Reklama

Ma 100 lat i wciąż się uczy

2018-08-08 10:23

Małgorzata Cichoń
Edycja małopolska 32/2018, str. VI

Małgorzata Cichoń
Barbara Kaden-Swolkień – 100-latka na uniwersytecie

Choć to już niezwykła okazja, by ją przedstawić na naszych łamach, jest i kolejna – pani Barbara od 7 lat studiuje na Uniwersytecie Trzeciego Wieku (UTW) przy Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II (UPJPII) w Krakowie, a tuż po wakacjach ma zamiar podjąć studia stacjonarne z teologii. Jeśli więc ktoś – ze względu na swój wiek – obawia się podjąć nowego wyzwania, powinien poznać sekret żywotności tej 100-latki. Musi go jednak odczytać pomiędzy wierszami...

O co (nie) pytają

Spotykamy się w pokoju profesorskim na UPJPII, towarzyszy nam ks. dr hab. Jan Dziedzic, prof. UPJPII, kierownik ds. tutejszego UTW. – Ostatnio stała się pani osobą bardzo medialną. Udziela wywiadów: „Dziennikowi Polskiemu”, TVN, a teraz „Niedzieli”. Jakie pytania stawiają najczęściej dziennikarze? – postanawiam przejść do meritum. A Barbara Kaden-Swolkień bez wahania stwierdza: – O receptę na długowieczność. Tymi pytaniami jestem zasypywana nie tylko przez dziennikarzy, ale i osoby, które mnie znają z ulicy.

– I co im pani odpowiada? – Zgodnie z prawdą, że nie mam recepty. Nie utrzymuję diety, co teraz jest uznane za jedną z przyczyn śmierci, bo wpływa na choroby kardiologiczne. Jednak już od dzieciństwa nie lubiłam tłuszczy: do dziś nie znoszę masła. Nawet jeżeli kawałek pieczywa odkrojono nożem po maśle, to już tego nie zjem. Kiedyś jajka były w niełasce, teraz wróciły i spożywam je w ilości 2-4 na tydzień. Słodycze bardzo lubię, natomiast herbata musi być bez cukru, bo bym nie wypiła. Gdy w dzieciństwie z jedzenia masła zwolnił mnie znany pediatra, to brałam za to coś słodkiego do chleba, wobec czego popijałam już gorzką herbatą – zdradza swe nawyki żywieniowe urodzona w Rabce-Zdroju seniorka.

Reklama

– A o co ludzie nie pytają, choć chętnie by im pani opowiedziała, mając doświadczenie 100 przeżytych lat? – przechodzę do poważniejszych zagadnień. – Z rozmowy z dziennikarzami TVN wywnioskowałam, że słuchają Radia Maryja. Mówiłam im, że to jest mój uniwersytet, z kolosalną różnorodnością tematyki, zbieżnością ze współczesnymi wydarzeniami, popularyzacją Starego i Nowego Testamentu, co jest dla mnie rzeczą bardzo istotną, bo postanowiłam przeczytać całą Biblię. Nie bardzo mi się to udaje, szczególnie jeśli chodzi o Stary Testament. Wiek robi już swoje i gdy np. położę się w ciągu dnia – potrafię przespać audycję, która mnie interesuje. A zawsze staram się słuchać ks. prof. Henryka Witczyka. To mój ulubiony teolog, który jest jednym z prowadzących audycję pt. „Szukając Słowa Bożego”. Dzięki niej jestem przygotowana do udziału w niedzielnej liturgii.

Spełnione życzenia

– Czy długie życie jest wartością? Przecież wszyscy sobie tego życzymy, śpiewając „100 lat” – dopytuję. – Uważam, że to wspaniały wiek! Ta długa doczesność daje możność poprawy życia i, jak to się mówi, „dostania do nieba” – odpowiada pani Barbara. Myli się jednak ten, kto sądzi, że czas przeszedł jej bezproblemowo. Po 10 latach małżeństwa jej rodzice rozwiedli się. Brat i ojczym zginęli w Auschwitz. Pochowała męża, a niedawno – najstarszego syna. Sama uległa dwóm wypadkom i pomimo zaawansowanej osteoporozy, jej kości nie złamały się. – Lekarz prowadzący uważa to prawie za cud, a rodzina mówi, ze jestem z żelaza – uśmiecha się seniorka.

Życząc sobie 100 lat dodajemy: „w miłości, radości, zdrowiu”. A co pomaga przejść przez te „ciemniejsze” dni? – Bardzo pomaga wiara. Wiadomo, że ludzie wierzący mają motywację całkiem różną od niewierzących. Tak się złożyło, że gimnazjum w Rabce, do którego uczęszczałam, prowadziły bardzo religijne panie: Irena, Zofia i Krystyna Szczuka. Ta ostatnia skończyła teologię i nam ją wykładała. Nigdy nie opuszczałam niedzielnej Eucharystii, a dziś staram się być na niej codziennie. Należę do parafii Mariackiej w Krakowie, a na Mszę św. chodzę do podlegającego jej kościoła św. Marka, gdzie posługują księża z UPJPII. Co miesiąc przystępuję co sakramentu pokuty i pojednania – mam stałego spowiednika, który jest równocześnie moim kierownikiem duchowym i każdorazowo poświęca mi na ten sakrament godzinę czasu. Jeśli chodzi o modlitwę, lubię „Ojcze Nasz”. W ciągu dnia preferuję akty strzeliste. Różne, swoimi słowami, np. często modlę się za zmarłych z rodziny – wyznaje seniorka.

Czy jej życie religijnie na emeryturze „rozkwitło”? – Gdy pracowałam jako lekarz (w Szpitalu Uzdrowiskowym w Krynicy, a także w Nowym Domu Zdrojowym na oddziale klinicznym, którego konsultantem był znany hematolog prof. Tadeusz Tempka) i prowadziłam dom, nie miałam możliwości być codziennie na Eucharystii. Dzieci mówią, że teraz jestem dewotką. Twierdzą też, że nie mogę mieć szerokich horyzontów, słuchając np. tylko jednego radia. A mnie szkoda czasu na kolejne serwisy informacyjne w innych stacjach. Jestem więc uważana w rodzinie za czarną owcę. Ale sobie z tego nic nie robię. Wybieram się – nie wiem, czy to się uda – na Sylwestra Radia Maryja do Torunia. Może by się z UTW kilka osób uzbierało na wspólny wyjazd? (Seniorka zwraca się do obecnego z nami ks. Jana Dziedzica). Ja bym miała oprócz siebie dwie pasażerki... Mam marzenie, żeby zatańczyć tam z o. Janem Królem, z pochodzenia góralem.

Twarz Uniwersytetu

Pani Barbara, „twarzą” UTW przy Uniwersytecie Papieskim, została jako 93-latka. – O studiach dla seniorów dowiedziałam się całkiem przypadkowo od znajomej dietetyczki, która tak jak ja przeniosła się z Krynicy do Krakowa. Powiedziała, że można się zapisać. Na drugi dzień po spotkaniu z nią zrobiłam to i jestem bardzo zadowolona. Interesują mnie zwłaszcza zajęcia z Biblii i teologii. Audycje w Radiu Maryja ułatwiają mi zrozumienie trudniejszych wykładów – przyznaje aktywna 100-latka.

Można powiedzieć, że „gen” otwartości na naukę i nowe wyzwania, pani Barbara odziedziczyła po przodkach. Jej ojciec, dr Adam Kaden, był literatem, malarzem i architektem. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, m.in. u prof. Ignacego Chrzanowskiego (ojca bł. Hanny Chrzanowskiej). – Tato był też mecenasem sztuki i nauki, wszechstronnie utalentowanym, z wyłączeniem muzykalności, czego i ja nie posiadam. Dobrze znał się z marszałkiem Józefem Piłsudskim, a nawet służył w Legionach, choć krótko, ze względu na stan zdrowia – opowiada córka Adama Kadena.

Jej dziadkiem (od strony matki), a zarazem ojcem chrzestnym, był Zygmunt Markowski, zasłużony w Polsce prof. medycyny i weterynarii. Z kolei dziadek ze strony ojca, lekarz pediatra dr Kazimierz Kaden, został właścicielem uzdrowiska w Rabce. A prapradziadek Ernest Leopold Kaden, weteran powstania listopadowego, to inżynier górnictwa i hutnictwa. Rodzina wywodzi się z Kadania w Czechach. Jak można przeczytać w internecie, jej przedstawiciele w XVI wieku bywali burgrabiami w Norymberdze, a od XVII wieku osiedlili się w Saksonii, gdzie pełnili godności na dworze Wettinów.

Geny pani Barbary, za przyczyną małżeństwa z kolegą ze studiów medycznych, Andrzejem Swolkienem, „połączyły” się z genami z Kresów, Litwy. Jaki więc moja rozmówczyni ma teraz charakter? – Dzieci mówią, że jestem uparta. Zgadzam się, jestem uparta, ale w pozytywnym celu – odpowiada z uśmiechem.

Ważne szczegóły

Po wakacjach 100-latka ma zamiar podjąć na UPJPII studia stacjonarne z teologii. – Jestem dalej zainteresowana rozwojem wiary – wyjaśnia. I od razu dopytuje ks. Jana, czy jest możliwe, by zapisała się na grekę i łacinę. Bo języki to jej hobby. W gimnazjum uczyła się francuskiego. Niemieckiego nauczyła się sama, nie mając żadnych kontaktów z Niemcami w czasie okupacji. Drugie jej hobby to meble antyczne. A motywacja, która sprawiła, że przed laty pani Barbara wybrała medycynę, jest wciąż aktualna: – Interesuje mnie człowiek – stwierdza emerytowana lekarka.

Czy myśli o przejściu do wieczności? – Chciałabym mieć przynajmniej dwa tygodnie na przygotowanie się. Bo uważam, że to najważniejszy dzień w życiu. Imponuje mi moja kuzynka, która świadomie umierała. Zaprosiła całą rodzinę i się z nimi żegnała.

– Trzeba przywiązywać wagę do każdego dnia, jakby miał być ostatnim. Ta dewiza bardzo mi odpowiada – mówi pogodna seniorka. – Bo przecież sto lat nie bierze się z niczego, składa się z poszczególnych dni, chwil... – zamyślam się. A moja rozmówczyni potwierdza: – Nasze życie składa się ze szczegółów. Przykładowo, dobry obiad to też istotna sprawa!

Mówi ks. Jan Dziedzic:
– Barbara Kaden-Swolkień jest jedną z najpilniejszych studentek Uniwersytetu Trzeciego Wieku przy UPJPII. Systematycznie uczęszcza na zajęcia, dni skupienia oraz inne uczelniane wydarzenia.

Tagi:
sylwetka

Multiinstrumentalista z Muchoboru Małego

2019-02-20 11:36

Anna Majowicz
Edycja wrocławska 8/2019, str. VIII

Anna Majowicz
Roman Wajler

Grał na wielu instrumentach: akordeonie, gitarze, pianinie, skrzypcach, trąbce..., ale to organy obdarzył największą miłością. To na nich, od ponad 35 lat gra w parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy na wrocławskim Muchoborze Małym. Roman Wajler – bohater dzisiejszego odcinka

Dwie miłości – muzyka i sport

Przygoda z muzyką Romana Wajlera rozpoczęła się już w Szczebrzeszynie, skąd pochodzi. Tam ukończył Państwowe Ognisko Muzyczne. – W szkole wykładał prof. Stanisław Bryk, który jednocześnie dyrygował orkiestrze w Liceum Pedagogicznym. Kiedyś poprosił mnie, abym wspomógł orkiestrę na konkursie w Lublinie. Brakowało mu trębacza, akordeonisty i ksylofonisty. Miałem doświadczenie gry na akordeonie, ale nie grałem wcześniej na pozostałych dwóch instrumentach – wspomina. To nie jedyny problem, z którym nasz bohater musiał się zmierzyć. – Nie byłem uczniem tego liceum, a w Przeglądzie Orkiestr mogli wziąć udział tylko uczniowie. Profesor wysłał mnie do dyrektora placówki, który przyjął mnie do szkoły. Tak stałem się licealistą – dodaje z uśmiechem. Dzięki zaangażowaniu i pracy Roman Wajler w krótkim czasie nauczył się gry na instrumentach i wystąpił z orkiestrą w Muszli Koncertowej Lublinie. Ich występ bisowano 10 razy!

Poza muzyką nasz bohater uwielbia sport. Po ukończeniu liceum wybrał studia w Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego we Wrocławiu (dzisiejsza Akademia Wychowania Fizycznego). Studia okazały się „strzałem w dziesiątkę” bo dzięki nim poznał ukochaną żonę Elżbietę. – Poznaliśmy się w 1963 r. na obozie zimowym w Karpaczu, gdzie realizowaliśmy program nauki jazdy na nartach – wyznaje. Dwa lata później para pobrała się i dziś poszczycić się może 54-letnim stażem małżeńskim. Małżonkowie doczekali się dwojga dzieci, czworga wnuków oraz prawnuczki.

Człowiek orkiestra

Po ukończeniu studiów małżonkowie zamieszali na wrocławskim Muchoborze Małym. Przez pierwsze dwa lata pan Roman pracował jako wuefista w Szkole Podstawowej nr 38, a kolejnych prawie 30 lat bliżej domu – w Szkole Podstawowej nr 28. Ponieważ zarobki nauczycieli nie należały do najlepszych, nasz bohater dorabiał w kilku innych miejscach. – Z prof. Mrozem, który był choreografem w Operze Wrocławskiej, prowadziliśmy szkółki taneczne w domach kultury: na Nowym Dworze i w Leśnicy. Dodatkowo z nim i z inspektorem orkiestry, który również pracował w Operze, prowadziliśmy Zespół Pieśni i Tańca w Trzebnicy. Byłem też akompaniatorem w sekcji muzycznej kobiet w klubie Odra Wrocław. Jednocześnie jako instruktor zapaśnictwa prowadziłem przy szkole szkółkę zapaśniczą – zaznacza.

Wszystko zmieniło się w 1982 r., kiedy córka pana Romana przystępowała do Pierwszej Komunii Świętej. – Pamiętam jak Sylwia wróciła z próby i przekazała mi informację o braku organisty. Postanowiłem spróbować. Udałem się do proboszcza (śp. Franciszka Skorusy), z prośbą o zezwolenie na próby. Zgodził się i tak zaczęła się moja przygoda. Po raz pierwszy zagrałem na Pasterce w 1982 r. – wspomina.

Praca organisty w parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy pozwoliła naszemu bohaterowi na porzucenie dodatkowych zajęć. W listopadzie 1996 r. zaproponowano mu pracę organisty na Cmentarzu Osobowickim. Pogrzeby obsługuje do dnia dzisiejszego, ale już nie na Osobowicach, a na Cmentarzu Grabiszyńskim.

Za wieloletnią posługę organisty abp Józef Kupny odznaczył Romana Wajlera Medalem św. Jadwigi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Porwanie księdza w Burkina Faso

2019-03-19 17:10

vaticannews.va / Wagadugu (KAI)

W Burkina Faso, w strefie kontrolowanej przez dżihadystów porwano kapłana. Od dwóch dni nie ma o nim wiadomości.

Senlay/pixabay.com

Ks. Joël Yougbaré został uprowadzony w Djibo, stolicy prowincji Soum, w regionie Sahelu, około 200 km na północ od stolicy kraju Wagadugu. Wiadomość przekazał biskup Laurent Dabiré z Dori. Region ten jest bardzo niebezpieczny ze względu na częste ataki bojówek islamskich.

Nieco ponad miesiąc temu na wschodzie kraju zginął hiszpański ksiądz oraz czterech celników. Burkina Faso od 2015 r. zmaga się z coraz częstszymi atakami dżihadystów. Najpierw grupy operowały na północy kraju, potem uderzyły w stolicę oraz inne regiony, szczególnie wschód kraju. W wyniku ataków przypisywanych bojówkom islamskim zginęło do tej pory ponad 300 osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zielona Góra: Uroczystości odpustowe ku czci św. Józefa

2019-03-19 23:01

Kamil Krasowski

Obraz św. Józefa z sanktuarium w Kaliszu przybył dzisiaj do parafii św. Józefa w Zielonej Górze. Uroczystej Mszy św. odpustowej w kościele parafialnym przewodniczył biskup senior diecezji kaliskiej Stanisław Napierała.

Karolina Krasowska
Obraz przybył do zielonogórskiej parafii św. Józefa

Uroczystości w kościele św. Józefa w Zielonej Górze rozpoczęły się od ceremonii powitania obrazu, który przybył do naszej diecezji z sanktuarium w Kaliszu. Obraz powitali parafianie - małżeństwo Aleksandry i Mikołaja Skalskich. - W ten uroczysty dzień naszego święta parafialnego stajemy przed Tobą, Boże wraz z naszym patronem św. Józefem. I z tym większą radością i wdzięcznością, że jest tu z nami obraz z Narodowego Sanktuarium św. Józefa Kaliskiego. Dziękujemy, że dałeś nam ten szczególny czas łaski i mocno wierzymy, że w tym czasie będziemy mogli wyjednać łaski dla naszych rodzin, parafii i wszystkich, którzy tu przyszli - mówił Mikołaj Skalski, witając obraz. - Święty Józefie, bądź naszym przewodnikiem na trudnych i krętych ścieżkach życia, prowadź nas prostą drogą do Jezusa i Maryi. Uproś nam łaskę czystej, bezinteresownej miłości do wszystkich, których spotykamy na naszych życiowych drogach, abyśmy zapatrzeni w przykład Twojego świętego życia starali się być szlachetni, prawi i zdolni do poświęceń.

Zobacz zdjęcia: Peregrynacja obrazu św. Józefa w Zielonej Górze. Uroczystości odpustowe ku czci św. Józefa Oblubieńca

Powitania obrazu dokonał także gospodarz wspólnoty ks. kan. Leszek Kazimierczak, proboszcz parafii św. Józefa w Zielonej Górze.

Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił bp Stanisław Napierała, biskup senior diecezji kaliskiej, który opowiedział uczestnikom Liturgii o motywach powstania obrazu św. Józefa Kaliskiego, jego peregrynacji po diecezjach w Polsce i o znaczeniu tego, co autor umieścił na płótnie.

Po zakończonej Eucharystii odbył się blok ewangelizacyjno-modlitewny dla mężczyzn i młodzieńców pt. "Milczeć. Walczyć. Kochać". Drugiego dnia peregrynacji 20 marca będzie można nawiedzać obraz w kościele w godzinach od 8 do 15. Po Koronce do Bożego Miłosierdzia odbędzie się jego pożegnanie. Obraz uda się do kolejnej parafii - św. Jadwigi Śląskiej w Krośnie Odrzańskim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem