Reklama

Próba sekularyzacji polskiej szkoły

2019-01-16 11:02

Ks. Witold Jedynak
Niedziela Ogólnopolska 3/2019, str. 26-27

Archiwum WSD w Częstochowie
Praktyki katechetyczne kleryków WSD w Częstochowie

Postulaty środowisk lewicowych, którymi usiłuje się ograniczyć swobodny dostęp uczniów do nauczania religii w szkole, zbliżają ich autorów bardziej do PRL-u aniżeli do współczesnych rozwiązań stosowanych w wielu europejskich państwach o ugruntowanej demokracji

W uroczystość Objawienia Pańskiego lewicowe środowiska, reprezentowane przez Inicjatywę Polską, przedstawiły projekt ustawy zakładający rozdział Kościoła od państwa. Znalazły się w nim m.in. postulaty powielane od wielu lat przez lewicę, która żąda ograniczenia zakresu oddziaływania Kościoła katolickiego na życie społeczne. Jedna z najważniejszych propozycji zakłada zmiany w dotychczasowych zasadach regulujących nauczanie religii w szkołach publicznych. Lansowany projekt jest swoistym wystąpieniem ideologicznym, mającym niewiele wspólnego z opiniami Polaków dotyczącymi nauczania religii w szkole.

Ugruntowana pozycja nauczania religii

W polskim systemie prawnym nauczanie religii w szkołach publicznych zostało zagwarantowane w konstytucji oraz w konkordacie. Lekcje religii w szkole nie naruszają niczyjej wolności religijnej, ponieważ są przedmiotem nieobowiązkowym. Państwo polskie nikogo nie zmusza do udziału w szkolnej katechezie, lecz uwzględnia wolę rodziców, którzy chcą, aby ich dzieci mogły w szkołach uczestniczyć w nauczaniu religii. Dominująca rola Kościoła katolickiego w nauczaniu religii w polskich szkołach nie jest przejawem jego uprzywilejowania, ale pochodną struktury wyznaniowej społeczeństwa, w którym katolicy stanowią ok. 90 proc. ogółu populacji.

Wydaje się, że postulaty środowisk lewicowych, którymi usiłuje się ograniczyć swobodny dostęp uczniów do nauczania religii w szkole, zbliżają ich autorów bardziej do PRL-u aniżeli do współczesnych rozwiązań stosowanych w wielu państwach europejskich o ugruntowanej demokracji. W państwach tych wyznaniowe nauczanie religii jest standardowym procesem edukacyjnym. Gdy w 1990 r. przywracano nauczanie religii do polskich szkół, było ono już obowiązkowym przedmiotem w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Austrii, Danii, Belgii, Holandii, Grecji, Irlandii, Finlandii, Norwegii, na Cyprze i w dwóch (z sześciu) kantonach Szwajcarii. We Włoszech, w Hiszpanii, Portugalii, Szwecji oraz w części Szwajcarii stosowano natomiast fakultatywny model nauczania religii w szkołach publicznych, co oznaczało, że rodzice składali oświadczenia, iż ich dzieci chcą brać udział w katechezie szkolnej. Taki model zastosowano również w Polsce.

Reklama

Społeczeństwo popiera nauczanie religii

Z prowadzonych od wielu lat ogólnopolskich badań socjologicznych wynika, że nauczanie religii w szkole ma silne poparcie społeczne. W 1991 r. za nauczaniem religii w szkole opowiadało się 57 proc. respondentów, natomiast w 2007 r. – 72 proc. badanych Polaków. Zwolennicy obecności katechezy w szkole przeważali we wszystkich badanych kategoriach społeczno-demograficznych. W latach 1995 – 2013 zdecydowana większość Polaków deklarowała brak sprzeciwu wobec nauczania religii w szkole. W 1995 r. było to 79 proc. respondentów, a w 2013 r. – 82 proc.

Wskaźnikiem silnego poparcia społecznego dla katechezy szkolnej jest częsty w niej udział uczniów. Wyniki badań dotyczące frekwencji na lekcjach religii wskazują, że zdecydowana większość dzieci i młodzieży bierze udział w katechezie szkolnej. Według danych przedstawionych przez Komisję Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski, w 2015 r. na zajęcia z religii uczęszczało 94 proc. ogółu uczniów kształcących się w polskich szkołach. Z analizy Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadzonej wśród młodzieży ponadgimnazjalnej wynika, że w 2016 r. udział w katechezie szkolnej deklarowało 75 proc. uczniów. Na uwagę zasługuje fakt, że na lekcje religii uczęszczała połowa uczniów w ogóle niepraktykujących (52 proc.) oraz ponad dwie piąte (44 proc.) młodych ludzi deklarujących się jako niewierzący. W 2017 r. – według badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego SAC – 76,3 proc. uczniów szkół ponadpodstawowych potwierdziło swój udział w lekcjach religii. Najczęściej w katechezie brała udział młodzież wiejska (84 proc.), natomiast najrzadziej przychodziła na nią młodzież z miast powyżej 500 tys. mieszkańców (67 proc.). W nauczaniu religii uczestniczyło 28 proc. uczniów deklarujących się jako niewierzący.

Ideologiczna alienacja elit

Wyniki badań społecznych wskazują, że nauczanie religii w szkołach ma silne poparcie polskiego społeczeństwa i odpowiada jego oczekiwaniom. Dlatego też projekt ustawy zaprezentowany przez lewicę – niemającą swoich przedstawicieli w polskim parlamencie – można uznać za przejaw iluzji politycznej i ideologicznej, której propagatorzy nie uwzględniają opinii większości społeczeństwa. Można go również postrzegać jako przejaw niezrozumienia zasad funkcjonowania państwa demokratycznego, w którym rządy sprawuje – przez swoich przedstawicieli – większość społeczeństwa. Proponowane przez lewicową mniejszość zmiany w zasadach nauczania religii w szkołach są próbą narzucenia zdecydowanej większości społeczeństwa własnych ideologicznych przekonań i poglądów. Politycy lewicy, wśród których znaczna część deklaruje się jako obojętni religijnie lub niewierzący, chcą ustalać dla wierzących Polaków zasady wyznaniowego nauczania religii w szkołach, a także zasady współpracy między Kościołem a państwem. Działania takie mają niewiele wspólnego z demokracją, mogą bowiem ograniczać prawo większości społeczeństwa do swobodnego wyznawania religii, a także nawiązują wprost do praktyk stosowanych w PRL-u, gdy znikomy odsetek partyjnych ateistów usiłował narzucić wszystkim Polakom swój ateistyczny światopogląd.

Niestety, często się zdarza, że politycy zacietrzewieni w walce ideologicznej nie wsłuchują się w głos większości obywateli i dlatego zatracają kontakt ze społeczeństwem, które powinni reprezentować. Domaganie się zmiany zasad nauczania religii w polskich szkołach – akceptowanych przez większość społeczeństwa – jest typowym przykładem alienacji polityki od oczekiwań obywateli oraz od realiów życia społecznego.

Wydaje się, że próba ograniczenia roli nauczania religii w szkołach jest początkowym etapem zaplanowanego procesu jej usuwania z przestrzeni publicznej w celu stopniowej sekularyzacji szkoły i polskiego społeczeństwa. We Francji laicyzacja państwa i sekularyzacja społeczeństwa rozpoczęły się od świeckiej szkoły, z której usunięto nauczanie religii. Duchownym zabroniono prowadzenia zajęć w szkołach publicznych, aby ograniczyć wpływ Kościoła katolickiego na wychowanie dzieci i młodzieży. Zmieniono programy kształcenia, zastąpiono dotychczasowe nauczanie moralności religijnej – wiedzą obywatelską. Zajęcia z religii mogły się odbywać wyłącznie poza szkołami publicznymi na wniosek rodziców. W wyniku rozdziału Kościoła od państwa, a także realizacji koncepcji świeckiej szkoły oraz innych działań ograniczających oddziaływanie religii na społeczeństwo Francja w stosunkowo krótkim czasie stała się jednym z najsilniej zlaicyzowanych europejskich państw.

Tagi:
szkoła

Reklama

Nie tylko o pieniądze chodzi

2019-04-16 18:56

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 16/2019, str. V

Z Anną Reczko, nauczycielem dyplomowanym i katechetką, rozmawia Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak
Anna Reczko

Artur Stelmasiak: – Ile zarabiasz?

Anna Reczko: – Po 16 latach jako nauczyciel dyplomowany ok. 3 tys. na rękę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Michel Aupetit: co Pan chce nam powiedzieć poprzez tę próbę?

2019-04-17 16:44

azr (Le Figaro/KAI) / Paryż

Poza rekonstrukcją budowli, potrzeba odbudowy całego Kościoła poprzez nawrócenie naszych serc. "Idź, mówi Pan do św. Franciszka z Asyżu, i odbuduj mój Kościół, który popadł w ruinę"- mówi w wywiadzie dla francuskiego dziennika "Le Figaro" arcybiskup Paryża Michel Aupetit. W rozmowie nawiązuje też do pozostałych wyzwań, przed jakimi stoi dziś Kościół we Francji.

YouTube

Publikujemy tłumaczenie wywiadu:

Le Figaro: Notre-Dame de Paris, katedra Księdza Arcybiskupa, została częściowo zniszczona. Co stracił Ksiądz Arcybiskup w poniedziałkowy wieczór?

Abp Michel Aupetit: Duchowy znak pożaru naszego kościoła-matki w Wielki Poniedziałek, kiedy wszyscy chrześcijanie wchodzą w Wielki Tydzień Męki i Zmartwychwstania Chrystusa, to ogromny ból. Co Pan chce nam powiedzieć poprzez tę próbę? Stajemy wobec skandalu śmierci, [zmierzając - KAI] w stronę tajemnicy zmartwychwstania. Nasza nadzieja nigdy nas nie zawiedzie, ponieważ jest zbudowana nie na kamiennych budowlach, które nieustannie należy odbudowywać, ale na Zmartwychwstałym, który trwa na wieki. Utraciliśmy piękno skarbca, ale nie straciliśmy skarbu, który on zawiera: Chrystusa obecnego w swoim Słowie i w swoim Ciele wydanym za nas.

Le Figaro:- Czy jest Ksiądz Arcybiskup optymistą w kwestii rekonstruksji i jej finansowania?

- Zniszczenie katedry wywołało spontaniczny zryw modlitewny i hojności na całym świecie, co bardzo nas poruszyło. Ale droga będzie długa.

Le Figaro: W poniedziałek Francja, wierząca bądź nie, zadrżała. Czego znakiem jest Notre-Dame de Paris?

- Poprzez swą historię jest duszą Francji. Jest znakiem wiary tego ludu, który, nawet jeśli o tym zapomina, jak mówił o tym o. Lacordaire w katedrze Notre-Dame, pozostaje "najstarszą córą Kościoła".

Le Figaro: Kościół przechodzi bezprecedensowy kryzys. Jego flagowy okręt płonie: czy to znak?

- Poza rekonstrukcją budowli, potrzeba odbudowy całego Kościoła poprzez nawrócenie naszych serc. "Idź, mówi Pan do św. Franciszka z Asyżu, i odbuduj mój Kościół, który popadł w ruinę".

Le Figaro: Rząd zakończył wielką debatę. Czy zatem Kościół powinien rozpocząć swoją?

- W gronie odpowiedzialnych Kościół rozpoczął tę debatę, kiedy tylko uświadomił sobie rzeczywistość i powagę zdarzeń. Dziś pora aby wierni włączyli się w tę dyskusję. Trwa głęboki zamęt wśród katolików, ale nie polega on na odrzuceniu księży, ponieważ wszystkich nas umacnia wspólna nadzieja, pomimo wielkiego cierpienia. Wierni chcą jednak mieć możliwość wypowiedzenia się i to właśnie czynią obecnie w swoich parafiach. Tym lepiej. Wierni muszą móc opowiedzieć o tym, co ten kryzys w nich prowokuje i powinniśmy im w tym pomóc.

Le Figaro: To kryzys związany z pedofilią, czy z zaufaniem ze strony wiernych?

- Trwający kryzys zobowiązuje nas do przyjrzenia się temu, skąd pochodzimy, a nie: jak funkcjonujemy? Pytania są proste, ale też potężne: czym jest Kościół? Czego Chrystus zechciał dla swojego Kościoła? Czy naprawdę jesteśmy wierni Chrystusowi? Kościół nie stracił wszystkiego. Ze wszystkich stron dostrzegam prawdziwą miłość Bożą. Osoba Chrystusa fascynuje wciąż tak samo. Jak wskazuje sama nazwa, wierni są wiernymi wobec Ewangelii i Kościoła, obecnego wszędzie w miejscach cierpienia. Jednak coś nie zadziałało...

Le Figaro: Duchowieństwo?

- Spoczywa na nas odpowiedzialność. Kapłan oddał swe życie, by pomóc poznać i pokochać Chrystusa. I aby czynić dobro. Kiedy kapłan czyni zło, jest to rzecz okropna. W jaki sposób człowiek może oddać swoje życie i podejmować działania, które niosą tyle zła? Czyn pedofilski to zbrodnia. Ale istnieją też przypadki nadużycia władzy. Np. kiedy ksiądz, zamiast wychowywać do wolności, staje się nachalny w ramach towarzyszenia duchowego. Zdajemy sobie sprawę ze skali tego dramatu, musimy jednak kontynuować walkę przeciwko nadużyciom, począwszy od seminarium.

Le Figaro: Czasem, aby się chronić, duchowni sprawiają wrażenie, że są nieczuli wobec wiernych...

- Nie mówiłbym o nieczułości, ale raczej o zaślepieniu. Nieczuły, znaczyłoby: bez serca, co na szczęście nie ma miejsca w przypadku większości księży. Prawda jest jednak taka, że wielu nie chce widzieć rzeczywistości. Zamknięcie często jest następstwem zaślepienia: mówimy sobie, że coś nie jest możliwe, że nie może się wydarzyć... I w ten sposób zaczynamy bezpowrotnie oddalać się od rzeczywistości. Musimy więc zadać sobie dziś pytanie: jakie miejsce dajemy świeckim? Duchowni nie mają złych intencji, ale kiedy pozostajemy zamknięci we własnym kręgu, tracimy wszystko z oczu. Potrzeba nam więc innych spojrzeń, osób które mówią nam: "tak nie można". To z tego względu mianowałem pewną kobietę do zarządu seminarium. Chciałbym, aby w zarządzie znalazły się także rodziny... Poprosiłem także, aby do rady nominującej księży w Paryżu dołączył psycholog, aby pomóc nam w rozeznawaniu.
W naszych instytucjach musimy naprawić wiele kwestii. Nie jesteśmy w nich przede wszystkim po to, aby one "funkcjonowały". Jesteśmy po to, aby służyć Łasce, i naszym przynagleniem jest wyjście poza to, co funkcjonalne, aby wejść w przestrzeń bezinteresowności i być zdolnym do poświęcenia czasu, np. tak, jak robię to po zakończeniu Mszy, aby porozmawiać z wiernymi. Oni tego potrzebują i ja również. Jeśli nie umiem "tracić czasu", nie mogę naśladować Chrystusa.

Le Figaro: Niektórzy, odwołując się do wewnętrznego kryzysu, mają ambicje "naprawienia Kościoła"...

- Nie powiedziałbym tak! Czy Kościół potrzebuje naprawy? Zawsze są kwestie do poprawy, ale ja stawiam raczej te dwa pytania: dlaczego oddaliśmy swoje życie dla Chrystusa? I kim jesteśmy my, chrześcijanie.

Le Figaro: Ale czy Kościół nie powinien zabiegać o swoją wiarygodność?

- Nie! Powinniśmy zabiegać o wiarygodność Ewangelii i przesłania Chrystusa, które nas wzywa do ciągłego nawracania się. To nie Kościół ma być wiarygodny, ale przesłanie Chrystusa, które będzie nim, jeśli naprawdę będziemy nim żyli.

Le Figaro: Jeden ksiądz pedofil, to zawsze o jednego za dużo. Większość księży płaci za przestępstwa, których nie popełnili. Co Ksiądz Arcybiskup im mówi?

- Staram się budować braterskie relacje z księżmi, podobnie jak z wiernymi, aby być blisko tych, którzy całkowicie się oddali i którzy czynią dobro. Robię co tylko mogę, aby ich wspierać. Niektórzy z nich traktowani są jak pedofile. Mnie też to spotkało! Wszystko to wyrządza krzywdę księżom. To bolesne, zważywszy, że oni hojnie oddali swoje życie dla innych. Ale kiedy jeden członek jest zraniony, całe ciało cierpi. Wrzodu nie leczy się antybiotykami. Należy wziąć skalpel i go naciąć, a jeśli nie zrobi się tego we właściwym czasie, całe ciało jest zainfekowane. Trzeba zatem mierzyć się z faktami i umieć oceniać ich powagę. Wybaczenie można otrzymać jedynie jeśli w prawdzie spojrzymy na wyrządzone zło i otwarcie się do niego przyznamy.

Le Figaro: Ksiądz Arcybiskup jest przytłoczony pożarem, ale pomimo tego kryzysu, nie sprawia wrażenia zmiażdżonego...

- Nadzieja jest silniejsza. Opiekowałem się śmiertelnie chorymi pacjentami, ale nie powodowałem ich przygnębienia! Nie mówię, że sytuacja Kościoła nie jest poważna, ale to właśnie na tę sytuację musimy zareagować.

Le Figaro: Prawdopodobnie Kościół zezwoli na święcenia mężczyzn żonatych, w dojrzałym wieku, co będzie odpowiedzią "nie wprost" na kwestię celibatu...

- Sprecyzujmy, że, o ile papież tak zadecyduje, będzie chodziło o otwarcie ograniczone do pewnych regionów. Celibat pochodzi od Chrystusa. Nie jest celem samym w sobie. Celibat jest dla Królestwa Bożego, jest całkowitym darem z siebie dla Chrystusa i Kościoła. Powiem więcej: aby być kapłanem i porzucić wszystko by podążać za Chrystusem, można było w przeszłości pragnąć małżeństwa! Musimy mieć pewność, że seminarzysta byłby dobrym małżonkiem i wspaniałym ojcem. Jeśli seminarium jest dla niego ucieczką, albo co gorsze, perwersją, mamy do czynienia ze straszną pomyłką.
Celibat idzie w parze z małżeństwem, ponieważ mówi nam coś o Chrystusie, który się całkowicie oddał dla swojego Kościoła. Teraz, co do kwestii "viri probati", nie będzie to precedens. Jestem odpowiedzialny także za chrześcijan obrządków wschodnich. Wśród nich wielu z nich jest żonatych.

Le Figaro: Ksiądz Arcybiskup widzi w tym problem?

- Osobiście, nie. Kiedy Pan mnie powołał, planowałem się zaręczyć. Musiałem więc stoczyć walkę. Ale kiedy wybrałem celibat dla Królestwa Bożego, zrozumiałem jego sens. Celibat dla Królestwa Bożego jest znakiem powszechnej miłości. Trzeba wielkiej ludzkiej dojrzałości, aby wejść w tę tajemnicę całkowitego daru. Niektórzy przeżywają go z trudnością. Tymczasem chodzi o oddanie się w taki sam sposób, w jaki oddajesz się rodzinie.

Le Figaro: Powołania mają się źle, co z tym zrobić?

- Nie mamy w tym momencie wielu święceń, to prawda. Ale otrzymuję świadectwa od wielu młodych ludzi, którzy mówią, że słyszą wezwanie. Zaprosiłem ich więc niedawno, by porozmawiać o kapłaństwie, przybyło ich około stu! Stawiali mi prawdziwe pytana. Bóg zatem wzywa i wzywa cały czas. To do nas należy przyjrzenie się, czy seminarium jest miejscem, w którym ci młodzi uczą się odpowiadać w wolności na wezwanie Chrystusa, by służyć, a nie by być obsługiwanym. Tam jest ich prawdziwe miejsce. Musimy się nauczyć pracować ze świeckimi, ponieważ powołanie księdza niekoniecznie polega na władzy podejmowania decyzji.

Le Figaro: Jakie są priorytety Księdza Arcybiskupa w pracy ze świeckimi?

- Wyczuwam egzystencjalne cierpienie w społeczeństwie. Wiele osób prosi mnie, bym się za nie modlił. Te osoby oczekują czegoś ze strony Kościoła. 11 maja prawdopodobnie w kościele Saint-Sulpice odbędzie się wielka modlitwa przebłagania i uzdrowienia ze wszystkich form cierpienia. To Chrystus będzie w jej centrum, przez Swoją obecność w Najświętszym Sakramencie, bo to on ratuje i leczy.

Le Figaro: Zbliżają się wybory do Europarlamentu. Czy wbrew populizmowi, należy głosować na katolików?

- Według mnie najważniejsze jest by wziąć udział głosowaniu, bo projekt europejski wciąż pozostaje decydującą kwestią. W jaki sposób zorganizować tę Europę? Jak chronić autonomię państw? Nie chodzi o jednolicenie kultur, ale o to by pozwolić im wzajemnie się wzbogacać.

Le Figaro: Weźmie Ksiądz Arcybiskup udział w walce związanej z prawami bioetycznymi?

- Stawką jest godność człowieka. Czyż jest ona zmienną, określaną przez osoby trzecie, w zależności od stanu zdrowia, czy też jest ona we wnętrzu człowieka, niezależnie od tego, jak bardzo jest kruchy? Odpowiedź na to pytanie będzie miała potężne znaczenie. Będę o te przekonania. To nie arcybiskup Paryża ustanawia prawa. Jest jednak po to, aby rozjaśniać sumienia i umysły. To praca oparta na rozsądku, a nie slogan. Nigdy nie zaniecham mówienia o tym, co uważam za właściwe dla naszej ludzkości, wobec przyszłości, którą jej szykujemy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mężczyzna z kanistrami benzyny zatrzymany w katedrze

2019-04-18 11:24

PAP

Mężczyzna z dwoma kanistrami benzyny został zatrzymany w środę wieczorem po wejściu do nowojorskiej katedy św. Patryka na Manhattanie - poinformowała policja.

Ks. Cezary Chwilczyński

37-letni mężczyzna, mieszkaniec stanu New Jersey, został zatrzymany przez ochronę po wejściu do katedry, jednej z najbardziej charakterystycznych budowli w Nowym Jorku.

Pracownicy ochrony zawiadomili policję, która - po wstępnym przesłuchaniu - przewiozła mężczyznę do aresztu.

Według policji, mężczyzna miał przy sobie ponad 4 galony (ponad 15 litrów) benzyny, dwie butelki innego palnego płynu oraz dwie zapalniczki. Nie wiadomo jakie były jego zamiary.

Mężczyzna tłumaczył, że skończyło mu się paliwo w samochodzie. Nie wiadomo jednak, po co wszedł z kanistrami do katedry.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem