Reklama

Matka tylko cicho zapłacze...

2018-09-12 10:44

Ks. prał. ppor. Julian Bieleń
Edycja przemyska 37/2018, str. IV

Stanisław Gęsiorski
„Zginiesz i nikt nie upomni się o ciebie – matka tylko twoja cicho zapłacze...” – straszono nas w jednostce, mówił ks. prał. ppor. Julian Bieleń

Pierwszy pobór kleryków do LWP miał miejsce na początku lat 60. XX wieku. Władze komunistyczne rozpoczęły represyjną ofensywę wobec instytucji i uczelni katolickich. Jednymi z pierwszych ofiar komunistycznej nagonki na Kościół byli studenci II i III roku przemyskiego Seminarium Duchownego. Wiosną 1960 r. bilety do wojska otrzymało 41 kleryków. Mocnym atutem koncertu „Niepodległa” były świadectwa byłych alumnów żołnierzy. Prezentujemy wypowiedź ówczesnego poborowego, alumna żołnierza ks. prał. ppor. Juliana Bielenia z Krosna Turaszówki

Droga na wojskowym chlebie była ciemna i ciernista, ale rozświetlała ją nadzieja. Mistrz trzymał za rękę, a częste paczki ze słodyczami i słowami otuchy od ks. rektora Jastrzębskiego potęgowały nadzieję.

W książeczce wojskowej – powołując się na odpowiednie paragrafy – zapisano: zdolny do służby wojskowej. Nas pierwszych czterdziestu, na drogę wojskowej służby seminarium obdarzyło trzema dukatami – biskup ordynariusz Franciszek Barda uzyskał od Ojca Świętego specjalne dla nas błogosławieństwa, a znakiem były różańce, które Ksiądz Biskup wręczył osobiście, a na specjalnej audiencji u Sióstr Karmelitanek każda z sióstr poznała tego, za którego modlić się będzie o wytrwanie – moim aniołem była s. Bernadetta. Prawie całe seminarium z ks. wicerektorem Jerzym Ablewiczem odprowadzało nas na dworzec kolejowy, a my – nie unosząc się co prawda w chmurach – wyruszyliśmy na ten nasz trudny życiowy szlak, po dwóch do wyznaczonych jednostek wojskowych.

Ciechanów, JW 2348 (jednostka wojskowa), czyli 3. Pułk Zmechanizowany, kościuszkowcy, żółte otoki; potem – w ramach tego pułku – Samodzielny Batalion Ślubowo z Krzywonogi Małej. W drugim roku – Oficerska Szkoła Łączności w Zegrzu, na etacie... profosa aresztu! Specjalność wojskowa: strzelec – może dlatego, że jestem spod znaku Strzelca – a tu: kałasznikow i RGPPanc. Przez kilka miesięcy byłem kierownikiem kawiarenki wojskowej i dodatkowo odbywałem służbę w wojskowej straży ogniowej.

Reklama

Dwa nurty niewidzialnej rzeki wojskowej niosły mnie przez dwa lata, od 23 maja 1960 do 9 marca 1962: wojskowe szkolenie i przekazywanie umiejętności wojskowych oraz pranie mózgów. „Twój światopogląd jest zacofany, twój kierunek życia jest niewłaściwy! Rzuć to! Przed tobą mogą być piękne perspektywy. Zaliczymy dwa lata WAM (Wojskowa Akademia Medyczna), WAT (Wojskowa Akademia Techniczna), a potem wielkim będziesz” – kuszono. W dyskusjach, nieraz bardzo ostrych, miałem możliwość skonfrontowania swoich poglądów i postaw – i to w życiu się przydało. Intencje komunistycznych władz były zawsze nam wrogie. Ale te przeciwności zahartowały niejednego z nas w dążeniu do celu, jaki sobie wymarzył. Często w niedzielę koledzy prosili mnie, by wyjaśniać im Ewangelię. Były to piękne dyskusje i radosne spotkania z herbatą i ciastkami przysłanymi przez rektora seminarium. Nie będę się roztkliwiał nad sobą, ale złośliwe, dokuczające, czasem wyszydzające uwagi, całkowicie bezzasadne, wynikały z tego, że byłem alumnem seminarium. Raz „epitet” poleciał: „Ty kanoniku leserze”, innym razem zmuszono mnie, bym ubrał inny szeroki mundur, by wyglądać jak Szwejk; albo też zabierano mi rzeczy z ekwipunku mundurowego, by nauczyć mnie kraść innym brakujący pas lub czapkę. Czy też straszenie: „Zginiesz i nikt nie upomni się o ciebie – matka tylko twoja cicho zapłacze”... Ale to wywoływało zarazem niezwykłą solidarność ze strony kolegów, a także starszych stopniem, a owoce tej służby okazały się przydatne w późniejszej posłudze kapłańskiej. I w tym popiele służby wojskowej były iskry, które wznieciły pożar – i był w końcu patent oficerski, i pragnienie służenia chwale Ojczyzny, i gotowość poświęcenia wszystkiego Najwyższemu Dobru.

„We wszystkim tym, co zdarzyło się w twoim życiu, masz odczytać ślady miłości Boga” (ks. kard. Stefan Wyszyński) – tak też interpretuję te moje wczesne doświadczenia życiowe.

Tagi:
żołnierze

Reklama

Jan Dobras i Kazimierz Zalcer - z ziemi wieluńskiej do Bredy

2019-03-16 12:14

Zofia Białas

Ilu było Polaków, którym przyświecała idea niepodległości Polski, ilu było takich, którzy dla niej porzucali własne domy, szli i nie szczędzili własnej przelanej krwi? Dziś z poetą Arturem Oppmanem pytamy:

www.polishwargraves.nl

Gdzie są ich groby? Polsko! Gdzie ich nie ma?

Ty wiesz najlepiej – i Bóg wie na niebie!

On się przyglądał z sędziego oczyma,

Gdy oni marli, z uśmiechem; za Ciebie,

I swoją śmiercią opłacali żyzną

Promyczek słońca dla ciebie – Ojczyzno!…

Jednym z takich miejsc, gdzie w liczbie 163 pochowanych żołnierzy odnotowani zostali Jan Dobras z Raduczyc, Kazimierz Zalcer z Okalewa oraz ich przyjaciel Alfred Czesny z Łodzi i gdzie spoczywa gen. Stanisław Maczek, jest Polski Cmentarz Wojenny w Bredzie w Holandii. Breda to jednak nie jedyny holenderski cmentarz gdzie spoczywają Polacy walczący o wyzwolenie Holandii spod okupacji niemieckiej. Lista cmentarzy z mogiłami polskich żołnierzy oraz polskich pomników i miejsc pamięci opracowana przez Ambasadę RP w Hadze wymienia aż 49 takich cmentarzy – mniejszych z jedną polską mogiłą, większych z pięcioma, czterema i 13 największych z liczbą od 10 do 163 mogił. Te największe polskie nekropolie w Holandii to:

Breda – Polski Cmentarz Wojenny -163 groby, Breda – ‘Ginneken’- 80 mogił, Oosterbeek – 73, Baarle Nassau NL - 47, Axel, Zeelandia -22, Alphen -18, Bergen -18, Nieuwe Ooster, Amsterdam - 14, Eindhoven -13, Bergen N.H. -12, Mook k. Nijmegen -11, Rotterdam – Noord – 11, Tilburg West -10

O Polakach, którzy zginęli w Holandii mówią także pomniki i miejsca pamięci im poświęcone. Najważniejsze z nich znajdują się w Bredzie i Driel. W Bredzie stoją: pomnik „Polski orzeł zwycięża niemieckiego orła”, niemiecki czołg podarowany mieszkańcom Bredy przez 1 Polską Dywizję Pancerną gen. Stanisława Maczka, Kaplica Matki Bożej Częstochowskiej, witraż z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej w malutkiej kapliczce, gdzie przechowywana jest urna z polską ziemią, polski Kościół O. Kapucynów; w Driel Plac Polski z pomnikiem upamiętniającym polskich wyzwolicieli oraz pomnikiem poświęconym gen. Stanisławowi Sosabowskiemu. Wszystko to świadczy o tym jak wielkim szacunkiem cieszyli się Polacy w Holandii.

Kolejnym przykładem hołdu i czci jest opublikowana w styczniu 1998 r. książka Dieterta Grimmiusa „Memento Kazimierz Zalcer & Jan Dobras”. Wydanie książki pod takim tytułem poprzedziła publikacja „Ucieczka bez powrotu do domu” z 1993 r. wydana nakładem Stowarzyszenia Nieuwolda, opisująca losy trzech polskich żołnierzy – kaprala Jana Dobrasa, strzelca Alfreda Czesnego i kaprala Kazimierza Zalcera, którzy zginęli w Holandii w IV 1945 r.. Świadkiem bohaterskiej śmierci jednego z nich, mianowicie Jana Dobrasa, był Autor, który miał wtedy 12 lat. Jan Dobras - bohater z Raduczyc i Kazimierz Zalcer - bohater z Okalewa wspomniani zostali także w książce J. Bakkera wydanej w 1995 r. „A poza tym nic się nie wydarzyło”, wydanej przez Zarząd Powiatu Scheemeda i Stowarzyszenie Nieuwolda, poświęconej Polakom biorącym udział w wyzwoleniu Holandii, we fragmencie zatytułowanym ”Od Raduczyce do ‘t Waar, do której uzupełnienia dokumentacyjnego i ikonograficznego włączył się Dietert Grimmius. To w 1997 r. dwaj autorzy podjęli decyzję o wydaniu jednej publikacji „Memento Kazimierz Zalcer & Jan Dobras”, publikacji złożonej z dwóch oddzielnych opowieści: „Przygody polskiego kaprala Jana Dobrasa i „Historia życia kaprala Kazimierza Zalcera. Książka napisana w języku holenderskim, wydana została dzięki ludziom dobrej woli, i dzięki takim ludziom została przetłumaczona na język polski (tłum. Margarita Zatylna i Kamila Tomporowska) i język angielski. Dietert Grimmius nie doczekał wydania książki, zmarł 26 X 1997 r.

Jan Dobras (18 XII -1905 - 15 IV 1945) urodził się w Raduczycach, choć jego dziadek Bartłomiej i babcia Jadwiga z Nowaków brali ślub w Konopnicy (1862), a jego ojciec Andrzej (1868) i stryj Wojciech (1865) urodzili się w Szynkielowie. Z Raduczyc pochodziła matka Jana Dobrasa Teofila Polak lub Polewiak (ślub Andrzeja i Teofili odbył się w 1892 r. w Raduczycach). Jan urodził się w 1905 roku, przed nim urodzili się: Marianna (1895, późniejsza żona Andrzeja Urbańskiego, ich syna Franciszka odwiedził Dietert Grimmius w 1992 r.), Katarzyna (1897), Józef (1897, żył 11 dni), Ignacy (1901). W 1926 r. Jan żeni się z Julianną Jabłonką (1902 – 1950), przeprowadzają się do pobliskiej Dębiny, gdzie w 1927 r. rodzi się syn Kazimierz (umiera 1936). Jan wyjeżdża za chlebem do Francji. W 1937 pisze do rodziny list, ale nie pisze, w której części Francji przebywa. Pracował prawdopodobnie, jako malarz. Ostatni list napisał w VIII 1939 r. 1 IX Niemcy atakują Polskę. Rozpoczęła się II wojna światowa.

We Francji zaczyna się tworzyć Polski Rząd i Polska Armia. Jesienią 1939 r. odpowiadając na apel gen. Władysława Sikorskiego Jan Dobras zgłasza się do wojska. Zostaje przydzielony do piechoty Batalionu Strzelców Podhalańskich, który stacjonuje w Bretanii, a od kwietnia 1940 r. w Chebourgu, skąd zostaje przerzucony do Szkocji, a stamtąd pod Narwik w Norwegii gdzie walczy od 10 kwietnia do 28 maja 1940 r. Za bohaterstwo Batalion Strzelców Podhalańskich został odznaczony przez króla norweskiego Haakona IV. 28 maja statkiem brytyjskim „Stor – Brittania”, konwojowanym przez brytyjskie okręty podwodne Batalion płynie do Francji, do Saint Malo w Bretanii. 14 czerwca Batalion Strzelców Podhalańskich jest pod Beauvais, później Moutbart i Dunkierką. W II połowie VI 1940 r. cały sprzęt pozostawia w Dyon. Zakończył się udział Polaków w akcji na ziemi francuskiej.

Żołnierze przez Hiszpanię przedostają się do Anglii. Jan Dobras dotarł tu 9 IX 1940 r. i tak jak prawie wszyscy polscy żołnierze przybyli do Anglii, tak i żołnierze z Batalionu Strzelców Podhalańskich, stacjonowali w Szkocji (Batalion Jana Dobrasa w Lanark k. Glasgow, jego zadaniem było pilnowanie 250 km wybrzeża). W czerwcu 1944 r. Batalion otrzymał rozkaz przygotowania się do wielkiej ofensywy. Między 15 a 25 lipca 1944 Batalion przebywa w Aldershot, tu przybywa też I Polska Dywizja Pancerna gen. S. Maczka. Rozpoczyna się lądowanie w Normandii. Polacy lądują w Courseulles. 7 i 8 sierpnia włączają się do walki. W dniach 19 – 21 VIII zdobywają Chambois ( tu stoi dziś pomnik im poświęcony). Później walczą pod Falaise (stracili ok. 2000 żołnierzy, zabitych i rannych (spoczywają w Normandii na cmentarzu wojskowym w Langannerie, materialnym dowodzie na to ile ofiar ponieśli Polacy na drodze od Normandii do Wilhelmshaven). Front kieruje się w kierunku Belgii. W połowie IX 1944 r. (akcja w Gent, Lokerse i Sint Niklaas), przekraczają granicę holenderską. Ciężkie walki toczą w Zeeuws Vlaanderen (Axel, Hulst, Terneuzen), w X następuje ofensywa Polaków w Noord Brabant. 29 X 9 XI wyzwalają Bredę (Holendrzy wszędzie piszą „dziękujemy wam Polacy”) i tu odpoczywają, a wraz z nimi Jan Dobras, skąd wyruszy w IV 1945 r. w swoją ostatnią misję do okręgu Groningen, którą będzie pełnił z II Armią Kanadyjską. 9 kwietnia część Batalionu Jana Dobrasa wkracza do prowincji Drenthe przy Coevorden. 11 kwietnia dociera do Ter Apel, gdzie zostaje uformowana grupa bojowa 0.W.2 do rozpoznania regionu Eemsmond. Już 13 kwietnia grupa wyrusza w kierunku północnym. W Tange – Alteveer Batalion Jana Dobrasa wkracza do walki z Niemcami. Po wyrzuceniu Niemców tu pozostaje na noclegu. 15 kwietnia grupa bojowa O.W.2 podzielona na trzy grupy przemieszcza się w kierunku Noorbroek - w trzeciej, idącej w kierunku małej wsi ‘t Waar i Wagenborgen jest Jan Dobras, dowódca czołgu. We wsi ‘t Waar, przy moście, kiedy witały ich grupy szczęśliwych Holendrów, w grupę witających i żołnierzy spadły pociski z bunkra niemieckiego w Fiemel. Polscy zwiadowcy wycofują się w kierunku, Noordbroek. Jan Dobras ginie w chwili wsiadania do swojego czołgu. Zabija go pocisk, który wybuchł z tyłu wozu. O jego śmierci rodzina dowiedziała się w marcu 1948 r. O jego akt zgonu poprosiła w IV 1948 r. żona Julianna. Dietert Grimmius tak zakończył opowieść o Janie Dobrasie: „ Gdy napotkasz cichy grób tego żołnierza, nie zapomnij tego miejsca pozdrowić i zatrzymać tę chwilę i zamyślić się”

Kazimierz Zalcer (24 X 1918 – 20 IV 1945) urodził się w Okalewie w rodzinie Jana i Baldiny Zalcerów. Miał siostrę Helenę, która z powodu biedy i choroby męża wyjechała w 1934 r. do Troyes we Francji, by zarobionymi pieniędzmi wesprzeć rodziców i leczyć męża (wraca do Polski w 1937). 17 II 1935 r. jedzie do niej szesnastoletni Kazimierz i dzięki jej pomocy oraz kuzyna Mariana rozpoczyna pracę w fabryce (1935 – 1937). Interesują go traktory. Kupuje książkę i poznaje tajniki silników Renaulta. Kupuje rower i zwiedza okolicę. Gra w miejscowym klubie piłki nożnej. Kiedy udaje mu się naprawić traktor zostaje uznany za mechanika, zmienia pracę. Od 1 stycznia 1938 r. zostaje mechanikiem u handlarza Renault w Troyes. Tu dowiaduje się o ataku Niemców na Polskę i wybuchu II wojny światowej. Kiedy we Francji formuje się Polski Rząd i Polska Armia, Kazimierz Zalcer zostaje polskim żołnierzem. Zostaje przydzielony do jednostki czołgów (w czołgach były montowane silniki Renault, które znał i naprawiał) i zostaje instruktorem. Stacjonuje z grupą 800 żołnierzy w Amiens. Jest świadkiem „dziwnej wojny”. W 1940 r. Niemcy zajmują Holandię, Belgię. Jego oddział walczy w obronie Amiens. Po tzw. Operacji Dynamo (ewakuacja 338.000 żołnierzy spod Dunkierki) jego oddział wycofuje się w głąb Francji. Z obawy przed Niemcami i okrążeniem 19 czerwca pozostawiają sprzęt i małymi grupami przedostają się do Hiszpanii. Tu, 23 czerwca, dowiedzieli się o kapitulacji Francji. W sierpniu 1940 r. jest już w Portugalii (list do rodziny napisany w Lizbonie datowany jest na 8 VIII 1940 r.), skąd 16 sierpnia na pokładzie południowo – afrykańskiego statku towarowego „Goldstar” płynie do Gibraltaru, a 20 sierpnia do Anglii. Kończy przyspieszony kurs języka angielskiego. 6 listopada dostaje informację o zatrudnieniu go w warsztacie w Durham k. Newcastle. Tu poznaje swoją przyszłą żonę Kathleen Mc Donald. Rozpoczyna się „bitwa o Anglię”. W lutym 1942 gen Władysław Sikorski formuje z pomocą aliantów I Polską Dywizję Pancerną w Edinburgh (Szkocja). Kazimierz zostaje powołany do służby, początkowo służy w Durham, służy tu do chwili przybycia I Polskiej Dywizji Pancernej do Mildenhall – Sufffolk Anglia. Kazimierz od 1 stycznia 1943 r. zakłada mundur Pierwszej Dywizji Pancernej gen. S. Maczka. W VI 1943 r. bierze ślub z Kathleen. Jest rok 1944. Kazimierz 29 maja melduje się w Mildenhall. 6 VI rozpoczyna się inwazja na Normandię (D – Day). Kazimierz 28 lipca wypływa w kierunku Francji. Przypływa 30 lipca. Rozpoczyna się marsz w kierunku Holandii. Pierwsza Polska Dywizja Pancerna wspiera piechotę. Razem z Kanadyjczykami zdobywa Zeeuws Viaanderen, walczy pod Axel. Rozpoczyna się wyzwalanie Holandii. Od 29 października do 9 XI 1944 r. Polacy wyzwalają Bredę. I Pułk Przeciwczołgowy zostaje przeniesiony do Bavel i zakwaterowany na czas zimy u rodzin (Kazimierz u rodziny Van Engelen) stąd pisze listy do żony w Durham (w Okalewie umiera ojciec, o czym Kazimierz nie zdążył się dowiedzieć). 10 kwietnia pluton Kazimierza przybywa do Ter Apel (Kazimierz służy w czołgu dowodzonym przez J.M. Piroga). Tu dostaje rozkaz przyłączenia się do grupy bojowej O.W.2 w której walczy również Jan Dobras (w skład O.W.2 wchodzą: Pluton zwiadowczy piechoty z Batalionu Strzelców Podhalańskich na wozach pancernych, Pluton zwiadowczy czołgów z II Pułku Pancernego z trzema czołgami typu Stuart M-3, Pluton dowodzący przeciwczołgowy dowodzony przez porucznika Antonowicza, Pluton piechoty uformowany z 8 Batalionu Strzelców i Pluton Strzelców Podhalańskich z pojazdami) mającej rozpoznać pozycje Niemców w okolicy Eemsmond. Akcja rozpoczyna się 13 kwietnia rano. Oddział 14 kwietnia zatrzymuje się na postój przy stacji w Zuidbroek. Spotykają tu 8 Pułk Zwiadowczy z Kanadyjskiej Dywizji Piechoty, są tu również francuscy spadochroniarze. 15 kwietnia rozpoczynają marsz w kierunku Noorbroek, gdzie oddział O.W.2 dostał rozkaz podzielenia się na dwie grupy. Kanadyjczycy szli w kierunku Scheemeda – Nieuw Scheemeda, druga grupa w kierunku ‘t Waar i Wagenborgen. Ranny zostaje wspólny przyjaciel Jana Dobrasa i Kazimierza Zalcera - Alfred Czesny (umiera w szpitalu polowym 20 kwietnia). Wspólnie z Kanadyjczykami i jednostką przeciwczołgową porucznika Antonowicza zostaje zdobyte Siddeburen. Kanadyjczycy odjeżdżają na odpoczynek do Zuidlaren. Jednostka Kazimierza kwateruje w kawiarni „Witte Linde”. W feralnym dniu Kazimierz rozpoczął służbę z 19/20kwietnia 1945 r. Nikt nie przypuszczał, że Niemcy zaatakują nocą. Zaatakowali od strony miejscowości Tjuchem, Meedhuzem i Wagenborgen w kierunku Siddeburen. Była godzina 01.15.. W swoim czołgu ginie Kazimierz Zalcer.

„Teraz, kiedy odwiedzam cmentarz wojskowy w Bredzie”, mówi Jan Pirog, „to widzę Karola Pryszcza, mechanika, Janusza Wiśniewskiego, szczupłego i cichego chłopaka z Warszawy i muszę się zamyślić na moim najlepszym przyjacielem Kazimierzem Zalcerem i jego nierozłączną fajką, z którym w czasie szkolenia wypiliśmy dobrą szklaneczkę whisky. Zatrzymuję wzrok na krzyżu na cmentarzu, czytam motto naszej dywizji brzmiące: Za- Waszą- I –Naszą – Wolność. Wolność, która dla mojej ojczyzny zaczęła się dziesiątki lat później” (wysłuchał Dietert Grimmius)

„Kiedy zwycięstwo było blisko, trzech z naszych najlepszych przyjaciół nie było wśród nas”, mówili ci, którzy przeżyli. Dziś spoczywają na polskim cmentarzu wojskowym. „Ramię w ramię, tak jak bili się w Siddeburen. Razem z innymi polskimi żołnierzami, którzy przyczynili się do oswobodzenia Zachodniej Europy, leżą pochowani na polskim cmentarzu w Bredzie. Oni zginęli za Polskę. Pod każdym krzyżem spoczywa historia”

Materiały zebrała i udostępniła dr Bożena Rabikowska

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zwiastowanie Pańskie - Dzień Świętości Życia

Józef Rydzewski
Edycja podlaska 14/2002

pl.wikipedia.org
Fresk Fra Angelico Zwiastowanie, Konwent San Marco we Florencji

Święta Boża Rodzicielko i Matko Dobrej Rady! Przyrzekamy Ci, z oczyma utkwionymi w Żłóbek betlejemski, że odtąd wszyscy staniemy na straży budzącego się życia.

W a l c z y ć b ę d z i e m y w obronie każdego dziecięcia i każdej kołyski równie mężnie, jak Ojcowie nasi walczyli o byt i wolność Narodu, płacąc krwią własną. Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym.

Dar życia uważać będziemy za największą Łaskę Ojca wszelkiego Życia i za najcenniejszy skarb Narodu. (z Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego - 28 sierpnia 1956 r.)

Uroczystość Zwiastowania Pańskiego przypada 25 marca i decyzją Episkopatu Polski ustanowiono ten dzień - Dniem Świętości Życia. Wyjątkowo w tym roku Kościół obchodzi ją 8 kwietnia, gdyż dzień 25 marca wypada w Wielkim Tygodniu i dlatego jest ona przeniesiona. Powstanie tej uroczystości łączy się z refleksją nad historią zbawienia w czasach chrześcijańskich. Dokumenty liturgiczne nie mówią o formalnym święcie, co nie znaczy, że nie było ono obchodzone w liturgii. Wiele mówiącym faktem może być zbudowana w IV wieku w Nazarecie bazylika Zwiastowania. Święto posiadało różne nazwy. Najstarsza z nich jest określeniem związanym z homilią Abrahama z Efezu - Euaggelismos. Liturgia bizantyjska zachowuje tę nazwę do dnia dzisiejszego. Sakramentarz gregoriański z Padwy podaje bardzo charakterystyczne określenie: Annuntiatio sanctae Dei Genetricis et passio eiusdem Domini (Zwiastowanie Bożej Rodzicielce i Męki Pana). Mszał z 1570 r. używa określenia: Święto Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny, a Mszał papieża Pawła VI: Zwiastowanie Pańskie. Powstaje pytanie dlaczego uroczystość ta jest obchodzona 25 marca? Odpowiedź na to pytanie wynika z ustalenia daty uroczystości Bożego Narodzenia. Skoro uroczystość Narodzenia Pańskiego obchodzimy 25 grudnia, to z "obliczenia biologicznego" wynika, że Zwiastowanie Pańskie ma być obchodzone 25 marca. Mszał z 1970 r. przynosi nam nowe modlitwy, a zwłaszcza własną prefację, która wysławia Boga za narodzenie Syna Bożego dla zbawienia ludzi. W tym dziele uwydatniona jest rola Maryi, Jej przyjęcie z wielką wiarą Słowa Bożego i noszenie z miłością Jezusa w niepokalanym łonie. Zwiastowanie Pańskie spełnia obietnice dane narodowi wybranemu - Izraelowi.

W obronie życia

Uroczystość Zwiastowania Pańskiego łączy się w Polsce z obchodem Dnia Świętości Życia. W dniu w którym obchodzimy pamiątkę zwiastowania przez Posłańca Bożego Maryi Pannie, że zostanie Matką Syna Bożego, bronić chcemy każdego poczętego życia pod sercem każdej z matek na całym świecie. Jan Paweł II 26 stycznia 1980 r. w Rzymie powiedział: " Człowiekiem jest również nienarodzone dziecko: co więcej, Chrystus w sposób uprzywilejowany utożsamia się z najmniejszymi; jak więc można nie widzieć szczególnej Jego obecności w istocie jeszcze nie narodzonej, spośród wszystkich istot prawdziwie najmniejszej, najsłabszej, pozbawionej jakiegokolwiek środka obrony, nawet głosu, która nie może protestować przeciw ciosom godzącym w jej najbardziej podstawowe prawa". I dalej Jan Paweł II w obronie życia poczętego pisze w encyklice Evangelium vitae z 25 marca 1995 r: "Życie ludzkie jest święte i nienaruszalne w każdej chwili swego istnienia, także w fazie początkowej, która poprzedza narodziny. Człowiek już w łonie matki należy do Boga, bo Ten, który wszystko przenika i zna, tworzy go i kształtuje swoimi rękoma, widzi go, gdy jest jeszcze małym, bezkształtnym embrionem i potrafi w nim dostrzec dorosłego człowieka, którym stanie się on w przyszłości i którego dni są już policzone, a powołanie już zapisane w księdze żywota" (EV 61).

Przeczytaj także: 25 marca - Dzień Świętości Życia

Wielcy ludzie za życiem

Każdy człowiek może powtórzyć za psalmistą, wysławiać Boga psalmem 139 i podziękować Mu za życie: "Sławię Cię, Panie, za to, żeś mnie stworzył. Ty bowiem stworzyłeś moje wnętrze i utkałeś mnie w łonie mej matki. Sławię Cię, żeś mnie tak cudownie stworzył. Godne podziwu są Twe dzieła".

W obronie dzieci nienarodzonych wypowiadali się między innymi:

Pius XII - "Wszelka istota ludzka, nawet dziecko w łonie swej matki, otrzymuje prawo do życia bezpośrednio od Boga, a nie od rodziców czy od jakiejś społeczności lub władzy ludzkiej. A więc żaden człowiek, żaden autorytet ludzki, żadna wiedza, żadne ´wskazania´ medyczne, eugeniczne, społeczne, ekonomiczne, moralne nie dają należytego tytułu do rozporządzenia bezpośrednio i z rozmysłem niewinnym życiem ludzkim".

Jan XXIII - "Niech więc wszyscy uważają życie ludzkie za święte, a to dlatego, że od samego początku wymaga działania Boga - Stwórcy. Ten więc, kto odstępuje od tych Bożych praw, nie tylko uwłacza Jego majestatowi i okrywa hańbą siebie samego i rodzaj ludzki, lecz także podważa u samych podstaw siłę społeczności, do której należy".

Jan Paweł II - "Wołam do wszystkich ojców i matek mojej Ojczyzny i całego świata, do wszystkich ludzi bez wyjątku: każdy człowiek poczęty w łonie ma prawo do życia!".

"Życie ludzkie jest szczególnie słabe i kruche, kiedy przychodzi na świat oraz kiedy opuszcza doczesność, aby osiągnąć wieczność. Słowo Boże wielokrotnie wzywa do otoczenia życia opieką i szacunkiem, zwłaszcza życia naznaczonego przez chorobę i starość" ( EV 44).

Prymas Tysiąclecia Stefan Kardynał Wyszyński - "W rodzinie, pod sercem matek, kryje się Naród".

Matka Teresa z Kalkuty - "Wnośmy prawdziwy pokój w naszą rodzinę, otoczenie, miasto, kraj, w świat. Zaczynajmy od pokochania małego dziecka już w łonie matki. Tym, co najbardziej niszczy pokój we współczesnym świecie jest aborcja - ponieważ jeśli matka może zabić własne samemu Bogu. Na modlitwę Duchowej Adopcji składa się: jeden dziesiątek różańca, codzienna modlitwa oraz dodatkowa dowolna ofiara czy wyrzeczenie, np. post lub walka z nałogiem. Przez dziewięć miesięcy osoba podejmująca Duchową Adopcję modli się w intencji dziecka nienarodzonego i jego rodziców, prosząc Boga o szczęśliwe jego narodzenie. W ten sposób staje się ta osoba duchowym ojcem lub duchową matką tego dziecka. Duchową Adopcję Dziecka Poczętego może podjąć każdy. Jeżeli zdarzy się zapomnieć komuś raz lub dwa o złożonych przyrzeczeniach, nie należy przerywać Duchowej Adopcji, tylko trzeba o ten "zapomniany" dzień wydłużyć okres modlitwy.

Codzienna modlitwa:

Panie Jezu - za wstawiennictwem Twojej Matki Maryi, która urodziła Cię z miłością, oraz za wstawiennictwem świętego Józefa, człowieka zawierzenia, który opiekował się Tobą po urodzeniu - proszę Cię w intencji tego nienarodzonego o dziecka, które duchowo adoptowałem, a które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady. Proszę, daj rodzicom miłość i odwagę, aby swoje dziecko pozostawili przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Markowa: obchody 75. rocznicy śmierci Sług Bożych Rodziny Ulmów

2019-03-24 16:18

pab / Markowa (KAI)

W Markowej na Podkarpaciu trwają obchody 75. rocznicy śmierci Sług Bożych Rodziny Ulmów, którzy patronują również tamtejszemu Muzeum Polaków Ratujących Żydów. Mszy św. w kościele pw. św. Doroty przewodniczył metropolita częstochowski abp Wacław Depo, a koncelebrowali ją m.in.: metropolita przemyski abp Adam Szal i abp senior Józef Michalik.

Mariusz Stec
Muzeum Ulmów w Markowej. Ściana pamięci przedstawia nazwiska osób ratujących Żydów

Na Eucharystii obecny był również Adam Kwiatkowski sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP oraz przedstawiciele władz wojewódzkich, parlamentarnych i samorządowych wszystkich szczebli.

W homilii abp Wacław Depo przypomniał znamienny fakt, że w egzemplarzu Pisma Świętego należącego do Ulmów przypowieść o Miłosiernym Samarytaninie była oznaczona na czerwono. Przytoczył także słowa papieża Franciszka, wypowiedziane w listopadzie 2018 r. podczas audiencji generalnej z okazji otwarcia wystawy o Ulmach w Rzymie: „Niech ta rodzina sług Bożych oczekujących na beatyfikację, będzie dla wszystkich przykładem wierności Bogu, Jego przykazaniom, miłości bliźniego oraz szacunku dla ludzkiej godności”.

Zdaniem metropolity częstochowskiego, „dzisiejszy świat, niektóre systemy i partie polityczne chcą zmieniać patrzenie na godność mężczyzny i kobiety, rodzinne wspólnoty życia i miłości, prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, czy wreszcie prawo rodziców do kształcenia i wychowywania swoich dzieci, w tym również do wychowywania religijnego”.

Hierarcha podkreślił, że wobec tych tendencji „postawa Józefa i Wiktorii Ulmów z Markowej ukazuje niezmienny i Bożo-ludzki wymiar wspólnoty osób po najwyższą miarę, jaką jest wzajemna i odpowiedzialna miłość aż do oddania i ofiary z życia”. – Oni nie przegrali życia, lecz poszli śladami Zbawiciela przez śmierć do nowego życia – zaznaczył.

Abp Adam Szal zaznaczył, że wspominając Ulmów, „myślimy także o innych rodzinach” z Markowej, które narażały swoje życie, ochraniając prześladowanych z racji przynależności narodowej. – Modlimy się za wszystkich tych, którzy potrafili wyciągnąć pomocną dłoń i okazywali pomoc swoim bliźnim. Modlimy się, dziękując za przykład ich życia, który nas wzrusza, zaskakuje i zachęca do naśladowania polegającego na ofiarnej miłości wobec Boga i drugiego człowieka – mówił metropolita przemyski.

Przed Mszą św. modlono się na miejscowym cmentarzu, gdzie znajduje się skromny grób Ulmów. Natomiast po liturgii, dalsza część uroczystości odbywa się w Muzeum Polaków Ratujących Żydów. Tam nastąpi wręczenie odznaczeń państwowych nadanych przez Prezydenta RP oraz odsłonięcie tabliczek Polaków Ratujących Żydów na Podkarpaciu.

Dopełnieniem obchodów będzie spektakl „Sprawiedliwi. Historia Rodziny Ulmów” w wykonaniu aktorów Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie. Rozpoczęcie o 17.00 w budynku OSP.

Józef i Wiktoria Ulmowie podczas II wojny światowej w swoim domu w Markowej na Podkarpaciu ukrywali ośmioro Żydów: pięciu mężczyzn z rodziny Goldmanów z Łańcuta oraz trzy markowianki – Leę (Laykę) Didner z córką i Genię (Gołdę) Grünfeld. Hitlerowcy dowiedzieli się o tym w wyniku donosu i 24 marca 1944 r. zamordowali przechowywanych Żydów oraz Ulmów wraz z szóstką małych dzieci. Wiktoria była wtedy w 9. miesiącu ciąży.

Józef Ulma miał wtedy 44 lata, Wiktoria – 31, a ich dzieci od 1,5 roku do 8 lat. W 1995 r. Wiktoria i Józef Ulmowie zostali uhonorowani pośmiertnie tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Od 2003 r. trwa ich proces beatyfikacyjny. Obecnie dokumenty są w Watykanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem