Reklama

Antoni Kępiński wygrał z czasem

2018-11-28 11:01

Z Krystyną Rożnowską – autorką książki „Antoni Kępiński. Gra z czasem”? – rozmawia Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 48/2018, str. 24-25

ANNA CICHOBŁAZIŃKSA

Anna Wyszyńska: – Trudno o większą pokusę dla dziennikarki zajmującej się problematyką medyczną i autorki książek o pacjentach szpitala psychiatrycznego niż zmierzenie się z biografią prof. Antoniego Kępińskiego – legendarnego lekarza, wybitnego psychiatry, naukowca, humanisty i filozofa. Czy decyzja o napisaniu tej książki była u Pani impulsem, czy dłuższym zmaganiem?

Krystyna Rożnowska: – Długo się nad tym zastanawiałam, propozycja wyszła od wydawnictwa, w którym wcześniej opublikowałam książki „Zwyciężona” oraz „Można oszaleć”, opowieść o pacjentach szpitala psychiatrycznego. Z początku odmówiłam, chociaż o profesorze wiedziałam dużo, znałam jego dzieła, zachwycałam się nimi. Jednak wydawało mi się, że jest on postacią tak wielką, znaczącą, iż ujęcie jego życia i dorobku w książce będzie trudne.

– Książki Kępińskiego: „Melancholia”, „Lęk”, „Rytm życia” „Schizofrenia”, „Poznanie chorego”, „Psychopatologia nerwic”, kiedyś rozchwytywane, przetrwały próbę czasu i nadal są czytane.

– To były książki, o których się mówiło i dyskutowało, które trzeba było przeczytać, jeżeli się miało ambicje, by być na bieżąco. Chociaż są napisane łatwym, przystępnym językiem, to przyswojenie ich głębokiego sensu wymaga dużego wysiłku intelektualnego. Dlatego zarówno na starcie, jak i później miałam obawy, czy podołam. Prof. Bogdan de Barbaro we wstępie do mojej książki „Antoni Kępiński. Gra z czasem” także wyznał, że gdy pisał posłowia lub słowa wstępne do publikacji książkowych, nigdy nie odczuwał tego rodzaju tremy i onieśmielenia, jak w czasie, gdy przystąpił do dzielenia się refleksjami nad pracą o prof. Antonim Kępińskim.

– Mija właśnie 100 lat od narodzin prof. Kępińskiego. Chociaż on sam stronił od polityki, to wydarzenia polityczne na różnych etapach jego życia miały znaczący wpływ na jego biografię. Jako niemowlę był wzięty do niewoli, a jego imię upamiętnia czas, kiedy oddano go rodzicom.

– Jego życie zaczęło się burzliwie. Urodził się 16 listopada 1918 r. w miasteczku Dolina, 60 km od Stanisławowa, gdzie wówczas trwały walki narodowościowe. Panowała atmosfera zagrożenia. Rodzice Kępińskiego, którzy mieli dość wysoką pozycję społeczną – ojciec był starostą – postanowili wraz z innymi Polakami uciec na Węgry. Zapewne byli targani wątpliwościami, ale obawiali się, że kilkutygodniowe niemowlę może nie przeżyć podróży saniami przez góry w czasie mroźnej zimy. Zabrali czteroletnią córkę Łucję, a syna zostawili w domu z oddaną nianią, Ukrainką. Oboje – chłopczyk i niania trafili do niewoli Ukraińców i po kilku miesiącach zostali wymienieni na dwóch jeńców, ukraińskich oficerów. Niania odnalazła państwa Kępińskich w Bielsku, a ponieważ było to w czerwcu, w czasie kiedy przypada wspomnienie św. Antoniego, chłopca ochrzczono tym imieniem. Potem państwo Kępińscy zamieszkali w Nowym Sączu, a w 1928 r. przenieśli się do Krakowa i posłali syna do znanego z wysokiego poziomu kształcenia Gimnazjum im. Bartłomieja Nowodworskiego. Antoni Kępiński jako nastolatek poznał Karola Wojtyłę – ucznia wadowickiego gimnazjum. Spotkali się w pociągu, gdy jechali na zjazd Sodalicji Mariańskiej do Poznania, i w podróży rozmawiali całą noc, o czym wspominał kard. Wojtyła.

– Antoni Kępiński był w szkole prymusem, po świetnie zdanej maturze w 1936 r. podjął studia na wydziale medycyny Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jak bardzo wybuch wojny zmienił jego życie?

– Już 1 września 1939 r., jako student medycyny, zgłosił się na ochotnika do obrony kraju. Gdy żegnał się z rodzicami, nikt nie przypuszczał, że rozpoczyna się okres jego ośmioletniej tułaczki. Wraz z wojskiem znalazł się na Węgrzech, po półrocznym pobycie w obozie uciekł do Francji, gdzie gen. Sikorski formował wojsko polskie. Po kapitulacji Francji postanowił dotrzeć do Wielkiej Brytanii. Kępiński i jego koledzy wybrali drogę przez Hiszpanię. Przebrnęli Pireneje, ale na terenie Hiszpanii zostali schwytani i osadzeni w obozie Miranda de Ebro. Był to ciężki obóz, w którym Antoni przeżył głód, tęsknotę, okrucieństwo frankistowskiego reżimu, dwa razy został pobity. Po wielu dramatycznych sytuacjach przez Madryt i Gibraltar dostał się w końcu do Anglii. Wstąpił do RAF-u, bo chciał zostać lotnikiem, ale jego pierwszy lot omal nie skończył się tragicznie, bo okazało się, że nie ma orientacji w przestrzeni powietrznej. Po tym wydarzeniu pojechał do Edynburga, gdzie na uniwersytecie był Polski Wydział Lekarski. Tu skończył studia medyczne.

– Pani książka to portret profesora. Jaki rys do jego portretu wniosły wojenna tułaczka i pobyty w obozach?

– Osiem lat przeżytych w tak ciężkich warunkach, przeszkody, które musiał pokonać, były dla niego szkołą życia, trudną, ale znaczącą, to go ukształtowało. Cały czas się uczył. W czasie pobytu w obozach na Węgrzech i w Hiszpanii sprowadzał książki medyczne, uczył się języków. Zresztą przez całe życie dużo czasu poświęcał na zdobywanie wiedzy. Był mocno związany z rodziną, utrzymywał korespondencję z rodzicami, a po śmierci ojca – z matką. Te listy się zachowały, a dzięki jego uczniowi – prof. Zdzisławowi Janowi Rynowi zostały po śmierci prof. Kępińskiego opublikowane. To, że zdecydował się na powrót do kraju, świadczy o jego patriotyzmie, wielu absolwentów Polskiego Wydziału Lekarskiego w Edynburgu zostało bowiem na Zachodzie. Ukończył studia w 1946 r., ale jeszcze przez rok pozostawał w Anglii, by praktykować w tamtejszych szpitalach – bez zapłaty, tylko za mieszkanie i wyżywienie. Przywiózł więc do zniszczonej wojną Polski, odgrodzonej przez lata od zachodniego świata, dużą wiedzę i doświadczenie i tu je wykorzystał.

– Jak doszło do wyboru przez niego psychiatrii jako specjalizacji? Czy nastąpiło to w Edynburgu, czy w Krakowie?

– Gdy wybierał kierunek studiów, przez pewien czas brał pod uwagę studiowanie teologii na UJ, ale dość szybko zdecydował się na medycynę. W szkole interesowały go biologia, psychika człowieka, psychosocjologia, był humanistą o szerokich zainteresowaniach i horyzontach. o psychiatrii prawdopodobnie myślał już, gdy decydował się na studia medyczne.

– Jego humanizm znalazł odbicie w relacjach z pacjentami, uważał, że ogromnie ważna jest w nich empatia, cierpliwe wysłuchanie chorego. Jak to wyglądało w codziennej praktyce?

– W jego pracy pacjent był najważniejszy, chory i relacje z nim stanowiły też treść jego książek – zwłaszcza pt. „Poznanie chorego”, która dotąd jest bardzo istotna dla kształtowania etyki studentów medycyny. W poprzednich wiekach chorzy byli traktowani bardzo źle, wręcz okrutnie. Kiedy prof. Kępiński zaczął pracę w Krakowie, sytuacja już się znacznie poprawiła. Prof. Władysław Stryjeński i inni psychiatrzy określali nowy, bardziej humanitarny stosunek do chorych psychicznie. Początkowo prof. Kępiński znalazł pracę w Klinice Neurologiczno-Psychiatrycznej przy ul. Botanicznej, a w 1950 r. został zaangażowany w Klinice Psychiatrycznej przy ul. Kopernika i w niej pozostał do końca, tam zmarł w 1972 r. Wracając do jego relacji z pacjentami – można powiedzieć, że profesor miał pewnego rodzaju obsesję na punkcie chorych, był im całkowicie oddany, zaangażowany w pracę z nimi bez reszty, dla nich rezygnował z udziału w konferencjach i z wyjazdów, dla chorych miał zawsze czas i poświęcał im się z umiłowaniem.

– Skąd taka popularność książek prof. Kępińskiego, i to nie tylko w kręgach medycznych?

– Prof. Kępiński przedstawił świat ludzi chorych psychicznie w bardzo interesujący sposób, jako ważne uzupełnienie wiedzy o psychice człowieka w ogóle. Odsłonił te obszary ludzkiego umysłu, które nie były wcześniej poznane. Uważał, że granica między zdrowiem a chorobą jest dość płynna, bo każdy może mieć takie chwile, które można nazwać psychiczną niedyspozycją czy chorobą. Przy tym unikał języka naukowego, pisał pięknie i zrozumiale. To właśnie z powodu tego „nienaukowego” stylu wydawnictwa naukowe długo nie chciały publikować jego prac, zwłaszcza że nie był zaangażowany politycznie, co wtedy ułatwiało karierę. Najwidoczniej zależało mu na tym, by jego książki były czytane nie tylko w kręgach naukowych, chciał dotrzeć do każdego, kto po nie sięgnie, przecież zdawał sobie sprawę, że jest to wiedza potrzebna ludziom chorym i zdrowym. Toteż dokonał przełomu w świadomości społecznej na temat chorób psychicznych i psychiatrii, miał wielki wkład w edukację na temat psychiki ludzkiej.

– Czy tytuł Pani książki: „Gra z czasem” odnosi się do faktu, że profesor nawet gdy był śmiertelnie chory, pracował intensywnie, by jego przemyślenia ujrzały światło dzienne?

– Fascynowała mnie determinacja, z jaką profesor pracował u schyłku życia, dziwiłam się, jak można napisać sześć książek w dwa i pół roku, gdy przebywało się w szpitalu i bardzo cierpiało. Gdy poznałam jego biografię, zrozumiałam, że kiedy zachorował, zresztą dość nagle, to materiał do książek miał praktycznie zebrany. Musiał go jednak uporządkować i napisać te książki, jedna po drugiej. Pracował z nieprawdopodobnym wysiłkiem, bardzo szybko. A co wzruszające, zdążył zobaczyć tylko jedną swoją książkę – „Psychopatologię nerwic”, reszta ukazała się po jego śmierci. Zapragnęłam uświadomić ludziom, do jakich wysiłków i poświęceń profesor był zdolny, by przekazać im swoją wiedzę, tak przecież przydatną, i jak dalece można darowany nam czas dobrze wykorzystać. Tytuł ma jeszcze jedno odniesienie – prof. Kępiński wygrywa z czasem nadal, zza grobu, dzieląc się z nami swoją wiedzą o człowieku, jego psychice, chorobie. Chociaż dzisiaj mamy ogromne możliwości diagnostyczne i medycyna, także psychiatria, znacznie się rozwinęła, wiedza prof. Kępińskiego o ludzkiej psychice jest ciągle aktualna. Bo przecież człowiek w swej istocie tak dalece się nie zmienił.

– Prof. Kępiński był człowiekiem wierzącym, w kręgu jego znajomych pojawiają się nazwiska wielu księży, w tym ks. Karola Wojtyły. Czy wiemy coś o ich dalszych kontaktach?

– Nie znalazłam informacji o ich częstych kontaktach, z pewnością nie mieli czasu, by przegadać kolejne noce jak w młodości. Ale oddziaływali na siebie, byli podobni w humanistycznym postrzeganiu człowieka. Kard. Wojtyła żegnał prof. Kępińskiego na cmentarzu Salwatorskim w Krakowie. Na pewno doceniał jego wielkość. Nawiązywał do jego dzieł i odwoływał się do nurtu psychiatrii, który stworzył prof. Kępiński. Chodzi o psychiatrię aksjologiczną, w której pewne zaburzenia psychiczne traktowane są jako skutek zaburzenia porządku moralnego, porządku wartości. Są też inne podobieństwa między nimi – urodzili się w tych samych czasach, mieli odciśnięte w psychice ciężkie przeżycia wojenne, a potem, pod koniec życia, podejmowali trudne zadania mimo choroby i wielkiego cierpienia. Cierpieniu i poszukiwaniu jego sensu i prof. Kępiński, i Jan Paweł II poświęcili wiele miejsca w swoich pracach. Mam świadomość, że moja książka nie ogarnia w pełni biografii i dorobku prof. Antoniego Kępińskiego, starałam się jednak napisać ją tak, by znów, z pozycji dnia dzisiejszego, przypomnieć tego niezwykłego uczonego i żeby jego myśli dotarły do szerokiego kręgu odbiorców. Uczą przecież o sprawach najważniejszych – o psychice człowieka i relacjach między ludźmi.

Tagi:
ludzie Antoni Kępiński

Roksana

2019-02-06 11:47

Marian Florek
Niedziela Ogólnopolska 6/2019, str. 36-37

Roksana Węgiel: – Mam taką zasadę, żeby wystąpić najlepiej jak potrafię, włożyć wszystko w swój występ, a co ma być, to będzie. Wszystkie swoje sukcesy zawdzięczam Bogu

ForumGwiazd

Roksana Węgiel jest córką Edyty i Rafała. Mieszka w podkarpackim Jaśle. Ma młodszego brata Maksymiliana. W 2018 r. wygrała polską edycję programu „The Voice Kids” i Konkurs Piosenki Eurowizji dla Dzieci w Mińsku.

Rodzinny dom

– Roksana od przedszkola chciała występować, brać udział w różnorakich przedstawieniach... Pociągała ją scena – mówi w rozmowie z „Niedzielą” mama Roksany.

– Nie traktowaliśmy tego zapału w jakiś szczególny sposób. Zawsze była ruchliwa i bardzo żywa. Kiedy miała 4,5 roku, zaprowadziłam ją na zajęcia z gimnastyki artystycznej i tam była w swoim żywiole. Dlatego nie zwracaliśmy uwagi na to, że ona coś tam sobie podśpiewuje, że ma jakiś talent w tym kierunku. Potem były taniec towarzyski, judo... A śpiew wyniknął przez przypadek. Stało się to w czasie pobytu na obozie judo w Chorwacji. W czasie zabawowego konkursu karaoke Roksana zaśpiewała piosenkę „My, Cyganie”. Pani Celina, prezes klubu, kiedy ją usłyszała, podeszła do niej i powiedziała, że ma bardzo mocny głos. Po powrocie z obozu Roksana wszystko mi opowiedziała. Poprosiłam, aby zaśpiewała tę piosenkę. Po wysłuchaniu pomyślałam, że chyba coś w tym głosie jest. Widząc moją aprobatę, Roksana poprosiła mnie, bym ją zapisała na zajęcia wokalne. Wybrałam Jasielski Dom Kultury i zajęcia u Ewy Grzebień. Było to w 2013 r., Roksanka miała wtedy skończone 8 lat i była uczennicą trzeciej klasy, ponieważ edukację rozpoczęła o rok wcześniej.

Pani Ewa, czyli artystyczne początki

Jak wspomina Ewa Grzebień, mała Roksana z mamą przyszła na konsultacje dosyć późno. Zapisy na zajęcia muzyczne w Jasielskim Domu Kultury odbywają się zawsze we wrześniu i lista chętnych była już zamknięta. Jednak po przesłuchaniu, na którym Roksana zaśpiewała piosenkę z repertuaru Majki Jeżowskiej, instruktorka zdecydowała się dokooptować ją do grupy ze względu na dobry głos i słuch. Zgodnie z nauczycielską dewizą pani Grzebień osoby, które chciałyby robić tzw. karierę estradową, powinny jak najczęściej się sprawdzać, stale nabywać doświadczenia przez liczne występy i konfrontację z innymi artystami oraz publicznością. Dlatego na zajęciach Roksana systematycznie, wszechstronnie i z poświęceniem przygotowywała się do występów, a w trakcie edukacji uczestniczyła w konkursach na różnych szczeblach, począwszy od szkolnego, a skończywszy na ogólnopolskim i międzynarodowym. Zdobywała najwyższe nagrody i liczne Grand Prix. Tak było m.in. w Pacanowie w konkursie młodych talentów „Spotkania Mistrzów Muzyki”, gdy zdobyła Grand Prix. Sukces odniosła w międzynarodowym konkursie „Piosenki naszych Ojczyzn w Unii Europejskiej”, organizowanym przez Ośrodek Kultury w Wiśniowej na Podkarpaciu. Kolejne Grand Prix padły łupem Roksany na nowohuckim Ogólnopolskim Festiwalu Dzieci i Młodzieży „Tęczowe Piosenki Jana Wojdaka” i na radomskim Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Majki Jeżowskiej „Rytm i Melodia”. Wygrała też Międzynarodowy Festiwal „Orfeusz w Italii” oraz bułgarski Festiwal Młodych Talentów. Szerszej publiczności dała się poznać, gdy wygrała pierwszą edycję telewizyjnego programu „The Voice Kids” w 2018 r. Efektem tego sukcesu była propozycja Telewizji Polskiej uczestnictwa w Konkursie Piosenki Eurowizji dla Dzieci w 2018 r., który – jak wiemy – wygrała.

Pan Bóg i wielki świat

Po międzynarodowym zwycięstwie pojawiły się liczne propozycje występów, koncertów, dlatego ze zrozumiałych względów kontakty Roksany z domem kultury trochę się rozluźniły. Ale ku radości pani Ewy po wakacjach Roksana wróciła na zajęcia, aby skonsultować się w sprawach głosowych, poćwiczyć, podszlifować warsztat wokalny. Chociaż wielki świat show-biznesu coraz mocniej upomina się o młodą artystkę, to rodzice nie zapominają, że Roksana ma dopiero 13 lat i nadal musi się uczyć. Nadrobienie szkolnego materiału to też spore wyzwanie, ale i tutaj z pomocą przyszła pani Ewa, która poradziła rodzicom, jak mogliby pomóc córce w pogodzeniu obowiązków szkolnych z pasją śpiewania. Mama Roksany – Edyta jest pełna uznania dla Ewy Grzebień: – Jej rola w kształtowaniu talentu wokalnego córki jest nie do przecenienia. To dzięki niej Roksana ma solidne fundamenty warsztatu muzycznego.

Na razie Roksana chce się uczyć w liceum o profilu sportowym u siebie, w Jaśle. Chce pomieszkać z rodzicami. Wielki świat, Warszawa muszą jeszcze na nią poczekać. Na pytanie, jak wytrzymuje tę falę popularności, Roksana odpowiada: – Jest to dla mnie bardzo miłe, bo lubię, jak coś się dzieje. Zapytana o atmosferę rywalizacji na konkursie dziecięcej eurowizji mówi: – Nie odczuwałam jej, ponieważ wszyscy wykonawcy bardzo się ze sobą zaprzyjaźnili. Jedynym problemem było się później rozstać. A na koniec wskazała dwa źródła swojego sukcesu: – Mam taką zasadę, żeby wystąpić najlepiej jak potrafię, włożyć wszystko w swój występ, a co ma być, to będzie. I dalej: – Wszystkie swoje sukcesy zawdzięczam Bogu. Mam coś takiego, że dostaję to, o co się modlę. I to jest cudowne. Myślę, że Bóg zaplanował każdemu człowiekowi drogę. Ja nie staram się narzucać swojej woli Panu Bogu – że proszę Cię, Panie Boże, o to i o to. Staram się modlić, wiedząc, że Bóg i tak ma wszystko zaplanowane, że i tak będzie to, co On chce. Kiedyś na Facebooku widziałam obrazek, na którym byli Bóg i mała dziewczynka trzymająca w ręce swojego ulubionego misia. Pan Bóg chce zabrać dziewczynce tego małego misia, a trzyma za plecami większego. Dziewczynka płacze, nie wie, że otrzyma od Pana Boga coś znacznie większego i cenniejszego.

Pani Ewa potwierdza uduchowioną naturę Roksany. Przecież dobrze pamięta, jak jej podopieczna w każdą sobotę przybiegała na zajęcia prosto z prób parafialnej scholi w sanktuarium św. Antoniego z Padwy, u franciszkanów. Do dziś wspomina jej udane występy na Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki i Pieśni Religijnej „Miłosierdzie Boże wyśpiewać chcę” w Tarnowie w 2015 r. Roksana zdobyła wówczas pierwszą nagrodę, a w 2016 r. powtórzyła sukces z naddatkiem, zdobywając Grand Prix.

Jasielska wylęgarnia talentów

Tak jak z Roksany, tak i z pani Ewy Jasło jest bardzo dumne. Przecież spod jej ręki wyszedł znany polski wokalista Michał Szpak. Właśnie tam, w Jasielskim Domu Kultury, jeszcze jako dziecko zdobywał pierwsze wokalne szlify. Do pani Ewy przyprowadziła go siostra, która jest śpiewaczką operową, a która również pierwsze szlify zdobywała pod okiem pani Ewy. Przed udziałem w konkursie „X Factor” Michał przyszedł do pani Ewy, aby skonsultować wykonanie piosenki „Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena.

Ewa Grzebień – pierwsza nauczycielka Roksany Węgiel jest absolwentką muzykologii kościelnej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Była nauczycielem muzyki w szkole. Przez osiem lat śpiewała w Strzyżowskim Chórze Kameralnym. W 1992 r. związała się z Jasielskim Domem Kultury.

Przez jasielską wylęgarnię talentów przewinęło się wiele osób, które swoje życie zawodowe związały albo z muzyką, albo z teatrem, jak wokalista Ralph Kaminski czy aktorka Teatru Dramatycznego w Warszawie Anna Gorajska. Wydaje się, że w najbliższym czasie najjaśniej zabłyśnie talent Roksany Węgiel. Rok 2019 będzie należał do niej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Trzech księży zabitych w ciągu kilku dni na świecie

2019-02-19 15:08

pb (KAI/Il Sismografo) / Rzym

W ciągu kilku dni zamordowano na świecie trzech księży katolickich: jednego na Madagaskarze, jednego w Burkina Faso i jednego w Kolumbii.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Malgaski duchowny, ks. Nicolas Ratodisoa zmarł 14 lutego w wyniku ran zadanych mu podczas napadu rabunkowego, do którego doszło pięć dni wcześniej. Zaatakowali go uzbrojeni mężczyźni, którzy zatrzymali go na drodze, gdy jechał na motorze w miejscowości Mahitsy, 30 km od stolicy kraju Tananarywy. Sprawcy zażądali od niego pieniędzy, których jednak nie miał przy sobie, więc zaczęli do niego strzelać.

Dzień później w Burkina Faso w zamachu terrorystycznym zginął hiszpański misjonarz, o. Antonio César Fernández. 72-letni salezjanin został zabity, gdy dosięgły go co najmniej trzy strzały z pistoletu. Wraz z duchownym zginęło czterech celników z mobilnego punktu kontroli na granicy między Burkina Faso i Togo. Zbrodnia przypisywana jest miejscowym dżihadystom.

Trzeci duchowny, 65-letni ks. Carlos Ernesto Jaramillo został zamordowany ciosami noża 18 lutego w Kolumbii. Do zdarzenia doszło na przedmieściach Bogoty. Mordercą był nastolatek pochodzący z Wenezueli.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Archiwiści podziękowali paulinom za wkład w ocalenie narodowego dziedzictwa

2019-02-20 21:01

mir/Radio Jasna Góra / Jasna Góra (KAI)

- To wielkie zadanie chronić przeszłość, niektórzy czynili to z narażeniem życia - mówił dziś na Jasnej Górze o. prof. Janusz Zbudniewek, historyk Kościoła. Przedstawiciele Archiwum Akt Nowych podziękowali Zakonowi Paulinów za pomoc w ocaleniu dużej części zbiorów w czasie II wojny światowej. W tym roku przypada 100-lecie podpisania przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego Dekretu o organizacji archiwów państwowych i opiece nad archiwaliami.

Biuro Prasowe Jasnej Góry

Mszy św. odprawionej w Kaplicy Matki Bożej przewodniczył bp Henryk Tomasik. Ordynariusz diecezji radomskiej podziękował troszczącym się o naszą kulturę i dokumentację dotyczącą „wielkich polskich spraw”. W modlitwie uczestniczyła ponad 20-osobowa delegacja archiwistów, w tym trzech dyrektorów archiwów państwowych.

Tadeusz Krawczak dyrektor Archiwum Akt Nowych zwrócił uwagę na wielką rolę jasnogórskich paulinów, którzy w czasie wojny przechowali część narodowego zasobu archiwalnego. Sporej części nie dało się uratować od wojennej pożogi. Jak podaje Krawczak, 37 kilometrów dokumentów z Archiwum Akt Nowych Niemcy spalili już po Powstaniu Warszawskim, 3 listopada 1944 r. Zbiory innych archiwów warszawskich zostały zniszczone przez hitlerowców w czasie Powstania Warszawskiego.

W listopadzie 1944 r. zwieziono na Jasną Górę najcenniejsze materiały przeznaczone do wywozu do Niemiec. Jak wyjaśnia o. prof. Janusz Zbudniewek, historyk Kościoła i Zakonu Paulinów, Jasna Góra na trasie między Warszawą a Katowicami była punktem zbornym wypatrzonym przez historyka, zasłużonego archiwistę, profesora Uniwersytetu Poznańskiego, Kazimierza Kaczmarczyka, który od grudnia 1939 do lipca 1940 roku porządkował jasnogórskie archiwum.

Dokumenty – jak podaje prof. Zbudniewek - w ponad 480 wielkich kartonach i ok. 800 workach materiałów w teczkach zwieziono na Jasna Górę. To były najcenniejsze materiały, sięgające dwunastego stulecia po rok 1944, które udało się przewieźć pracownikom polskim, za zgodą życzliwych Niemców. Kazimierz Kaczmarczyk uczestniczył w gromadzeniu i zabezpieczaniu archiwaliów wywiezionych z Warszawy nad którymi sprawował nadzór do marca 1945 roku.

Dyrektor Archiwum Akt Nowych Tadeusz Krawczak złożył na Jasnej Górze ryngraf jako wotum dziękczynne.

Z kolei o. Marian Waligóra, przeor Jasnej Góry przekazał w darze kopię Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej, aby mogła zawisnąć w Archiwum Akt Nowych na pamiątkę dzisiejszej modlitwy. Paulin wyraził radość, że Jasna Góra, wpisując się w duchowe życie Polaków, w duchowe życie ludzi Kościoła, ludzi wierzących, mogła też stać się ważnym miejscem, które posłużyło przechowaniu pamięci narodu, w postaci archiwaliów. „Bardzo dziękuję za to, że razem z państwem możemy dziś, w ramach tej Mszy św., dziękować Bogu za to, że możemy też naszą pracą wpisywać się w wielkie dziedzictwo historii naszej Ojczyzny”- mówił przeor Jasnej Góry.

W 2019 r. trwają obchody stulecia istnienia sieci archiwów państwowych. 7 lutego 1919 r. Naczelnik Państwa Józef Piłsudski podpisał "Dekret o organizacji archiwów państwowych i opiece nad archiwaliami”. Obecnie sieć archiwów państwowych tworzy 75 instytucji, w tym 30 regionalnych, do których należy 39 wydziałów zamiejscowych i 3 ekspozytury, a także 3 archiwa centralne z siedzibami w Warszawie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem