Reklama

Polak, który oświetlił Amerykę

2018-10-31 08:28

Witold Iwańczak
Niedziela Ogólnopolska 44/2018, str. 12-14

commons.wikimedia.org
Erazm Jerzmanowski

Powstaniec styczniowy, żołnierz, emigrant, wynalazca, przemysłowiec, milioner, działacz społeczny, mecenas polskiej kultury i filantrop – Erazm Józef Jerzmanowski herbu Dołęga. Gorliwy katolik, uhonorowany najwyższym papieskim odznaczeniem; przyjaciel św. Brata Alberta. Uzyskał przynajmniej 22 amerykańskie patenty

Erazm Jerzmanowski urodził się 2 czerwca 1844 r. w Domanikowie (powiat gostyński), którego współdziedziczką była jego matka Kamila z Kossowskich. Był dzieckiem, któremu nie dawano większych szans na przeżycie, o czym może świadczyć pospieszny chrzest, tzw. z wody. Jego akt chrztu został odnaleziony w parafii w Warcie (woj. łódzkie). Kilka dni po narodzinach wraz z matką został przewieziony do rodzinnych Tomisławic w Kaliskiem, których dziedzicem był jego ojciec Franciszek Jerzmanowski herbu Dołęga.

Rodzina z patriotycznymi polskimi tradycjami

Rodzina Jerzmanowskich odznaczała się dużymi tradycjami patriotycznymi. Pielęgnowano w niej polskość i pamiętano o walczących o jej dobro przodkach oraz krewnych. Jednym z nich był Franciszek Jerzmanowski (1737 – 1802), członek rejtanowskiej opozycji podczas Sejmu rozbiorowego w 1773 r., który zasłynął zdecydowaną odmową podpisania traktatu rozbiorowego. Warto też wspomnieć Jana Pawła Jerzmanowskiego (1779 – 1862), który walczył u boku cesarza Napoleona I Bonapartego w wojnie z Rosją w 1812 r.

Młodość i powstanie narodowe

Erazm Jerzmanowski początkowo pobierał naukę w domu rodzinnym, a następnie kontynuował ją w warszawskim Gimnazjum Gubernialnym, które ukończył w 1862 r. W tym samym roku podjął studia na Wydziale Rolniczo-Leśnym Instytutu Politechnicznego i Rolniczo-Leśnego w Puławach. Tam poznał Adama Chmielowskiego, z którym łączyła go przyjaźń przez całe życie. Niestety, nauka Erazma w puławskim instytucie nie trwała długo. Zaledwie trzy miesiące po tym, jak ją rozpoczął, wybuchło powstanie styczniowe, do którego Jerzmanowski przystąpił, by walczyć w oddziale Mariana Langiewicza. Po upadku powstania znalazł się na terenie Galicji, gdzie został internowany przez władze austriackie i osadzony w twierdzy w Ołomuńcu. Zmuszony do opuszczenia monarchii Habsburgów udał się w 1864 r. przez Szwajcarię do Francji.

Reklama

Francja. Nauka i pierwsza praca

W latach 1864-73 przebywał we Francji. W Paryżu kontynuował naukę w szkole polskiej na Montparnasse oraz w cesarskiej Szkole Górniczej. Obracał się w kręgach powstańczych emigrantów, brał aktywny udział w spotkaniach i dyskusjach politycznych. Sława jego niedawno zmarłego krewnego, Jana Pawła Jerzmanowskiego, otwierała przed młodym imigrantem wiele drzwi, co umożliwiło mu uzyskanie zezwolenia na podjęcie w 1866 r. studiów w Szkole Inżynierii Wojskowej w Metz. W 1870 r. jako oficer armii francuskiej wziął udział w wojnie z Prusami, za co został odznaczony krzyżem Legii Honorowej. Po zakończeniu wojny Jerzmanowski opuścił wojsko i rozpoczął pracę w firmie specjalizującej się w produkcji gazu oświetleniowego. Firma ta wysłała go w 1873 r. jako swojego przedstawiciela do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Miał za zadanie budowę w Nowym Jorku miejskiego systemu oświetleniowego opartego na lampach Drummonda, emitujących tzw. światło wapienne, które powstaje w wyniku termoluminescencji tlenku wapnia pod wpływem ogrzania do wysokiej temperatury za pomocą palnika tlenowo-wodorowego. System wymagał dostarczania do lamp dwiema rurami tlenu i bogatego w wodór gazu wodnego, wytwarzanych w oddzielnych generatorach.

Amerykański sen

Wkrótce po przybyciu do Stanów Zjednoczonych Erazm Jerzmanowski ożenił się z Amerykanką Anną Koester (Koster), a w 1879 r. otrzymał amerykańskie obywatelstwo. W USA zajmował się sprawami gazyfikacji i produkcji karbidu. Początkowo pracował przy budowie generatorów w działającej od 1869 r. i kontrolowanej przez Francuzów firmie New York Oxygen Gas Company. Z powodu trudności z uruchomieniem produkcji tlenu zrezygnował z systemu Drummonda i skoncentrował się na udoskonaleniu produkcji gazu wodnego. Usprawnienia dotyczyły również podniesienia efektywności energetycznej całego procesu. Już w 1873 r. Jerzmanowski opatentował zastąpienie kosztownej nafty stosowanej do nawęglania gazu wodnego w karburatorze tańszym węglem bitumicznym. Później opatentował pomysł umieszczenia w ścianach generatora przewodów, które do komory dostarczały powietrze i parę wodną. Oba składniki podawane były do wnętrza naprzemiennie, co eliminowało niebezpieczeństwo wybuchu. Erazm zaobserwował również, że na poprawę funkcjonowania generatora duży wpływ ma precyzyjne regulowanie przedziałów czasowych, w jakich do komory dostarczane są oba składniki. Gazownia Municipal dostarczała gaz z silną domieszką tlenku węgla, sięgającą nawet 27 proc., podczas gdy za bezpieczną granicę uważano poziom 10 proc. W  latach 1882-83 Jerzmanowski opracował i opatentował skuteczny sposób obniżenia koncentracji trującego związku – wyłożył wnętrze komory generatora wapieniem. Usprawnienia były na tyle istotne, że w fachowym piśmiennictwie metoda zyskała miano procesu Jerzmanowskiego.

W 1884 r. wraz z grupą amerykańskich finansistów, na czele z Williamem Rockefellerem, Erazm Jerzmanowski założył kompanię gazową Equitable Gas Light Company. Do przyszłej spółki jako udziałowiec wniósł nie środki finansowe, ale swoje patenty. Kierował tym przedsiębiorstwem niemal 13 lat. Zastosowanie jego metody doprowadziło do spadku kosztów produkcji gazu o przeszło 15 proc., co spowodowało duży sukces kompanii Equitable, która szybko przystąpiła do przejmowania innych spółek gazowych na terenie Stanów Zjednoczonych, m.in. w Chicago, Baltimore, Detroit, Indianapolis, Troy, Albany czy Lafayette. Amerykańska prasa coraz częściej donosiła z uznaniem o niezwykłym „polskim baronie”, który jawił się w niej jako ten, który „oświetlił Amerykę”. W tym samym czasie Jerzmanowski opracował nowy system produkcji gazu wodnego, zaliczany do grupy procesów retortowych – to jest takich, w których para jest podawana do retort zawierających węgiel, a właściwa temperatura reakcji jest utrzymywana w wyniku spalania paliwa w oddzielnej komorze. Metoda zyskała miano procesu „Baby” i pozwalała na uzyskanie gazu o niskiej zawartości tlenku węgla. Gazownie wykorzystujące technologie opracowane przez Jerzmanowskiego działały w wielu miastach USA.

Gdy Erazm Jerzmanowski przybył do Stanów Zjednoczonych, trafił na okres korzystnej koniunktury gospodarczej, która nastała po zakończeniu wojny secesyjnej. Przez 23 lata był jednym z najwybitniejszych kierowników wysoko rozwiniętego przemysłu gazowego w Stanach Zjednoczonych, dorobił się wielkiego majątku i zyskał uznanie sfer przemysłowych i fachowców. Działalność wynalazcza i biznesowa pozwoliła mu zgromadzić fortunę szacowaną na 3 mln dol., co w 1894 r. dawało mu 96. pozycję na liście najbogatszych Amerykanów.

Polak i gorliwy katolik

Erazm Jerzmanowski zawsze podkreślał swoje pochodzenie, mówił, że jest polskim uchodźcą z zaboru rosyjskiego. Był gorliwym katolikiem z bardzo jasnymi poglądami. Wyrażał swój sprzeciw wobec antysemityzmu, co spowodowało ataki na jego osobę podejmowane przez środowiska nacjonalistyczne i narodowo-katolickie amerykańskiej Polonii. W jego obronie stanął przebywający w Rzymie kard. Mieczysław Ledóchowski, który interweniował w sprawie kampanii oszczerstw względem Jerzmanowskiego u papieża Leona XIII. W odpowiedzi papież w specjalnym breve z 26 kwietnia 1889 r. przyznał Jerzmanowskiemu nagrodę za zasługi dla „Kościoła, Ojczyzny i Ludzkości” i nadał mu tytuł Komandora Krzyża św. Sylwestra. Erazm Jerzmanowski był pierwszym człowiekiem na kontynencie amerykańskim, który otrzymał tak wysokie papieskie odznaczenie.

Wsparcie dla rodaków

Jerzmanowski zawsze, jak tylko mógł, wspierał rodaków – zarówno tych przebywających na emigracji, jak i tych pozostałych na znajdujących się pod zaborami ziemiach polskich. Rozwinął akcję mecenatu społecznego i kulturalnego. Stał na czele Komitetu Centralnego Dobroczynności oraz aktywnie działał w Związku Polskim w Stanach Zjednoczonych, utrzymywał Czytelnię Polską, tworzył biura poszukiwania pracy dla polskich imigrantów, wspierał dużymi nakładami finansowymi Towarzystwo Dobroczynności w Nowym Jorku. Pomoc dla polskich imigrantów, której Jerzmanowski poświęcał właściwie cały wolny czas, polegała najczęściej nie na dawaniu im pieniężnych zapomóg, ale na pośrednictwie w znalezieniu pracy, by sami mogli zapracować na utrzymanie swoje i swoich rodzin. Przestrzegał przy tym przed nadmiernym uleganiem amerykanizacji oraz poddawaniem się kulturze masowej. W wywiadzie udzielonym korespondentowi „Gazety Warszawskiej” w Paryżu, 16 września 1888 r., powiedział: „Nie wierzę w przyszłość naszą w Ameryce (...). Ci, co przybywają, ostać się mogą (...). Ale następne pokolenie zginie, bo je wir życia praktycznego zmaterializować i zamerykanizować musi”. Przestrzegał przed bezmyślną i nieprzemyślaną emigracją do Ameryki. W 1887 r. rozpoczął zbiórkę funduszy na Skarb Narodowy, który z własnej kieszeni hojnie wspierał. Wspomagał także Muzeum Narodowe Polskie w Rapperswilu. Kiedy mieszkańców ziem polskich dotykały klęski (powodzie, pożary, nieurodzaj, głód), spieszył z pomocą, zakładał ochronki dla dzieci, fundował i finansował działalność czytelni i szkół.

Państwo Jerzmanowscy często przyjeżdżali do Krakowa. Spotykali się z rodziną i przyjaciółmi, m.in. z Adamem Asnykiem, którego ideę powołania do życia Towarzystwa Szkoły Ludowej w Krakowie wsparli finansowo. Wspierali także polskie przedsięwzięcia, np. Powszechną Wystawę Krajową we Lwowie w 1894 r. czy Krakowskie Towarzystwo Oświaty Ludowej. Sfinansowali wawelskie witraże Józefa Mehoffera.

Powrót na polskie ziemie

Ku zaskoczeniu wielu, w 1895 r., w wieku 52 lat, Erazm Jerzmanowski podjął decyzję o wycofaniu się z życia publicznego i kierowania spółką gazową i w 1896 r. opuścił Stany Zjednoczone. Wraz z żoną Anną osiedlili się w zakupionym wcześniej majątku ziemskim w podkrakowskim Prokocimiu. Państwo Jerzmanowscy nie brali aktywnego udziału w życiu towarzyskim i kulturalnym Krakowa, a spotykali się tylko z wąskim gronem oddanych przyjaciół, najczęściej weteranów powstania styczniowego.

Erazm Jerzmanowski zmarł w niedzielę 7 lutego 1909 r. nad ranem, na skutek komplikacji po zapaleniu płuc, w swoim pałacu w Prokocimiu. Pogrzeb odbył się 3 dni później – 10 lutego i stał się okazją do wielkiej społecznej manifestacji, swoistego hołdu złożonego pamięci zmarłego, którego ciało spoczęło w grobowcu na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Autorem grobowca był znakomity rzeźbiarz Wacław Szymanowski (autor warszawskiego pomnika Fryderyka Chopina).

Fundacja Jerzmanowskich

Potomstwa państwo Jerzmanowscy nie mieli, dlatego Erazm w testamencie zapisał cały majątek bardzo już wtedy chorej żonie, z zastrzeżeniem, że po jej śmierci wszystkie środki będą przekazane na rzecz ustanowionej przez niego „Fundacji nagród imienia śp. Erazma i Anny małżonków Jerzmanowskich”, której działalność miała spoczywać w pieczy krakowskiej Akademii Umiejętności. W statucie fundacji możemy przeczytać: „(...) co roku ma być wypłacona Polakowi, względnie Polce, urodzonemu, względnie urodzonej w granicach Polski 1772 r., religii rzymskokatolickiej, który, względnie która przez swe prace literackie, naukowe lub humanitarne dokonywane z pożytkiem dla ojczystego kraju potrafił lub potrafiła zająć wybitne stanowisko w społeczeństwie polskim”. Po śmierci Erazma Jerzmanowskiego jego żona Anna w 1910 r. sprzedała majątek zakonowi augustianów i wyjechała do Drezna, gdzie zmarła w 1912 r.

W okresie przedwojennym nagroda była nazywana przez prasę polską Nagrodą Nobla. Stanowiła równowartość 12 kg złota. Laureaci byli wybierani przez Polską Akademię Umiejętności. Po przyznaniu nagrody w 1928 r. nastąpił kryzys finansowy i środki fundacji się zdewaluowały, a w konsekwencji wyczerpały. W takiej sytuacji na pewien czas zaprzestano wręczania wyróżnienia. Kolejną nagrodę, ok. 10 tys. zł, przyznano ze środków własnych akademii w 1931 r. i odtąd postanowiono ją przyznawać co 3 lata – tak było do wybuchu II wojny światowej. Wyróżnienie to otrzymali m.in.: kard. Adam Stefan Sapieha, Henryk Sienkiewicz, Napoleon Cybulski, Benedykt Dybowski, Jan Kasprowicz i  Stanisław Zaremba. W 2009 r. PAU wznowiła przyznawanie Nagrody im. Erazma i Anny Jerzmanowskich, ale w regulaminie pominięto zapis z testamentu Jerzmanowskiego o wyznaniu rzymskokatolickim nagradzanego Polaka.

Tagi:
ludzie Polacy

Chcę żyć!

2019-04-16 18:56

Anna Skopińska
Edycja łódzka 16/2019, str. III

– Nie wymagam dużo. Tylko pokój z łazienką. To wszystko, bym mógł jakoś normalnie funkcjonować – mówi niepełnosprawny 43-letni Piotr. I płacze.Trzęsą mu się sino-fioletowe, zesztywniałe z choroby, ręce. Chce żyć, bardzo. I ma nadzieję, że mu się uda

Anna Skopińska
Jedna z kamienic, w której ktoś pomieszkuje

Mężczyzna jest chory na stwardnienie skóry. Jest po zawale. W lokalu kamienicy przy ul. Przybyszewskiego 77 mieszka wraz z ojcem od 2004 r. Obaj mają grupy inwalidzkie. Pan Piotr – I, jego leżący w łóżku ojciec – II. Decyzją sądu mieli być eksmitowani z mieszkania do noclegowni na ul. Szczytowej. Za zadłużenie czynszowe sprzed kilku laty. Gdyby nie interwencja stowarzyszenia Bratnia Pomoc, trafiliby tam. Sąd wydał zaoczny wyrok. Nie sprawdził w żadnej z instytucji ich sytuacji. Nie było pytania ani do ZUS, ani do miasta – właściciela kamienicy, ani do MOPS. Zresztą to ostatnie nic by nie zmieniło.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak przeżywać Wielki Tydzień

Magdalena Lewandowska
Edycja wrocławska 13/2010

Bożena Sztajner/Niedziela

Przed nami wyjątkowy czas - Wielki Tydzień. Głębokie przeżycie i zrozumienie Wielkiego Tygodnia pozwala odkryć sens życia, odzyskać nadzieję i wiarę. Same Święta Wielkanocne, bez prawdziwego przeżycia poprzedzających je dni, nie staną się dla nas czasem przejścia ze śmierci do życia, nie zrozumiemy wielkiej Miłości Boga do każdego z nas. Wiele rodzin polskich przeżywa Święta Wielkanocne, zubożając ich treść. W Wielkim Tygodniu robi się porządki i zakupy - jest to jeden z koszmarniejszych i najbardziej zaganianych tygodni w roku, często brak czasu i sił nawet na pójście do kościoła w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek. Nie pozwólmy, by tak stało się w naszych rodzinach.

Niedziela Palmowa

Wielki Tydzień otwiera Niedziela Palmowa. Nazwa tego dnia pochodzi od wprowadzonego w XI w. zwyczaju święcenia palm - liturgia bowiem wspomina uroczysty wjazd Jezusa do Jerozolimy, bezpośrednio poprzedzający Jego Mękę i Śmierć na Krzyżu. Witające go tłumy rzucały na drogę płaszcze oraz gałązki, wołając: „Hosanna Synowi Dawidowemu”.
Palmy w Polsce zastępują często gałązki wierzbowe z baziami. Po ich poświęceniu zatyka się je za krzyże i obrazy, by strzegły domu od nieszczęść i zapewniały błogosławieństwo Boże. Jak wspomina pani Krystyna Kolbuszowska z Trzebnicy, tradycje Niedziel Palmowej są bardzo bogate: - Pamiętam, jak uroczyście przeżywano Niedzielę Palmową na Kresach. Tato, po porannej Mszy św. i po poświęceniu przygotowanych przez nas palm, szedł na pola i wtykał gałązki w ziemię, by Pan Bóg strzegł zasiewów i plonów przed gradem, suszą i nadmiernym deszczem. Mama zatykała je też za wszystkie święte obrazy w domu, by zapewniały błogosławieństwo Boże. Potem był uroczysty obiad i wspólne czytanie Pisma Świętego. Rodzice tłumaczyli mnie i mojemu rodzeństwu, że zaczął się najważniejszy tydzień w roku, że przed nami wielkie święta. Wielka szkoda, że dziś te tradycje zanikają, chociaż wiem, że na Dolnym Śląsku są jeszcze rodziny, szczególnie te z kresowymi korzeniami, które starają się je kultywować.

Wielki Poniedziałek

Poniedziałek, wtorek i środa Wielkiego Tygodnia są dniami szczególnie poświęconymi sakramentowi pojednania - nie wyróżniają się niczym, jeśli chodzi o liturgię. Warto więc, jeżeli ktoś nie zrobił tego do tej pory, udać się wtedy do konfesjonału, by oczyścić serce. - Nie zostawiajmy spowiedzi na ostatnią chwilę - przekonuje ks. inf. Adam Drwięga, proboszcz wrocławskiej katedry. - Jak najwcześniej skorzystajmy z sakramentu pokuty w naszych parafiach. Kiedy wierni spowiadają się w czasie Triduum Paschalnego, nie mają szans na głębokie przeżycie tych wyjątkowych liturgii. Stoją w długich kolejkach, nie skupiają się na celebracji, nie wchodzą w ten szczególny czas. A naprawdę inaczej się przeżywa Święta, kiedy Chrystus Zmartwychwstały jest w nas.

Wielki Wtorek

Dla niektórych Wielki Wtorek niczym nie różni się od pozostałych dni w roku, ale są osoby, takie jak psycholog Elżbieta Łozińska, dla których to czas wyjątkowy: - Jak sama nazwa wskazuje Wielki Tydzień obejmuje siedem dni, nie tylko Triduum Paschalne. Dlatego u nas Święta rozpoczynają się od początku tygodnia. Skupiamy się na modlitwie, na rozmowach, dobrej lekturze. To dla czas przygotowania, nie tylko domu, stołu, potraw, ale przede wszystkim czas przygotowania naszych serc na przyjście Chrystusa. Staramy się wyciszać, nie słuchać radia czy innych mediów, dzieciom opowiadamy o Triduum Paschalnym, o Wielkanocy. Przygotowujemy dla nich specjalną lekturę - w tym roku będzie nam w Wielkim Tygodniu towarzyszyć książka „Na koniec świata”, opowiadająca prawdziwą historię Antka, który miał zaledwie sześć lat, kiedy zmarł na chorobę nowotworową. Antek odszedł w trakcie Oktawy Wielkanocnej. Towarzyszył Jezusowi w Jego cierpieniu i śmieci, wziął udział również w Jego Zmartwychwstaniu.

Wielka Środa

Warto tak rozłożyć swoje obowiązki, by w Wielką Środę nie zajmować się już porządkami i nie biegać po sklepach, ale przygotowywać się do głębokiego wejścia w Triduum Paschalne. Dla Barbary Nonckiewicz, mamy siódemki dzieci, Wielka Środa to czas skupienia i wyciszenia: - Zawsze tak rozplanowywałam obowiązki, by na Wielką Środę zostały już tylko niezbędne rzeczy do zrobienia. W ten dzień całą rodziną staramy się pościć i wyciszać przed wielką tajemnicą Triduum Paschalnego. To dobry czas, by wytłumaczyć dzieciom znaczenie następnych dni, by przygotować je do udziału w obchodach świątecznych. Wielka Środa to taki ostatni dzwonek wzywający do skupienia się na tym, co naprawdę ważne.

Wielki Czwartek

Zupełnie inaczej przeżywa się Poranek Wielkanocny, gdy poprzedziło go uczestnictwo w liturgii Triduum Paschalnego. To dla chrześcijanina najważniejsze dni w roku. W Wielki Czwartek obchodzimy święto kapłanów, ponieważ w tym dniu w czasie Ostatniej Wieczerzy został ustanowiony sakrament kapłaństwa oraz sakrament Eucharystii. Warto te wszystkie ważne rzeczy wyjaśniać naszym dzieciom: - Przed pójściem na wieczorną Mszę św. rozmawiamy z naszym pięcioletnim synkiem Jasiem i opowiadamy, że ksiądz będzie ubrany na biało, ponieważ jest to dzień ustanowienia Najświętszego Sakramentu oraz sakramentu kapłaństwa - mówi Katarzyna Stasiak z Oleśnicy. - Razem z mężem staramy się mu wyjaśnić, co stało się w Wieczerniku w czasie Ostatniej Wieczerzy i że to na tę pamiątkę odprawia się dziś w kościele Mszę św. Zostajemy również przez chwilę przy ołtarzu adoracji, by Jasiu mógł z bliska zobaczyć Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. To dla nas i dla naszego synka wieczór w kościele pełen wrażeń i głębokich przeżyć.

Wielki Piątek

Dzień Męki i Śmierci Chrystusa. Niech w tym dniu będzie w naszym domu cisza pozwalająca przeżyć Misterium Męki i Śmierci Jezusa. O godzinie 15.00, godzinie śmierci Pana Jezusa, uklęknijmy z rodziną, by się wspólnie pomodlić - może to właśnie będzie najodpowiedniejszy moment, aby przedłożyć Bogu największą prośbę rodziny. Postarajmy się w domu w centralnym miejscu wyeksponować krzyż na białym obrusie. Warto tego dnia wyłączyć radioodbiorniki, telewizory czy komputery. Obowiązuje post ścisły, a więc nie tylko jakościowy, ale i ilościowy. Jeżeli jest to możliwe, weźmy tego dnia udział w parafialnej Drodze Krzyżowej. Wieczorem gromadzimy się na liturgii wielkopiątkowej - jest ona długa, ale bardzo bogata i piękna: Liturgia Słowa poprzedzona procesją i leżeniem krzyżem przez kapłanów przed obnażonym ołtarzem, uroczysta adoracja krzyża, komunia i procesjonalnie przeniesienie Najświętszego Sakramentu do Grobu Pańskiego. Pamiętajmy, by udać się na adorację Grobu Pańskiego. To wielkopostne pielgrzymowanie ma swoje korzenie w Jerozolimie, gdzie gromadzono się w miejscach Męki Chrystusa, aby Mu duchowo towarzyszyć od Wieczernika i Góry Oliwnej, aż do miejsca jego Grobu. W Polsce ten zwyczaj jest pielęgnowany od XIV w.

Wielka Sobota

Jest dniem spoczynku Pana Jezusa w Grobie. To nie dzień żałoby, ale powinien być wypełniony zadumą nad cudem Zmartwychwstania. To właśnie dzisiaj jest tak ukochane przez wszystkie dzieci święcenie pokarmów. Niestety dzieci, które są przyprowadzane do kościoła tylko raz w roku, właśnie z koszyczkiem „do pokropienia”, pytają, dlaczego Jezus leży w grobie i niewiele rozumieją z odpowiedzi. - Poranek Wielkiej Soboty to dla naszych dzieci czas szczególny - opowiada pani Barbara. - Od rana zajmują kuchnię, malują pisanki, przygotowują koszyczek. Potem wielkie mycie, ubieranie i można z dumą iść na święconkę do kościoła. Wtedy też nawiedzamy Jezusa w grobie, z nadzieją w sercu czekając na jutrzejsze Zmartwychwstanie.
Po zapadnięciu zmroku rozpoczynają się obchody Wigilii Paschalnej - jest to najbardziej uroczysty wieczór w roku liturgicznym. Wigilia Paschalna nie jest częścią Wielkiej Soboty, jej radosna liturgia należy już do obchodów Dnia Zmartwychwstania. Obchód Wigilii Paschalnej składa się z czterech części: Liturgii Światła, Liturgii Słowa, Liturgii Chrzcielnej i Liturgii Eucharystycznej. W czasie Liturgii Światła kapłan przed kościołem poświęca ogień, odpala paschał, wnosi uroczyście światło do ciemnego kościoła i śpiewa Orędzie Paschalne. W drugiej części są czytane fragmenty Pisma Świętego, w których rozważamy, co Bóg uczynił dla nas od początku świata. Podczas Liturgii Chrzcielnej ksiądz dokonuje poświęcenia wody, a wierni odnawiają przyrzeczenia chrzcielne. Odnowieni biorą udział w Mszy Paschalnej, w czasie której zabrzmią wszystkie dzwony i dzwonki.
Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielka Sobota z Niedzielą Paschalną są dniami szczególnie bogatymi w obchody liturgiczne. Warto w pełni z tego bogactwa skorzystać. Jest to wspaniały dar Kościoła, który może ubogacić naszą rodzinę i zbliży nas do Chrystusa. Dzięki głębokiemu przeżyciu Wielkiego Tygodnia, zanurzeniu się w tajemnicę Bożej Miłości, mamy szansę rzeczywiście odnowić nasze życie, odnowić naszą wiarę i nawrócić się do Boga.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Michalik o zagrożeniu uodpornienia się na Eucharystię

2019-04-18 21:09

pab / Przemyśl (KAI)

O zagrożeniu uodpornienia się na Eucharystię, tak jak się można uodpornić na antybiotyk – mówił w czasie Mszy św. Wieczerzy Pańskiej abp Józef Michalik. Biskup senior archidiecezji przemyskiej przewodniczył liturgii w bazylice archikatedralnej w Przemyślu.

Archiwum Kurii
Abp Józef Michalik

Abp Józef Michalik wskazywał, aby przystępować do Eucharystii w duchu pokory i wiary, bo „człowiek może się uodpornić na Eucharystię, tak jak się niekiedy uodparnia na antybiotyk”. – Wielkie i pomocne lekarstwo, ale może się człowiek uodpornić i nie będzie skuteczny, a nawet może być szkodliwy. Co robić, żeby się nie uodpornić w sposób niewłaściwy na Eucharystię – mówił.

- Po pierwsze nie można opuszczać modlitwy. Trzeba walczyć ze sobą, a niekiedy nawet z Panem Bogiem na modlitwie, prośbie; walczyć o przymnożenie wiary. Za każdym razem. To już jest wzrost. Jeśli człowiek szuka wiary, to już jest na dobrej drodze – zapewniał emerytowany metropolita przemyski.

Kolejną rzeczą, na którą zwrócił uwagę abp Michalik, jest dostosowywanie życia do wiary, bo „jak wierzymy, tak żyjemy”. – Ale jednocześnie, jeśli żyjemy poza wiarą, to w końcu utracimy wiarę. To jest nierozerwalne, że nasze sumienie musi się sprawdzać nie tylko w modlitwie, ale i w wysiłku życia według wiary – przekonywał.

Były przewodniczący KEP odniósł się także do niedawnego artykułu „Odnaleźć żywy Kościół” Benedykta XVI. Zdaniem arcybiskupa papież senior trafnie diagnozuje przyczyny współczesnej sytuacji. Potwierdził, że rewolucja lat 60. mówiąca, że „zabrania się zabraniać” przyczyniła się do poważnych zmian w etyce. – Papież nie oszczędza Kościoła. Mówi, że i teologowie dali się pociągnąć tą linią relatywizmu moralnego – zauważył hierarcha.

Abp Michalik wskazywał – za Benedyktem XVI – że receptą na to jest Msza św. – Eucharystia to nie jest ceremonialny gest. To rzeczywistość – podkreślił.

Kaznodzieja podkreślił, że Jezus przyszedł, aby nas umocnić. Zapewniał, że mimo powtarzających się upadków, jeśli człowiek będzie „mocno i uparcie wołał do Chrystusa”, to w końcu „powstanie u pokona siebie samego”.

Po homilii abp Michalik umył nogi 12 mężczyznom. Przed tym obrzędem, na znak służby, zmienił liturgiczny strój kapłański na diakoński – dalmatykę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem