Reklama

Pracy nigdy nie zabraknie

2018-08-21 12:26

Donald K. Jonas
Niedziela Ogólnopolska 34/2018, str. IV-V

W swojej książce o dość prowokacyjnym tytule „Koniec pracy” Jeremy Rifkin dołącza do grupy socjalistycznych pesymistów, którzy twierdzą, że zaawansowana technologia prowadzi do koncentracji bogactwa w rękach „elit”, a co za tym idzie – powoduje bezrobocie wśród mas. Niektórzy krytycy utrzymują, że jeśli dalej tak będzie, to w niedalekiej przyszłości dosłownie zabraknie pracy

Ci technopesymiści są w błędzie. Praca raczej ciągle się rozwija, a nie kończy. Nowe technologie zmieniają wymagania co do umiejętności pracowników, ale nie czynią ich bezużytecznymi. Technokratyczny chochoł skonstruowany przez krytyków technologii jest komiczny w swej prostocie. Technologia sama w sobie nie niszczy miejsc pracy. Mimo to wciąż jesteśmy zalewani łamiącymi serce historyjkami o nikczemnikach, którzy stosując nowe technologie, wykluczają z rynku pracy coraz to większe rzesze ludzi.

Technologia wrogiem pracownika?

Jednym z takich oskarżeń była seria artykułów autorstwa Donalda Barletta i Jamesa Steele’a zatytułowana: „Ameryka: Kto skradł sen?”. Ukazywała się ona w amerykańskich gazetach latem 1969 r. Ta 10-częściowa seria to humorystyczne historyjki opowiadające o tym, jak to w wyniku wprowadzania nowych technologii usuwano pracowników z pracy. Właściwie w każdym przypadku Barlett i Steele posługiwali się przykładem zwolnionego pracownika, aby udowodnić swoją niepopartą żadnymi faktami regułę. Te historyjki o osobistej tragedii przypominają wydarzenia sprzed wieku, kiedy to Amerykanie opuścili swoje farmy i zamienili je na pracę w fabrykach. Nie brakowało jednak takich, którzy usiłowali zachować rolniczy styl życia, opierając się nadchodzącej industrializacji. Ich próba została zakończona fiaskiem. W 1790 r. rolnicy stanowili 90 proc. populacji, a w 1900 r. – już tylko 38 proc.

Obecnie zaś niewiele ponad 2 proc. Amerykanów to rolnicy. Jednak spadek ten nie oznacza „końca pracy”. Choć wielu farmerów odczuło boleśnie utratę pracy, nowe możliwości związane z nadchodzącą erą przemysłową mocno zrekompensowały te krótkoterminowe zaburzenia. Dziś uderza nas podobieństwo między farmerami z przełomu XIX i XX wieku a pozbawionymi pracy robotnikami u progu XXI wieku. W obu przypadkach mamy do czynienia z nagłym, lecz krótkoterminowym dyskomfortem siły roboczej, w czasie gdy wielu robotników dostosowywało się do nowych, korzystniejszych warunków zaistniałych na skutek zmian technologicznych.

Reklama

Wielu teoretyków społecznych usiłuje opisać tę zmianę, nazywając ją „erą przemysłową”, „erą informacyjną”, a nawet „erą postmodernistyczną”. W dzisiejszym społeczeństwie znajomość oraz umiejętność przetwarzania informacji stały się rzeczami kluczowymi dla sukcesu ekonomicznego. Pracownicy, którzy nie spełniają tego wymagania, mogą doświadczyć cierpień i niepokojów. Pomimo tego materiał dowodowy przeciwstawia się apokaliptycznemu gadaniu bez ładu i składu Rifkina i jego towarzyszy, którzy obawiają się, że zaawansowane technologie zniszczą wszystkie miejsca pracy.

Fatalistyczne wizje przyszłych możliwości pracy w Ameryce roztaczane są już od 200 lat. Technologia (wraz ze swym „zbrodniczym” partnerem – globalizacją) jest obwiniana o niszczenie rynku pracy.

Jednak, jak dowodzi Perry Pascarella: „Technologia została stworzona przez ludzi celem wspomagania nas w pracy. (...) Technologia nie daje nam obietnic poprawy życia. Daje nam jednak siłę ekonomiczną, którą możemy wykorzystać do poprawy naszego życia w wymiarach ekonomicznych”. Historia ludzkości była niejednokrotnie świadkiem wprowadzania nowych technologii, które drastycznie zmieniły nasz sposób pracy.

Kamienie milowe postępu

Rozważmy krótkie przykłady cytowane przez Michaela Rothschilda w jego „Ekologii”:

1. Ruchoma prasa drukarska Gutenberga w roku 1440 została entuzjastycznie przyjęta za udostępnienie szerokim warstwom społecznym informacji i rozprzestrzenianie religii wśród mas. Jednak z technopesymistycznego punktu widzenia wynalazek Gutenberga stał się przekleństwem biznesu skrybiarskiego, który zaledwie w ciągu kilku lat zredukowany został o 98 proc. Ale ten postęp otworzył możliwości pracy, o których wcześniej nie można było nawet marzyć.

2. Wynalezienie w Brytanii na początku XIX wieku „krosna z napędem” pozwoliło, dzięki maszynom parowym, na masową produkcję tkanin. Operatorzy ręcznych krosien zostali usunięci przez wprowadzenie tej nowej technologii. Pełni obaw o swoje dalsze życie usiłowali powstrzymać postęp technologiczny, niszcząc nowe maszyny. Ludyci – jak ich nazywano – gdyby im się powiodło, powstrzymując wejście nowych krosien do produkcji, uniemożliwiliby poprawę wydajności brytyjskiego przemysłu tekstylnego, obniżenie cen i otworzenie nowych rynków.

3. Na początku XX wieku, podczas tworzenia tysięcy nowych miejsc pracy w przemyśle samochodowym, rodzący się silnik zasilany paliwem spalanym wewnętrznie spowodował spustoszenie w przemyśle produkującym pojazdy bezsilnikowe: między rokiem 1909 a 1919 zatrudnienie w tym przemyśle spadło z 70 tys. do 26 tys. osób. Jednak zatrudnienie w nowym przemyśle samochodowym wzrosło z 85 tys. do 394 tys. Znacznie przewyższyło to liczbę utraconych miejsc pracy w obumarłym przemyśle powozowym.

4. Zatrudnienie w przemyśle telegraficznym osiągnęło 87 tys. pracowników w 1929 r. W latach 70. ubiegłego wieku nastąpił jednak gwałtowny spadek do 24 tys. Lecz należy tutaj zwrócić uwagę na przemysł telefoniczny, za sprawą którego do 1970 r. powstało 536 tys. miejsc pracy.

Kłamstwa technopesymistów

W tym miejscu pomocne będzie nieco bliższe przeanalizowanie rozumowania współczesnych technologicznych pesymistów. Tak więc rozważmy:

1. Kłamstwo: Jeremy Rifkin twierdzi, że ogół bezrobotnych, którzy utracili nagle pracę, w Ameryce Płn. wzrasta z dnia na dzień. Rzeczywistość: To nieprawda. Alan Reynolds informuje, że od 1991 r. w Stanach Zjednoczonych zlikwidowano co prawda 14 mln miejsc pracy, jednak powstało 15 mln nowych miejsc.

2. Kłamstwo: Rifkin utrzymuje również, że „choć tworzy się nowe miejsca pracy w Stanach, pozostają one w sektorach nisko opłacanych i dają tylko tymczasowe zatrudnienie”. Rzeczywistość: W ciągu ostatnich lat wzrost liczby miejsc pracy w sektorze usługowym objął wysoce opłacane zawody menadżerskie oraz zawody profesjonalnych specjalności.

3. Kłamstwo: W swej książce z 1997 r. „Zmiana w pracy” Peter Cappelli twierdzi, że od połowy lat 80. ubiegłego wieku „bardzo trudno jest zwolnionym pracownikom znaleźć nową pracę”. Rzeczywistość: Według ostatnich statystyk, większość zwolnionych pracowników bardzo szybko zaczyna zarabiać o wiele większe pieniądze niż przedtem. Badanie z sierpnia 1996 r. wykazało, że zwolnieni menadżerowie i pracownicy stanowisk kierowniczych znajdowali pracę z takimi samymi, a nawet wyższymi zarobkami w ciągu bardzo krótkiego czasu (przeciętnie ok. 3 miesięcy).

4. Kłamstwo: Barlett i Steele twierdzą, że po amerykańskim pracowniku największym przegranym jest właściciel małego biznesu. W przeciwieństwie do wielonarodowych korporacji, które zamykają fabryki i przenoszą produkcję za granicę, by zyskać na taniej sile roboczej, małe firmy rzadko mają tę możliwość. Rzeczywistość: Małe interesy są głównym źródłem zatrudnienia w amerykańskiej gospodarce ery informatycznej. Administracja Drobnej Przedsiębiorczości odnotowuje, że biznesy zatrudniające mniej niż 500 pracowników stanowią 54 proc. wszystkich miejsc pracy w USA. Jedna z firm zajmujących się badaniem rynku – Cognetics – szacuje, że istnieje ok. 300 tys. amerykańskich firm zatrudniających mniej niż 50 osób.

5. Kłamstwo: Rifkin mówi: „Faktem jest, że choć mniej niż 1 proc. wszystkich amerykańskich firm zatrudnia 500 bądź więcej pracowników, to firmy te zatrudniły 41 proc. wszystkich pracowników sektora prywatnego pod koniec ostatniej dekady. Ale to również te gigantyczne korporacje zasilają rzesze bezrobotnych”. Rzeczywistość: Pomimo wielu publikacji na temat zwolnień w wielkich firmach, takich jak AT&T, firmy te generalnie nie dokonują tylu zwolnień, o które posądzają je krytycy. Ostatnie badania przeprowadzone przez Amerykańskie Stowarzyszenie Kierownicze odkryły, że chociaż 2/3 z 1003 większych przebadanych firm w 1995 r. przeprowadziło w przeszłości przynajmniej raz redukcję etatów, to od 1989 r. 2/3 z tych 1003 firm zatrudniło tyle samo lub nawet więcej pracowników w czerwcu 1995 r., ile w styczniu 1990.

6. Kłamstwo: Rifkin twierdzi, że „mężczyźni i kobiety, którzy jeszcze kilka lat temu zarabiali powyżej 30 tys. dol. rocznie, obecnie mogą uważać się za szczęściarzy, jeśli uda im się dostać posadę stróża czy ochroniarza za 5 dol. za godzinę. Dla nich i ich rodzin powojenny sen o byciu częścią klasy średniej umarł. Rzeczywistość: Cytując badania Uniwersytetu w Michigan dotyczące dynamiki przychodów, Michael Cox – ekonomista Banku Rezerw Federalnych dowodzi, że zarobki amerykańskich robotników rosną. Odnotowuje on, że tylko 5 proc. tych, którzy zaczynali pracę, znajdując się w grupie najgorzej opłacanych, pozostało w tej grupie do 1991 r. Co więcej, 4 na 5 Amerykanom w tej grupie udało się wejść do klasy średniej, a 30 proc. osiągnęło górny pułap zarobków do wczesnych lat 90. Prawdą jest, że zarobki ludzi z wykształceniem najwyżej średnim spadają, co oznacza, że robotnicy nisko wykwalifikowani stają twarzą w twarz z olbrzymim wyzwaniem, które może ich zrazić i odstraszyć.

Między erą przemysłową a erą informacyjną

Technopesymistyczne interpretacje statystyki ekonomicznej są jednak jednostronne. Karygodne stwierdzenie, że komputery niszczą miejsca pracy, nie jest poparte żadnym materiałem dowodowym. Typowa analiza pesymistyczna ukazuje, że pracownicy amerykańscy są permanentnie pozostawiani w tyle, w miarę jak produkcja zostaje zautomatyzowana. W miarę jak komputery będą w coraz większym stopniu integrowane z amerykańską siłą roboczą, argument o rosnącej bezużyteczności człowieka wciąż będzie żywy.

Jakkolwiek zbyt wcześnie jest, by tego dowodzić, szczególnie w świetle historii. Być może upłyną lata, zanim komputer – główne narzędzie przeobrażające – zostanie w pełni połączony z gospodarką. Paul Davis szacuje, że przyswajanie – liczącej niemal wiek – zmiany z technologii parowej na elektromechaniczną zajęło nam więcej niż 50 lat. Niektóre z najkorzystniejszych wpływów technologii elektromechanicznej, zwłaszcza w kategorii rosnących możliwości pracy, nie miały miejsca przez 2/3 czasu, który został pochłonięty na to przeobrażenie. Pracownicy przekwalifikowywali się, by znaleźć pracę w nowej rzeczywistości ekonomicznej, w taki sam sposób, w jaki robili to podczas poprzednich rewolucji ekonomicznych. Podobnie jest z dzisiejszą rewolucją komputerową, która ustanawia nową strukturę, a nie niszczy siłę roboczą. Oczywiście, pesymiści wierzą, że nawet przy masowym przekwalifikowaniu i edukacji część zawodów zniknie.

Perry Pascarella twierdzi jednak, że pesymizm jest grą, w którą łatwo jest grać, ponieważ katastrofa technologiczna zawsze zdaje się czyhać tuż za rogiem. Krytycy społeczni od zawsze ostrzegali o zbliżającej się technologicznej katastrofie, która miała przybrać postać nuklearnego nieszczęśliwego wypadku, katastrofy ekologicznej czy też innego kataklizmu. Wciąż jednak żyjemy.

Niewątpliwie bliska i odległa przyszłość ekonomiczna Ameryki nie będzie usłana różami. Istniejąca polityka rządu stanowi barierę dla rynkowego procesu „kreatywnej destrukcji”, która stworzyłaby nowe możliwości w nowej gospodarce. Żyjemy w gwałtownie zmieniającym się, konkurencyjnym na światową skalę rynku technologicznym. Społeczeństwo znajduje się w połowie drogi wielkiej transformacji – od ery przemysłowej do ery informacyjnej. Warto „rzucić okiem” na nadchodzącą przyszłość. Jednak technopesymiści używają w tym celu okularów, które są zbyt stronnicze, by mogły dać obraz choćby odrobinę zbliżony do rzeczywistości. Choć nic nie jest pewne, jedna przepowiednia z dużym prawdopodobieństwem się spełni: praca się nie skończy.

Franciszek: współczesnym potopem są wojny

2019-02-19 11:53

st (KAI) / Watykan

Współczesne wojny są odpowiednikiem biblijnego potopu – powiedział Franciszek podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Komentując pierwsze czytanie dzisiejszej liturgii (Rdz 6,5-8; 7,1-5.10), opisujące biblijny potop, Ojciec Święty podkreślił, że rachunek za wojny płacą dziś najsłabsi - ubodzy, dzieci, głodni, prześladowani, torturowani. Jednocześnie zachęcił, by nasze serce stawało się podobne do serca Bożego; by było zdolne do gniewu i smutku ale przede wszystkim do tego, by być bratem z braćmi i ojcem z dziećmi - by było to serce ludzkie i boskie.

screenshot/TV Vaticana

Franciszek zauważył, że Bóg posiada uczucia. Widzimy to w cierpieniu Boga w obliczu niegodziwości ludzi i żalu, że ich stworzył, do tego stopnia, że postanawia ich zgładzić z powierzchni ziemi. Bóg bowiem nie jest bytem abstrakcyjnym, nie jest czystą ideą, ale cierpi i to jest - jak zaznaczył papież - tajemnicą Pana Boga.

Mówiąc o relacji człowieka z Bogiem Ojciec Święty zaznaczył, że idzie tu o odniesienie serca do serca, dziecka do ojca, który jest zdolny, by zasmucić się w swoim sercu. A zatem i my jesteśmy zdolni, by zasmucić się wobec Niego. Jednocześnie Franciszek podkreślił, że czasy dzisiejsze nie różnią się od czasów potopu; istnieją problemy, kataklizmy, ubodzy, dzieci, głodni, prześladowani, torturowani, ludzie, którzy umierają na wojnie, „bo zrzucane są bomby, jakby były cukierkiem".

„Nie sądzę, aby nasze czasy były lepsze niż czasy potopu, kataklizmy są mniej więcej takie same, ofiary są mniej więcej podobne. Pomyślmy na przykład o najsłabszych, dzieciach. Ilości dzieci głodnych, dzieci bez wykształcenia: nie mogą dorastać w pokoju. Bez rodziców, ponieważ zostali zamordowani przez wojny ... Dzieci-żołnierze ... Pomyślmy tylko o tych dzieciach”- przypomniał papież.

Ojciec Święty zachęcił do modlitwy o łaskę, by nasze serce stało się podobne do serca Bożego, by stało się sercem brata wobec braci, ojca wobec dzieci, syna wobec ojca. Ludzkim sercem, podobnym do serca Jezusa.

„Istnieje wielka klęska potopu, wielkie klęski dzisiejszych wojen, za które rachunek płacą słabi, biedni, dzieci, ci, którzy nie mają środków, by się rozwijać. Pomyślmy, że Pan jest zasmucony w swoim sercu i zbliżmy się do Pana, rozmawiajmy z Nim, powiedzmy Mu: «Panie, spójrz na to, rozumiem cię». Pocieszajmy Pana: «Rozumiem Ciebie i jestem z Tobą», towarzyszę Tobie w modlitwie, we wstawiennictwie za wszystkie te kataklizmy, które są owocem diabła, który chce zniszczyć dzieło Boga” – powiedział Franciszek na zakończenie swej homilii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież spotka się z rzecznikiem ofiar pedofilii księży

2019-02-19 19:53

ts / Rzym (KAI)

Przed rozpoczęciem w Watykanie szczytu na temat ochrony małoletnich papież Franciszek spotka się z rzecznikiem włoskiej sieci ofiar pedofilii „Rete L’Abuso”, Francesco Zanardim. Prywatne spotkanie z papieżem po środowej audiencji generalnej 48-letni Włoch potwierdził w rozmowie z niemiecką agencją katolicką KNA w Rzymie.

Grzegorz Gałązka

Zanardi jest jednym z założycieli międzynarodowej sieci „Ending Clergy Abuse” (ECA - Stop wykorzystywaniu przez duchownych). Będzie to pierwsze spotkanie z papieżem tego mężczyzny, który jako nastolatek był molestowany seksualnie przez księdza.

W rozmowie z włoskim dziennikiem „ Il Fatto quotidiano” Zanardi zapewnił, że otacza wielkim szacunkiem papieża Franciszka. „Jednak papież napotyka też na duże opory”, zauważył. Jego zdaniem, w walce z pedofilią niewiele się zmieniło na przestrzeni ostatnich 20 lat, a „w tym czasie wykorzystano seksualnie znaczną liczbę ofiar”.

Rzecznik „Rete L’Abuso” pragnie przedstawić papieżowi żądania ofiar. Jest wśród nich obowiązek zgłaszania przez biskupów przypadków wykorzystywania seksualnego. Poza procesami kościelnymi muszą też być prowadzone procesy w sądach państwowych. Zapowiedział też, że w czasie trwania szczytu w Watykanie ECA zorganizuje w Rzymie spotkania informacyjne oraz demonstracje.

Zanardi przyznał, że zdaje sobie sprawę, z jakim oporem wewnątrz Kościoła musi się spotykać papież Franciszek. Jak zauważył, w czasie tego pontyfikatu sakrę biskupią otrzymało kilku księży, wobec których istnieje podejrzenie, że przemilczeli czyny pedofilii. Nie wymienił przy tym ani nazwisk, ani liczby tych duchownych. „Ten, kto nas zranił, nie jest w niebie, ale na ziemi. Winni są ludzie: księża, którzy nas wykorzystali i wszyscy ci, którzy to tuszowali”, stwierdził Zanardi.

Na 21-24 lutego papież Franciszek zwołał do Watykanu na międzynarodowe spotkanie w sprawie ochrony małoletnich w Kościele katolickim. W konferencji będą uczestniczyć przewodniczący Konferencji Biskupów katolickich oraz Kościołów obrządku wschodniego, a także przełożeni 22 zgromadzeń zakonnych męskich i żeńskich, szefowie 14 dykasterii watykańskich oraz ofiary wykorzystywania seksualnego z różnych części świata. Wśród 190 uczestników spotkania będzie też wiceprzewodniczący Episkopatu Polski, abp Marek Jędraszewski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem