Reklama

Stąpanie po ziemi dotkniętej przez zło

2018-12-05 11:05

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 49/2018, str. 20

Thomas-Leuthard-Foter.com-CC-BY

Świat można zmieniać, nawet jeżeli wypadki całkowicie temu przeczą. Uwierzyć w to – to już pierwszy sukces, pierwszy krok ku temu, czego pragniemy. Ważne jednak jest to, aby nasze pragnienia były dobre – przynosiły dobre owoce. Nie mogą one zatem służyć jedynie celom doraźnym i przyziemnym. Banał, a jednak nigdy dość jego powtarzania.

Ku czemu zmierzam? Kiedy po raz pierwszy powiedziałem znajomym, że mam zamiar stworzyć kolejny odcinek serii „Łowca smoków” i nie chcę korzystać przy tym z żadnego instytucjonalnego źródła finansowania, większość moich rozmówców przewidywała klęskę tego planu. Wiara w siłę wdowiego grosza, w zaangażowanie zwykłych ludzi, którzy mogą dokonywać rzeczy niezwykłych, wydawała się naiwna i blada.

– Jak on chce zrobić trudny i kosztowny film, nie mając ani grosza na jego realizację. Ot mitoman! Kiedy życie powie mu: sprawdzam!, pozostanie z niczym w dłoniach – takie zdania najczęściej słyszałem jako komentarz do mojego pomysłu. Nie wziąłem pieniędzy z żadnej państwowej spółki, z żadnego ministerstwa, od żadnego ważniaka... W tym gronie niedowiarków byli nawet ludzie, którzy na co dzień są mi przyjaźni... Nie wierzyli jednak w to, co im mówiłem: Mój cel jest dobry, a skoro taki jest, to nie muszę się martwić o środki na jego realizację. Wierzcie mi: nie martwiłem się o środki na realizację filmu, bardziej starałem się domyśleć formułę nowego projektu niż zamartwiać się tym, że nie mam pieniędzy na realizację swoich zamysłów. Tak powstał pomysł, który miał doprowadzić do realizacji filmu „Święci z Doliny Niniwy”, wyłaniał się powoli z mgły dobrych intencji i przeczuć. Aż wreszcie zdałem sobie sprawę z faktu, że to dzieje się niezależnie ode mnie – ja jestem tylko robotnikiem, któremu został powierzony pewien plan.

Reklama

Kiedy – z wdowiego grosza, wpłat po 5, po 10 zł – zebrał się solidny fundusz i było już jasne, że możemy się zabierać do naszego działania, pojawiły się koszmarne problemy z iracką wizą. Pech chciał, że właśnie w tym czasie w Iraku odbyły się wybory parlamentarne, zmienił się rząd, zmieniła się zatem i obsada Ambasady Iraku w Warszawie. Przez prawie 4 miesiące czekaliśmy na wizy, bez których nie moglibyśmy się poruszać po chrześcijańskich miastach w Dolinie Niniwy. Czas biegł i znów wiele osób zwątpiło w to, czy kiedykolwiek zrealizuję film, na który wpłaciło ponad 1600 ofiarodawców – to największy (jak się okazało) tego rodzaju projekt w Polsce. 1600 moich sponsorów, cząstkowych producentów mojego filmu, spoglądało na mnie spokojnie, ale z coraz większym oczekiwaniem w oczach. W końcu cała moja ekipa dostała irackie wizy, które zostały wbite do paszportów.

I teraz stanąłem na płycie dobrze mi już znanego lotniska w Erbilu. Wraz ze mną moi współpracownicy: Bartek Rutkowski – szef Fundacji „Orla Straż”, D. Polak – żołnierz, który z bronią w ręku walczył w obronie chrześcijan – kobiet i dzieci – przed barbarzyńskimi zagonami tzw. Państwa Islamskiego. Czekał na nas kurdyjski przyjaciel – Farhang i tak wspólnie ruszamy naprzeciw zdarzeniom, które nie wiemy jeszcze, gdzie i do czego nas zaprowadzą.

Kilka godzin później siedzimy w wykwintnej kawiarni mieszczącej się w ogromnym budynku „Ankawa Mall”, pijemy kawę i palimy sziszę, omawiamy plan zdjęciowy. Okazuje się, że właścicielami kawiarni są chrześcijanie z... Doliny Niniwy. Na głównym miejscu wisi tam wizerunek Najświętszej Maryi Panny. Gospodarze, podsłyszawszy, że rozmawiamy po polsku, puszczają z głośników polskie piosenki, m.in. mądry utwór wykonywany przez Halinę Frąckowiak...

„Ankawa Mall” to miejsce symboliczne, 3 lata temu w tym samym ogromnym budynku mieścił się ogromny obóz dla uchodźców – dla ludzi, którzy chcąc ratować swoje życie i nie chcąc wyrzec się swojej chrześcijańskiej wiary, pozostawili cały majątek i uciekli z miasta Karakosh. Był to ich jedyny wówczas dach nad głową. Byłem tu w 2015 r., wśród tego bezmiaru upokorzenia i cierpienia, obiecywałem, że wrócę, że coś dla nich zrobię. Oni uprzejmie kiwali głowami, ale ich zmęczone spojrzenia wyrażały zwątpienie w to, co mówię. – Przed tobą było tu już wielu tobie podobnych, przyjeżdżali z całego świata, karmili się naszymi cierpieniami i zrobiwszy swoje reportaże, zdjęcia, filmy, natychmiast znikali bez echa, spoceni, w poszukiwaniu nowych modnych tematów, nowych ofiar, których cierpienie wyda się jeszcze większe, jeszcze bardziej widowiskowe – mówili. Zrealizowałem film „Insha Allah”, opowiadający o tzw. Państwie Islamskim i jego ofiarach. Ciągle jednak towarzyszył mi niedosyt, przekonanie, że jednak czegoś jeszcze nie zrobiłem, coś zaniedbałem.

Zrządzeniem losu, ale przecież nieprzypadkowym, trafiłem na Bartka Rutkowskiego i Piotra Szarka. Dzięki Bartkowi udało się zebrać ponad pół miliona złotych na odbudowę chrześcijańskiego miasta Karakosh, a dzięki Piotrowi zrealizowałem klip zawierający prośbę o wpłaty na pomoc dla naszych braci chrześcijan. W naszym spocie – za darmo – wystąpili m.in.: Emilian Kamiński, Halina Frąckowiak, Halina Łabonarska, Marcin Kwaśny, Marta Januszewska, Arkadiusz Janiczek. I wtedy pojawił się projekt kolejnego odcinka cyklu „Łowcy smoków” – „Święci z Doliny Niniwy”. Zgromadziłem fundusz na realizację filmu i... tak dzień po dniu coś się dzieje, coś się wypełnia. Dzięki Piotrowi Szarkowi spotkałem się z Robertem Jansonem, kompozytorem i wrażliwym człowiekiem, z naszego spotkania zrodziła się pieśń przewodnia do powstającego filmu „Niebo zgwałconych aniołów”.

Teraz jesteśmy w Iraku, pojawia się wiele możliwości, wiele planów, jeszcze nie mamy wykrystalizowanej formy filmu i ostatecznego jego scenariusza, ale jakaś dobra siła popycha nas do przodu. Poruszamy się tu ostrożnie, ale dzięki temu uważnie słuchamy naszych bohaterów. Dumą napawa nas fakt, że Polacy zaskarbili sobie tu szacunek i przyjaźń. Do potrzebujących trafia tu duża pomoc ze strony naszego Kościoła, a także od organizacji takich jak „Orla Straż” Bartka Rutkowskiego. Dzięki temu możemy realizować zdjęcia do filmu, spotykać ciekawych rozmówców i poznawać realia życia, za które właśnie Polacy powinni dziś wziąć odpowiedzialność. Nikt się nie zatroszczy o cierpiących wyznawców Jezusa Chrystusa, jeśli nie uczynią tego właśnie Polacy.

Nie możemy dziś oglądać się za siebie, to właśnie my jesteśmy odpowiedzialni za świat. Ktoś może powiedzieć: Panie Gadowski, po co tyle patosu, po co tyle wielkich słów? Niech pan robi to, co pan potrafi, i nie agituje, nie dorabia do tego ideologii. I pewnie – z perspektywy Warszawy – będzie miał rację. Kiedy jednak przyjeżdża się tu, do irackiego kotła, gdzie właśnie gotują się interesy USA, Rosji, Turcji, Iranu, Izraela, gdzie ścierają się ze sobą szyickie milicje, regularna iracka armia, kurdyjscy peszmergowie Barzaniego, marksiści spod skrzydeł Abdullaha Öcalana, jazydzi, chrześcijańskie oddziały samoobrony – miary rzeczy zmieniają się radykalnie. Tu sytuacja zmienia się codziennie, wraz z pogodą. Niedola szarych ludzi jest tak realna i dojmująca, że nie sposób spoglądać na to wszystko chłodnym, reporterskim okiem. Jak widzicie, nie znaleźliśmy się w tym miejscu teraz przypadkiem – mamy coś do zrobienia, aby jednak w pełni zrozumieć pracę, jaką mamy do wykonania, musimy być skupieni, wyczuleni na delikatny powiew, który tylko czasami się zjawia, aby owiać nasze twarze. Jeszcze nie widzimy ostatecznego kształtu, ale gorąco dyskutujemy między sobą i wierzymy w to, że prowadzi nas siła mądrzejsza i ważniejsza niż nasze ambicje i zamierzenia.

Aby jednak coś z tego, co tu robimy, wyszło, konieczne jest nie tylko nasze zastanawianie się, ale – co tu kryć – wsparcie modlitwą i dobrymi myślami. Wiem, że dziwacznie brzmią takie słowa w ustach dziennikarza, ale bez modlitwy można jedynie napaść własną pychę, stworzyć coś, co będzie tylko imitacją czegoś ważnego i poważnego.

Tagi:
zło

Reklama

Opatrzność Boża a zgorszenie z powodu zła

2018-06-20 08:09

Ks. Zbigniew Chromy
Edycja świdnicka 25/2018, str. VIII

Ks. Zbigniew Chromy
Jerozolima. Bazylika Grobu Bożego – miejsce, w którym Bóg z największego zła wyprowadził największe dobro

Na początku powtórzmy pytanie obecne w Katechizmie Kościoła Katolickiego, postawione na zakończenie poprzedniego artykułu: Jeśli Bóg Stwórca troszczy się o wszystkie swoje stworzenia, to dlaczego istnieje zło? Oczywiście, jeśli ktoś oczekuje łatwej odpowiedzi na tak postawione pytanie, zapewne się zawiedzie, ponieważ nie wyczerpie go żadna łatwa odpowiedź, a na pewno nie uczyni tego krótki artykuł na 5000 znaków ze spacjami. Odpowiedzi na to pytanie udziela dopiero całość wiary chrześcijańskiej. Nie ma takiego elementu w orędziu chrześcijańskim, który nie byłby częściową odpowiedzią na pytanie o zło. Przypomnijmy więc, że rozumne i wolne stworzenia, aniołowie i ludzie, muszą zdążać do swego ostatecznego przeznaczenia przez wolny wybór, a przede wszystkim przez miłość. Mogą więc błądzić. Odwrócenie się od najwyższego Dobra, jakim jest Bóg, w akcie wolnej woli nigdy nie jest dobre i jest to najkrótsza klasyczna definicja grzechu, który jest „aversio a Deo, et inordinata conversio ad creaturas” – czyli odwróceniem się od Boga i nieuporządkowanym zwróceniem się ku stworzeniom. Istotnie, w wolności aniołowie i ludzie popełnili grzech i w ten sposób zło moralne weszło w świat. Dobry Bóg w żaden sposób, ani bezpośrednio, ani pośrednio, nie jest przyczyną zła moralnego, ale dopuszcza je właśnie dlatego, że jest Miłością. Ponieważ miłość działa w przestrzeni wolności, ponieważ do miłości nie można zmusić, Bóg, który jest Miłością, musiał zgodzić się na eksperyment wolności, by Jego rozumne i wolne stworzenia w wolności odpowiedziały miłością na Jego miłość. Odpowiadając więc najkrócej na pytanie, dlaczego zło jest na święcie, możemy paradoksalnie powiedzieć: jest ono na świecie, bo Bóg jest Miłością!

Św. Augustyn, zajmujący się szczegółowo kwestią Bożej Opatrzności, zauważa słusznie, że: „Bóg wszechmogący... ponieważ jest dobry w najwyższym stopniu, nie pozwoliłby nigdy na istnienie jakiegokolwiek zła w swoich dziełach, jeśli nie byłby na tyle potężny i dobry, by wyprowadzić dobro nawet z samego zła”.

Ilustracją tej tezy jest biblijna historia Józefa Egipskiego, który dając się poznać braciom, którzy sprzedali go w niewolę, mówił do nich: „Nie wyście mnie tu posłali, lecz Bóg... Wy niegdyś knuliście zło przeciwko mnie, Bóg jednak zamierzył to jako dobro, żeby sprawić... że przeżył naród wielki” (Rdz 45,8; 50,20). Bóg z największego zła moralnego, „z odrzucenia i zabicia Syna Bożego, spowodowanego przez grzechy wszystkich ludzi, Bóg, w nadmiarze swojej łaski, wyprowadził największe dobro: uwielbienie Chrystusa i nasze Odkupienie” (KKK 312).

Z nauką o Bożej Opatrzności związane jest ściśle nauczanie o przeznaczeniu. W protestanckich nurtach to nauczanie było przestawiane w taki sposób, że istotnie to Bóg był ostatecznie sprawcą dobra i zła. Nauka o podwójnym przeznaczeniu (predestynacji) wyrastała z koncepcji suwerennego Boga, który sprawuje władzę zarówno w sposób naturalny, jak i duchowy, według swojego odwiecznego planu. Według tego planu Bóg dając łaskę jednym, a odmawiając jej innym, odwiecznie jednych przeznacza do zbawienia, a innych na potępienie, ponieważ łaską jesteśmy zbawieni przez wiarę (Ef 2,8). Jeśli jesteś w gronie wybranych, to choćbyś grzeszył bez opamiętania, będziesz zbawiony, a jeśli nie jesteś w tym gronie, to choćbyś całe swe życie pokutował, i tak zostaniesz potępiony na mocy odwiecznego dekretu Boga, który zbawia kogo zechce. Te poglądy wyrosłe z namiętnego sporu wokół łaski i wolności, prowadzonego przez św. Augustyna ze zwolennikami Pelagiusza (przełom IV i V wieku) – w oparciu o Listy św. Pawła – zostały przez późniejszych uczniów Biskupa z Hippony mocno przerysowane i ostatecznie potępione na Synodzie w Orange w 529 r. Stały się one poglądem powszechnie przyjmowanym przez protestancką rewolucję, a we wspólnotach kalwińskich ich centralnym „dogmatem”.

Tymczasem przeznaczenie jest częścią nauki Bożej Opatrzności i służy naszemu zbawieniu. Przykładem jest Maryja, która nie uczyniła niczego, by zostać niepokalanie poczętą, otrzymała tę łaskę w ramach przeznaczenia. Ludzka natura Chrystusa również nie uczyniła niczego, by zostać powołaną do unii z naturą Boską i w ten sposób tworzyć z nią jedną Boską Osobę Jezusa Chrystusa. To właśnie w Nim, w Synu Bożym, Bóg „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów poprzez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. W Nim mamy odkupienie przez Jego krew – odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski” (Ef 1,4-7).

A zatem wierzymy mocno, że to Bóg jest Władcą świata i historii. Drogi Opatrzności Bożej są dla nas często nieznane. Kiedy jednak skończy się poznanie częściowe, zobaczymy Go „twarzą w twarz” (1 Kor 13,12), i poznamy wtedy w pełni, jakimi drogami Pan Bóg prowadził nas, nawet przez dramaty zła i grzechu, do portów zbawienia (KKK 314).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dokąd zmierza Kościół?

2019-02-20 06:49

st (KAI) / Watykan

Do podjęcia przez uczestników rozpoczynającego się 21 lutego w Watykanie spotkania przewodniczących episkopatów istotnych wyzwań moralnych, przed jakimi stoi Kościół, wezwali w opublikowanym 19 lutego liście otwartym kardynałowie Walter Brandmüller i Raymond Leo Burke. Wraz z nieżyjącymi już kardynałami Carlo Caffarrą i Joachimem Meisnerem wystosowali oni we wrzeniu 2016 r. list z prośbą o wyjaśnienie spornych – ich zdaniem – fragmentów adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia”.

Margita Kotas

Oto tekst listu otwartego w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia, przewodniczący Konferencji Episkopatów, Zwracamy się do was z głębokim niepokojem! Świat katolicki jest zagubiony i z bólem zadawane jest pytanie: dokąd zmierza Kościół? W obliczu mającego miejsce zagubienia zdaje się, że trudność jest sprowadzana do kwestii wykorzystywania małoletnich, będącego straszliwym przestępstwem, zwłaszcza gdy jest ono popełniane przez księdza, co jest jednak tylko częścią znacznie poważniejszego kryzysu. W Kościele ma miejsce plaga rozpowszechnienia programu homoseksualnego, krzewionego przez zorganizowane sieci i chronionego przez klimat współudziału i spisek milczenia. Korzenie tego zjawiska wyraźnie widać w atmosferze materializmu, relatywizmu i hedonizmu, w którym otwarcie kwestionowane jest istnienie bezwzględnego, nie uznającego żadnych wyjątków prawa moralnego.

Winę za wykorzystywanie seksualne zrzuca się na klerykalizm. Ale pierwsza i główna wina duchowieństwa nie polega na nadużywaniu władzy, lecz na oddaleniu się od prawdy Ewangelii. Źródłem zła, które deprawuje pewne kręgi w Kościele jest nawet publiczne zaprzeczanie, słowami i czynami, prawa Bożego i naturalnego. W obliczu tej sytuacji kardynałowie i biskupi milczą. Czy będziecie również milczeli przy okazji spotkania zwołanego w Watykanie na 21 lutego?

Należymy do tych, którzy w 2016 r. przedstawili Ojcu Świętemu pewne pytania, wątpliwości (dubia), które podzieliły Kościół w obliczu wniosków Synodu o Rodzinie. Dziś na te wątpliwości nie tylko nie pojawiła się jakakolwiek odpowiedź, ale stanowią one część bardziej ogólnego kryzysu wiary. Dlatego zachęcamy was, abyście podnosili głos, by chronić i głosić pełną naukę Kościoła.

Modlimy się do Ducha Świętego, aby wspierał Kościół i obdarzał światłem pasterzy, którzy nim kierują. Pilne i konieczne jest teraz stanowcze działanie. Ufamy Panu, który obiecał: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).

Walter Kardynał Brandmüller, Raymond Leo Kardynał Burke

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Potrzebujemy realnej polityki wspierającej kobiety

2019-02-20 19:14

Parlament Europejski przegłosował rezolucję na temat wrogiego nastawienia w odniesieniu do praw kobiet i równouprawnienia płci w UE. W głosowaniu udało się odrzucić kilka najbardziej skandalicznych postulatów m.in. dotyczących przeciwdziałania dezinformacji ws. ochrony życia oraz wprowadzenia obowiązkowej edukacji seksualnej dzieci i młodzieży. Niestety PE zaakceptował postanowienia potępiające ukierunkowanie polityki równości na politykę rodzinną i macierzyńską oraz prowadzenie kampanii przeciwko Konwencji Stambulskiej. Europosłowie zgodzili się również na uznanie aborcji jako środka zwiększającego równouprawnienie kobiet. Debata i głosowanie nad rezolucją były kolejnym przykładem ośmieszenia i dyskredytowania polityki równości płci przez populizm skrajnej lewicy.

Biuro Poseł do Parlamentu Europejskiego

Rezolucja została przygotowana przez Komisję Praw Kobiet i Równouprawnienia (FEMM) zdominowaną przez środowiska lewicowe, co znalazło odzwierciedlenie w tekście rezolucji, która zmierzała m.in. do ograniczenia wolności słowa, poprzez wezwanie do potępienia krytyki Konwencji Stambulskiej. Jest to dowód na niebywałą hipokryzję bowiem środowiska te na sztandarach mają obronę wolności słowa, będącą jednym z filarów Karty Praw Podstawowych UE, a tymczasem podejmują działania tę wolność ograniczające.

Ta, tzw. postępowa lewica potępiła również ukierunkowanie polityki równości płci na politykę rodzinną i macierzyńską. Argumentowano to tym, że wspieranie rodziny i macierzyństwa nie służy trwałym zmianom, które prowadziłyby do poprawy praw kobiet w dłuższym czasie. Takie myślenie jest koronnym dowodem na to, że dla środowisk liberalno-lewicowych macierzyństwo jest przysłowiową „kulą u nogi”, która przeszkadza kobiecie w rozwoju zawodowym. W tekście znalazło się także skandaliczne wezwanie do uznania ochrony życia poczętego za dezinformację, co byłoby próbą ograniczenia działalności ruchów pro-life. W tym akurat przypadku Parlament Europejski zachował zdrowy rozsądek i zapis ten odrzucono w głosowaniu.

Uznanie, że aborcja i prawa mniejszości seksualnych miałyby być rozumiane jako pogorszenie praw kobiet uznaję za aberrację. Dlatego zgłosiłam alternatywną rezolucję wskazującą realne problemy kobiet. Podkreślam w niej potrzebę zmniejszania luki płacowej i emerytalnej pomiędzy kobietami i mężczyznami. Zwracam uwagę na konieczność zwalczania przemocy wobec kobiet. Potępiam okaleczanie żeńskich narządów płciowych oraz zawieranie przymusowych małżeństw, które dotyczą małżeństw osób dorosłych z dziećmi. Ponadto wskazuję, że udział kobiet w życiu publicznym powinien być większy oraz podkreślam potrzebę dążenia do równowagi między życiem zawodowym i prywatnym. Zwracam również uwagę na problem postępującej seksualizacji wizerunku kobiet.

Niestety Parlament Europejski po raz kolejny dał się złapać na lep lewicowej propagandy i przyjął rezolucję przygotowaną przez Komisję Praw Kobiet i Równouprawnienia. Dokument ten poparła niestety spora grupa posłów PO. Widać, że Platforma będzie się ścigać z Wiosną Roberta Biedronia o elektorat skrajnie lewicowy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem