Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Wiara młodego pokolenia

2018-09-12 10:40

Ks. Krzysztof Pawlina
Niedziela Ogólnopolska 37/2018, str. 24-25

otolEdhar/fotolia.com

Opinie o polskiej młodzieży są dziś podzielone. Zresztą sami młodzi ludzie nie bardzo wiedzą, jacy są. Oko socjologa pozwala jednak dostrzec pewne zmiany, które zachodzą wśród młodego pokolenia. Podstawą do naszkicowania portretu polskiej młodzieży jest badanie, które pod koniec 2016 r. przeprowadziła Fundacja Centrum Badań Opinii Społecznej w 82 dziennych szkołach ponadgimnazjalnych.

Św. Augustyn zapytany, czy warto wierzyć, odpowiedział: „Nie wierzyłbym, gdybym nie uznał, że rozsądnie jest wierzyć”. Choć ogromna większość społeczeństwa deklaruje się jako ludzie wierzący, to jednak ma z wiarą spore kłopoty. Dlaczego?

Wiara nie jest czymś stabilnym i danym raz na zawsze. Łatwo utraci wiarę ten, kto się o nią nie troszczy. W życiu człowieka są lata pewnej i stałej wiary, ale są też dni zwątpienia czy osłabienia w wierze. Ale to wciąż jest wiara. Jest więc wiara wyznawana, umacniana i odzyskiwana. Poszukiwanie stanowi część drogi wiary. Można powiedzieć, że wierzącym jest ten, kto nie chce pozostać tym, kim jest, ale chce wzrastać. Stąd wiara może boleć, a to jest oznaką rodzenia. Rodzenia się do głębszej wiary. Żywa wiara będzie niejednokrotnie raniona, narażana na kryzysy, poddawana próbie. Takie doświadczenia mogą towarzyszyć każdemu, a szczególnie młodym ludziom. Okres dorastania jest bowiem czasem decyzji, wyborów, szukania i powątpiewania.

Młode pokolenie Polaków nie odrzuca religii. Zmienia się jednak religijność młodzieży. Wyniki badań wskazują na mniejsze religijne zaangażowanie młodych ludzi, a przynajmniej przeobrażanie się jego charakteru. Spada odsetek uczniów określających się jako wierzący, coraz rzadsze jest także uczestnictwo młodzieży w praktykach religijnych. Obecnie nieco powyżej dwóch trzecich uczniów ostatnich klas ponadgimnazjalnych (69 proc.) uważa się za osoby wierzące, w tym 9 proc. – za głęboko wierzące. Prawie jedna piąta (18 proc.) określa swoją postawę wiary religijnej jako niezdecydowanie, a co ósmy badany (13 proc.) deklaruje brak wiary.

Reklama

Od połowy lat 90. XX wieku odsetek wierzących wśród młodzieży spada. W 1996 r. jako wierzący deklarowało się 80 proc. młodych ludzi, w tym 6 proc. jako głęboko wierzący. W 2003 r. było 78 proc. wierzących, w tym 8 proc. głęboko wierzących. Podobną tendencję zaobserwowano w 2013 r. – 71 proc. wierzących, w tym 6 proc. głęboko wierzących.

Pojawił się jeszcze inny trend: wzrost liczebności młodzieży niezdecydowanej. W 1996 r. niezdecydowanych było 14 proc., a w 2016 r. – 18 proc.

Jako niewierzący w 1996 r. deklarowało się 5 proc. młodzieży, a już w 2013 r. – 10 proc., zaś w 2016 r. – 13 proc.

Zazwyczaj wysokim odsetkiem wiary religijnej wyróżniali się mieszkańcy wsi, dziewczęta, uczniowie techników i szkół zawodowych. Obecne badania socjologiczne ukazują pewną zmianę. Otóż następuje wyrównanie się poziomu religijnego wśród młodych ludzi należących do różnych grup społeczno-demograficznych.

Gdy zastanawiamy się nad wiarą młodych, chciałoby się w pierwszej kolejności zapytać: W co oni tak naprawdę wierzą?

Największa część – ok. dwóch na pięciu badanych (42 proc.) – wierzy w Boga i nie ma wątpliwości co do Jego istnienia. Jedna czwarta (26 proc.) wprawdzie wierzy w Boga, ale miewa wątpliwości. Blisko co dziesiąty ankietowany (9 proc.) twierdzi, iż czasem wydaje mu się, że wierzy, a czasem, że nie wierzy w Boga. Podobny odsetek reprezentuje postawę agnostyczną. Najmniejsza grupa badanych uczniów zdecydowanie nie wierzy w Boga (8 proc.) lub wierzy w jakiegoś rodzaju nieosobowe siły wyższe (7 proc.). Te deklaracje nie odbiegają znacząco od wyników z 2013 r.

Autodeklaracja wiary to zaledwie jeden z elementów składających się na opis religijności młodzieży. Czynnikiem weryfikującym autodeklarację są praktyki, o czym za tydzień.

Tagi:
młodzi

Bp Przybylski: skąd bierze się ten strach, który wmawia, że Bóg chce położyć łapę na naszym życiu

2018-11-18 14:26

Magda Nowak

„Duch może więcej” – o tym przekonali się ci, którzy 17 listopada przybyli na spotkanie ewangelizacyjne Kana Młodych zorganizowane w Hali Sportowo-Widowiskowej „Polonia” w Częstochowie. Do uczestnictwa w tym ważnym dla lokalnego Kościoła wydarzeniu zaproszeni zostali młodzi z całej archidiecezji częstochowskiej. Przyjechali, aby wspólnie uwielbiać Boga, słuchać Słowa Bożego, doświadczyć jedności Kościoła, którego są nie tylko częścią, ale przede wszystkim przyszłością. Gośćmi specjalnymi spotkania byli: aktor Adam Woronowicz, polska biegaczka narciarska Sylwia Jaśkowiec i ks. Rafał Jarosiewicz. Z młodymi na modlitwie trwali pasterze archidiecezji częstochowskiej: abp Wacław Depo i bp Andrzej Przybylski, a także duża grupa kapłanów i katechetów.

Magda Nowak/Niedziela

O ogromnej, ojcowskiej miłości Boga, który nigdy nie zostawia, i zawsze czeka z otwartymi ramionami na swoje ukochane dziecko, mówił Adam Woronowicz: – Zaufajcie! Nie bójcie się. Rzućcie się w Jego objęcia. On nas nigdy nie zostawi samych. A nawet jeśli upadniecie, to nie dajcie sobie wmówić, że jest coś, co was może oddzielić od Jego miłości. Nic nie jest w stanie oddzielić nas od Jego miłości, nic! Ani życie, ani śmierć. – Jeżeli tutaj dzisiaj na tej sali siedzą w przyszłości wspaniali prawnicy, lekarze, może jakiś aktor, aktorka, ksiądz, siostra zakonna, to zmieniacie świat, zmieniacie oblicze ziemi – powiedział aktor – Jesteście iskrami Boga. Jesteście powołani do tego, aby iść i zapalić świat.

Zobacz zdjęcia: Kana Młodych

Sylwia Jaśkowiec podczas świadectwa opowiedziała, jak toczyła się jej kariera zawodowa, jak sport stał się dla niej bożkiem, i jak Jezus odnajdywał ją w czasie, gdy doznawała kontuzji. To były, jak mówi, punkty zwrotne, przez które Pan Bóg upominał się o jej serce. – Życie z Jezusem jest wielką przygodą. Nie zawsze jest pięknie, kolorowo, ale w tym wszystkim warto trwać i walczyć o Chrystusa w życiu – zapewniła narciarka. – Stawiam na młodych, na radość wiary, ale też na wytrwałość w zawodach, jakimi jest dojście do świętości każdego z nas – podkreśliła.

Ks. Rafał Jarosiewicz mówił o sakramencie pokuty. – Nie chodźcie do spowiedzi, jeśli ma to być byle jaka spowiedź – prosił – Jeżeli spowiedź to tylko prawdziwa, ponieważ nieprawdziwa spowiedź powoduje, że jesteś jeszcze dalej od Jezusa i jeszcze bardziej masz porąbane życie.

Konferencję do młodych wygłosił również bp Andrzej Przybylski. Wraz ze słuchaczami zastanawiał się, dlaczego nie podejmujemy decyzji pójścia za Chrystusem, choć wiemy, że jest dobry i że ma dla nas naprawdę najlepszy plan. Pytał skąd bierze się ten strach, który wmawia, że Bóg chce położyć łapę na naszym życiu, że nas obciąży, gdy położy na nas ręce. – Bóg kładzie na nas ręce, abyśmy mogli w tych rękach wzlecieć ku niebu – przekonywał.

Po świadectwach przyszedł czas na wspólne uwielbienie, modlitwę wstawienniczą i adorację Najświętszego Sakramentu. Na środku sali przygotowano dekorację obrazującą gorejący krzew. Na nim umieszczono otwarte Pismo Święte, a w czasie dalszej modlitwy na podwyższeniu kapłan ustawił monstrancję. Przybycie Jezusa Eucharystycznego odbyło się w uroczystej procesji, której towarzyszył orszak tancerek.

Centralnym punktem spotkania była Msza św. odprawiona pod przewodnictwem metropolity częstochowskiego abp. Wacława Depo. – Czy można znaleźć Jezusa poza Kościołem? Jezus nie powołał Kościoła doskonałego, ale powołał tych, których chciał – zaznaczył w homilii arcybiskup – Dziękujemy dzisiaj Bogu za fundament budowania przyszłości i głębokiej więzi z Nim na wieki i we wspólnocie, którą również dzisiaj tu stanowimy.

Spotkanie Kana Młodych było przede wszystkim dziękczynieniem za październikowy Synod Biskupów nt. młodzieży. Papież Franciszek wyraził wtedy życzenie, aby synod przeniósł się dalej, na tereny diecezji, parafii, na ruchy i stowarzyszenia. Dlatego na zakończenie spotkania abp Wacław Depo pobłogosławił kilkudziesięciu młodych i posłał ich do wspólnot parafialnych, aby zapalali wiarą swoich rówieśników.

– To spotkanie rozbudzi w małych promyczkach ogień – mówi z przekonaniem Paweł Kotas, 29 lat i dodaje – Nasze świadectwo jest najważniejsze. – Jesteśmy młodym Kościołem. Jest w nas bardzo duży potencjał. I jeśli ludzie zobaczą nas, to zobaczą, że młody Kościół nadal istnieje – dodaje 24-letni Mateusz Popielarz, a Daniel Maciągowski, 22 lata, podsumowuje: – Bóg chce mnie prowadzić, tylko oczekuje, żebym Mu zaufał. Jeżeli zgodzę się żyć zgodnie z Jego wolą, to On zrobi z mojego życia naprawdę piękne Boże dzieło.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Jak Izrael ochronił zbrodniarza

2018-02-28 10:37

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 9/2018, str. 40

Za jego kadencji w obozie koncentracyjnym w Świętochłowicach-Zgodzie zginęło więcej osób niż podczas niemieckiej okupacji. W latach 90. ubiegłego wieku zbrodniarz wojenny schronił się w Tel Awiwie, a władze Izraela nigdy nie zgodziły się na jego ekstradycję

Instytut Pamięci Narodowej
Salomon Morel

Chodzi o Salomona Morela, polskiego obywatela pochodzenia żydowskiego, który przeżył okres okupacji dzięki Polakowi Józefowi Tkaczykowi. W 1983 r. Tkaczyk został za to nagrodzony medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Historia Morela, który w świetle polskiego prawa dopuścił się zbrodni przeciwko ludzkości, nie jest potwierdzeniem tezy, że komuniści Żydzi byli gorsi od nazistów Niemców, ale raczej pokazuje, jak bardzo wybiórczo do prawdy historycznej podchodzą przedstawiciele Izraela. – Nie można się zgodzić z ocenami, według których Salomon Morel był do 1968 r. komunistą, a potem nagle się okazało, że jest jednak Żydem. To jest problem samoidentyfikacji jednostki, ale i odpowiedzialności narodu za jednostki tego narodu – powiedział podczas dyskusji o antysemityzmie prof. Jan Żaryn. – To samo dotyczy Polski. Feliks Dzierżyński jest nasz, choćbyśmy nie wiem jak długo się tłumaczyli, że on został bolszewikiem. Jako naród polski dorobiliśmy się takiego syna i wyeksportowaliśmy go do Rosji. On nie jest Rosjaninem.

Zbrodnia bez kary

Salomon Morel od końca lutego do listopada 1945 r. był komendantem poniemieckiego obozu koncentracyjnego Eintrachthütte. W czasach okupacji obozem kierował najpierw SS-Hauptscharführer Josef Remmele, a później Wilhelm Gerhard Gehring. Obaj niemieccy zbrodniarze zostali skazani na karę śmierci przez amerykański Trybunał Wojskowy w Dachau Morel natomiast do 1968 r. szybko się wspinał po szczeblach komunistycznej kariery i praktycznie do swojej śmierci w 2007 r. dostawał polską emeryturę w wysokości prawie 5 tys. zł.

Może trudno sobie to wyobrazić, ale w komunistycznym obozie pracy „Zgoda” panowały o wiele gorsze warunki niż w czasach niemieckiej okupacji. Również przeciętna śmiertelność w latach 1943-45 była znacznie wyższa, bo wynosiła kilkanaście ofiar tygodniowo. Według IPN, w ciągu niespełna dziewięciu miesięcy władzy komendanta Morela przez obóz przewinęły się 5764 osoby, a co trzecia nie przeżyła pobytu. Tragiczny obraz ukazuje zestawienie dokumentów z likwidacji obozu. Udało się zwolnić 1341 osób, zmarło zaś 1855. Według danych IPN, zabito lub zakatowano ok. 300 osób, a resztę istnień pochłonęły epidemie. – Z tego, jak się zachowywał Morel podczas epidemii, można wywnioskować, że choroby i wysoka śmiertelność pomogły mu w wygodnym, bo „naturalnym”, sposobie eliminacji więźniów – uważa historyk dr Marek Klecel.

W obozie „Zgoda” oprócz Niemców przebywali Górnoślązacy, weterani powstań śląskich oraz członkowie Armii Krajowej. Byli też Polacy z Polski centralnej, dzieci oraz obywatele innych państw.

Zdziwienie Izraela

W latach 90. ubiegłego wieku Morel już od dawna pobierał wysoką emeryturę. Był przekonany, że jego działalność w obozie „Zgoda” pozostanie tajemnicą na zawsze. Zaczęło o nim być głośno, gdy amerykański dziennikarz żydowskiego pochodzenia John Sack opublikował książkę o zbrodniach komunistycznych pt. „Oko za oko”. Salomon Morel nie czekał na proces, wyjechał do Izraela. Gdyby pozostał w Polsce, mógłby odpowiadać za śmierć ponad 1500 więźniów.

Z historii zbrodniarza Salomona Morela płynie ważna lekcja na temat stosunków polsko-izraelskich. Gdy w 1998 r. Komisja Badań Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu zwróciła się do Izraela o ekstradycję zbrodniarza, w odpowiedzi przysłano odmowę, bo zarzucane mu czyny przedawniły się w świetle tamtejszego prawa.

Dzięki wsparciu IPN i przesłuchaniu ponad 100 świadków udało się w 2004 r. postawić Morelowi zarzut, który się nie przedawnia, czyli zbrodni przeciwko ludzkości. Polskie władze wysłały więc kolejny wniosek o ekstradycję zbrodniarza. „Chcielibyśmy przekazać postanowienie Ministra Sprawiedliwości w tej sprawie, mówiące o tym, iż nie ma żadnych podstaw do ekstradycji Morela” – czytamy w odpowiedzi z 2005 r. Co więcej, władze Izraela były zbulwersowane tym, że Polska kolejny raz upomina się o ich obywatela. W piśmie czytamy, że sprawa „wywołuje zdziwienie, iż Polska w ogóle zwróciła się z taką prośbą”. „W świetle faktów uważamy, iż nie ma żadnych podstaw do przedstawienia Morelowi zarzutów popełniania poważnych przestępstw, nie mówiąc już o ludobójstwie czy zbrodniach przeciwko narodowi polskiemu”.

Historia Morela nie jest wcale usprawiedliwieniem dla Polaków, którzy kolaborowali z Niemcami, wydając Żydów. Pokazuje jednak, że na przykładzie pojedynczych osób nie można oskarżać Polaków jako naród o zbrodnię Holokaustu, bo w ten sam sposób naród żydowski byłby winien zbrodni komunizmu. Przede wszystkim jednak obnaża skalę dyplomatycznej hipokryzji państwa Izrael, który jednych zbrodniarzy ściga po całym świecie, a innych ukrywa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Franciszkańskie” rekolekcje polskich biskupów

2018-11-20 13:51

it / Jasna Góra (KAI)

- To czas zadbania o własną duchowość, czas kiedy siadamy w ławkach i stajemy się słuchaczami Słowa, to najlepszy czas w roku, bo spędzony w Domu Matki a tym razem także ze św. Franciszkiem – m.in. tak o dniach skupieniach mówią polscy biskupi. Poranną Mszą św. przed Cudownym Obrazem Matki Bożej rozpoczął się kolejny dzień rekolekcji Episkopatu Polski. Nauki głosi franciszkanin, o. Ernest Siekierka, wykładowca duchowości i kierownictwa duchowego. Lekturą duchową jest książka „Kapłan nie należy do siebie” sługi Bożego abp. Fultona J. Sheena, amerykańskiego kaznodziei i ewangelizatora.

Mazur/episkopat.pl
Jasna Góra

- Czekaliśmy na ten czas. To jest zawsze miła perspektywa, kiedy wśród codzienności, licznych obowiązków, mamy czas wyciszenia, wspólnotowej modlitwy i troski o swoją duchowość – mówi abp Wiktor Skworc. Metropolita katowicki dodaje, że „jesteśmy osobami duchownymi i troska o duchowość jest bardzo ważna, bo chcemy naszą duchowością posługiwać i dlatego trzeba o nią zadbać a rekolekcje to bardzo dobry czas”.

Z kolei abp Stanisław Gądecki zauważa, że „każda materia się starzeje i człowiek też podlega temu procesowi i na tyle, na ile jest w stanie odnowić się, otworzyć na Ducha Świętego, na tyle potem działa nie tylko mocą własnych energii, ale energią samego Ducha”.

Abp Stanisław Budzik twierdzi, że dla niego „to najlepszy czas w roku, bo w zabieganiu, zatroskaniu o różne sprawy, potrzeba oddechu i dystansu”. - Tu stajemy się słuchaczami słowa Bożego, przeważnie je głosimy, to bardzo potrzebne, bo św. Augustyn przestrzega, że nie można być dobrym głosicielem słowa, jeżeli nie jest się najpierw słuchaczem, więc my się przestawiamy, siadamy w ławce - mówi metropolita lubelski. Dodaje, że to bardzo cenny czas, który umacnia na niełatwej drodze i który dodaje odwagi. - Przede wszystkim stawia nam krytyczne pytania: co w moim życiu, przepowiadaniu, co w moim posługiwaniu, w organizacji życia w diecezji wymaga korekty – podkreśla abp Budzik. - Chcemy w mocy Ducha Świętego żyć więc otwieramy się na Jego dary - zauważa.

Metropolita lubelski podkreśla, że dla niego bardzo ważne jest miejsce, gdzie rekolekcje się odbywają. - Mamy Jasną Górę, ona jest sercem polskiej wiary, polskiej tradycji, tu zawsze byliśmy wolni, tu jesteśmy w Domu i czujemy się jak w Domu Matki – twierdzi. Dodaje, że zazwyczaj biskupi są tutaj podczas dużych i głośnych uroczystości, a teraz mogą w ciszy i spokoju sprawować Eucharystię przed Cudownym Obrazem Matki Bożej, uczestniczyć w Apelu, odetchnąć.

Tegoroczne rekolekcje biskupów są bardzo „franciszkańskie”. Odbywają się pod hasłem: „Przed ukrzyżowanym Panem ze św. Franciszkiem z Asyżu”. Rozważania o. Ernest Siekierka OFM oparł na wybranych tekstach z pism św. Franciszka z Asyżu. W centrum rozważań jest krzyż z kościoła w San Damiano i modlitwa, która otworzyła duchową drogę św. Franciszka. Pochodzą z niej słowa tematu rekolekcji: „Rozjaśnij ciemności mego serca (…) abym wypełniał Twoje święte i prawdziwe posłannictwo”.

W ciągu czterech dni biskupi usłyszą osiem konferencji. Wysłuchali już nauki wprowadzającej, "z Franciszkiem u Maryi i przed krzyżem z San Damiano". Podczas kolejnych konferencji wraz z Franciszkiem popatrzą na ciemności serca i będą prosić o dar mądrości. W czwartej nauce wysłuchają słów wybranych z Franciszkowego Testamentu, a w następnej słowa o szacunku do kapłaństwa. W szóstej nauce rekolekcjonista zaproponuje wsłuchanie się w piąty punkt „Napomnień” św. Franciszka: „nikt nie powinien unosić się pychą, lecz niech chlubi się w Krzyżu Pańskim”. W siódmej natomiast wraz z obecnymi na rekolekcjach, będzie rozważać słowa o radości i radości doskonałej. Tematem przewodnim ostatniej z nauk będą chwalące Boga słowa „Pieśni Słonecznej”.

Przewodniczący KEP podkreśla, że spojrzenie na Biedaczynę z Asyżu jest niezwykle ważne. Jego osobę na nowo przybliżył wszystkim papież, który obrał imię Franciszek. - To przypomnienie drogi ubóstwa, pokory i posłuszeństwa, a to jest zawsze pożyteczne - przyznaje abp Gądecki.

Abp Skworc dodaje, że franciszkańskie hasło: „pokój i dobro” powinno być mottem postępowania. Uważa, że spojrzenie na św. Franciszka mobilizuje do jeszcze większej modlitwy za papieża Franciszka, który ciągle wskazuje nowe obszary i daje nowe impulsy do działań duszpasterskich, jak choćby Dzień Ubogich.

Abp Budzik zauważa, że „głos św. Franciszka przywoływany przez papieża przypomina o radykalizmie ewangelicznym, który i wtedy i dziś przyciąga wielu wiernych”. - Te gesty, które czyni papież Franciszek, są bardzo ważne dla całego świata i dla nas. To okazja do rachunku sumienia – wyznaje metropolita lubelski.

Biskupi zgromadzeni na rekolekcjach proszą o modlitwę w ich intencji, by „się nawrócili, byli bardziej ewangeliczni i dążyli do świętości”.

Rekolekcje Episkopatu Polski na Jasnej Górze zakończą się w czwartek.

Pierwsze rekolekcje biskupów miały miejsce w Częstochowie w 1946 r. W kolejnych latach odbywały się nieregularnie. Pierwszą systematyczność można stwierdzić od 1950 r., kiedy prymasem Polski był kard. Stefan Wyszyński, wielki czciciel Matki Bożej Jasnogórskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem