Reklama

Urban i Galois

2018-08-14 11:02

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 33/2018, str. 39

W nocy śniły mi się dwie postaci, jak to w snach się zdarza, ale kompletnie niedorzeczna była ich koincydencja. Zjawili się jednak z zakamarków moich intensywnych myśli. Postanowiłem więc wyłowić z tego onirycznego seansu jakiś sens. Śnił mi się młody Évariste Galois, tuż przed swoim pojedynkiem na pistolety, obok niego stał stary i pomarszczony... Jerzy Urban. Nic tych ludzi nie łączy: ani epoka (Galois – początek XIX wieku, Urban – przełom XX i XXI wieku), ani szlachetność duszy, ani wygląd, ani wiek, ani... ani... ani... – nic. A jednak skojarzyli się w tym śnie. Była w nim także rozmowa z kimś mądrym, kogo twarzy nie dane mi było dojrzeć...

Pewnie nie zawracałbym Wam głowy snami, bo sami przecież macie ich dziesiątki, i to nawet czasem przechodzą Wam przez głowy takie, które niosą jakieś prorocze przesłania. Ten sen nie miał żadnych wyjątkowych cech. Ot, przypadkowy majak, przesnuty przez świadomość w czasie kolejnej upalnej nocy, w które obfituje piękne lato A.D. 2018.

Najpierw jednak przedstawię figury dramatu. O ile Jerzego Urbana i jego wyzywająco sprośną naturę znacie aż nadto, to pewnie zastanawiacie się, kim jest ten człek z XIX-wiecznej Francji. Évariste Galois to postać szalenie mnie frapująca. Urodził się pod Paryżem, jego ojciec był działaczem politycznym i burmistrzem małego miasteczka Bourg-la-Reine. Od początku Évariste był bardzo bystrym dzieciakiem i odznaczał się wielkimi zdolnościami matematycznymi. W wieku piętnastu lat udał się do biblioteki. W pewnym momencie usłyszał, że ma nie brać żadnej książki z półki, obok której przechodzi, bo są na niej najtrudniejsze książki, z którymi nie radzą sobie nawet profesorowie szkoły. Zaciekawiony wziął w dłonie jedną z nich – zawierała paradoksy równań algebraicznych czwartego stopnia, rzecz w tamtej epoce nierozwikłaną. W książce były różne abstrakcyjne dociekania i opisana była historia zmagań najtęższych ludzkich umysłów z doprowadzeniem do stworzenia uniwersalnej teorii dla równań czwartego stopnia. Niezrażony opisanymi trudnościami i niemożliwościami Galois jął intensywnie zastanawiać się nad zaznaczonym w książce problemem. Rezultatem dwuletnich studiów i myślowych eksperymentów było stworzenie przez niego teorii, której nikt przed nim nawet nie przeczuwał. Doprowadził do powstania pojęć „ciała algebraicznego” i „grupy”, które stały się kamieniami milowymi w rozwoju abstrakcyjnych równań algebraicznych. Swoją teorię dopracował w momencie, gdy miał zaledwie siedemnaście lat. Potem jeszcze doskonale dopracował dalsze twierdzenia, nie miał jednak szans zbyt długo się nimi cieszyć ani trafić na kolejne genialne rozwiązania zagadnień, które przed nim uznano za nierozwiązywalne.

Reklama

Najpierw wdał się w działania wywrotowe – pamiętajmy, że żył w wyjątkowo burzliwych czasach, w których upadał Napoleon Bonaparte – w konsekwencji wylądował w twierdzy Sieur Faultier, gdzie mieściło się polityczne więzienie. Tam nieprzytomnie zakochał się w córce więziennego lekarza i z jej powodu wdał się w pojedynek strzelecki ze znakomitym strzelcem. Efekt mógł być tylko jeden: Évariste Galois zakończył swoje życie, zanim ono dobiegło dwudziestej pierwszej wiosny. Jednak przed końcem, który przeczuwał, zapisał całą swoją teorię w liście do przyjaciela – dzięki temu przetrwała i rozpowszechniła się.

Jerzy Urban urodził się w 1933 r. i żyje po dziś dzień. Z jego „wyczynów” można byłoby ułożyć całe bestiarium polskich przemian i cynizmu. Pozuje na człowieka absolutnie amoralnego i wyzutego z wszelkich subtelności, nie wstydzi się swojej komunistycznej przeszłości, a z opluwania polskich dążeń niepodległościowych uczynił sobie znak firmowy. Uwielbia bulwersować, gorszyć i uchodzić za polskie wcielenie Antychrysta. Osobiście nie podaję mu ręki, z czego prawdopodobnie on sobie nic nie robi. Pomimo starości nie przestaje prowokować i lżyć zwłaszcza polskiego katolicyzmu, kleru i wszystkiego, co związane jest ze sferą sacrum. Uważał się za osobistego nieprzyjaciela Jana Pawła II, którego nazywał „prostackim wikarym”. Właściwie nie ma tematu tabu, którego by nie podjął i nie wydrwił w swoim specyficznym, sarkastycznym stylu. W Trzeciej Rzeczypospolitej zrobił sporą karierę finansową, wydając jątrzący i przepełniony wulgaryzmami tygodnik „Nie”, który na szczęście okres „świetności” ma już za sobą; był jednak czas, gdy jego nakłady osiągały imponujące poziomy.

No tak – stwierdzicie – ale po co ja ich tu opisuję i na dodatek zestawiam. Przecież takie spotkanie – jakkolwiek egzotyczne – jest całkowicie niemożliwe. Przyznam się, że sam bywałem ofiarą Jerzego Urbana, zwłaszcza w czasach, gdy – wraz ze Zbigniewem Ziobrą – udało mi się doprowadzić do zamknięcia nihilistyczny i żywiący się najgorszymi obrazami miesięcznik „Zły”, wydawany przez żonę Urbana. Zaraz potem „Nie” rozpoczęło prześwietlanie całego mojego ówczesnego życiorysu. Organ Urbana wypisywał o mnie tak nieziemskie brednie, jak choćby to, że tworzę bojówki karateków, które są szkolone po to, aby mordować komunistów. Zarzucał mi też udział w grupach przestępczych, uliczne bójki i wiele innych stworzonych przez jego chorą wyobraźnię rzeczy – wszystko to było reakcją na moje dziennikarskie śledztwo, które wykryło policjantkę współpracującą ze „Złym” i udostępniającą tam materiały z policyjnych śledztw prowadzonych przez Komendę Wojewódzką Policji w Krakowie.

Powód wystąpienia Urbana w moim śnie jest zatem całkiem zrozumiały, skąd jednak wziął się w nim także młody Évariste Galois? Od czasu, gdy poznałem jego historię, jest on w mojej głowie ucieleśnieniem niespełnionego geniuszu, który wybuchł jak wulkan i zgasł. Spoglądam na tych dwóch ludzi i pierwsze wrażenie, jakie mną targa, to jakieś niewysłowione poczucie niesprawiedliwości. Ten młody wspaniały człowiek nie zdążył jeszcze rozkwitnąć, gdy już musiał zgasnąć, a tu taki nihilista, człek szerzący zepsucie i niewiarę w wartości, żyje sobie spokojnie w doczesnych luksusach?! Narasta bunt przeciwko temu, że ten, który mógł dać światu tyle dobra, tyle piękna umysłowego, niewinny chłopiec, odchodzi, a żyje taki człek niedobry, zepsuty. To jednak tylko pierwsze uczucia. Potem przychodzi miarkująca wszystko refleksja. Jest w tym jakiś doskonały zamysł, pokazujący, że jednak istnieje miłosierdzie, istnieją nieskończone szanse, które daje nam Stwórca. Galois spełnił się, przyniósł światu coś, za co od wielu wieków wspominają go i są mu wdzięczne najtęższe umysły świata. Dopełnił się tak całkowicie, że mógł odejść. Urban ciągle czyni niedobrze i ciągle ma szansę, aby przejrzeć na oczy, aby odejść z drogi, którą stąpał całe życie, wyrządzając sporo zła. Stwórca dodaje mu kolejny rok za rokiem, tak jakby mówił: Pomiarkuj się, przestań, daj przykład. On uparcie trwa przy swoim, ale kto może zaręczyć, że moment olśnienia nie nastąpi? Kto z nas tak naprawdę ma prawo go osądzić?

Urban żyje, być może także po to, aby nam, polskim katolikom, niezmiennie dawać sporo do przemyślenia o naszej kondycji, naszych zbyt łatwych drogach sądzenia. Światu najwidoczniej potrzebni są i tacy jak Urban, i tacy jak Galois – potrzebni są po to, aby skłaniać do myślenia nad ważniejszymi niż nasze kategoriami oceny.

Co z postem w Wielką Sobotę?

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 15/2004

Coraz częściej spotykam się z pytaniem, co z postem w Wielką Sobotę? Obowiązuje czy też nie? O poście znajdujemy liczne wypowiedzi na kartach Pisma Świętego. Chcąc zrozumieć jego znaczenie wypada powołać się na dwie, które padają z ust Pana Jezusa i przytoczone są w Ewangeliach.

Bożena Sztajner/Niedziela

Pierwszą przytacza św. Marek (Mk 9,14-29). Po cudownym przemienieniu na Górze Tabor, Jezus zstępuje z niej wraz z Piotrem, Jakubem i Janem, i spotyka pozostałych Apostołów oraz - pośród tłumów - ojca z synem opętanym przez szatana. Apostołowie są zmartwieni, bo chcieli uwolnić chłopca od szatana, ale ten ich nie usłuchał. Gdy już zostają sami, pytają Chrystusa, dlaczego nie mogli uwolnić chłopca od szatana? Usłyszeli wówczas znamienną odpowiedź: „Ten rodzaj zwycięża się tylko przez modlitwę i post”.
Drugi tekst zawarty jest w Ewangelii św. Łukasza (5,33-35). Opisuje rozmowę Pana Jezusa z faryzeuszami oraz z uczonymi w Piśmie na uczcie u Lewiego. Owi nauczyciele dziwią się, czemu uczniowie Jezusa nie poszczą. Odpowiada im wówczas Pan Jezus „Czy możecie gości weselnych nakłonić do postu, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, wtedy, w owe dni, będą pościć”

Dwa rodzaje postu

Przyglądając się obu obrazom widzimy, iż św. Marek i św. Łukasz przekazują nam naukę Pana o poście w podwójnym aspekcie. Omawiają ten sam znak, okoliczności wydarzeń ukazują jednak zasadniczą różnicę motywów skłaniających do postu. Patrząc bowiem od strony motywów, dostrzegamy w Kościele dwa rodzaje postu.
O jednym pisze św. Marek, można by go nazwać postem ascetycznym. Obowiązuje nas w środę popielcową i wszystkie piątki. Powstrzymujemy się od pewnych pokarmów oraz innych dóbr, przyjemności, i to wzmacnia naszą wolę w walce o dobro. Tą formą prosimy Boga o moc nadprzyrodzoną w walce z szatanem.
Święty Łukasz w cytowanym urywku Ewangelii mówi o drugim rodzaju postu. Obowiązuje on w Wielki Piątek. Zalecany jest też bardzo przez Kościół w Wielką Sobotę. Można nazwać go postem ontologicznym. Jego sens można wyrazić parafrazując słowa Jezusa: „Gdy zabiorą nam młodego pana; nie chcę już ani jeść, ani pić, bo nie ma pana młodego - i dlatego jestem smutny”. Bywa przecież często tak, iż człowiek zmartwiony odmawia jedzenia. „Gdy Pan wróci, z chęcią siądę do posiłku!”

Post aż do Rezurekcji

W związku z rozumieniem postu w Wielkim Tygodniu ostatnio zostałem zapytany, czy rzeczywiście obowiązuje on i przez całą Wielką Sobotę, bowiem w przekonaniu wielu katolików przestrzegany jest tylko do momentu powrotu do domu ze święconką, co najczęściej ma miejsce w godzinach przedpołudniowych.
Otóż najpierw musimy sobie uświadomić, iż w nawiązaniu do wypowiedzi Pana Jezusa w relacji św. Łukasza, Rezurekcja jest dla Kościoła powszechnego znakiem, że Pan zmartwychwstał (czyli wrócił). Stąd logika znaku domaga się, aby post w Wielką Sobotę obowiązywał do tej Wigilii Paschalnej - Rezurekcji przez cały dzień. Można się więc pytać, dlaczego częste przekonanie o poszczeniu w Wielką Sobotę tylko do południa? Ma to po części swoją motywację historyczną, bowiem poprzedni Kodeks Prana Kanonicznego, wydany w 1917 r. przez papieża Benedykta XV ustanawiał post w Wielką Sobotę do godz. 12.00. Dlaczego? Otóż w tamtych czasach Wigilię Paschy, czyli Rezurekcję, odprawiano w sobotę rano. Wigilia zaś to znak Zmartwychwstania. Jeśli Pan już wrócił - zmartwychwstał - traci sens dalszy post. Widzimy więc, że liturgicznie jest to zrozumiałe.
Jednak dzisiaj, tak jak w pierwszych wiekach, odprawiamy Wigilię (czyli Rezurekcję), w nocy, po zachodzie słońca. Stąd logika znaku domaga się postu do czasu Wigilii. Potwierdza to Konstytucja o Świętej Liturgii Soboru Watykańskiego II. Mówi wyraźnie i poucza, że „post paschalny zachowuje się obowiązkowo w Wielki Piątek, a zachęca, zaleca w miarę możliwości w Wielką Sobotę” (n. 110).
Widzimy więc, iż post w Wielką Sobotę aż do Wigilii nie jest obowiązkiem, ale jest bardzo zalecany i zgodny z wymową liturgii Triduum Paschalnego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Starałem się spojrzeć na drogę krzyżową przez pryzmat swojego serca

2019-04-19 16:30

dg / Warszawa (KAI)

"Zrozumiałem, że wystarczy spojrzeć na drogę krzyżową przez pryzmat swojego serca, wrażliwości i doświadczeń. To starałem się zrobić" - powiedział KAI Maciej Musiał, który w tym roku napisał i odczyta rozważania podczas wielkopiątkowej warszawskiej Drogi Krzyżowej. Uczestnicy nabożeństwa wyruszą o 20:00 spod kościoła św. Anny na Krakowskim Przedmieściu i przejdą ulicami miasta.

Graziako/Niedziela

W rozmowie z KAI 24-letni aktor, znany m.in. z serialu "Rodzinka.pl" przyznał, że jeszcze nie miał okazji pisać podobnych tekstów.

– Rozważania drogi krzyżowej kojarzyły mi się wręcz traktatem filozoficznym. Trudno było mi uwierzyć, że Maciek, student z Krakowa, może je napisać. Potem zrozumiałem, że wystarczy spojrzeć na drogę krzyżową przez pryzmat swojego serca, wrażliwości i doświadczeń. To starałem się zrobić – mówi Maciej Musiał.

Zapytany o treść rozważań, wyznaje: "Odczuwam ogromną potrzebę ciszy. Świat cały czas do mnie krzyczy. Jest miliard komunikatów, informacji... Dlatego w wydarzeniach z drogi krzyżowej szukałem właśnie ciszy. I nad gwarem ludzi skazujących Jezusa na śmierć usłyszałem niemy krzyk Boga. Krzyk zwycięstwa i światła".

Rozważania zatytułowane zostały "Krzyk ciszy". Aktor zdradził, że w zakończeniu medytacji znajdzie się fragment z pouczeń polskiej mistyczki Alicji Lenczewskiej. We wstępie do rozważań aktor wykorzystał fragment "Kwiatu Eucharystycznego", a w zakończeniu - modlitwy końcowej ze "Słowa pouczenia" autorstwa Lenczewskiej.

Metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz, pod koniec nabożeństwa na Placu Zamkowym skieruje do uczestników słowo pasterskie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem