Reklama

Jak możesz uciec od tych, których kochasz?

2018-09-12 10:40

Z o. Szymonem Chapińskim i o. Józefem Cydejko rozmawiał Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 37/2018, str. 20-23

Archiwum rodziny o. Michała Tomaszka
O. Michał Tomaszek OFMConv z młodzieżą w Peru

Michał Tomaszek miał 31 lat, a Zbigniew Strzałkowski – 33 lata. Byli misjonarzami. Mówili o Bogu, sensie życia i o tym, że trzeba czynić dobro. Zostali brutalnie zamordowani w Pariacoto w Peru w 1991 r. Zastrzelili ich terroryści z ugrupowania „Świetlisty Szlak”.
W 2015 r. ci polscy zakonnicy, franciszkanie konwentualni, zostali beatyfikowani. W sierpniu br. minęła kolejna, 27. rocznica ich śmierci. Dzisiaj powracamy do tych dramatycznych wydarzeń. O tym, co się działo po śmierci polskich kapłanów, w rozmowie z dziennikarzem TVP Krzysztofem Tadejem opowiadają o. Szymon Chapiński i o. Józef Cydejko. Obaj pracowali na misjach w Ameryce Południowej. Obecnie mieszkają w klasztorze franciszkańskim w Legnicy.

Krzysztof Tadej: – W jakich okolicznościach dowiedzieli się ojcowie o śmierci o. Michała i o. Zbigniewa?

O. SZYMON CHAPIŃSKI OFMConv: – Byłem proboszczem parafii w Limie. 10 sierpnia 1991 r. o godz. 3.40 zadzwoniła s. Berta, która na co dzień mieszkała w Pariacoto. Dziwny to był telefon. Zaczęła od słów: „Ojcze, jak się masz?”. Spytałem: „Chyba nie dzwonisz o 3.40 nad ranem po to, żeby spytać, jak się czuję?”. „Nie, ojcze, terroryści byli w wiosce” – odpowiedziała. Zdenerwowałem się: „No przecież nieraz pojawiali się w Pariacoto. To chyba nic nadzwyczajnego!”. Po chwili dodała: „Zabrali ojców”. Dalej musiałem wyciągać informacje. „Co z nimi?!” – pytam. „Nie żyją...”. Spytałem jeszcze: „Czy to pewne?”. Potwierdziła i dodała, że dzwoni z Casmy, czyli miasta odległego o 55 km od Pariacoto, i że zawiadomiła biskupa diecezji – Luisa Bambaréna. Zakończyliśmy rozmowę. Po tej wstrząsającej wiadomości obudziłem br. Grzegorza Brożynę, z którym razem mieszkaliśmy w parafii. Następnie zacząłem dzwonić do Kurii Generalnej naszego zakonu i prowincjała w Polsce, potem miałem jechać na pogrzeb. Ustaliliśmy z br. Grzegorzem, że zostanie w parafii. Wiedzieliśmy, że będzie dużo telefonów, pytań i że to na niego spadnie obowiązek przekazywania informacji. Byliśmy w Peru jedynymi Polakami z naszego zakonu.

– Trudno się było Ojcu dodzwonić do Polski?

O. SZYMON CHAPIŃSKI OFMConv: – To były zupełnie inne czasy. Rozmowy łączyły centrale telefoniczne. Telekomunikacja bardzo źle działała. Kilka dni wcześniej, gdy dzwoniłem do klasztoru w Krakowie, połączono mnie z mieszkaniem prywatnym w Szczecinie. W tym dniu wreszcie jakoś się dodzwoniłem, ale ktoś, kto odebrał telefon, powiedział, że jest zamieszanie, bo trwa pielgrzymka papieska, i nie wiadomo, gdzie jest prowincjał. Powiedziałem, żeby poprosił jakiegokolwiek zakonnika, który może zrozumieć bardzo ważną wiadomość. Po chwili odezwał się jeden z ojców. Przekazałem krótko informację o tym, że zostali zabici nasi zakonnicy. To było kilka zdań – kto został zamordowany, gdzie i kiedy.

O. JÓZEF CYDEJKO OFMConv: – Byłem wtedy w Krakowie. Chodziłem na kurs języka hiszpańskiego. Razem z ojcami Markiem Wilkiem i Andrzejem Pasiukiem przygotowywaliśmy się do wyjazdu na misje do Peru. Mieliśmy wylecieć we wrześniu. 10 sierpnia, w przerwie między lekcjami, ktoś powiedział, że nasi ojcowie zostali zastrzeleni. Szokująca wiadomość, wszyscy byliśmy poruszeni. Przerwano zajęcia. Podczas obiadu w klasztorze nasz prowincjał – o. Zdzisław Gogola powiedział, że ta informacja nie jest jeszcze potwierdzona. „Daj Boże, żeby nie była prawdziwa” – dodał.

– W tym czasie o. Szymon był już w drodze z Limy do Casma.

O. SZYMON CHAPIŃSKI OFMConv: – Jechałem z dwoma moimi parafianami. Kiedy wsiadaliśmy do samochodu, oni zobaczyli, że jestem zdenerwowany. Don José zaproponował, że tym razem to on poprowadzi samochód. Za nami jechały siostry zakonne ze zgromadzenia, które pracowało w Pariacoto. Po kilku godzinach dojechaliśmy do Casmy. Ciała ojców Zbigniewa i Michała znajdowały się w prosektorium. Lekarze zakończyli już ich oględziny. Około godz. 15 razem z biskupem, w procesji, przenieśliśmy dwie trumny do miejscowego kościoła. Po krótkim czasie trafiły tam również trumny z ciałami zastrzelonego wójta Pariacoto i wójta miejscowości Cochabamba. Do kościoła przychodziło wiele osób, bo od rana media informowały o tym, co się stało. Kościół był otwarty całą noc, ludzie modlili się przy zmarłych. Na godz. 22 bp Bambarén zaprosił całe duchowieństwo diecezji i osoby zakonne na Msze św. za zamordowanych. Następnego dnia, w niedzielę 11 sierpnia rano, zorganizowano przewiezienie ciał zmarłych do Pariacoto, żeby ich tam pochować.

– Kto zdecydował, że zostaną pochowani w Pariacoto w Peru, a nie np. w Polsce?

O. SZYMON CHAPIŃSKI OFMConv: – Bp Bambarén spytał: „Gdzie chowamy?”. Byłem tam jedynym Polakiem z zakonu, który mógł podjąć decyzję. Nie miałem możliwości prowadzenia konsultacji w tej sprawie z Polską, bo kontakt telefoniczny był utrudniony. Powiedziałem: „Nas, franciszkanów konwentualnych, chowa się tam, gdzie umieramy”. Dodałem, że mam wątpliwości, czy można ich pochować w Pariacoto, bo zwykle terroryści po dokonaniu zamachu próbowali opanowywać miejscowość i w niej rządzić. Rozważałem pogrzeb w sąsiedniej miejscowości Yautan, gdzie był posterunek policji, lub w Casmie. Biskup jednak wiedział, że policja w Pariacoto utworzy silny posterunek. Zapadła decyzja, że właśnie tam odbędzie się pogrzeb. Spytałem, czy możemy pochować ciała w kościele, i biskup się zgodził. W takich chwilach pojawia się wiele problemów do rozwiązania. Pytano, czy w kościele ojcowie mają być pochowani pod posadzką. Poszukaliśmy człowieka, który budował ten kościół. Okazało się, że został on wybudowany na rumowisku skalnym, dlatego budowniczy odradzał kopanie grobów w ziemi. Podjęliśmy decyzję, że sarkofagi będą umieszczone na posadzce kościoła.

– W niedzielę o godz. 9 wyjechaliście z ciałami zakonników do Pariacoto.

O. SZYMON CHAPIŃSKI OFMConv: – Policja zorganizowała ochronę konduktu. Trumny położono na jednej ciężarówce, a ja jechałem przed nią w innym samochodzie. W kabinie jechał ze mną szef policji. Jak ruszyliśmy, odbezpieczył broń. Obawiał się, że może nas spotkać coś złego.

– Ale wydarzyło się coś zupełnie innego...

O. SZYMON CHAPIŃSKI OFMConv: – Już w pierwszej mijanej miejscowości zatrzymali nas ludzie. Wyszli na ulicę z kwiatami i plakatami. Zobaczyłem napisy: „Ojcowie nie umarli, są z nami”, „Ojcowie dla nas żyją!”. To było bardzo wzruszające. Terroryści ze „Świetlistego Szlaku” tego nie przewidzieli. Do tych chwil ludzie żyli w strachu, nie wychylali się. Pogrzeby często były anonimowe, odbywały się w ciszy. Tym razem ludzie wyszli na ulice. Pokazywali, że to, co się wydarzyło, jest wielką niesprawiedliwością. W kilku miejscach droga była usłana kwiatami i wystawiono bramy powitalne.

– Zatrzymali was ludzie i...

O. SZYMON CHAPIŃSKI OFMConv: – ...poprosili, żebyśmy trumny przenieśli do kaplicy, bo chcą się pomodlić. Powtórzyło się to w Cachipampie i Yautan. W Cachipampie do konduktu dołączył asystent generała zakonu – Argentyńczyk o. Michael Lopez. Jak zobaczył, co się dzieje, to się rozpłakał.

– A Ojciec?

O. SZYMON CHAPIŃSKI OFMConv: – Chwilami płakałem. Trasę z Casmy do Pariacoto pokonuje się normalnie w godzinę, ale w każdej kolejnej miejscowości sytuacja się powtarzała – ludzie wychodzili na ulicę i nas zatrzymywali. Śpiewali, modlili się. Mieliśmy być w Pariacoto o godz. 10, a dojechaliśmy dopiero o godz. 15.

– Jaki widok ukazał się Ojcu w Pariacoto?

O. SZYMON CHAPIŃSKI OFMConv: – Ulice były wypełnione ludźmi. Pamiętam tłum dzieci. Byli też, oczywiście, dorośli, ale te dzieci zapamiętałem szczególnie. Pomyślałem, że to zasługa Michała. On troszczył się o dzieci i młodzież – wyświetlał im różne programy na ekranie, uczył je śpiewu, wyjeżdżał z nimi na wycieczki. Jak się zatrzymaliśmy, ludzie zaczęli śpiewać. I nagle zapadła cisza, głos im się załamał, z płaczu i ze wzruszenia. Zanim przeniesiono trumny do kościoła, poszedłem zobaczyć, czy wszystko już jest gotowe. Sarkofagi jeszcze wykańczano. Po wniesieniu trumien rozpoczęła się Msza św. pod przewodnictwem biskupa, a potem zaczęliśmy czuwanie modlitewne, które trwało do następnego dnia.

– Ciche czuwanie modlitewne?

O. SZYMON CHAPIŃSKI OFMConv: – Modlitewne, ale nie ciche. W tamtejszej kulturze ludzie zjeżdżają się ze wszystkich stron i przy zmarłych śpiewają, modlą się, po chwili idą coś zjeść, nieraz piją, potem znowu śpiewają przy trumnach. Czuwanie trwało przez całą noc w wielkim skupieniu. Byłem zaskoczony, że wszystko jest doskonale zorganizowane. Kiedy się pojawiłem, od razu ktoś powiedział, gdzie mogę coś zjeść i się przespać. Wszystko zorganizowali postulanci i siostry zakonne z Pariacoto oraz katechiści. Pamiętam, jak ktoś zażartował: „Szybko zaczęli rządzić!”. Myślę, że ta sytuacja spowodowała, iż szybko dorośli i spisali się znakomicie. Pamiętam, że co chwila ktoś przyjeżdżał. W nocy chciałem się trochę przespać. Poszedłem do pokoju Zbyszka Strzałkowskiego i położyłem się w ubraniu na jego łóżku. Po kilku minutach ktoś mnie obudził. „Przyszli ewangelicy” – usłyszałem. „Co robią?” – pytam. „Modlą się” – odpowiedziano. Poszedłem ich przywitać i podziękować za to, że są z nami. W takich chwilach człowiek uświadamia sobie, jak bardzo nasi ojcowie byli szanowani przez innych.

– Co w tym czasie działo się w Krakowie?

O. JÓZEF CYDEJKO OFMConv: – Nie mieliśmy precyzyjnych informacji z Pariacoto. W dniu pogrzebu ojców dużo się modliliśmy. Był z nami o. Jarosław Wysoczański, proboszcz z Pariacoto, który w tym czasie przyjechał na urlop. Już po pogrzebie w naszej bazylice w Krakowie doszło do wzruszającego spotkania rodziny zamordowanych kapłanów i o. Jarka Wysoczańskiego z Janem Pawłem II. Dla mnie były to szczególne dni, ponieważ znałem Zbyszka i Michała. Zbyszka Strzałkowskiego spotkałem pierwszy raz w 1985 r., gdy byłem na spływie kajakowym. Drugi raz spotkaliśmy się, gdy zawiozłem dokumenty, aby wstąpić do zakonu, czyli odbyć pierwszy okres życia we wspólnocie zakonnej – tzw. nowicjat. Rektor – o. Roman Banasik zobowiązał Zbyszka, żeby odprowadził mnie na dworzec. A z Michałem byłem w seminarium. On uczył się na szóstym, a ja na pierwszym roku. Widziałem jego pobożność, skupienie. Zbyszek natomiast był człowiekiem bardzo praktycznym, myślał rzeczowo, logicznie i konkretnie.

– W poniedziałek 12 sierpnia 1991 r. w Pariacoto odbył się pogrzeb.

O. SZYMON CHAPIŃSKI OFMConv: – Przybyło bardzo dużo ludzi. Wiele osób schodziło z gór. Po pogrzebie niektórzy mieli do nas pretensje. Wszystko przez sabotaż.

– Sabotaż?

O. SZYMON CHAPIŃSKI OFMConv: – Tak. Od momentu przyjazdu wszystkim mówiliśmy, że ojcowie zostaną pochowani w kościele w Pariacoto, ale w lokalnych rozgłośniach podawano informacje, że ciała zostaną wywiezione do Polski. Komuś zależało, żeby na pogrzebie było jak najmniej ludzi. Ale i tak przyszli. Mszę św. koncelebrowało dwóch biskupów: Luis Bambarén z Chimbote i José Gurruchaga z Huaraz. Na tych biskupów szczególnie byli „uczuleni” terroryści. Jednego chętnie wysłaliby na tamten świat, a na życie drugiego – bp. Bambaréna już wcześniej zorganizowali kilka nieskutecznych zamachów. Do Pariacoto przyjechało też ok. 50 kapłanów. To bardzo dużo, bo w całej diecezji Chimbote, do której należy Pariacoto, jest ich może 30. Ceremonia pogrzebowa była długa, piękna, wzruszająca. Po niej rozdzielono trumny. Zastrzelonych wójtów pochowano na cmentarzu w starej części miejscowości, a my wynieśliśmy trumny z ciałami Zbyszka i Michała i odbyła się procesja wokół kościoła. Potem złożono trumny w sarkofagach i je zamurowano.

– I wydawało się, że misja polskich franciszkanów konwentualnych została definitywnie zakończona w tym miejscu świata.

O. SZYMON CHAPIŃSKI OFMConv: – Nie miał kto tam zostać. Byłem przecież z br. Grzegorzem w Limie, a inni nasi zakonnicy jeszcze nie przyjechali. Umówiliśmy się z miejscowymi katechistami, że dalej będą prowadzili katechezy. Zadeklarowaliśmy, że będziemy systematycznie odwiedzali parafię. Po pogrzebie do Limy przyjechał jeden z niemieckich franciszkanów, który już wcześniej pracował w Ameryce Łacińskiej. Był świetnie przygotowany. Co jakiś czas ktoś dojeżdżał, żeby pomóc. Po roku zgodził się prowadzić parafię jeden z księży diecezjalnych. Po dwóch latach, w 1993 r., do parafii przyjechał nasz ojciec – Stanisław Olbrycht. I wtedy można powiedzieć, że wróciliśmy. O. Stanisław jest tam zresztą do dzisiaj.

– O. Józef, gdy wyjechał na misje, zamiast do Peru trafił do Kolumbii.

O. JÓZEF CYDEJKO OFMConv: – Przed wyjazdem na misje prowincjał pytał naszą trójkę zakonników: „Chcecie lecieć?”, „Nie boicie się?”, „Chcecie zostać w Polsce?”. Nikt się nie wycofał. Celem misjonarzy jest niesienie Ewangelii aż na krańce świata, nawet gdyby to dużo kosztowało, więc nie mogliśmy podjąć innej decyzji. W Ameryce Południowej przekonałem się zresztą, jak bardzo potrzebni są misjonarze. Tam wiara miejscowych często miesza się z przyjętymi zwyczajami pogańskimi. Dlatego praca kapłańska, katechizacja są niezbędne. Po dramacie w Pariacoto, żeby nas chronić przed terrorystami, zostaliśmy wysłani nie do Peru, ale do Kolumbii. Mieliśmy mieszkać w seminarium w najspokojniejszej dzielnicy Medellín. Muszę przyznać, że nie było to najszczęśliwsze rozwiązanie. Przekonaliśmy się o tym kilka dni po przyjeździe. Pod seminarium podjechał samochód, z którego wyrzucono człowieka i po chwili go zastrzelono. Pierwszy raz poczuliśmy zapach prochu...

– Ojciec trzykrotnie odwiedził Pariacoto.

O. JÓZEF CYDEJKO OFMConv: – 24 kwietnia 1992 r. pierwszy raz przyleciałem do Peru. Nie czułem jakiegoś wielkiego zagrożenia, choć ostrzegano mnie, żebym nikomu nie mówił, kiedy i jaką drogą będę szedł. 9 sierpnia, w pierwszą rocznicę zamordowania Zbyszka i Michała, pojechałem do Pariacoto. Nastrój był podniosły, przez całą noc trwały modlitwy. Ale nad ranem dowiedzieliśmy się, że w miejscu zabójstwa naszych zakonników terroryści ze „Świetlistego Szlaku” oddawali strzały i zostawili plakat swojej organizacji. Jak tam przyjeżdżałem, to zawsze widziałem ludzi modlących się przy grobach. Przy grobie o. Michała obecne były dzieci, a przy grobie o. Zbyszka – ludzie starsi i chorzy.

– A u Ojca pozostał w sercu żal, że winni tej zbrodni nie zostali złapani i ukarani?

O. SZYMON CHAPIŃSKI OFMConv: – Z tym wiąże się kilka kwestii. Po pierwsze, strach ludzi. Nawet jak rozmawialiśmy z nimi przed złożeniem świadectw do procesu beatyfikacyjnego, to bali się wypowiadać niektóre nazwiska. Wśród porządnych mieszkańców Pariacoto byli również zwolennicy rewolucji i nauczyciele ideologii maoizmu. Dla wyznawców tej ideologii autorytetami byli Marks, Lenin i Mao, a celem – prowadzenie walki zbrojnej aż do zbudowania komunizmu na całym świecie. Wiedzieliśmy, że w Pariacoto było miejsce, gdzie śpiewano rewolucyjne pieśni, i że ludzie po prostu się boją. Po drugie, my, zakonnicy, nie prowadziliśmy jakiegoś osobnego śledztwa. Docierały do nas różne informacje – np. że osoba, która uczestniczyła w pogrzebie Zbyszka i Michała, została zidentyfikowana jako ta, która brała udział w zabójstwie. Potem zresztą ją osądzono. Pytaliśmy też gospodarza, który mieszkał przy miejscu zbrodni, czy coś widział. Mówił, że nic, co wydaje się nieprawdopodobne. Spotkałem też człowieka, który był bardzo przestraszony. Bał się mówić, ale anonimowo przekazał nam informacje o ostatnich chwilach ojców. Powiedział, że Michał przed śmiercią prosił terrorystów: „Nie róbcie tego!”. Zbyszek go uspokajał. Zastrzelili najpierw wójta, potem Michała, a na końcu Zbyszka... Potem terroryści wsiedli do jeepów i odjechali. Jeden z terrorystów został i ponownie strzelił do o. Zbigniewa. Prawdopodobnie to on zostawił na ciele o. Zbigniewa kartkę z rysunkiem sierpa i młota i napisem w j. hiszpańskim: „Tak umierają lizusy imperializmu”.

– Kiedy dzisiaj myśli Ojciec o Zbigniewie Strzałkowskim i Michale Tomaszku, to...

O. SZYMON CHAPIŃSKI OFMConv: – ...to myślę o ich normalności. Byli porządni, pobożni. Michał nieco inaczej się modlił. Nocami. Jeszcze jako mały chłopiec miał taki zwyczaj. Zbyszek był bardzo praktyczny. Planował, jak wybudować gdzieś kaplicę, kupił dwa konie, wierzchowce, żeby dojechać do najdalszych wiosek w górach. Bardzo szybko podejmował decyzje. Oni byli bardzo blisko ludzi. Jak jedzie się na misję, do jakiegokolwiek kraju, to trzeba właśnie tak postępować. Iść do ludzi, poznać ich problemy, które są takie same jak u nas. Ktoś jest stary, ktoś inny chory, ktoś ma problemy z wiarą lub chce zadać jakieś nurtujące go pytanie. Trzeba wtedy pomóc. Zbyszek Strzałkowski np. kiedyś zawiózł chorą do szpitala w Casmie. Gdy miał wyjeżdżać z Pariacoto, to 2-3 osoby, krewne chorej, zapytały, czy mogą mu towarzyszyć w podróży. Zgodził się. Potem w szpitalu wszystko opłacił i załatwił formalności. Gdy chciał wyjeżdżać, zabrane osoby spytały, czy mogą zostać przy chorej. „Oczywiście” – odpowiedział. Ale gdy się z nimi żegnał, to usłyszał: „Ojcze, chyba nas tu tak nie zostawisz. A co będziemy jedli? Nie mamy żadnych pieniędzy”. I dał im pieniądze. To są właśnie sytuacje życiowe, które spotykają misjonarza. Nieraz jestem pytany, dlaczego nie uciekli. Odpowiadam szczerze: byli wśród tych ludzi, żyli, pracowali, znali ich problemy, marzenia, radości. Bawili się z ich dziećmi, pocieszali osoby starsze. Jak możesz uciec od tych, których kochasz? Im to nawet do głowy nie przyszło! I to jest ta normalność i świętość zarazem.

Tagi:
męczennicy

Relikwie błogosławionych Męczennic z Nowogródka w Częstochowie

2018-09-25 11:55

Beata Pieczykura
Edycja częstochowska 39/2018, str. V

Beata Pieczykura
Siostry nazaretanki dziękują za obecność relikwii Męczennic z Nowogródka w kościele św. Wojciecha

Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” – te słowa spełniły się w życiu i męczeństwie 11 sióstr z Nowogródka. – Siostry oddały swoje życie w ofierze, ratując od rozstrzelania ojców rodzin i mężów, którzy wolni wrócili do domu, a one zostały rozstrzelane w lesie – mówił abp Wacław Depo podczas wprowadzenia relikwii bł. Marii od Pana Jezusa Dobrego Pasterza, Franciszki Siedlickiej, założycielki Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu do kościoła pw. Wojciecha BM w Częstochowie 5 września. W przeddzień bowiem przypadało wspomnienie liturgiczne Błogosławionych Męczennic Marii Stelli i 10 Towarzyszek. Wśród nich była s. Maria Kanuta od Pana Jezusa w Ogrójcu (Józefa Chrobot), która urodziła się 22 maja1896 r. w Raczynie k. Wielunia i do Zgromadzenia Sióstr Nazaretanek wstąpiła w Częstochowie.

Z tej okazji koncelebrowanej Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił Metropolita Częstochowski. Podkreślił w niej znaczenie modlitwy w życiu człowieka, a w sposób szczególny każdej Mszy św. mającej moc ocalić świat. Dlatego potrzebni są kapłani i osoby życia konsekrowanego „w oddaniu się Chrystusowi bez reszty i do końca”. Arcybiskup Wacław prosił, „aby Maryja wypraszała otwartość oczu na sprawy Boże, których do końca nie rozumiemy, i moc wiary na doświadczenia, przez które przechodzimy, przez które przechodzi Kościół w świecie i naszej ojczyźnie”.

Ks. prał. Stanisław Iłczyk, proboszcz parafii św. Wojciecha, przypomniał świętość życia i męczeństwa 11 sióstr, które wspólnie zadecydowały, że ofiarują swe życie za zaaresztowanych przed Niemców członków rodzin z zamiarem rozstrzelania.

W tym duchu wołał o Boga w życiu człowieka: – Niech Błogosławione Męczennice wypraszają pokój dla świata, świętość dla rodzin w ojczyźnie, Kościołowi liczne powołania kapłańskie i zakonne, a naszej parafii żywą, ofiarną wiarę. Licznie zebrane siostry nazaretanki z radością tworzyły wspólnotę modlitwy w parafii, w której katechizują od początku, a teraz ta parafia – dzięki staraniu ks. prał. Iłczyka – cieszy się obecnością w znaku relikwii Błogosławionych Męczennic i bł. Marii od Pana Jezusa Dobrego Pasterza, Franciszki Siedlickiej. Ta obecność daje nadzieję, że wstawiennictwo błogosławionych będzie źródłem łaski dla rodzin i kapłanów. W tym kontekście abp Wacław Depo, nawiązując do „Modlitwy zgiętych kolan”, życzył, aby zawsze w zgromadzeniu 11 klęczników było zapełnionych. Ponadto prosił, aby siostry modliły się w intencji powołań kapłańskich do naszego Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie w domach Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu oraz w parafii pw. św. Wojciecha BW w Częstochowie.

Odpowiedzią na ten apel jest „Modlitwa zgiętych kolan” w intencji powołań odbywająca się w każdy pierwszy czwartek miesiąca. Tego dnia po Mszy św. o godz. 18 w ramach tzw. godziny świętej do godz. 20 trwa adoracja Najświętszego Sakramentu prowadzona na zmianę przez Akcję Katolicką i Wspólnotę Krwi Chrystusa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

NA SŁOWO - młodzi mówią Bogu TAK

2019-02-23 10:20

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała
Młodzi rozpoczynają spotkanie NA SŁOWO w Hali Orbita

Przygotowywane od wielu miesięcy spotkanie młodzieży rozpoczęło się we wrocławskiej Hali Orbita. Przez cały dzień młodzi będą pochylać się nad Słowem Bożym i oddawać hołd Jezusowi. - Czekamy na dwa tysiące młodych ludzi - mówił tuz przed spotkaniem ks. Zbigniew Kowal, duszpasterz Diecezjalnego Duszpasterstwa Młodzieży, organizator spotkania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: konferencja o ochronie małoletnich w Kościele - dzień 3.

2019-02-23 19:57

tom, st, kg (KAI) / Watykan

Transparentność wobec seksualnego wykorzystywania nieletnich w Kościele była tematem drugiego dnia watykańskiego „szczytu” na temat ochrony małoletnich. Wysłuchano świadectw ofiar pedofilii i trzech referatów wprowadzających. Ostatni dzień obrad zakończyła liturgia pokutna w Sala Regia Pałacu Apostolskiego.

JuergenM /pixabay.com

Pełna przejrzystość w sprawach nadużyć

Nie ukrywajmy już tego rodzaju faktów z obawy przed popełnieniem błędu. Zbyt często chcemy zachować spokój, dopóki burza nie przejdzie. Ale ta burza nie przejdzie – powiedziała nigeryjska zakonnica Veronica Openibo, przełożona generalna sióstr Towarzystwa Świętego Dzieciątka Jezus w swoim wystąpieniu pt. „Otwartość – posłani do świata” poświęconym zagadnieniu „przejrzystości”.

-Niepokoi fakt, że dziś tak wielu ludzi oskarża Kościół o zaniedbanie – stwierdziła siostra Openibo. Jej zdaniem Kościół musi odnowić się oraz powołać nowe systemy i praktyki, aby wspierać swe działania, nie lękając się popełnienia błędów. Przyznała, że „obecnie przeżywamy stan kryzysu i wstydu”, dodając, że „ciężko przysłoniliśmy łaskę misji Chrystusa”. Zwróciła uwagę, że w sprawie nadużyć seksualnych niektórzy biskupi coś robili, inni nic - ze strachu lub aby ukryć te czyny. Wyraziła przekonanie, że „lepiej odważnie rozmawiać z innymi niż nic nie powiedzieć, aby uniknąć popełnienia błędu”.

Jako pierwszy krok na drodze do wyjścia ku prawdziwej przejrzystości zakonnica wskazała uznanie aktów przemocy a następnie upublicznienie tego, co się stało od czasów Jana Pawła II, aby uzdrowić sytuację. Następnymi krokami winny być, według niej, na przykład skuteczniejsze i sprawniejsze procesy, jasne wytyczne, które należy wypracować w parafiach i ogłosić w sieci, „lepsze rozpatrywanie zaistniałych przypadków za pośrednictwem bezpośrednich rozmów w cztery oczy, szczerych i odważnych, zarówno z ofiarami, jak i ze sprawcami, a także z zespołami śledczymi”.

Za niedopuszczalne uznała niedostrzeganie problemu w przypadku tych księży winowajców, którym skądinąd należy się szacunek ze względu na ich zaawansowany wiek lub pozycję w hierarchii kościelnej.

Zakonnica z Afryki wyraziła też przekonanie, że w każdej diecezji winna powstać „komisja wspólna”, złożona ze świeckich, osób zakonnych i księży, która „będzie dzielić się doświadczeniem w zakresie procedur dokumentacyjnych i protokołów, prawnych i finansowych skutków ujawnionych przypadków oraz co do koniecznych kanałów odpowiedzialności i karalności”.

Transparencja wśród wierzących

Na konieczność przejrzystości i możliwości prześledzenia procedur administracyjnych jako decydującego czynnika wiarygodności Kościoła zwrócił uwagę w swoim wystąpieniu kard. Reinhard Marx. Arcybiskup Monachium zauważył, że przed Kościołem stoi w tej dziedzinie szereg wyzwań, w tym określenie celu i granic tajemnicy papieskiej, ustanowienie przejrzystych norm proceduralnych, wyraziste ukazanie statystyk i przebiegu postępowania procesowego.

Kard. Marx podkreślił, że w życiu Kościoła nie można lekceważyć wszystkich podstawowych zasad dobrego społeczeństwa i organizacji służących ludziom. Należy do nich potrzeba dobrze funkcjonującej administracji, która musi być ukierunkowana na cel Kościoła, oraz działać w oparciu o zasadę sprawiedliwości.

Zwrócił uwagę, że władza administracji może również być źle wykorzystana, co jest wyraźnie widoczne w obecnym kryzysie. „Wykorzystywanie seksualne dzieci i młodzieży w dużej mierze sprowadza się do nadużyć w administracji” - zaznaczył kard. Marx i wskazał na szereg wykroczeń administracyjnych do jakich doszło w przypadku nadużyć seksualnych wobec nieletnich. "Administracja wręcz przeciwnie - utrudniała, dyskredytowała i uniemożliwiała wypełnienie misji Kościoła. Akta, które miały dokumentować straszliwe czyny i wskazać nazwiska odpowiedzialnych za nie, zostały zniszczone lub nigdy nie powstały. To nie sprawcy, ale ofiary były ograniczane i milczały. Określone procedury i procesy ścigania przestępstw celowo nie były wdrażane, lecz anulowane lub uchylane. Prawa ofiar były deptane i zdane na samowolę jednostek. Sankcjonowano nie sprawców, lecz ofiary, zmuszając je do milczenia. Wszystko to stoi w rażącej sprzeczności z tym, co Kościół powinien wspierać" - zaznaczył kard. Marx.

Zauważył istniejące zastrzeżenia i obawy związane z naruszaniem tajemnicy papieskiej, a także niszczenie reputacji niewinnych kapłanów, czy kapłaństwa i Kościoła jako całości poprzez rozpowszechnianie fałszywych oskarżeń. „Zasady domniemania niewinności i ochrony dóbr osobistych oraz potrzeba przejrzystości nie wykluczają się wzajemnie” – stwierdził przewodniczący niemieckiego episkopatu.

Kardynał Marx wskazał także na potrzebę publicznego ogłoszenia statystyk dotyczących liczby spraw i w miarę możliwości ich szczegółów, bowiem nieufność prowadzi do teorii spiskowych i tworzenia mitów na temat Kościoła.

Kard. Marx zaznaczył, że procedury administracyjne są przejrzyste, kiedy można określić i zrozumieć, kto, kiedy, dlaczego i w jakim celu podjął jakąś decyzję. Dzięki temu można wskazywać błędy i przed nimi się bronić.

Kard. Marx powiedział, że w aktualnych okolicznościach trzeba jasno zdefiniować cele i granice tajemnicy papieskiej. Nie ma powodów, by stosowano ją w sprawach przestępstw przeciwko nieletnim. Zaznaczył też, że przejrzystość jest najlepszym mechanizmem, by chronić się przed pomówieniami i przywrócić dobre imię fałszywie oskarżonym.

Na pierwszym miejscu ofiary

Rozpatrując sprawy seksualnego wykorzystywania małoletnich, Kościół musi zawsze stawiać na pierwszym miejscu ofiary, słuchać ich i troszczyć się o ich dobro - powiedziała meksykańska dziennikarka-watykanistka Valentina Alazraki. Jej wystąpienie było pełne surowej krytyki pod adresem hierarchii kościelnej, zarówno za ukrywanie takich przypadków, jak i ciągle jeszcze dużej, według niej, nieufności Kościoła wobec mediów.

Alazraki na wstępie powiedziała m.in., że ma za sobą ponad 40 lat (od 1974) pracy korespondentki w Watykanie, podczas której obsługiwała pontyfikaty 5 papieży, począwszy od Pawła VI po obecny i 150 podróży papieskich. Wychodząc od tego bogatego doświadczenia zawodowego podzieliła się z zebranymi licznymi spostrzeżeniami, dodając do tego jeszcze swe osobiste doświadczenie kobiety, żony i matki trójki dzieci.

Wychodząc od tej ostatniej uwagi zauważyła, że dla matki nie ma dzieci "pierwszej lub drugiej kategorii:", ale są jedynie te, które są silniejsze i słabsze i tym drugim trzeba poświęcić szczególną uwagę. Również w Kościele nie ma osób pierwszej i drugiej klasy, ale silniejsi i słabsi i najbardziej narażeni. I w tym kontekście zapytała: "Który syn w Kościele jest słabszy, bardziej narażony na krzywdę? Ksiądz, który wykorzystywał seksualnie, biskup, który też wykorzystywał i ukrywał te fakty czy ofiara?".

"Zapytajcie sami siebie: czy jesteście wrogami tych, którzy dopuszczali się nadużyć lub tych, którzy ich ukrywali?" - powtórzyła swe pytanie dziennikarka, zwracając się do biskupów. "My wybraliśmy stronę, po której mamy stać" - odpowiedziała. I dodała: "A czy wy uczyniliście to naprawdę czy tylko słowami?". Zapewniła, że "jeśli jesteście [biskupi] przeciw tym, którzy wykorzystują seksualnie lub ich ukrywają, to jesteśmy po tej samej stronie".

Możemy być sojusznikami, nie wrogami - podkreśliła Alazraki. Zapewniła, że ludzie mediów będą pomagać im w znajdowaniu złych jabłek i w przezwyciężaniu oporu wobec oddzielania ich od zdrowych. "Ale jeśli nie zdecydujecie się w sposób radykalny stanąć po stronie dzieci, matek, rodzin, społeczeństwa obywatelskiego, to macie powód, by bać się nas, ponieważ my, dziennikarze, którzy chcemy dobra wspólnego, będziemy waszymi najgorszymi wrogami" - przestrzegła Meksykanka.

Przypomniała, że wielokrotnie miała okazję usłyszeć, że skandal wykorzystywania seksualnego jest "winą prasy, spiskiem pewnych środków przekazu mającym na celu dyskredytację Kościoła, że stoją za tym ukryte potęgi, chcąc położyć kres tej instytucji [Kościołowi]". I w tym kontekście przywołała słowa Benedykta XVI, iż "największe prześladowania Kościoła pochodzą nie od wrogów zewnętrznych, ale rodzą się z grzechu w jego wnętrzu".

"Jako dziennikarka, ale też jako kobieta i matka, chcę wam powiedzieć, że myślimy, iż wykorzystywanie nieletnich jest równie odrażające, jak ukrywanie tych czynów" - podkreśliła z mocą. Oświadczyła z przekonaniem, że biskupi wiedzą lepiej od niej, iż owe postępki były ukrywane systematycznie, od najniższego szczebla po najwyższy. "Ale im bardziej będziecie je ukrywać, tym skandal będzie większy" - dodała. Walkę z rakiem prowadzi się nie przez ukrywanie go czy przemilczanie, ale przez radykalną walkę z nim - przypomniała.

Wymiana informacji z wiernymi to podstawowy obowiązek Kościoła, podobnie jak powołanie profesjonalnych służb informacyjnych w każdej diecezji - dodała na zakończenie meksykańska watykanistka.

Nabożeństwo pokutne

Wieczorem w Sali Regia Pałacu Apostolskiego Ojciec Święty przewodniczył nabożeństwu pokutnemu za grzechy wykorzystywania małoletnich z udziałem patriarchów, przewodniczących episkopatów oraz innych uczestników watykańskiego spotkania na temat ochrony małoletnich w Kościele. Homilię wygłosił abp Philip Naameh, przewodniczący episkopatu Ghany.

Nabożeństwo rozpoczęło się od pozdrowienia liturgicznego oraz odśpiewania psalmu 50. Następnie odczytano fragment Ewangelii o synu marnotrawnym (Łk 15,11-32). Po dłuższej chwili milczenia głos zabrał abp Naameh.

Kaznodzieja przypomniał, że Ewangelia o synu marnotrawnym przypomina zgromadzonym, iż powinni głosić ją nie tylko innym, ale zastosować do samych siebie, dostrzec samych siebie jako synów marnotrawnych. „Podobnie jak syn marnotrawny, domagaliśmy się również naszego dziedzictwa, otrzymaliśmy je, a teraz je marnujemy. Obecny kryzys wykorzystywania jest tego wyrazem” - powiedział.

„Nazbyt często zachowywaliśmy milczenie, odwracaliśmy wzrok, unikaliśmy konfliktów – byliśmy nazbyt zadowoleni, by stawić czoła ciemnym stronom naszego Kościoła. W ten sposób roztrwoniliśmy zaufanie, jakie w nas pokładano - zwłaszcza w odniesieniu do nadużyć w zakresie odpowiedzialności Kościoła, która jest naszym głównym obowiązkiem. Nie daliśmy osobom ochrony, do której miały prawo, niszczyliśmy nadzieje, a osoby były poważnie pogwałcone, zarówno w swoich ciałach, jak i duszach” – stwierdził abp Naameh.

Przewodniczący episkopatu Ghany zauważył, że syn marnotrawny stracił wszystko - nie tylko majątek, ale także status społeczny, czyste sumienie, reputację. „Nie powinniśmy się dziwić, jeśli doznajemy tego samego losu, jeśli ludzie mówią o nas źle, jeśli istnieje nieufność wobec nas, jeśli niektórzy grożą wycofaniem swego materialnego wsparcia. Nie powinniśmy narzekać, ale raczej zadać sobie pytanie, jak powinniśmy działać inaczej” – powiedział, zaznaczając, że biskupi ponoszą odpowiedzialność za wszystkich członków wspólnoty Kościoła i za ludzkość jako całość.

Afrykański hierarcha przypomniał, że punktem wyjścia do przemiany sytuacji, jest podobnie jak w przypadku syna marnotrawnego pokora, wykonywanie bardzo prostych zadań i nie domaganie się jakichkolwiek przywilejów. Ponadto zastanowienie się, przyznanie do błędu, wyznanie winy i gotowość zaakceptowania konsekwencji. Podkreślił, że watykańskie spotkanie wskazało, iż chodzi przede wszystkim o podjęcie przez biskupów odpowiedzialności, zdania sobie sprawy i wprowadzenie przejrzystości.

„Mamy przed sobą długą drogę, aby wdrożyć to wszystko w sposób trwały w odpowiednim środowisku ludzkim. Dokonaliśmy różnych postępów przy różnych prędkościach. Obecne spotkanie było jedynie jednym z wielu etapów. Nie możemy sądzić, że tylko dlatego, iż zaczęliśmy coś razem zmieniać, wszystkie trudności zostały w ten sposób wyeliminowane. Podobnie jak w przypadku syna, który w Ewangelii zastanowił się nad sobą, nie wszystko jest jeszcze dokonane. Musi jeszcze przekonać swojego brata. Musimy uczynić to samo: przekonać naszych braci i siostry w zgromadzeniach i wspólnotach, odzyskać ich zaufanie i przywrócić chęć współpracy z nami, aby przyczynić się do ustanowienia królestwa Bożego” – powiedział podczas nabożeństwa pokutnego abp Philip Naameh.

Następnie, po chwili milczenia wysłuchano świadectwa jednej z ofiar, młodego człowieka z Ameryki Łacińskiej, który doznał wykorzystywania przez osobę duchowną. Mówił o swoich udrękach, ale także znaczeniu wysłuchania swoich cierpień.

Po krótkim fragmencie muzycznym Ojciec Święty wprowadził do rachunkowi sumienia – podkreślając konieczność podejmowania odpowiedzialnych decyzji, w obliczu sytuacji jakie powstały w poszczególnych krajach.

Pytania wypowiedziane po angielsku dotyczyły postawy wobec przestępstw wykorzystywania małoletnich, odpowiedzialności za działania w tej dziedzinie, zapewnienie sprawiedliwości ofiarom, postawy wobec osób, których wiara się załamała – rodzin ofiar i innym wiernych, jakie działania podjęto, by zapobiegać tym tragediom.

Następnie miało miejsce wyznanie grzechów i win, w tym przestępstw wobec nieletnich, ich ukrywania, zaniedbań a także innych braków. Proszono też o łaskę odnowy. Modlitwę zakończyło odśpiewanie „Ojcze nasz”, przekazania sobie znaku pokoju, śpiew hymnu Magnificat oraz papieskie błogosławieństwo. Kto zagraża małoletnim, nie może pełnić posługi w Kościele

Kto zagraża małoletnim, nie może pełnić posługi w Kościele – wskazywano na konferencji prasowej w trzecim dniu watykańskiego spotkania nt. ochrony dzieci w Kościele. Jego moderator, o. Federico Lombardi, zaznaczył, że wytyczne konferencji episkopatów powinny być opublikowane na ich stronach internetowych i wskazywać adresy, pod którymi ofiary mogłyby zgłaszać swe oskarżenia. Jest to punkt wyjścia procedury reagowania – zaznaczył włoski jezuita.

Zastępca sekretarza Kongregacji Nauki Wiary abp Charles Scicluna wskazał, że proponowane przez uczestników spotkania vademecum dla biskupów powinno w formie pytań i odpowiedzi wyjaśniać, co biskup ma konkretnie zrobić w kolejnych krokach reagowania na doniesienie o przypadku wykorzystania seksualnego.

Podkreślił, że każda konferencja episkopatu powinna zorganizować miejsce dla wysłuchania ofiar. Muszą one bowiem istnieć nie tylko na szczeblu diecezjalnym, ale także krajowym. Byłby to punkt odniesienia dla ofiar, którym często brakuje podstawowych informacji o kościelnych procedurach. Zdarza się, że sprawca został już osądzony przez sąd kościelny, a ofiara nic o tym nie wie i oskarża Kościół o bezczynność. Brakuje komunikacji z ofiarami - zaznaczył maltański hierarcha.

Podczas konferencji podkreślano znaczenie wysłuchanych przez uczestników spotkania świadectw ofiar. O. Lombardi jest zdania, że stanowi to „ważny krok naprzód”, gdyż dzięki temu, pomimo krótkości spotkania, zmieniają się postawy jego uczestników.

Generał zakonu jezuitów o. Arturo Sosa zwrócił uwagę, że spotkanie daje nadzieję nie tylko na wysłuchanie ofiar, ale także na ich uzdrowienie, naprawienie wyrządzonych im szkód i stworzenie struktur rozliczania odpowiedzialnych za reagowanie na przypadki wykorzystania seksualnego, bo „nie zawsze reagowaliśmy właściwie”. Wskazał na znaczenie uznania całej prawdy o wykorzystywaniu seksualnym i przyjęcia faktów takimi, jakie są. Zauważył przy tym, że aby podjąć właściwe działania w reakcji na przypadki wykorzystywania, trzeba rozumieć ich przyczynę, a w ramach zapobiegania im towarzyszyć dojrzewaniu uczuciowemu wiernych, aby ich relacje były zdrowe.

Również dzisiejsza referentka s. Veronica Openibo z Nigerii zwróciła uwagę na zdolność do słuchania, empatię i współczucie wobec ofiar. Jej zdaniem doprowadzenie do jak najpełniejszej ochrony dzieci w Kościele wymaga współpracy biskupów, osób konsekrowanych i świeckich w duchu synodalności.

Abp Scicluna wyraził nadzieję, że słuchanie opowieści ofiar nie zakończy się wraz z watykańskim spotkaniem, lecz będzie nadal trwało, gdyż jest to istotny element odpowiedzi Kościoła na zjawisko wykorzystywania seksualnego. Ujawnił, że niektórzy uczestnicy spotkania po obradach spotykali się jeszcze z ofiarami, przebywającymi w Rzymie. Według hierarchy świadectwa wykorzystanych kobiet i wystąpienia relatorek wniosły „mądrość, której potrzebujemy”.

Zarówno abp Scicluna, jak i kard. Reinhard Marx proponowali zastanowienie się – w imię przejrzystości kościelnych procedur – nad rezygnacją z tajemnicy papieskiej, jaką obwarowane są procedury kanoniczne w sprawach związanych z wykorzystywaniem seksualnym. Ich zdaniem do zachowania godności i dobrego imienia uczestników postępowania wystarczyłby stopień poufności, właściwy procesom świeckim.

Z kolei prefekt Dykasterii ds. Komunikacji, Paolo Ruffini, przedstawił niektóre propozycje, zawarte w raportach z prac grup językowych. Znalazły się wśród nich m.in. nieprzyjmowanie do seminariów duchownych osób usuniętych z innych seminariów; przeciwdziałanie temu, by kandydaci do kapłaństwa i życia zakonnego padali ofiarą rozpowszechnionej pornografii i indywidualizmu; korzystanie z testów psychologicznych, które obrazowałyby ich dojrzałość uczuciową; zorganizowanie w każdej diecezji nabożeństwa Godziny Świętej w intencji ofiar, połączonego z wypowiedzeniem prośby o przebaczenie; objęcie opieką duszpasterską rodzin ofiar.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem