Reklama

Zasłużony dla miasta Szczecina

2018-08-28 12:10

(ksa)
Edycja szczecińsko-kamieńska 35/2018, str. III

Zdjęcia: ksa
Teresa Barbara Dominiczak

Na wniosek Fundacji Wspierania Kultury Noc Poetów skierowany do Rady Miasta Szczecina, kapituła Medalu w dniu 18 czerwca br. przyznała Medal za Zasługi dla Miasta Szczecina poetce, Teresie Barbarze Dominiczak i ks. prał. dr. Janowi Marcinowi Mazurowi. Wręczenie medali i dyplomów nastąpiło podczas 4. uroczystej sesji Rady Miasta Szczecin, która odbyła się z okazji 73. urodzin miasta, 5 lipca br. w sali sesyjnej Rady Miasta.

Medal za Zasługi dla Miasta Szczecina jest wyrazem wyróżnienia i uznania Rady Miasta. Nadawany jest za wybitne zasługi dla rozwoju miasta i mogą go otrzymać obywatele Polski i cudzoziemcy oraz organizacje społeczne, zawodowe, instytucje i podmioty prowadzące działalność gospodarczą.

Uroczystą sesję otworzyła przewodnicząca Stefania Biernat, a następnie zebrani wysłuchali inauguracyjnego wykładu dr Małgorzaty Gwiazdowskiej – miejskiego konserwatora zabytków, pt. „Dziedzictwo kulturowe Szczecina po 1945 r.”. Następnie Pani Przewodnicząca wręczała medale kolejnym wyróżnionym. Ceremonię każdorazowo poprzedzała laudacja.

Reklama

Wiceprezes Fundacji Wspierania Kultury Piotr Pawłowski, przedstawiając postać poetki Teresy Barbary Dominiczak podkreślał, iż jakkolwiek „urodziła się w Pacanowie” to jednak „wrosła w tę szczecińską ziemię, wrosła w tych ludzi, czemu daje wyraz w swych wierszach drukowanych w wielu tomach”. Za swą działalność była również wielokrotnie odznaczana medalami: „Pro Memoria”, „Pro Patria”, „Opiekun Miejsc Pamięci Narodowej”, „Gloria Cultura” oraz Zasłużony Kulturze „Gloria Artis”. Przedstawił także artystyczny dorobek poetki, która jest autorką „kilkuset różnorodnych artykułów i tomików wierszy, m.in.: o miłości, przemijaniu, o szkole, tematyce marynistycznej, ale także o tematach trudnych, jak Holokaust, Katyń, los dzieci zsyłanych na Syberię podczas II wojny światowej i ich późniejsze jakże trudne losy. W latach 70. ubiegłego wieku związana z literackim klubem nauczycielskim „Starówka”. Pisała reportaże do „Spojrzeń” – pisma społeczno-kulturalnego w Szczecinie. Od wielu lat aktywnie współpracuje za szczecińskimi miesięcznikami „Refleksje” i „Dialogi”, gdzie zamieszcza wiersze, felietony, eseje i artykuły związane z historią i kulturą Kresów Wschodnich. Działa także w Stowarzyszeniu „Katyń”, napisała i wyreżyserowała sztukę teatralną przedstawiającą losy Polaków deportowanych w czasie II wojny światowej do Kazachstanu. Poświęciła się także ukazaniu dramatycznych losów dzieci, które przeżyły piekło zesłania, co przedstawiła w tomiku poezji „Groza i bezradność”. Przez cały okres swojej działalności zawodowej uczyła języka polskiego w Zespole Szkół Samochodowych i szkołach ogólnokształcących Szczecina.

Przedstawiając postać ks. prał. Jana Marcina Mazura, prof. Andrzej Sulikowski powiedział, że odznaczany jest „organizatorem kultury, obdarzonym łaską czytania, wedle dawnej zasady, sięgającej jeszcze czasów starożytnych. (...) Obdarzonym głębokim rozumieniem tekstu, znakomity miłośnik książki, urodzony bibliofil, zgromadził pod swym dachem ok. 20 tys. książek”. Podkreślił „niepospolity warsztat badawczy duchownego”, którym kieruje „zasada dominikańska: «Contemplata aliis tradere», benedyktyńska wytrwałość, pracowitość, miłość do książek i wiedzy (...)”.

Wszystkie swe siły od młodości oddał Szczecinowi, gdzie kształcił się, poznawał środowisko naukowe i literackie. Wywodzi się jednak ze Wschodu, z ziemi zamojskiej, do której nadal chętnie powraca. Trzeba także dodać, że Laureat po studiach na Katolickim Uniwersytecie Louvain (1977-82), uwieńczonych doktoratem, przez ponad 20 lat był profesorem Arcybiskupiego Wyższego Seminarium Duchownego w Szczecinie, gdzie wykładał teologię moralną. Na Pomorskiej Akademii Medycznej (dziś PUM) wykładał etykę i pracował w Komisji Bioetycznej. Blisko współpracował z Duszpasterstwem Akademickim, zwłaszcza w czasie stanu wojennego, latami prowadził katechezy dla maturzystów i studentów. Ważnym okresem w życiu Laureata była praca w Prezydenckiej Radzie Kultury w Szczecinie. Jest autorem esejów o swoich nauczycielach i mistrzach, sanktuariach, cmentarzach, teatrze, kulturze ludowej, etycznym wymiarze stosunku człowieka do przyrody, języku kazań, relacjach państwo – Kościół, stosunku lekarza do pacjenta, o moralności, Kościele na Pomorzu Zachodnim, dziejach katedry kamieńskiej i o Pomorzu.

Laureaci otrzymali gratulacje i życzenia od prezydenta miasta Piotra Krzystka, wiceprezydenta Krzysztofa Soski, a także wielu obecnych na sali radnych i zaproszonych gości, w tym delegata Metropolity Szczecińsko-Kamieńskiego, kanclerza Kurii Metropolitalnej ks. kan. Sławomira Zygi. Okoliczność wykorzystał także prezes szczecińskiego Oddziału Związku Literatów Polskich Leszek Dembek, który wręczył ks. Janowi Marcinowi Mazurowi medal pamiątkowy „Gloria Cultura”.

Tagi:
nagroda

Samorządowe oskary rozdane

2018-10-21 20:00

W niedzielę 21 października 2018 r. w Muzeum Kolekcji im. Jana Pawła II Fundacji Janiny i Zbigniewa Porczyńskich w Warszawie miała miejsce uroczystość wręczenia po raz XXI Nagród im. Grzegorza Palki, nadawanych przez Ligę Krajową.

Marcin Szpądrowski
Nagrodzeni

Rok 2018 jest rokiem 25-lecia Ligi Krajowej.

Zobacz zdjęcia: Nagrody im. Grzegorza Palki rozdane

LAUREATAMI NAGRODY IM. GRZEGORZA PALKI W 2018 ROKU ZOSTALI:

W dziedzinie ogólnopaństwowej:

1. Jerzy Kwieciński – Minister Inwestycji i Rozwoju

- za działania na rzecz zwiększenia efektywności wykorzystania środków unijnych i zmniejszenia dysproporcji między regionami

W dziedzinie działalności samorządowej o wymiarze ogólnokrajowym:

1. Andrzej Matusiak – Dyrektor Stołecznej Estrady

- za wybitne osiągnięcia w zakresie współtworzenia i organizacji wydarzeń kulturalnych rangi krajowej i międzynarodowej

2. Paweł Tomczak – Dyrektor Biura Związku Gmin Wiejskich RP

- za koordynowanie projektów wspierających rozwój społeczno-gospodarczy samorządu terytorialnego oraz skuteczną reprezentację interesów społeczności lokalnych

W kategorii działań w samorządzie lokalnym o znaczeniu ponadlokalnym:

1. Antoni Karlak – Wójt Gminy Jabłonka

- za działalność na rzecz rozwoju lokalnej społeczności oraz zachowania orawskiego dziedzictwa kulturowego

2. Tomasz Kucharski – Wójt Gminy Olsztyn

- za działania na rzecz rozwoju infrastruktury turystycznej i kultury jurajskiego Olsztyna

3. Janina Kwiecień – Starosta kartuski

- za działania na rzecz rozwoju społeczno-gospodarczego Powiatu

Ponadto Kapituła zdecydowała przyznać 5 wyróżnień.

Wyróżnienia otrzymali:

1. Adam Jaskulski – Wójt Gminy Świdnica

- za działania na rzecz stworzenia lepszych warunków funkcjonowania i rozwoju edukacji oraz służby zdrowia

2. Roman Kaczmarczyk – Burmistrz Lądka-Zdroju

- za inicjowanie działań w zakresie wykorzystania źródeł energii odnawialnej, w szczególności energii geotermalnej

3. Urszula Nowogórska – Przewodnicząca Sejmiku Województwa Małopolskiego

- za działania na rzecz bezpieczeństwa mieszkańców województwa małopolskiego

4. Andrzej Płonka – Starosta bielski

- za inicjowanie i wspieranie działań na rzecz przedsiębiorczości, w tym Bielskiego Parku Technologicznego i Niskoemisyjnej Strefy Ekonomicznej

5. Dariusz Reśko – Burmistrz Krynicy-Zdroju

- za działania na rzecz społeczności lokalnej Perły Polskich Uzdrowisk

Przedstawicielka Prezydenta RP Andrzeja Dudy, Danuta Wawrzynkiewicz, członek Narodowej Rady Rozwoju, odczytała list Pana Prezydenta do uczestników uroczystości. Prezydent RP wyraził uznanie i podkreślił zasługi samorządu terytorialnego oraz złożył serdeczne gratulacje laureatom, podkreślając ich dokonania.

Poseł na Sejm RP Tadeusz Woźniak, przewodniczący Narodowego Komitetu Obchodów Dnia Praw Rodziny, odczytał list Marszałka Sejmu RP Marka Kuchcińskiego do uczestników uroczystości, w którym podkreślił, że samorządowcy swoją pracą czynnie uczestniczą w budowaniu potencjału Rzeczypospolitej.

Tegoroczną XXI edycję uroczystości uświetnił koncert znakomitego wirtuoza akordeonu Marcina Wyrostka i jego TRIO, w którym wystąpią ponadto Krzysztof Nowakowski i Piotr Zaufal.

Nagroda im. Grzegorza Palki nadawana jest przez Ligę Krajową za wybitne zasługi dla samorządu terytorialnego. Liga Krajowa, zrzeszająca Ligi Miejskie i Ligi Wiejskie, opierająca swoją działalność o hasło: „Rodzina – Wspólnota lokalna – Ojczyzna”, promuje działania na rzecz kontynuacji demokratycznych reform.

Fundując Nagrodę im. Grzegorza Palki Liga Krajowa pragnie uhonorować jednego z najwybitniejszych przedstawicieli polskiego samorządu terytorialnego, tragicznie zmarłego Prezydenta Łodzi – Grzegorza Palkę.

Kapitule Nagrody im. Grzegorza Palki przewodniczył Tadeusz Wrona, Przewodniczący Ligi Krajowej.

Współorganizacja i wsparcie: Narodowy Instytut Samorządu Terytorialnego; Patronaty i wsparcie: ogólnopolskie organizacje samorządowe, będące stroną Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego: Związek Miast Polskich, Związek Powiatów Polskich, Unia Metropolii Polskich, Unia Miasteczek Polskich, Związek Gmin Wiejskich RP i Związek Województw RP oraz Miasto Łódź. Wsparcia udzielili również: Bank Gospodarstwa Krajowego, Nord Partner Sp. z o. o., Estrada Warszawska, Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna i Nadleśnictwo Jawor.

Patronat medialny nad uroczystością objęli: TVP INFO, Polskie Radio S. A., Serwis samorządowy PAP, Gazeta Administracji i Samorządu, Pismo Samorządu Terytorialnego Wspólnota, Miesięcznik Fakty Magazyn Gospodarczy, Forum Samorządowe, TVP3 Łódź, Portal Samorządowy i Portal Tereny Inwestycyjne INFO.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak za 10 dolarów uratować życie?

2018-10-16 11:31

Z s. Marią Żywiec – misjonarką w Zambii – rozmawia Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 42/2018, str. 40-42

S. Maria Żywiec ze Zgromadzenia Służebniczek Najświętszej Maryi Panny (starowiejskich), która od 1994 r. pracuje w Zambii, wyjaśnia, jak można za 10 dolarów uratować ludzkie życie, opowiada, jak doszło do tego, że siostry Afrykanki skutecznie zastępują Polki, i tłumaczy, dlaczego chciałaby zostać do końca życia w Zambii.

Maciej Syka
Sympatyczni podopieczni z ochronki sióstr służebniczek

Grzegorz Polak: – Czy można powiedzieć, że pracujecie w ekstremalnych warunkach? Przecież w Waszych szpitalach nieraz brakuje prądu czy nawet wody...

S. Maria Żywiec: – Kiedy pierwsze służebniczki 90 lat temu pojechały do Zambii, zastały tam rzeczywiście ekstremalne warunki. W jakiejś mierze tak jest do dziś. Mamy placówki w buszu, w miejscach bardzo odległych od miasta, czyli od cywilizacji. W porze letniej temperatury dochodzą do 50oC, a my nie mamy klimatyzacji, czasem nawet trudno o zwykły wiatraczek, żeby schłodził powietrze. Mamy placówki, gdzie siostry służą jako pielęgniarki, felczerki, lekarki. Prowadzimy także szpitale misyjne i przychodnie zdrowia. Nie jest to łatwe, ponieważ często brakuje nam podstawowych leków, środków opatrunkowych, przyrządów. Ekstremalne warunki są wtedy, kiedy nie ma prądu, a przywożą kogoś z wypadku. Trzeba uruchomić generator, żeby oświetlić salę operacyjną i laboratorium, aby przeprowadzić niezbędne badania. Na porządku dziennym są transfuzje krwi. Malaria nieustannie atakuje dzieci – aby ratować im życie, konieczna jest krew. Trzeba przywieźć ją z miasta odległego o 280 km, a drogi są niebezpieczne i niewygodne.

– Jak zdobywacie leki i sprzęt medyczny?

– Wszystko to, co jest potrzebne w szpitalu, przywozimy z miasta. W dużej mierze zakupów sprzętu i leków dokonujemy z własnych środków, ponieważ dofinansowanie ze strony zambijskiego rządu jest niewielkie. Dlatego jesteśmy niezmiernie wdzięczne tym, którzy wspierają nasze dzieła. Zachęcam do dalszej pomocy, bo ona – choć nieraz skromna – może uratować komuś życie. Nieraz wystarczy do tego zaledwie 10 dolarów.

– Tyle kosztuje zastrzyk przeciw malarii?

– Zastrzyk oraz wenflon, kroplówka i aparat potrzebny do przetaczania krwi. Więc to nie jest aż tak drogie, ale są jeszcze inne koszty, przede wszystkim transport. Żeby krew była zdatna do użytku, trzeba ją przewieźć z miasta w lodówce i potem przechowywać ją w bezpiecznym, chłodnym miejscu.

– Czy siostry przyjmują też porody?

– Oczywiście, bo w Zambii brakuje specjalistów. Dlatego my jako pielęgniarki często musimy wykonywać prace lekarskie, np. zastępować anestezjologa, radiologa, wykonywać małe zabiegi chirurgiczne. Wiąże się z tym spore ryzyko, jednak w takich sytuacjach ja i moje współsiostry zawsze bardzo czujemy Bożą opiekę. Często wzdychamy do naszego założyciela – bł. Edmunda Bojanowskiego, a także do naszych poprzedniczek sióstr, które są już „po tamtej stronie”. To jest nasze świętych obcowanie.

– Można chyba mówić o cudach bł. Edmunda Bojanowskiego, bo słyszałem, że nie było żadnego śmiertelnego przypadku podczas porodu czy w czasie operacji prowadzonej przez siostry.

– Tak. Wizerunek naszego ojca Edmunda wisi w każdej sali operacyjnej. W jego stronę kierowane są nasze westchnienia. Wiele cudów można przypisać jemu, zwłaszcza kiedy udało się wyprowadzić pacjenta z krytycznej sytuacji. Także na co dzień odczuwamy opiekę i pomoc nadprzyrodzoną, bo jako osoby słabe nie dałybyśmy rady stawić czoła temu wszystkiemu.

– Czy trudno zrobić zastrzyk afrykańskiemu dziecku?

– Ogromnie trudno, szczególnie ten dożylny, dlatego że ma ono ciemną skórę, jest bardzo często odwodnione i zanemizowane przez malarię. Bardzo trudno znaleźć maleńką żyłkę, cienką jak niteczka, w którą trzeba jeszcze wkłuć igłę i podłączyć kroplówkę czy zrobić zastrzyk. To bardzo często graniczy z cudem. To są chyba najbardziej stresujące sytuacje, kiedy ma się świadomość, że koniecznie trzeba wkłuć się do żyły, żeby uratować życie.

– Siostry muszą być w stanie gotowości przez całą dobę?

– Tak jak w każdym szpitalu są nocne dyżury. Gdy jednak dzieje się coś szczególnego, kiedy przyjęty jest pacjent w krytycznym stanie, to wszystkie siostry idą do szpitala, aby pomóc. Mogą to być skomplikowany poród czy operacja kogoś pogryzionego przez krokodyla. Często takiego nieszczęśnika niosą przez cały dzień i dopiero w nocy dostarczają do szpitala. Są też przypadki ukąszenia przez węża czy poranienia przez hipopotamy, a nawet słonie. Ogromnym problemem są choroby tropikalne, w tym szczególnie niebezpieczna malaria.

– Czy da się przed nią ustrzec?

– To szalenie trudne zarówno dla nas, jak i dla mieszkańców wiosek. Nosicielami malarii są moskity, ale nawet zakładana na noc moskitiera nie zabezpiecza przed nimi w 100 proc. Pojawiają się one najczęściej wieczorem, a ludzie tak wcześnie nie chodzą spać, więc są narażeni na ukąszenie. Gdy pracuje się w szpitalu przez całą noc, szczególnie w porze deszczowej, bardzo trudno się uchronić od ukąszenia moskita.

– A dlaczego jest tak dużo porodów niepełnoletnich dziewcząt?

– Bardzo często kończą one edukację na szkole podstawowej. Ich rodzice nie mają pieniędzy na opłacenie im nauki w szkole średniej albo jest ona położona bardzo daleko. W konsekwencji dziewczęta przedwcześnie wychodzą za mąż albo mają dzieci w bardzo młodym wieku. Takie porody są bardzo skomplikowane i ryzykowne, szczególnie przy pierwszym dziecku. W takich wypadkach mobilizujemy się maksymalnie, aby uratować i dziecko, i matkę. Bardzo często taki poród kończy się cesarskim cięciem, które jest jedynym wyjściem, choć nie najlepszym.

– Czy plaga AIDS została w Zambii zatrzymana?

– Nie, mimo dostępności leczenia. Najważniejsza jest profilaktyka, jednak skoro dziewczęta już w młodym wieku mają dzieci, to nie rokuje to dobrze. Będzie tych zachorowań więcej i we wcześniejszym wieku. To pociąga za sobą poważne problemy społeczne, ponieważ jest ogromna liczba osieroconych dzieci. Bardzo często obraz wioski jest następujący: starsi i małe dzieci. Średniego pokolenia za bardzo nie widać.

– A gdzie jest?

– To ci, którzy umarli na AIDS. Jest ogromna liczba sierot, którymi też się opiekujemy, bo jako służebniczki nie tylko zajmujemy się lecznictwem, ale też prowadzimy dużo szkół. Edukację zaczynamy od przedszkoli. Niemal każda nasza misja, a mamy ich ponad 30 w naszej afrykańskiej prowincji, prowadzi ochronkę, żeby użyć terminologii Edmunda Bojanowskiego. Pracują w nich także siostry Afrykanki. Prowadzimy też szkoły podstawowe i średnie. Zajmujemy się nie tylko sierotami, ale także dziećmi z rodzin ubogich i zaniedbanymi. Zależy nam, aby dać im wykształcenie. Zawsze jest lepiej dać komuś wędkę aniżeli rybę. Innymi słowy: ważne jest, żeby kształcić dzieci i młodzież. Doraźna pomoc nie da takich efektów, tak nie wychowuje się ludzi.
Rozpoczęłyśmy budowę szkoły średniej z internatem dla dziewcząt w Chamuce, gdyż sam przywódca plemienia ofiarował nam 45 ha ziemi na ten cel i bardzo o to prosił. Niestety, brak nam funduszy na kontynuowanie budowy. Jest to duży projekt, tak jak duże są potrzeby. Docelowo będzie się tam uczyło 500 dziewcząt. Ma to być ośrodek oświatowy na całą okolicę. Będą z niego mogły korzystać także młode kobiety, które chciałyby się nauczyć szycia, gotowania, uprawy ziemi czy hodowli zwierząt. Dla nas to także bardzo dobra możliwość ewangelizacji. Dlatego bardzo gorąco zachęcam czytelników „Niedzieli” do wsparcia tego projektu, przez datki.

– Wspomniała Siostra o służebniczkach afrykańskich. Ile ich jest w stosunku do Polek?

– To powód do ogromnej radości, że jest ich znacznie więcej niż nas, Polek. W Zambii i Republice Południowej Afryki pracuje ok. 170 sióstr tubylczych, a nas zostało 12. Ziarno zasiane 90 lat temu wydało plon. Siostry tubylcze są naszą radością, ponieważ pracują wśród swoich ludzi. One bardzo dobrze znają ich kulturę i obyczaje, znają ich słabe i mocne strony, wiedzą, jak do nich podejść, w jaki sposób ich do czegoś zachęcić, czego od nich wymagać. W samej Zambii jest ponad 70 różnych narzeczy, więc one mogą się z miejscową ludnością lepiej niż my porozumieć. Siostry Afrykanki bardzo pięknie ewangelizują. Wcale się nie martwimy, że nas jest tam coraz mniej, ponieważ mamy tę świadomość, że oddajemy dzieło w dobre ręce. Obecnie prowincja przeżywa rozkwit: otwieramy nowe domy, nowe placówki, gdzie siostry zajmują się dziećmi i młodzieżą. Wychowane przez nas dziecko będzie dobrym obywatelem, pracującym dla swego kraju, nie wyjedzie w poszukiwaniu lepszego bytu do Europy. Tak wychowujemy nasze dzieci.

– Czy Siostra wyobraża sobie sytuację, że polskich sióstr służebniczek nie będzie w Zambii?

– Oczywiście, że tak. Uważam, że taka jest kolej rzeczy. My po to tam pojechałyśmy – myślę tutaj o pierwszych siostrach służebniczkach – żeby przygotować siostry Afrykanki do przejęcia misji. To najlepsza pomoc w dziele ewangelizacji. Bardzo się cieszymy, że siostry przejmą po nas tę pracę, którą my zaczęłyśmy. Zresztą już przejmują, bo przecież znaczna większość domów jest prowadzona przez siostry Afrykanki. Robią to w sposób bardzo piękny i z wielką gorliwością. To już widać po owocach, ponieważ szkoły prowadzone przez nasze siostry Afrykanki znajdują się w czołówce wszystkich zambijskich szkół. Nasze uczennice, ponieważ prowadzimy szkoły przede wszystkim dla dziewcząt, zdają egzaminy maturalne w 100 proc. A przecież są to dzieci pochodzące w dużej mierze z ubogich rodzin. Jest to dla nas ogromna satysfakcja, że potrafimy przygotować do odpowiedzialnego, dorosłego życia dziewczęta ubogie, z buszu, dziewczęta, które – wydawać by się mogło – nie miały żadnych perspektyw w życiu.

– Czy Siostra mogłaby żyć bez Zambii?

– Pracuję w tym kraju 24 lata. Szczerze powiem: czuję, że należę do Zambii. Oczywiście, w sercu jestem Polką, ale moja druga ojczyzna to właśnie Zambia. Trudno byłoby mi sobie wyobrazić życie bez Zambii. Bardzo bym chciała zostać tam do końca mojego życia i tam być pochowana. Tam są moi ludzie, tam są moje dzieci, tam jest moja druga ojczyzna.

– Spotykam doświadczonych polskich misjonarzy, którzy przyjeżdżają do Polski na urlop, ale nie mogą się doczekać powrotu na misje. Jak to się dzieje, że oni, choć nie zapominają o swojej pierwszej ojczyźnie, myślami są przy tej drugiej – przybranej?

– To trudno wytłumaczyć. Jest to na pewno tajemnica, która wiąże się z powołaniem. Źródło radości z tej służby tkwi właśnie w powołaniu. Jest to dar Boży, który ciągle się na nowo odkrywa. Jeśli się go w całości przyjęło, to są tego takie właśnie skutki: znajdujesz miejsce, do którego posyła cię Bóg. W Zambii jest mój dom, oczywiście ten doczesny. Tam się czuję u siebie, wśród ludzi, których znam, którym służę i którzy okazują mi wdzięczność i serdeczność. Każdy człowiek powinien mieć gdzieś swój dom, miejsce, do którego należy, gdzie chce pracować, za którym tęskni. Mój dom jest w Zambii. Jak przyjeżdżam do Polski, tęsknię za jak najszybszym powrotem na misje. W Polsce życie jest zupełnie inne, czuję się zagubiona, zwłaszcza przez pierwszy miesiąc pobytu; nie umiem załatwić wielu prostych spraw. Tam mam do czynienia z ludźmi prostymi, skromnymi, dobrze się czuję w ich obecności. Uczę się od nich prostoty, pokory i otwartości serca. Określam ich jako ludzi, którzy wyzwalają z egoizmu, z patrzenia na siebie i myślenia o sobie. Oni zawsze są zainteresowani kimś drugim. Zawsze znajdą czas na to, żeby pozdrowić, zapytać, co słychać, ofiarować się drugiemu człowiekowi. Zastanawiam się, który świat jest bardziej ludzki: ten zautomatyzowany, ucywilizowany, czy ich, gdzie żyje się biedniej, ale gdzie znajduję więcej człowieczeństwa.
Tam czuję ciepło, naturalność w kontaktach. Dla ludzi w Zambii każdy człowiek jest ważny. Zambijczycy mają ogromne pokłady cierpliwości, bardzo dużo czasu poświęcają jedni drugim. To ludzie niezwykle spokojni, żyjący bezstresowo. Ten inny styl życia powoduje, że nie ma tam chorób związanych w dużej mierze ze stresem, a więc zawałów serca, a wylewy należą do rzadkości.

– Czym się Siostra zajmuje?

– Po wielu latach pracy w szpitalu jestem w zarządzie prowincjalnym. Jestem jedyną Polką wśród sióstr Zambijek. Zajmuję się sprawami administracyjnymi, w tym zaopatrzeniem. Wiąże się to z częstymi wyjazdami do miasta, gdzie stoi się w ogromnych korkach, trzeba jeździć między ludźmi, bo wszędzie są przechodnie, i pilnować swego dobytku. Miasto jest męczące: pełne spalin, a w porze deszczowej zalane wodą. Gdybym mogła, uciekłabym do buszu.
Do tego dochodzi troska o siostry starsze i chore. Mamy już przecież siostry seniorki Afrykanki i ja się nimi zajmuję. We wspólnocie są także nowicjuszki i postulantki ze swoimi mistrzyniami. W sumie to duża, 23-osobowa wspólnota. Żeby to wszystko utrzymać, zaczęłam hodować przepiórki. Nasza ferma liczy blisko 4 tys. sztuk.

– Na jajeczka czy na mięsko?

– Na jedno i drugie. Odstawiamy przepiórki do zakładów mięsnych, także do różnych parafii, domów zakonnych. Zdrowe mięso przepiórek staje się popularną potrawą wśród miejscowego duchowieństwa.

– Jak się Siostrze współpracuje z afrykańskimi służebniczkami?

– Doznaję od nich wiele szacunku i miłości, szczególnie teraz, gdy jestem wśród nich jedyną Polką. Kiedy wracam z miasta z zakupami, zawsze się o mnie zatroszczą, przygotują kolację, usiądą ze mną przy stole. Z zawstydzeniem przyznam, że tego musiałam się uczyć od nich, bo zdawało mi się, że właśnie praca, obowiązki są na pierwszym miejscu. Natomiast one nauczyły mnie takiego podejścia, aby być do dyspozycji drugiej osoby. Cały czas dają mi lekcję siostrzanej miłości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Abp Gądecki: z optymizmem oczekuję na dokument końcowy synodu

2018-10-21 18:00

pb (KAI Rzym) / Rzym

Po zakończeniu dyskusji nad trzema częściami Instrumentum laboris – dokumentu roboczego zgromadzenia Synodu Biskupów nt. młodzieży, rozpoczyna etap prac nad jego dokumentem końcowym. Abp Stanisław Gądecki z optymizmem oczekuje finalnych efektów obrad synodalnych.

BP KEP
Abp Stanisław Gądecki

W rozmowie z KAI metropolita poznański wskazał, że tekst dokumentu końcowego „jest ponoć już gotowy”. Musi on teraz uwzględnić propozycje, które zostały przedstawione w czasie dyskusji nad Instrumentum laboris.

– Nie ma takiej możliwości, żeby uwzględnić je wszystkie. Zazwyczaj włącza się do dokumentu końcowego jakąś syntezę cenniejszych uwag, które zostały wniesione i z tego powstaje nowa jakość. Jak dokument będzie wyglądał, trudno więc jeszcze powiedzieć. Uważam, że nie może on zasadniczo uciec od głównych linii, które zostały wytyczone przez Instrumentum laboris. Jest na pewno możliwość jakiegoś ich doskonalenia, poszerzenia czy pogłębienia, natomiast trudno byłoby mi sobie nawet wyobrazić, żeby teraz nagle przygotowano dokument w tenorze całkowicie odmiennym od zaproponowanego w Instrumentum laboris. Chociaż zawsze istnieje możliwość podkreślenia czegoś, co zostało przedstawione w propozycjach ojców synodalnych – wyjaśnił przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Dodał, że „wszystko będzie potem poddane pod głosowanie i to, co nie jest przyjęte przez Kościół powszechny, przez wszystkie kontynenty, będzie musiało odpaść”. – Trudno przypuszczać, że to, co jest nie do przyjęcia na przykład w Afryce (a Afrykanie stanowią poważną część tego zgromadzenia), zostanie przyjęte przez 268 członków synodu – zauważył hierarcha. Podkreślił, że „to, wokół czego nie ma zgody wśród ojców synodalnych jest korygowane i zasadniczo nikt nie prze do sformułowań, które odpowiadałyby tylko części ojców”. Dlatego abp Gądecki z optymizmem oczekuje końcowych efektów obrad synodu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem