Reklama

Św. Jan Paweł II jako hetman Chrystusa

2018-08-14 11:02

Rozmawia Ryszard Hubicki
Niedziela Ogólnopolska 33/2018, str. 18-20

Ryszard Rzepecki/Biały Kruk

Wydawnictwo „Biały Kruk” opublikowało I tom biografii św. Jana Pawła II pt. „Hetman Chrystusa”.

Ryszard Hubicki: – Jakie były okoliczności, które wpłynęły na decyzję opracowania i wydania tej wielkiej, czterotomowej biografii?

Jolanta Sosnowska: – W związku ze zbliżającą się 40. rocznicą inauguracji pontyfikatu pomyślałam o opracowaniu jednotomowej biografii, obejmującej najważniejsze lata pontyfikatu z punktu widzenia Kościoła. Ale szybko się okazało, że nie pomieszczę tych wszystkich znaczących wydarzeń, zwłaszcza że cytuję wiele papieskich myśli i refleksji. Poza tym nowe pokolenia nie pamiętają Papieża wcale albo tylko z końcówki pontyfikatu, a więc jako człowieka starego, schorowanego, a nie wiedzą, że był pełnym energii, wspaniałym, wysportowanym mężczyzną, przy tym erudytą i intelektualistą. Nie godzę się na redukowanie osoby św. Jana Pawła II do postaci delektującej się kremówkami i przedstawianie go w taki sposób. A tak, niestety, funkcjonuje w potocznej opinii.

– Książka nie ma charakteru naukowego – jest napisana dla każdego...

– Oparta jest wyłącznie na faktach. Przy okazji pisania tej książki wracam do wielu homilii, które dziś odczytywane mają charakter proroctw. Odkrywam myśli niezwykle przejmujące i świadczące o tym, że Papież już widział symptomy rozkładu, który dziś odczuwamy jako ludzie wierzący: dechrystianizacji Europy i świata, brutalnej laicyzacji życia, relatywizacji pojęcia prawdy i łamania sumień, a także, co jest niezwykle ważne, manipulacji w środkach przekazu. On już wtedy sygnalizował niebezpieczeństwa.

– A więc osoba Jana Pawła II ciągle zasługuje na lepsze i głębsze poznanie?

– Jak najbardziej. Materiał do przemyśleń i opracowania jest obfity, dlatego zmieniłam koncepcję tej biografii, planując cztery tomy. W tym, o którym rozmawiamy, przedstawiam zagadnienia związane z wyborem, ustanowienie nowych porządków w Watykanie, pierwsze lata pontyfikatu, pierwsze podróże apostolskie, zamach na życie i dziękczynną pielgrzymkę do Fatimy. Kolejne tomy będą kontynuacją wydarzeń oraz ilustracją rozwoju tez nakreślonych w przemówieniu inauguracyjnym. Staram się też przywołać koloryt niepowtarzalnych spotkań w różnych miejscach świata, pokazać osoby, z którymi rozmawiał Jan Paweł II. Na początku papieskiego posługiwania pojawiło się wiele publikacji o Karolu Wojtyle, bo osoba papieża „z dalekiego kraju” w jakimś stopniu była sensacją. Kiedy okazało się, że on nie ulega presjom medialnym, np. w sprawie dopuszczania kobiet do święceń kapłańskich, że nie można liczyć na zmianę stanowiska w sprawie aborcji – był nieustępliwy w obronie życia – przestał być traktowany przez publikatory jako sojusznik. Wtedy środki przekazu jakby odwróciły się od niego i widziano w nim wroga. Zaczęły się napaści na Papieża tak naprawdę za to, że trwał przy Chrystusie i Dekalogu.

– Czy w postępowaniu Papieża widać misję do spełnienia – zarówno w rozumieniu osobistym, jak i w odniesieniu do całej ludzkości?

– Oczywiście, że tak. Tym bardziej że często w mediach mówi się o nim, iż był gwiazdą, supermanem. Używa się wobec jego osoby nieadekwatnych sformułowań, gdyż on żadną gwiazdą nie był i nie chciał być. Nie zależało mu na tym, aby kamery czy mikrofony były kierowane w jego stronę – dla niego samego. On używał tych nowoczesnych środków przekazu po to, żeby głosić Chrystusa. Niektórzy jednak nie chcieli tego przyjmować do wiadomości. Papież jako człowiek medialny – owszem, ale za dużo o Panu Bogu to niech on nie mówi. W tym znaczeniu był hetmanem Chrystusa, człowiekiem walki. Walczył bez broni, walczył słowem, a przede wszystkim własnym przykładem. Kiedy przyjechał po raz pierwszy do Brazylii, a potem do Meksyku, witano go i żegnano, wołając: Janie Boży! Od początku też odwiedzał dzielnice nędzy, gdyż kraje Ameryki Południowej są naszpikowane biedą. W Meksyku próbowano nawet ukryć przed nim te dzielnice, w błędnym przeświadczeniu, że skoro jest z Europy, to nie będzie się dobrze orientował. Jan Paweł II był jednak świetnie poinformowany, zawsze tak było, gdyż do każdej pielgrzymki solidnie się przygotowywał. Podczas spotkań z biednymi ludźmi mówił, że przyjechał jako brat rozumiejący ich sytuację. W zdecydowanych słowach motywował ich do działania, a nie aprobaty biedy i czekania, aż ktoś im coś da. Stanowią wprawdzie Kościół ubogich, ale nie są odseparowani od Kościoła powszechnego. W książce cytuję wypowiedzi, aby czytelnik widział, jak Papież to rozumiał. A przy okazji Jan Paweł II zawsze opowiadał, z jakiego narodu i kraju pochodzi – jako świadectwo na możliwość odrodzenia się. Nawet jeśli minie wiek od jego śmierci, to nowi badacze i pisarze zawsze odkryją coś nowego, bo nowe czasy przyniosą inną perspektywę oceny tego, co Papież robił. Widać to np. w materiałach o Kościele ubogich sprzed lat, w porównaniu z tym, co dziś mówi papież Franciszek.

– Skoro w wypowiedziach Papieża pojawiały się dzieje i odrodzenie polskiego narodu, to chciałbym zapytać, czy jego opowieść budziła zainteresowanie tubylców i czy ten wątek znajdzie się w biografii.

– O, tak. Jan Paweł II kochał swoją Ojczyznę i był wspaniałym ambasadorem Polaków oraz polskości. O tym mało kto dzisiaj pamięta. Pokazuję więc, że od momentu, kiedy zasiadł na Stolicy Piotrowej, z dumą mówił, że jest Polakiem, że wywodzi się ze wspaniałego narodu, który od początku swych dziejów był związany z Chrystusem. Ten patriotyzm zjednywał mu przyjaciół na całym świecie i ułatwił pomoc, co urzeczywistniło się w Polsce w czasie Solidarności, a szczególnie po wprowadzeniu stanu wojennego. Wówczas dobitnie się okazało, jak wielkim rzecznikiem Polski i Polaków jest Jan Paweł II. Dodam, że na jego przyjazd uczono się języka polskiego. Witano Papieża śpiewem „Sto lat”, pozdrowieniem „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, a nawet piosenką „Góralu, czy ci nie żal?”. W ten sposób chciano ugościć nie tylko jego samego, ale także jego jako reprezentanta Polaków. Rozumiano jego szlachetną dumę z polskości i akceptowano przyznawanie się do swojego narodu. Przykład z dziejów jego ojczyzny uświadamiał uciemiężonym tubylcom np. w Afryce, że wszystko można pokonać, ale trzeba od siebie wymagać, wziąć się do pracy i walki – tak jak jego naród, który nigdy się nie załamał i skutecznie odrodził. Papież był wiarygodnym świadkiem. Wielu odkrywało w nim to, co my, Polacy, wiedzieliśmy wcześniej: człowieka głębokiej wiary i wyjątkowej mądrości.

– Czy można powiedzieć, że geniusz Papieża polegał też na tym, iż organizował on świadomość ludzi wokół spraw, które są nadrzędne?

– Tak. On naprawdę hetmanił, nadawał ton. Miał odwagę stawić czoła wyzwaniom; oczywiście, że nie zawsze wszystko się udawało. Już starożytni Grecy do apostoła Pawła mówili: „Posłuchamy cię innym razem”. Tu wspomnę, że podczas lotu do Meksyku Papież zwrócił uwagę, iż czuje się następcą nie tylko Piotra, ale też Pawła – Apostoła Narodów, który podjął skuteczną próbę ewangelizacji ówczesnego świata. Tak więc i Jan Paweł II wyruszał w świat, aby jednoczyć wokół Chrystusa, by nieść Dobrą Nowinę tym, którzy może jej jeszcze nigdy nie słyszeli. Albo o niej zapomnieli... A Pan Bóg wyposażył go hojnie, więc z powodzeniem pełnił misję obydwu apostołów.

– Stąd zapewne wynikła zmiana w pełnieniu urzędu papieskiego. Papieże dość długo uznawali się za więźniów Watykanu, a Jan Paweł II dość radykalnie przełamał ten schemat. Jak się ten proces kształtował?

– Choć wielu komentatorów nie chciało tego przyznać, Watykan uczył się od niego. Już w nocy z 16 na 17 października 1978 r., czyli tuż po wyborze, nowy papież opracował cały zrąb pontyfikatu i potem wypełniał go treścią – to był program. Z chwilą kiedy założono na niego białą szatę, on stał się Ojcem Świętym suwerennym, który dokładnie wie, co chce osiągnąć jako biskup Rzymu i papież. Miał świetne rozeznanie w świecie. Wykorzystał obserwacje, które gromadził w pamięci już od pierwszej podróży w 1946 r., kiedy przyjechał do Rzymu na studia. Odbywał wtedy podróże na parafie do Francji, tam duszpasterzował i obserwował życie – a parafia jest kopalnią wiadomości. Jako arcybiskup krakowski był w Australii i w USA. To owocowało później, gdy w ramach swoich pielgrzymek papieskich zjawiał się w jakimś miejscu, zawsze w swoich wypowiedziach wracał do tych spotkań i mówił o tym: W tym kościele tego dnia byłem, odprawiałem Mszę św., rozmawiałem z tymi i tymi ludźmi. Okazywał wdzięczność za wszystko, co go spotykało – tym zdobywał serca. Potrafił wykonać ujmujące gesty, np. kiedy miał jechać do Japonii, uczył się fonetycznie tego języka, żeby móc wygłosić przemówienie po japońsku. W ten sposób był rozumiany i wprawiał w zdumienie słuchaczy. Poza tym z roku na rok zwiększał liczbę życzeń i pozdrowień, przekazywał je w nowo nauczonych językach.

– Odnosiło się wrażenie, jakby urodził się papieżem?

– Tak, takie mam przeświadczenie.

– Wydaje mi się, że jest jakaś analogia do charakterystyki tego pontyfikatu zawarta w treści proroczego wiersza Słowackiego „ [Pośród niesnasków Pan Bóg uderza...] ”, np. w słowach: „On rozda miłość, jak dziś mocarze/ Rozdają broń”. Można się jej doszukać także w młodzieńczej twórczości Karola Wojtyły – w „Renesansowym psałterzu” w wersecie wiersza o Dawidzie, przywódcy narodu, autor tak naprawdę mówi proroczo o sobie.

– Początkowo przyszły papież na pewno nie wiedział, że Pan Bóg systematycznie prowadził go do tego światowego pasterstwa. Samo ogołocenie z rodziny: przed Pierwszą Komunią św. stracił matkę, potem jako nastolatek – ukochanego brata, a następnie, kiedy przyjechał do Krakowa – ojca. Jego ojciec nie dowiedział się o tym, że jego syn będzie księdzem. W wieku 20 lat Karol został kompletnie bez bliskich. Niejeden by powiedział, jaki Bóg okrutny, odebrał mu wszystkich, a jest wojna – on bez środków do życia, mieszka kątem u rodziny. Jednak Wojtyła z tego powodu nigdy nie miał pretensji ani nigdy się nie żalił. On to przyjął i się nie buntował, zaufał Panu Bogu, że ma w tym swój plan.

– Może wynikało to z pogłębionej refleksji: Panie Boże, zabrałeś mi wszystko, żebym był tylko z Tobą i dla Ciebie – tylko Twój.

– Może... Później można tę myśl prześledzić w jego papieskich wypowiedziach. To dało się zauważyć na początku pontyfikatu, szczególnie podczas spotkań z Polonią. Jest w tym jakiś zamysł, skoro Pan Bóg powołał na Stolicę Piotrową Polaka, i to w momencie, kiedy jego kraj znajdował się za żelazną kurtyną. Wykształcił w sobie postawę słuchania i zastanawiania się nad znakami Bożymi. Dziś możemy powiedzieć, że taka pozytywna energia od niego biła, ponieważ był Bożym człowiekiem.

– Czy Pani książka będzie zrozumiała także dla ludzi niewierzących?

– Myślę, że inaczej odczytuje Jana Pawła II człowiek wierzący, inaczej wątpiący, a jeszcze inaczej ateista. Spojrzenie tego ostatniego będzie różne, bo dla niego Pan Bóg nie istnieje. Również Papież jako hetman Chrystusa jest dla niego mało czytelny. Moją książkę piszę i kieruję oczywiście głównie do ludzi wierzących, którzy doceniają wysiłek Jana Pawła II na rzecz głoszenia Ewangelii w całym świecie, ale mam nadzieję, że nie tylko do nich. Fakty i papieskie poglądy, trafna analiza zjawisk zachodzących w świecie dokonywana przez niego, ogarnianie miłością wszystkich ludzi – to powinno dotrzeć do każdego, kto nie jest uprzedzony.

– Proszę powiedzieć: co będzie przedmiotem opowieści w kolejnych tomach?

– Będę chciała podjąć kluczowe zagadnienia, żeby naświetlić problemy, z jakimi Jan Paweł II spotykał się w świecie; np. w Kościele holenderskim z tzw. katechizmem, który stał się początkiem schizmy, czy z konfliktem o Falklandy i Malwiny – ich kontekst był niepowtarzalny i zupełnie różny od innych. Będę wychodzić od wielości problemów, żeby pokazać, z czym Papież musiał się stykać. Będę chciała pokazać niektóre osobowości, z którymi się spotykał, i będę się posługiwać cytatami. W tych opisach pomocne mi są osobiste przeżycia z podróży do krajów, które udało mi się odwiedzić później, gdy wydawaliśmy książki o Papieżu, wędrowaliśmy jego szlakami. Wykorzystuję też tysiące zdjęć, na ich podstawie nieraz buduję atmosferę. Książka jest bogato ilustrowana, żeby czytelnik mógł popatrzeć na Jana Pawła II – jak wtedy wyglądał – i zobaczyć miejsca, które odwiedzał, jakim był żywotnym człowiekiem. Trzeba sobie zdać sprawę, że w wieku 58 lat, kiedy wielu myśli już o emeryturze, on został młodym papieżem i zaczął swój najbardziej intensywny okres życia. Jego dzień trwał niekiedy 20 godzin, wielu by fizycznie nie wytrzymało. Bywał w krajach, gdzie panują różne choroby: w Afryce, Ameryce Południowej. Ludzie cierpiący na rozmaite schorzenia przychodzili do niego, a on przytulał wszystkich – również trędowatych. Nigdy jednak na nic nie zachorował i się nie zaraził.

– Chciałbym jeszcze zapytać o ujmującą dedykację w Pani książce: Kardynałowi prof. Stanisławowi Nagy’emu. Czy będzie przedstawiony jakiś wątek, który pokaże kontakty naukowe księdza profesora z Papieżem? Wiemy, że przy „obecności intelektualnej” kardynała – czy to w Castel Gandolfo, czy w Rzymie – powstało kilka papieskich dokumentów.

– Oczywiście, wątek kardynała musi się pojawić, choć na tyle, na ile będę mogła coś udokumentować. Był on tak skromną osobą, że namówić go, aby opowiadał o Janie Pawle II, było także mnie niezmiernie trudno, choć cała nasza rodzina bardzo się z nim przyjaźniła. On się obawiał, aby nie wyszło tak, że on, mówiąc o Papieżu, mówi o sobie. Po śmierci Ojca Świętego wielu mieniło się jego przyjaciółmi, opowiadało niesamowite historie właściwie po to, aby siebie zaprezentować, a Papież zostawał w tle. Kard. Nagy nazywał Papieża gigantem ducha i był jego oddanym przyjacielem. Uważał, że każdy człowiek, który mógł mieć choćby najmniejszy kontakt z Papieżem, powinien być zmotywowany do lepszego życia.

Tagi:
Jan Paweł II

Reklama

Relikwie św. Jana Pawła II w szpitalu w Nowym Targu

2019-03-21 20:07

Joanna Folfasińska | Archidiecezja Krakowska

- Cieszymy się, że od dziś Jan Paweł II będzie w sposób szczególny i duchowy obecny przez swoje relikwie krwi w Podhalańskim Szpitalu Specjalistycznym w Nowym Targu, noszącym jego imię. - mówił kardynał Stanisław Dziwisz podczas uroczystości przekazania relikwii św. Jana Pawła II szpitalowi w Nowym Targu.

Ks. Czesław Bogdał

Dobry Samarytaninie dla cierpiących, módl się za nami! Przekazanie relikwii Jana Pawła II szpitalowi w Nowym Targu

Na początku wystąpienia, kardynał przypomniał, że Jan Paweł II otrzymał Honorowe Obywatelstwo Miasta Nowy Targ w 1996 roku, a także wspomniał papieską wizytę na Podhalu podczas pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny.

– Podróż Ojca Świętego na Podhale związana była z potrzebą serca. On tu był u siebie, u swoich. On ukochał malowniczą, podhalańską krainę i zamieszkujący ją lud. Patrząc spod zakopiańskiej Krokwi na Podhale, wypowiedział spontanicznie znamienne słowa: „Na was zawsze można liczyć”.

Kardynał zwrócił uwagę, że Jan Paweł II pozostawił po sobie inspirującą spuściznę nauczania, wkład w życie współczesnego Kościoła i świadectwo wiary. Papież docierał ze Słowem Bożym do najdalszych zakątków świata. W tym roku Kościół w Polsce będzie świętował 40. rocznicę pierwszej pielgrzymki Ojca Świętego do Ojczyzny i 20. rocznicę jego przedostatniej wizyty w rodzinnych stronach.


Ks. Czesław Bogdał

– Oprócz wspomnień, szukamy bliskiego kontaktu ze świętym Papieżem. Tę bliskość zapewnia nam w pierwszym rzędzie modlitwa do niego. Ona niweluje dystans między niebem i ziemią. W duchowym zbliżeniu się do św. Jana Pawła II mogą nam również pomóc jego relikwie.

Hierarcha podkreślił, że nowotarski szpital, otrzymując relikwie Jana Pawła II, będzie miejscem szczególnej duchowej obecności Papieża Polaka.

– Tutaj pacjenci i odwiedzający ich bliscy, a także pracownicy służby zdrowia będą mogli powierzać mu swoje troski, zwłaszcza związane z chorobami i dolegliwościami, ufając w jego wstawiennictwo. On przywracał ludziom i nadal przywraca nadzieję. On umacniał nas w wierze, że los człowieka jest w ręku Boga.

Na zakończenie, kardynał zauważył, że Jan Paweł II, ustanawiając Światowy Dzień Chorego, uwrażliwił świat na cierpienie, a sam – jako pacjent Polikliniki Gemelli – wielokrotnie go doświadczał.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Warszawa: 24 marca Narodowy Marsz Życia

2019-03-22 11:31

pra / Warszawa (KAI)

Prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, konieczność ochrony i wsparcia dla naturalnej rodziny, oraz prawo rodziców do decydowania o wychowaniu swoich dzieci, to postulaty Narodowego Marszu Życia, który przejdzie ulicami Warszawy 24 marca, w Narodowym Dniu Życia. Organizatorem marszu jest Chrześcijański Kongres Społeczny.

Łukasz Krzysztofka

Chrześcijański Kongres Społeczny w trakcie Narodowego Marszu Życia chce dać wyraz swoim marzeniom, nadziejom, ale także determinacji. „Marzeniom o lepszym świecie bez zabijania, także tych jeszcze nienarodzonych, bez przemocy i nienawiści. Nadziejom, że jest to możliwe tu i teraz, chociaż na pewno nie wszystko od razu” - zapowiadają organizatorzy.

W trakcie Marszu organizatorzy przypomną o prawie do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, o konieczności ochrony i wsparcia dla naturalnej rodziny, oraz prawie rodziców do decydowania o wychowaniu swoich dzieci.

„Będziemy także wprost upominać się o konkretne działania władz, obiecane i deklarowane, a obecnie zaniechane, które stanowią bardzo ważne elementy budowania w naszym kraju sprawiedliwego ładu społecznego, w którego centrum jest godność człowieka i prawa rodziny” - zapowiada Chrześcijański Kongres Społeczny. Chodzi m.in. o jak najszybsze przyjęcie przez Sejm w formie ustawy obywatelskiego projektu „Zatrzymaj aborcję”, pod którym podpisało się ponad 800 tysięcy obywateli, oraz wypowiedzenie przez Polskę genderowej Konwencji Stambulskiej i zaproponowanie Międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny.

Chrześcijański Kongres Społeczny wierzy, że ten rok może być kluczowy dla realizacji postulatu ochrony życia od poczęcia, a szczególnie w przypadku eugenicznym. Podstawą tej wiary, jak wskazują organizatorzy Narodowego Marszu Życia, jest fakt, że rządzący dziś Polską mają wszystkie instrumenty, aby ochronę życia zagwarantować prawem.

„Mają większość w Sejmie i Senacie, mają większość przekonanych w sprawie ochrony życia posłów i senatorów, mają w Parlamencie gotowy do dalszego procedowania obywatelski projekt ustawy, mają gotowy projekt stanowiska w Trybunale Konstytucyjnym, mają media publiczne” - wylicza Chrześcijański Kongres Społeczny.

„Narodowy Dzień Życia, który obchodzimy 24 marca, to ostatni moment, aby jeszcze raz z pełną mocą zaapelować do rządzących o wypełnienie obietnic i powinności, ale przede wszystkim o realizację tego wielkiego dobra, które jest w ich zasięgu” - podkreślają organizatorzy Narodowego Marszu Życia.

Marsz rozpocznie się o godzinie 13.30 na Placu Zamkowym w Warszawie. Organizatorzy zapraszają wcześniej do uczestniczenia we Mszy św. o godz. 12.00 w kościele Św. Anny.

Organizatorem Narodowego Marszu Życia jest Chrześcijański Kongres Społeczny, którego inicjatorem jest poseł do Parlamentu Europejskiego Marek Jurek. Patronat nad wydarzeniem objęła m.in. Polska Federacja Ruchów Obrony Życia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Aktorka zaprasza na Narodowy Marsz Życia

2019-03-22 19:26

Artur Stelmasiak

Znana aktorka Dominika Chorosińska-Figurska zaprasza na ogólnopolski marsz w obronie dzieci przed aborcją oraz demoralizacją dzieci w szkołach, jak w przypadku warszawskiej Karty LGBT.

Artur Stelmasiak/Niedziela

- To jest doskonała okazja do tego, by zamanifestować nasze przywiązanie do wartości, ale także pokazać radość z tego, że życie rodzi się w naturalnej rodzinie - mówi "Niedzieli" Dominika Chorosińska-Figurska. - Nie możemy siedzieć tylko cicho w domach, ale czasem trzeba wyjść na ulice. Być uśmiechniętym i pokojowo nastawionym, ale jednocześnie stanowczo przypominać o najważniejszych wartościach jakimi są życie ludzkie i rodzina.

Narodowy Marsz Życia rozpocznie się w Narodowy Dzień Życia 24 marca na Placu Zamkowym w Warszawie o godz. 13.30. Wcześniej jego uczestnicy zaproszeni są również na Mszę św. do kościoła św. Anny o godz. 12.00 lub innych pobliskich kościołów. Trasa przemarszu wiedzie Traktem Królewskim na plac Trzech Krzyży.

Wśród postulatów marszu jest ochrona rodziny przed ideologią gender, ochrona dzieci przed szkodliwą edukacją LGBT w szkołach, a także uchwalenie przez Sejm prawa zniesienia aborcji eugenicznej. - Niestety ciągle na to czekamy. Moim zdaniem Polska opowiadając się za życiem dzieci mogłaby być wzorem dla Europy i Świata - podkreśla aktorka, która osobiście wybiera się na Narodowy Marsz Życia.

Jej zdaniem obecność na marszu jest naszym świadectwem przywiązania do wartości oraz wyrazem sprzeciwu wobec aborcji i ataków na rodzinę. - Doceniam to, że w ostatnich latach bardzo poprawiła się sytuacja rodzin, zwłaszcza wielodzietnych. Są w lepszej sytuacji ekonomicznej i w ten sposób wielu Polakom została przywrócona godność - mówi Dominika Chorosińska-Figurska, która od 2018 r. jest także radną sejmiku mazowieckiego.

Niestety wydarzenia z ostatnich tygodni pokazują, że ciągle pojawiają się nowe zagrożenia. Największe oburzenie i kontrowersje związane są z podpisaną przez prezydenta Warszawy tzw. Deklaracją LGBT+. - Tylnymi drzwiami wkrada się zła ideologia, która zagraża rodzinie i chce ją zniszczyć. Dlatego nie powinniśmy być cicho, ale głośno mówić, że nie zgadzamy się. Ja jako matka piątki dzieci nie zgadzam się na seksedukatorów w szkole - podkreśla aktorka. - My jako dorośli poradzimy sobie z tą ideologią i zagrożeniami, ale przecież jesteśmy odpowiedzialni także za bezpieczeństwo i prawidłowy rozwój naszych dzieci. Idę więc na Narodowy Marsz Życia w obronie mojej rodziny, moich dzieci oraz tych dzieci, które same bronić się jeszcze nie mogą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem