Reklama

Felieton Matki Polki

Wybieram Ciebie

2019-01-23 11:27

Wanda Mokrzycka
Niedziela Ogólnopolska 4/2019, str. 49

©micromonkey/stock.adobe.com

Nie włożę dresu, nie pójdę biegać. Nie pochłonie mnie lektura. Nie zabiorę się do pracy, choć czas nagli. Nie wciągnę się w szycie czy dzierganie. Nie dam się namówić na planszówkę z dziećmi ani nawet nie odpowiem na ich rozliczne pytania. Nie będę prasować, prać, myć naczyń, wycierać kurzu, wieszać prania, choć to wszystko czeka... Nie obejrzę ciekawego filmu. Odmówię spotkania z koleżanką, a wręcz wyłączę telefon. Nie będę planowała jutra. Nie posłucham nowego odcinka rekolekcji. Nie zadzwonię do mamy. Nie przeglądnę nowości wydawniczych. Nie wybiorę się do kina czy na koncert, choć może i miałabym na to ochotę.

Włożę najpiękniejszą sukienkę, mimo że pogoda nie sprzyja. Podkreślę oczy i upnę włosy. Kupię czas, dwie godziny sam na sam z mężem... Pożegnamy dzieci, dla których radosny jest fakt, że wychodzimy we dwoje oraz że zajmie się nimi niania. Pójdziemy znaną nam drogą na spacer. Ja i on. Miniemy te same domy. Może ukradkiem zauważymy nowe firanki w którychś oknach? Poruszając się w świecie słów i naszych uczuć, dojdziemy nad rzekę.

Zimą spacerujemy w towarzystwie głodnych kaczek i łabędzi. Czasem nurt ukrywa się pod skorupą lodu. Wiosną brodzimy w błocie, ciesząc się z zielonych gałązek i z tego, że dzień dłuższy. Przy brzegu obserwujemy drobne rybki i kijanki – nowe życie.

Reklama

Latem nad rzeką unosi się gwar wypoczywających, grillujących ludzi. Ktoś gra (i nam) na gitarze. Nasz szlak zbiega się z czyjąś wycieczką rowerową. Zgiełk z daleka nadzoruje czapla. Za to jesienią rzeka jest szara i groźna. Samotna i wyobcowana.

I tak już wiele lat, bez względu na porę roku, chodzimy we dwoje na spacery. Schemat dość prosty, lecz wymagający. Zmieniają się aura i bieg wydarzeń, zajmują nas coraz nowsze tematy, towarzyszą różne emocje, ale co ważne – raz w tygodniu jesteśmy tylko dla siebie.

Po tylu latach my też jesteśmy innymi ludźmi. Na szczęście wciąż razem, wciąż się znamy. Nie rezygnujemy ze swego towarzystwa, z rozmowy, mimo obowiązków, zmęczenia, mimo wielu ciekawych możliwości spędzania czasu osobno.

Każda relacja wymaga nakładu sił, wyrzeczeń i poświęcenia. Wymaga skupienia na drugim człowieku. Wymaga wyboru – że chcę z nim, mimo że przecież, obiektywnie, dam radę bez niego... Mężu, wybieram Ciebie, wiesz?

Wanda Mokrzycka
Żona Radka, mama dziewięciorga dzieci. Należy do wspólnoty Duży Dom i pisze dla Aleteia Polska

Tagi:
dzieci

Rodzicielskie warsztaty – czy warto?

2019-01-30 11:37

Rozmawia Katarzyna Krawcewicz
Edycja zielonogórsko-gorzowska 5/2019, str. VI

Z Anną Walczak o coraz popularniejszych szkoleniach dla rodziców, o wychowaniu i wspieraniu dziecka rozmawia Katarzyna Krawcewicz

©drubig-photo - stock.adobe.com

Katarzyna Krawcewicz: – Dzisiaj mamy wiele ofert różnych kursów czy szkoleń dla rodziców. Skąd taki popyt na te zajęcia?

Anna Walczak: – Rodzicom zależy na jakości relacji z dziećmi, by była ona pełna szacunku i wzajemnego zaufania i dlatego chcą rozwijać swoje umiejętności rodzicielskie. Rodzice szukają też na warsztatach wiedzy z zakresu wychowania dzieci oraz chcą się spotkać z innymi rodzicami, żeby wymienić się doświadczeniami. Taka forma spotkań warsztatowych temu służy. Jako prowadząca dostaję od uczestników informacje zwrotne po warsztatach i stąd wiem, że jest to dla nich również specjalny czas na refleksję. Mówią, że na co dzień są zabiegani i nie mają czasu pomyśleć, jakie działania czy sposób mówienia do dziecka służą jego rozwojowi. A przecież chcą zadbać o jakość kontaktu i relacji z dzieckiem, zbudować jego poczucie wartości, chcą po prostu, żeby sobie poradziło w życiu i żeby było szczęśliwe.
Często też rodzice mówią, że nie radzą sobie z własnymi emocjami. Martwią się np., że złoszczą się na dziecko, ale jednocześnie nie wiedzą, jak sobie poradzić ze swoją złością. I dlatego szukają pomocy – w różnej formie. A przede wszystkim szukają rozmowy. Ważny jest dla nich też ten specjalnie wygospodarowany czas, bo wtedy nie zajmują się dziećmi ani codziennymi obowiązkami, ale mogą spokojnie zastanowić się, jak chcą, żeby wyglądało ich rodzicielstwo.
Jesteśmy też bardzo niepewni i potrzebujemy, żeby ktoś nam powiedział, że jesteśmy wystarczająco dobrymi rodzicami.

– Jeszcze kilkadziesiąt lat temu takich zajęć nie było, a przynajmniej nie były one tak popularne i dostępne. Coś jest nie tak z dzisiejszymi rodzicami?


– Uczestnicy zajęć powtarzają, że nikt nie uczył ich bycia rodzicami. Nie chcą powtarzać tego, co robili ich rodzice. Mówią, że sami nie dostali od nich tego, co teraz chcieliby dać swoim dzieciom.
Nastąpiły zmiany w myśleniu, w kulturze, również zmiany w podejściu do dziecka. Zdaję sobie sprawę, że teraz będę mocno generalizować, jednak kiedyś powszechnie uważano, że rodzicielstwo polega na tym, żeby dziecku dać jeść, ubrać je odpowiednio, położyć spać o konkretnej godzinie. Emocje dziecka czy jego zdanie nie były brane pod uwagę. Brakowało rozmów i nie dbano o jakość relacji. Kiedyś rodzice koncentrowali się na tym, by mieć rację, a nie relację, przysłowiowe „dzieci i ryby głosu nie mają”.
Uczestnicy zajęć mówią, że w dzieciństwie brakowało im np. otwartości ze strony mamy czy taty, brakowało im rozumienia ich emocji. Wspominają, że gdy czegoś potrzebowali, nikt nawet nie wysłuchał ich potrzeby. Bo to nawet nie chodzi o realizację potrzeb, ale przede wszystkim o wysłuchanie. Dzisiaj coraz więcej rodziców chce brać pod uwagę potrzeby dzieci. Podkreślam, że potrzeby to nie zachcianki.
Kolejną sprawą, na którą kiedyś nie zwracano uwagi, jest wspieranie dziecka w byciu sobą. Odkrywanie, kim ono tak naprawdę jest.

– Kiedy przegląda się oferty warsztatowe, widać, że mają one różną formę.


– Można zapisać się na jednorazowy kilkugodzinny kurs, a można też przez pewien czas uczestniczyć w cyklicznych zajęciach. I w tym drugim przypadku już zaczyna tworzyć się pewna wspólnota, a nawet grupa wsparcia. Takie miałam doświadczenie, chociażby prowadząc ostatnio Szkołę dla Rodziców. Uczestnicy zaczęli dzielić się swoimi głębokimi przeżyciami. I nie chodziło już tylko o rodzicielstwo, zaczęli mówić o swoich osobistych trudnościach.
Wybierając natomiast krótszą formę, rodzice przychodzą nie tylko po wiedzę, ale też po konkretne narzędzia, np. co zrobić, żeby dziecko mnie słuchało, żeby ze mną współpracowało, żeby nie krzyczało. Chcą mieć też możliwość zadawania pytań, które rozwiewają różnorodne wątpliwości, chcą usłyszeć, jak inni rodzice radzą sobie z problemami, które pojawiają się w wychowywaniu dzieci.

– I takie narzędzia dostają?

– Na pewno zależy to od warsztatu. Ale ja osobiście coraz bardziej się przekonuję, że im lepiej dbam o siebie i swoje potrzeby, tym mniej potrzebuję konkretnych narzędzi do bycia dobrym rodzicem. Naprawdę muszę zacząć od siebie. Nawet nie jako mama. Najpierw jestem osobą, potem mamą. Moje potrzeby – nie przede wszystkim, ale również.

– Dzisiaj nie ma jednej koncepcji wychowawczej, a wiele z nich się wzajemnie wyklucza. Jak zatem wybrać dobre warsztaty?


– Czasami trzeba pójść na warsztaty po to, żeby się przekonać, że ta metoda nie jest dla mnie. Nie da się z góry przewidzieć pewnych rzeczy. Warto pytać znajomych, którzy w czymś brali już udział. A potem sprawdzać samemu, czy ta wiedza jest przydatna w mojej rodzinie. Jeżeli od razu mamy opory przed przyjęciem jakiejś koncepcji, to prawdopodobnie nie jest ona dla nas. Warto słuchać swojej rodzicielskiej intuicji.
Ja też musiałam wiele się nauczyć jako rodzic, chociaż jestem pedagogiem. I po latach doświadczeń wiem, że dzisiaj nie wybrałabym warsztatów, które koncentrują się tylko na zmianie zachowania dziecka, czyli takich: co zrobić, żeby dziecko przestało płakać, żeby szło spać o jednej porze itd. Nie poszłabym na warsztaty, które miałyby mnie nauczyć żelaznej konsekwencji w wychowywaniu dzieci. Wolałabym np. uczyć się, jak towarzyszyć dziecku, kiedy przeżywa trudne emocje. I tu wrócę do moich potrzeb – jeśli umiem się sobą zaopiekować, to wtedy łatwiej mi przyjrzeć się potrzebom mojego dziecka, mam w sobie chęć do bycia blisko niego. Mam czas na to, żeby usiąść przy nim i już nawet niekoniecznie coś mówić, tylko być. I nie potrzebuję uczyć się na pamięć metod, bo moja empatia pomoże mi tak naprawdę usłyszeć moje dziecko i to, czego ono potrzebuje. Pamiętajmy też, że warsztaty nie mają wzbudzać w nas poczucia winy ani sprawiać, że będziemy się kontrolować z ołówkiem w ręku, czy wykonaliśmy wszystkie zadania. Nie o to w tym chodzi.

– Z Katarzyną Piosik-Łobaczewską będziecie od lutego prowadzić różne spotkania rodzicielskie. Co to będzie?


– 8 lutego zapraszamy na Rodzicielską Mapę Marzeń – będziemy rozmawiać o tym, jak dbać i rozwijać kontakt z dzieckiem oraz o co chcemy szczególnie zadbać w tym kontakcie w bieżącym roku. 16 marca będzie warsztat „Jak zatroszczyć się o siebie, by być troskliwym rodzicem”, 13 kwietnia spróbujemy zrozumieć emocje dziecka, a 18 maja skupimy się na rodzicielskiej złości. Spotykamy się w Zielonej Górze, przy ul. Lisowskiego 7.
Zapisy przyjmujemy pod nr. tel. 792 031 010 lub e-mailowo: pedagog.ania@gmail.com .

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św. Walenty - patron zakochanych i chorych na padaczkę

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 7/2005

seyed mostafa zamani / Foter.com / CC BY

Początek lutego. Gdzie nie spojrzeć, tam króluje kolor czerwony - kolor miłości, kolor walentynek. Na sklepowych półkach, wystawach, a nawet na prowizorycznych straganach pojawia się „nowy produkt” - miłość. Opakowana w pluszowe misie, mrugające serduszka, zakochane mysie parki i tysiące innych zmyślnych cudeniek, mających tylko jedno zadanie - powiedzieć: „kocham Cię”. A wszystko z powodu jednego dnia - Dnia Zakochanych czyli walentynek.
Walentynki to dla Polaków zupełnie nowe święto. Popularność zdobyło sobie przede wszystkim w ciągu ostatnich 10 lat i to do tego stopnia, że dzisiaj wielu ludzi, niezależnie od wieku, czeka na ten dzień, by serdeczniej niż na co dzień wyrazić uczucia do najbliższej osoby. Istnieje zwyczaj rozsyłania specjalnych kartek, tzw. walentynek - zwykle anonimowych, których motywem przewodnim są amorki, serca, kwiaty, czułe wyznania miłości. Powszechnym stało się także, iż tego dnia zakochani wręczają sobie kwiaty i upominki, które mają potwierdzać ich wzajemne uczucie. Tradycja ta zwraca uwagę na wartość i wymiar uczuć, na niezaprzeczalną konieczność ich istnienia, na to, że są niezbędne, że są łaską i stanowią nieodłączny element ludzkiego bytu. Umiejętność ich nazwania, to, że odczuwamy je względem drugiej osoby lub stajemy się obiektem cudzych uczuć i dysponujemy możliwością ich odwzajemniania, czynią nas ludźmi. Nie można tego problemu traktować jednostronnie, jednowymiarowo i poddawać zaciekłej krytyce - co niektórzy czynią, ignorując pozytywne aspekty całości.
Walentynki niewątpliwie skłaniają do uwalniania dobrych emocji, zachęcają do okazywania uczuć, ośmielają i ułatwiają takie inicjatywy. Motywują do tego, by nie kryć się z tym, co czujemy do drugiej osoby, by nie zatajać tego, że ktoś jest nam bliski, ponieważ staje się to źródłem radości i siły, zarówno dla samego autora, jak i adresata takiej deklaracji. Korzystając z tych sprzyjających refleksjom okoliczności, należy zdać sobie sprawę, że ukrywanie własnych uczuć, tłumienie ich w sobie, znacznie zubaża nasze życie i wzajemne kontakty.

Skąd ten zwyczaj?

Pochodzenia zwyczajów związanych z walentynkami należy poszukiwać w luperkaliach - rzymskim święcie płodności, które w związku z ekspansją Cesarstwa Rzymskiego pojawiło się również na Wyspach Brytyjskich. Stąd w przyszłości walentynki rozprzestrzeniły się na cały świat. W czasach, gdy zastępowano święta pogańskie chrześcijańskimi, uznano, że św. Walenty, który zginął 14 lutego, w (przeddzień luperkaliów) może godnie objąć pieczę nad świętem budzącej się wiosny, kiedy przyroda pomału otrząsa się z zimowego snu, zwierzęta zaczynają łączyć się w pary, a ludzie chętniej szukają swoich drugich połówek. Na zachodzie Europy święty patronuje zakochanym co najmniej od XV wieku.



Co wiemy o św. Walentym?

Św. Walenty, patron Dnia Zakochanych, to postać dość zagadkowa. Był biskupem Terni pod Rzymem. Za czasów cesarza Klaudiusza II Gota (ok. 269 r.) poniósł śmierć męczeńską.
Legenda mówi, że św. Walenty zajął się popieraniem zakochanych jeszcze za swego życia, kiedy wystąpił przeciwko edyktowi cesarza, zakazującemu zawierania małżeństw. Cesarz Klaudiusz II Gocki z rozczarowaniem zauważył, że żonaci mężczyźni chętniej zostają w domach, zamiast ochoczo uczestniczyć w wojnach i dzielnie walczyć za Rzym. Św. Walenty zignorował ów zakaz i w tajemnicy udzielał ślubów młodym, zakochanym parom. Niestety, sekret się wydał, a Święty został pojmany, wtrącony do więzienia, a następnie stracony.
Według drugiej wersji okoliczności śmierci św. Walentego były zgoła inne: jako człowiek świątobliwy Biskup Terni w III wieku został obdarzony przez Boga niezwykłą mocą uzdrawiania. Wieść o tym dotarła do rzymskiego filozofa Kratona, którego syn był ciężko chory na padaczkę i czekało go życie pełne cierpienia. Św. Walenty zgodził się pomóc rodzinie Kratona pod warunkiem, że ten się nawróci. I rzeczywiście, przekonany cudem dokonanym przez Świętego, Filozof ochrzcił się, a wraz z nim jego bliscy i uczniowie. Niechętnie jednak przyjął to senat rzymski - uznano św. Walentego za osobę niebezpieczną dla państwa, aresztowano go i skazano na śmierć.
Kult Świętego rozwijał się dość szybko. W miejscu, w którym Męczennik został pochowany, już w IV wieku papież Juliusz I kazał wznieść bazylikę. Ponieważ padaczka, a także wszelkiego rodzaju choroby nerwowe, były wówczas w Europie bardzo częste, Święty znalazł licznych czcicieli na całym kontynencie. Do Polski jego sława dotarła dopiero w XV wieku. Ma tu św. Walenty wiele kościołów poświęconych jego imieniu, wiele ołtarzy i wizerunków. Ciekawe, że do niedawna żadne z tych miejsc nie cieszyło się specjalnym zainteresowaniem zakochanych. Sytuacja zmieniła się od chwili, gdy postać Świętego zaczęto łączyć z tym stanem serca.
Tak czy inaczej, historyczne przekazy dotyczące osoby św. Walentego w Dniu Zakochanych stają się rzeczą zupełnie niezauważalną, albo przynajmniej drugorzędną. Mało kto dziś pamięta, że św. Walenty, zanim zaczął patronować uczuciom, zanim stał się wzorcem dla wszystkich zakochanych i podkochujących się, był patronem chorych na epilepsję (padaczkę). Ci, którzy nie pamiętają już co to miłość, lubią złośliwie przyrównywać ją do stanu podobnego tej chorobie.
To tłumaczy, dlaczego właśnie św. Walenty jest patronem wszystkich zakochanych.
Św. Walenty patronuje nie tylko chorym na epilepsję, ale i na choroby nerwowe. Jest opiekunem chorych psychicznie, ludzi ogarniętych mrokiem umysłu. Ikonografia przedstawia tego męczennika najczęściej w stroju kapłańskim, w momencie uzdrawiania chorego.
Święty, dziś nieco zapomniany, miał w dawnej Polsce wiele świątyń, obrazów i cieszył się wielkim kultem. Obecnie w liturgii Kościoła 14 lutego na pierwszym miejscu wymienia się św. Cyryla i Metodego, słowiańskich patronów Europy, a dopiero w dalszej kolejności św. Walentego. Dawniej do kościołów, gdzie znajdował się ołtarz z wizerunkiem tego Świętego, 14 lutego matki przynosiły chore dzieci, aby za jego wstawiennictwem uprosić Boga o zdrowie dla dziecka. Najczęściej przynoszono dzieci chore na padaczkę lub przestraszone. Kapłan odprawiał w intencji osoby chorej Mszę św., następnie odczytywał fragment Ewangelii o uzdrowieniu przez Jezusa i kładąc Księgę Świętą na głowę chorego, udzielał błogosławieństwa. Po tych modlitwach wielu chorych, szczególnie dzieci, miało powracać szybko do zdrowia. Może warto w dniu 14 lutego przywrócić ten piękny zwyczaj pamiętając, iż św. Walenty to także patron chorych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Caritas kielecka tworzy mieszkania chronione dla chorych po kryzysach psychicznych

2019-02-16 18:20

dziar / Kielce (KAI)

Caritas Diecezji Kieleckiej przygotowuje mieszkania chronione dla osób, które przeszły kryzys psychiczny, ale nie wymagają już całodobowej opieki lekarskiej. Lokale znajdować się będą na pierwszym piętrze ośrodka zdrowia w Wiśniówce.

Caritas

Zostały one pomyślane jako alternatywa dla domów pomocy społecznej.

W mieszkaniach będą wkrótce mogły zamieszkać osoby, które przynajmniej dwa razy przebywały w szpitalu ze względu na swoją chorobę, ale nie wymagają już całodobowej opieki lekarskiej.

Realizowany projekt ma charakter pilotażowy. Chodzi o sprawdzenie, na ile forma częściowego wsparcia może pomóc osobom po kryzysach psychicznych w powrocie do normalnego funkcjonowania. Mieszkańców lokali wspierać będą m.in. psycholog, pracownik socjalny oraz koordynator, który nadzorować będzie te mieszkania.

W mieszkaniach Caritas prowadzi prace remontowe. W efekcie mają powstać odrębne lokale, ale realizatorzy projektu oczekują, że lokatorzy będą się nawzajem wspierać i tworzyć małe społeczności. Ograniczone, rozważnie prowadzone wsparcie ze strony różnych specjalistów powinno dać możliwość stabilizacji i również usamodzielnienia tych osób.

Osoby zainteresowane zajęciem mieszkania chronionego na Wiśniówce mogą się zgłaszać do Caritas Diecezji Kieleckiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem