Reklama

Polskość przetrwała dzięki rodzinie i Kościołowi

2018-11-07 08:41

Z Prezydentem RP Andrzejem Dudą rozmawiają Lidia Dudkiewicz – redaktor naczelna „Niedzieli” i red. Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 45/2018, str. 10-13

Gdy nasze państwo było rozszarpane, to Kościół był jedyną instytucją sieciową. Polskość przetrwała głównie dzięki silnej rodzinie i Kościołowi, który stał na straży niezmiennych wartości

„Niedziela”: – Z okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości wspominamy rok 1918 oraz wybitnych Ojców Niepodległości. Który z nich jest dla Pana Prezydenta inspiracją?

Prezydent RP Andrzej Duda: – Przyjęliśmy, że w poczet Ojców Niepodległości wpisujemy sześciu wielkich polityków. Przede wszystkim marszałka Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego, Ignacego J. Paderewskiego, Wincentego Witosa, Ignacego Daszyńskiego i Wojciecha Korfantego. Jako prezydent chcę ich traktować jednakowo, bo oni wnieśli bardzo wiele w proces odzyskania niepodległości, ale także w proces jej utrzymania. Musimy przecież pamiętać np. o wielkich zasługach Wincentego Witosa w 1920 r., kiedy stanął on na czele rządu, gdy Polska walczyła o przetrwanie w wojnie z bolszewikami. Osobiście przyznaję się, że byłem wychowany w specyficznym kulcie Józefa Piłsudskiego, bo byłem harcerzem w drużynie im. Legionistów 1914 r. Jednak szybko się zorientowałem, że II RP nie była monolitem i nie wszyscy wielbili Piłsudskiego.

– Kto nie zgadzał się z Piłsudskim?

– Pamiętam reakcję brata mojego dziadka, też górala. Gdy ja gloryfikowałem Piłsudskiego w jego obecności, on się bardzo denerwował. Wówczas dowiedziałem się, że brat dziadka wyrósł w nurcie ruchu ludowego Witosa, a Piłsudski był dla niego symbolem antybohatera. Chcę przypomnieć, że te ostre podziały w II RP zrodziły się później, gdy spierano się o politykę. Natomiast w okresie odzyskiwania niepodległości, w 1918 r., działali razem. Dlatego staram się pokazywać wszystkich wielkich polityków tamtego czasu, którzy mieli różne poglądy, ale łączyły ich Polska i sprawa jej niepodległości.

– W okresie II RP mamy jeden gigantyczny sukces narodowo-militarny w 1920 r., czyli Cud nad Wisłą, ale także polityczną tragedię przewrotu majowego w 1926 r. Czy możemy ten podział porównać do obecnej sytuacji w Polsce?

– Wydaje mi się, że tego nie da się porównać, bo to była zupełnie inna sytuacja, inne prądy ideologiczne i polityczne. Świat był nieporównywalnie bardziej brutalny od tego, w którym my się poruszamy. Wówczas przemoc polityczna i zamachy były jednym z narzędzi politycznych. Przecież strzelano do demonstrantów i mordowano polityków, a w Europie narastał autorytaryzm i rodziły się totalitaryzmy. Z jednej strony mieliśmy totalitaryzm sowiecki, z drugiej – rozkwit faszyzmu we Włoszech, a w Niemczech – zbrodniczy nazizm. Polska nie była samotną wyspą i te prądy polityczno-ideologiczne przenikały do nas. Przypomnę, że mieliśmy także zamachy polityczne, w których zginęli prezydent Gabriel Narutowicz i minister Bronisław Pieracki. Natomiast dziś zatrzymujemy się na poziomie dyskusji i słownych utarczek. Czasami ktoś kogoś obrazi, ale mimo wszystko temperatury politycznego sporu nie da się porównać.

Zobacz także: Prezydent Duda dla "Niedzieli"

– A społeczeństwo po zamachu majowym?

– Oczywiście, że był wówczas wielki podział i trzeba o tym pamiętać. Nasz system polityczny lat 20. XX wieku był bardzo niestabilny, a po zamachu majowym Polska stała się państwem autorytarnym. Bardzo skrzywdzono wielu wybitnych i zasłużonych polityków, m.in. Wincentego Witosa. Sytuacja po 1933 r. zaczęła się trochę poprawiać, ale nadal trudno mówić o tym okresie pozytywnie. Przykre jest, że dopiero niebezpieczeństwo wojny sprawiło, iż społeczeństwo zaczęło się jednoczyć. Niektórzy twierdzą, że to charakterystyczne dla Polaków, iż potrafią razem działać tylko wtedy, gdy dotknie ich jakaś tragedia.

– II Rzeczpospolita na starcie była w dużo trudniejszej sytuacji niż Polska po 1989 r. A przecież wtedy mieliśmy duże gospodarcze sukcesy...

– Powiedzmy otwarcie, że w II RP też mieliśmy wielkie problemy. Nie było tak, że po 1918 r. wszystko „na hura” pięknie się rozwijało, bo przecież nasz kraj był zrujnowany. Zniszczono prawie 2,5 tys. mostów i wiaduktów. Prawie cały przemysł legł w gruzach. Taki prawdziwy rozwój nastąpił dopiero w latach 30. ubiegłego wieku. Postępowała budowa portu w Gdyni, powstała koncepcja Centralnego Okręgu Przemysłowego, rozwijała się Dolina Lotnicza, którą dziś próbujemy odtworzyć. Dynamiczny rozwój II RP dawał nam wielkie nadzieje na przyszłość. I szkoda, że ten okres znów został brutalnie przerwany.

Artur Stelmasiak/Niedziela

– Jak na tle sukcesów gospodarczych II RP wygląda III RP?

– Niestety, odnoszę wrażenie, że lata 90. ubiegłego wieku były czasem, kiedy popełniono wiele błędów i zaniechań. W tym okresie upadały zakłady czy nawet całe branże lub były wyprzedawane za bezcen, ludzie tracili pracę, bezrobocie w skali kraju było kilkunastoprocentowe, w konsekwencji pojawiły się problemy społeczne. Na szczęście wydobyliśmy się z tej zapaści i teraz Polska rozwija się dynamicznie; mamy wysoki wzrost PKB, na poziomie ok. 5 proc. Trzeba tę naszą szansę wykorzystać, by gonić resztę Europy i zapewnić Polakom lepszy poziom życia. Po latach bezrobocia, stresów i dramatów rodzinnych przyszedł czas na inną, lepszą Polskę.

– W rozmowie o niepodległości trzeba również przypomnieć rolę Kościoła w scalaniu narodu rozdartego przez zaborców. Kościół był atakowany przez zaborców, przez nazistów i później przez komunistów. Czy również współczesne ataki na Kościół są działaniem wrogim wobec Polski?

– Jestem przekonany, że ataki na Kościół nie są przypadkowe. Przecież jak sięgniemy pamięcią do czasów zaborów, gdy nasze państwo było rozszarpane, to Kościół był jedyną instytucją sieciową. Polskość przetrwała głównie dzięki silnej rodzinie i Kościołowi, który stał na straży niezmiennych wartości. Mam nadzieję, że nikt nigdy nie waży się odebrać tej wielkiej zasługi, która jest po prostu historycznym faktem. Kościół zawsze stał po stronie narodu w czasach zaborów, podczas okupacji i także w czasach komunizmu. Musimy pamiętać, że uwięziono prymasa Polski – kard. Stefana Wyszyńskiego, a swoje niezwykłe bohaterstwo okazał abp Antoni Baraniak. Nasi oprawcy zawsze chcieli zdławić Kościół, bo była to jedyna silna instytucja broniąca praw i godności Narodu. Naszym wrogom nigdy się to nie udało i dzięki temu siła naszego Narodu również przetrwała.

– Siła Kościoła jest więc główną przyczyną ataków.

– Taka jest specyfika, że wszyscy ci, którzy krzywią się na słowa „Naród Polski”, krzywią się także na słowo „Kościół”.

– Kościół to wspólnota wiary, ale także nauczanie i wartości, o których Pan Prezydent często przypomina. W liście skierowanym niedawno do prawników z okazji ich pielgrzymki na Jasną Górę było poparcie Prezydenta RP dla wyeliminowania aborcji eugenicznej. Niemal od roku w Sejmie leży obywatelski projekt #ZatrzymajAborcję, który ma poparcie KEP oraz prawie miliona Polaków. PiS przez wiele lat popierał tego typu inicjatywy, a teraz blokuje. Co się zmieniło?

– Proszę zapytać o to w Sejmie... Ja mogę powiedzieć tyle, że swoje zdanie w tej kwestii podtrzymuję i na pewno podpiszę ustawę zakazującą aborcji eugenicznej, gdy tylko Sejm ją przegłosuje i trafi ona na moje biurko. Zresztą w liście do prawników pielgrzymujących na Jasną Górę nie pierwszy raz wyraziłem swoje poparcie dla ochrony życia. Wcześniej wielokrotnie mówiłem o tym w wywiadach, gdy tylko mnie o tę kwestię pytano.

– W tym liście Pan Prezydent jednoznacznie wskazał, że aborcja eugeniczna ma odniesienie do nazistowskich zbrodni. Teraz, w XXI wieku, powinniśmy opowiedzieć się za nienaruszalnością prawa do życia.

– Cóż... Tak uważam.

– Niedawno mieliśmy też pierwszą rocznicę złożenia do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o stwierdzenie niekonstytucyjności aborcji eugenicznej. Do tej pory nic się w tej kwestii nie wydarzyło. Podobny wniosek w 1997 r. TK rozpatrzył już po 5 miesiącach. Czy Pan Prezydent jako strażnik konstytucji może w tej sprawie coś zrobić?

– Proszę zapytać w Trybunale Konstytucyjnym, bo na etapie, gdy jakieś przepisy są już zaskarżone, prezydent traci wpływ na dalszy bieg sprawy. To są decyzje podejmowane w TK, który jest instytucją niezależną. Ja jednak myślę, że Trybunał pracuje nad tą sprawą.

– Wielkim obrońcą życia i rodziny był św. Jan Paweł II, który wkroczył w historię i zmienił polityczną mapę świata, a przede wszystkim Europy. Ale Papież pragnął, by Europa czerpała z chrześcijańskich wartości. Jak ten testament dziś można zrealizować?

– Dobrze, że nasz św. Jan Paweł II został wybrany już w takim czasie, gdy środki masowego przekazu były na świecie bardzo mocno rozpowszechnione. Zapisy jego słów, nauczanie są łatwo dostępne i dzięki temu bardzo trudno jego myśli zafałszować. Ojciec Święty Jan Paweł II mówił nam, kim powinniśmy być i co powinno być dla nas ważne, jaki mamy mieć system wartości. Gdy wydawało się, że komunizm nigdy nie zniknie, on wzywał Ducha Świętego, by odnowił oblicze naszej ziemi... i tak się stało. Ja szczególnie wspominam jego słowa do młodzieży na Westerplatte. Od tamtej chwili każdy z nas ma swoje Westerplatte i swoje zadania, które powinien w swoim życiu realizować. Często przypominam też słowa Papieża z okresu, gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej. Mówił nam, byśmy wnieśli do wspólnoty swoje chrześcijańskie wartości, którymi Polacy żyją już od 1052 lat.

– Czy obrona chrześcijańskich wartości w Europie to takie Westerplatte Pana Prezydenta?

– Na każdym kroku, gdy dyskutujemy o kryzysie i przyszłości UE, staram się przypominać o chrześcijańskich wartościach, które określiły Europę. Przypominam, że ojcowie założyciele wspólnot europejskich: Alcide de Gasperi i Robert Schuman są dziś kandydatami na ołtarze. Odcinając się od chrześcijaństwa, niszczymy dziedzictwo tych ludzi, którzy byli twórcami wspólnoty europejskiej.

– Jan Paweł II mówił, że niepodległość jest nam dana, ale także zadana. Obecnie z Brukseli narzucana jest nam obca ideologia, ale też są silne polityczne naciski. Czy nie jest to nowa forma wymuszenia naszej podległości?

– To jest zwarcie typowo ideologiczne. Środowiska polityczne, które dziś władają Brukselą i wieloma państwami europejskimi, mają zupełnie inną niż my wizję państwa oraz tego, co powinno być ważne dla społeczeństwa i jaki powinien być system wartości. Dlatego dochodzi do sporu. Skoro Polacy wybrali mnie na prezydenta, a Prawu i Sprawiedliwości dali większość w parlamencie, to znaczy, że oczekują, byśmy nasze polskie wartości twardo reprezentowali we wspólnocie europejskiej.

– Wiele punktów z programu Pana Prezydenta i PiS zostało już zrealizowanych, np. wsparcie dla rodzin czy obniżenie wieku emerytalnego. A co dalej z reformą sądownictwa?

– Rzeczywiście, te elementy, które z punktu widzenia społecznego miały znaczenie fundamentalne, zostały zrealizowane skutecznie i w istotnym stopniu zabezpieczone. Musi w Polsce wrócić też poczucie elementarnej sprawiedliwości, a to wymaga naprawy wymiaru sprawiedliwości. Ta reforma idzie nam z trudem, bo jak widać całe środowisko w swojej poprzedniej postaci trzyma się mocno. Idzie nam trudno, bo to są „elity”, które mają swoje oparcie w niektórych gremiach w Brukseli, potrafią opowiadać nieprawdziwe rzeczy na temat Polski. Dlatego reformę trzeba będzie realizować spokojnie, ale konsekwentnie. Należy również wyplenić z wymiaru sprawiedliwości zwykłe patologie, o których wszyscy doskonale wiedzą. Mam nadzieję, że powstanie nowych Izb w Sądzie Najwyższym: Izby Dyscyplinarnej oraz Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych przywróci wiarę w sprawiedliwość polskiego państwa.

– Pan Prezydent jest także Zwierzchnikiem Polskich Sił Zbrojnych. Jak dziś wygląda nasze bezpieczeństwo?

– W ostatnich latach udało się zrobić bardzo dużo, by w znaczącym stopniu wzmocnić nasze bezpieczeństwo. Po pierwsze, zwiększyliśmy wydatki na obronność i ustaliliśmy, że do 2030 r. będą one wynosić 2,5 proc. PKB. Drugim ważnym wydarzeniem był szczyt NATO w 2016 r., na którym udało się ciężką pracą dyplomatyczną skłonić naszych sojuszników, aby zdecydowali się wysunąć na Wschód obecność wojsk sojuszu. Efektem tych zabiegów są wojska NATO na czele z żołnierzami Stanów Zjednoczonych w Polsce, na Litwie, Łotwie, w Estonii i Rumunii. Kończymy również budowę amerykańskiej bazy w Redzikowie, która jest częścią wielkiego systemu tarczy antyrakietowej.

– Kiedy zacznie się budowa słynnego Fort Trump?

– Planowaną bazę wojsk amerykańskich roboczo nazwałem Fort Trump, co w USA bardzo się spodobało. Obecnie ustalane są szczegóły między Białym Domem, Pentagonem i Kongresem. Ostatecznej decyzji spodziewamy się wiosną 2019 r. i mam nadzieję, że kolejny cel zwiększenia bezpieczeństwa Polski zakończy się sukcesem. Ale chciałbym przypomnieć o jeszcze jednej ważnej decyzji, czyli powołaniu Wojsk Obrony Terytorialnej. Rozmawiałem na ten temat na poligonie i mam niezwykle pozytywną ocenę tych naszych nowych żołnierzy. W większości są to ludzie wykształceni, pracujący w bardzo ciekawych zawodach, a swoje unikalne umiejętności oferują Wojsku Polskiemu. Przyszli z pobudek czysto patriotycznych i mają wysokie morale, a to w wojsku jest bardzo ważne. Mam nadzieję, że ta formacja nadal będzie się rozwijać i stanie się trwałym elementem bezpieczeństwa naszego państwa.

– Znów odniesiemy się do historii. Czy dziś jesteśmy bezpieczniejsi niż w latach 30. ubiegłego wieku? Wówczas mieliśmy przecież jedną z największych armii w Europie oraz gwarancje Francji i Wielkiej Brytanii.

– Obecnie nasza sytuacja wygląda inaczej, bo oprócz gwarancji na papierze mamy swoich sojuszników fizycznie obecnych w Polsce. Wojska NATO i przede wszystkich Stanów Zjednoczonych, największej potęgi militarnej na świecie, są w naszym kraju – czyli nie jest tak, że kiedy trzeba nam pomóc, to być może przyjdą... W 1939 r. wojsk sojuszniczych u nas nie było i nikt nam nie pomógł. Przypuszczam, że gdyby Francuzi i Anglicy podeszli poważnie do swoich zobowiązań i zaatakowali hitlerowskie Niemcy, to historia II wojny światowej wyglądałaby inaczej. Według analiz historyków, Niemcy nie byli wystarczająco przygotowani na taki atak. Podobnie Polska nie wytrzymała ataku jednocześnie ze strony niemieckiej 1 września i sowieckiej – 17 września 1939 r.

– Gdyby sojusznicy zaatakowali, to może Stalin też inaczej by się zachował.

– Jest to możliwe... Gdyby ta odwaga i determinacja były we Francuzach i Anglikach, to działania wojenne mogłyby się potoczyć zupełnie inaczej. A tak – Hitler napadł na Francję, a później Wielka Brytania także przeżywała bardzo ciężkie chwile. Ale jeszcze raz uspokajam. Dziś sytuacja jest zupełnie inna, bo sojusznicze wojska amerykańskie są w Polsce.

– W gruncie rzeczy to zasługa Pana Prezydenta i obecnej władzy. Przez wiele lat obecność Amerykanów nad Wisłą była tylko politycznym marzeniem.

– Te starania rozpocząłem jeszcze jako prezydent elekt. Gdy w czerwcu 2015 r. pierwszy raz rozmawiałem z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem, powiedziałem mu, że chciałbym, aby bazy NATO były w Polsce. Wówczas Stoltenberg przestraszył się naszego żądania i powiedział, że nikt nie będzie chciał się zgodzić. Zacząłem więc jeździć od kraju do kraju i twardo negocjować. Zgodzili się i dziś mamy wojska sojusznicze w Polsce.

– Obchodzimy 100. rocznicę odzyskania niepodległości, a Pan Prezydent jest najwyższym przedstawicielem RP. Które z dotychczasowych przemówień głowy państwa mogłoby być przesłaniem dla młodego pokolenia?

– Tak można potraktować przemówienie, które wygłosiłem podczas Zgromadzenia Narodowego w Poznaniu z okazji 1050. rocznicy Chrztu Polski. To było sięgnięcie do historycznych korzeni i wartości, na których nasza państwowość jest uformowana. Chrześcijaństwo stanowi także fundament dla Europy, o czym trzeba nieustannie przypominać. Przecież cała nasza europejska kultura, a także zamożność to efekty dobrego realizowania społecznej gospodarki rynkowej, która jest oparta na personalizmie chrześcijańskim. Kolejną wskazówką dla młodych mogą być słowa z mojego przemówienia na pogrzebie „Inki” i „Zagończyka”. Tłumaczyłem, dlaczego ta młoda dziewczyna kazała powiadomić swoją babcię, że „zachowała się jak trzeba”. Nie mówiła, żeby się babcia nie martwiła, że wszystko będzie dobrze itd. „Inkę” tak wychowano, by wiedziała, że dla babci najważniejsze było to, żeby cała rodzina zachowała honor, godność i nie zdradziła Ojczyzny. Niech młodzi popatrzą na to, co było wartością w najtrudniejszych czasach. Odpowiedzą sobie wtedy na pytanie: Dlaczego ta sponiewierana „Inka” dziś jest wielką bohaterką wolnej Polski?

– Jako minister w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego obserwował Pan, jak śp. Prezydent Kaczyński był atakowany przez media i polityków. Czy teraz, gdy są ataki na Prezydenta Andrzeja Dudę, nie ma Pan poczucia, że historia się powtarza?

– Idąc do wyboru z takim, a nie innym programem, wiedziałem, że spora część mediów i polityków nie będzie mnie głaskała po głowie. Wiedziałem, że wiele instytucji w naszym państwie wymaga zmian i reformy, a to nie będzie się wszystkim podobać. Spodziewałem się więc ataków ze strony opozycyjnych polityków i niektórych mediów. Ale myślę, że śp. Lech Kaczyński był bardziej atakowany niż ja i ataki na niego były bardziej bezpardonowe. Dziś jest też więcej mediów, które sprzyjają budowaniu silnego państwa. Są dziennikarze, którzy patrzą obiektywnie na rzeczywistość i pokazują również dobre zmiany w naszym kraju, a przecież tych jest bardzo dużo. Gdyby polska polityka nie była skutecznie realizowana, a nasze interesy twardo negocjowane, to pewnie by mnie zostawili w spokoju, bo słabych się nie atakuje.

– Na koniec osobiste pytanie. Służba Prezydenta dla Ojczyzny to ciężkie i bardzo odpowiedzialne zadanie. Skąd Pan Prezydent czerpie duchowe siły?

– Jestem człowiekiem wierzącym i dla mnie bardzo ważne jest zawierzenie swoich spraw Opatrzności Bożej. Dla mnie wzorem jest nasz Ojciec Święty, który musiał podejmować różne bardzo trudne decyzje. Ludzie dziś zapominają, jak był brutalnie atakowany od początku swojego pontyfikatu. Gdy zapytano go o to, jak sobie z tym radzi, podobno odpowiedział: – Ja się modlę i się nie przejmuję.

– Dziękujemy za rozmowę.

Tagi:
wywiad Niepodległość niepodległość Duda Andrzej 100‑lecie niepodległości

Reklama

Podlaskie ścieżki do niepodległości

2019-01-23 11:50

Dariusz Łuczak
Edycja podlaska 4/2019, str. VI

Krzysztof Łuczak
Rodzina Juliana Kupcewicza przy pomniku w Narwi, 11 listopada 2018 r.

Minęła 100. rocznica odzyskania przez Państwo Polskie niepodległości. Centralne, a także często regionalne obchody tego święta skupiły naszą uwagę na znanych postaciach czy też miejscach bitew. Przy tej okazji, w wielu miejscach odsłoniono okolicznościowe tablice oddające hołd bohaterom. Polskie, w tym podlaskie drogi do niepodległości, mają także swoich bohaterów zapomnianych do tego czasu – zwykłych żołnierzy czy też urzędników sprawujących lokalnie władzę w imieniu Państwa Polskiego. Wszyscy oni oddali życie bądź zdrowie za Niepodległą. W czasach komuny zacierano lub fałszowano ich życiorysy. Historię kilku z nich przedstawiam poniżej.

Starszy strzelec Julian Kupcewicz

St. strzelec Julian Kupcewicz, syn Jana i Antoniny z Żardeckich, urodził się w 1898 r. na Wileńszczyźnie. Mając 17 lat wstąpił do carskiego wojska. Po zakończeniu I wojny zasilił szeregi powołanego 20 grudnia 1918 r. 85. Pułku Strzelców Wileńskich. Jego pułk walczył w czasie wojny z bolszewikami w latach 1919-20, wchodząc w skład 1. Dywizji Litewsko-Białoruskiej. Po 20 lipca 1920 r. pułk toczył bardzo ciężkie boje z bolszewikami nad Niemnem i Szczarą. W okolicach miejscowości Roś Julian Kupcewicz został ciężko ranny. Idąc w kierunku Warszawy, 25 lipca pułk dotarł w okolice miasta Narew. W wyniku odniesionych ran tam właśnie zmarł nasz bohater. Następnego dnia został pochowany przy narewskiej świątyni.

W okresie międzywojennym jego grób stał się miejscem okolicznościowych, patriotycznych spotkań. Po II wojnie na grobie Juliana Kupcewicza pojawiła się betonowa tablica ze zmienionymi danymi poległego. Była to próba zatarcia prawdy o pochowanym tu polskim żołnierzu, który stracił życie w obronie ojczyzny w 1920 r.

W 2018 r. dzięki staraniom narewskiego proboszcza ks. prał. Zbigniewa Niemyjskiego i piszącego historię parafii Narew ks. prał. Zbigniewa Rostkowskiego przywrócono pamięć i prawdę o st. strzelcu Julianie Kupcewiczu. Białostocki oddział IPN sfinansował budowę pomnika wojennego. 15 sierpnia 2018 r. odbyła się uroczystość jego odsłonięcia i poświęcenia.

Na uroczystość 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości 11 listopada 2018 r. przyjechała z Wilna do Narwi jedenastoosobowa rodzina Juliana Kupcewicza. Do tego czasu byli przekonani, że ich kuzyn zginął w okresie I wojny światowej i został pochowany w anonimowej mogile. Rodzinę bohatera odnalazł na Litwie prof. Sławomir Presnarowicz.

Kapral Kazimierz Jarosławski

Kpr. Kazimierz Jarosławski urodził się w 1903 r. we wsi Borsuki k. Zabłudowa. W końcu 1918 r. wstąpił do 77. Pułku Piechoty – Kowieńskiego Pułku Strzelców. W czasie wojny polsko-bolszewickiej Kowieński Pułk Strzelców brał udział w najcięższych walkach, poniósł bardzo duże straty. Zdobywał m.in. Łomżę i Stawiski. W trakcie działań wojennych w 1920 r. kpr. Kazimierz Jarosławski został ranny. W czerwcu 1921 r. przeniesiono go do 78. Pułku Piechoty – Pułku Strzelców Słuckich, gdzie służył do grudnia 1921 r. Był inwalidą wojennym. Za zasługi otrzymał koncesję na prowadzenie sklepu w Narwi. Dziś spoczywa wraz z żoną Marią na rzymskokatolickim cmentarzu w Narwi.

Dzięki staraniom obecnego narewskiego proboszcza oraz finansowemu wsparciu białostockiego oddziału IPN w grudniu 2018 r. został postawiony pomnik Kazimierza i Marii Jarosławskich. Jego wykonawcą, podobnie jak w przypadku st. strzelca Juliana Kupcewicza, jest Adam Korobkiewicz z Narwi.

Jan Mackiewicz

Jan Mackiewicz, Polak, katolik, w okresie I wojny światowej był sołtysem wsi Masiewo. W tamtym czasie miejscowość ta była wielonarodowa, jak wszystkie osady na terenie Puszczy Białowieskiej. Historia tych terenów była kształtowana specyficznym, wymieszanym kulturowym i religijnym pochodzeniem, ale też stosunkiem mieszkańców do Państwa Polskiego.

Jan Mackiewicz w czasie wojny polsko-bolszewickiej 8 sierpnia 1920 r. stracił życie w sposób okrutny. Sowieci ścięli mu głowę szablą. Nocą został pochowany przez rodzinę, bez obecności księdza, na pobliskim cmentarzu ewangelickim. Powodem jego tragicznej śmierci było zapewne rzetelne wykonywanie obowiązków sołtysa, przez co mógł narazić się niektórym mieszkańcom. W zemście donieśli na niego kozakom zdążającym na Warszawę.

W okresie międzywojennym córka Marta postawiła pomnik nagrobny. Do dziś widnieje na nim sugestywna inskrypcja: „Ś.†P. Jan Mackiewicz Masiewo I został zamordowany przez sowietów za dobrą wiarę ojczyźnie 8 sierpnia 1920 r. żył lat 54 prosi o Zdrowaś Maria”. Z obawy przed represjami, fragmenty inskrypcji (napisane kursywą) zostały skute przez wykonawcę pomnika po napaści wojsk radzieckich w 1939 r. Po wojnie, z inicjatywy wspomnianej córki, inskrypcja została odtworzona na drugiej stronie pomnika.

Cząstka historii

Opisane trzy życiorysy, to tylko cząstka odtworzonej w ostatnim czasie prawdy o podlaskich ścieżkach do niepodległości. Jest zapewne wiele innych, do tej pory nieznanych, porastających trawą na małych wiejskich cmentarzach. Warto zadbać o lokalne pomniki, które kształtują naszą świadomość i utrwalają historię. Na takim fundamencie można budować patriotyzm młodych pokoleń.

Minęła 156. rocznica wybuchu powstania styczniowego. W tym momencie warto przypomnieć, że na cmentarzu rzymskokatolickim w Hajnówce pochowany jest w rodzinnym grobowcu Izydor Kuźmicz (1840 – 1933).

W czasie powstania walczył pod dowództwem Walerego Wróblewskiego, m.in. na terenie Puszczy Białowieskiej. Po upadku powstania był więziony w Nowogródku.

22 stycznia 1933 r. jako jeden z kilkudziesięciu weteranów powstania został zaproszony na spotkanie w Belwederze przez marszałka Józefa Piłsudskiego.

Na cmentarzu parafialnym w Czeremsze jest pochowana Aleksandra Kamieńska, uczestniczka powstania styczniowego. Żyła 90 lat. Zmarła 15 listopada 1939 r.

Przy szkole podstawowej w Orzeszkowie k. Hajnówki znajduje się zbiorowa mogiła powstańców poległych w 1863.

Warto zapalić znicze na tych grobach. Ich życiorysy to także nasze drogi do niepodległości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

75. rocznica śmierci sług Bożych Rodziny Ulmów

2019-03-24 09:24

pab / Markowa (KAI)

W niedzielę 24 marca przypada 75. rocznica śmierci Sług Bożych Rodziny Ulmów, zamordowanych za ukrywanie żydów w czasie II wojny światowej. Główne uroczystości odbędą się dzisiaj w Markowej na Podkarpaciu, gdzie mieszkali i zginęli Ulmowie.

Muzeum w Markowej
Wiktoria i Józef Ulmowie oraz ich dzieci zostali zamordowani 24 marca 1944 r. za pomoc Żydom

Wydarzenie rozpocznie się o 10.30 modlitwą nad grobem Rodziny Ulmów na cmentarzu parafialnym w Markowej. O 11.00 w miejscowym kościele rozpocznie się Msza św., której przewodniczyć będzie metropolita częstochowski abp Wacław Depo. Obecny będzie także metropolita przemyski abp Adam Szal.

Po Mszy dalsza część uroczystości odbywać się będzie na terenie Muzeum Polaków Ratujących Żydów. Najpierw w Sadzie Pamięci nastąpi złożenie hołdu Polakom ratującym żydów, a następnie wręczenie odznaczeń państwowych nadanych przez Prezydenta RP. Zaplanowano także odsłonięcie tabliczek Polaków Ratujących Żydów na Podkarpaciu.

Dopełnieniem obchodów będzie spektakl „Sprawiedliwi. Historia Rodziny Ulmów” w wykonaniu aktorów Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie. Rozpoczęcie o 17.00 w budynku OSP.

Józef Ulma urodził się 2 marca 1900 r. w Markowej. Ukończył miejscową szkołę powszechną, a następnie kurs rolniczy w Pilźnie. Zajmował się ogrodnictwem, pszczelarstwem, hodowlą jedwabników oraz introligatorstwem. Jego największą pasją była jednak fotografia. Wykonał tysiące zdjęć ilustrujących życie mieszkańców Markowej, w tym wesela, chrzciny, przedstawienia teatralne.

Wiktoria Ulma z domu Niemczak urodziła się 10 grudnia 1912 r. w Markowej. Po ukończeniu miejscowej szkoły powszechnej uczęszczała na kursy organizowane przez Uniwersytet Ludowy w Gaci. Występowała ponadto w działającym w Markowej amatorskim zespole teatralnym.

Józef i Wiktoria pobrali się w 1935 r. Przez dziewięć lat małżeństwa na świat przyszło sześcioro ich dzieci: Stanisława (ur. 1936), Barbara (ur. 1937), Władysław (ur. 1938), Franciszek (ur. 1940), Antoni (ur. 1941) i Maria (ur. 1942).

Podczas okupacji niemieckiej, zapewne pod koniec 1942 r., mimo biedy i zagrożenia życia Ulmowie dali schronienie ośmiorgu Żydom o nazwiskach: Goldman i Szall.

Rankiem 24 marca 1944 r. przed dom Ulmów przybyło pięciu niemieckich żandarmów oraz kilku granatowych policjantów. Dowodził nimi por. Eilert Dieken. Najpierw zamordowano Żydów, potem Józefa i Wiktorię (będącą w siódmym miesiącu ciąży). Następnie Dieken podjął decyzję o zabiciu dzieci. W kilka minut życie straciło siedemnaście osób - w tym dziecko, które Wiktoria zaczęła rodzić w chwili egzekucji. Ulmowie pochowani zostali na cmentarzu w Markowej, zaś Żydzi, którzy zginęli obok nich, spoczywają na cmentarzu w Jagielle (miejscu pochówku 41 innych ofiar Holokaustu z Markowej).

W 1995 r. Wiktoria i Józef Ulmowie zostali uhonorowani pośmiertnie tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. W 2003 r. w diecezji przemyskiej rozpoczął się ich proces beatyfikacyjny. W 2004 r. odsłonięto w Markowej pomnik poświęcony rodzinie Ulmów. W 2010 r. prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył ich Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

17 marca 2016 r. z udziałem prezydenta RP Andrzeja Dudy oraz przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp. Stanisława Gądeckiego w Markowej na Podkarpaciu otwarto Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów. Do tej pory odwiedziło je 110 tys. osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W rękach Matki Bożej

2019-03-25 06:50

Katarzyna Krawcewicz

Około 1000 osób z naszej diecezji wzięło udział 24 marca w Pielgrzymce Maturzystów na Jasną Górę. Wspólnie z młodzieżą modlił się bp Stefan Regmunt.

ks. Marcin Bobowicz
Blok modlitewno-konferencyjny jest stałym punktem pielgrzymki maturzystów
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem