Reklama

Akcja Letnia zakończona

2018-09-12 10:43

Kazimierz Pleśniak
Edycja legnicka 37/2018, str. VII

Archiwum TPD
S. Angelika Tabuła, misjonarka Świętej Rodziny SR, katechetka i nauczycielka w Zambii i o. Gift Chileshe, franciszkanin konwentualny z Zambii

Dobiega końca Akcja Letniego Wypoczynku 2018, zorganizowana przez Oddział Towarzystwa Przyjaciół Dzieci (TPD) w Legnicy. Łącznie zadbano o wypoczynek dla ponad 800 osób z subregionu legnickiego w najatrakcyjniejszych miejscach Polski: Międzyzdrojach, Kołobrzegu, Mrzeżynie, Sarbinowie, Kudowie-Zdroju, Karpaczu, Bukowcu i w Warszawie. W tym odbyły się 2 turnusy rehabilitacyjno-lecznicze dla 120 dzieci i młodzieży niepełnosprawnej wraz z rodzicami.

Ponadto 40 dzieci skorzystało z obozów młodzieżowych we Włoszech, zorganizowanych za pośrednictwem biura turystycznego „Kanion”, a blisko 200 osób z małych form wypoczynku, organizowanych w ramach akcji „Lato w mieście”.

Oprócz realizacji programów rekreacyjno-sportowych, typowo wypoczynkowych i krajoznawczych, eksponowano 100. rocznicę niepodległości Polski, 100-lecie TPD, 74. rocznicę Powstania Warszawskiego i 40-lecie pontyfikatu św. Jana Pawła II.

Reklama

Popularyzowano też sylwetki laureatów Orderu Uśmiechu, który przyznawany jest od 50 lat. Wśród najbardziej znanych kawalerów Orderu Uśmiechu był m.in. św. Jan Paweł II. Jego pamięci poświęcono organizowane na większości turnusów wieczory wspomnień. Przypominano, że jako honorowy obywatel miasta Legnicy oraz jako papież, który ponad 21 lat temu odwiedził Legnicę, jest bliski legniczanom.

W jednym ze spotkań, odbywających się na kolonii w Warszawie, w Centralnym Ośrodku Rehabilitacji Opieki i Edukacji TPD Helenów wziął udział Marek Michalak – rzecznik praw dziecka i jednocześnie kanclerz Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu wraz z s. Angeliką Tabułą – misjonarką Świętej Rodziny SR, katechetką i nauczycielką Szkoły Podstawowej im. św. Jana Pawła II w Zambii, gdzie przebywa od 20 lat. S. Angelika przybyła do Polski z okazji 50-lecia Orderu Uśmiechu, którego jest laureatem. Na spotkaniu obecny był też o. Gift Chileshe – franciszkanin konwentualny, również z Zambii.

W Warszawie na kolonii przebywała kilkunastoosobowa grupa dzieci z Drohobycza, miasta partnerskiego Legnicy oraz zespół artystyczny Odrodzenie, który podczas wieczoru pamięci zaprezentował ulubione pieśni św. Jana Pawła II: „Barkę”, „Abba, Ojcze”, „Polskie kwiaty” i „Czarną Madonnę”.

Postać św. Jana Pawła II od wielu lat jest wzorem do naśladowania w TPD. Również podczas kolonii ten wielki przyjaciel dzieci i młodzieży był popularyzowany.

Legnicki Oddział TPD jest wdzięczny za wsparcie wszystkim sponsorom i ludziom dobrej woli, a także kadrze wychowawczej kolonii za pomoc i duże zaangażowanie.

Tagi:
misje

Parafia pw. NMP Bolesnej w Pyrzycach

2019-01-08 12:01

Ks. Robert Gołębiowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 2/2019, str. IV

Za nami już pierwsze dni nowego 2019 roku. Trwamy w bożonarodzeniowej radości, która wniosła w nasze życie nowe treści budowania własnej świętości. Taki również jest cel „Misji u stóp Krzyża”, które obejmował w Adwencie dekanat pyrzycki. W naszej pielgrzymce dotarliśmy do parafii dziekańskiej, która oddana jest wstawiennictwu Najświętszej Maryi Panny Bolesnej w Pyrzycach

Ks. Tadeusz Kłapkowski
Modlitewne zakończenie misji w parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Bolesnej Bolesnej w Pyrzycach

O historii Pyrzyc wiemy już bardzo dużo w związku z Misją św. Ottona, znajdującą się tutaj studzienką oraz zbliżającą się 900. rocznicą wydarzeń chrzcielnych, których centrum stanowiło właśnie to piękne, historyczne miasto. Nawiążemy do tego następnym razem, gdy odwiedzimy główną parafię miasta poświęconą św. Ottonowi z Bambergu, a w której posługują księża chrystusowcy. Obecnie docieramy do bardzo niezwykłego pod względem historycznym i architektonicznym miejsca. Kościół Najświętszej Maryi Panny Bolesnej to najstarszy kościół Pyrzyc, będący dawniej kościołem klasztornym Augustianek. Zbudowany został w 2. poł. XIII wieku z cegły na planie prostokąta. W XVI stuleciu został zniszczony przez pożar i powoli niszczał. Pod koniec wieku został odbudowany, ale na bardzo krótko, ponieważ już w XVII wieku ponownie został doszczętnie zrujnowany. W 2. poł. XIX wieku budowla została wyremontowana i rozbudowana. Posiadał elementy wczesnogotyckie oraz barokową wieżę z XVIII wieku. Zniszczony 5 lutego 1945 r. podczas działań wojennych. Odbudowę rozpoczęto w maju 1987 r., a główne prace trwały w latach 1989-91 dzięki staraniom ks. Tomasza Koszyka TChr. Obecnie wewnątrz kościoła znajduje się tryptyk ołtarzowy, będący kopią wzorowaną na ołtarzu w Ciećmierzu k. Gryfic. Miejsce zwane Wzgórzem Chramowym, na którym stoi kościół, związane jest z misją chrystianizacyjną Ottona z Bambergu na Pomorzu Zachodnim. Jak podają źródła, stała tam niegdyś świątynia pogańska, którą Otton nakazał zburzyć, a na jej miejscu postawić kościół.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Duszpasterska wizyta, duszpasterska szansa

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 3/2004

Graziako/Niedziela
Kapłan podąża z wizytą kolędową

Gdy ksiądz chodzi po kolędzie, w pogotowiu jest cały blok albo cała ulica. Kobiety zwalniają się z pracy, aby na czas przygotować stół przykryty obrusem, kropidło, naczynie z wodą święconą, pasyjkę i świece. Dzieciaki na gwałt uzupełniają zeszyty do religii albo gwarem wypełniają klatki schodowe, by co chwilę meldować pod „którym ksiądz jest numerem”. W blokach, w wielkich parafiach wizyta trwa krótko, najwyżej kilka minut. Jedni nie kryją irytacji: Na co komu taka kolęda? Czy coś z niej wynika? Inni bronią księży: przecież parafia liczy 15 tys. osób - musi wystarczyć krótka modlitwa i wymiana kilku zdań. Tak czy owak, nie milkną dyskusje wokół celowości kolędy.

Skąd się wzięła

O chodzących po kolędzie księżach pisał już Mikołaj Rej wkładając w usta wójta krytykę plebana: „... potym bieży po kolędzie / w każdym kącie dzwonić będzie / Więc woła Illuminare / a ty chłopku musisz dare...”. Skąd się jednak wziął zwyczaj duszpasterskich wizyt, trudno ustalić.
W starożytnym Rzymie odwiedzano się w styczniowe kalendy (callandae), zaczynające nowy rok. Wiadomo także, że wyraz „kolęda”, który do Polski dotarł za pośrednictwem Czechów, oznaczał pierwotnie pieśń noworoczną, śpiewaną podczas odwiedzania z tej okazji wiejskich gospodarzy.
Kościół zaadaptował te ludowe zwyczaje, łącząc je z błogosławieństwem domów w uroczystość Trzech Króli. A że nie dałoby się tego dnia odwiedzić wszystkich, wizyta rozłożyła się na czas poświąteczny.
Niemiecka i polska tradycja każe z okazji Trzech Króli napisać poświęconą kredą na drzwiach domów „K+M+B” (lub „C+M+B”) i datę roczną. Litery nie tyle są, jak zazwyczaj się uważa, skrótem od tradycyjnych imion Trzech Króli, lecz od łacińskiego Christus mansionem benedicat (lub polskiego: Chrystus Mieszkanie Błogosławi).
Dziś wizyta duszpasterska to nie tylko błogosławieństwo, ale może przede wszystkim spotkanie duszpasterza z parafianami. Przygotowanie do takiej wizyty powinno przebiegać w dwóch wymiarach: duchowym i zewnętrznym przygotowaniu domu.

... i jak przebiega?

Odwiedziny duszpasterskie mają charakter domowej liturgii. Rozpoczynają się od obrzędu błogosławieństwa rodzin (w czterech wersjach) ze wspólną modlitwą i ewentualnie rozważaniem Słowa Bożego. Niekiedy wizyta rozpoczyna się od zaintonowania kolędy, którą wraz z domownikami (i czasami ministrantami) śpiewa kapłan. Witając się słowami „pokój temu domowi” życzy, aby stale był w tym domu obecny Chrystus, który przychodząc na świat przyniósł ludziom pokój. Po tym pozdrowieniu następuje modlitwa o błogosławieństwo Boże dla całej rodziny i obrzęd błogosławieństwa mieszkania z pokropieniem wszystkich obecnych wodą święconą.
Podczas wizyty powinien być czas na rozmowę duszpasterza z wiernymi, przedstawienie księdzu rodzinnych radości i problemów; jest możność zademonstrowania osiągnięć szkolnych pociech, czy też ich udziału w parafialnych ruchach.
Dziś jednak często dominuje pesymizm. Biedniejemy, wielu traci pracę i stać ich na skromną lub żadną ofiarę. Wstydzimy się tego, bo przecież chcemy złożyć jakiś datek na potrzeby najbliższej nam wspólnoty. Zatem „ ile dać?”, staje się często przedmiotem długich dysput i przysłania zupełnie inne możliwości, jakie stwarzają odwiedziny księdza w naszym domu.
Na ogół nie wiemy też, dlaczego i po co duszpasterze zapisują coś w swoich kartotekach. Czyżby spisywali wysokości ofiar, albo liczyli „pogłowie”? Tymczasem księża tłumaczą, że informacje zebrane podczas kolędy pozwalają na rozeznanie potrzeb danej rodziny, uregulowanie jej spraw dotyczących życia sakramentalnego (np. stwierdzenie pożycia w związku niesakramentalnym).
- Dokładne przestudiowanie kartotek przed kolędą było dla mnie zawsze bardzo cenną sugestią - wyjaśnia ks. Dariusz Gącik, notariusz Kurii diecezjalnej w Kielcach. - Wynikało z nich np., że ktoś z rodziny jest poważnie chory, że jest w niej problem alkoholowy albo, że ludzie żyją bez ślubu. Znając te fakty mogłem odpowiednio przygotować się do rozmowy. I zdarza się, że wizycie duszpasterskiej towarzyszą naprawdę budujące doświadczenia - jej owocem jest np. chrzest dziecka, przystąpienie do sakramentu pokuty po długim okresie przerwy, zawarcie zawiązku małżeńskiego, albo skierowanie do rodziny konkretnej pomocy materialnej. Ogólnie - „powrót do praktyki wiary”, jak mówią księża.
Niekiedy, z myślą o swych następcach, szczególnie w miejskich parafiach, duszpasterze przekazują sobie uwagi zabawne i nietypowe, np. gdzie można liczyć na posiłek. Chociaż, co do posiłku, to w miastach brakuje zupełnie nań czasu - chyba że jest to naprawdę ostatnie mieszkanie w tym dniu.
- Dzień chodzącego z wizytą duszpasterską księdza przedstawia się zazwyczaj tak - wyjaśnia ks. D. Gącik. - Rano katecheza w szkole, powrót na obiad lub nieco później, przejrzenie kartotek i już ok. 15.00 rozpoczynamy wizytę duszpasterską. Kończymy zwykle ok. 21.00 - 21.30. Potem ewentualnie jakaś kolacja i przygotowanie się do katechezy na następny dzień. Czasem przez tydzień zdarzało mi się nie odsuwać zaciągniętych na noc zasłon…

Po co w ogóle takie odwiedziny

W Kodeksie Prawa Kanonicznego odnajdujemy kan. 529 § 1, który mówi: „Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza niepokojach i smutku oraz umacniając ich w Panu, jak również - jeżeli w czymś nie domagają - roztropnie ich korygując”.
Wizyta duszpasterska jest dobrym sposobem realizacji tej „funkcji pasterza”. Ks. D. Gącik przestrzega przed nazywaniem jej kolędą. Bo kolęda dotyczy tylko okresu Bożego Narodzenia i choć jest umocniona w Polsce silną tradycją, nie należy ograniczać możliwości wyboru przez proboszcza innego czasu.
Coraz częściej dzieje się tak w wielkich miejskich parafiach, gdzie wizytę rozpoczyna się na początku Adwentu - np. w kieleckiej parafii św. Maksymiliana. - Siła tradycji jest tak wielka, że ludzie oburzają się na tę praktykę. A nie ma ku temu podstaw - wyjaśnia ks. Gącik, zalecając wyrozumiałość wobec realiów konkretnej parafii. W innych diecezjach spotkać można daleko bardziej nowatorskie praktyki, np. odwiedzanie parafian przez cały rok w dwa wybrane dni tygodnia. Wówczas są to wizyty rzeczywiście długie. Ale u nas… - My pochodzimy z Bielin, Wilkowa, Lisowa - tłumaczą parafianie ze św. Maksymiliana - w naszych wsiach nie rozbierało się choinki, dopóki ksiądz nie przyszedł po kolędzie. To i niełatwo przywyknąć...

Jak to jest w naszej diecezji

Diecezja kielecka ma w zdecydowanej większości charakter rolniczy, gdzie na dobre zakorzenił się obyczaj celebrowania kolędy. Nie ma mowy o krótkich odwiedzinach. Ksiądz musi wysłuchać tego, co ludzie mają mu do powiedzenia, czasem pokosztować ciast upieczonych na tę okazję, „omodlić” nowe domowe sprzęty, skorzystać z transportu organizowanego przez parafian. Pan Stanisław z Morawicy nie wyobraża sobie, żeby ksiądz chodził na piechotę albo jeździł własnym samochodem. - To jedyna okazja, żeby z księdzem bliżej pogadać, poznać go. No i nie wypada - kwituje krótko. - Co ksiądz, to ksiądz.
- Dla mnie kolęda jako ciągłe pogłębianie relacji z parafianami, ma duży sens - wyjaśnia ks. prob. Marian Gawinek. - W takiej parafii jak Stojewsko, ksiądz zna wszystkich i wszyscy znają księdza, więc tym bardziej jest o czym porozmawiać. Odwiedzanie rodzin i domów odbywa się na sposób tradycyjny, w ciągu godziny mniej więcej są to cztery „numery”. Księdza poprzedzają zawsze ministranci, którzy zaśpiewają gospodarzom kolędę. Pan domu czeka przed bramą, zaprasza do wysprzątanego wnętrza. Z księdzem starają się spotkać wszyscy domownicy. Ludzie chcą się wygadać; mówią, że coraz trudniej im o nadzieję, rolnictwo jest bez szans. Ale ostatnio obserwuję, że część młodych zaczyna osiedlać się w rodzinnej parafii, głównie za sprawą dobrze prosperującego zakładu drzewnego.
Jednak i na kieleckiej wsi w tradycję wkraczają realia. - Ja z kolędą chodzę od rana, więc uwijamy się dość szybko - wyjaśnia ks. Jerzy Siemiński, proboszcz z Mieronic k. Wodzisławia. - Dlaczego? To proste. Ludzie nie pracują prawie w 100%, więc można odwiedzać ich od rana. W parafii Mieronice, liczącej ok. 1300 osób, kolęda trwa ok. 15 dni. Chociaż ludzie są ubodzy, to absolutnie nie spotkałem się z mniejszą niż kiedyś serdecznością. Chcą księdza zatrzymać jak najdłużej, wygadać się. Panuje zupełnie wyjątkowa atmosfera - inna, nie naznaczona takim pośpiechem, jak np. wspominam z Kielc czy Pińczowa.
Kolęda, choć nieraz krytykowana za jej formę, jawi się jako szansa i propozycja. Otwarte drzwi domów, tradycja staropolskiej gościnności i wreszcie zaproszenie do rewizyty - bo taki sens ma przecież jakakolwiek wizyta - stwarzają wielkie możliwości. Warto z nich skorzystać.

Wydarzyło się podczas kolędy...

Państwu N. pomyliła się data wizyty księdza, więc na pukanie kapłana otworzył tylko pan domu. Ponieważ zapewniał, że żona za chwilę nadejdzie, a do wizyty są w zasadzie przygotowani - psychicznie i duchowo, ksiądz zgodził się zaczekać i nawet ofiarował swą pomoc w szybkim przygotowaniu ładnie wysprzątanego pokoju. Jakaż była konsternacja pani domu, która na to właśnie nadeszła i stwierdziła, że stół został nakryty... poszewką na kołdrę.

* * *

Gospodarze długo oczekujący swej kolejki włączyli telewizor i zapomnieli go wyłączyć, gdy ksiądz wreszcie nadszedł. Usadowili go w fotelu naprzeciw ekranu, gdzie właśnie trwały wybory Miss Nastolatek, zapewniając, że to będzie najlepsze dla księdza miejsce…

* * *

Zmęczony całodzienną kolędą ksiądz trafił wreszcie na koniec do swych dobrych znajomych i rozluźniony rozpoczął wspólną modlitwę: „A teraz pomódlmy się słowami, którymi Pan Jezus zwrócił się do swego Ojca: Zdrowaś Maryjo, łaskiś pełna...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019

Dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce

2019-01-16 14:29

Marian Florek

Dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce został ustanowiony w 1997 r. przez Konferencję Episkopatu Polski i corocznie jest obchodzony 17 stycznia. Intencją pomysłodawców było wyeksponowanie wobec opinii publicznej głębokich więzi łączących wyznawców judaizmu i chrześcijan. To przecież z pnia judaizmu wyrosło chrześcijaństwo.

Marian Florek
Zobacz także: Dzień Judaizmu

Jan Paweł II w przemówieniu wygłoszonym w rzymskiej synagodze 13 kwietnia 1986 r. nazwał żydów naszymi “starszymi braćmi w wierze". Z tego też powodu uznał, że relacje z judaizmem są dla chrześcijaństwa sprawą wewnętrzną, a nie międzyreligijną. (Trzeba tutaj jeszcze raz przypomnieć, iż nie należy mylić dialogu międzyreligijnego, który obejmuje np. religię muzułmańską - islam z ekumenizmem, który jest rzeczywiście sprawą wewnętrzną chrześcijaństwa). A zatem budowanie relacji pomiędzy katolicyzmem a judaizmem w świetle nauczania polskiego papieża jest szczególne i wyjątkowe. Tym bardziej wyjątkowe dla nas Polaków z racji wielowiekowego sąsiedztwa. Żydowska diaspora, przynajmniej od czasów Kazimierza Wielkiego, żyła na jednej ziemi obok rdzennych Polaków. A zatem ze względu na wspólne źródła religijne, na wspólne sąsiedzkie życie, ze względu na wzajemne kulturowe ubagacanie się, i ze względu na tragedię Holocaustu, Dzień Judaizmu jawi się ze wszech miar potrzebny i konieczny.

Centralne obchody 22. Dnia Judaizmu odbywają się w Łodzi pod hasłem „Nie przychodzę, żeby zatracać” (Oz 11,9 ).

Polska jest drugim po Włoszech europejskim krajem, w którym zaczęto organizować takie obchody. Później włączyły się w tę inicjatywę m.in. Austria, Holandia i Szwajcaria.

Jak podaje KAI: „Zgodnie z założeniami Episkopatu, Dzień Judaizmu ma przybliżać nauczanie Kościoła po II Soborze Watykańskim na temat Żydów i ich religii oraz ukazywać antysemityzm jako grzech. Jest to też okazja do propagowania posoborowego wyjaśniania tekstów Pisma Świętego, które w przeszłości mogły być interpretowane w sposób antyjudaistyczny i antysemicki".

Obecnie do gmin żydowskich w Polsce należy ok. 4 tys. osób, natomiast społeczność Żydów w Polsce szacuje się na ok. 20 tys.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem