Reklama

Ten zwyczaj jest potrzebny

2019-01-16 11:11

Maria Fortuna-Sudor
Edycja małopolska 3/2019, str. VI

Maria Fortuna-Sudor
Fałkowianom kolędowanie weszło w krew

Nasza wspólnota parafialna gromadzi się przy gdowskim Betlejem, aby oddawać cześć Bogu i ogłaszać światu radosną nowinę, że narodził nam się Pan Jezus – mówi ks. Piotr Piekarczyk, wikariusz z parafii pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Gdowie

Przy tutejszym kościele od kilku lat w oktawie Bożego Narodzenia jest prezentowane gdowskie Betlejem, w którym Rodzinę z Nazaretu otaczają żywe zwierzęta. W tym roku po raz trzeci został zorganizowany (przez Urząd Gminy, Centrum Kultury i parafię) Orszak Trzech Króli.

Na jego zakończenie uczestnicy przybyli tradycyjnie pod gdowskie Betlejem, gdzie wspólnie kolędowali. Pomimo siarczystego mrozu dobre humory ich nie opuszczały. Duża w tym zasługa zaproszonych do wspólnego kolędowania grup kolędniczych. Jak informuje Wioleta Chmiela, dyrektor Centrum Kultury w Gdowie, na tutejszej scenie dla uczestników orszaku kolędowali: Grupa Śpiewacza z Czyżowa, kolędnicy z Gdowa, grupa dzieci z Nieznanowic i kolędnicy z Fałkowic.

Powstała grupa kolędnicza

Występujących w finale poznałam, gdy w grudniu trafiłam do Fałkowic (wioski znajdującej się obok Gdowa) na jedną z prób zespołu. Jak się okazało, grupa kolędnicza „Fałkowianie” przywraca w swej wiosce, okolicznych przysiółkach i w Gdowie zwyczaj kolędowania. W zimowy czas pełni zapału wyśpiewują kolędy oraz pastorałki, wnosząc do domów mnóstwo radości.

Reklama

Z rozmowy z uczestnikami wynika, że pomysł stworzenia grupy kolędniczej miało kilka osób. Anna Wójcik i Władysława Marciniak przyznają, że marzyły, aby taki zespół utworzyć.

– Chciałyśmy, żeby była taka kolęda jak dawniej, gdyśmy były dziećmi – przyznaje pani Władysława. Pani Anna przypomina, że dawniej w tutejszej szkole były różne zespoły, do których razem z koleżanką należały. – No i się udało – stwierdza z satysfakcją i przekonuje, że dla emerytek kolędowanie to dobry sposób na zagospodarowanie czasu. Z kolei sołtys Fałkowic – Andrzej Domagała wspomina: – Na jednym ze spotkań rady sołeckiej padła propozycja, że może przeszlibyśmy po wsi z kolędą. I tak pojawiła się ta pierwsza grupa. Przyznaje, że zespołowi kolędowanie weszło już w krew.

Więcej szczegółów pamięta Franciszek Ciężarek. – W 2013 r. mieliśmy organizować gminne dożynki, o czym rok wcześniej poinformował nas wójt z Gdowa – wspomina pan Franciszek. I zapewnia, że pomysł z założeniem grupy kolędniczej wiązał się z przygotowaniami do dożynek, ponieważ trzeba było uzbierać parę złotych na drobne wydatki przed tym wydarzeniem. Dodaje: – Dożynki zorganizowaliśmy, a od tamtego czasu kolędowanie stało się naszą tradycją. Pan Franciszek, który przygrywa zespołowi na heligonce, informuje, że aktualnie grupa liczy kilkanaście osób, które są w różnym wieku; od chłopców po emerytki i reprezentują różne zawody. – W grupie kolędników są osoby grające Matkę Bożą, św. Józefa, trzech króli, aniołów, diabła, turonia. Niezbędni są również niosący gwiazdę i szopkę.

Podtrzymują tradycję

W grudniu Fałkowianie spotykają się przynajmniej raz w tygodniu i przygotowują repertuar. Katarzyna Ciężarek przyznaje, że do zaangażowania się w tę formę aktywności zachęciły ją koleżanki. Opowiada: – Od początku myślałyśmy o repertuarze i doszłyśmy do wniosku, że chcemy przede wszystkim śpiewać kolędy i pastorałki, które są mniej znane. W tym naszym repertuarze są też fałkowickie, ludowe pastorałki. Zależy nam, żeby one nie zostały zapomniane. Przyznaje, że mają bogaty repertuar kolędowy, co udowadnia, pokazując śpiewnik, a w nim – teksty często w ogóle nieznane. Jedną z pastorałek Fałkowianie od razu mi zaśpiewali: „Cztery lata jakem pasał w tej tu dolinie, jako żywo nie słyszałem o tej nowinie. By synaczka panieneczka miała porodzić, by panieństwo z macierzyństwem miało się zgodzić...”. Gdy dopytuję, kto może śpiewać, pani Katarzyna przekonuje: – Jak ludzie chcą, to każdej melodii, każdej kolędy się nauczą. Słowa są przygotowane i już prawie wszystkie teksty znamy na pamięć.

Wspólne kolędowanie to same korzyści. Mateusz Woźniak i Daniel Dziewoński noszą szopkę. – Nas to ogólnie wszystko cieszy – mówi w imieniu własnym i kolegi pan Mateusz i zapewnia: – Lubimy chodzić po kolędzie i śpiewać. Ten zwyczaj jest nam wszystkim potrzebny, a nasze kolędowanie to tradycja, którą trzeba podtrzymywać.

Integrują się

Władysława Marciniak zauważa: – W dzisiejszych czasach coraz mniej się znamy. Jest więc okazja, aby się integrować, a gdy jedziemy poza Fałkowice, to poznajemy też nowe miejsca. Anna Wójcik dodaje: – Jak się jest emerytką, to człowiek siedzi w domu, a dzięki tej grupie trzeba iść na spotkanie, na próbę, a w czasie kolędowania, to sobie pośpiewamy i się też pośmiejemy. Wspomina, że kiedyś usłyszeli w jednym domu od gospodarza, że jak żyje 50 lat, to takiej kolędy nie widział. I stwierdza, uśmiechając się: – Jak człowiek taki zmęczony, ale i usatysfakcjonowany wraca do domu, to się potem lepiej śpi. Przed laty Janina Knapik przyjechała do Fałkowic ze Śląska, aby tu zamieszkać. Od razu zaznacza, że dzięki temu, iż działa w różnych organizacjach, nie czuje się samotna. Zapewnia: – Jestem bardzo zadowolona, że mogę kolędować. Poznałam dużo ludzi. Jest miło i serdecznie.

Franciszek Ciężarek zwraca uwagę na jeszcze jedną bardzo wymierną korzyść z kolędowania: – Za zebrane pieniądze, które otrzymujemy za kolędowanie, odnowiliśmy w Fałkowicach 3 XIX-wieczne kapliczki z piaskowca – mówi z satysfakcją. Z kolei Zofia Strojna przyznaje, że jest najmłodszym kolędnikiem, jeśli chodzi o staż, bo kolęduje dopiero od roku. Wyjaśnia, że miała chorego męża, który wymagał stałej opieki. Teraz, po jego śmierci, dołączyła do zespołu. – Sercem i duszą byłam z kolędnikami – zapewnia z uśmiechem i wyznaje: – Jestem zadowolona, że mnie przyjęli. Tymczasem grupa dodaje, że teraz to już jest cała rodzina Strojnych, bo syn pani Zofii od początku kolęduje, a nawet podczas kolędowania się zakochał i to z wzajemnością.

Zaiskrzyło!

Tak poznaję miłosną historię pary, którą przeznaczenie postawiło przy żłóbku. Katarzyna Garncarz-Strojny opowiada: – Przez ostatnie lata jestem Maryją. To się stało tak trochę z przypadku, bo osoba, która wcześniej była Matką Jezusa, nie mogła kolędować i padło na mnie. Marek Strojny, uśmiechając się dodaje: – Najpierw byłem królem, a później zostałem Józefem. Z Kasią poznaliśmy się w czasie kolędowania. Tak się zaczęła nasza bliższa znajomość. Zaiskrzyło i 23 września 2017 r. się pobraliśmy.

Gdy dopytuję, jak wygląda kolędowanie, Zofia Janda, która gra diabła, opowiada: – W każdym domu bardzo serdecznie nas witają. Proszą nieraz do środka, gdzie śpiewamy kolędy, a czasem to i tańczymy z gospodarzami. Podkreśla, że jeśli już do któregoś domu trafili, to w następnym roku mieszkańcy dopytują, czy do nich przyjdą. Kasia Garncarz-Strojny zapewnia, że ludzie są bardzo gościnni i zaznacza: – O niektórych to już wiemy wcześniej, że na nas czekają. A jej mąż zauważa: – Dzisiaj ludzie siedzą w domach. Mają komputery, telefony, a starsi – telewizory. A my w to wchodzimy i kolędujemy, aby tradycji stało się zadość.

Pan Franciszek dodaje: – Zapraszają nas też do ludzi chorych. To dla nas wielkie wzruszenie, gdy im kolędujemy, a i te osoby przyznają, że na nasze przyjście czekają z utęsknieniem. I podsumowuje rozmowę: – W ten sposób od kilku lat kultywujemy naszą staropolską tradycję. Trzeba też pamiętać, że śpiewając podwójnie się modlimy. Z kolei ks. Piotr Piekarczyk wyjaśnia: – Kolędowanie to przede wszystkim wychwalanie Boga w Dzieciątku, to upamiętnienie wielkiego wydarzenia w historii świata i Kościoła, jakim było narodzenie Syna Bożego.

Tagi:
kolędowanie

Kolędowanie z Janem Pawłem II

2019-01-30 11:36

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 5/2019, str. II

W kościele św. Jana Pawła II w Biłgoraju po raz pierwszy odbyło się „Kolędowanie z Janem Pawłem II”. Poprzedziła je Eucharystia sprawowana przez biskupa pomocniczego diecezji Mariusza Leszczyńskiego

Joanna Ferens
Młodzieżowa Orkiestra Dęta z Majdanu Sieniawskiego Zdjęcia:

Wikariusz parafii pw. św. Jana Pawła II w Biłgoraju, ks. Krystian Bordzań tłumaczył, jakie założenia ma cykl „Kolędowania z Janem Pawłem II”. – Celem kolędowania z Janem Pawłem II jest przede wszystkim pielęgnowanie tradycji kolędowych i pastoralnych, krzewienie tradycji wspólnego kolędowania w rodzinach i parafiach – wskazał.

Podczas pierwszego koncertu zaprezentowała się Młodzieżowa Orkiestra Dęta OSP z Majdanu Sieniawskiego, o której mówi kapelmistrz Michał Rydzik. – Nasza orkiestra działa na co dzień przy Ochotniczej Straży Pożarnej. Została założona w 2012 r. i składa się w głównej mierze z muzyków amatorów, gdyż tylko kilkoro z nich uczęszcza do szkoły muzycznej. W orkiestrze grają dzieci i młodzież z całej gminy Adamówka. Dziś zagraliśmy koncert kolęd w nawiązaniu do osoby i nauczania św. Jana Pawła II – podkreślił.

Kolędowa tradycja

– Pamiętam, że w moim rodzinnym domu kolędy były bardzo żywo śpiewane, a ponadto kolędowaliśmy po domach, chodziliśmy po całej miejscowości z kolędowaniem. Dziś niestety jest to coraz rzadziej spotykana tradycja. Dlatego zachęcam do śpiewania kolęd wszystkich, gdyż to od każdego z nas zależy, czy ta tradycja przetrwa kolejne pokolenia. Niezwykle ważne jest, aby rodzice uczyli swoje dzieci słów polskich kolęd, ponieważ te kolędy w takim zewnętrznym wyrazie proste i sentymentalne, tak naprawdę głęboko wyrażają tajemnicę naszej wiary – wskazał w rozmowie bp Mariusz Leszczyński. – Jan Paweł II przenosił do Watykanu polskie tradycje. Lubił śpiewać nie tylko kolędy tradycyjne, ale był także rozmiłowany w pastorałkach i w kolędach szczególnie umiłowanych przez górali – przypomniał.

Z myślą o potrzebujących

W ramach drugiego koncertu, 20 stycznia, odbyły się: bożonarodzeniowe przedstawienie pt. „Tęsknota miłości” w wykonaniu dzieci z Papieskiego Dzieła Misyjnego, koncert laureatów szkolnego konkursu kolęd i pastorałek w wykonaniu uczniów Szkoły Podstawowej nr 1 w Biłgoraju, a także charytatywny koncert kolęd „Siła Zjednoczonych Serc” dla Igi Pawelec z Soli k. Biłgoraja. O powstawaniu płyty-cegiełki dla małej Igi mówił jeden z jej twórców, Tomasz Oszust z Frampola. – Koncert „Siła Zjednoczonych Serc” jest inicjatywą i przedsięwzięciem młodych ludzi z Biłgoraja, Zamościa, ale także Szczecina i Poznania. To pomoc dla zmagającej się z chorobą dwu i pół letniej Igi Pawelec. Postanowiliśmy wykorzystać nasze talenty, by pomóc dziewczynce. W projekt zaangażowało się ponad 20 osób. Nagraliśmy płytę, na której znajduje się 19 kolęd i pastorałek, tych znanych, ale i tych zapomnianych z XVIII czy XIX wieku. Staraliśmy się, by aranżacje były wynikiem naszych muzycznych poszukiwań i odbiegały od tego, co słyszymy w radiu, ale jednocześnie aby utwory zachowały swój charakter – wskazał.

– Nasza córeczka przyszła na świat z wadami mózgu, które nie pozwalają jej się rozwijać. Jedyną nadzieją jest kosztowne leczenie i rehabilitacja w klinikach w Niemczech. Cały czas zbieramy środki, by opłacić koszty z tym związane. Dwa miesiące temu Iga miała operację biodra, w tej chwili potrzebna jest rehabilitacja nogi i pionizowanie. Jest szansa, że te wszystkie zabiegi pozwolą jej chodzić – wyjaśniała mama dziewczynki, Barbara Pawelec.

W koncercie charytatywnym wystąpili: Edyta Kruszyńska, Małgorzata Łeska, Beata Stokłosa, Kornelia Rudy, Anna Łeska, Julia Łeska, Diana Biszczanik, Justyna Branewska, Barbara Arabska, Joanna Antonik, Filip Bednarz, Patrycja Batycka, Tomasz Oszust, Monika Nizioł, Kornelia Rudy, Dominika Polak i Beata Tomczuk. W trzecim koncercie, 27 stycznia, wystąpił zespół Wójtowianie z Krasnobrodu. Organizatorem wydarzenia jest Fundacja „Gaudium et Spes”, we współpracy z parafią pw. św. Jana Pawła II w Biłgoraju. Patronat medialny nad wydarzeniem objęła zamojsko-lubaczowska edycja „Niedzieli”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czy naród żydowski współpracował z nazistami?

2019-02-15 18:37

Artur Stelmasiak

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje niezwykłą historię, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. W tym miejscu kolaborujący z Gestapo Żydzi sprzedawali za grube pieniądze swoich rodaków.

Archiwum

Tak się składa, że warszawska redakcja tygodnika "Niedziela", w której pracuje, mieści się w dawnym budynku Hotelu Polskiego. Podczas II wojny światowej wydarzyła sie tu straszna i bolesna historia dla narodu Żydowskiego, bo w aferę Hotelu Polskiego zamieszani byli dwaj żydowscy kolaboranci Gestapo – Leon „Lolek” Skosowski i Adam Żurawin.

Zgodnie z zabiegami dyplomatów ze Szwajcarii i USA, części Żydów z getta warszawskiego zezwolono wydać paszporty, żeby mogli wyemigrować do Ameryki Południowej. Przesłane na przełomie 1942 i 1943 roku dokumenty nie trafiły jednak do ich właścicieli, a do rąk Skosowskiego i Żurawina. Sprzedawali ukrywającym się Żydom paszporty, których cena dochodziła nawet kilkuset tysięcy złotych za sztukę. Chętnych nie brakowało. Żydzi, którym udało się zakupić paszport, zostali internowani w Hotelu Polskim przy ulicy Długiej 29 w Warszawie. Oczywiście wszystko odbywało się pod bacznym okiem Niemców, którzy pewnie także czerpali profity z tego zyskownego procederu. Wiosną 1943 r. urządzili nalot na Hotel Polski i prawie wszystkich rozstrzelano. Później to miejsce traktowano jako pułapkę warszawskiego gestapo, które w ten sposób wywabiało Żydów z kryjówek po aryjskiej stronie, by ich zamordować w obozach zagłady.

Według Żydowskiego Instytutu Historycznego spośród ponad 2500 Żydów, którzy zgłosili się na Długą, przeżyło zaledwie 260 osób. "Lolkiem" i jego zbrodniczą działalnością zajęła się Armia Krajowa. Leon Skosowski został zabity 1 listopada 1943 roku przez żołnierzy kontrwywiadu Okręgu Warszawskiego AK. Tego dnia do Gospody Warszawskiej przy Nowogrodzkiej o godzinie 17-tej wkroczyło czterech żołnierzy polskiego podziemia uzbrojonych w pistolety i granaty. Zebranym kazano podnieść ręce do góry, a Lolka Skosowskiego zastrzelił podchorąży „Janusz”. Strzelał z bliska – AK chciało mieć pewność, że zlikwidowano tego groźnego agenta Gestapo.

Takich historii, gdy Żydzi współpracowali ze swoimi oprawcami można znaleźć więcej. Parafrazując skandaliczne słowa premiera Izraela Benjamina Netanjahu wypadałoby zapytać: Czy naród żydowski współpracował z nazistami? Odpowiedź jest oczywista. Naród Żydowski był ofiarą, a nie oprawcą, choć tak jak w każdym narodzie zdarzały się czarne charaktery. To nie Polacy, ani nie Żydzi byli oprawcami i zbrodniarzami w czasie II wojny świtowej. Oba narody były ofiarami zbrodniczego niemieckiego nazizmu. Oczywiście Żydzi byli brutalniej traktowani przez Niemców, ale nie jest to w żadnym wypadku wina narodu polskiego.

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje sytuację, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. "W związku z ustaleniem tego ohydnego zbrodniczego procederu [afera hotelu Polskiego], szef kontrwywiadu AK Okręgu Warszawa, kpt. Bolesław Kozubowski, uzyskał od płk. Chruściela, późniejszego dowódcy Powstania Warszawskiego, zgodę na natychmiastowe zlikwidowanie całej szajki bez oczekiwania na wyrok sądowy, aby ratować jak największą liczbę kandydatów na tak organizowany przez Skosowskiego wyjazd do obozów zagłady" - czytamy we wspomnieniach podporucznika AK Janusza Cywińskiego ps. "Janusz", który wykonał wyrok na Skosowskim.

Kilkadziesiąt metrów od Hotelu Polskiego jest maleńka uliczka im. Bohaterów Getta. Często widzę tam kręcące się wycieczki z Izraela. Dlaczego nie widzę takich wycieczek stojących przed Hotelem Polskim? Przecież to miejsce mogłoby być ważną dla narodu Żydowskiego lekcją historii. Pewne jest także, że taka lekcja bardzo przydałby się premierowi Izraela.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Gorzów Wlkp.: powstała katedra z tysięcy klocków lego

2019-02-21 15:26

wm / Gorzów Wielkopolski (KAI)

Budowlę katedry pw. Najświętszej Maryi Panny zbudowaną z kilku tysięcy klocków lego zaprezentował twórca Cezary Siwek na wystawie w rodzinnym salonie, znajdującym się w Galerii Manhattan w Gorzowie Wielkopolskim. Wernisaż odbył się 21 lutego, a uczestniczyły w nim dzieci i dorośli. Proboszcz fary ks. dr Zbigniew Kobus ofiarował pomysłodawcy wizerunek kościoła na fotografii.

Twitter

- Do tej pory nie spotkałem takiego przedstawienia katedry – powiedział duchowny, zauważając, że na wystawach spotyka się najczęściej obrazy i fotografie. Przypomniał, że maleńka konstrukcja tego kościoła jest w muzeum „Spichlerz” na planie miasta średniowiecznego ale tak dużych rozmiarów i z takiego budulca jeszcze nie widział. Ks. Kobus pogratulował pomysłu i wręczył modelarzowi w prezencie fotografię przedwojennej katedry.

O realizacji modelu gorzowskiej świątyni, która jest symbolem Gorzowa Cezary Siwek myślał już od wielu lat. Działanie rozpoczął w 2011 r. od wykonania kilkuset zdjęć. O swoim pomyśle twórca rozmawiał już z poprzednim proboszczem ks. Zbigniewem Samociakiem, od którego dostał plan z przekrojem katedry i małą makietę.

Klocki zbierał przez dwa lata. – Są to elementy o unikalnych barwach, specjalistyczne, trudno dostępne, które trzeba było sprowadzać z wielu części świata. Udało się. Katedra powstawała przez 21 dni i nocy – powiedział Siwek, inicjator jedynej takiej katedry na świecie, bo jak twierdzi nie słyszał aby ktoś wcześniej podobny model wykonał. Jest on częścią wystawy, którą można oglądać w galerii handlowej na osiedlu Górczyn do 28 kwietnia.

Gorzowska katedra od lipca 2017 r. jest remontowana po pożarze, który wybuchł w czasie rozpoczynających się Dni Gorzowa. Ogień i dym zniszczył przede wszystkim wieżę, jednak w rezultacie ucierpiała cała budowla.

Cały czas prowadzona jest zbiórka funduszy na odbudowę kościoła, podczas ostatniej niedzielnej zebrano ponad 5 tys. zł.

Ofiary można wpłacać na konto parafii: 25 1020 1954 0000 7102 0069 8399 oraz diecezji: 81 1020 1954 0000 7602 0101 3754 lub wysyłając SMS na nr 72052 (koszt 2,46 zł z VAT) z dopiskiem „katedra”.

Ks. Kobus apeluje także do wiernych o zwracanie uwagi na otaczający katedrę teren, ponieważ w ostatnich dniach miały miejsce kradzieże sprzętu budowlanego.

Gotycka katedra Wniebowzięcia NMP, zbudowana w XIII w., jest symbolem Gorzowa Wielkopolskiego, mieści się w samym centrum. To najcenniejszy zabytek historii regionu i diecezji zielonogórsko – gorzowskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem