Reklama

Cuda dzieją się po cichu

sól ziemi

Czy Polacy chcą euro?

2018-11-21 10:42

Jan Maria Jackowski
Niedziela Ogólnopolska 47/2018, str. 38

Rex Wholster/fotolia

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej wyraźnie określa, że środkiem płatniczym w Polsce jest polski złoty, i bez zmiany ustawy zasadniczej nie można w Polsce wprowadzić euro.

W cieniu wydarzeń ostatnich dni, w tym również uroczystych obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości po 123 latach niewoli, pozostała wypowiedź Grzegorza Schetyny na kongresie Europejskiej Partii Ludowej w Helsinkach. Szef PO złożył w stolicy Finlandii znamienną deklarację, ogłosił bowiem, że jego ugrupowanie po odsunięciu PiS od władzy zaproponuje dołączenie Polski do strefy euro. Trudno nie zauważyć, że szef totalnej opozycji wykorzystuje wspólną walutę do celów walki politycznej i propagandowej strategii totalnej opozycji straszenia Polaków wizją tzw. polexitu, czyli wyjścia Polski z UE. PO i popierające ją media używają kłamstwa i chcą w ten sposób zmobilizować Polaków przeciwko obozowi dobrej zmiany, i przy okazji szkodzą Polsce na arenie międzynarodowej.

Dla Platformy Obywatelskiej wspólna waluta jest instrumentem gry politycznej. Ta partia bowiem już wielokrotnie zapowiadała kolejne daty wejścia Polski do strefy euro. Jeszcze we wrześniu 2008 r., a więc rok po wygranej przez PO wyborów parlamentarnych, ówczesny premier Donald Tusk zapowiedział, że Polska już w styczniu 2011 r. wejdzie do strefy euro. Wówczas ta niespodziewana deklaracja wywołała falę komentarzy. Brytyjski ekonomista Edward Parker ocenił: „Zdecydowanie najważniejszym aspektem ujemnym jest, jak zawsze w takiej sytuacji, utrata waluty narodowej, a razem z tym również pewnego rodzaju niezależności i elastyczności ekonomicznej. Kolejny potencjalny problem Polski może wynikać z faktu, że jesteście relatywnie biednym członkiem UE i po wprowadzeniu euro możecie się spodziewać rosnącej inflacji”.

W 2009 r. ten sam Donald Tusk mówił już, że realna data wejścia Polski do Eurolandu to 2015 r. W 2010 i w 2011 r. premier Tusk znów zmieniał zdanie i zaczął określać moment wejścia Polski do strefy euro sformułowaniem: „w odpowiednim czasie”. Natomiast w listopadzie 2012 r. ówczesny prezydent Bronisław Komorowski, podczas spotkania w Neapolu z prezydentami Niemiec i Włoch, wyraził „osobiste przekonanie”, że Polska będzie gotowa do wejścia do strefy euro w 2015 r. W marcu 2013 r. Platforma Obywatelska zaczęła przekonywać do konieczności zmiany konstytucji, aby umożliwić wejście Polski do strefy euro. Ale nawet w czasach rządów PO analitycy zwracali uwagę, że wejście do Eurolandu oznaczałoby znaczący wzrost cen, co wiązałoby się z protestami społecznymi.

Reklama

Nie dziwi zatem, że znaczna część społeczeństwa jest przeciwna wprowadzeniu w Polsce wspólnej waluty. Ponadto, co charakterystyczne, w krajach, które wprowadziły euro, większość ankietowanych wypowiada się za wyjściem z Eurolandu i powrotem do walut narodowych. Ten eurosceptycyzm nie dziwi. Fundamentalną wadą strefy euro jest to, że jest to projekt polityczny i ideologiczny, a nie ekonomiczny, oparty na zdrowych zasadach. Wspólna waluta obowiązuje na obszarze bardzo zróżnicowanym gospodarczo i rozwojowo, a kraje członkowskie nie rozwijają się równomiernie. To powoduje tendencję do rozsadzania Eurolandu od środka.

Europa wciąż stoi przed ogromnymi problemami. Bardzo wysokie koszty energii spowodowane przez pakiet klimatyczno-energetyczny doprowadziły do utraty konkurencyjności na globalnym rynku. Zima demograficzna oznacza starzenie się europejskich społeczeństw i ich wymieranie, z czym wiążą się osłabienie tempa rozwoju gospodarczego, załamanie się systemów emerytalnych i opieki zdrowotnej. Zamiast temu zaradzić przez wdrażanie mechanizmów prorozwojowych i efektywnych polityk rodzinnych, a także przez powrót do wartości, które w przeszłości z Europy uczyniły najdynamiczniej rozwijający się kontynent świata, próbuje się ratować ideologiczny eksperyment ze wspólną walutą. Przypomnijmy, że Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej wyraźnie określa, iż środkiem płatniczym w Polsce jest polski złoty, i bez zmiany ustawy zasadniczej nie można w Polsce wprowadzić euro.

Jan Maria Jackowski
Publicysta i pisarz, eseista, senator RP, www.jmjackowski.pl

Tagi:
felieton

Zakochany Macron

2018-11-28 11:01

Mirosław Piotrowski
Niedziela Ogólnopolska 48/2018, str. 47

Emmanuel Macron wyznał miłość. Niemcom.

wikipedia.org

Osobiście pofatygował się do Berlina, do Bundestagu. – Francja was kocha – powiedział. Nie wiadomo, czy akurat cała Francja, ale on jest jej prezydentem i reprezentuje państwo. Przed laty król Francji Ludwik XIV miał mówić o sobie: „Państwo to ja”. Dlaczego więc Macron by nie mógł? – Musimy przekroczyć nasze tabu – apelował w Niemczech. Mając przed oczami przyszłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego, straszył nacjonalizmami odradzającymi się w państwach członkowskich UE.

Wyraźnie nawiązując do ostatniej wojny światowej, twierdził, że ruchy nacjonalistyczne są „pozbawione pamięci”. On za to, z kanclerz Niemiec oczywiście, przeciwstawi im ruchy bardziej „nowoczesne i postępowe”, aby „świat nie popadł w chaos”. Słowa, słowa, słowa... A w praktyce? Niespełna dwa tygodnie wcześniej Macron uzasadniał swoją decyzję uczczenia francuskiego marszałka Philippe’a Petaina, który w czasie II wojny światowej kolaborował z Niemcami Hitlera. Spadła za to na niego lawina krytyki. Wspomniany Petain bowiem, stojąc na czele reżimu Vichy, odpowiadał m.in. za deportacje i śmierć francuskich Żydów. Z oburzenia zatrząsł się więc nie tylko prezes Rady Przedstawicielskiej Żydowskich Instytucji Francji, ale także politycy i tzw. opinia publiczna. Wynoszony przez Macrona na piedestał Petain został skazany we Francji na karę śmierci w 1945 r., którą później gen. Charles de Gaulle zamienił na dożywocie. Zaważył argument, że mimo wszystko jego poprzednik „ocalił substancję narodową”. Ale za jaką cenę? – chciałoby się zapytać. I pomyśleć, że odpowiedzi na to oraz inne pytania do dziś poszukiwaliby głównie historycy, gdyby nie francuski Emmanuel. Upiera się on obecnie, że Petain był „wielkim żołnierzem”. A miało być liberalnie, nowocześnie. A tak przy okazji, to gdy Macron kreślił w Berlinie scenariusze sanacji Unii Europejskiej, budowy osobnej europejskiej armii (który to pomysł notabene ochoczo poparł Władimir Putin), odrębnego budżetu dla strefy euro itp., to nad Loarą bulgotało. Obywatele Francji, substancja narodu przecież, wyszli na ulice, by protestować przeciwko zapowiadanemu wzrostowi cen paliw. Rząd wprowadza ekologiczny podatek związany z emisją dwutlenku węgla. No cóż, pomysły socjalistyczne kosztują. Protestowało ok. 280 tys. ludzi w ponad 2 tys. francuskich miejscowości. W tym czasie ich prezydent wyznawał miłość, w Niemczech. Problem w tym, że niemiecka kanclerz nie odpowiedziała aż tak płomiennym uczuciem. Owszem, docenia nawet niektóre propozycje popiera, ale bez pośpiechu. Przemyślimy, zobaczymy. Najpewniej dopiero w maju przyszłego roku, kiedy to odbędą się kluczowe wybory do Parlamentu Europejskiego. Bez wątpienia ich rezultat będzie miał ogromny wpływ na temperaturę niemiecko-francuskich uczuć.

Mirosław Piotrowski
Poseł do Parlamentu Europejskiego, www.piotrowski.org.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

8,7 mln pielgrzymów odwiedziło wczoraj sanktuarium w Guadalupe

2018-12-13 09:26

kg (KAI/PrensaLatina) / Guadalupe

Ponad 8,7 mln osób z całego świata, głównie z Meksyku i Ameryki Łacińskiej, odwiedziło 12 grudnia bazylikę Matki Bożej z Guadalupe koło Miasta Meksyk. Jest to o prawie półtora miliona więcej niż w tym samym czasie ubiegłego roku, gdy do tego największego sanktuarium na kontynencie amerykańskim przybyło ok. 7 280 tys. pątników. Dziś przypada święto patronalne Patronki Meksyku i Ameryki.

Pixabay.com
Sanktuarium Matki Bożej w Guadalupe

Obchody odpustowe rozpoczęły się już o północy z 11 na 12 bm., gdy zespoły śpiewaczo-taneczne, zwane "Mariachis" z różnych części zaśpiewały słynne "Mañanitas" - piosenkę "urodzinową" ku czci Pani z Guadalupe w pobliskim Tepeyac, a więc w miejscu pierwszego Jej objawienia się św. Janowi Diego 12 grudnia 1531 roku. Liczni wierni otoczyli wykonawców przy wszystkich wejściach do miejscowego kościoła. W tym samym czasie liczne drogi prowadzące do sanktuarium zapełniły się setkami tysięcy wiernych, podążających do bazyliki, aby złożyć tam swe ofiary i prośby.

Według służby ochrony porządku (Protección Civil) na dziedzińcu przed świątynią do godz. 19 czasu miejscowego 11 grudnia zgromadziło się 7 598 tysięcy osób, ale do północy liczba ta znacznie wzrosła i większość komentatorów uważa, że w czwartek 13 bm. rano, gdy święto patronalne się zakończy, osiągnie ona, a zapewne przekroczy rekordową liczbę 9 milionów uczestników.

Ulice miasta pełne są ludzi różnych stanów i kondycji: wielu przybyło na bosaka, w poszarpanych ubraniach lub czołgając się po ziemi. Wypełniają w ten sposób swe śluby czy obietnice, złożone Maryi np. wraz z prośbami o wyzdrowienie lub załatwienie jakichś ważnych spraw osobistych, większość jednak przybywa tu "normalnie", dziękując Jej za otrzymane łaski, z których część ma wymiar cudowny. Na przykład jeden z pątników w rozmowie z dziennikarzami zapewnił, że Maryja kilkakrotnie uratowała mu życie podczas poważnych wypadków drogowych.

Meksykańska Policja Federalna rozpoczęła intensywną pracę na terenie sanktuarium już 1 grudnia, gdy zaczęli tam przybywać pierwsi pielgrzymi indywidualnie i zbiorowo, oblegając miejscowe hotele i restauracje, pochłaniając przy tym wielkie ilości typowych potraw meksykańskich, ciast, ale też innych narodów sąsiednich.

Tak ogromny napływ ludzi na stosunkowo niewielkim obszarze w praktyce sparaliżował miejscowy transport publiczny i spowodował ogromne korki w ruchu prywatnym. Trudności te nie mają jednak większego znaczenia dla samych pątników, którzy przede wszystkim chcą po prostu dotrzeć na miejsce i zwykle nawet nie uświadamiają sobie rozmiarów chaosu i problemów, towarzyszących obchodom święta Pani z Guadalupe.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Piotrowski: nie osądzono zbrodniarzy

2018-12-14 08:03

dziar / Kielce (KAI)

Dlaczego nie osądzono zbrodniarzy stanu wojennego, morderców górników, kapłanów oraz służalczych ideologów ograniczenia praw obywatelskich? – pytał bp Jan Piotrowski w homilii wygłoszonej w bazylice kieleckiej, podczas Mszy św. za ojczyznę i ofiary stanu wojennego.

Grzegorz Golec

- Gromadzimy się w roku stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Jednocześnie wspominamy dramatyczną kartę z jej historii, która przypomina o stanie wojennym. Niezwykle trudnym i pełnym pogardy czasie wobec narodu. Mijają dni, miesiące i lata i koniecznie trzeba pytać o to, czym dzisiaj jest Polska i kim są Polacy? – stawiał pytania biskup kielecki. – Serce krwawi, a rozum wciąż zadaje sobie pytanie: dlaczego nie osądzono zbrodniarzy stanu wojennego? – zastanawiał się hierarcha.

Zauważył pozytywy ostatnich lat, jednak niepełne - w kontekście nierozliczenia się z przeszłością do końca: "Mijają dni, miesiące i lata, lecz ciągle trzeba pytać o to, czym dzisiaj jest Polska i kim są Polacy. Cieszymy się tym, co jest dobre, co stanowi o dobrobycie obywateli naszego kraju i jego znaczeniu w świecie". Biskup zauważył, że niestety obecnie w polskiej rzeczywistości wciąż wiele jest „nikczemnych i pełnych jadu słów, osądów oraz intryg”.

Zacytował m.in. fragment kazania z katedry lwowskiej, które w 1904 r. powiedział św. bp Józef Sebastian Pelczar: „Skąd to dzielenie się na wrogie obozy? Skąd to poniewieranie zasłużonych ludzi? Skąd te smutne i gorszące waśnie, w których często nie idzie o dobro kraju, ale o zadowolenia miłości własnej lub o zwycięstwo swego obozu?”. - Ten sam biskup daje nam odpowiedź. Tych wad, a szczególnie niezgody pozbyć się nam trzeba jeśli chcemy naprawiać błędy przeszłości i zbudować gmach zbożny, a trwały. Niech każdy słucha słów przestrogi. Mniej blichtru i złudzeń, a więcej prawdy i rozumu – podkreślał bp Jan Piotrowski.

W Eucharystii uczestniczyli m.in. prezydent Kielc Bogdan Wenta, wojewoda Agata Wojtyszek, wicemarszałek Renata Janik, delegacje związkowe i nielicznie zebrani kielczanie.

Po Mszy św. delegacje samorządowców i związkowców składały kwiaty przed pomnikiem bł. ks. Jerzego Popiełuszki, obok bazyliki kieleckiej.

Prezydent Kielc Bogdan Wenta zauważył m.in., że należy mobilizować młode pokolenie do poznawania historii sprzed kilkudziesięciu zaledwie lat.

- Powinniśmy zachęcać ludzi młodych, aby czynnie włączali się w obchody między innymi tej rocznicy, aby jeszcze lepiej mogli zrozumieć historię swojego kraju - mówił.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem