Reklama

Antoni Kępiński wygrał z czasem

2018-11-28 11:01

Z Krystyną Rożnowską – autorką książki „Antoni Kępiński. Gra z czasem”? – rozmawia Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 48/2018, str. 24-25

ANNA CICHOBŁAZIŃKSA

Anna Wyszyńska: – Trudno o większą pokusę dla dziennikarki zajmującej się problematyką medyczną i autorki książek o pacjentach szpitala psychiatrycznego niż zmierzenie się z biografią prof. Antoniego Kępińskiego – legendarnego lekarza, wybitnego psychiatry, naukowca, humanisty i filozofa. Czy decyzja o napisaniu tej książki była u Pani impulsem, czy dłuższym zmaganiem?

Krystyna Rożnowska: – Długo się nad tym zastanawiałam, propozycja wyszła od wydawnictwa, w którym wcześniej opublikowałam książki „Zwyciężona” oraz „Można oszaleć”, opowieść o pacjentach szpitala psychiatrycznego. Z początku odmówiłam, chociaż o profesorze wiedziałam dużo, znałam jego dzieła, zachwycałam się nimi. Jednak wydawało mi się, że jest on postacią tak wielką, znaczącą, iż ujęcie jego życia i dorobku w książce będzie trudne.

– Książki Kępińskiego: „Melancholia”, „Lęk”, „Rytm życia” „Schizofrenia”, „Poznanie chorego”, „Psychopatologia nerwic”, kiedyś rozchwytywane, przetrwały próbę czasu i nadal są czytane.

– To były książki, o których się mówiło i dyskutowało, które trzeba było przeczytać, jeżeli się miało ambicje, by być na bieżąco. Chociaż są napisane łatwym, przystępnym językiem, to przyswojenie ich głębokiego sensu wymaga dużego wysiłku intelektualnego. Dlatego zarówno na starcie, jak i później miałam obawy, czy podołam. Prof. Bogdan de Barbaro we wstępie do mojej książki „Antoni Kępiński. Gra z czasem” także wyznał, że gdy pisał posłowia lub słowa wstępne do publikacji książkowych, nigdy nie odczuwał tego rodzaju tremy i onieśmielenia, jak w czasie, gdy przystąpił do dzielenia się refleksjami nad pracą o prof. Antonim Kępińskim.

– Mija właśnie 100 lat od narodzin prof. Kępińskiego. Chociaż on sam stronił od polityki, to wydarzenia polityczne na różnych etapach jego życia miały znaczący wpływ na jego biografię. Jako niemowlę był wzięty do niewoli, a jego imię upamiętnia czas, kiedy oddano go rodzicom.

– Jego życie zaczęło się burzliwie. Urodził się 16 listopada 1918 r. w miasteczku Dolina, 60 km od Stanisławowa, gdzie wówczas trwały walki narodowościowe. Panowała atmosfera zagrożenia. Rodzice Kępińskiego, którzy mieli dość wysoką pozycję społeczną – ojciec był starostą – postanowili wraz z innymi Polakami uciec na Węgry. Zapewne byli targani wątpliwościami, ale obawiali się, że kilkutygodniowe niemowlę może nie przeżyć podróży saniami przez góry w czasie mroźnej zimy. Zabrali czteroletnią córkę Łucję, a syna zostawili w domu z oddaną nianią, Ukrainką. Oboje – chłopczyk i niania trafili do niewoli Ukraińców i po kilku miesiącach zostali wymienieni na dwóch jeńców, ukraińskich oficerów. Niania odnalazła państwa Kępińskich w Bielsku, a ponieważ było to w czerwcu, w czasie kiedy przypada wspomnienie św. Antoniego, chłopca ochrzczono tym imieniem. Potem państwo Kępińscy zamieszkali w Nowym Sączu, a w 1928 r. przenieśli się do Krakowa i posłali syna do znanego z wysokiego poziomu kształcenia Gimnazjum im. Bartłomieja Nowodworskiego. Antoni Kępiński jako nastolatek poznał Karola Wojtyłę – ucznia wadowickiego gimnazjum. Spotkali się w pociągu, gdy jechali na zjazd Sodalicji Mariańskiej do Poznania, i w podróży rozmawiali całą noc, o czym wspominał kard. Wojtyła.

– Antoni Kępiński był w szkole prymusem, po świetnie zdanej maturze w 1936 r. podjął studia na wydziale medycyny Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jak bardzo wybuch wojny zmienił jego życie?

– Już 1 września 1939 r., jako student medycyny, zgłosił się na ochotnika do obrony kraju. Gdy żegnał się z rodzicami, nikt nie przypuszczał, że rozpoczyna się okres jego ośmioletniej tułaczki. Wraz z wojskiem znalazł się na Węgrzech, po półrocznym pobycie w obozie uciekł do Francji, gdzie gen. Sikorski formował wojsko polskie. Po kapitulacji Francji postanowił dotrzeć do Wielkiej Brytanii. Kępiński i jego koledzy wybrali drogę przez Hiszpanię. Przebrnęli Pireneje, ale na terenie Hiszpanii zostali schwytani i osadzeni w obozie Miranda de Ebro. Był to ciężki obóz, w którym Antoni przeżył głód, tęsknotę, okrucieństwo frankistowskiego reżimu, dwa razy został pobity. Po wielu dramatycznych sytuacjach przez Madryt i Gibraltar dostał się w końcu do Anglii. Wstąpił do RAF-u, bo chciał zostać lotnikiem, ale jego pierwszy lot omal nie skończył się tragicznie, bo okazało się, że nie ma orientacji w przestrzeni powietrznej. Po tym wydarzeniu pojechał do Edynburga, gdzie na uniwersytecie był Polski Wydział Lekarski. Tu skończył studia medyczne.

– Pani książka to portret profesora. Jaki rys do jego portretu wniosły wojenna tułaczka i pobyty w obozach?

– Osiem lat przeżytych w tak ciężkich warunkach, przeszkody, które musiał pokonać, były dla niego szkołą życia, trudną, ale znaczącą, to go ukształtowało. Cały czas się uczył. W czasie pobytu w obozach na Węgrzech i w Hiszpanii sprowadzał książki medyczne, uczył się języków. Zresztą przez całe życie dużo czasu poświęcał na zdobywanie wiedzy. Był mocno związany z rodziną, utrzymywał korespondencję z rodzicami, a po śmierci ojca – z matką. Te listy się zachowały, a dzięki jego uczniowi – prof. Zdzisławowi Janowi Rynowi zostały po śmierci prof. Kępińskiego opublikowane. To, że zdecydował się na powrót do kraju, świadczy o jego patriotyzmie, wielu absolwentów Polskiego Wydziału Lekarskiego w Edynburgu zostało bowiem na Zachodzie. Ukończył studia w 1946 r., ale jeszcze przez rok pozostawał w Anglii, by praktykować w tamtejszych szpitalach – bez zapłaty, tylko za mieszkanie i wyżywienie. Przywiózł więc do zniszczonej wojną Polski, odgrodzonej przez lata od zachodniego świata, dużą wiedzę i doświadczenie i tu je wykorzystał.

– Jak doszło do wyboru przez niego psychiatrii jako specjalizacji? Czy nastąpiło to w Edynburgu, czy w Krakowie?

– Gdy wybierał kierunek studiów, przez pewien czas brał pod uwagę studiowanie teologii na UJ, ale dość szybko zdecydował się na medycynę. W szkole interesowały go biologia, psychika człowieka, psychosocjologia, był humanistą o szerokich zainteresowaniach i horyzontach. o psychiatrii prawdopodobnie myślał już, gdy decydował się na studia medyczne.

– Jego humanizm znalazł odbicie w relacjach z pacjentami, uważał, że ogromnie ważna jest w nich empatia, cierpliwe wysłuchanie chorego. Jak to wyglądało w codziennej praktyce?

– W jego pracy pacjent był najważniejszy, chory i relacje z nim stanowiły też treść jego książek – zwłaszcza pt. „Poznanie chorego”, która dotąd jest bardzo istotna dla kształtowania etyki studentów medycyny. W poprzednich wiekach chorzy byli traktowani bardzo źle, wręcz okrutnie. Kiedy prof. Kępiński zaczął pracę w Krakowie, sytuacja już się znacznie poprawiła. Prof. Władysław Stryjeński i inni psychiatrzy określali nowy, bardziej humanitarny stosunek do chorych psychicznie. Początkowo prof. Kępiński znalazł pracę w Klinice Neurologiczno-Psychiatrycznej przy ul. Botanicznej, a w 1950 r. został zaangażowany w Klinice Psychiatrycznej przy ul. Kopernika i w niej pozostał do końca, tam zmarł w 1972 r. Wracając do jego relacji z pacjentami – można powiedzieć, że profesor miał pewnego rodzaju obsesję na punkcie chorych, był im całkowicie oddany, zaangażowany w pracę z nimi bez reszty, dla nich rezygnował z udziału w konferencjach i z wyjazdów, dla chorych miał zawsze czas i poświęcał im się z umiłowaniem.

– Skąd taka popularność książek prof. Kępińskiego, i to nie tylko w kręgach medycznych?

– Prof. Kępiński przedstawił świat ludzi chorych psychicznie w bardzo interesujący sposób, jako ważne uzupełnienie wiedzy o psychice człowieka w ogóle. Odsłonił te obszary ludzkiego umysłu, które nie były wcześniej poznane. Uważał, że granica między zdrowiem a chorobą jest dość płynna, bo każdy może mieć takie chwile, które można nazwać psychiczną niedyspozycją czy chorobą. Przy tym unikał języka naukowego, pisał pięknie i zrozumiale. To właśnie z powodu tego „nienaukowego” stylu wydawnictwa naukowe długo nie chciały publikować jego prac, zwłaszcza że nie był zaangażowany politycznie, co wtedy ułatwiało karierę. Najwidoczniej zależało mu na tym, by jego książki były czytane nie tylko w kręgach naukowych, chciał dotrzeć do każdego, kto po nie sięgnie, przecież zdawał sobie sprawę, że jest to wiedza potrzebna ludziom chorym i zdrowym. Toteż dokonał przełomu w świadomości społecznej na temat chorób psychicznych i psychiatrii, miał wielki wkład w edukację na temat psychiki ludzkiej.

– Czy tytuł Pani książki: „Gra z czasem” odnosi się do faktu, że profesor nawet gdy był śmiertelnie chory, pracował intensywnie, by jego przemyślenia ujrzały światło dzienne?

– Fascynowała mnie determinacja, z jaką profesor pracował u schyłku życia, dziwiłam się, jak można napisać sześć książek w dwa i pół roku, gdy przebywało się w szpitalu i bardzo cierpiało. Gdy poznałam jego biografię, zrozumiałam, że kiedy zachorował, zresztą dość nagle, to materiał do książek miał praktycznie zebrany. Musiał go jednak uporządkować i napisać te książki, jedna po drugiej. Pracował z nieprawdopodobnym wysiłkiem, bardzo szybko. A co wzruszające, zdążył zobaczyć tylko jedną swoją książkę – „Psychopatologię nerwic”, reszta ukazała się po jego śmierci. Zapragnęłam uświadomić ludziom, do jakich wysiłków i poświęceń profesor był zdolny, by przekazać im swoją wiedzę, tak przecież przydatną, i jak dalece można darowany nam czas dobrze wykorzystać. Tytuł ma jeszcze jedno odniesienie – prof. Kępiński wygrywa z czasem nadal, zza grobu, dzieląc się z nami swoją wiedzą o człowieku, jego psychice, chorobie. Chociaż dzisiaj mamy ogromne możliwości diagnostyczne i medycyna, także psychiatria, znacznie się rozwinęła, wiedza prof. Kępińskiego o ludzkiej psychice jest ciągle aktualna. Bo przecież człowiek w swej istocie tak dalece się nie zmienił.

– Prof. Kępiński był człowiekiem wierzącym, w kręgu jego znajomych pojawiają się nazwiska wielu księży, w tym ks. Karola Wojtyły. Czy wiemy coś o ich dalszych kontaktach?

– Nie znalazłam informacji o ich częstych kontaktach, z pewnością nie mieli czasu, by przegadać kolejne noce jak w młodości. Ale oddziaływali na siebie, byli podobni w humanistycznym postrzeganiu człowieka. Kard. Wojtyła żegnał prof. Kępińskiego na cmentarzu Salwatorskim w Krakowie. Na pewno doceniał jego wielkość. Nawiązywał do jego dzieł i odwoływał się do nurtu psychiatrii, który stworzył prof. Kępiński. Chodzi o psychiatrię aksjologiczną, w której pewne zaburzenia psychiczne traktowane są jako skutek zaburzenia porządku moralnego, porządku wartości. Są też inne podobieństwa między nimi – urodzili się w tych samych czasach, mieli odciśnięte w psychice ciężkie przeżycia wojenne, a potem, pod koniec życia, podejmowali trudne zadania mimo choroby i wielkiego cierpienia. Cierpieniu i poszukiwaniu jego sensu i prof. Kępiński, i Jan Paweł II poświęcili wiele miejsca w swoich pracach. Mam świadomość, że moja książka nie ogarnia w pełni biografii i dorobku prof. Antoniego Kępińskiego, starałam się jednak napisać ją tak, by znów, z pozycji dnia dzisiejszego, przypomnieć tego niezwykłego uczonego i żeby jego myśli dotarły do szerokiego kręgu odbiorców. Uczą przecież o sprawach najważniejszych – o psychice człowieka i relacjach między ludźmi.

Tagi:
ludzie Antoni Kępiński

Reklama

Chcę żyć!

2019-04-16 18:56

Anna Skopińska
Edycja łódzka 16/2019, str. III

– Nie wymagam dużo. Tylko pokój z łazienką. To wszystko, bym mógł jakoś normalnie funkcjonować – mówi niepełnosprawny 43-letni Piotr. I płacze.Trzęsą mu się sino-fioletowe, zesztywniałe z choroby, ręce. Chce żyć, bardzo. I ma nadzieję, że mu się uda

Anna Skopińska
Jedna z kamienic, w której ktoś pomieszkuje

Mężczyzna jest chory na stwardnienie skóry. Jest po zawale. W lokalu kamienicy przy ul. Przybyszewskiego 77 mieszka wraz z ojcem od 2004 r. Obaj mają grupy inwalidzkie. Pan Piotr – I, jego leżący w łóżku ojciec – II. Decyzją sądu mieli być eksmitowani z mieszkania do noclegowni na ul. Szczytowej. Za zadłużenie czynszowe sprzed kilku laty. Gdyby nie interwencja stowarzyszenia Bratnia Pomoc, trafiliby tam. Sąd wydał zaoczny wyrok. Nie sprawdził w żadnej z instytucji ich sytuacji. Nie było pytania ani do ZUS, ani do miasta – właściciela kamienicy, ani do MOPS. Zresztą to ostatnie nic by nie zmieniło.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Głódź: ład społeczny w Polsce jest podważany

2019-04-21 13:03

dk, mp / Gdańsk (KAI)

Obserwujemy jak ład społeczny i pokój podważa agresja hałaśliwych antychrześcijańskich prądów i ideologii, promocja moralnego nihilizmu i społecznej arogancji, apologia relatywizmu - powiedział podczas mszy rezurekcyjnej w Bazylice w Gdańsku-Oliwie metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź. Mówiąc o strajku nauczycieli przyznał, że Kościół nie jest po żadnej ze stron politycznego sporu, natomiast strajk ten krzywdzi uczniów.

Jarosław Roland Kruk / Wikipedia

- Od ponad ćwierćwiecza jesteśmy obywatelami wolnej Rzeczypospolitej. Wypowiadam te słowa dziś w poranek wielkanocny, w uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego, bo przecież zmartwychwstawała na różnych etapach historii także nasz ojczyzna, a cementował naród wtedy Kościół (…) I można dostrzec ten motyw trwałego trwania Kościoła z narodem, wierność Kościoła narodowi, a narodu Kościołowi, bo szliśmy i idziemy wspólną drogą, która trwa i nie ustaje. I o tym przypominać chociażby ustanowione przez Sejm święto chrztu Polski - mówił w homilii abp Głódź.

Podkreślił, że w Wielkanoc padają "słowa zmartwychwstałego: »Pokój wam«". - Słowa nadziei, słowa wzywające do pielęgnowania pokoju. I czynimy to od 25 lat w kraju wolnym i niepodległym, zabezpieczonym konstytucją, także konkordatem, choć dochodzą tu często różne głosy, że ma być podważany - dodał.

Zaznaczył, że "to wszystko gwarantuje, poprzez także ustawy i rozporządzenia, harmonię życia religijnego w społeczeństwie, w tym także obecność religii w szkole". - To zabezpiecza wolność religijną, a także jej prawną ochronę. I to tworzy społeczny ład i pokój, właściwy klimat dla relacji Kościół-państwo - dodał.

- Obserwujemy jak ten ład społeczny i pokój poczyna czasem podważać agresja hałaśliwych antychrześcijańskich prądów i ideologii, promocja moralnego nihilizmu i społecznej arogancji, apologia relatywizmu, który bywa, że za nic ma pojęcia zła i prawdy, wynosi na piedestał społecznej akceptacji bożka tolerancji. A zawarta w nim jest akceptacja nawet wobec największych wynaturzeń. Prowadzi to także do niszczenia narodowych tradycji, podważa fundamentalne pojęcia co do istoty rodziny, małżeństwa, świętości życia, przykazań, Dekalogu i daje zielone światło dla tzw. karty LGBT - mówił abp Głódź.

- To także dezawuuje rolę Kościoła i jego misję, jego nabyte prawa. To sprawia, że ustawiane są kierunkowskazy, by usuwać znaki święte z przestrzeni publicznej, religię ze szkoły, katechetów ze szkół i bywa to czynione w sposób burzliwy i krzykliwy - powiedział hierarcha.

Zwrócił uwagę, że "te ideologie, programy i propagujące je ugrupowania mają już nawet swoje przyczółki w samorządach lokalnych, a także i w parlamencie". - Formułują żądania, a nawet inicjatywy legislacyjne wymierzone w prawa ludzi wierzących, a nade wszystko w prawa Boże, w prawa wierzących, którzy przecież stanowią zdecydowaną większość obywateli. I nie może być tak, że mniejszość rządzi większością, bo to nie ma nic wspólnego z demokracją - podkreślił.

Zaapelował o obronę wartości chrześcijańskich. - Niech to będzie wierność aktywna, nie stroniąca od służby publicznej, brania odpowiedzialności za kształt polskiego życia społecznego, samorządowego, politycznego w perspektywie wyborów w maju i jesienią. Trzeba pamiętać, że władzy publicznej do pełnienia swej misji nie wystarczy tylko demokratyczny mandat, musi jej towarzyszyć zaangażowania na rzecz dobra wspólnego i muszą towarzyszyć mądre rozumne serca - nadmienił.

Kościół nie staje po żadnej stronie politycznego sporu

W swojej homilii abp Głódź nawiązał też do trwającego w Polsce strajku nauczycieli.

- Dzisiaj w święto wielkanocne wsłuchujemy się w orędzie pokoju zmartwychwstałego Pana, kiedy Chrystus wzywa nas do jedności, wzniesienia się ponad podziały, eliminowania ich z życia rodzinnego i społecznego. Bo jakże inaczej można określić krzywdę, jaka spotkała młodzież szkolną, potraktowaną jako zakładnicy przez inicjującą strajk organizację nauczycielską. Nie stajemy po żadnej stronie. Ale trzeba mówić prawdę i stać po stronie prawdy. Skrzywdzono wrażliwość, idealizm, zaufanie ludzi młodych, dzieci i młodzieży - ocenił.

Notre Dame: Być może był to ogień oczyszczenia

Abp Głódź podzielił się też swoją refleksją na temat ostatniego pożaru katedry Notre Dame w Paryżu. Przyznał, że dobrze zna tę świątynię, ponieważ mieszkał w stolicy Francji przez dwa lata.

- Co oznaczał ten tragiczny pożar w sferze symbolicznej? Nasłuchaliśmy się komentarzy telewizyjnych, radiowych, w prasie i internecie. Czego był znakiem? Czy miał być ogniem ostatecznego unicestwienia tego pomnika świętości w sercu obojętnego, a bywa także wrogiego Chrystusowi Paryża? A może to był ogień oczyszczenia, zapowiedź duchowej przemiany, strząśnięcia pleśni niewiary, obojętności, życia bez bożej busoli, powrotu z manowców nihilizmu i libertynizmu ku Chrystusowi? I tak było, bo o to się modlił się lud i to młodzi ludzie. I gdyby to się nie stało w czasie pożaru, policja by ich aresztowała na ulicy, bo modlitwa publiczna jest zabroniona od 1905 r., a świątynie wszystkie są upaństwowione - mówił.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Ranjith: zamachowcy celowo wybrali Niedzielę Zmartwychwstania

2019-04-22 15:36

vaticannews / Kolombo (KAI)

Dzień zamachów na Sri Lance został doskonale wybrany. Zamachowcy-samobójcy weszli do kościołów w najważniejszym dla chrześcijan dniu, gdy świątynie były wypełnione po brzegi. Tak niedzielne zamachy, w których zginęło co najmniej 290 osób, a 500 zostało rannych komentuje arcybiskup Kolombo. Kard. Malcom Ranjith podkreśla, że w mieście panuje strach. Ludzie nie czują się bezpieczni.

wikipedia.org

Lankijski hierarcha odwiedził stołeczne kościoły, w których dokonano zamachów. Wyznaje, że jest zszokowany tym, co widział. „Ginęły całe rodziny – rodzice razem z małymi dziećmi. Przyszyli przecież wspólnie do kościoła, by świętować Niedzielę Zmartwychwstania i wspólnie się modlić” – podkreśla kard. Ranjith.

"Jesteśmy zaskoczeni zamachami, ponieważ przez ostatnie 10 lat sytuacja w kraju była w miarę spokojna. Zaczęli wracać turyści, ruszyła gospodarka. Były dobre relacje międzyreligijne – mówi Radiu Watykańskiemu kard. Ranjith. – Wśród ludzi, także wśród katolików panuje duży strach. Mówi się o możliwości kolejnych araków. Jako pierwszy odwiedziłem kościół, w którym zamachowiec-samobójca zabił ponad 50 osób. Ludzie mówili mi o smutku i lęku o przyszłość. W atakach zginęły całe rodziny – rodzice razem z dziećmi. To jest przerażające. Kolejny kościół praktycznie przestał istnieć. Zginęło w nim ponad 120 osób, które przyszły na modlitwę. Policja i służby bezpieczeństwa podjęły zdecydowane działania. Miejmy nadzieję, że prawdziwi sprawcy szybko zostaną zidentyfikowani".

Kard. Ranjith odwiedził również szpitale, w których przebywają ofiary. Ustawiają się przed nimi kolejki ludzi chcących oddać krew. Arcybiskup Kolombo wyznaje, że stan wielu ofiar jest ciężki i ostateczny bilans tragedii może jeszcze ulec zmianie. Hierarcha odwołał wszystkie wielkanocne Msze w dystrykcie Kolombo. Władze poinformowały, że w całym kraju do środy pozostaną zamknięte wszystkie szkoły.

W sumie dokonano ośmiu samobójczych ataków na kościoły i hotele. Do pierwszych sześciu eksplozji doszło w niedzielę rano w przeciągu 30 minut w trzech kościołach w Kolombo i dwóch innych miastach - Negombo i Batticaloa oraz w trzech luksusowych hotelach w Kolombo. Siódmy wybuch miał miejsce w niewielkim pensjonacie na przedmieściach Kolombo, a ósmy nastąpił w dzielnicy mieszkalnej Dematagoda, również na obrzeżach tego miasta.

Dziewiąty miał być przeprowadzony na lotnisku, ale się nie powiódł. Policja poinformowała o zatrzymaniu 24 osób w związku z zamachami. Wiadomo, że stoją za nimi islamiści, jednak jak dotychczas żadna organizacja nie przyznała się do ich przeprowadzenia. Według doniesień medialnych 10 dni wcześniej lankijska policja ostrzegana była o możliwości tego typu ataków na kościoły.

Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie przypomina, że od lat Wielkanoc szczególnie naznaczona jest antychrześcijańską przemocą, która przekracza wszelkie granice. W ubiegłym roku doszło do krwawych zamachów w Egipcie, a rok wcześniej w Pakistanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem