Reklama

Na Krawędzi

Po owocach

2018-09-12 10:44

Przemysław Fenrych
Edycja szczecińsko-kamieńska 37/2018, str. VIII

Zbigniew Skibniewski
Uczestnicy spotkania absolwentów poznańskiego duszpasterstwa akademickiego

Nie widzieliśmy się niemal pół wieku. Przedtem, na przełomie lat 60. i 70. widywaliśmy się niemal codziennie. Były poranne „siódemki”, czyli Msze św. o 7.00 rano (dla studentów! ), były potem wspólne śniadania, były wieczorne spotkania z głęboką treścią, ale i luźną zabawą, były rajdy, obozy, zimowiska. Niejeden i niejedna znalazł (znalazła) sobie tutaj towarzystwo na całe życie, dla wszystkich był to niezwykle ważny element budowania własnej tożsamości. Fundament na całe życie. To było duszpasterstwo akademickie prowadzone w Poznaniu przez ojców dominikanów. Teraz, z okazji tego półwiecza spotkaliśmy się znowu i... wydało nam się, że tych dziesiątków lat nie było. Fundament okazał się mocny, przyjaźń nie zwietrzała mimo lat niewidzenia się. Skąd się to wzięło?

Dominikańskie duszpasterstwo w głębokim PRL-u dawało nam wolność. To nie oznacza, że nie doskwierała nam totalitarna rzeczywistość. Czuliśmy ją aż nadto. Zrozumieliśmy jednak bardzo mocno, że prawdziwa wolność nie zależy od czynników zewnętrznych, ona jest w nas. Świat zewnętrzny kusi i straszy, stwarza złudne możliwości kariery pod warunkiem podporządkowania się systemowi, straszy konsekwencjami, gdy się nie podporządkujemy. Ale wyboru dokonujemy sami płacąc za wybór, ale też wzrastając po dobrym wyborze. W praktyce dowiadywaliśmy się w duszpasterstwie, że przestrzeń wolności musimy sami sobie budować. Wolność to nie wzniosłe uczucie, to nie swoboda robienia co dusza zapragnie. Wolność to konkret, to dobrowolne branie na siebie odpowiedzialności za choćby odrobinę dobra. Szukaliśmy więc w tamtych czasach, pod spokojnym i nie krępującym okiem duszpasterzy, tych konkretów, w których mogliśmy spowodować, że dobra będzie w świecie ociupinkę więcej. Czasem posprzątaliśmy staruszce mieszkanie, czasem wzięliśmy na wakacje lub święta dziecko z domu dziecka, czasem wysłaliśmy paczkę z mlekiem w proszku do Indonezji, czasem zorganizowaliśmy grupę pielgrzymkową i zaprosiliśmy do niej obcokrajowców (byliśmy w tym pierwsi w Polsce! ). Okazało się, że wolność to konkret – bardzo się to potem w życiu przydało...

Reklama

Dało nam też dominikańskie duszpasterstwo poczucie odpowiedzialności za sumienie, za własny świat wartości. Dało, ale w specyficzny sposób – mieliśmy homilie, rekolekcje, wykłady, trybuny duszpasterskie, długie rozmowy z duszpasterzami i spowiednikami. Tylko, że także w tej sferze wszystko w wolności i przekonaniu, że niczego nie wolno narzucać, że każdy musi jako człowiek wolny w konkretnych sytuacjach samodzielnie kształtować sumienie, sam wybrać swoją drogę życiową. Okazuje się, że tamten czas nieźle nas do dobrych wyborów przygotował.

Zawsze byłem dumny z naszego okresu w DA, zawsze byłem wdzięczny duszpasterzom, koleżankom i kolegom. Opowiadałem, jak owocny to był okres w powołania zakonne (pięciu mnichów i dwie mniszki), w zaangażowanych katolików świeckich (kilku założycieli i prezesów klubów inteligencji katolickiej i innych stowarzyszeń), w aktywności społecznej w „Solidarności” i najrozmaitszych grupach charytatywnych. Podczas spotkania absolwentów zobaczyłem coś, co jest co najmniej równie ważne. Zobaczyłem ludzi, moich przyjaciół, którzy uczciwie i owocnie przeszli przez życie. Zobaczyłem kochające się małżeństwa w okolicach złotych godów, zobaczyłem rodziny wielodzietne (największa z dziesiątką dzieci) i wielopokoleniowe (największa czteropokoleniowa żyjąca blisko siebie z dwudziestką wnuków), zobaczyłem pogodnych ludzi samotnych, którzy z uwagi na kłopoty zdrowotne i nieszczęścia, które ich spotkały teoretycznie powinni być przygięci do ziemi. Zobaczyłem ludzi z sukcesami w pracy zawodowej w najróżniejszych dziedzinach. Zobaczyłem owoce kilku lat duszpasterstwa, które utworzyli dla nas dominikanie i które myśmy – na ich zaproszenie – tworzyli wspólnie z nimi. Jest za co dziękować – i szukać jak póki życia można dobro przekazywać dalej.

Historyk, felietonista, ekspert i trener Centrum Szkoleniowego Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej w Szczecinie

Tagi:
duszpasterstwo akademickie

Akademicki Tydzień Pytań o wolność

2019-03-20 09:26

Dominika Szymańska
Edycja łódzka 12/2019, str. III

Studenci pytają, a cieszący się autorytetem księża odpowiadają. Wszystkie łódzkie duszpasterstwa akademickie: działające przy archikatedrze DA „5”, salezjański „Węzeł”, dominikańska „Kamienica” i jezuickie JDA połączyły siły, by zorganizować pierwszy Akademicki Tydzień Pytań

Ks. Paweł Kłys
Wykłady gromadziły liczne audytorium

Chcieliśmy znaleźć przestrzeń do spotkania duchownych i studentów w kontekście akademickim” – mówił ks. Przemysław Góra z DA „5”. Przez cały tydzień, od 11 do 15 marca, studenci wraz z duszpasterzami gromadzili się na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego, by dyskutować na temat wolności.

11.03 – Czy w Kościele można być wolnym?

Odpowiedzi na to pytanie podjął się abp Grzegorz Ryś, który przedstawił temat wolności w optyce historycznej. Wychodząc od początków chrześcijaństwa i działalności św. Pawła, który, nawet uwięziony w Rzymie, miał w sobie doświadczenie wolności, Arcybiskup zwrócił uwagę na doświadczenie wolności, jakie przynosi spotkanie z Jezusem. Jako drugi wyznacznik wolności w Kościele katolickim Metropolita Łódzki wskazał encyklikę „Pacem in terris” św. Jana XXIII, której pierwsza część poświęcona jest prawom człowieka.

Swój wykład abp Ryś poświęcił jednak temu, co działo się w Kościele pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami, przyglądając się godzącym w wolność Indeksowi Ksiąg Zakazanych, Inkwizycji czy Syllabus Errorum i analizując powstanie struktur grzechu w Kościel katolickim.

– My nieraz na takie pytanie, czy można być wolnym w Kościele, odpowiadamy bardzo na skróty, bo nam ten skrót odpowiada. Bardzo sympatyczny jest Kościół odnowiony w epoce Soboru Watykańskiego II. Co nie oznacza, że jest bezgrzeszny, bo nieraz strasznie grzeszy, ale na poziomie tego, czego naucza, jest zapewne bardzo atrakcyjny. Atrakcyjne są początki Kościoła do początku wieku IV, ale gdyby te dwie klamry miały wystarczyć za całą odpowiedź, to byśmy zrobili dość nieprzyzwoity skok nad tym, co jest w środku, między tymi dwoma epokami – zauważył. Sumienie stanowi granicę wolności, a naszym obowiązkiem jest podążać za nim i odpowiednio to sumienie kształtować.

12.03 – Co nam wolno, a co przynosi korzyść?

W swojej prelekcji o. Piotr Aszyk SJ – filozof i jezuita – skupił się na rozważaniu wielorakiego znaczenia słowa wolność. Podkreślał, że znaczenie wolności często uświadamiamy sobie dopiero wtedy, gdy jej zabraknie, a także to, że jest wartością, która wymaga wysiłku, wyjścia poza to, co bezpieczne i zawalczenia o nią.

Odwołując się do mądrości starożytnych: Horacego, Cycerona czy św. Augustyna, wskazywał na różnicę między wolnością, a samowolą, między wolnością wewnętrzną i zewnętrzną. – Wolność to nie tylko przesuwanie granic państw, ale coś, co można nazwać wolnością ekonomiczną. Systemy niewolnicze – miejmy nadzieję – należą do przeszłości, ale czy żyją w wolności ludzie, którzy pracują za dolara dziennie, budując dobrobyt międzynarodowych korporacji? Czy nie jest więźniem bez kajdan ten, kogo więzi bieda? – pytał, zastanawiając się nad współczesnym wymiarem wolności.

Nawiązując do myśli o. Józefa Kozłowskiego, zauważył, że „wielkie katastrofy są skutkiem drobnych usterek. Utrata wolności zaczyna się zwykle od drobnych kompromisów. I bywa, że początki utraty naszej wolności są niewinne. Dajemy się zwieść jakimś pozorem dobra”. Jezuita podkreślał też, że wolność staje się wyborem. – Pieniądze same z siebie nie są nic warte – porównywał za ks. Markiem Dziewieckim. – Staje się właścicielem moich pieniędzy dopiero wtedy, gdy wydaję je na faktyczne dobro. Tak samo jest z wolnością. Dopiero wtedy, gdy podejmuję decyzje, gdy podejmuję zobowiązania, zaczynam być wolnym człowiekiem, uruchamiam potencjał, który drzemie we mnie – dopowiedział.

13.03 – Dlaczego uciekamy od wolności?

O tym z punktu widzenia psychologii opowiadał o. Jacek Prusak SJ – psycholog i psychoterapeuta. Wolność zdefiniował on jako – z jednej strony – wybór pomiędzy przynajmniej dwiema możliwościami, a z drugiej – jako działanie zgodne z intencjami. – O wolności możemy mówić, gdy upatrujemy przyczyn swojego działania w sobie, a nie w czynnikach zewnętrznych. Czyli nie: ktoś mi coś kazał zrobić – tego nie nazwiemy wolnością. Ja chcę to zrobić – podkreślał jezuita.

Stwierdził też, że wolność jest troską egzystencjalną, że łączy się z poszukiwaniem sensu, bez względu na to, czy uważamy, że jest on wpisany w jakiś większy od nas samych schemat, czy upatrujemy go w tym, co sami tworzymy, czemu nadajemy sens.

Wskazał też, że ludzie uciekają przed wolnością, gdy nie mają pewności co do podejmowanych decyzji i gdy podejmują decyzje pod naciskiem grupy. – Jeśli stajemy przed decyzją dokonania wyboru, wybór dotyczy ważnej kwestii, to większość z nas nie kalkuluje zysku związanego z podjęciem ryzyka, tylko konsekwencje porażki. Problem wolności związany z problem zmiany jest połączony z ambiwalencją. My kochamy status quo. Lepszy diabeł czy piekło, które znamy, niż niebo, do którego możemy się dostać – zauważył i dodał, że odpowiedzialnością za negatywne konsekwencje naszego działania chętnie obarczamy innych. – Żeby być człowiekiem wolnym, trzeba być człowiekiem dojrzałym – podsumował.

14.03 – Czy Bogu wszystko wolno?

– Jak pytamy, co Bogu wolno, to tak naprawdę zastanawiamy się, co Bóg może zrobić w stosunku do mnie. Bardziej jeszcze autokrytycznie można postawić problem tak: my pytamy, na co ja jestem skłonny Bogu zezwolić – rozwijał temat ks. Grzegorz Strzelczyk – teolog i dogmatyk z Uniwersytetu Śląskiego. Wyjaśnił też, że prócz pewnej dozy bezczelności zawartej w tym pytaniu, kryje się w nim również pragnienie bycia jak Bóg, czyli zjednoczenia z Nim. – Zatem z jednej strony prawdopodobnie powinniśmy się wstydzić tego rodzaju bezczelności, a z drugiej nie możemy się go wyrzec, nie opędzimy się od tego pytania. Ono być może jest przełamywalne tam, gdzie się pojawia miłość. Jeżeli człowiek wchodzi w doświadczenie Boga na tyle głęboko, że doświadcza tam miłości i doświadcza tam bycia u siebie; prawdopodobnie w tym doświadczeniu mistyki my jesteśmy skłonni pozwolić Bogu na wszystko – wyjaśniał.

W dalszej części swojego wykładu ks. Strzelczyk wolność Boga ujął w dość przewrotny sposób: opowiadał o Bogu, któremu wolno się uniżyć, Bogu, któremu wolno cierpieć i umrzeć, czy Bogu, któremu wolno być „sprawiedliwym inaczej”. – To idzie dalej w przestrzenie nie do końca jeszcze dla nas wygodne. Mianowicie Bogu wolno utożsamić się z pogardzanymi i wolno Mu nie rozliczać ze stosunku do siebie – zauważył, przywołując scenę sądu z Ewangelii według św. Mateusza, w której nie pada ani jedno pytanie dotyczące sfery religijnej. – To są pytania o stosunek do bliźniego i to takiego jeszcze nie do końca fajnego – podsumował.

15.03 – Jesteśmy wolni i co dalej?

Ostatnim zagadnieniem, wolnością w wymiarze praktycznym i społecznym, zajął się o. Maciej Zięba OP – fizyk i doktor filozofii, specjalista od nauki społecznej kościoła. W swoich rozważaniach skoncentrował się na zależności między wolnością a demokracją. Podkreślał jednak za Janem Pawłem II, że „demokracja bez wartości łatwo zamienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”.

Dominikanin mówił też o podziale na wolność pozytywną i negatywną. – Wolność pozytywna to jest wolność, którą się zdobywa przez poznanie. Wszystkie nieliberalne wizje, również niechrześcijańskie, wszystkie religijne wizje mają wolność pozytywną. Tylko, że ta wolność jest zawsze wolnością według tego, jak my ją pojmujemy, jak my ją rozumiemy i ona jest zawsze strukturalnie nietolerancyjna wobec innych – wyjaśniał prelegent.

– Koncept wolności negatywnej – dopóki nie zagrażam wolności innych ludzi, mogę robić co mi się podoba – jest to koncept wolności politycznej i na tym poziomie jest bardzo sensowny. W XX wieku wolność negatywna z poziomu politycznego przechodzi na poziom etyczny. Każdy ma swoją moralność. I nie wolno oceniać żadnego systemu moralnego, nie wolno już oceniać moralności. A w XXI wieku, na naszych oczach, zaczyna przesuwać się to na poziom metafizyczny: nie można orzekać o żadnej prawdzie. Jedyną prawdą, taką obiektywną, jest to, że nie ma żadnej prawdy. Żyjemy w erze, w której każdy ma swoją prawdę, więc nie ma żadnej prawdy – opisywał przemiany w dzisiejszym świecie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielka Sobota

2019-04-20 07:18

OP / Warszawa (KAI)

Wielka Sobota jest dniem ciszy i oczekiwania. Dla uczniów Jezusa był to dzień największej próby. Według Tradycji apostołowie rozpierzchli się po śmierci Jezusa, a jedyną osobą, która wytrwała w wierze, była Bogurodzica. Dlatego też każda sobota jest w Kościele dniem maryjnym.

Bożena Sztajner/Niedziela

Po śmierci krzyżowej i złożeniu do grobu wspomina się zstąpienie Jezusa do otchłani. Wiele starożytnych tekstów opisuje Chrystusa, który "budzi" ze snu śmierci do nowego życia Adama i Ewę, którzy wraz z całym rodzajem ludzkim przebywali w Szeolu.

Tradycją Wielkiej Soboty jest poświęcenie pokarmów wielkanocnych: chleba - na pamiątkę tego, którym Jezus nakarmił tłumy na pustyni; mięsa - na pamiątkę baranka paschalnego, którego spożywał Jezus podczas uczty paschalnej z uczniami w Wieczerniku oraz jajek, które symbolizują nowe życie. W zwyczaju jest też masowe odwiedzanie różnych kościołów i porównywanie wystroju Grobów.

Wielki Piątek i Wielka Sobota to jedyny czas w ciągu roku, kiedy Kościół nie sprawuje Mszy św.

Wielkanoc zaczyna się już w sobotę po zachodzie słońca. Rozpoczyna ją liturgia światła. Na zewnątrz kościoła kapłan święci ogień, od którego następnie zapala się Paschał - wielką woskową świecę, która symbolizuje zmartwychwstałego Chrystusa.

Na paschale kapłan żłobi znak krzyża, wypowiadając słowa: "Chrystus wczoraj i dziś, początek i koniec, Alfa i Omega. Do Niego należy czas i wieczność, Jemu chwała i panowanie przez wszystkie wieki wieków. Amen". Umieszcza się tam również pięć ozdobnych czerwonych gwoździ, symbolizujących rany Chrystusa oraz aktualną datę. Następnie Paschał ten wnosi się do okrytej mrokiem świątyni, a wierni zapalają od niego swoje świece, przekazując sobie wzajemnie światło. Niezwykle wymowny jest widok rozszerzającej się jasności, która w końcu wypełnia cały kościół. Zwieńczeniem obrzędu światła jest uroczysta pieśń (Pochwała Paschału) - Exultet, która zaczyna się od słów: "Weselcie się już zastępy Aniołów w niebie! Weselcie się słudzy Boga! Niech zabrzmią dzwony głoszące zbawienie, gdy Król tak wielki odnosi zwycięstwo!".

Dalsza część liturgii paschalnej to czytania przeplatane psalmami. Przypominają one całą historię zbawienia, poczynając od stworzenia świata, przez wyjście Izraelitów z niewoli egipskiej, proroctwa zapowiadające Mesjasza aż do Ewangelii o Zmartwychwstaniu Jezusa. Tej nocy powraca po blisko pięćdziesięciu dniach uroczysty śpiew "Alleluja". Celebrans dokonuje poświęcenia wody, która przez cały rok będzie służyła przede wszystkim do chrztu. Czasami, na wzór pierwotnych wspólnot chrześcijańskich, w noc paschalną chrzci się katechumenów, udzielając im zarazem bierzmowania i pierwszej Komunii św. Wszyscy wierni odnawiają swoje przyrzeczenia chrzcielne wyrzekając się grzechu, szatana i wszystkiego, co prowadzi do zła oraz wyznając wiarę w Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Wigilia Paschalna kończy się Eucharystią i procesją rezurekcyjną, by oznajmić, że Chrystus zmartwychwstał i zwyciężył śmierć. Zgodnie z dawną tradycją w wielu miejscach w Polsce procesja rezurekcyjna nie odbywa się w Noc Zmartwychwstania, ale o świcie w niedzielny poranek.

Noc Paschalna oraz Niedziela Wielkanocna to największe święto chrześcijańskie, pierwszy dzień tygodnia, uroczyście obchodzony w każdą niedzielę przez cały rok. Apostołowie świętowali tylko Wielkanoc i każdą niedzielę, która jest właśnie pamiątką Nocy Paschalnej. Dopiero z upływem wieków zaczęły pojawiać się inne święta i okresy przygotowania aż ukształtował się obecny rok liturgiczny, który jednak przechodzi różne zmiany.

Oktawa Wielkiej Nocy

Ponieważ cud Zmartwychwstania jakby nie mieści się w jednym dniu, dlatego też Kościół obchodzi Oktawę Wielkiej Nocy - przez osiem dni bez przerwy wciąż powtarza się tę samą prawdę, że Chrystus Zmartwychwstał. Ostatnim dniem oktawy jest Biała Niedziela, nazywana obecnie także Niedzielą Miłosierdzia Bożego. W ten dzień w Rzymie ochrzczeni podczas Wigilii Paschalnej neofici, odziani w białe szaty podarowane im przez gminę chrześcijańską, szli w procesji do kościoła św. Pankracego, by tam uczestniczyć w Mszy św. Jan Paweł II ustanowił ten dzień świętem Miłosierdzia Bożego, którego wielką orędowniczką była św. Faustyna Kowalska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Jędraszewski: zmartwychwstanie Jezusa ukazuje program życia dla chrześcijan

2019-04-21 07:42

led / Kraków (KAI)

Kościół żyje chlubą swoich męczenników i świadków, na przekór światu i jego prawom - mówił abp Marek Jędraszewski w Wielką Sobotę podczas Wigilii Paschalnej, której przewodniczył w katedrze na Wawelu. Metropolita krakowski podkreślił, że śmierć i zmartwychwstanie Jezusa ukazuje określony program życia dla chrześcijan.

Joanna Adamik/archidiecezja krakowska

W homilii abp Marek Jędraszewski powiedział, że śmierć i zmartwychwstanie Jezusa ukazuje bardzo określony program życia dla chrześcijan: „umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie, a z tym wiąże się chrześcijańska nadzieja”.

Metropolita krakowski wyjaśniał, że dzieje Kościoła to dzieje ludzi, którzy złączyli się z Chrystusem, z Jego śmiercią i z Jego zmartwychwstaniem i „odtąd żyli już nowym życiem i odtąd stawali się znakiem sprzeciwu dla świata”.

Hierarcha zwracał uwagę na to, że na przestrzeni wieków chrześcijaństwo jawiło się jako coś z czym trzeba walczyć, konsekwencją tego były prześladowania tych, którzy uważali, że jedyną prawdę głosi chrześcijaństwo. Jak dodał, wielu ludzi przypieczętowało taką postawę męczeństwem.

Jego zdaniem, tego rodzaju zarzuty pojawiają się i dzisiaj, a chrześcijanie często oskarżani są o homofobię i o nienawiść do człowieka.

- Historia Rzymu pierwszych dziesięcioleci chrześcijaństwa to historia, która wielokrotnie powtarzała się i powtarza po dzień dzisiejszy. Historia Kościoła, który żyje chlubą swoich męczenników i świadków, na przekór światu i jego prawom. Na przekór temu, że wiele państw szczyci się tym, że są państwami prawa – powiedział arcybiskup.

- Zdajemy sobie sprawę, że otwierając się na dary Ducha Świętego i odnawiając w sobie te przyrzeczenia, które określiły w dniu chrztu świętego naszą chrześcijańską tożsamość, wyrażamy gotowość by świadczyć (…) własnym cierpieniem i życiem – wyjaśniał metropolita krakowski, dodając, że w tajemnicę chrztu, który włącza chrześcijan w śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, wpisana jest także ich gotowość na męczeństwo.

Uroczystość zakończyła procesja rezurekcyjna, która przeszła wokół katedry wawelskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem