Reklama

Doceniać obecność kapłana

2018-08-14 11:07

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 33/2018, str. IV

Karolina Krasowska
Prośmy Pana Boga, a On sam będzie wiedział, ilu powołać do nasz ej diecezji, do naszego seminarium – mówi ks. Grzegorz Słapek

Z ks. Grzegorzem Słapkiem, moderatorem Dzieła Duchowej Pomocy Powołaniom „Przyjaciele Paradyża”, rozmawia Kamil Krasowski

Kamil Krasowski: – Kilka miesięcy temu został Ksiądz mianowany moderatorem Dzieła Duchowej Pomocy Powołaniom, czyli Przyjaciół Paradyża. Jak się Ksiądz odnajduje w nowej roli? Czy ma już za sobą pierwsze spotkania i doświadczenia z przedstawicielami tej wspólnoty?

Ks. Grzegorz Słapek: – Wspólnota Przyjaciół Paradyża jest mi bliska od pierwszych chwil, kiedy tutaj przyszedłem. Myślę tu o rozpoczęciu formacji do kapłaństwa. Przyszedłem do seminarium w 1991 r., jeszcze za bp. Józefa Michalika, i pamiętam, że nazwa „Przyjaciele Paradyża” dosyć często wtedy się przewijała. Odpowiedzialnym za tę wspólnotę był wtedy ks. Marek Kidoń. Pamiętam, że ci ludzie, ilekroć pojawialiśmy się jako klerycy, sami do nas podchodzili, mówili, że modlą się za nas i nas wspierają, żebyśmy wytrwali. Muszę także powiedzieć, że już jako kapłan wszędzie, gdzie pracowałem jako wikariusz, miałem do czynienia z tymi wspólnotami. Dlatego po otrzymaniu nominacji na moderatora podczas mojego pierwszego spotkania z członkami wspólnoty tutaj, w Paradyżu, podzieliłem się miniświadectwem. Mówiłem, że Przyjaciele Paradyża pewnie sami nie wiedzą, jak wielu księży zawdzięcza im to, że dzisiaj są kapłanami. Myślę też, że właśnie oni mają wielki udział w tym, że jestem dzisiaj tu, gdzie jestem.
Gdy chodzi o moje pierwsze poczynania, to na razie wszystko raczkuje ze względu na to, że nominację otrzymałem tuż przed wakacjami. Do tej pory odwiedziłem jedną wspólnotę, największą w diecezji, liczącą 62 osoby, i jednocześnie najmłodszą, istniejącą pół roku. Ta wspólnota znajduje się w parafii pw. Macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny w Zbąszynku. Tradycją jest, że ksiądz moderator udaje się na spotkanie w towarzystwie kleryków, więc zabrałem ze sobą dwóch. Jeden z nich przeżywał praktykę w tej parafii. Był bardzo dobrze znany, zapamiętany, dobrze się wpisał w relacje panujące w parafii. Ludzie przyszli naprawdę licznie, byli bardzo wdzięczni za to spotkanie. My również okazaliśmy im naszą wdzięczność za podejmowany przez nich trud modlitwy, cierpienia i materialne wsparcie kleryków.

– Proszę opowiedzieć o Przyjaciołach Paradyża. Na czym polega to dzieło i jak na co dzień funkcjonuje?


– Może wyjdę od takiej codziennej sytuacji. Niejednokrotnie zdarza się, że ktoś prosi nas o pomoc. Najczęściej sami zwracamy się o nią do osób, które określamy jako przyjaciół. Stąd nazwa Przyjaciele Paradyża. Są to więc osoby, które możemy poprosić o wsparcie modlitwą, cierpieniem.
Tak jak wspomniałem wcześniej, wspólnota zaistniała pod koniec ubiegłego wieku. Bp Józef Michalik, widząc wówczas potrzebę takiego dzieła, w roku 1990 zainicjował formalnie jego istnienie. Wspólnoty zaczęły działać praktycznie w każdej parafii. Dziś to trochę inaczej wygląda, czas zrobił swoje. Wielu odeszło do wieczności, być może gorliwość w modlitwie trochę ustała, stąd potrzeba odwiedzania wspólnot, które istnieją, motywowania ich do modlitwy. A myślę, że to dzieło jest bardzo potrzebne, ponieważ jeśli ma się wsparcie duchowe z zewnątrz, to człowiek odważniej stawia kroki, także na drodze formacji do kapłaństwa. Dlatego jako ojciec duchowny w seminarium staram się uświadamiać klerykom, jak wielkim darem są ludzie na zewnątrz murów seminaryjnych, którzy modlą się za nich. Myślę, że trudno określić owoce tego dzieła, bo są niewymierne, ale na pewno błogosławione, bo gdyby nie było to dzieło Boże, z pewnością przestałoby już istnieć.

– Na przełomie sierpnia i września odbędą się w Paradyżu rekolekcje dla liderów parafialnych kół Przyjaciół Paradyża. Co będzie tematem rekolekcji i co będzie Ksiądz chciał przekazać ich uczestnikom?


– Jeśli chodzi o rekolekcje, to mój poprzednik ks. Rafał Tur przekazał mi informacje na temat dotychczasowego funkcjonowania. Będę starał się korzystać z jego doświadczenia. Muszę wspomnieć, że miałem spotkanie w Łagowie, gdzie na przestrzeni lat grupa Przyjaciół podupadła w swojej aktywności. Dlatego obecny proboszcz ks. Zbigniew Zdanowicz poprosił mnie, abym dla chętnych osób odprawił tam Mszę św. Dwaj klerycy, którzy ze mną pojechali, powiedzieli świadectwa, rozdali 20 deklaracji i mam nadzieję, że także z tej parafii ktoś zgłosi się na rekolekcje.
Jeśli chodzi o temat spotkania, to będzie on niespodzianką. Na pewno będzie dotyczył podstawowej relacji z Panem Bogiem. To weekendowe zatrzymanie się, okazja do spotkania, wymiana doświadczeń motywuje do działania i ubogaca.

– Ile mamy grup Przyjaciół Paradyża w diecezji i ile osób jest zaangażowanych w to dzieło?

– Trudno to określić liczbami. Wspólnoty zaistniały w każdej parafii, a jak to wygląda dzisiaj, pokażą rekolekcje, które będą też okazją do dokonania pewnych statystyk. Liczby się zmieniają, ale myślę, że jest to wspólnota licząca ok. 1,5 tys. osób.

– Wspomniał Ksiądz, że Dzieło Duchowej Pomocy Powołaniom narodziło się w naszej diecezji w 1990 r. z inicjatywy bp. Józefa Michalika. Czy podobne dzieła istniały w ościennych diecezjach?

– Trzeba powiedzieć, że jak na tamte czasy był to ewenement. Praktycznie żadna z diecezji nie miała takiego duchowego dzieła pomocy powołaniom. Stąd nasza diecezja, jeszcze wówczas gorzowska, a w 1992 r. przemianowana na zielonogórsko-gorzowską, mogła poszczycić się zaistnieniem takiej formacji właśnie tutaj, na Ziemiach Zachodnich. Później inne diecezje powołały u siebie podobne wspólnoty.

– Owoce istnienia Przyjaciół Paradyża określił Ksiądz jako niewymierne...

– Mam przekonanie, że właśnie owocem modlitwy Przyjaciół Paradyża, ich cierpienia i ofiary jest bardzo wielu kapłanów, którzy dzisiaj u nas pracują.

– Czym dla Księdza jako moderatora jest posługa wśród członków tej wspólnoty? Co w niej najbardziej cieszy, daje radość i satysfakcję?

– Myślę, że największą satysfakcją jest to, że ludzie chcą tutaj przyjeżdżać, spotykać się z nami, dzielić tym, co przeżywają swoim zaangażowaniem w to dzieło. Ważne jest również to, że my możemy spotkać tych, którym bardzo wiele zawdzięczamy w życiu kapłańskim, i tę wdzięczność okazywać przez wspólne spotkania i modlitwy. W maju w czasie pielgrzymki Przyjaciół Paradyża do seminarium spotykałem osoby, które mówiły: „Proszę Księdza, zachęciłam moją synową, córkę/syna do tego, żeby się modlili, żeby ktoś kontynuował w rodzinie to, co ja robię”. To dla mnie potwierdzenie, że Pan Bóg tym wszystkim kieruje, i mam nadzieję, że jeszcze przez długie lata ta wspólnota będzie istnieć. Mimo że powołań jest mniej niż kiedyś, to każde z nich – jestem o tym przekonany – jest wymodlone i wyproszone u Pana Boga także przez Przyjaciół Paradyża.

– Spotkałem się kiedyś ze stwierdzeniami, że nie ma złych kapłanów, są tylko tacy, za których się nie modli, oraz że takich mamy kapłanów, jakich sobie wymodlimy. Czy zgodzi się Ksiądz z tym?

– Z tego, co pamiętam, to to drugie stwierdzenie pochodzi od bp. Józefa Michalika i ono rzeczywiście się sprawdza. Myślę jednak, że określenie „zły kapłan” nie jest najtrafniejsze, bo każdy kapłan jest Chrystusowy. Czasem może przeceniamy samą funkcję kapłana, chcielibyśmy go postawić na piedestale. Kiedy jednak popatrzymy, jak powoływał Pan Jezus, to zobaczymy, że On nie powoływał ludzi idealnych. To byli ludzie z wielkimi słabościami i Pan Bóg potrafił je tak przemienić, że ci ludzie stali się narzędziami w Jego ręku. Dlatego jeśli spotkamy kapłanów, którzy nie dorastają do pięknego realizowania swojego powołania, to trzeba zapytać o przyczyny. Myślę, że problem w życiu kapłana pojawia się wtedy, kiedy on przestaje się modlić, chwieje się jego osobista relacja z Panem Bogiem. Wtedy Szatan to wykorzystuje i składa inne propozycje, którym kapłan, który jest człowiekiem i jego natura jest skażona słabością, ulega propozycjom Złego. Jeśli przestanę słuchać Pana Boga, to zacznę słuchać kogoś innego – nie zawsze kogoś, kto chce dla mnie dobrze. Ratunkiem wtedy są dobre rekolekcje kapłańskie, dobre kapłańskie przyjaźnie oraz dobra relacja kapłana z biskupem diecezjalnym, dająca świadomość, że mogę powiedzieć mu o swoich problemach i otrzymam jego wsparcie i błogosławieństwo.

– Dlaczego tak bardzo potrzeba modlitwy za kapłanów i o nowe powołania zakonne i kapłańskie?

– To wynika ze słów Pana Jezusa, który powiedział, że „żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście, więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Łk 10, 2). Jezus – tak jak w tekście z Ewangelii wg św. Marka (3, 13-18) – przywołuje do siebie tych, których sam chce. On wie, kogo powołać, my mamy tylko prosić, by tych powołań nie zabrakło. Musimy doceniać obecność kapłana we własnej wspólnocie parafialnej, o czym we wspomnienie św. Jana Marii Vianney’a, proboszcza z Ars, mówił papież Franciszek – żeby życzliwie wspierać posługę kapłańską w swojej parafii przez modlitwę, dobre słowo, życzliwość. Niczego więcej nie potrzeba.

– Jest Ksiądz członkiem diecezjalnego Zespołu ds. Duszpasterstwa Powołań. Czy może Ksiądz powiedzieć, jak wygląda kwestia powołań w naszej diecezji i jakie jest zainteresowanie formacją do kapłaństwa w naszym diecezjalnym seminarium w Paradyżu?


– Musimy się otrząsnąć z patrzenia ilościowego, bo dzisiaj nie chodzi o ilość, ale o jakość. Może tych powołań będzie mniej, więc tym bardziej jest to wyzwanie dla formatorów w seminarium, żeby swoje działania i doświadczenia tak skoncentrowali, by młodzi ludzie najpierw odczytali, co jest ich drogą życiową, a później by chcieli ją kontynuować i wytrwać na niej.
Gdy chodzi o naszą diecezję, to na dziś jest 5 kandydatów na pierwszy rok. Jak na tę porę, to jest to obiecujące. Zobaczymy, jaki też będzie owoc pielgrzymek. Nabór ciągle trwa. Od 2 września rozpoczniemy 15-dniowe rekolekcje propedeutyczne w Łagowie, będące wprowadzeniem w życie seminarium. Módlmy się dalej, prośmy Pana Boga, a On już sam będzie wiedział, ilu powołać do naszej diecezji, do naszego seminarium. Muszę powiedzieć, że w skali ogólnopolskiej jesteśmy wyjątkiem pod tym względem – jest tu cisza, mury tak omodlone są wspaniałym klimatem do tego, żeby pięknie odczytać swoje powołanie i później je realizować w życiu kapłańskim.

Tagi:
wywiad powołanie

Reklama

Potrzeba księży na Islandii

2019-04-03 07:53

Klerycy studiujący w polskich seminariach, a przygotowujący się do pracy w Reykjaviku na Islandii nakręcili spot powołaniowy, w którym zapraszają młodych ludzi do pójścia za głosem Pana. Na Islandii bardzo brakuje kapłanów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święconka i jej symbole

Ks. Józef Dębiński
Edycja płocka 12/2005

Przemysław Awdankiewicz

Błogosławieństwo pokarmów, zwane powszechnie święconką lub święconym, posiada bogatą symbolikę. Początki tego chrześcijańskiego obrzędu sięgają VIII w., natomiast w Polsce pierwsze jego praktyki odnotowano w XIV stuleciu. Najpierw święcono tylko pieczonego baranka, a więc chlebową figurkę o postaci baranka. Potem dodawano kolejno: jajka, ser, masło, ryby, olej, pokarmy mięsne, ciasto i wino.
Dzisiaj w koszykach niesionych do poświęcenia znaleźć można niemal wszystko, byle było dużo i kolorowo. Podobno zdarzają się nawet chipsy i hamburgery od Mc Donalda. Należy jednak pamiętać, że święconka to nie promocyjna paczka z pełnym asortymentem i nie musi w niej być wszystko.
W przeszłości dobór potraw w koszyku nigdy nie był przypadkowy. Od wieków każdy Boży dar symbolizował co innego, uznanego przez ludową, jak i chrześcijańską tradycję. Zestaw tych darów zmieniał się, ograniczano ich ilość, aż pozostało tylko sześć, by ostatecznie powiększyć do siedmiu. Ten zestaw, przyjęty w okresie wczesnego romantyzmu, obowiązuje do dziś. Potraw w koszyku może być więcej, ale tych siedem powinno się w nim znaleźć przede wszystkim. Symbolizują bowiem treść chrześcijaństwa.
Chleb we wszystkich kulturach ludzkości był i jest pokarmem podstawowym, niezbędnym do życia. Wśród chrześcijan zawsze był symbolem nad symbolami - przedstawia bowiem Ciało Chrystusa. Dlatego sporządzano specjalnie wypieczony wielkanocny chlebek, zwany „paską”.
Jajko jest dowodem odradzającego się życia, symbolem zwycięstwa nad śmiercią. Tę symbolikę rozpowszechnili w Polsce niemieccy zakonnicy. Wywodzi się ona z dawnego zakazu spożywania jaj podczas Wielkiego Postu. Jajka na stół powracały ponownie w Wielkanoc. Do święcenia przygotowywano specjalnie malowane jajka, nazwane, w zależności od techniki zdobienia, kraszankami, pisankami, skrobankami, nalepiankami czy wyklejankami.
Sól to minerał życiodajny, dawniej posiadający moc odstraszania wszelkiego zła. Bez soli nie ma życia. To także oczyszczenie, samo sedno istnienia i prawdy. Stąd twierdzenie o „soli ziemi” - jak to w Kazaniu na Górze powiedział Chrystus o swoich uczniach.
Wędlina zapewnia zdrowie i płodność, a także dostatek, bo przecież nie każdy mógł sobie pozwolić na ten szczególny pokarm. Kiedyś był to choćby plaster szyneczki, a od XIX w. słynna polska kiełbasa.
Ser jest symbolem zawartej przyjaźni między człowiekiem a siłami przyrody, a przede wszystkim stanowi gwarancję rozwoju stada zwierząt domowych. Ser jest bowiem produktem mlecznym pochodzącym od krów, owiec i kóz.
Chrzan zawsze był starym ludowym znamieniem wszelkiej siły i fizycznej krzepy. Współdziałając z innymi potrawami, zapewniał ich skuteczność.
Ciasto do koszyka ze święconką dodano najpóźniej, jako symbol umiejętności i doskonałości - zapewne głównie jako popis domowych gospodyń. Ciasto reprezentowane było głównie przez wielkanocne baby. Warto zaznaczyć, że w koszyczku powinien znaleźć się wypiek własny, domowy, a nie kupiony w ciastkarni.
Taka była tradycja siedmiu błogosławionych darów, znana w Polsce od wielu lat. Współczesne uzupełnienia wielkanocnego koszyka są już dodatkami bez znaczenia - wkładane tam trochę ze snobizmu, z nieświadomości, a najczęściej z powodu lekceważenia tradycji.
Koszyk powinien być z wikliny, słomy lub sosnowych łubów. Wyścielony serwetką, ozdobiony bielą koronek i zielenią bukszpanu lub gałązek borówki jest wyrazem wielkiej radości. Tą radością trzeba się podzielić podczas wielkanocnego śniadania - zarówno w znaczeniu symbolicznym, jak też dosłownym.
Warto, by choć niektóre zwyczaje śniadania wielkanocnego były i dziś kultywowane w naszych domach. Dawniej śniadanie rozpoczynało się specjalnym obrzędem: matka zapalała wielkanocną świecę ustawioną na środku stołu i wypowiadała słowa: „Światło Chrystusa”, na co ojciec odpowiadał: „Chrystus zmartwychwstał. Alleluja”. Następnie wszyscy zebrani przy stole dodawali: „Prawdziwie zmartwychwstał. Alleluja”. Następnie odczytywano tekst Pisma Świętego o uczniach zdążających do Emaus (Łk 24, 13--35) lub o ukazaniu się Pana Jezusa Apostołom (Łk 24, 36--42) czy też fragment o pustym grobie z Ewangelii św. Mateusza (28, 1-10). Z kolei ojciec rodziny święcił wodą święconą cały stół wielkanocny, po czym dzieląc się jajkiem, składano sobie życzenia.
Przygotowując w tym roku koszyczek ze święconką, pamiętajmy więc, aby był on przede wszystkim przypomnieniem naszej bogatej chrześcijańskiej tradycji, a nie tylko przejawem mody i nic nieznaczącym zwyczajem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Jędraszewski: zmartwychwstanie Jezusa ukazuje program życia dla chrześcijan

2019-04-21 07:42

led / Kraków (KAI)

Kościół żyje chlubą swoich męczenników i świadków, na przekór światu i jego prawom - mówił abp Marek Jędraszewski w Wielką Sobotę podczas Wigilii Paschalnej, której przewodniczył w katedrze na Wawelu. Metropolita krakowski podkreślił, że śmierć i zmartwychwstanie Jezusa ukazuje określony program życia dla chrześcijan.

Joanna Adamik/archidiecezja krakowska

W homilii abp Marek Jędraszewski powiedział, że śmierć i zmartwychwstanie Jezusa ukazuje bardzo określony program życia dla chrześcijan: „umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie, a z tym wiąże się chrześcijańska nadzieja”.

Metropolita krakowski wyjaśniał, że dzieje Kościoła to dzieje ludzi, którzy złączyli się z Chrystusem, z Jego śmiercią i z Jego zmartwychwstaniem i „odtąd żyli już nowym życiem i odtąd stawali się znakiem sprzeciwu dla świata”.

Hierarcha zwracał uwagę na to, że na przestrzeni wieków chrześcijaństwo jawiło się jako coś z czym trzeba walczyć, konsekwencją tego były prześladowania tych, którzy uważali, że jedyną prawdę głosi chrześcijaństwo. Jak dodał, wielu ludzi przypieczętowało taką postawę męczeństwem.

Jego zdaniem, tego rodzaju zarzuty pojawiają się i dzisiaj, a chrześcijanie często oskarżani są o homofobię i o nienawiść do człowieka.

- Historia Rzymu pierwszych dziesięcioleci chrześcijaństwa to historia, która wielokrotnie powtarzała się i powtarza po dzień dzisiejszy. Historia Kościoła, który żyje chlubą swoich męczenników i świadków, na przekór światu i jego prawom. Na przekór temu, że wiele państw szczyci się tym, że są państwami prawa – powiedział arcybiskup.

- Zdajemy sobie sprawę, że otwierając się na dary Ducha Świętego i odnawiając w sobie te przyrzeczenia, które określiły w dniu chrztu świętego naszą chrześcijańską tożsamość, wyrażamy gotowość by świadczyć (…) własnym cierpieniem i życiem – wyjaśniał metropolita krakowski, dodając, że w tajemnicę chrztu, który włącza chrześcijan w śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, wpisana jest także ich gotowość na męczeństwo.

Uroczystość zakończyła procesja rezurekcyjna, która przeszła wokół katedry wawelskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem