Reklama

Józef Piłsudski

2018-11-07 08:41

Grzegorz Gadacz
Niedziela Ogólnopolska 45/2018, str. 20

Zespół: Instytut Józefa Piłsudskiego
Józef Piłsudski (1867 – 1935)

Działacz społeczny i niepodległościowy, żołnierz, polityk, Naczelnik Państwa, pierwszy marszałek Polski, dwukrotny premier

Urodził się w Zułowie na Wileńszczyźnie w zubożałej rodzinie ziemiańskiej, w której pielęgnowano polskie tradycje narodowe. Na studiach medycznych w Charkowie związał się z socjalistyczno-rewolucyjnym ruchem „Narodnaja Wola”.

W 1887 r. Piłsudski został aresztowany pod zarzutem udziału w spisku zmierzającym do obalenia cara Aleksandra II i zesłany na pięć lat na Syberię. Po powrocie działał w litewskim oddziale Polskiej Partii Socjalistycznej, szybko stał się jednym z liderów. Wkrótce został redaktorem naczelnym „Robotnika” – organu prasowego PPS. Był wyjątkowo zdolnym organizatorem i publicystą, przy czym nie interesowały go kwestie doktrynalne. Opowiadał się za łączeniem haseł socjalistycznych z postulatem niepodległości Polski i przyciągnięcia do tej idei szerokich rzesz robotników.

Ponownie aresztowany zdołał uciec i zaangażował się w przygotowywanie planów powstania niepodległościowego. Z jego inicjatywy w 1908 r. powstał konspiracyjny Związek Walki Czynnej, który miał być zalążkiem późniejszej armii polskiej. Sam Piłsudski stanął jako komendant na czele jawnego Związku Strzeleckiego.

Reklama

Za śmiertelnego wroga Polski uważał Rosję. Związał się więc z jej przeciwnikami – Niemcami i Austro-Węgrami. Po wybuchu I wojny światowej w sierpniu 1914 r. powstały Legiony Polskie. Piłsudski brał udział w ich tworzeniu i dowodził jedną z trzech brygad legionowych. Mimo że Legiony były skromną formacją wchodzącą w skład wojsk austriackich, odegrały ogromną rolę dla sprawy polskiej. Przez ich szeregi przeszło w latach 1914-17 kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy, nabywając doświadczenia bojowego i stając się zaczynem armii, której młode polskie państwo najbardziej po swoim powstaniu potrzebowało.

Po obaleniu caratu w Rosji, w 1917 r. Piłsudski zmienił strategię. Po odmowie złożenia przysięgi na wierność cesarzowi Niemiec został aresztowany i osadzony w Magdeburgu. Już jako zwycięski dowódca polskich oddziałów cieszył się dużą popularnością. Osadzenie go w więzieniu, uznawane za niesprawiedliwe, tylko ją zwiększyło.

Po klęsce Niemiec, 11 listopada 1918 r., zwolniony z więzienia, udał się do Warszawy, gdzie otrzymał naczelne dowództwo nad polskimi wojskami oraz, jako Naczelnik Państwa, misję utworzenia rządu narodowego. Zdawał sobie sprawę z konieczności zjednoczenia głównych sił politycznych i wbrew swojemu środowisku szukał porozumienia z Narodową Demokracją.

Piłsudski marzył o wielkim państwie federacyjnym, nawiązującym do tradycji Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W jego skład miałyby wejść, oprócz Polski: Litwa, Łotwa, Ukraina i Białoruś. Sąsiedzi jednak nie byli zainteresowani tworzeniem unii z Polską, a walki z nimi o granice uniemożliwiły takie porozumienie w przyszłości.

Od roku 1919 prowadził wojnę z bolszewicką Rosją. Punktem kulminacyjnym zmagań była Bitwa Warszawska w sierpniu 1920 r., w czasie której Piłsudski dowiódł swoich talentów wojskowych.

W maju 1926 r., uznając, że dotychczasowy układ polityczny szkodzi Polsce, zdecydował się na dokonanie zbrojnego przewrotu. Ogromne poparcie społeczne pozwoliło mu przez wiele lat sprawować rządy autorytarne w kraju.

Józef Piłsudski zmarł 12 maja 1935 r. Jego pogrzeb stał się ogromną manifestacją narodową. Ciało Naczelnika zostało pochowane na Wawelu, a serce zostało umieszczone w grobie jego matki na cmentarzu Na Rossie w Wilnie.

Tagi:
historia Piłsudski Józef Józef Piłsudski 100‑lecie niepodległości

Reklama

Bez Piłsudskiego ani rusz

2018-10-24 10:55

Witold Dudziński
Edycja warszawska 43/2018, str. VII

Ogłoszoną przez Radę Regencyjną deklarację niepodległości dziś oceniamy wysoko, jako pierwszy akt władzy polskiej proklamujący odbudowę państwowości. Wtedy przeszła bez większego echa

Archiwum
Józef Piłsudski w więzieniu w Magdeburgu

Choć deklaracja z 7 października 1918 r. – w której po raz pierwszy Rada zdystansowała się wobec państw centralnych, mówiła o utworzeniu państwa polskiego, obejmującego wszystkie ziemie polskie, z dostępem do morza, z polityczną i gospodarczą niezawisłością – przeszła bez większego echa, jako wydana przez gremium niepopularne, zależne od zaborców. Dopiero dziś z dystansu – oceniamy ją lepiej – jak się potem okazało rozpoczynała serię zdarzeń, miała realne znaczenie polityczne.

Tak, jak lepiej oceniamy dziś samych regentów: abp. warszawskiego Aleksandra Kakowskiego, hrabiego Józefa Ostrowskiego i jej najważniejszą postać – księcia Zdzisława Lubomirskiego. Mieli ograniczone kompetencje, musieli skoncentrować się na administracji i szkolnictwie. Ale w ciągu roku zorganizowano system administracji, sądownictwo, kursy dla urzędników państwowych. Po raz pierwszy od lat zaczęto formować polski system organizacji władzy i szkolnictwa. W październiku regenci podjęli ważne dla rozwoju wydarzeń kroki. Dzięki nim wielu historyków uważa, że październik 1918 r. w kalendarzu wybijania się Polski na niepodległość należy do Rady.

Regenci z animuszem

Po niemieckich klęskach na froncie zachodnim i włoskim, Rada, uniesiona falą gwałtownego rozwoju wydarzeń, zaczęła uniezależniać się od kurateli niemieckich i austriackich okupantów, podejmować decyzje dające podstawę pod władzę Polski niepodległej. W regentów wstępował – jak oceniał po latach historyk II Rzeczypospolitej Olgierd Terlecki – niezwykły animusz.

Deklaracja, w której regenci odcinali się od Niemców, zapowiadała – poza wszystkim – stworzenie „rządu najszerszych warstw narodu i kierunków politycznych”, a następnie zwołanie sejmu, który miał zadecydować o kształcie władz, którym regenci mieli zrzec się sprawowanej władzy.

Kilka dni po „deklaracji”, 12 października regenci wydali dekret o przejęciu zwierzchnictwa nad wojskiem polskim. Zapowiedziano formowanie wojska na zasadzie powszechnego poboru, podjęto przygotowanie do organizowania pułków piechoty i kawalerii. Od tego dekretu zaczęło się tworzenie wojska na ziemiach polskich, które nie zależało już od okupantów. Przysięgało na wierność polskim władzom. Miały one przygotować powstanie rządu wolnej Polski, który wobec rozmaitych orientacji politycznych – trudno było stworzyć.

Nic bez Piłsudskiego

Regenci poprosili o stworzenie rządu Jana Kucharzewskiego, wcześniej premiera pierwszego gabinetu Rady. Ale wobec oporu endeków i socjalistów, szybko zrezygnował z misji. Podjął ją Józef Świeżyński, ziemianin i endek. Jego gabinet, jako pierwszy, nie miał akceptacji okupantów, a składał się z reprezentantów różnych nurtów politycznych. Jego główną rolą miało być przygotowanie rządu, który miał zapewnić szersze porozumienie polskich sił politycznych.

Nie można było tego osiągnąć – o tym wiedzieli wszyscy – bez udziału Józefa Piłsudskiego, przebywającego w więzieniu w Magdeburgu. Doskonale wiedział to regent Lubomirski, będący postacią dominującą w Radzie. Mimo uprzedzeń, jakie mógł mieć arystokrata wobec socjalisty, rozumiał, że trzeba porozumieć się ze środowiskiem politycznym Piłsudskiego, który był bardzo popularny w dużej części społeczeństwa.

Było prawie pewne, że bez autorytetu i charyzmy późniejszego Naczelnika, bez wsłuchanych w niego środowisk lewicy, PPS, części ludowców i inteligencji miejskiej, nie da się stworzyć władzy, która będzie mogła przejąć realne rządy w niepodległej Polsce.

Powstaje wojsko

Nic dziwnego, że jednym z zadań postawionych przed nowym premierem Józefem Świeżyńskim było uzyskanie zwolnienia z więzienia kandydata na wodza armii – Józefa Piłsudskiego. Mimo wielu prób to się nie udało. Nie udało się też przekonać socjalistów do wejścia do rządu. Oni mieli już swoje plany, co pokazało potem powołanie w Lublinie rządu Ignacego Daszyńskiego.

Choć Rada Regencyjna powołała gen. Tadeusza Rozwadowskiego na szefa Sztabu Generalnego WP oficjalnie 28 października 1918 r., po tym, gdy urząd naczelnego wodza Polskiej Siły Zbrojnej złożył niemiecki generał-gubernator warszawski Hans Hartwig von Beseler.

Wcześniej gen. Rozwadowski był wodzem nieoficjalnie, jako doradca Rady. W końcu października przystąpił do organizacji sztabu, centralnych instytucji wojskowych oraz nowych oddziałów wojska, w tym marynarki wojennej, straży granicznej i kawalerii. Powstawało wojsko Niepodległej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Upomnienie Chrystusa...

2019-03-20 09:25

Abp Wacław Depo
Niedziela Ogólnopolska 12/2019, str. 33

Kościół parafialny w Oleszycach – mal. Eugeniusz Mucha (XX wiek)

Słyszymy dzisiaj słowa Chrystusa: „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie”. To ostrzeżenie jest zaadresowane do nas, abyśmy uczyli się rozpoznawać znaki czasu w wydarzeniach codziennego życia. Tu nie chodzi o lęk przed śmiercią, lecz o zawierzenie Bogu bogatemu w miłosierdzie. Jak powiedział papież Franciszek – trzeba odczuć dotyk czułości Ojca i mieć odwagę powiedzieć: zgrzeszyłem przeciwko Tobie...

Św. Paweł przestrzega, że wydarzenia opisane w Biblii nie są reliktami przeszłości. One nie stanowią muzeum religioznawczego, ale mają nam posłużyć jako przykład. Żebyśmy nie wstydzili się wobec innych narodów, na podobieństwo pytania, które Jan Paweł II skierował do Francuzów: „Francjo, czy jesteś wierna, dla dobra człowieka, przymierzu z Odwieczną Mądrością?”.

Postawmy pytania: Czy nasza wierność owocuje miłością wobec Boga? Czy okazujemy się za przykładem Izraelitów „ludem szemrzącym” i tęskniącym za wolnością poza Bogiem? Otrzymawszy więcej łask, wysłużonych przez Chrystusa, wspólnota Kościoła pielgrzymującego musi być czujna, aby nie zejść na manowce samozabezpieczenia przez różne programy.

Kolejne biblijne ostrzeżenie: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł”. Nie dajmy się oszukać, myśląc, że wszystko mamy zagwarantowane i że będzie dobrze. Czujność i otwartość na łaskę, której Bóg udziela, oraz gotowość do nawrócenia i przemiany życia – już dzisiaj i od dzisiaj – to stałe zadanie na czas Wielkiego Postu.

W zakończeniu rozważania dostrzegamy, że teksty Nowego Testamentu podprowadziły nas do głębszego zrozumienia tajemnicy imienia Boga objawionego w Starym Testamencie: Jestem, Który Jestem. Ponadto ten sam Bóg objawi siebie w tajemnicy Boga z nami – Jezusa Chrystusa. W Nim są nasze życie i zbawienie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Dziewiecki: aktywiści LGBT+ odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów

2019-03-25 15:47

rm / Radom (KAI)

Aktywiści LGBT+ odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów i cytowania wyników badań naukowych - uważa pedagog, psycholog i autor wielu książek o dojrzałości ks. Marek Dziewiecki. Jego zdaniem, w ostatnich tygodniach w coraz bardziej otwarty sposób odsłaniają swoje zamiary.

Monika Jaworska

Ks. Dziewiecki w swoim felietonie opublikowanym na stronie radioplus.com.pl napisał, że w reakcji na podpisanie przez prezydenta Warszawy deklaracji LGBT+, wielu rodziców, księży, psychologów i pedagogów, prawników, a także polityków i przedstawicieli mediów, wypowiedziało swoje poważne obawy i swój sprzeciw.

Dodał, że reakcją ze strony aktywistów LGBT+ oraz ich politycznych i medialnych sponsorów "jest skrajnie agresywny atak na tych, którzy odważyli się skorzystać z wolności słowa oraz z prawa do demaskowania demoralizatorów, którzy pod pozorem uczenia „tolerancji” chcą seksualizować polskie dzieci i wikłać je w uzależnienie od popędu".

Według ks. Dziewieckiego w celu realizacji obyczajowej rewolucji aktywiści LGBT+ posługują się hasłem „tolerowania” i „respektowania” mniejszości seksualnych. Dodaje, że wobec każdego, kto odważa się pokazywać, o jakie konkretnie mniejszości chodzi i jakie są ostateczne cele ich działania, środowiska LGBT+ stosują wszelkie formy agresji, zastraszania i terroru.

- Przekonała się o tym na przykład pani kurator z Małopolski czy polska mistrzyni świata w windsurfingu. O osobach, które precyzyjnie analizują deklarację LGBT+ oraz pokazują jej praktyczne konsekwencje, aktywiści gejowscy wyrażają się w sposób wulgarny i z pogardą. Usiłują takie osoby odczłowieczyć i odebrać im prawa obywatelskie, w tym wolność słowa i sumienia. Odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów i cytowania wyników badań naukowych, pokazujących na przykład to, że wśród czynnych homoseksualistów jest zdecydowanie wyższy niż u heteroseksualistów odsetek chorób wenerycznych, pedofilii, uzależnień, agresji czy samobójstw - pisze ks. Dziewiecki.

Autor wielu książek o dojrzałości stwierdził też, że według aktywistów LGBT+ nie wolno nam mówić nawet o tak oczywistym fakcie, jak to, że osoby homoseksualne tworzą związki chore, bo niepłodne, a niepłodność jest przecież na liście chorób WHO. - Usiłują nam zakazać nawet samo już wyliczanie, o jakie konkretnie mniejszości seksualne chodzi. Agresywnie i wulgarnie atakują tych, którzy mają odwagę wyliczać mniejszości ukryte pod symbolem „Plus”. Wśród takich mniejszości są między innymi pedofile, zoofile czy nekrofile - pisze psycholog.

- Aktywiści LGBT+ nie mówią, że istnieją takie mniejszości seksualne, które ze względów etycznych czy z troski o dobro społeczeństwa, powinno się wyłączyć z owego „Plus”. Mimo to z furią atakują tych, którzy mają odwagę wymieniać po imieniu mniejszości, od których aktywiści LGBT+ się nie odcinają i których przecież nie potępiają (z wyjątkiem księży-pedofilów) - czytamy w felietonie.

Według ks. Dziewieckiego środowiska LGBT+ nie chronią wszystkich mniejszości, a jedynie niektóre. - Zupełnie nie przejmują się na przykład losem tych nastolatków - mimo, że są mniejszością - którzy w szkole, wśród rówieśników czy na stronach społecznościowych publicznie stwierdzają, że żyją w czystości, że postępują zgodnie z Dekalogiem, bo to daje im trwałą radość, że dumni są z tego, iż kierują się miłością i odpowiedzialnością, że panują nad swymi popędami. Pod adresem tych nastolatków kierowane są diabelskie wręcz wulgaryzmy i wyzwiska. Wylewa się na nich fala hejtu i skrajnej agresji. „Tolerancjoniści” spod znaku LGBT+ nie mówią nawet słowa w obronie bestialsko atakowanej i wyśmiewanej młodzieży, która dumna jest ze swej rozumności, wolności i zdolności, by wiernie kochać - pisze kapłan.

Ks. Dziewiecki zauważył, że w ostatnich tygodniach aktywiści LGBT+ w coraz bardziej otwarty sposób odsłaniają swoje zamiary. Z jednej strony chcą, by ich związki były uznane za „małżeństwa” i by mieli prawo do adoptowania dzieci. Z drugiej strony chcą doprowadzić do dyktatury seksualnych mniejszości po to, by większość społeczeństwa dała się zastraszyć i by poczuła się bezradna.

- W tym celu grożą większości społeczeństwa dręczeniem, a nawet więzieniem, gdy tylko dojdą do władzy. Z punktu widzenia aktywistów LGBT+ i ich politycznych oraz medialnych sponsorów to jedyna szansa na realizację przyjętych planów. Wiedzą bowiem, że w dyskusji na argumenty nie mają żadnych szans. Ci, którzy okazują się skrajnie wulgarni i agresywni, chcą wchodzić do przedszkoli i szkół pod pozorem uczenia tolerancji i szacunku. Ci, którzy publicznie chwalą się tym, że ich bogiem jest seks i szukanie przyjemności za każdą cenę, chcą być edukatorami seksualnymi dzieci. Ci, którzy walczą z własną płcią i okaleczają własne ciało, chcą uczyć polskie dzieci „określania” swojej tożsamości płciowej. Ci którzy tworzą pary niepłodne, chcą mówić o zdrowiu i płodności - pisze ks. Marek Dziewiecki.

- Środowiska LGBT+ wiedzą, że będą w stanie zrealizować swoje cele tylko wtedy, gdy zdobędą władzę dyktatorską i gdy skutecznie zastraszą większość naszego społeczeństwa. Wydaje się to nierealne, by garstka szaleńców seksualnych to osiągnęła. Historia kilku ostatnich dziesięcioleci dowodzi jednak, że jest to jednak całkiem realne zagrożenie. Wystarczy, żeby większość społeczeństwa - jak to miało miejsce w niektórych państwach Europy Zachodniej - pozostawała bierna i by zlekceważyła śmiertelne zagrożenie dla małżeństwa, rodziny, wychowania i cywilizacji życia - czytamy dalej w felietonie ks. Dziewieckiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem