Reklama

Ostatni wrzesień w Breslau

2018-08-28 12:05

Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 35/2018, str. 22-23

Walter Genewein
Wrzesień 1939, zdjęcie wykonane przez niemieckiego oficera gdzieś we Wrocławiu we wrześniu 1939 r. Przedstawia pojazdy niemieckich sił powietrznych przed wyjazdem do Polski

Lato 1939 r. w Polsce było wyjątkowo piękne. Miasta tonęły w słońcu – pogoda nie zapowiadała tragedii. Ze wspomnień dramatu wybuchu wojny wiemy, jak cierpiały Warszawa, Kraków, ile łez wylano w polskich domach. Czy wiemy, jak wojenna machina rozpędzała się w niemieckim Wrocławiu?

Zanim międzynarodowe traktaty przywróciły Polsce Wrocław, Breslau – zachodnie miasto Trzeciej Rzeszy – przeżył on swoją gehennę.

Lekceważone sygnały

Tamtego lata wieczory w Breslau zachęcały do długich spacerów po nużącym upale dnia. Mieszkańcy chętnie zajmowali stoliki przy eleganckiej Schweidnitzer Strasse (dziś ul. Świdnicka) i ucinali sobie pogawędki w smugach zachodzącego słońca. Ale nie wszyscy. Od pamiętnej nocy z 9 na 10 listopada 1938 r., nocy mordu Żydów i pożarów synagog, coraz częściej można było trafić na wyraźne napisy: „Für Juden verboten”. Niemcy, rządzone twardą ręką Hitlera, szykowały się do wojny. „Widzę groźne objawy bliskiej nowej wojny światowej, która wybuchnąć musi najdalej we wrześniu (pragnie jej Trzecia Rzesza, ale przyczyniają się do tego „demokratyczne” kraje oraz międzynarodowe żydostwo). Widzę całkowitą ruinę i upadek Trzeciej Rzeszy, która nieuchronnie dąży do swojej katastrofy”* – notuje 24 czerwca 1939 r. mieszkaniec Breslau, urodzony w 1890 r. w Trzebnicy Żyd Walter Tausk, który od 1925 do 1940 r. prowadzi codzienne zapiski na temat sytuacji w mieście. Przedstawia w nich tragiczne losy Żydów w opanowanym przez brunatny reżim Wrocławiu. Siedem woluminów dzienników Tauska ocalało i znajduje się w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu. Fragmenty ukazały się w 1973 r. jako „Dżuma w mieście Breslau”. Dziś to jeden z niewielu dokumentów opisujących realia tamtych dni.

W 1939 r. Tausk przez kilka miesięcy stara się wyjechać, próbuje opuścić Niemcy – planuje emigrację do Londynu – ale na skutek zamieszania jego dokumenty nie trafiają na czas tam, gdzie powinny, i wyjazd przestaje być możliwy.

Reklama

8 sierpnia notuje, dużymi literami: „A NOWA WOJNA JEST JUŻ U DRZWI. Obok wielu innych jej objawów dwa są szczególnie znaczące: od 17 bm. zostaną zarekwirowane wszystkie prywatne samochody osobowe oraz omnibusy, do 25 bm. wszystkie pola i ogródki działkowe należy opróżnić z plonów. Ostatnio nie ma wołowiny, nie ma wieprzowiny, są natomiast tylko przygotowania wojenne, krzątanina o charakterze agresywnym przeciwko Gdańskowi i Polsce”.

Co będzie z Żydami?

„W okolicy Scheitnig (Szczytniki) widok jak z czasów wojny. Przez Scheitniger Stern (Rondo Reagana) przejechała właśnie kolumna samochodów” – pisze w dzienniku pod datą 22 sierpnia 1939 r. inny niemiecki Żyd, Willy Cohn, historyk i nauczyciel, który urodził się w 1888 r. w zasymilowanej rodzinie niemieckich Żydów. Spadkobierca fortuny – jego odważni rodzice przebojem weszli do elity Breslau, w 1902 r. przypieczętowując sukces budową w Rynku domu handlowego – też pisze dziennik. Dziś na murze kamiennicy pod numerem 49 wisi w Rynku tablica wspominająca Cohna, którego staranne zapiski również należą do najważniejszych kronik przedwojennego Wrocławia.

„Na Hindenburgplatz (pl. Powstańców Śląskich) nie wolno nam już usiąść” – pisze Cohn. „Na wszystkich ławkach jest napisane «Für Juden verboten»”. Mimo to historyk ocenia kroki podejmowane przez rząd jako Niemiec, nie widzi zagrożenia, które decyzje Hitlera ściągają na Europę, ma nadzieję na lokalny wymiar konfliktu. 22 sierpnia pisze o gwałtownym zwrocie w polityce, odnosi się do zawartego paktu między Niemcami i Związkiem Radzieckim. „Tak więc Polska będzie musiała się ugiąć pod żądaniami Niemiec. Być może w ten sposób pokój na świecie zrobi jakieś postępy” – notuje krótkowzrocznie i naiwnie.

„Od około połowy czerwca wszystkie ławki na skwerach i w parkach wrocławskich zaczęto zaopatrywać w szablonowe napisy «ŻYDOM ZAKAZANE»” – pisze oburzony Tausk. „Ponieważ litery są czarne i umieszczone na środku oparcia – napis ma wymiary 5 x 35 cm – często się zdarza, że tekst bywa niezauważony. Szczególnie wtedy, gdy ktoś go zasłania albo kiedy ławka jest brudna i zniszczona. Pechowi Żydzi, którzy przez pomyłkę usiądą na «aryjskiej» ławce (a są nimi głównie starsze panie i krótkowidze), są natychmiast aresztowani”.

Ostatni sierpień w niemieckim mieście

Ostatnie dni sierpnia w notatkach Cohna są bardzo niepokojące. Ogłoszono nakaz znoszenia rzeczy osobistych do piwnic: płynów, amoniaku, waty, słodyczy dla dzieci. Szkoły są zamieniane w koszary. Mówi się o wydawaniu kartek na żywność. 28 sierpnia do miasta nie dotarła żadna poczta zamiejscowa i zagraniczna. Cohn ocenia, że przyczyną jest redukcja do minimum ruchu na kolei.

Informacje notowane przez Waltera Tauska są podobne. Pod datą 8 sierpnia pisze: „Dzisiaj podano w porannych wiadomościach radiowych, że od jutra wszystkie tutejsze szkoły zostaną zamknięte na okres 5 tygodni i zajęte przez wojsko (80 tys. ludzi). Oprócz tego zapełnia się żołnierzami kwatery prywatne. Już w poprzednim tygodniu wiedziano, że w północnej i wschodniej części Wrocławia wszystkie szkoły podstawowe zostały zajęte przez wojsko, a kwatermistrze udawali się nawet do prywatnych domów. To wszystko są przygotowania do wojny!” 20 sierpnia opisuje sytuację: „Z mojego wyjazdu za granicę nic już chyba nie będzie, bo według dzisiejszych gazet, wojna z Polską wybuchnie na pewno jeszcze w tym tygodniu. I będzie to wojna totalna”.

Tausk mieszka przy dzisiejszej ul. Zielińskiego, od początku lipca dzień i noc obserwuje przemarsz wojska. Jeszcze w sierpniu, wciąż niepogodzony z odmową wyjazdu, pisze: „A co słychać we Wrocławiu? Na naszej ulicy wyciągano dzisiaj w nocy z łóżek rezerwistów, którzy mieli się zgłosić do wojska dopiero podczas mobilizacji. Na własne oczy widziałem w trakcie krótkiego wieczornego spaceru w bocznych ulicach, na promenadach, ale i na głównych ulicach pijanych żołnierzy służby czynnej i rezerwistów w grupach po trzech i czterech, wszyscy z zachodnich Niemiec, którzy interesowali się oczywiście każdą «dziewczynką» i wszystkimi ładnymi kobietami spacerującymi bez męskiego towarzystwa”. Tausk zanotował też, że w ostatnim tygodniu przed wybuchem wojny odbył się szturm na banki i kasy oszczędnościowe i wprowadzono zakaz sprzedaży wódki.

W ostatnim dniu sierpnia, w czwartek, ewakuowano żydowski szpital. Wyrzucono pacjentki z oddziału ginekologii, zlikwidowano przytułek dla kalek i starców, 380 łóżek stoi wolnych. Taki los spotkał też inne szpitale. Gestapo i wojsko zachowywały się wręcz nieludzko – pisze Tausk. Niemcy usuwali Niemców – z ich domów, szkół, szpitali, z miejsc pracy. Nastroje antysemickie tężeją, podsycane przez Niemców. „Żydzi muszą się wynieść” – notuje Willy Cohn antysemicką uwagę, którą usłyszał, przechodząc ulicą. Była powiedziana po niemiecku do niemieckiego Żyda w niemieckim mieście...

Ogłaszają nakaz zaciemniania mieszkań. Rodzina Cohnów, która od 1934 r. mieszka przy Opitzstrasse 28 (dziś ul. Żelazna), zakleiła szyby od wewnątrz czarnym papierem i dzięki temu wieczorem odważnie zapalają lampę nad stołem. Ale Willy co wieczór staje pod oknami, by sprawdzić, czy aby na pewno nic nie widać.

31 sierpnia po południu na wyrzucanych ze szpitali chorych psychicznie, świeżo zoperowanych pacjentów i wszystkich, którzy opuścili zajmowane łóżka, lunął deszcz, a przez miasto przetoczyła się gwałtowana burza.

Początek piekła

To był piątek, świtało, gdy 1. września Niemcy uderzyły na Polskę z zachodu, północy i południa. O godz. 4.02 z niemieckiego lotniska Nieder Ellguth, leżącego między Wrocławiem a Opolem, wystartowały bombowce nurkujące Ju-87B z 4. Floty Powietrznej Luftwaffe. Ich celem był Wieluń. O 4.35 pierwsze bomby spadają na miasto. Historycy są zgodni, że Wieluń nie miał znaczenia militarnego, nalot był sposobem na sianie terroru wśród Polaków. – Zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem. „Bądźcie bez litości, bądźcie brutalni” – brzmiało polecenie Hitlera. „Dzisiaj rano od godziny 4.45 do godziny 7.00 bez przerwy ciągnęły nad miastem na wschód bombowce, myśliwce i inne samoloty. O godzinie wpół do 9 zjawiła się u nas administratorka domu z obwieszczeniem policji nakazującym przygotować się do zaciemniania okien, zadbać o wodę na wypadek nalotu nieprzyjacielskiego, utrzymywać schron przeciwlotniczy w dobrym stanie itd.” – notował Tausk. „Dziś, około godziny 5, kilka ciężkich eskadr leciało na dużej wysokości w kierunku Górnego Śląska. Ciągle słychać odgłos silników w powietrzu” – notował, niemal identycznie, Willy Cohn.

„Począwszy od godziny 10 słychać przez głośniki zainstalowane w pobliżu nas JEGO przemówienie transmitowane z Reichstagu. Od lat nic nowego: żaden naród i żaden mąż stanu nie jest tak niewinny, źle rozumiany, zdradzany i oczerniany jak ON i jego «naród», żaden naród i żaden mąż stanu nie miłuje tak pokoju itd. I głos: gardłowy, rzężący, zachłystujący się, trzęsący, skomlący, modlący, potem znowu rozszalały, żeby ponownie przygasnąć. I wszystkiemu winien jest, oczywiście, Polak...” – notował dotknięty do żywego przemówieniami Führera Walter Tausk, Żyd, w niemieckim Breslau.

***

Kilka lat temu widziałam film udostępniony przez niemieckiego dokumentalistę Karla Hoeffkesa. Prywatny, nakręcony pod koniec lata 1939 r. na potrzeby domowego archiwum. Bohaterami filmu byli: chłopiec o imieniu Poldi i jego ojciec, oficer Wehrmachtu. Kolejne kadry pokazywały rodzinę mieszkającą na wrocławskich Krzykach przy Eichendorff Strasse (dzisiaj ul. Sokola), chłopca pędzącego na rowerze wśród zieleni Charlotten Strasse (dziś ul. Krucza), chłopca na łódce kołyszącej się leniwie na Odrze i słońce między wieżami katedry na Ostrowie Tumskim. Nikt niczego nie przeczuwa. Nikt się nie boi. Słońce, jak zawsze, świeci nad dobrymi i złymi zamiarami dobrych i złych ludzi.

Nikt nie wie, że sześć lat później, „kiedy się wypełniły dni”, zniszczone we Wrocławiu budynki obrócą się w 18 milionów metrów sześciennych gruzu. I słońce nie znajdzie już dwóch strzelistych wież katedry w drodze ze wschodu na zachód.

Choć „lato było piękne tego roku...”.

*Pisownia oryginalna – zarówno Tauska, jak i Cohna.
Materiały, z których korzystałam:
„Żadnego prawa – nigdzie. Dziennik z Breslau 1933-1941”, Willy Cohn, przeł. Viktor Grotowicz, Wyd. Via Nova, Wrocław 2010.
„Dżuma w mieście Breslau”, Walter Tausk, przeł. Ryszard Kincel, Wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1973.I

Tagi:
II wojna światowa

To pokój musi kierować losami narodów

2018-09-12 10:44

Ks. Krzysztof Hawro
Edycja zamojsko-lubaczowska 37/2018, str. I

Ks. Krzysztof Hawro
Zamojska Rotunda w latach 1940-1944 była miejscem kaźni ludności Zamojszczyzny

W jednej z pieśni śpiewanych w zamojskiej katedrze padają słowa skierowane do Matki Bożej Odwachowskiej: „Przodkom naszym pomagałaś w czas zaborów! Łagodziłaś wszystkie klęski, ciosy, blizny. Srogie męki i katusze wycierpiałaś, Patrząc na tragedię Dzieci Zamojszczyzny!”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Praktyki religijne młodzieży

2018-09-19 10:25

Ks. Krzysztof Pawlina
Niedziela Ogólnopolska 38/2018, str. 34

Opinie o polskiej młodzieży są dziś podzielone. Zresztą sami młodzi ludzie nie bardzo wiedzą, jacy są. Oko socjologa pozwala jednak dostrzec pewne zmiany, które zachodzą wśród młodego pokolenia.
Podstawą do naszkicowania portretu polskiej młodzieży jest badanie, które pod koniec 2016 r. przeprowadziła Fundacja Centrum Badań Opinii Społecznej w 82 dziennych szkołach ponadgimnazjalnych

EdNurg/fotolia.com

Przyznanie się do wiary nie zawsze jest łatwe. Tym bardziej dla ludzi młodych. Niemniej jednak łatwiej się przyznać do wiary niż ją praktykować. Ale „wiara bez uczynków martwą jest” – przypomina św. Paweł. Co się dzieje z młodą generacją Polaków w kwestii praktykowania wiary?

Od połowy lat 90. XX wieku obserwuje się stopniowy spadek poziomu uczestnictwa młodzieży w Mszach św., nabożeństwach i innego rodzaju wydarzeniach religijnych. Obecnie co najmniej raz w tygodniu uczestniczy w nich 40 proc. badanych uczniów. 20 lat temu było to 62 proc. W praktykach religijnych nigdy nie bierze udziału 29 proc. młodych ludzi, a 21 proc. robi to kilka razy w roku.

Zasadniczo istnieje wyraźny związek między deklarowaną postawą wobec wiary a udziałem w praktykach religijnych. Osoby praktykujące określają się też częściej jako wierzące. Pojawiło się jednak pewne zjawisko, które można nazwać „wiarą bez praktyki”. Chodzi tu o osoby, które deklarują się jako głęboko wierzące, a nie uczestniczą w praktykach religijnych (10 proc.).

Kolejną nowością, którą ukazują badania, jest fakt spadku religijności dziewcząt. One zawsze odznaczały się większą gorliwością zarówno w autodeklaracji wiary, jak i w praktykach. Obecnie brak zaangażowania w praktyki religijne deklaruje 28 proc. dziewcząt, w 2013 r. było to 19 proc.

Pewne zmiany religijności zachodzą również w przypadku młodzieży mieszkającej w większych miastach i na wsi. Młodzi z większych aglomeracji częściej określają się jako niewierzący, natomiast młodzież żyjąca na wsi coraz częściej zaniedbuje praktyki religijne. W ciągu ostatnich 3 lat odsetek osób nigdy w nich nieuczestniczących wzrósł na wsi z 17 proc. do 24 proc.

Obecnie na lekcje religii uczęszcza 75 proc. uczniów ostatnich klas ponadgimnazjalnych. To niemało, choć poziom ten jest niższy niż w 2013 r. (89 proc.), różnica wynosi więc 14 punktów procentowych. Największy spadek odsetka uczniów uczestniczących w lekcjach religii odnotowano w liceach ogólnokształcących – 17 punktów procentowych w stosunku do 2013 r. Lepsza sytuacja jest w technikach, gdzie spadek ten wynosi 13 punktów procentowych. Poziom uczestnictwa w lekcjach religii ściśle wiąże się z miejscem zamieszkania. Młodzi mieszkający na wsi chodzą na religię niemal powszechnie (85 proc.). Współczynnik ten obniża się natomiast wraz z wielkością miasta i spada do wartości poniżej 50 proc. w największych ośrodkach. Dwie piąte młodzieży (40 proc.) uważa, że lekcje religii są ciekawe, i deklaruje, że chodzi na nie z ochotą. Opinię krytyczną – że lekcje religii są nudne i nic ważnego się na nich nie dzieje – podziela co piąty uczeń (22 proc.). Pozostali (38 proc.) uważają, że lekcje religii niczym się nie wyróżniają – „są jak każda inna lekcja”.

W omówieniu religijności młodego pokolenia Polaków warto wziąć pod uwagę jeszcze jedno zjawisko. Dotyczy ono rodziców. Zmniejsza się bowiem odsetek młodzieży deklarującej, że rodzice wymagają od niej chodzenia do kościoła. Zmiany na tym polu są poważne. W porównaniu z 2013 r. zmniejszył się on o 9 punktów procentowych, z 2008 r. – o 18 punktów procentowych, a z 1998 – aż o 22 punkty procentowe.

W kwestiach wiary i praktyk religijnych coś się zatem zmienia nie tylko w samej młodzieży, lecz także w jej domach. Być może zmieniają się postawy i poglądy rodziców albo też rodzice stawiają swoim dzieciom coraz mniejsze wymagania w kwestii wiary.

Odwiedźmy zatem rodziny badanej młodzieży i posłuchajmy, co mówią o swoim domu i szkole. O tych sprawach – w kolejnym odcinku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Magna Opera Sacra 2018 - zapowiedź

2018-09-25 13:34

Kamil Krasowski

Magna Opera Sacra 2018 - zapowiedź

baner

Lubuskie Towarzystwo Kulturalne, Uniwersytet Zielonogórski oraz Parafia pw. Najświętszego Zbawiciela w Zielonej Górze zapraszają do wysłuchania kolejnego koncertu z cyklu Magna Opera Sacra. Koncert odbędzie się 7 października w kościele pw. Najświętszego Zbawiciela o g. 19.00.

- Po wykonaniu oratorium Mesjasz J. F. Haendla, Pasji wg św. Jana i Wielkiej Mszy h-moll

J. S. Bacha, a więc wielkich dzieł, które w Zielonej Górze prawdopodobnie nigdy nie zabrzmiały na instrumentach z epoki, sięgamy po jeden z najsłynniejszych utworów kantarowo-oratoryjnych wszechczasów – Requiem d-moll KV 626 Wolfganga Amadeusza Mozarta – mówią organizatorzy.

7 października w kościele pw. Najświętszego Zbawiciela usłyszymy wersję Richarda Maundera, współczesnego brytyjskiego muzykologa i matematyka, który po gruntownych studiach nad twórczością Mozarta dekomponował na nowo brakujące fragmenty dzieła. - Naszym zdaniem wersja R. Maundera jest szczególnie warta zainteresowania zarówno z uwagi na wykonaną przez jej autora ogromną pracę naukową jak i osiągnięty efekt artystyczny. Tę właśnie wersję dzieła zamierzamy przedstawić i pomimo, że mozartowskie Requiem było wykonywane w Zielonej Górze wielokrotnie, będzie to kolejna premiera, jaką przygotowaliśmy w ramach cyklu Magna Opera Sacra – zapewniają wykonawcy.

„Drugim ważnym elementem, który sprawia, że wydarzenie to będzie miało niezwykły charakter są instrumenty, które wezmą udział w koncercie. Nasze projekty realizujemy

z udziałem znakomitej orkiestry Arte dei Suonatori, grającej na kopiach instrumentów

z epoki. Mozart w składzie instrumentów do wykonania Requiem przewidział rożki basetowe, które popularne były w czasach kompozytora, od XIX wieku wyszły z użycia i były niemal całkowicie zapomniane, a współcześnie zastępowane są klarnetami. Rożki basetowe zobaczyć i usłyszeć na żywo można dziś niezwykle rzadko. Nasz koncert będzie taką wyjątkową okazją. Pragnąc zaprezentować słuchaczom niezwykłe instrumentarium postanowiliśmy rozszerzyć program koncertu jeszcze o dzieła z udziałem instrumentu, który także nieczęsto można spotkać na naszych estradach, a mianowicie pianoforte, przodka dzisiejszego fortepianu. Na kopii takiego właśnie instrumentu, na którym grano w czasach Mozarta, wykonany zostanie jego Kwartet g moll oraz niezwykle dramatyczna Fantazja c-moll. Tych utworów na kopiach instrumentów lubuska publiczność także jeszcze nie miała okazji wysłuchać” – czytamy w informacji o projekcie.

Patronat honorowy nad wydarzeniem objął bp Tadeusz Lityński oraz nasza Redakcja Tygodnika Katolickiego Niedziela-Aspekty.

Program:

Wolfgang Amadeusz Mozart (1756-1791)

Fantazja c-moll KV 475

Kwartet fortepianowy g-moll KV 478

Requiem d-moll KV 626, edycja: Richard Maunder

Wykonawcy:

Marzena Michałowska – sopran

Bogumiła Tarasiewicz – mezzosopran

Karol Kozłowski – tenor

Maciej Straburzyński – bas

Katarzyna Drogosz – pianoforte

Ewa Golińska – skrzypce

Natalia Reichert – altówka

Maciej Łukaszuk – wiolonczela

Chór kameralny Uniwersytetu Zielonogórskiego „Cantus humanus”

Orkiestra barokowa „Arte dei Suonatori”

Bartłomiej Stankowiak – dyrygent

Bilety:

40 zł – normalny

30 zł – ulgowy

Sprzedaż: www.abilet.pl , w punktach sprzedaży Abilet oraz na godzinę przed koncertem.

Liczba miejsc dla publiczności: 1000

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem