europy, ani nie mogą wrócić do domu. Mówi abp Martinez.

"Tym, co najbardziej leży mi na sercu, jest więc nie tyle relacja ze światem muzułmańskim, co sytuacja migrantów. Tu napotykamy najwięcej trudności. Ci młodzi ludzie, zarówno tu w Maroku, jak i w Libii, znajdują się w bardzo trudnej sytuacji. Nie mają żadnej przyszłości. Wszystkie drogi są dla nich zamknięte. Polityka zamyka im drogę. Mam nadzieję, że Papież zajmie się tym problemem. Ci młodzi ludzie mają wielkie oczekiwania względem wizyty Ojca Świętego w Maroku. Oni sami nie będą mogli się spotkać z Franciszkiem, bo nie mają dokumentów, nie mają zameldowania. Nie będą mogli być blisko Papieża, ale mam nadzieję, że Papież będzie blisko nich i że oni to poczują – powiedział Radiu Watykańskiemu abp Martinez.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem