Reklama

Pomnażanie przez dzielenie

2018-10-31 08:30

Mariusz Rzymek
Edycja bielsko-żywiecka 44/2018, str. I

MR
Żonkile znów zakwitną

Po raz 15. ruszyła na Podbeskidziu akcja „Pola Nadziei”. Jej inauguracja odbyła się 22 października w kościele Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Bielsku-Białej

Wśród osób, które na nią przybyły, znaleźli się m.in. bp pomocniczy Piotr Greger, emerytowany zwierzchnik ewangelików diecezji cieszyńskiej bp Paweł Anweiler, wiceminister Stanisław Szwed, parlamentarzyści, samorządowcy, a nade wszystko uczniowie ze szkół z Bielska-Białej i z okolicznych powiatów. – Człowiek, dzieląc – pomnaża, dając – zyskuje, i to zarówno on, jak i osoba obdarowana. To jest metoda działania dla kolejnej edycji akcji „Pola Nadziei”. Zachęcam do pomnażania poprzez dzielenie i dziękuję tym wszystkim uczniom, nauczycielom, katechetom, którzy będą przyjmować to, z czym inni będą się dzielili – mówił bp P. Greger.

– Obchodzimy dzisiaj liturgiczne święto patronalne Jana Pawła II. Nie ma lepszego wzoru, który moglibyśmy naśladować, jeśli chodzi o miłosierdzie i służenie drugiemu człowiekowi – zauważył wiceminister S. Szwed.

– Powstanie i działanie hospicjum nie byłoby możliwe bez olbrzymiej pomocy i ofiarności młodych wolontariuszy. Ich działanie pokazuje, jak wiele pokładów dobra i miłości jest obecne w młodych ludziach – zauważył z kolei senator Andrzej Kamiński.

Reklama

Wyjaśniając ideę akcji „Pola Nadziei”, Grażyna Chorąży – prezes Salwatoriańskiego Stowarzyszenia Hospicyjnego – stwierdziła, że jego głównym celem jest nauka tego, jak zadbać o chorych, samotnych, a głównie tych, którzy powoli docierają do kresu swoich dni. – Hospicjum nie jest miejscem śmierci, ale miłości. W tym domu zwalcza się ból, łagodzi cierpienie psychiczne i duchowe oraz wspomaga się rodzinę w okresie trwania choroby – przypomniała G. Chorąży. Jednocześnie gorąco podziękowała zgromadzonym nauczycielom i uczniom za finansowe wsparcie, jakie udzielają hospicjum.

Inaugurację akcji „Pola nadziei” zwieńczyło rozdanie cebulek żonkili. Kilkanaście minut później na skwerze przed budynkiem hospicjum św. Jana Pawła II cebulki tych kwiatów zasadzili m.in. bp P. Greger i bp P. Anweiler.

Tagi:
Pola Nadziei

Reklama

W Oławie sieją nadzieję

2018-10-31 08:30

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 44/2018, str. IV

Paweł Trawka
Jubielusz „Pól Nadziei” w oławskim Centrum Kultury

Wolontariusze, lekarze, pielęgniarki, kapłani i uczniowie z ponad 20 szkół współpracujących z Hospicjum Domowym Caritas Archidiecezji Wrocławskiej spotkali się w Centrum Sztuki w Oławie, aby świętować 10. edycję Oławskich „Pól Nadziei”. Z okazji jubileuszu wręczono statuetki dla najbardziej zasłużonych wolontariuszy. W części artystycznej wystąpiły KrzyKaśki z Wrocławia.

Skąd się wzięły „Pola Nadziei”

w Oławie? Wszystko zaczęło się od organizacji charytatywnej Marie Curie Cancer Care w Wielkiej Brytanii w 1988 r., która podjęła się zbierania funduszy na utrzymanie hospicjów. W tym samym roku podjęła współpracę z Towarzystwem Przyjaciół Chorych „Hospicjum” w Krakowie prowadzącym Hospicjum św. Łazarza. To rzeczywisty początek akcji „Pola Nadziei” w Polsce. W Oławie impuls przyszedł od Adama Dziadury, lekarza, który zadzwonił na plebanię kościoła pw. św. Apostołów Piotra i Pawła w Oławie, a telefon odebrał ks. Tomasz Filinowicz. – W 2008 r. przyjąłem święcenia kapłańskie i pragnąłem pracować w hospicjum. Mówiłem biskupowi o swoim doświadczeniu z okresu studiów seminaryjnych, kiedy to byłem częstym gościem na oddziale hematologii dziecięcej. Miałem też kontakt z hospicjum dziecięcym. Chciałem to kontynuować. Tymczasem biskup posłał mnie do Oławy i powierzył zadanie pracy w środowisku osób niesłyszących – opowiada ks. Tomasz. – Myślałem: Szkoda, że biskup nie słucha i robi po swojemu. Szczęśliwie jednak i nade mną, i nad biskupem jest Ktoś, kto wie, co robi. Nim na dobre wprowadziłem się do parafii, zadzwonił jakiś człowiek. Przedstawił się jako lekarz z hospicjum sąsiadującego z plebanią i spytał o możliwość współpracy. „Od dawna modlimy się o księdza, który chciałby zaangażować się w pomoc naszym pacjentom” – mówił. No i tak się zaczęło...

Początki hospicjum w Oławie

to było kilka osób, które chciały czegoś więcej. Kilka nowych, myślących podobnie, pojawiło się w niedługim czasie. – Szczerze mówiąc nie pamiętam czyim pomysłem było zorganizowanie pierwszych „Pól Nadziei”. Pamiętam za to, że ci, którzy w to weszli, zaangażowali się całym sercem, choć nie było ich wielu. Basia, Beata, Teresa, Wacław oraz pracownicy hospicjum – doktor Adam i pielęgniarka Alicja. Pierwszy zespół był bardzo zgrany. Nie mieliśmy doświadczenia, nie mieliśmy kontaktów i sponsorów, ale mieliśmy głowy pełne pomysłów. Stukaliśmy do szkół, parafii, do urzędów, firm i lokalnych mediów. I udało się. Początek „Pól Nadziei” w Oławie wyrósł na potrzebie pomocy drugiemu, choremu człowiekowi. Pacjenci Hospicjum Domowego Caritas Archidiecezji Wrocławskiej zostali objęci opieką od 2005 r. W miarę wzrostu liczby chorych coraz częściej widoczna była potrzeba uzupełnienia opieki medycznej pomocą wolontaryjną. Samotne, starsze osoby, rodziny z ograniczonymi możliwościami opiekuńczymi oraz wiele innych sytuacji, gdzie trzeba było pójść do domu i opanować całą sytuację, przypilnować dzieci przy nauce, posprzątać, czy wreszcie podać leki albo zrobić herbatę. Ogromna potrzeba rozmów, wyżalenia się, albo po prostu zwykłej ludzkiej życzliwej obecności – opowiada doktor Dziadura.

Pojawił się ks. Tomasz Filinowicz

i rozpoczął pierwsze działania organizacyjne. Byliśmy wdzięczni jemu i ks. Januszowi Gorczycy za udostępnienie pomieszczeń parafialnych i życzliwe, bezinteresowne wsparcie, dobre podpowiedzi i cenne uwagi – wspomina doktor. Wolontariatem zgodziła się pokierować Alicja Drzewiecka, pielęgniarka. Za jej kadencji pojawił się pomysł wyjścia Hospicjum na zewnątrz, co rozpoczęło działalność akcyjną, a w ramach niej pierwszy festyn z udziałem dzieci i młodzieży oławskich szkół, pierwsze sadzenie żonkili na Rynku, pierwsze konkursy z nagrodami dla oławskich szkół i pierwsze zbiórki pieniężne na rzecz pacjentów hospicyjnych, a potem pierwsze zakupy sprzętu dla pacjentów. Podczas minionych akcji „Pola Nadziei” zebrano ok. 130 tys. zł. Za te pieniądze personel medyczny zakupił niezbędny sprzęt, m.in. ssaki do oczyszczania dróg oddechowych, inhalatory, koncentratory tlenu, a także bandaże do terapii kompresyjnej, opatrunki i materace antyodleżynowe.

Wolontariat trzeba dźwigać

a o jego sprawy dbać. Wie o tym Beata Kubowicz, która rozwinęła działalność akcyjną. Konkursy stały się wielotematyczne i udało się wzmocnić kontakt ze szkołami. „Pola Nadziei” trafiły najpierw gościnnie, a potem na stałe do Jelcza-Laskowic, gdzie z pomocą nauczycieli organizowano zbiórki pieniężne. Pani Beata przez wiele lat koordynowała przydzielanie wolontariuszy do potrzebujących pacjentów. Po odejściu ks. Tomasza do Wrocławia koordynowanie wolontariatem objęli Marta Możejko i Sławomir Graczyk. Pan doktor Dziadura podkreśla, że to mocarny tandem, który z niesamowitym zapałem i profesjonalizmem jest motorem i wykonawcą wszystkich działań i pomysłów. I zastanawia się, skąd oboje czerpią tyle energii do działania. To dzięki nim w wolontariat wpisują się dziś pogadanki i warsztaty szkolne dla dzieci i młodzieży, wiosenny Marsz Żonkili na oławskim Rynku i „Wieczory przy świecach” łączone z finałami konkursów szkolnych.

Co będzie dalej

w oławskim hospicjum? – Tego jeszcze nie wiemy, ale jesteśmy jako Hospicjum bardzo optymistycznie nastawieni i chcielibyśmy, by ta pomoc nie ustawała – mówi doktor Dziadura. Jesteśmy bardzo wdzięczni za wszelkie zaangażowanie i pomoc. Dziękujemy też w imieniu pacjentów i rodzin – tych, którzy są i tych, którzy już odeszli. Dziękujemy za tak wiele trudu oraz za otwartą współpracę z pracownikami zespołu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czy widziałeś, jak On na Ciebie patrzy?

2019-02-18 02:07

Agnieszka Bugała

Arch. Niedzieli
Kaplica w Niepokalanowie

Dla kogoś, kto nie wierzy w Boga, adorowanie Jezusa w Najświętszym Sakramencie może wydawać się bez sensu. Cisza, bezruch, nic się nie dzieje. Ludzie z pochylonymi głowami, schowani, smutni, skuleni w sobie. Tkwią przed pozłoconą monstrancją z kawałkiem białego chleba w środku. O co tu chodzi?

Adoracja nie jest wymysłem proboszcza

Adoracja Chrystusa eucharystycznego praktykowana jest w Kościele już od wielu wieków. Jej korzenie sięgają wczesnochrześcijańskiej praktyki przechowywania Ciała Chrystusa z myślą o chorych. Kolejnym etapem było przedłużone wznoszenie hostii podczas sprawowania Mszy św., skąd już niedaleka droga do pojawienia się monstrancji. Do szczególnego rozwoju kultu eucharystycznego przyczynił się Sobór Trydencki, który w dokumencie z 1551 r. zalecił adorację publiczną, z wyjściem poza mury kościoła.

Ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie

Św. Jan Paweł II mówił, że całe zło na świecie mogłoby zostać przezwyciężone poprzez ogromną moc nieustającej adoracji eucharystycznej. Jedną z jego pierwszych inicjatyw po zamachu w 1981 r. było ustanowienie codziennej adoracji w Bazylice św. Piotra.

O. Raniero Cantalamessa, wieloletni kaznodzieja domu papieskiego, pisząc o kontemplacji eucharystycznej przywołuje wielu mistrzów duchowych i ich próby zdefiniowania, czym kontemplacja Eucharystii jest. I tak Hugo od św. Wiktora mówi, że to „Spojrzenie wolne, przenikające i nieruchome”. Św. Bonawentura nazywa kontemplację „uczuciowym spojrzeniem na Boga”. Św. Jan Maria Vianney opowiada o kontemplacji wieśniaka z Ars, który całe godziny spędzał nieruchomy w kościele ze wzrokiem utkwionym w tabernakulum, a pytany przez Świętego Proboszcza, co robi przez cały dzień, odpowiedział: „Nic, ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie”.

Stracone chwile

O 15.00 w kościele św. Maksymiliana na wrocławskim Gądowie ławki w kaplicy adoracji są już zajęte. Czasem trudno znaleźć kawałek miejsca. Codziennie grupa ludzi przychodzi tutaj, przed Najświętszy Sakrament i w Godzinie Miłosierdzia patrzą na Niego, a On patrzy na nich. O innych porach dnia zawsze ktoś jest. Wiem, że panie i panowie czuwają, aby Jezus nie zostawał sam. Wychodzą dopiero wtedy, gdy w kaplicy pojawi się ktoś inny.

Wiele osób praktykuje systematyczną adorację eucharystyczną. Przechodząc przez pl. Dominikański we Wrocławiu, obok kościoła Paulinów na św. Antoniego, przez ul. Sudecką, Kruczą wstępują do kaplicy adoracji, siadają w ławce i nic nie robią. Patrząc na nich z boku, można pomyśleć, że tracą czas. Mogliby wrócić wcześniej do domu. Mogliby wyjść później do pracy. Mogliby przez kwadrans przeczytać kilka stron pobożnej lektury, a jednak wybierają spotkanie z ukrytym i niewidzialnym Bogiem w Eucharystii. Czy to coś daje? Hans Urs von Balthasar, jeden z największych teologów naszych czasów i zarazem człowiek kontemplacji tłumaczy, że „sekret adoracji należy do Boga, a nie do nas”.

- Jak często przychodzi pani do tej kaplicy? - pytam ubraną w granatowy płaszcz starszą panią pod gądowskim kościołem. - Codziennie - mówi. - Ale dlaczego? – pytam. - Bo mam Mu tyle do powiedzenia...

Dlaczego warto?

Wielu kapłanów zaświadcza, że od kiedy tylko ustanowili w swych parafiach nieustanną adorację, to wszystko zaczęło się zmieniać. Szatan wyrzucany jest z każdego miejsca, gdzie adoruje się nieustannie Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Trzeba wreszcie uwierzyć w to, że Jezus w hostii jest Panem, który wyrzuca demony i działa z mocą oraz skutecznością nieskończenie większą niż wszystkie siły bezpieczeństwa na ziemi.

Słodkie owoce krótkich spotkań

Pierwszym owocem adoracji jest najpierw wzrost nadprzyrodzonej wiary. Aby adorować, trzeba czynić akty wiary. Nie czujemy Jego obecności, nie widzimy Go. Aby adorować biały, okrągły kawałek chleba, trzeba naprawdę oprzeć się na słowie Chrystusa, które jest prawdą i nie oszukuje nas mówiąc: To jest Ciało Moje. Potem dzieją się cuda, słodkie owoce tych cichych spotkań. Matka Teresa wielokrotnie świadczyła o przedziwnej mocy adoracji: „Jeśli pragniecie mieć nowe powołania do waszych wspólnot - mówiła - to ustanówcie codzienną adorację. Od kiedy uczyniły to Misjonarki Miłości, ilość powołań podwoiła się”. Ale nie zawsze jest na to zgoda i chęci. Tłumaczymy się trudnościami lokalowymi: kościół zbyt mały, brak dodatkowych zabezpieczeń dla Najświętszego Sakramentu, ludzi to nie interesuje, nie mają potrzeby, itd.

Chrystus, choć zostawił się nam w chlebie, jest tak bardzo od nas zależny, że nie może sam wyjść w Eucharystii do ludzi, jeśli Go nie wyniesie kapłan. Mówimy o trudnościach duszpasterskich, narzekamy na rozwody, rozbite rodziny, brak powołań, kłopoty z młodzieżą, na brak zaangażowania parafian. A może ratunek jest w zasięgu ręki? Może częstsza, stała adoracja Najświętszego Sakramentu w parafiach to sposób na panoszące się jak u siebie zło i słabość ducha?

On nie ma telefonu

Te spotkania adoracyjne mogą nam się wydawać zupełnie bez sensu. Jednak dzwonimy do przyjaciół, daleko mieszkających rodziców. Opowiadamy im o naszej pracy, problemach ze zdrowiem, o sukcesach, dzieciach, złym szefie i nowych meblach. Wykupujemy specjalne pakiety, aby taniej, więcej, dłużej mówić. O czym opowiadamy Bogu? Czy w czasie jednej niedzielnej Mszy, rozproszeni i czasem znudzeni, jesteśmy w stanie o czymś Mu powiedzieć? Omówić z Nim ważne sprawy? Bóg nie ma telefonu, a Jego tęsknota za nami jest większa niż każdego z ludzkich przyjaciół. Czy adoracja, to krótkie zatrzymanie przed Nim, oczekującym, nie jest dobrym i przystępnym sposobem, aby Go naprawdę spotkać?

Na czym to polega, skoro On milczy?

- Kontemplować, to intuicyjnie skupiać się na rzeczywistości Bożej - mówi o. Cantalamessa - i radować się jej obecnością. Są tutaj zawsze dwa spojrzenia, które się spotykają: nasze spojrzenie na Boga i Boże spojrzenie na nas. Jeśli czasem nasze spojrzenie obniża się i słabnie, to jednak nigdy nie słabnie Boże spojrzenie. Kontemplacja eucharystyczna sprowadza się niekiedy po prostu do towarzyszenia Jezusowi, do pozostawania w zasięgu Jego spojrzenia, dając także Jemu radość kontemplowania nas, bo chociaż stworzenia nic nie znaczące i grzeszne, to jednak jesteśmy owocem Jego Męki, tymi, za których On oddał życie - tłumaczy.

Jest w adoracji tajemnica spotkania z Bogiem. I dla każdego człowieka to spotkanie jest inne. W każdym sercu Bóg objawia się inaczej.

Oczy zakochanych

Zakochani siedzą na sofie, na podłodze w kącie pokoju, na ławce w parku i często nic nie robią, tylko patrzą w swoje oczy. Znamy zresztą takie powiedzenie: Czy widziałeś, jak on na nią patrzy? I wiemy, że to znaczy, że pokochał.

Adoracja jest takim patrzeniem dwojga zakochanych. Jednego - do szaleństwa, aż po krzyż. I drugiego, który nawet jeśli jeszcze nie umie kochać, to przynajmniej pozwala na siebie patrzeć.

Adoracja jest nie tylko wystawieniem Najświętszego Sakramentu. Ona jest też wystawieniem całego człowieka na spojrzenie Boga. Czy spojrzenie Kogoś, kto tak kocha, nie koi wszystkich bolączek? Nie leczy wszystkich zranień?

Szczere rozmowy

Mały chłopiec, ciągnąc za rękaw próbującą modlić się kobietę, pytał: Mamusiu, a czy temu Panu Bogu to nie jest zimno w tym złotym domku?

A czy temu Panu Bogu, który tak kocha, że dał się za nas zabić, to nie jest smutno czekać na człowieka w pustych kościołach, w tylu tabernakulach świata? - moglibyśmy spytać.

Jeśli jeszcze nigdy nie próbowałeś spotykać się z Panem Bogiem w adoracji, jeśli monstrancja i hostia kojarzą ci się tylko z procesjami Bożego Ciała, to ta propozycja jest dla ciebie: Przyjdź, niekoniecznie od razu codziennie, niekoniecznie na godzinę, niekoniecznie z dobrym humorem. Przyjdź taki, jakim jesteś. Jutro po pracy. Albo rano, zatrzymując się przed mijanym po drodze kościołem. Wejdź do środka. Uklęknij przed tabernakulum i patrząc we własne serce powiedz: On patrzy na mnie teraz… A ja znów pokłóciłem się z żoną, brakło mi pieniędzy, aby zapłacić rachunki, nie dam rady z terminami w pracy, dzieci mnie złoszczą, nie mam dla nich cierpliwości, wypiłem z kumplami kilka piw za dużo… Źle mi, trudno, ale On patrzy na mnie. I takiego mnie chce. Teraz.


Miejsca Adoracji Najświętszego Sakramentu we Wrocławiu:

- Kościół Opatrzności Bożej

ul. Nowodworska 64

Dni powszednie: 7.30 - 1800

Niedziele: 14.00 – 18.00

- Kościół św. Antoniego (oo. Paulini)

ul. św. Antoniego 30

Dni powszednie: 9.00 – 12.00 i 15.00 – 18.00 (podczas wakacji tylko 15.00 – 18.00)

- Kościół św. Wojciecha (oo. Dominikanie)

Plac Dominikański 2

Dni powszednie: 7.00 – 19.00 w kaplicy św. Józefa

- Kościół św. Maksymiliana Marii Kolbego

ul. Horbaczewskiego

Dni powszednie: 7.00 – 18.00

Niedziele: 13.30 – 16.00

- Kościół Ducha Świętego

ul. Bardzka

Dni powszednie (pn-pt): 8.00 – 18.00

Adoracja całonocna: w każdą I sobotę miesiąca

Adoracja w I-niedzielę miesiąca: po każdej Mszy Św. i od godz. 15.00 (po Mszy Św.) do godz. 17.00

- Kościół św. Augustyna (oo. kapucyni)

ul. Sudecka

Dni powszednie: 6.00 – 21.30 w kaplicy Adoracji

- Kościół św. Karola Boromeusza (oo. franciszkanie)

ul. Krucza

Dni powszednie (poniedziałek - piątek) 7.30 – 17.50 w Kaplicy Matki Bożej Łaskawej

- Katedra św. Jana Chrzciciela

Pl. Katedralny

Dni powszednie (poniedziałek-sobota) 8.30-13.00 i 15.00-18.00 w kaplicy Chirurgów

- Kościół św. Ignacego Loyoli (oo. Jezuici)

ul. W. Stysia

Czwartki: 18.30 – 21.00

- Kościół św. Elżbiety

ul. Grabiszyńska

Piątki: 17.00 – 18.30

- Kościół Opieki św. Józefa

ul. Ołbińska

Piątki: 15.00 – 18.00

- Kościół MB Bolesnej

ul. Tatarakowa

Środy: 9.30 – 21.30

Piątki: 18.30 – 20.00

- Kościół św. Jerzego Męczennika i Podwyższenia Krzyża Świętego

ul. Biegła

codziennie 1. etap - 7.30 - 9.00, 2. etap - 15.00 - 17.30

Adoracja dla mam z małymi dziećmi:

Fundacja Evangelium Vitae

ul. Rydygiera

Kaplica – bud B, p. I

W piątki po Mszy św. o godz. 9.00 do godz. 10.15

Jeśli chcesz uzupełnić lub poprawić listę, prosimy o kontakt.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zaufała Jezusowi. I zaczęły się dziać dziwne rzeczy

2019-02-18 14:21

- Chodzi o to, żeby się nie martwić, żeby się nie zamartwiać, żeby nie myśleć negatywnie, żeby nie myśleć, że się nie uda. Jak zaufaliśmy, to wierzymy, że wszystko będzie dobrze. Naprawdę wierzymy, że Pan Bóg działa, że się troszczy, że to należy do Niego - mówiła s. Glapka

- Jeśli oddajemy obawy, lęki, ufamy Mu całkowicie, to Pan Bóg przemienia nas całkowicie - dodawała

- Bóg działa w ten sposób, że po prostu stawia ludzi, organizuje pewne wydarzenia i trzeba z odwagą za tym pójść - podkreśliła s. Jolanta Glapka RSCJ

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem