Reklama

Wierzył, że można zmienić świat

2019-02-20 11:32

Z Simoną Sandric-Gotovac rozmawia Anna Gaweł z Międzynarodowego Rycerstwa Niepokalanej w Rzymie
Niedziela Ogólnopolska 8/2019, str. 10-12

Archiwum Anny Gaweł
Jan Paweł II przybywał do kliniki nie tylko po pomoc jako pacje nt, ale też z posługą

Simona Sandric-Gotovac, kardiolog i specjalista medycyny sportu, pochodzenia chorwackiego, wykłada na Katolickim Uniwersytecie Sacro Cuore w Rzymie i pracuje w poliklinice Gemellego, gdzie tradycyjnie leczeni są papieże. Jest cenioną profesjonalistką, która wiele lat temu uciekła wraz ze swoim mężem z kraju, wówczas ciemiężonego przez reżim komunistyczny. Po raz pierwszy spotkała się z papieżem Janem Pawłem II w bardzo szczególnych okolicznościach. I dzieli się swoim świadectwem.

Anna Gaweł: – W jakich okolicznościach spotkała Pani po raz pierwszy Jana Pawła II?

Simona Sandric-Gotovac: – Im więcej czasu upływa, tym bardziej uświadamiam sobie, jak wielką łaskę otrzymałam, mogąc spotykać papieża Jana Pawła II w bardzo wyjątkowych sytuacjach. W 1981 r. byłam młodym kardiologiem i pracowałam w poliklinice Gemellego. Pamiętnego 13 maja 1981 r. byłam w szpitalu na dyżurze, kiedy niespodziewanie otrzymaliśmy wiadomość, że był zamach na życie Ojca Świętego i że został on postrzelony na Placu św. Piotra. Dyrekcja polikliniki natychmiast postawiła nas w stan najwyższej gotowości. Ja również weszłam w skład ekipy lekarskiej, która oczekiwała na przyjazd rannego Ojca Świętego. Nikt nie wiedział, jak ciężkich obrażeń doznał oraz w jakim znajduje się stanie. Byliśmy gotowi i sala operacyjna też była przygotowana, ponieważ było wiadome, że będzie konieczna operacja. Stałam przy wejściu do sali z moimi kolegami lekarzami, którzy zadawali pytania: Co się stanie? Czy będzie dobrze? Czy damy radę uratować Papieża? Stałam tam, medytowałam, w pewnym momencie zwróciłam się do nich: Dlaczego tak mówicie? Musicie się postarać i wykonywać wszystko solidnie, jak przy każdym innym pacjencie. Teraz Ojciec Święty jest pacjentem, który nas potrzebuje, jego życie znajduje się w niebezpieczeństwie, musimy zatem zrobić wszystko, by go uratować. Im bardziej będziemy spokojni, tym lepiej wszystko pójdzie. W pewnym momencie, gdy tam stałam, nastąpiło nagłe poruszenie. Usłyszałam głosy i jęki, które dały mi do zrozumienia, że przywieźli Jana Pawła II. Poliklinika Gemellego ma długie, na ok. 200 m, korytarze. Natychmiast się zerwałam i pobiegłam na spotkanie Ojca Świętego, dobiegłam do niego i chwyciłam jego rękę. Leżał na noszach i jęczał z powodu wielkiego bólu. Miał krwotok wewnętrzny, ponieważ pocisk wszedł mu przez jamę brzuszną i wyszedł z tyłu. Po tym, jak ujęłam go za rękę, pochyliłam się nad nim i powiedziałam: Ojcze Święty, odwagi! Odwagi! Wszystko będzie dobrze. Matka Boga udzieli pomocy i uratuje. Potem zaczęłam się modlić w języku chorwackim...

– ...dlaczego modliła się Pani po chorwacku, a nie po włosku?

– Wiedziałam, że Papież zna mój język. Studiował w Rzymie na Papieskim Uniwersytecie św. Tomasza, znanym także jako Angelicum. Kiedy studiował, nie było jeszcze Kolegium Polskiego, zatrzymał się więc w Kolegium Chorwackim. Nauczył się wówczas języka i poznał problemy, z którymi zmagała się Chorwacja. A był to czas reżimu komunistycznego, kiedy Chorwacja stanowiła jeszcze część Jugosławii.

– Pani się modliła, a co zrobił Papież?

– Zaczęłam się modlić w głębi duszy, trzymając go za rękę, i mówiłam głośno: Majko Boża, Majko Boża pomoże, a on powtarzał ze mną, podczas gdy przewozili go na salę operacyjną: Majko Boża, Majko Boża, Majko Boża... Kiedy dotarliśmy na miejsce, chirurdzy, anestezjolodzy i pielęgniarki zaczęli przygotowywać go do operacji. Był niesamowicie blady z powodu utraty dużej ilości krwi, dlatego staraliśmy się działać bardzo szybko. Ja przygotowywałam go do operacji pod względem kardiologicznym: podłączyłam pod elektrody, aby zobaczyć, jaki jest rytm jego serca. Miał arytmię, migotanie przedsionków, i tym należało się natychmiast zająć. Kiedy usystematyzowaliśmy arytmię, można było rozpocząć operację, którą przeprowadzili najpierw prof. Francesco Crucitti, a następnie prof. Aurelio Picciocchi, który był wówczas młodym, bardzo zręcznym chirurgiem. Kiedy operował, wydawało się, że haftuje. Obok zręczności odznaczał się też szybkością, co jest niezwykle ważne. Papieżowi została wycięta jedna część jelita – dokładnie 78 cm – ponieważ była cała podziurawiona od pocisku. Następnie złączono ze sobą dwa jego krańce i zszyto. Jestem przekonana, że z punktu widzenia medycznego Ojciec Święty wspaniale przeszedł tę operację dzięki umiejętnościom chirurgicznym tego profesora, który obecnie jest już na emeryturze.

– Czy spotkała Pani Jana Pawła II ponownie? W jakich okolicznościach?

– Ojciec Święty przebywał jako pacjent w poliklinice Gemellego. Przeszedł aż 8 operacji chirurgicznych. Spotykałam go zarówno w szpitalu, jak i poza nim. Kiedy kierowałam oddziałem kardiologicznym w klinice Salvator Mundi, Ojciec Święty przybył nas odwiedzić. Wielokrotnie widziałam go w szpitalu Gemellego, m.in. kiedy przybył na inaugurację struktury jednostki wieńcowej, tzn. intensywnej terapii, gdzie pracowałam. W ten sposób miałam szczęście poznać Jana Pawła II, dostrzec jego silną osobowość – wiedział, czego chce, i jeśli wyznaczył sobie cel, to go osiągał.

– Co Pani najbardziej zapamiętała z tego wydarzenia?

– To, co mnie najbardziej uderzyło, to Papieża umiejętność słuchania. Udałam się kiedyś z moim mężem – Vlado Gotovacem, który był pisarzem, poetą, krytykiem sztuki, opozycjonistą politycznym eks-Jugosławii, na prywatną audiencję. Mój mąż spędził w więzieniu 6 lat i kolejnych 8 lat na zwolnieniu warunkowym tylko z tego powodu, że ośmielił się mówić o różnorodności między narodami i o prawach ludzi, ponieważ jak wiadomo – Jugosławia była wówczas mozaiką narodów, języków, historii, kultur i religii. Jan Paweł II bardzo uważnie nas słuchał – zawsze był gotowy słuchać ludzi i ich problemów. Podczas tej audiencji powiedział wiele ważnych rzeczy, bardzo docenił odwagę mojego męża, który ryzykował te wszystkie lata w więzieniu, ponieważ nie bał się mówić i pisać. On nie był przeciwko państwu, domagał się jedynie prawa, aby każdy naród mówił własnym językiem. Uważał, że różnorodność nie jest wadą, ale bogactwem.

– Co, według Pani, pozostawił nam Jan Paweł II przez swój sposób radzenia sobie z cierpieniem?

– Pozostawił nam wielki przykład świętości i pokory. Potrafił nadać sens cierpieniu, które jest częścią życia każdej istoty ludzkiej. Przemienił ten ból w pozytyw, tzn. w kreatywność. Gdyby nie nadał sensu swojemu cierpieniu, przebieg jego pontyfikatu byłby całkiem inny. Wszyscy mówili, że powinien był zrezygnować. Nie! Niósł swój krzyż aż do końca i nie zrezygnował z cierpienia. Był jak Chrystus na krzyżu. Myślę, że nie przyszło to łatwo: zaczęło się od zamachu, lecz ból nie opuścił go nigdy, ponieważ potem miał 8 operacji, zapaść; najpierw kość udowa, potem bark, następnie niezłośliwy nowotwór blizny na jelicie grubym, które było wcześniej operowane...

– Jakim pacjentem był Jan Paweł II?

– Był człowiekiem bardzo aktywnym i kreatywnym: pozostanie w łóżku także było dla niego cierpieniem. Chciał opuścić poliklinikę Gemellego po pierwszej operacji, tej po zamachu, po 8 dniach. Wszyscy mówiliśmy: Ojcze Święty, jest za wcześnie, nie możesz wyjść, to była bardzo skomplikowana operacja... Ale on nalegał, mówił, że czuje się dobrze. Wrócił do Watykanu i pracował jak dawniej. Według niego – wyzdrowiał, ale to nie było tak. Po kilku dniach wrócił, ponieważ pojawiła się gorączka. Inna rzecz, która bardzo mi się u niego podobała, to to, że współpracował z lekarzami. Pewnego razu – w ostatnich latach – my, lekarze, spotkaliśmy się, aby zdecydować, w jaki sposób należy się zmierzyć z jego problemami zdrowotnymi. Spotkanie odbywało się w pomieszczeniu w pobliżu apartamentu, w którym był hospitalizowany, a on spacerował po korytarzu. Słyszał wszystko, o czym mówiliśmy, i w pewnym momencie się zatrzymał, wszedł i powiedział: Nie, nie, nie! Tu się mówi o mojej osobie, musicie zatem konsultować się ze mną. Tym gestem potwierdził, że również pacjent musi brać udział w tym, co decyduje o jego przeznaczeniu i wyzdrowieniu. To jest bardzo pozytywne i ważne. Ojciec Święty nie poddawał się terapii w sposób pasywny, ale brał w niej czynny udział i chciał zrozumieć wszytko, co się z nim działo. Zaakceptował swoją chorobę, ale chciał się z nią zmierzyć w sposób świadomy. Kiedy był hospitalizowany, pytał lekarzy: Jakie są moje rokowania? Co się wydarzy? Czy mogę się leczyć w Watykanie? Jeśli to możliwe, wrócę na Watykan... Chciał zawsze wiedzieć wszystko o swoim stanie zdrowia. Kiedy po raz ostatni był hospitalizowany w poliklinice Gemellego, powiedział: Dobrze, zatem idę do mojego domu. Kiedy pojawił się w oknie w pamiętną Wielką Środę, widać było, jak bardzo cierpiał. W pewnym momencie nie mógł już więcej mówić i uderzył pięścią w pulpit. Złościł się na chorobę. Pragnął jeszcze walczyć, ponieważ miał niewiarygodną siłę woli i wierzył w wyzdrowienie.

– Gdyby mogła Pani spotkać teraz Ojca Świętego, o co by go Pani poprosiła?

– Ponieważ Ojciec Święty miał olbrzymią siłę ducha, poprosiłabym, aby uczynił coś w kwestii pokoju na świecie, ponieważ to, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, jest naprawdę poważne. Poprosiłabym: Ojcze Święty, interweniuj w konkretny sposób, krzycz, proś o pokój, ponieważ nie można kontynuować zabijania bezbronnych ludzi. Nie usprawiedliwiam agresji – żadnej agresji, ani z jednej, ani z drugiej strony – ale proszę: Uciszcie te wojska, spotkajcie się, prędzej czy później będziecie zmuszeni do komunikacji, ponieważ to dialog rozwiązuje problemy.

– Mówi się, że Jan Paweł II był mistykiem. Co Pani o tym myśli?

– Dał nam przykład głębokiej wiary, ponieważ wierzył, że można zmienić świat. Wiara jest zanurzeniem w Tajemnicę, jest zanurzeniem w niepojętą rzeczywistość. Wiary nie można zdobyć tylko przez czytanie książek. Wiara jest czymś niewytłumaczalnym. Tylko Bóg może dać nam siłę. Wiara jest nieustannym poszukiwaniem Absolutu, a Absolut jest prawdą. Gdzie znajdziesz Absolut? Absolut przebywa w samotności, musisz zatem wejść w samotność wewnątrz siebie. Wewnątrz ciebie, wewnątrz nas jest Absolut, który identyfikuje się z prawdą. Potem, kiedy odnajdziesz ją wewnątrz siebie, możesz ją ukazać i dać innym. Ofiaruj ją innym. To nieustanne zadanie, które trwa przez całe życie. Poszukiwanie prawdy, która prowadzi do miłości, a miłość realizuje się tylko razem ze sprawiedliwością. Wspierają się wzajemnie miłość, sprawiedliwość i prawda. Jan Paweł II dał nam dobry przykład, ponieważ był teologiem, ale i poetą. A właśnie poeci są ludźmi, którzy są w stanie zejść w głębię swojej duszy, aby wydobyć i odnaleźć tę prawdę, ten Absolut, który się tam znajduje.

– Co zatem składa się na świętość Jana Pawła II?

– Poszukiwanie Absolutu, którym jest Bóg. Ojciec Święty szukał Go zawsze i wszędzie. Dla mnie to pozostanie naprawdę niewyjaśnioną tajemnicą. Iluż młodych przyciągnął Jan Paweł II! Zastanawiam się, co oni odkrywali w tym człowieku. Prawdopodobnie młody człowiek pragnie Boga i Go szuka; prawdopodobnie Jan Paweł II był człowiekiem, który potrafił wyjaśnić młodym, gdzie znajduje się prawda. I kiedy młody człowiek znalazł prawdę, odkrył także miłość...

– Co Pani myśli o następcach Jana Pawła II?

– Papież Benedykt XVI jest jednym z największych papieży XX wieku, ponieważ – nawet jeśli wydaje się papieżem nieskłonnym do zmian – odmienił oblicze Kościoła. Żaden z papieży, nawet Wojtyła, nie miał odwagi, by zrezygnować. Benedykt XVI uczynił to, przekonany, że przyniesie to korzyść Kościołowi, ponieważ zaistniała sytuacja, w której nie mógł uczynić tego, co uważał za słuszne, tzn. zmiany. Kiedy zaczął poruszać niektóre sprawy, był wstrzymywany. Wówczas zrozumiał, że Kościół musi się zmienić, i jedyny sposób to ten, aby przybyła inna osoba papieża, ponieważ on uczynił już wszystko, co mógł. Zrozumiał, że Kościół musi zmienić bieg historii. Po przybyciu Franciszka wiele spraw uległo zmianie i wciąż się zmienia. Każdy papież ma jakiś szczególny dar. Jan Paweł II miał charyzmę, Benedykt XVI to jeden z największych teologów, który jednocześnie pokazał swoją pokorę i umiejętność odczytywania znaków czasu. Franciszek zaś podejmuje dzieła, które uważam za natchnione przez Ducha Świętego: ten Papież ma tyle odwagi, co Jan Paweł II, który rozpoczął swój pontyfikat od słów: „Nie lękajcie się!”, ponieważ pochodził z Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie trzeba było mieć wiele odwagi, aby żyć – i on ją miał.

– Gdzie Pani była podczas kanonizacji Ojca Świętego?

– Byłam na Placu św. Piotra. Musiałam tam być. Byłam wśród ludzi. Nie chciałam iść do sektorów. Chciałam być z ludźmi. Byłam tam również na czuwaniu, zanim Ojciec Święty umarł. Przez całą wcześniejszą noc i cały kolejny dzień pozostawałam, modląc się. Jan Paweł II – jak wielcy ludzie – wiedział, że koniec się zbliża, i był spokojny, był gotowy na tę chwilę.

Wywiad przeprowadzony 11 października 2018 r. Współpraca: Zbigniew Gretka, prezes Stowarzyszenia Autorów Polskich

Tagi:
Jan Paweł II świadectwo

Reklama

Zostałem tercjarzem

2019-03-20 09:26

Br. Kazimierz, nowicjusz FZŚ w Grudziądzu
Edycja toruńska 12/2019, str. VI

Ks. Paweł Borowski
Świadectwo życia św. Franciszka z Asyżu i umiłowanie Słowa Bożego pociągają wielu ludzi na całym świecie

Na drogę nawrócenia wszedłem mniej więcej 8 lat temu pod wpływem lektury Pisma Świętego, w szczególności Nowego Testamentu. Miłością do Słowa Bożego zaraził mnie (i z pewnością wielu innych mieszkańców naszej parafii) ks. Marcin, wówczas neoprezbiter, który na cotygodniowych spotkaniach założonego przez siebie kręgu biblijnego ukazywał bogactwo i piękno Słowa Bożego, którego do dziś staram się często słuchać i „rozważać w sercu swoim” (por. Łk 2, 19).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzeszów: Komisja Duszpasterska KEP o programie duszpasterskim na lata 2019-2020

2019-03-21 17:36

tn / Rzeszów (KAI)

W Rzeszowie zakończyło się trzydniowe posiedzenie dyrektorów wydziałów duszpasterskich kurii diecezjalnych z całej Polski oraz duszpasterzy krajowych różnych środowisk w ramach prac Komisji Duszpasterstwa KEP. Uczestnicy zatwierdzili ostateczną wersję programu duszpasterskiego na lata 2019-2020 z hasłem: „Eucharystia daje życie”.

BP KEP

Od 19 do 21 marca trwało w Rzeszowie posiedzenie dyrektorów Wydziałów Duszpasterstwa. Miejscem posiedzenia był Dom Diecezjalny Tabor. Na zaproszenie abp. Wiktora Skworca, przewodniczącego Komisji Duszpasterstwa KEP, do Rzeszowa przyjechali niemal wszyscy dyrektorzy metropolitalnych i diecezjalnych Wydziałów Duszpasterskich oraz duszpasterze krajowych różnych środowisk i grup zawodowych, m.in. Romów, chorych, kolejarzy, esperantystów i lekarzy weterynarii.

Otwierając obrady abp Wiktor Skworc mówił o nadziei związanej z nowym programem, który będzie koncentrował się na Eucharystii. „Chodzi nam o to, abyśmy coraz bardziej zapraszali wiernych do świadomego udziału w tajemnicy Wieczernika; żeby przekazywać naszym wiernym prawdy wiary związane z Eucharystią oraz zapraszać do udziału w Eucharystii młodzież i dzieci, gdyż na Eucharystiach wyraźnie brakuje najmłodszego pokolenia” – powiedział arcybiskup, zapowiadając w ostatnim roku nowego programu duszpasterskiego zorganizowanie diecezjalnych kongresów eucharystycznych według uznania biskupów diecezjalnych.

Pierwszym prelegentem był ks. Roman Chromy, konsulator Komisji Duszpasterstwa KEP, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa archidiecezji katowickiej. Ks. Chromy zaprezentował przyjętą przez Komisję Duszpasterską tematykę programu duszpasterskiego dla Kościoła w Polsce na lata 2019-2022 z hasłem „Eucharystia daje życie” (do tej pory posługiwano się roboczym hasłem: „Eucharystia – źródło, szczyt i misja Kościoła”). W pierwszym roku będzie obowiązywał temat: „Wielka tajemnica wiary” z mottem biblijnym: „[…] abyście uwierzyli w Tego, którego [Bóg] posłał” (J 6,29). W drugim roku programu tematem będą słowa: „Zgromadzeni na świętej wieczerzy” z mottem biblijnym: „[…] Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba” (J 6,32). Tematem trzeciego roku programu będą słowa: „Posłani w pokoju Chrystusa” z mottem: „ten, kto mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie” (J 6,57).

Kolejny prelegent, ks. Wojciech Sadłoń, dyrektor pallotyńskiego Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, przedstawił najnowsze badania na temat religijności Polaków. Duchowny, odwołując się do prac polskich i zagranicznych badaczy filozofii, kultury i religii, m.in. Charlesa Taylora i George’a Weigela, zwrócił uwagę m.in. na tendencje sekularyzacyjne obecne w wielu wymiarach współczesności.

Podczas środowych obrad uczestnicy wysłuchali trzech wystąpień. Jako pierwszy głos zabrał ks. Jan Szeląg, dyrektor Wydziału Duszpasterskiego archidiecezji przemyskiej prezentując wykład pt. „Praktyczna realizacja celów i założeń programu duszpasterskiego na przykładzie archidiecezji przemyskiej”. Ks. Szeląg zwrócił uwagę na systematyczność i integralność we wdrażaniu programu duszpasterskiego oraz na potrzebę zaangażowania wszystkich możliwych środowisk w tworzenie i wdrażanie programu duszpasterskiego na poziomie diecezjalnym i parafialnym. „W przypadku archidiecezji przemyskiej w program włączają się wszystkie wspólnoty parafialne, ruchy oraz kategorie i stany wiernych. To tzw. pastoralista zbiorowy. Dotychczas borykaliśmy się z takim wyzwaniem, że zarówno księża, ruchy i stowarzyszenia, chcieli wyłącznie otrzymywać pewien materiał czyli byli biernymi odbiorcami. Chcemy na poziomie diecezjalnym zarówno duchownym i świeckim stworzyć możliwość współtworzenia programu, a później bardzo zależy nam na wspólnym kroczeniu całej wspólnoty kościelnej według tych samych wskazań” – mówił ks. Szeląg.

W miejsce zapowiadanego wystąpienia bp. Rudolfa Pierskały, który nie mógł przyjechać do Rzeszowa, referat przedstawił ks. Krystian Piechaczek, członek Sekretariatu Komisji Duszpasterstwa KEP. Ksiądz Piechaczek mówił o konstruowaniu programów duszpasterskich na poziomie diecezjalnym i ogólnopolskim. Zwrócił uwagę, że takie programy są potrzebne jako uzupełnienie zwyczajnej pracy duszpasterskiej i choć ich wykorzystywanie w codziennej pracy wygląd różnie, należy skoncentrować się na ciągłym ich doskonaleniu i promocji.

„Fundamentalne pytanie jakie trzeba sobie postawić dotyczy celów jakie chcemy osiągnąć i sposobu osiągnięcia tych celów. Jeśli podejmujemy określone działanie, a nie potrafimy odpowiedzieć na proste pytanie o cel i środki, to może się okazać, że nakładamy na siebie i na grono współpracowników spory wysiłek, który będzie pozbawiony efektów” – mówił ks. Piechaczek.

Duchowny przekonywał, że oprócz współpracy różnych środowisk przy powstaniu i promocji programów duszpasterskich, konieczna jest aktywność w mediach „W dzisiejszym świecie, który swoje funkcjonowanie opiera w dużym stopniu na komunikacji za pomocą środków medialnych, trudno sobie wyobrazić powadzenie większej akcji bez promocji. Dobra i pozytywna treść, a taką jest Dobra Nowina, i wynikające z niej postulaty dla życia, wymaga właściwego propagowania z uwzględnieniem mediów katolickich, świeckich oraz portali społecznościowych” – powiedział.

Do polityki informacyjnej nawiązał abp Skworc. „W wielu przypadkach należałoby odwrócić kolejność informowania o wydarzeniach religijnych i skupić się nie na informowaniu post factum ale przekazaniu informacji przed wydarzeniem. Dotyczy to nie tylko programu duszpasterskiego ale wszystkich informacji religijnych. Wiele diecezji ma biura prasowe, które tworzą serwisy informacyjne zapowiadające wydarzenia. Sądzę, że znaczną część energii należałoby skoncentrować na takich właśnie działaniach, które udostępniają jak najwięcej informacji o tym co się dopiero ma wydarzyć, a nie o tym co już było” – mówił hierarcha.

Arcybiskup nawiązał również do aspektu duszpasterskiego przypadającej w tym roku 80. rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej. „Nie możemy wobec tej rocznicy przejść obojętnie. Biskupi z KEP zaplanowali przygotowanie listu pasterskiego na 1 września, w którym główny nacisk będzie położony na troskę o pokój. To bardzo ważny temat w świecie, w którym wciąż jest tak dużo niepokoju i zagrożeń. Chcemy, jako Episkopat Polski, przeżywać uroczystości rocznicowe w Wieluniu, w mieście zbombardowanym 1 września, gdzie zginęło ponad tysiąc cywilów. Zachęcam do organizowania rocznicowych uroczystości na poziomie diecezjalnym i lokalnym, a szczególnie do przypomnienia tych miejsc, gdzie najbardziej ucierpiała ludność cywilna w okresie II wojny światowej” – mówił arcybiskup.

Ostatnim środowym wystąpieniem był wykład bp Romana Pindla, biskupa bielsko-żywieckiego, pt. „«To czyńcie na moją pamiątkę» – ustanowienie Eucharystii w perspektywie biblijnej”. Prelegent, przywołując opisy ustanowienia Eucharystii, zwrócił uwagę na wciąż aktualne zapotrzebowanie na teologię Eucharystii. „Jan Ewangelista w miejsce opisu ustanowienia Eucharystii opisał scenę obmycia nóg. Bibliści uzasadniają to w ten sposób, że Kościół już znał na pamięć słowa ustanowienia Eucharystii, natomiast była potrzebna teologia Eucharystii. Przez umywanie nóg, przez posługiwanie innym, Jezus wskazuje w tej scenie z 13. rozdziału Ewangelii wg św. Jana, o co idzie podczas ostatniej wieczerzy i podczas każdej Eucharystii. Chodzi o wymiar braterskiej wspólnoty tych, którzy spożywają ten sam chleb i piją ten sam kielich” – podkreślił prelegent.

Biskup zwrócił uwagę, że biblijne relacje na temat Eucharystii nie są gotowym formularzem liturgicznym, ale zapisem tradycji i redakcji. „Dla zrozumienia tych tekstów trzeba odwołać się do dwóch kontekstów kulturowo-religijnych: jeden stanowi wieczerza paschalna, a drugi uroczysta uczta w gronie bliskich osób w świecie pogańskim, hellenistycznym. (…) Celem wieczerzy paschalnej jest przypomnienie i uobecnienie wyzwolenia z niewoli egipskiej. To coroczne obchodzenie nie było i nie jest traktowane tylko jako wspomnienie, ale jako żywe przeżywanie bliskości Boga gotowego także w momencie aktualnego świętowania Paschy dokonać wyzwolenia swojego ludu. (…) Z kolei kontekst hellenistyczny zwraca uwagę na gospodarza, organizatora i fundatora uczty, którym jest Pan” – mówił bp Pindel.

W czwartek uczestnicy posiedzenia spotkali się w małych grupach. Duszpasterze mieli za zadanie wczuć się w rolę członków rady parafialnej i zaplanować działania związane z wdrażaniem ogólnopolskiego programu duszpasterskiego o Eucharystii na poziomie parafii. W podsumowaniu pojawiły się liczne wnioski, które obejmowały, m.in. zwrócenie uwagi na przygotowanie do I Komunii świętej dzieci oraz katechezę dla rodziców dzieci, tak, aby sami przekazywali dzieciom wiedzę na temat Eucharystii; poszerzenie przeżywania uroczystości Bożego Ciała, gdzie w pewnych sytuacjach można wyznaczyć nowe trasy procesji oraz zorganizować dodatkowe wydarzenia religijne, np. koncerty; zorganizowanie rekolekcji parafialnych skoncentrowanych na temacie Eucharystii i przeprowadzenie coniedzielnych katechezy przed Mszami św. poświęconych Eucharystii.

Trzydniowe posiedzenie zakończyła Msza św. w bazylice ojców bernardynów, która jest jednocześnie Sanktuarium Matki Bożej Rzeszowskiej. Mszy św. przewodniczył bp Jan Wątroba. W homilii biskup rzeszowski, nawiązując do przypowieści o Łazarzu i bogaczu, zwrócił uwagę na duszpasterską odpowiedzialność Kościoła w nauczaniu o konsekwencjach ludzkich wyborów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Estonia: wkrótce pierwszy błogosławiony?

2019-03-22 17:05

pb (KAI/Zenit) / Watykan, Tallin

Akta diecezjalnej fazy procesu beatyfikacyjnego abp. Eduarda Profittlicha zostały złożone w watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Kościół katolicki w Estonii ma nadzieję, że niedługo będzie miał pierwszego błogosławionego w swej historii - mówi w rozmowie z agencją Zenit tamtejszy administrator apostolski bp Philippe Jourdan, kierujący Kościołem w tym kraju od 2005 r. Tym bardziej, że gdy podczas swej niedawnej wizyty w Tallinie papież Franciszek usłyszał historię tego męczennika czasów komunizmu, zawołał: „Santo subito!” (Natychmiast święty).

wikipedia.org

Abp Eduard Profittlich (1880-1942) był pierwszym biskupem w Estonii od czasu XVI-wiecznej Reformacji. Zmarł na Syberii w czasie sowieckich prześladowań, oczekując na wykonanie wyroku śmierci. - Abp Profittlich jest męczennikiem, który oddał życie za wiarę, za Kościół i za Estonię. Uczczenie jego męczeństwa oznacza uhonorowanie tragedii całego narodu estońskiego, miażdżonego przez władzę radziecką przez 50 lat - uważa bp Jourdan.

Eduard Profittlich był Niemcem. W 1913 r. wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Po święceniach kapłańskich zgłosił się do tzw. misji wschodniej przygotowującej w okresie międzywojennym kadry misjonarskie na teren Związku Radzieckiego. Studiował w związku z tym w Papieskim Instytucie Wschodnim w Rzymie, a następnie na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, uzyskując doktoraty z filozofii i teologii. Następnie pracował wśród Polaków mieszkających na terenie Niemiec.

W 1930 r. wyjechał do Estonii, gdzie Polacy również stanowili trzon katolickiej wspólnoty. Tam został rok później administratorem apostolskim, a w 1936 r. papież mianował go arcybiskupem. Po zajęciu w 1939 r. krajów bałtyckich przez ZSRR i nasileniu się prześladowań Kościoła abp Profittlich nie zdecydował się na powrót do Niemiec. Po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej w 1941 r. został aresztowany i skazany na śmierć pod zarzutem antyradzieckiej agitacji i szpiegostwa. Wyrok został wykonany przez rozstrzelanie w Kirowie 22 lutego 1942 r.

Rozpoczęty w 2002 r. proces beatyfikacyjny abp. Profittlicha prowadził początkowo episkopat Rosji, później zaś zajęła się nim administratura apostolska Estonii.

Pytany o okoliczności śmierci abp. Profittlicha, bp Jourdan wyraził przypuszczenie, że jej bezpośrednią przyczyną były zimno i choroby, jakie panowały w obozie pracy, w którym go przetrzymywano. 90 proc. więźniów zmarło tam właśnie z takich powodów. - To nie były więzienia, to były obozy koncentracyjne! - stwierdził hierarcha.

Ujawnił, że udało się dotrzeć w archiwach KGB do dokumentacji przesłuchań abp. Profittlicha, które trwały sześć miesięcy. Skazano go, zgodnie z ówczesną retoryką, za „szpiegostwo” na rzecz Watykanu. - Trzeba dodać, że w tamtym czasie 20 proc. mieszkańców Estonii było deportowanych. Wielu Estończyków zmarło w tym samym miejscu, co abp Profittlich. Arcybiskup dzielił los swojego ludu - wskazał bp Jourdan.

Według niego do beatyfikacji jego poprzednika mogłoby dojść w 80. rocznicę jego śmierci, która przypadnie w 2022 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem