Reklama

Jezus. Szukam właśnie ciebie

2018-08-28 12:05

Beata Pieczykura
Niedziela Ogólnopolska 35/2018, str. 18-19

Beata Pieczykura/Niedziela
Msza św. na zakończenie „Modlitwy serc i stóp kapłańskich”, pod przewodnictwem abp. Wacława Depo

Pielgrzymowanie, modlitwa i post, trud i radość. 36 dni, 1300 km, 200 kapłanów pielgrzymujących, 200 – przyjmujących. Szli z krzyżem od parafii do parafii archidiecezji częstochowskiej w intencji powołań.

Parafia św. Jana Berchmansa w Gorzkowie-Trzebniowie. Tutaj 20 sierpnia 2018 r. zakończyła się „Modlitwa serc i stóp kapłańskich”. Uroczystą Mszę św., której przewodniczył metropolita częstochowski abp Wacław Depo, koncelebrowali: abp Stanisław Nowak, bp Andrzej Przybylski i kilkudziesięciu księży z archidiecezji. Uczestniczyła wielka rzesza wiernych. Abp Depo podziękował kapłanom, którzy włączyli się w wielką modlitewną inicjatywę, oraz wszystkim wspierającym to kapłańskie wołanie o powołania. Z mocą podkreślił, że Kościół jest Chrystusowy. I w tym duchu zapowiedział „Modlitwę kolan” jako kontynuację „Modlitwy serc i stóp kapłańskich” w intencji powołań. Będzie to wpatrywanie się w Jezusa Eucharystycznego zarówno wiernych, jak i kapłanów w czasie adoracji Najświętszego Sakramentu. Natychmiastową odpowiedzią na ten modlitewny apel jest inicjatywa miejscowego proboszcza – ks. Bogumiła Kowalskiego, który zapowiedział organizowanie w pierwsze czwartki miesiąca modlitwy w intencji powołań przed Najświętszym Sakramentem, w obecności relikwii Świętych: Jana Berchmansa, Stanisława Kostki, Dominika Savio i Alojzego Gonzagi oraz krzyża z napisem: „Jezus. Szukam właśnie Ciebie”, który pielgrzymował na ramionach kapłanów, a teraz pozostał we wspólnocie parafialnej w Gorzkowie-Trzebniowie.

Jezus – Alfa i Omega. Początek i Koniec

Na początku Jezus mówi: Pójdź za Mną. Szukam właśnie ciebie. A my odpowiadamy: Jezu, szukam właśnie Ciebie. Potem, odszukani przez Jezusa, mamy Go naśladować, chodzić za Nim codziennie. Na końcu zaś głosić innym: Jezus szuka właśnie Ciebie.

Przeszedł 1300 kilometrów w spiekocie dnia albo w ulewnym deszczu. Był jak bezgłośne pytania: Czy jesteś zimny, czy gorący? Czy jesteś za, czy przeciw? Czy nie boisz się spotkać z sobą w jego cieniu, by poznać, co tak naprawdę kryje się w twym sercu? Czy masz odwagę wziąć go na ramiona i iść drogami świata? Stał się znakiem. Bramą. Źródłem mocy. Światłem. Sensem. Życiem. Krzyż z napisem: „Jezus. Szukam właśnie Ciebie” odwiedził wszystkie kościoły parafialne w archidiecezji częstochowskiej. Wędrował na ramionach kapłanów pod patronatem św. Teresy od Dzieciątka Jezus oraz św. Jana Pawła II w dniach od 16 lipca do 20 sierpnia br.

Reklama

Słuchał modlitw o świętość kapłanów i o nowe powołania kapłańskie i zakonne. Błagalnie wzniesione do nieba ręce księży podtrzymywali świeccy w wołaniu, aby Pan żniwa posłał robotników na swoje żniwo, a także w prośbie, aby rodziny były otwarte na głos Chrystusa i wspierały tych, którzy pragną pójść za Nim i poświęcić dla Niego swoje życie, aby nie zabrakło nigdy głosicieli Dobrej Nowiny, szafarzy Bożych tajemnic i świadków nieskończonej Miłości zanurzonych w Sercu Jezusa.

Ciebie właśnie szukam

– Z krzyża Jezus mówi o miłości do nas – wyznał ks. prał. Marian Duda. – Mówi: Pragnę. Rozgląda się i niejako szuka tych, którzy by to Jego pragnienie miłości do ludzi zaspokoili, szczególnie są to kapłani. Jezus, patrząc z krzyża, na pewno patrzył na serce każdego chłopca i chciał widzieć w nim swojego współpracownika. Pięknie o tym mówił bł. Paweł VI do seminarzystów i kapłanów: – Zostaliście wciągnięci w dramat zbawienia. Napis natomiast pojawił się po to, aby konkretny człowiek, który staje przy krzyżu, usłyszał mowę krzyża: Pamiętaj, że Ja pierwszy wyszedłem na poszukiwanie. Ja pierwszy szukam ciebie. Jako poszukiwany jestem przynaglony, bo właśnie mnie szuka, aby odczytać tajemnicę poszukiwań. Każdy człowiek potrzebuje Jezusowego poszukiwania. Każdy, kto czyta ten napis, nie może pozostać obojętny. Te słowa prowokują, zmuszają do przemyśleń, nawet jak powrócą po latach, wymagają określenia się: Jezu, tak, chcę, abyś mnie szukał i znalazł, albo: Jezu, nie chcę być odszukany przez Ciebie.

Zadziwiająca historia

Pierwszy krzyż, który kapłani nieśli na ramionach, powstał w 2011 r., kiedy archidiecezja częstochowska przeżywała peregrynację relikwii Krzyża Świętego i kopii krzyża katedralnego. Jej celem było umocnienie archidiecezjan w wierności krzyżowi, przybliżenie tajemnicy krzyża i odkrycie jego przesłania. Był świadkiem rekolekcji ewangelizacyjnych na temat: „Krzyż – ostatnia deska ratunku”. Kapłan prowadzący rekolekcje podał go uczestnikom jako ostatnią deskę ratunku, ponieważ – jak powiedział – „krzyż to ostatnie słowo Boga, który chce nas zbawić przez krzyż”. I piękne było przylgnięcie do krzyża dzieci czy osób starszych i chorych, które trzymały go i nie chciały puścić. Krzyż z wyżebranego drewna wykonały Małe Siostry Baranka w swoim warsztacie w Małym Klasztorze Orientale Lumen (Światłość Wschodu) w Choroniu.

Drugi wędrujący krzyż jest autorstwa ks. Szymona Gołuchowskiego, proboszcza parafii pw. Narodzenia Pańskiego w Pajęcznie, pasjonata kapłańskiej inicjatywy modlitewnej. Ks. Szymon wyznaje: – Dla Jezusa zrobię wszystko.

Tagi:
krzyż Modlitwa serc i stóp kapłańskich

Reklama

Krzyż niesie przesłanie miłości i zbawienia dla możnych i słabych

2019-04-19 18:47

kg (KAI) / Watykan

Krzyż zawiera w sobie przesłanie zarówno dla biednych, wydziedziczonych i odrzuconych, jak i dla możnych tego świata, przy czym zawsze jest to orędzie miłości i zbawienia, a nie nienawiści czy zemsty. Przypomniał o tym kaznodzieja Domu Papieskiego o. Raniero Cantalamessa OFMCap w kazaniu podczas wielkopiątkowej liturgii Męki Pańskiej w bazylice św. Piotra w Watykanie pod przewodnictwem papieża Franciszka.

enterlinedesign/fotolia.com

Wychodząc od odczytanego na początku nabożeństwa fragmentu z Księgi Izajasza o „człowieku boleści, wzgardzonym i odrzuconym przez ludzi”, włoski kapucyn zauważył, że słowa te odnoszą się do Jezusa z Nazaretu. Dziś „chcemy rozważać Ukrzyżowanego właśnie w tej szacie: jako pierwowzór i przedstawiciela wszystkich odrzuconych, wydziedziczonych i «wyrzuconych» z ziemi, od których ludzie odwracają spojrzenie, aby ich nie dostrzegać” – powiedział zakonnik.

Podkreślił, że Jezus był nim nie tylko w chwili swej męki, ale przez całe swoje życie: urodził się w stajence, gdyż nie było dla jego rodziny „miejsca w gospodzie”, miał biednych rodziców a przez całą swą działalność publiczną „nie miał gdzie głowy złożyć”, był bezdomny. W pretorium Piłata Jezus – ubiczowany, odziany na pośmiewisko w czerwoną szatę, ze związanymi rękoma – jest pierwowzorem osób skutych kajdankami, samotnych, wystawionych na samowolę żołnierzy i oprawców, którzy wyładowują na biednych swą złość i okrucieństwo, nagromadzone w życiu – zaznaczył kapucyn.

Nawiązując do słów Piłata o Synu Bożym: „Oto Człowiek”, przypomniał, że można je odnieść do niekończącego się zastępu ludzi poniżonych, sprowadzonych do roli przedmiotów, pozbawionych wszelkiej godności. Na krzyżu Jezus z Nazaretu staje się znakiem całej tej „poniżonej i upokorzonej” ludzkości. „Chciałoby się zawołać: odrzuceni, odepchnięci, pariasi z całej ziemi – oto największy człowiek w dziejach stał się jednym z was! Niezależnie od swej narodowości, rasy czy religii macie prawo uważać Go za swojego” – podkreślił zakonnik.

Przywołał następnie amerykańskiego murzyńskiego pisarza i teologa Howarda Thurmana, którego Martin Luther King uważał za swego nauczyciela i inspiratora odrzucenia przemocy w walce o prawa człowieka. W swej książce „Jezus i wydziedziczeni” wskazał on, jak bardzo postać Jezusa stała się reprezentatywna dla niewolników Południa, których on sam (Thurman) był bezpośrednim potomkiem. W tym klimacie zrodziły się – przypomniał o. Cantalamessa – słynne do dziś na całym świecie pieśni „ negro spirituals”, mówiące o męce rozdzielonych małżonków i dzieci, sprzedawanych różnym panom. „Nikt nie zna bólu, którego doświadczyłem, jak tylko Jezus” – głosiła jedna z pieśni.

Ale wszystko to nie jest ani jedynym, ani najważniejszym znaczeniem Jego męki i śmierci, gdyż najgłębszy jest jej wymiar nie społeczny, lecz duchowy – stwierdził kaznodzieja papieski. Wskazał, że ta śmierć „odkupiła świat z grzechu, zaniosła miłość Boga do najdalszych i najciemniejszych miejsc, do których ludzkość została wypędzona w swej ucieczce przed nią, czyli przed śmiercią”. To jest największy sens krzyża, który wszyscy, wierzący i niewierzący, mogą uznać i przyjąć – podkreślił o. Cantalamessa.

Zwrócił uwagę, że jeśli dzięki wcieleniu Syn Boży stał się człowiekiem i złączył się z całą ludzkością, to w świecie, w którym się to dokonało, stał się On jednym z ubogich i odrzuconych. Wziął na siebie ich brzemiona, gdy powiedział: „Cokolwiek uczyniliście głodnemu, nagiemu, więźniowi, wygnańcowi, Mnieście uczynili” – przypomniał kaznodzieja. Dodał, nie można się jednak na tym zatrzymywać, bo gdyby Jezus ograniczył się tylko do bycia jednym z wydziedziczonych tego świata, byłby jedynie wspaniałym przykładem i nikim więcej. Ale On po ukrzyżowaniu zmartwychwstał, ze zwyciężonego stał się zwycięzcą, z osądzonego sędzią. Ostatnie słowo nie należało i nigdy nie będzie należało do niesprawiedliwości i ucisku, Jezus zaś nie tylko przywrócił godność wydziedziczonym, ale dał im nadzieję – stwierdził o. Cantalamessa.

Zauważył następnie, że w pierwszych trzech wiekach Kościoła Paschę sprawowano nie tak, jak obecnie, w czasie Triduum Paschalnego, ale w ciągu jednego dnia – nie wspominano oddzielnie śmierci i zmartwychwstania, ale świętowano przejście Chrystusa z tego jednego stanu do drugiego. Przypomniał, że hebrajskie słowo Pesach oznacza właśnie przejście: narodu żydowskiego z niewoli egipskiej do wolności, a potem przejście Chrystusa z tego świata do Ojca oraz wierzących w Niego od grzechu do łaski.

Jest to święto całkowitej zmiany, dokonanej przez Boga i urzeczywistnionej w Chrystusie, oznacza początek i obietnicę jedynego, całkowicie słusznego i nieodwracalnego zwrotu w dziejach ludzkości – zauważył kaznodzieja. A zwracając się do ubogich, wykluczonych, zniewolonych na różne sposoby w naszych społeczeństwach, zawołał” „Pascha jest waszym świętem!”.

Zakonnik podkreślił, że przesłanie krzyża jest skierowane także „do tych, którzy stoją na drugim brzegu: możnych, silnych, tych, którzy czują się pewnie w swej roli «zwycięzców»”. A jest to, jak zawsze, przesłanie miłości i zbawienia, nie nienawiści lub zemsty – tłumaczył kapucyn. Zaznaczył, że przypomina ono, że wszystkich czeka ten sam koniec: słabych i potężnych, bezbronnych i tyranów, wszyscy bowiem podlegają tym samym prawom i ograniczeniom. Śmierć niczym miecz Damoklesa na włosie końskim wisi nad głową każdego człowieka, ostrzegając przed największym złem dla człowieka, jakim jest złudzenie wszechmocy – dodał o. Cantalamessa.

Przypomniał, że Kościół otrzymał od swego Założyciela polecenie stania po stronie ubogich i słabych, bycia głosem tych, którzy go nie mają. „I dzięki Bogu to właśnie czyni, szczególnie w osobie swego najwyższego pasterza” – wskazał kaznodzieja papieski.

Na zakończenie zaznaczył, że „drugim historycznym zadaniem, jakie religie winny razem dzisiaj podejmować, oprócz wspierania pokoju, jest zabieranie głosu w obliczu widowiska dziejącego się na oczach wszystkich”. Otóż niewielu uprzywilejowanych ma dobra, których nie będą mogli zużyć i będą żyli przez całe wieki, a obok nich są ginące masy ubogich, niemających kawałka chleba ani łyka wody, aby dać je swym dzieciom. „Żadna religia nie może pozostawać obojętna, gdyż Bóg wszystkich religii nie jest obojętny wobec tego wszystkiego” – podkreślił z mocą włoski kapucyn.

„Za dwa dni, wraz z obwieszczeniem zmartwychwstania Chrystusa, liturgia nada imię i oblicze także temu Zwycięzcy. Czuwajmy i rozważajmy w oczekiwaniu” – zakończył swe kazanie o. Cantalamessa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W Kościele trwa Oktawa Wielkiej Nocy

2019-04-22 09:52

awo, mip / Warszawa (KAI)

Cud Zmartwychwstania „nie mieści się” w jednym dniu, dlatego też Kościół obchodzi Oktawę Wielkiej Nocy – przez osiem dni bez przerwy wciąż powtarza się tę samą prawdę, że Chrystus Zmartwychwstał.

©Renáta Sedmáková – stock.adobe.com

Nazwa “oktawa” pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego liczbę osiem. Ta wielkanocna jest weselem z wydarzeń przeżywanych podczas Triduum Paschalnego. To osiem dni świętowania Kościoła, które później przedłuża się aż do Pięćdziesiątnicy.

Zwyczaj przedłużania najważniejszych świąt chrześcijańskich na oktawę jest bardzo dawny. Nie znamy dokładnej daty powstania oktawy Paschy. Jednak wspomina o niej w już IV stuleciu Asteriusz Sofista z Kapadocji. Kościół chce w ten sposób podkreślić rangę i ważność uroczystości.

Oprócz Wielkanocy w Kościele obchodzi się również oktawę Narodzenia Pańskiego.

Dni oktawy Wielkanocy mają, podobnie jak Niedziela Zmartwychwstania, rangę uroczystości. Okres ośmiu dni traktowany jest jak jeden dzień, jako jedna uroczystość. Dlatego w oktawie Wielkanocy nie obowiązuje piątkowy post.

W te dni codziennie śpiewamy “Gloria” i wielkanocną sekwencję „Niech w święto radosne”. Na Mszach świętych czytane są także perykopy o spotkaniach Zmartwychwstałego, m.in. z Marią Magdaleną, z uczniami idącymi do Emaus, z uczniami nad jeziorem Genezaret.

Teksty mszalne wyjaśniają tez znaczenie sakramentu chrztu. W dawnych wiekach był to bowiem czas tzw. katechezy mistagogicznej dla ochrzczonych w Święta Paschalne. Miała ona na celu wprowadzić ich w tajemnicę obecności Chrystusa we wspólnocie wierzących.

Ostatnim dniem oktawy jest Biała Niedziela. Niegdyś w ten dzień neofici ochrzczeni podczas rzymskiej Wigilii Paschalnej, odziani w białe szaty podarowane im przez gminę chrześcijańską, szli w procesji do kościoła św. Pankracego, by tam uczestniczyć w Mszy.

Święty Jan Paweł II ustanowił tę niedzielę świętem Miłosierdzia Bożego. Orędowniczką tego była św. Faustyna Kowalska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dłonie, które uczą miłości

2019-04-22 18:04

Anna Skopińska

Blask i ciepło

Maria Niedziela
o. Anastazy Pankiewicz

I pokazuje mi siebie w ludziach i znakach, które – tak myślę – są znakami od niego. Więc najpierw siostry antonianki i klasztor przy ul. Janosika. Choć pierwszym i pamiętającym o. Anastazego Pankiewicza był ten przy Mariańskiej 3 – niedaleko miejsca, w którym wzniósł szkołę, klasztor i kościół. S. Agnieszka, z którą rozmawiam, pamięta jeszcze tamto miejsce i dom, bo tam właśnie zaczynała swoją zakonną drogę. W zakonie, który utworzył. Po to, by charyzmatem wspierały życie, dzieci poczęte, te już narodzone, by służyły tym najsłabszym. Ale spotykam też s. Zytę – ona wstąpiła do zgromadzenia dokładnie 60 lat temu – w roku, gdy zostało ono oficjalnie zatwierdzone. Starsza zakonnica, kobieta, ma niezwykły uśmiech i ciepło bijące z oczu. I jest tak po ludzku niezwykle piękna. Pytam, czy nie żałuje. „Nie” - odpowiada. I robi to z takim przekonaniem, że aż coś ściska za gardło. Bo już wiem, co daje jej ten blask.

W kaplicy sióstr jest płaskorzeźba o. Pankiewicza. A przy nim cierniowa korona, czyli Dachau. W klasztorze jest też jego portret. Od sióstr słyszę, że to jedno z wierniejszych odwzorowań. Siostry prowadzą w Łodzi Dom Samotnej Matki. I pewnie o to chodziło przyszłemu błogosławionemu. O tę służbę najmniejszym i najsłabszym. I choć to daleko od dawnej Mariańskiej – obecnie to skrawek zieleni pomiędzy ul. Wojska Polskiego a Akademią Sztuk Pięknych – to w klasztorze sióstr po raz pierwszy spotkałam o. Pankiewicza. Właśnie w tych kobietach, których powołaniem to, o co zabiegał.

Zawsze zostaje ślad

Na cmentarzu na Dołach było już trudniej. Ale to tam został ten mały ślad. Gdy 2 lutego 1940 r. o. Anastazy Pankiewicz został wyrzucony z budynku klasztoru, mógł wyjechać z Łodzi. Nie zrobił tego. Nie zabiegał o swoje życie. Zamieszkał w małym pokoju w domku Bronisława Gralińskiego – kierownika pobliskiego cmentarza. Naprzeciw była kaplica. W niej raz w tygodniu odprawiał Mszę św. - w niedzielę. Codzienne eucharystie sprawował w swoim pokoju. Dziś budynek kierownika cmentarza jeszcze stoi. Ale już nie jest ten sam. - wszystko wyremontowane, obłożone styropianem, otynkowane, w środku nie ma nawet skrawka starej ściany – słyszę od przebierających się tu grabarzy – gdyby przyszła pani kilka lat temu... – mówią. Ale nie przyszłam... Z roboczego podwórka dostrzegam jednak, że nie każdy ślad jest zatarty. Do malutkiego domku dobudowano niższą oficynę a gzyms pomiędzy starym i nowym dachem po prostu zamalowano białą farbą. Jako jedyny fragment nie został zaklejony, wyrównany. Pewnie trudno było tam dotrzeć. A może to uśmiech o. Anastazego? Do tego domku siostry przynosiły mu jedzenie. W 2007 roku w łódzkim klasztorze antonianek zmarła s. Bonawentura, która wędrowała z ul. Mariańskiej właśnie tu, by ich założyciel miał co jeść...

W kaplicy, choć wybudowanej w 1934 roku, nie ma za to nic z tamtego czasu. Na froncie są jednak tablice pamiątkowe. Z nadzieją podchodzę – jedna poświęcona harcerzom, którzy w latach 1942 - 1943 prowadzili tu tajną drukarnię, jest upamiętnienie angielskiego lotnika, niezłomnych.... A on? Od 2 lutego do 6 października odprawiał tu Msze św. Z tego cmentarza został zabrany do więzienia śledczego przy Sterlinga, stąd poszedł do Dachau... Nikt tego nie wie. Te tysiące ludzi przemierzających ścieżki, cmentarne alejki, przechodzących na drugą stronę ul. Smutnej, nie zdają sobie sprawy, że to była droga którą nie raz pokonał o. Pankiewicz. I że nie ukrywał się tutaj. Adres podawał jako oficjalny, miał pozwolenie na odprawianie niedzielnej Mszy św. Nie uciekał, nie drżał o swoje życie. Zaufał. - to taki człowiek? Nie wiedziałyśmy, że był tak blisko... - mówią trochę speszone panie z kwiaciarni.

Na górce

Najważniejsze jego dzieło. Klasztor, kościół św. Elżbiety Węgierskiej i szkoła. „Na górce”. Gimnazjum, które pracę zaczęło w 1937 roku dziś także tętni życiem. Przed placówką, która w części jest też klasztorem łódzkich bernardynów, stoi pomnik o. Pankiewicza. Błogosławionego. Musi mijać go każdy, kto tędy przechodzi. Idąc do szkoły, kościoła, czy skracając sobie drogę do szpitala. Tu tu objawił się cały talent, i całe powołanie bernardyna. Temu miejscu oddał całe serce. Doglądał tu każdej kładzionej cegły, każdego detalu. Był z ludźmi. Jego historię znają bardzo dobrze uczniowie szkoły., Jest przecież ich patronem. I pewnie to taki Boży palec, że naprzeciw kompleksu bernardynów powstał szpital dziecięcy, z onkologią i trudnymi oddziałami. Że nieopodal siostry salezjanki prowadzą ochronkę bałucką. On rzucił tu światło, zapalił iskrę. I ta po dziś dzień promieniuje.

Mam co jeść

Kolejne miejsce to kościół św. Piotra i Pawła. W tej świątyni poświęcił stacje drogi krzyżowej. Do starej, pamiętającej jeszcze czasy o. Anastazego, części wchodzą ludzie. Zwykły dzień. A ich jest coraz więcej. Jedna kobieta przystaje. - dzięki nim nie muszę martwić się o wiele rzeczy – mówi. Przyszła tu po paczkę. Robi to raz w miesiącu. - to dla mnie wielka ulga, bo niektórych produktów spożywczych czy chemii nie muszę już kupić – dodaje. Nie pytałam jej o nic. To ona wychodząc z parafialnego punktu caritas chciała podzielić się swoją małą radością. - bo wie pani, jest ciężko, ale muszę dać radę – stwierdza. Nie wiem ile ma lat. Może jest w wieku mojej mamy? A może młodsza? Wiem tylko, że to kolejna osoba „podstawiona” tu przez przyszłego świętego.

Męczeństwo...

Jest też wiezienie na Szterlinga w Łodzi, gdzie Niemcy przesłuchiwali przez 17 dni o. Anastazego. To miejsce straceń i męczeństwa tysięcy Polaków. W której sali był przetrzymywany? W którym miejscu? Obecnie znajdują się tam przychodnie lekarskie. Ale gdzieś tam w wyobraźni widzę przywiezionego tu zakonnika, w habicie, bo go nie zdjął. Prowadzonego i przetrzymywanego. To preludium do Konstantynowa Łódzkiego i do Dachau. Dostał numer 28176 i pasiak. „Niech się dzieje wola Boża. Jestem gotowy na śmierć.” - powiedział, gdy został wytypowany do transportu inwalidów i poprowadzony do ciężarówki jadącej do gazu. Zginął 20 maja 1942 roku. Czy go znamy? Czy pamiętamy? Tyle go w Łodzi a jakby nie był widoczny... Choć jego dłonie uczą miłości. Takiej do końca. 13 czerwca 1999 r. św. Jan Paweł II ogłosił błogosławionymi 108 męczenników. Wśród nich naszego o. Anastazego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem