Reklama

Polityka klimatyczna bez hipokryzji

2018-12-05 11:05

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 49/2018, str. 36-37

Bożena Sztajner/Niedziela

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – W 2015 r. podczas kolejnej Konferencji Stron Ramowej konwencji Narodów Zjednoczonych COP21 w Paryżu podjęto postanowienie o wzmożonej współpracy państw w celu takiego ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, aby wzrost temperatury na Ziemi nie przekraczał 2oC. Odbywające się właśnie w Katowicach COP24 to kolejne przybliżenie do wyznaczonego celu, Panie Profesorze?

PROF. JAN SZYSZKO: – Tak, oby tak było. Porozumienie paryskie to nic innego jak akt wykonawczy, załącznik do konwencji klimatycznej, podobny jak protokół z Kioto podpisany w 1997 r. Są między nimi spore różnice, lecz najważniejsza jest ta, że porozumienie paryskie mówi, iż wszystkie państwa mają się włączyć w politykę klimatyczną, a nie tylko, jak zapisano w protokole z Kioto, państwa wysokorozwinięte. W porozumieniu paryskim podkreślono ustaloną już wcześniej konieczność dążenia do utrzymania wzrostu globalnych średnich temperatur na poziomie nie wyższym niż 2oC, zakłada się też osiągnięcie tzw. neutralności klimatycznej do 2050 r.

– Co to znaczy?

– To znaczy, że powinniśmy dążyć do tego, by emitować tyle gazów cieplarnianych, ile będziemy mogli ich pochłonąć. A w ten proces redukcji emisji mają się włączyć wszystkie państwa, ale na bazie i z poszanowaniem swojej specyfiki gospodarczej, co znaczy, że mają teraz dwie możliwości działania: redukcję emisji oraz ich pochłanianie.

– I to Pan Profesor, jako polski minister środowiska, forsował w Paryżu to rozsądne – i korzystne nie tylko dla Polski – rozwiązanie. Zapewne nie było łatwo...

– Rzeczywiście, podczas negocjacji był spór, a Polska odegrała w nim istotną rolę. W Europie mamy dość szczególną sytuację; Komisja Europejska zawsze dążyła do tego, aby pochłanianie emisji w ogóle nie było brane pod uwagę, żeby całą politykę klimatyczną oprzeć wyłącznie na redukcji emisji. W Paryżu udało nam się przezwyciężyć to podejście, korzystne tylko dla wysokorozwiniętych i bogatych krajów.

– Jakim cudem, w jaki sposób?

– Potrzebne były rozsądna alternatywna propozycja oraz zwykła determinacja.

– Pilnowanie interesów własnego kraju?

– Tak!

– Można było nie podpisać porozumienia, i co wtedy?

– Zgodnie z prawem ONZ każde z państw mogło złożyć weto i wtedy prawdopodobnie pojawiłyby się jakieś kłopoty... Ale muszę tu powiedzieć, że nasze polskie stanowisko znalazło jednak duże poparcie innych państw – z jednej strony Stanów Zjednoczonych, a z drugiej – państw rozwijających się z grupy G77. Teraz ważne jest, aby podczas COP24 powstała „mapa drogowa” realizacji porozumienia paryskiego, aby zgodnie z prawem mogło ono w pełni funkcjonować od 2020 r.

– Jak doszło do tego, że COP24 jest organizowany właśnie w Polsce?

– To wynik pewnych ustalonych procedur, ale rzecz jasna, nie tylko. Przyznaję, że osobiście bardzo zależało mi na tym, aby COP24 w 2018 r. odbył się właśnie w Polsce, która akurat w tym roku obchodzi 100. rocznicę odzyskania niepodległości i 40. rocznicę wyboru Polaka na papieża.

– A zatem lobbował Pan Profesor ostro na rzecz Polski!

– Wtedy to był mój oczywisty obowiązek jako ministra. Chodziło nie tylko o te najważniejsze dla Polaków symboliczne rocznice, ale także o możliwość uzyskania większego wpływu Polski i naszych pomysłów na wytyczanie kierunków rozwoju globalnej polityki klimatycznej. Zaraz po konferencji paryskiej trzeba było więc podjąć intensywne zabiegi, by COP24 mógł się odbyć w Polsce. Wiadomo było, że według procedur organizacja kolejnych COP co 5 lat przypada innej grupie krajów ONZ, a ta przypadająca na 2018 r. będzie w gestii grupy wschodnioeuropejskiej, składającej się obecnie z kilkudziesięciu państw. W 2016 r. na COP22 w Marrakeszu Polska uzyskała nominację ze strony swej grupy i tam też przez aklamację przyjęto naszą kandydaturę. Pozostało tylko wytypować miasto.

– Dlaczego Katowice?

– Zgłosiły się dwa miasta – Gdańsk i Katowice. Wybór padł na Katowice jako miasto wielkiego sukcesu w dziedzinie poprawy klimatu, co jest widoczne gołym okiem. To znakomity przykład, w jaki sposób Polska realizuje swoją politykę klimatyczną. Katowice są tu najlepszą ilustracją; 30 lat temu to miasto było czarne, a teraz jest zielone. I warto też przypomnieć, że Polska jako jedno z niewielu państw wysokorozwiniętych wykonała z dużą nadwyżką zobowiązania wynikające z protokółu z Kioto, czego nie udało się dokonać nawet wyposażonej w nowoczesne technologie redukcji emisji tzw. starej piętnastce, która w dodatku postanowiła się rozliczać wspólnie. Polska w latach 2008-12, w porównaniu z tzw. rokiem bazowym 1988, miała zredukować emisję o 6 proc., a osiągnęliśmy 30 proc., przy równoczesnym wzroście gospodarczym. Mieliśmy nadwyżkę redukcji emisji na poziomie ok. 150 mln ton, podczas gdy „stara piętnastka” miała 300 mln ton niedoboru redukcji emisji.

– Tymczasem to przede wszystkim właśnie te państwa zarzucają Polsce klimatyczną niesubordynację...

– Gdy tłumaczyłem tę dziwną sytuację, niejednokrotnie mówiłem i nadal będę powtarzał – już zostałem za to ukarany dymisją – że KE, a dokładniej właśnie ta tzw. stara piętnastka, te nasze sukcesy przypisała sobie i w imię własnych interesów gospodarczych zaczęła nam blokować możliwości rozwoju gospodarki na bazie węgla kamiennego, posługując się przy tym metodami nie zawsze fair. Dlatego tak bardzo mi zależało, gdy rozpoczynałem działania przygotowujące COP24, żeby pokazać światu polskie osiągnięcia, żeby cały świat wreszcie zobaczył, że Polska jest krajem ogromnego sukcesu w tej dziedzinie. Wiadomo było przecież, że do Katowic przyjadą reprezentanci prawie 200 krajów świata, a być może i najwyższe władze poszczególnych państw. Moje ambicje sięgały bardzo wysoko; miałem nadzieję, że na COP24 pojawią się prezydenci Rosji i Stanów Zjednoczonych, a nawet papież Franciszek, który jest bardzo zaangażowany w politykę klimatyczną... Była przewidziana cała seria odpowiednich konsultacji i uzgodnień międzypaństwowych, w ramach tzw. Pre-COP. Uważałem, że dla wzmocnienia polskiego przekazu – który wciąż do świata zbyt słabo dociera – te konsultacje powinny się odbywać w Polsce.

– W jakim stopniu przez minione 3 lata udało się zarysować kontury tej „mapy drogowej” dla polityki klimatycznej, której ostateczny kształt powinien powstać w czasie katowickiego COP24?

– Mogę powiedzieć tylko tyle, że gdy składałem swój urząd w styczniu tego roku, to mieliśmy już – w dużej mierze dzięki znakomitej pracy mojego zastępcy, min. Pawła Sałka, który dzielnie stawiał czoła wszystkim problemom związanym z UE i który również odszedł z Ministerstwa Środowiska – dopracowaną w szczegółach naszą wewnętrzną „mapę drogową”, jako przykład dochodzenia do wyznaczonego przez ONZ celu. Zakładaliśmy wtedy, że do tego celu można się będzie znacząco przybliżyć, jeśli na polski COP24 przyjadą ze świata osoby mające decydujący głos w sprawach polityki klimatycznej, a także ci, którzy – jak prezydent Donald Trump – zapowiadają odejście od forsowanego przez ONZ modelu polityki klimatycznej, którym nie podoba się model wdrażany przez UE, ponieważ – trzeba by to wreszcie otwarcie powiedzieć – mimo swej restrykcyjności i ogromnych kosztów nie przynosi on właściwie żadnych wymiernych efektów.

– Pan Profesor jest autorem i od lat orędownikiem pomysłu, aby w polityce klimatycznej uwzględnić wreszcie lasy, jako największy możliwy pochłaniacz emisji gazów cieplarnianych. To naprawdę może się na świecie udać?

– Właśnie to musi się udać! Wszelkie działania w tym kierunku mogą doprowadzić do naprawdę wymiernego postępu, do znaczącej poprawy jakości środowiska i klimatu. Bo to przecież lasy, gleby i oceany są głównym rezerwuarem dwutlenku węgla emitowanego do atmosfery ziemskiej w wyniku spalania węgla, ropy i gazu. Niestety, obecnie mamy w skali globalnej do czynienia z zanikiem bioróżnorodności, z niedostatkiem wody, degradacją gleb, wręcz z pustynnieniem, co prowadzi do braku żywności, a więc do masowych migracji ludności w poszukiwaniu wody i jedzenia. O tym wszystkim, a zwłaszcza o powiązaniach przyczynowo-skutkowych tych niekorzystnych zjawisk, mówi się wciąż niewiele... Dlatego trzeba koniecznie przypomnieć akurat te zapisy w porozumieniu paryskim, które są zasługą Polski. W Paryżu nalegaliśmy na to, aby państwa – przede wszystkim te biedniejsze – podjęły wszelkie możliwe działania prowadzące do regeneracji gleb, do zwiększania lesistości.

– Chyba jednak nie wszystkich to przekonuje, a lasy jako efektywny pochłaniacz dwutlenku węgla są co najmniej bagatelizowane, zwłaszcza przez bogatych posiadaczy nowoczesnych technologii redukcji gazów cieplarnianych...

– To dlatego, że oni mają na uwadze przede wszystkim swoje własne interesy gospodarcze. Reperkusje takiego podejścia odczułem na własnej skórze – jako polski minister środowiska nie podobałem się niektórym z europejskich przywódców. Do tego stopnia, że musiałem odejść...

– Jednak nie zaprzestał Pan Profesor działania na rzecz przekonywania „wszystkich świętych” o zasadności uwzględnienia lasów w praktyce polityki klimatycznej?

– Działam teraz przede wszystkim w sferze naukowej, jednakże z naciskiem na praktyczne rozwiązania. Jesienią tego roku zorganizowałem w Tucznie międzynarodowe seminarium. Było ono kontynuacją konferencji w Sejmie w 2016 r., która była naszą odpowiedzią na papieską encyklikę ekologiczną „Laudato si’” i podczas której zastanawialiśmy się, w jaki sposób należy i można realizować politykę klimatyczną prowadzącą do redukcji emisji i jednocześnie nie odbierać biednym państwom prawa do rozwoju gospodarczego. Uważam, że należy propagować to rozwiązanie, które znaleźliśmy w Polsce: radykalne zwiększanie roli lasów w oczyszczaniu atmosfery. Chętnie udostępniamy nasze polskie doświadczenia, jako że jesteśmy liderem w pochłanianiu CO2 przez nasze lasy.

– Mimo tego, Panie Profesorze, ta stara prawda, że las jest magazynem świeżego powietrza, jest traktowana niczym nowe i nie całkiem jeszcze sprawdzone odkrycie naukowe.

– Takie przekonanie panuje tylko w krajach Unii Europejskiej mocno przywiązanych do tego wytworu ich wyobraźni, którym jest tzw. pakiet energetyczno-klimatyczny. Podkreślam, że już 3 lata temu w Paryżu to nowatorskie polskie podejście dostało bardzo mocne wsparcie ze strony innych państw. A dziś jest już realizowane w wielu krajach. Państwa afrykańskie np. podjęły inicjatywę tworzenia „zielonego muru” – czyli sadzenia drzew – na granicy Sahary, aby w ten sposób rozpocząć regenerację gleby, poprawić dostępność i jakość wody, i w konsekwencji zmniejszyć głód, poprawić jakość życia. Tym Europa się niespecjalnie interesuje...

– ...a takich jak Pan Profesor bojowników „sprawiedliwej polityki klimatycznej” odsyła na margines tzw. unijnego mainstreamu...

– I trudno się dziwić, bo choć zawsze zgadzałem się z tym, że redukcji dwutlenku węgla należy dokonać jak najszybciej, jak najtaniej i jak najefektywniej, to wielokrotnie zbyt wyraźnie przeciwstawiałem się unijnej hipokryzji w zakresie polityki klimatycznej. Wyrażałem zdziwienie, że unijni specjaliści i urzędnicy ignorują to, iż w rozrachunku redukcji CO2 naprawdę wymierną i sprawdzalną fizycznie wielkością jest jedna tona węgla pochłoniętego przez las, zaś efektów jednej tony tzw. zredukowanej emisji trudno się dopatrzyć.

– Czy, zdaniem Pana Profesora, sprawiedliwa transformacja polityki klimatycznej w przypadku takich krajów jak Polska, obwarowanych restrykcyjnymi regulacjami UE, jest możliwa?

– Nie można ot tak sobie od kogokolwiek domagać się sprawiedliwego traktowania. Trzeba je po prostu wymóc, zwłaszcza jeśli ma się do tego prawo oraz odpowiednie atuty. W 2007 r. ówczesny rząd PiS powołał Komisję Europejską przed Trybunał Sprawiedliwości UE z powodu zaniżenia limitu emisji dla Polski. Wtedy wygraliśmy z Komisją, ale następny rząd nie spożytkował tej wygranej.

– Dlaczego?

– Naprawdę nie wiem. Nie wiem, dlaczego nie stać nas na taką determinację w dbaniu o swe prawa, jaką mają inne kraje, np. Niemcy, które walczą z kornikiem przez wycinkę drzew. A my przeciwnie – zazwyczaj kładziemy uszy po sobie.

– Jak w sprawie kornika i Puszczy Białowieskiej?

– Powiem więcej – właśnie w tej sprawie nie szanujemy wyroku TSUE!

– Jak to? Przecież nie wycinamy już zakażonych drzew.

– Nie wycinamy, mimo że przecież nie ma w tym wyroku mowy ani o konieczności wstrzymania wycinki, ani o karach. Powiedziano tylko, że Polska uchybiła unijnym przepisom Natura 2000, ponieważ nie udowodniła, że nie będzie straszyła owadów i ptaków, że gdy będzie wdrażała proces naprawczy obszarów zaatakowanych przez kornika, spowoduje, być może, zakłócenie integralności obszarów z 2008 r. (wtedy włączono Puszczę Białowieską do sieci Natura 2000). Tyle że tej integralności już dawno tam nie ma! A my odpuszczamy nawet kornikowi.

Jan Szyszko
Profesor nauk leśnych, polityk, poseł na Sejm V, VI, VII i VIII kadencji, minister ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa w rządzie J. Buzka (1997-99), minister środowiska w rządach K. Marcinkiewicza i J. Kaczyńskiego (2005-07) oraz w rządzie B. Szydło (2015-17) i M. Morawieckiego (odwołany w styczniu 2018 r.). Laureat „Nagrody dla Pokoju” (2008), przyznawanej przez Papieską Akademię Nauk, Światową Federację Naukowców i Fundację Ettore Majorany za osiągnięcia naukowe m.in. w dziedzinie badań nad znaczeniem długofalowych zmian w systemie klimatycznym i nad ochroną klimatu, badań nad wymianą dwutlenku węgla między ekosystemem i atmosferą, nad ochroną środowiska i bioróżnorodności.

Tagi:
wywiad

Abp Jędraszewski o watykańskim spotkaniu

2019-02-23 09:18

pb (KAI Rzym) / Rzym

Nie wyobrażam sobie biskupa, któryby nie starał się zrozumieć cierpienia ofiar wykorzystywania seksualnego dzieci – mówi w rozmowie z KAI abp Marek Jędraszewski, wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. W zastępstwie chorego przewodniczącego KEP, abp. Stanisława Gądeckiego bierze on udział w odbywającym się w Watykanie w dniach 21-24 lutego spotkaniu na temat ochrony małoletnich w Kościele. Metropolita krakowski wyraża przekonanie, że procedury, które w tej dziedzinie „zostały nakreślone przez Stolicę Apostolską, są przestrzegane”. Podkreśla też pionierską rolę Jana Pawła II, który w 2001 r. „oficjalnie rozpoczął proces zmierzenia się Kościoła z tym problemem”.

Łukasz Głowacki
Abp Marek Jędraszewski

KAI: – Czy watykańskie spotkanie na temat ochrony dzieci pozwala spojrzeć na problem wykorzystywania seksualnego dzieci w Polsce na tle reszty świata?

- Tu nie mówimy o statystykach, mówimy o problemie. Natomiast pewne światło, gdy chodzi o problemy statystyczne, rzucają opublikowane niedawno dokumenty UNICEF-u czy ONZ-u. Mówi się w nich o 200, a nawet 300 milionach wykorzystywanych dzieci. Proszę sobie to przyłożyć do liczby przypadków w Kościele katolickim. Oczywiście, każdy z nich to o jeden za dużo! Ale na pewno nie można odnieść wrażenia, że są to problemy dotyczące tylko Kościoła i że to przede wszystkim Kościół musi się z tego zła wydobywać. Są przypadki, które sprawiają, że musi. I tutaj działanie Kościoła jest bardzo jednoznaczne. Jestem przekonany, że procedury, które zostały nakreślone przez Stolicę Apostolską, są przestrzegane.
Natomiast skala problemu, o którym mówią dane UNICEF czy ONZ, jest ogromna i dotyczy nie tylko wierzących, należących do Kościoła katolickiego, ale ludzi wszystkich kultur i narodów. Jest to sprawa, z którą musi się zmierzyć cały świat, jako globalna wioska. Pojawiały się głosy, że ponieważ odbywa się takie spotkanie, taka niezwykle głęboka refleksja w otwarciu się na Ducha Świętego, to Kościół może być przykładem dla innych struktur, organizacji czy społeczeństw, nawet dalekich od Kościoła, jak bardzo na serio trzeba się z tym problemem zmierzyć i jak się z niego wydobywać.

- Papież Franciszek mówił, że zwołuje to spotkanie, żeby uwrażliwić biskupów na cierpienie ofiar. Jak to się konkretnie dokonuje?

- Nie wyobrażam sobie biskupa, któryby nie był na te problemy otwarty i nie starał się ich zrozumieć. Natomiast to spotkanie jest jeszcze jedną wielką okazją, by pogłębić wrażliwość pasterzy Kościoła, gdy chodzi o krzywdzenie i tragedie dzieci i młodzieży. Dlatego integralną częścią modlitw rozpoczynających każdy dzień obrad, a także modlitw kończących ten dzień, są świadectwa ludzi, którzy zostali pokrzywdzeni i którzy ciągle wołają o to, aby wiedzieli, do kogo mogą się zwrócić ze swoimi niekiedy bardzo ogromnymi problemami. Nieraz mówią, że ich życie zostało zniszczone. To są tak przejmujące świadectwa, że nie wyobrażam sobie, aby któryś z uczestników spotkania pozostał na nie obojętny. Przeciwnie, wszyscy jesteśmy tym bardzo poruszeni.

- Na czym polega praca w grupach? Jaka jest tematyka tych spotkań w mniejszym gronie?

- To są grupy językowe: angielskie, hiszpańskie, francuskie i włoskie. Mogę powiedzieć przede wszystkim, co się dzieje w mojej grupie, jedenastej, włoskiej, chociaż mam pogląd także na to, co się dzieje w innych, ponieważ na zakończenie poszczególnych dni obrad jest cała godzina poświęcona na to, aby z poszczególnych grup dawać krótkie sprawozdania o tym, o czym tam dyskutowano.
Przedmiotem dyskusji jest próba pogłębienia tego, o czym mówili przedpołudniowi czy popołudniowi relatorzy. Nie jest tak, że wysłuchaliśmy jakiejś relacji i przyjmujemy ją jako jedyne i ostateczne słowo. Jest to raczej prezentacja problemu, wobec której próbujemy zająć stanowisko: pogłębić to, co usłyszeliśmy, ale także – jeśli wydaje nam się to słuszne – zająć postawę krytyczną. Ujawnia się wówczas to, że reprezentujemy nie tylko różne kraje, ale także różne kontynenty i różne kultury, a przez to również różne wrażliwości.
Na przykład nieraz spotykamy się z używaniem pojęcia „klerykalizm” w odniesieniu do przyczyn tych nieszczęść, o których mówimy. Tymczasem biskupi pochodzący z dawnych krajów komunistycznych mówią: „Dla nas pojęcie klerykalizmu jest czymś zupełnie innym. Wszystko to, co robił Kościół było uznawane za przejaw klerykalizmu”. Dlatego takie uzupełnienie znaczenia pewnych pojęć używanych w wypowiedziach niektórych pasterzy Kościoła sprawia, że pogłębia się nasza refleksja w skali Kościoła powszechnego.

- Czy padają jakieś konkretne propozycje, z których Ksiądz Arcybiskup mógłby skorzystać w swojej archidiecezji?

- W jakiejś mierze tak, w jakiejś mierze nie. A to dlatego, że pojawiają się głosy mówiące, że Stolica Apostolska powinna opracować swoiste vademecum postępowania dla biskupów, żeby wiedzieć, jak w trudnych sytuacjach się zachować. To się wydaje nam bardzo oczywiste. Jednakże w grę wchodzą właśnie te uwarunkowania kulturowe, o których mówiłem. Okazuje się, że wcale nie jest tak łatwo takie vademecum dla biskupów całego świata opracować. Będzie konieczne przełożenie pewnych problemów na płaszczyznę poszczególnych narodowych konferencji episkopatu. Może właśnie prace na poziomie konferencji przyczynią się do tego, by efekt końcowy watykańskiego spotkania był dla wszystkich istotnym punktem odniesienia do tego, co będziemy w przyszłości robili, żeby do tych nieszczęść, o których mówimy, nie dochodziło.

- Ale przecież istnieją już wytyczne poszczególnych konferencji episkopatów, więc po co mnożyć byty?

- Mogą tu się ścierać dwa poglądy. Jeden: „stwórzmy jeden byt dla wszystkich”, a drugi, w duchu kolegialności i synodalności jednocześnie: „dajmy większą możliwość dla poszczególnych konferencji episkopatu, by ustaliły takie wytyczne, które byłyby zrozumiałe w danym kręgu kulturowym”. Ale problem jeszcze polega na tym, żeby były to wytyczne, które będą przestrzegane przez wszystkich biskupów danej konferencji narodowej.

- Przed watykańskim spotkaniem pojawiły się głosy spychające odpowiedzialność za ukrywanie grzechu pedofilii na Jana Pawła II. Czy podczas obrad jest także o tym mowa?

- Nie pojawiają się tego typu argumenty. Natomiast jest wiele odniesień do nauczania i postawy Jana Pawła II. Wielokrotnie powtarza się w wystąpieniach relatorów kluczowy dokument, który oficjalnie rozpoczął proces zmierzenia się Kościoła z tym problemem. Było to motu proprio Jana Pawła II „Sacramentorum sanctitatis tutela” z 2001 r., a także przemówienie do episkopatu Stanów Zjednoczonych z 2002 roku. Uważają oni, że jest to niezwykle ważny punkt, od którego trzeba zacząć patrzenie na to, jak Kościół próbuje się z tym problemem zmierzyć. Według nich jest to początek radykalnej zmiany postawy Kościoła, w stosunku do lat poprzednich.
Trzeba jeszcze dodać to, o czym mówią zwłaszcza biskupi amerykańscy, że to, co się dokonało po 2001-2002 r. sprawiło, że skala problemu nadużyć wobec małoletnich radykalnie się u nich zmniejszyła. Ale właśnie dlatego, że pojawiły się bardzo jasne reguły działania Kościoła wobec tego rodzaju spraw. Dokonano wtedy bardzo znaczącego kroku, aby postawić tamę temu złu, które stało prawdziwym nieszczęściem dla Kościoła.
Rozmawiał Paweł Bieliński

CZYTAJ DALEJ

Reklama

O. Żak: normy ogłoszone przez Franciszka działają

2019-02-22 19:48

pb (KAI Rzym) / Rzym

Usuwanie z urzędu biskupów, którzy błędnie reagowali na przypadki wykorzystywania seksualnego przez duchownych świadczy o tym, że normy ogłoszone przez Franciszka działają – uważa o. Adam Żak, koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży z ramienia Konferencji Episkopatu Polski i dyrektor Centrum Ochrony Dziecka przy Akademii „Ignatianum” w Krakowie. Skomentował on dla KAI trwający w Watykanie „szczyt” na temat ochrony małoletnich w Kościele przed wykorzystywaniem seksualnym.

Adam Tarnowski
O. Adam Żak

Przypomniał, że od 2016 r. obowiązuje motu proprio Franciszka „Come una madre amorevole” (Jak miłująca matka), definiujące odpowiedzialność przełożonych kościelnych i ustanawiające procedury, w jaki sposób reagować na ich błędy, zaniedbania czy zaniechania. Zwrócił uwagę, że na watykańskim spotkaniu mocno podkreślana jest przejrzystość, jak również konieczność nie tylko przyjęcia odpowiedzialności, ale także „zdania sprawy z włodarstwa swego”. Obwarowanie tego regułami mogłoby się znaleźć w takim vademecum. Byłoby ono obowiązujące jako „pomoc w zachowaniu norm prawnych, które są jasno zdefiniowane i określają sposób postępowania” kościelnych przełożonych.

Odnosząc się do faktu, że zdarzały już przypadki zdejmowania biskupów z urzędu z powodu złego reagowania na przypadki wykorzystania seksualnego, o. Żak wskazał, iż najnowsze przykłady są z Chile, gdzie po głośnym oddaniu się wszystkich biskupów do dyspozycji papieża, pięciu z nich zostało usuniętych z urzędu, a dwóch ze stanu duchownego. – To oznacza, że normy ogłoszone przez Franciszka działają – stwierdził duchowny.
Zauważył, że parę miesięcy papież wyjaśnił, jak on te normy stosuje. – Były postulaty, żeby ustanowić w Stolicy Apostolskiej jeden trybunał dla biskupów. Ale Franciszek dla każdego przypadku ustanawia osobny trybunał i posyła go na miejsce, żeby sprawę zbadał i dał propozycję sentencji. Być może dlatego nie za bardzo wiadomo publicznie, jak to przebiega. Nie od razu odnotowujemy, że jakiś biskup wraz z dwoma prawnikami zostali wysłani w jakiś rejon świata. A takie przypadki były. Uświadomiłem to sobie, kiedy kard. Raymond Burke został wysłany na wyspę Guam, by osądzić miejscowego arcybiskupa – powiedział dyrektor Centrum Ochrony Dziecka.
Jego zdaniem ta metoda zapewnia większą niezależność, ponieważ ustanowienie jednego trybunału dla wszystkich przypadków prowadziłoby do polecania przeprowadzenia dochodzenia na miejscu, co w sytuacji, gdy oskarżonym jest urzędujący biskup może prowadzić do koluzji. Sprawując władzę, mógłby on wpływać na pracę dochodzeniową, na bazie której trybunał rozpoczyna swoje postępowanie – wyjaśnił o. Żak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Otwarte uszy i serca

2019-02-23 17:23

Katarzyna Krawcewicz

Już jutro (24 lutego) o godz. 18.30 w parafii św. Urbana w Zielonej Górze odprawiona zostanie kolejna Msza św. w intencji: o dobrą żonę i dobrego męża. Tym razem homilię wygłosi ks. Krzysztof Hołowczak. – Będę mówił m.in. o tym, żeby osoby szukające drugiej połówki otwierały się na to wszystko, co Pan Bóg dla nich przygotowuje. Żeby miały otwarte serce dla Pana Boga i na Pana Boga, a następnie dla drugiego człowieka i na drugiego człowieka. To będzie takie główne przesłanie: chcieć słuchać Pana Boga. Chcę zachęcić te osoby, żeby realizowały się w tym, co już w tej chwili robią, a jednocześnie cały czas nasłuchiwały, co Pan Bóg chce im powiedzieć – opowiada ks. Hołowczak. Msze święte o dobrego współmałżonka organizuje Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży. Po Eucharystii wszyscy chętni zaproszeni są na spotkanie na plebanii.

Maciej Krawcewicz
Ks. Krzysztof Hołowczak zaprasza na Mszę o dobrego współmałżonka
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem