Reklama

Ks. Stefan Niedzielak i jego parafia

2019-01-16 11:02

Wojciech Bobrowski
Niedziela Ogólnopolska 3/2019, str. 42-43

Grzegorz Boguszewski
Ks. Stefan Niedzielak prezentuje bp. Władysławowi Miziołkowi odnowioną kaplicę Loretańską (lata 60.)

Na temat ks. Stefana Niedzielaka napisano wiele artykułów i opracowań historycznych. Omówiono wiele tajemnic związanych z jego tragiczną śmiercią, z działaniami na rzecz upamiętnienia ofiar Polaków poległych i pomordowanych na Wschodzie, z jego misją obrońcy prawdy i świadka historii. Najmniej można spotkać informacji o pracy tego kapłana jako duszpasterza i proboszcza. Niekiedy też te szesnaście lat pracy w parafii Matki Bożej Loretańskiej na warszawskiej Pradze jest uważanych za mniej aktywny okres w życiu księdza. Sama nominacja na funkcję proboszcza w peryferyjnej dzielnicy Warszawy jest traktowana jako jego wycofanie się z głównego frontu starcia polskiego Kościoła z komunizmem. W mojej opinii, jest to pogląd całkowicie błędny. Myślę, że w parafii z kościołem przy ul. Ratuszowej ks. Stefan Niedzielak sprostał wielkiemu wyzwaniu i przeżył najlepsze lata swojego kapłaństwa. Słowa te kreślę jako naoczny świadek.

Najstarszy zabytek sakralny warszawskiej Pragi

Jest nim kościół Matki Bożej Loretańskiej przy ul. Ratuszowej. Powstał on w latach największej świetności i bogactwa stołecznej już wówczas Warszawy, w czasie panowania dynastii Wazów. Zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem był on kaplicą przy wielkim kompleksie klasztornym Zakonu Franciszkanów, a dokładniej tej ich gałęzi, która na ziemiach polskich nazywana jest Bernardynami. Praga była wówczas odrębnym miastem, a ulicy, przy której mieścił się miejski magistrat, nadano nazwę Ratuszowa. Dochodzi ona prostopadle do samej Wisły, a na jej przedłużeniu po drugiej stronie rzeki w dzielnicy Stare Miasto spotykamy ul. Mostową. Nie jest to przypadek, gdyż za panowania Zygmunta Augusta, ostatniego z Jagiellonów, właśnie tu zbudowano pierwszy warszawski most przez Wisłę. Kaplicę, zwaną Domkiem Loretańskim, wzorowano na słynnym „Domu Maryi” z włoskiego Loreto. W środku domku ustawiono słynną figurę Matki Bożej Loretańskiej i otoczono ją krużgankami. Cały obiekt starannie wykończono w stylu epoki, a był to już barok. W 1644 r. oddano kaplicę do użytku zakonnikom oraz okolicznym mieszkańcom. Stan ten przetrwał tylko kilkanaście lat. Rzeczpospolita wkraczała właśnie w jeden z najbardziej tragicznych okresów w swojej historii, znany nam z sienkiewiczowskiej Trylogii. Podczas tych i następnych wojen, tj. powstania kościuszkowskiego (rzeź Pragi) i kampanii napoleońskich, bogate handlowe miasto Praga zostało doszczętnie zniszczone. Na jego miejscu rozciągają się dziś Park Praski i warszawskie zoo. Z całego zespołu zabudowań klasztornych cudem przetrwał do naszych czasów jedynie Domek Loretański, w 1941 r. podniesiony do funkcji kościoła parafialnego.

Proboszcz „czerwonej Pragi”

W lutym 1961 r. ks. Stefan Niedzielak został proboszczem tej właśnie parafii Matki Bożej Loretańskiej na warszawskiej Pradze. Jego poprzednik – ks. Antoni Haze przekroczył już osiemdziesiątkę, a pracował tam od prawie czterdziestu lat. W zapiskach „Pro memoria” z sierpnia 1952 r. kard. Stefan Wyszyński zamieścił zdanie: „Jest to człowiek, którego koniecznie trzeba zmienić, gdyż nie ogarnia już całości sprawy”. Jednak burza, która wówczas narastała nad polskim Kościołem, spowodowała, że było to możliwe dopiero prawie dekadę później. W tym czasie parafia powiększyła się wielokrotnie, na jej terenie wyrosła nowa dzielnica, taka warszawska Nowa Huta, a ze wszystkich podwórek słychać było głosy dzieci. Jej mieszkańcy pracowali m.in. w pobliskiej Fabryce Samochodów Osobowych i w Hucie Warszawa, była też duża grupa osób związanych z resortami siłowymi ludowego państwa. Włodarze PRL-u tak mocno troszczyli się o kręgosłup ideologiczny mieszkańców tej dzielnicy Warszawy, że wybrali ją na miejsce zamieszkania dla kilkudziesięciu rodzin hiszpańskich komunistów, gotowych do budowy czerwonego raju nad Wisłą. W założeniu mieli oni być awangardą postępu, a że nie do końca się udało, to już inny temat.

Reklama

Nowy proboszcz zderzył się z wieloma problemami. Pierwszy to szczupłość miejsca w samym budynku kościoła i w salach katechetycznych. O skali wyzwania może świadczyć liczba dzieci, które zapisały się na katechizację. W 1961 r. wzrosła ona z 1350 do 2500 (dane z kroniki parafialnej). Liczby te wydają się dziś nieprawdopodobne.

Ks. Niedzielak zadziałał tu wielotorowo. Zagospodarował on jako salkę lekcyjną każdą wolną powierzchnię w kościele i na plebanii. Po dwóch latach wzniósł też niewielki parterowy budynek katechetyczny. Pokonawszy dziesiątki przeszkód natury administracyjnej, zwykle celowo tworzonych, mimo braku materiałów budowlanych, dokończył odtworzenie północnego krużganku świątyni i zbudował zadaszenie przed jej głównym wejściem. Ta ostatnia inwestycja była często krytykowana, gdyż wiata zasłaniała piękny barokowy kościół. Jednak zadaszenie okazało się bardzo funkcjonalne zwłaszcza podczas udzielania tysiącom praskich dzieci sakramentów I Komunii św. i bierzmowania. Po kilkunastu latach, gdy fala powojennego wyżu demograficznego odpłynęła już z nowej dzielnicy, wiata przestała być potrzebna i została rozebrana.

Życie parafii

Lata 60. ubiegłego wieku to czasy II Soboru Watykańskiego i wprowadzania reformy liturgicznej w całym Kościele. Język polski oraz postawa stojąca podczas Mszy św. były dużą zmianą. Stały się one częstym tematem niedzielnych kazań naszego proboszcza. Zwracał on też uwagę na to, czy wierni nauczyli się dialogu z kapłanem podczas Mszy św. Najczęściej jednak były komentowane kazania wygłaszane z okazji skasowanych przez komunistów świąt narodowych, jak 11 Listopada lub 3 Maja, oraz rocznic najważniejszych dla każdego Polaka wydarzeń historycznych. W czasie grudniowej masakry na Wybrzeżu w 1970 r. ks. Stefan Niedzielak intonował Suplikacje. Wiele młodych osób zamieszkujących Pragę właśnie od niego dowiedziało się prawdy o katyńskiej zbrodni. Na reakcję władz nie trzeba było długo czekać. Już we wczesnych latach 60. zakazano procesji eucharystycznej ulicami dzielnicy w uroczystość Bożego Ciała. Podczas wielu nabożeństw sprawowanych na dziedzińcu kościelnym krążyły wokół samochody milicyjne z przeraźliwym sygnałem dźwiękowym. Jednak gdy czytałem kroniki parafialne udostępnione mi przez obecnego proboszcza ks. Zbigniewa Klocha, na próżno szukałem jakichkolwiek śladów tych wydarzeń. Ks. Niedzielak miał świadomość tego, że wszystko, co napisze, może być użyte przeciw niemu. Na temat jego intensywnej działalności w konspiracji w czasie II wojny światowej czy po jej zakończeniu nie wiedzieliśmy nic. Można powiedzieć, że nigdy się nie ujawnił. Podobnie postępowało wielu Polaków, jego rówieśników, którzy nawet po 1989 r. mówili: „Ja walczyłem dla Polski, a nie dla emerytury” – zachowywali swoją historię z lat okupacji często tylko dla siebie.

Ks. Stefan Niedzielak nie był sam, zawsze w parafii wspierało go kilku wikariuszy należących do pokolenia kapłanów, którzy wstępowali do seminarium w najczarniejszych stalinowskich latach. Myślę, że mieli świadomość, jaka może być cena wejścia na drogę kapłańskiego powołania. Warunki w seminarium na Krakowskim Przedmieściu były wówczas gorzej niż skromne, niekiedy doskwierał głód, i to nie tylko w Wielkim Poście. W sąsiednim budynku Dziekanki, zabranym przez komunistów Kościołowi, otwarto klub nocny. Wieczorami aż do godzin porannych rozlegały się tam głośne, ostre dźwięki. Klerycy nie mogli spokojnie spać ani się uczyć. Myślę, że pokolenie moich dzieci spotkało mniej tak mocnych świadectw wiary jak moje. Nasz proboszcz bardzo wspierał sport, sam dużo chodził, dobrze pływał. Aprobował wakacyjne wyjazdy na spływy kajakowe studentów i młodzieży, także inne inicjatywy, np. zespół muzyczny. Prymas Wyszyński po opłatkowej wizycie w naszej parafii zapisał w dzienniku „Pro memoria”: „Odwiedziłem Dom Ks. Emerytów przy ul. Ratuszowej i Ks. Dziekana Niedzielaka...”, i dodał: „(...) oraz zespół perkusyjny robiący wiele hałasu w piwnicach plebanii”. Jest tam także wiele wzmianek o pracy ks. Niedzielaka w roli dziekana dekanatu Praga Północ. Wynika z nich, że zadania te traktował bardzo poważnie.

„Non omnis moriar...” – Nie wszystek umrę...

Z kapłanów posługujących w parafii Matki Bożej Loretańskiej w latach 60. czterech zginęło śmiercią tragiczną. Najpierw dwaj wikariusze, którzy z wielkim oddaniem prowadzili duszpasterstwo młodzieży i studentów, zmarli w wyniku wypadków samochodowych, następnie ks. Niedzielak został zamordowany przez nieznanych sprawców w swojej następnej parafii na Powązkach (20 stycznia 1989 r.). Ks. Zdzisław Król, jako ostatni z nich, zginął w katastrofie smoleńskiej (2010 r.). Okoliczności śmierci co najmniej trzech z tych kapłanów nie są do końca wyjaśnione. Jednak wszyscy oni pozostali w naszej wdzięcznej pamięci, a przez świadectwo, które dawali, mieli pozytywny wpływ na nasze życie. Dawni uczestnicy Duszpasterstwa Akademickiego z parafii Matki Bożej Loretańskiej na warszawskiej Pradze są dziś animatorami lub uczestnikami katolickich wspólnot formacyjnych na trzech kontynentach. Dlatego też z inicjatywy młodzieży parafialnej z czasów ks. Stefana Niedzielaka skwer w narożniku Parku Praskiego przy kościele Matki Bożej Loretańskiej nosi jego imię. W 30. rocznicę tragicznej śmierci naszego Proboszcza dzięki staraniom obecnego gospodarza parafii ks. Zbigniewa Klocha w kościele zostanie też wmurowana tablica przypominająca pracę jego poprzednika.

Od wielu lat obserwujemy w Polsce narastającą falę ataków na Kościół, duchowieństwo i całą wspólnotę ludzi wierzących, tak jakbyśmy byli winni całego zła współczesnego świata. Mając w pamięci dobro, z którym spotkaliśmy się ja i moi przyjaciele w peryferyjnej warszawskiej parafii przy ul. Ratuszowej, odnoszę wrażenie, że współczesna agresja wobec Kościoła to tylko koszmarny sen, z którego za chwilę się obudzimy.

Dziękuję p. Marii Gabiniewicz i p. Iwonie Czarcińskiej z Instytutu Prymasowskiego za udzielone informacje oraz ks. Zbigniewowi Klochowi za udostępnienie kronik parafii Matki Bożej Loretańskiej w Warszawie z lat 60. i 70. XX wieku.

Wojciech Bobrowski
Autor wzrastał na terenie parafii, której proboszczem w latach 1961-77 był ks. Stefan Niedzielak. Jest absolwentem Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej, przewodnikiem wolontariuszem w Muzeum Powstania Warszawskiego. Od ponad roku współpracuje z „Niedzielą”.

Tagi:
kapłan kapłan

Ksiądz-strażak wyniósł relikwie korony cierniowej z płonącej katedry

2019-04-17 08:21

baz/RMF FM

Jean-Marc Fournier, kapelan paryskiej straży pożarnej został okrzyknięty bohaterem. To dzięki niemu zostały uratowane relikwie korony cierniowej oraz Najświętszy Sakrament.

Corriere Della Sera

Korona cierniowa została sprowadzona do Paryża w 1233 roku przez Ludwika IX. Korona zawiera elementy pochodzące z tej, którą rzymscy żołnierze osadzili na głowie Jezusa Chrystusa przed ukrzyżowaniem.

SCREEN

Bohaterem, który uratował tę bezcenną relikwię jest ksiądz - strażak. Udało mu się także uratować Najświętszy Sakrament. To się nazywa świadectwo wiary!

- Ojciec Fournier to prawdziwy bohater - mówią o nim koledzy. Nie okazał strachu, wszedł prosto do płonącej katedry po relikwie. Jako strażak każdego dnia balansuje na krawędzi życia i śmierci, w ogóle się nie boi - powiedział jeden ze strażaków Sky News.

- 50-letni Jean-Marc Fournier zaczął swoją posługę jako ksiądz w Niemczech. Potem przeniósł się do regionu Pays-de-la-Loire w zachodniej Francji. Od 2004 roku przez kilka lat był kapelanem francuskich żołnierzy w Afganistanie. - informuje RMF FM.


ZDJĘCIA Z WNĘTRZA KATEDRY Zobacz
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego data Wielkanocy jest zmienna

Ks. Józef Dębiński
Edycja włocławska 16/2003

Sashkin/pl.fotolia.com

Wielkanoc jest świętem ruchomym, którego data wielokrotnie była przedmiotem sporu. Obecnie przyjmuje się, że to święto przypada w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca, tj. po 21 marca.
Niejakim problemem przy ustaleniu daty Wielkanocy jest różnica w dacie ukrzyżowania Chrystusa podana w Ewangeliach synoptycznych (św. Marka, św. Mateusza i św. Łukasza) i w Ewangelii św. Jana. Różnica ta spowodowana jest żydowskim systemem liczenia dnia, czyli od zachodu do zachodu słońca. Stąd pytanie, jak powinien być zaliczony wieczór 14. nizan. Obydwa ujęcia miały swoich zwolenników. Kościoły wschodnie opowiadały się za dniem 14., a zachodnie - za 15. Kwestia ta została w końcu rozstrzygnięta na pierwszym soborze ekumenicznym w Nicei (Turcja) w 325 r., gdzie przyjęto oficjalnie datę 15.
Zgodnie z kalendarzem żydowskim i przekazami Ewangelii, Chrystus został ukrzyżowany 14. nizan, a zmartwychwstał w niedzielę po 14. nizan. Tę praktykę za św. Janem Apostołem przyjął Kościół w Małej Azji i obchodził uroczystości wielkanocne w dwa dni po 14. nizan. Zwolenników takiego terminu Świąt Wielkanocnych nazywano kwartodecymanami.
Praktyka Kościoła na Zachodzie była inna. Uroczystości wielkanocne obchodzono w niedzielę po 14. nizan, natomiast pamiątkę śmierci Chrystusa czczono w piątek przed niedzielą. Należy zauważyć, iż Kościoły małoazjatyckie, podkreślając dogmatyczny punkt widzenia, obchodziły dzień śmierci Chrystusa jako dzień radości - odkupienia. Zachód zaś akcentował mocniej punkt widzenia historyczny i obchodził dzień śmierci Chrystusa jako dzień żałoby, smutku, postu.
Nie można nie wspomnieć o trzeciej grupie chrześcijan, o tzw. protopaschistach, którzy po zburzeniu Jerozolimy nie trzymali się ściśle kalendarza żydowskiego i często obchodzili uroczystości wielkanocne przed 14. nizan.
Biskup Smyrny Polikarp w 155 r. udał się do Rzymu, do papieża Aniceta, w celu ustalenia jednego terminu Świąt Wielkanocnych dla całego Kościoła. Do porozumienia jednakże nie doszło. Sprawa odżyła w 180 r., za papieża Wiktora, kiedy opowiedziano się za niedzielnym terminem Wielkanocy. Papież polecił - pod karą ekskomuniki - przestrzegać nowo ustalonego terminu święcenia Wielkanocy. Mimo tego polecenia, metropolia efezka z biskupem Polikarpem na czele trzymała się nadal praktyki 14. nizan. Zanosiło się nawet na schizmę, ale nie doszło do niej dzięki zabiegom św. Ireneusza, biskupa Lyonu.
Dopiero na I soborze powszechnym w Nicei (325 r.) przyjęto dla całego Kościoła praktykę rzymską. Uchwały Soboru nie zlikwidowały jednak różnic pomiędzy Kościołami wschodnimi i zachodnimi. Należy pamiętać, że Rzym i Aleksandria używały odmiennych metod obliczania daty. Metoda aprobowana przez Rzym zakładała zbyt wczesną datę równonocy - 18 marca, gdy tymczasem Aleksandryjczycy ustalili ją poprawnie.
By położyć kres tej dwoistości, Synod Sardycki (343 r.) podniósł na nowo kwestię dnia wielkanocnego, ustalając wspólną datę na 50 lat. Inicjatywa przetrwała jednak zaledwie kilka lat. Po raz kolejny spór próbował zażegnać cesarz Teodozjusz (346--395). Prosił biskupa aleksandryjskiego Teofilosa o wyjaśnienie różnic. W odpowiedzi biskup, opierając się na metodzie aleksandryjskiej, sporządził tabelę chronologiczną świąt Wielkanocy. Jego zaś kuzyn, św. Cyryl, kontynuując dzieło wuja, wskazał przy okazji, na czym polegał błąd metody rzymskiej. Metoda aleksandryjska uzyskała pierwszeństwo i została zaakceptowana dopiero w połowie V w.
Z polecenia archidiakona Hilarego, Wiktor z Akwitanii w 457 r. rozpoczął pracę nad pogodzeniem metody rzymskiej i aleksandryjskiej. Hilary, już jako papież, zatwierdził obliczenia Wiktora z Akwitanii i uznał je za obowiązujące w Kościele. Od tego czasu obydwa Kościoły obchodziły Wielkanoc w tym samym czasie.
Największego przełomu w zakresie ustalenia daty Wielkanocy dokonał żyjący w VI w. scytyjski mnich, Dionysius Exiguus (Mały). Stworzył on chrześcijański kalendarz, rozpoczynając rachubę lat od narodzenia Chrystusa. To nowe ujecie chronologii zapanowało w Europie na dobre w XI w., a w świecie greckim dopiero w XV w. Chcąc uzyskać datę Wielkanocy, średniowieczny chronolog znalazł tzw. złotą liczbę danego roku (tj. kolejny numer roku w 19-letnim cyklu lunarnym), a potem sprawdzał w tabelach datę pełni księżyca. Znalazłszy ją, szukał pierwszej pełni po równonocy, czyli po 21 marca. Potem sprawdzał tabelę tzw. liter niedziel, która podawała datę Niedzieli Wielkanocnej.
Również Mikołaj Kopernik, na zamku w Olsztynie, gdzie przebywał przez pięć lat, własnoręcznie wykonał tablicę astronomiczną, na której wykreślił równonoc wiosenną. Było to ważne m.in. przy ustalaniu Wielkanocy.
Po XVI-wiecznej reformie kalendarza i wprowadzeniu w 1582 r. kalendarza gregoriańskiego po raz kolejny rozeszły się drogi Wschodu i Zachodu. Niedokładność kalendarza juliańskiego spowodowała przesunięcie względem rzeczywistej daty wiosennej równonocy, dziś wynoszące 13 dni.
Pod koniec XX i na początku XXI w. można zauważyć tendencje do wprowadzenia stałej daty Wielkanocy. Takie propozycje przedstawiano już na forum Ligi Narodów i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dał temu też wyraz w Konstytucji o liturgii II Sobór Watykański oraz patriarcha Konstantynopola Atenagora I w wielkanocnym orędziu z 1969 r., wzywając do usuwania różnic pomiędzy Kościołami i ustalenia wspólnej daty Wielkanocy.
Spośród proponowanych stałych dat sugerowana jest najczęściej druga niedziela Wielkanocy, co pokrywałoby się z ogólnym trendem ustaleń daty śmierci Chrystusa na dzień 3 kwietnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Fotografia Zmartwychwstałego

2019-04-21 22:17

Agnieszka Bugała

Manoppello, 2014 r. Stoję przed kryształową szybą osłaniającą chustę z wizerunkiem męskiej Twarzy. Srebrny relikwiarz obudowuje tkaninę o wymiarach 17 na 24 cm. Mężczyzna ma brodę, wąski nos ze śladem złamania, spuchnięte policzki, wąskie usta i otwarte oczy. Na szybę pada światło z okna, które mam za plecami a Oblicze przepuszcza światło na wylot. Patrzę na nie i widzę drzwi na końcu kościoła i ludzi w ławkach. Jest widoczny i przeźroczysty jednocześnie, widoczny i znikający, jest i nie jest… Patrzę.

Krzysztof Dudek

„Kiedy się dokładniej przyjrzeć, widać, że skóra wokół ust na policzkach i czole ma intensywnie różowy odcień świeżo zadanych ran. Z szeroko otwartych oczu emanuje niewytłumaczalny spokój. W czarnych punkcikach źrenic włókna wydają się osmolone, jakby wysoka temperatura przypaliła nici” – czytałam u autora „Boskiego Oblicza”. W 1963 r. św. o. Pio powiedział, że „Volto Santo w Manoppello to największy cud, jaki posiadamy”. Wg niemieckich badaczy, s. Blandiny Schlömer oraz o. Heinricha Pfeiffera, Wizerunek z Manoppello i Całun Turyński zapisują oblicze tego samego Człowieka, tyle, że w całunowe płótno owinięto całe ciało Zmarłego, a chusta z Manoppello miała leżeć na głowie Pana, gdy złożono Go w grobie.

A więc stojąc przed szybą mam przed oczami fotografię twarzy Zmartwychwstałego… Nie ma śladu farb, pędzla czy ołówka. Materiał, na której jest odbita Twarz to najdroższa tkanina starożytnego świata, bisior, zwany „złotem morza”. Jego delikatne włókna pochodzą z wnętrza małży, pozwala się farbować, ale nie da się na nim niczego namalować. Jeśli wierzyć badaczom powstał w chwili…powstawania z martwych! Obraz zatrzymał chwilę otwartych już oczu. Kogo widzą?

Wtedy, w Manoppello nie miałam odwagi wyjąć aparatu fotograficznego. Stałam przed Nim zalana łzami. Prześwietlił mnie na wylot i zostawił ślad niepojętej czułości… Od tamtej pory nie rozstaję się Jego Wizerunkiem. Staję przed Nim każdego poranka i każdego wieczoru, przytulam, gdy wali mi się świat, albo nie mam siły na niesienie codziennych krzyży. Jestem pewna, że te Oczy spojrzą na mnie w ostatniej chwili życia po tej stronie. I że rozpoznam Oblicze Wielkanocnego Pana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem