Reklama

Zapragnęliśmy więcej

2019-03-20 09:25

Rozmawia Tomasz Winiarski
Niedziela Ogólnopolska 12/2019, str. 22-25

Ania Głogowska
W podróży oprócz nieba, gór i morza nie ma niczego pewnego – twierdzi Ola Lewandowska

“Wystarczy zapał, chęci, wiara w możliwość odwiedzenia kawałka świata i przeżycia chwil rodem z książek przygodowych.” – mówi w rozmowie z “Niedzielą” Karol Lewandowski, podróżnik i twórca projektu “Busem przez świat”.

W samym podróżowaniu łatwo się zakochać, jednak niektórzy w jego trakcie odnajdują także miłość swojego życia. Tak jak Ty z Olą…

Karol Lewandowski: Z Olą poznaliśmy się już prawie 10 lat temu, kiedy obydwoje dopiero zaczynaliśmy podróżować. Okazało się, że połączyła nas miłość do podróży, natury i starych samochodów. I to, że obydwoje nie boimy się spartańskich warunków i uwielbiamy taki prosty styl podróżowania i życia. Myślę, że tylko dzięki temu, że dzielimy tę pasję, jesteśmy w stanie tak funkcjonować, a podróże mogły się stać naszą pracą i sposobem na życie. Nie wyobrażam sobie podróżować 6-8 miesięcy w roku i na ten czas zostawiać żonę w Polsce. Od kiedy podróżujemy razem i dzielimy wszystkie doświadczenia, to podróże zyskały zupełnie inny wymiar.

Co jest najpiękniejszego w podróżowaniu? Uczucie wolności i to, że podróże kształcą, bo człowiek poznaje ciekawych ludzi i odmienne kultury? Czy ta możliwość, by spojrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy?

Karol Lewandowski: Podróż cenimy sobie najbardziej za niezliczoną ilość życiowych lekcji. Podróżujemy niskobudżetowo i najczęściej śpimy albo w naszym busie, ale w namiotach, dlatego nauczyliśmy się doceniać rzeczy z pozoru małe, takie jak bieżąca woda w kranie. Podróże nauczyły nas minimalizmu - dopiero podróżując przekonaliśmy się, jak niewiele nam potrzeba do szczęścia. W podróży wciąż dzieje się coś nieprzewidywalnego, co wymaga od ciebie umiejętności dostosowania się, dlatego jak wracamy z podróży, to nie mamy problemu z nowymi wyzwaniami, z kłopotliwymi sytuacjami, czy z ciężkimi ludźmi :)

Ola Lewandowska (żona): W podróży oprócz nieba, gór i morza, nie ma niczego pewnego, co wciąż uczy nas nieprzywiązywania się do rzeczy, sytuacji, ludzi, więc jak ktoś nas zawodzi, długo nie płaczemy, bo tą ulotność jakoś już mocno zaakceptowaliśmy. Tych lekcji można wymieniać bez końca :)

Jak zaczęła się ta cała przygoda z projektem “Busem przez Świat”? To była spontaniczna decyzja, czy długo szykowany plan, marzenie, które od dawna chodziło Wam po głowie?

Karol: Podróże biorą się z potrzeby podróżowania, z niczego więcej. Chcieliśmy zacząć podróżować ale jako studenci nie mieliśmy wielkich pieniędzy na wycieczki z biurami podróży. Dlatego postanowiliśmy, że sami zorganizujemy swoją podróż. A żeby było taniej postanowiliśmy zrobić to własnym samochodem, który będzie także naszym domem. Zanim zaczęliśmy podróżować obejrzałem film “Into The Wild” (w polskiej wersji “Wszystko za życie”) opowiadający o młodym chłopaku ze Stanów, który po studiach rzucił wszystko, oszczędności oddał na cele charytatywne i wyruszył w podróż. Chris “Supertramp” McCandless przejechał autostopem całe Stany, Kanadę, kawałek Meksyku i przeżył niesamowite przygody. Na końcu dotarł na Alaskę, gdzie zamieszkał w dziczy, w starym opuszczonym autobusie. Jego historia, oparta na faktach, sprawiła, że uwierzyłem, że można żyć inaczej i podróżować nie mając wielkich pieniędzy. Naszego busa nazwaliśmy nawet Supertramp.
Nasza pierwsza wyprawa dookoła Europy miała być tą jedyną.
Planowaliśmy, że po powrocie sprzedamy busa i dzięki temu pomniejszymy koszty tego miesięcznego wyjazdu – wynosiłyby wtedy mniej niż dwa tysiące złotych na osobę. Przecież to były tylko wakacje! Może trochę niestandardowe, zwariowane nawet, ale nic wielkiego. Po prostu, pojechaliśmy z Polski na Gibraltar. Jednak rozmach wyprawy przeszedł najśmielsze oczekiwania. Uwierzyliśmy, wbrew sądom naszych znajomych i po części też naszym własnym, że do podróżowania nie potrzeba ani wielkich pieniędzy, ani specjalnego doświadczenia. Wystarczy zapał, chęci, wiara w możliwość odwiedzenia kawałka świata i przeżycia chwil rodem z książek przygodowych. Można spać na dziko pod gwiazdami, żywić się jedzeniem z puszek z Polski i doświadczyć niesamowitych przygód z przypadkowo poznanymi ludźmi. Zapragnęliśmy więcej. Postanowiliśmy, że nie sprzedamy busa i będziemy kontynuować nasze przygody, a za cel obraliśmy sobie objechanie całego świata.

Objechanie całego świata bez wydawania na to fortuny? Jak to się robi?

Karol: Po pierwsze bardzo dużo oszczędzamy na noclegach bo śpimy w starym busie przerobionym na minikampera. Za 2000 zł kupiliśmy ponad 20 letniego VW T3. Znaleźliśmy go na jakiejś wiosce niedaleko Świdnicy na Dolnym Śląsku. Był w opłakanym stanie, ale kosztował bardzo niewiele, a my się w nim zakochaliśmy i postanowiliśmy dać mu drugie życie. W naszym busie mamy rozkładaną kanapę, gniazdka 220V, bagażnik dachowy, a nawet elektryczny prysznic. Śpimy na dziko, na przykład na dzikich plażach, albo na darmowych czy bardzo tanich kempingach. Nasz bus to istny dom na kółkach – mamy w nim lodówkę i kuchenkę, więc gotujemy sobie sami, dzięki czemu oszczędzamy bardzo dużo na jedzeniu. Praktycznie zawsze podróżujemy dużą grupą, więc rozkładamy koszty paliwa.

Ola: Ludzie często mówią, że poznają jakiś kraj przez pryzmat lokalnego jedzenia. My też sobie na nie pozwalamy, ale w zrównoważony sposób. W Australii zajadaliśmy się mięsem z kangura, bo było tańsze od kurczaka. W Maroku próbowaliśmy owczego mózgu. Ale nie stołujemy się w restauracjach na co dzień. Najczęściej kupujemy lokalny przysmak w markecie, albo od przypadkowo spotkanych ludzi i sami sobie przyrządzamy. W Australii np. kupiliśmy na stacji benzynowej mrożony ogon z kangura i sami sobie go oporządziliśmy na ognisku, bo od Aborygenów dowiedzieliśmy się, że przyrządza się go jak ziemniaki z ogniska. Z tą różnicą, że w przypadku ogona najpierw trzeba było przypalić sierść.

Wasze wyprawy mają sponsorów, a patronatem medialnym objęło Was m.in. “National Geographic”. Spodziewaliście się takiego sukcesu? Dzisiaj przecież podróżowanie nie jest już tylko Waszą pasją, ale także sposobem na życie...

Karol: Szczerze mówić, nigdy nie planowaliśmy, że podróże będą naszym sposobem na życie i że będziemy na nich zarabiać. Przez pierwsze 5 lat nic na nich nie zarabialiśmy i kontynuowaliśmy to tylko dlatego, że była to nasza pasja. Potem zaczęły pojawiać się propozycje współpracy, zaczęliśmy zarabiać na książkach i wystąpieniach. Od 4 lat mamy własną firmę, rzuciliśmy dotychczasowe prace i w 100% utrzymujemy się z bloga i podróżowania. W sumie łączymy kilkanaście źródeł dochodu. Poza wydawaniem książek i wystąpieniami, zarabiamy jeszcze na YouTube, na sprzedaży zdjęć, doradztwie podróżniczym, produkcji wideo, pisaniu tekstów, a nawet mamy swoją markę odzieżową.

Ola: Robimy to, co kochamy, a dodatkowo zarabiamy na tym dużo więcej niż w poprzednich pracach. Można powiedzieć, że mamy pracę marzeń. Ale nigdy się tego nie spodziewaliśmy. Myślę nawet, że nie da się czegoś takiego zaplanować. Życie zaplanowało za nas, a my wciąż szliśmy za ciosem.

Jak pogodziliście pracę, studia i podróżowanie?

Nie było łatwo. Za dnia chodziliśmy na studia dzienne, wieczorem pracowaliśmy a po nocach i weekendami prowadziliśmy bloga i pisaliśmy książki. Prowadzenie bloga było jak praca na dodatkowy etat, bo zajmuje to bardzo dużo czasu. Niektórym wydaje się, że to po prostu napisanie kilku zdań i wrzucenie zdjęcia, a pieniądze same lecą na konto. Ale profesjonalne blogi działają dziś jak redakcje gazet czy portali. Research, obróbka zdjęć, redakcja, korekta, regularne publikacje. Do tego trzeba jeszcze dołożyć naszą działalność przy produkcji ponad 100 filmów rocznie, własne wydawnictwo, prowadzenie sklepu internetowego, wystąpienia, księgowość, rozmowy z markami.

Razem z Olą zwiedziliście już kawał świata m.in. Europę, Australię i Amerykę Północną: od Alaski przez Kanadę i południe USA. Przejechaliście słynną Route 66. Kolejne etapy to m.in Meksyk i Ameryka Południowa. Podróż śladami Tony’ego Halika trwa?

Karol: Po przejechaniu Drogi 66, naszego busa zostawiliśmy u znajomego Rafała z Los Angeles, który zaproponował, że zaopiekuje się autem pod naszą nieobecność. My wróciliśmy do Polski, żeby zarobić na dalszą podróż. Obecnie piszemy kolejną książkę, jeździmy z wystąpieniami i szykujemy się do dalszych podróży. Jeszcze nie wiemy kiedy będziemy kontynuować podróż przez 3 Ameryki, ale na pewno wiemy już, że przed ruszeniem do Meksyku chcemy jeszcze odwiedzić Oregon i inne zachodnio-północne stany.

Czyli wciąż jesteście głodni odkrywania Ameryki. Co Was najbardziej zaskoczyło w tym kraju? Co przypadło do gustu?

Kiedy po raz pierwszy jechaliśmy do Stanów, chcieliśmy zobaczyć miasta i miejsca znane nam z filmów - Manhattan, Hollywood, Mount Rushmore. Po kilku tygodniach podróży okazało się jednak, że to co najbardziej zachwyciło nas w USA to przyroda. Jest niesamowicie piękna i bardzo zróżnicowana. W jednym kraju mamy pełen przekrój - od lodowców, przez tropikalne plaże, po pustynie, kaniony i gorące źródła. Każdy stan kryje kolejne wspaniałe parki narodowe i nieziemskie widoki. Do tego przestrzenie są olbrzymie, przez co natura pozostaje w wielu miejscach nieskalana cywilizacją.

Nie podróżujecie sami. Oprócz krewnych i przyjaciół zabieracie także przypadkowych ludzi, którzy zgłoszą się do Waszego projektu. Kto może dołączyć do ekipy “Busem przez świat” i ruszyć w podróż życia? Są jakieś specjalne wymagania?

Karol: Właściwie to już od drugiej wyprawy, zabieramy ze sobą czytelników naszego bloga, czyli od jakichś 8 lat. Zabraliśmy ze sobą już łącznie ponad 100 obcych nam osób z Internetu. Kiedyś faktycznie szukaliśmy ludzi o pewnych umiejętnościach, których sami nie posiadaliśmy, a wiedzieliśmy, że mogą się te umiejętności przydać podczas wyprawy, ale dziś zmieniliśmy formę rekrutacji. Okazało się, że jadąc na miesiąc czy czasem na kilka miesięcy w podróż, najważniejsze jest to, żeby być fajnym człowiekiem, z którym się nie pozabijamy przebywając ze sobą tak dużo czasu, na tak małej przestrzeni. Dlatego teraz już nie oczekujemy od ludzi żadnych konkretnych umiejętności. Najważniejsze jest dla nas, żeby osoba, która się z nami wybiera w podróż była człowiekiem otwartym, miłym, niewymagającym codziennego prysznica, empatycznym, uczynnym i nie leniwym. I to nam wystarcza.

Przemierzając USA spotkaliście się z pomocą ze strony naszej Polonii. Był Hiob, który jeździ po Ameryce ciężarówką, był pomocny mechanik z Polski, polski szeryf z Newady, a w “amerykańskiej Częstochowie” polski ksiądz. Podróżnik może liczyć na miejscowych?

Zawsze powtarzam, że mamy szczęście do dobrych ludzi i gdyby nie oni, nasze podróże nie doszłyby do skutku. Za każdym razem kiedy mieliśmy jakiś problem czy awarię, znajdował się ktoś kto proponował pomoc. Z taką życzliwością i pomocą ze strony Polaków nie spotkaliśmy się nigdzie na świecie. Już w samym Chicago zaczęło się najpierw od Agnieszki, która w zamian za opiekę nad psem dała nam do dyspozycji na 2 tygodnie swój dom. A potem Pan Staszek, właściciel warsztatu Stan Auto, pomógł nam w kupieniu samochodu, załatwił wszystkie formalności, przygotował auto i policzył nas tylko za części. Wcześniej się nie znaliśmy, a potraktował nas jak rodzinę. Nasza podróż przez Amerykę była pełna takich ludzi o wielkim sercu. Ludzi, których nie zapomnimy do końca życia.

Nasze podróże relacjonujemy na blogu i w social mediach. Zapraszamy do śledzenia:
Youtube – www.youtube.com/busemprzezswiat
Blog - www.busemprzezswiat.pl
Instagram – www.instagram.com/busemprzezswiat
Facebook – www.facebook.com/busemprzezswiat

Tagi:
podróże

Reklama

Mistyka śmierci

2018-11-21 10:42

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 47/2018, str. 55

Należąca do Rumunii południowa część Maramuresz, krainy leżącej wzdłuż Cisy, a zaliczanej administracyjnie do Siedmiogrodu, jest dla nas tak egzotyczna, jak cała Rumunia. Choć leży stosunkowo blisko Polski, mało kto z nas się tam zapuszcza

Wojciech Dudkiewicz
Nagrobki z Wesołego Cmentarza w Săpânţa

Region usytuowany w dolinie otoczonej Górami Rodniańskimi i Marmaroskimi oraz masywami Ţible?ului i Gutinskij Chrebet, położony niedaleko granicy z Ukrainą, stanowi jedność pod względem zarówno pejzażu, jak i kultury. Na pejzaż składają się łagodne zalesione wzgórza, opadające w dół tarasami, z mozaiką łąk i pól. Dystans dzielący góry Maramuresz od polskich Bieszczad to 150 km w linii prostej, ale region jest odmienny kulturowo od tego, co znamy na co dzień.

Kultura jest silna, oryginalna, czemu sprzyjały względna izolacja i samowystarczalność pod względem gospodarczym regionu. Silna nie znaczy zamknięta, przeciwnie: jest nastawiona na przyjazne współistnienie z kulturami sąsiednich narodów. Wzdłuż dolin ciągną się sznurem miasteczka, w których przetrwała kultura niespotykana gdzie indziej w Rumunii.

Niedziela przed południem

Na zwiedzanie okolicy najlepsza jest niedziela przed południem. Kobiety, mężczyźni i dzieci ubierają się wtedy w tradycyjne kolorowe stroje. U pań zmierzających do cerkwi zadziwiają kwieciste bluzki, kloszowe spódnice i chusty, u panów zaś – futrzane serdaki i tradycyjne czapy.

Względną sławę region zawdzięcza drewnianym cerkwiom, zbudowanym w charakterystycznym stylu, zharmonizowanym z wiejskimi domami, nad którymi górowały ich dzwonnice. Świątynie nie są duże, ale mają niezwykłe kształty i lekkie konstrukcje. Kształty cerkwi są efektem łączenia pierwiastków gotyckiego (w smukłej formie) i bizantyjskiego (w planie budowli). Maramuresz należało do świata Bizancjum, ale było otwarte na Zachód. Widać to także w ściennych malowidłach. Tematyka pochodzi z prawosławia, ale wykonanie świadczy o wpływach zachodnich.

Maramuresz wygląda trochę jak żywy skansen, tak jakby czas się tu zatrzymał. Jadąc, mija się drewniane domostwa z ogromnymi, wspaniale zdobionymi bramami wejściowymi. I równie ozdobne ławeczki, na których leniwie zalegają przed domami całe rodziny, by obserwować, co się dzieje w okolicy.

Porażony piorunem

Świątynie są otoczone zadrzewionymi cmentarzami. Jeden z takich cmentarzy jest największą atrakcją Maramuresz. Wesoły Cmentarz w miejscowości Săpânţa, tuż przy granicy z Ukrainą, uchodzi za unikatowy w Europie, żadna wycieczka po północnej Rumunii go nie ominie. „Pod tym ciężkim krzyżem/ Leżą zwłoki mojej teściowej,/ Postaraj się jej nie zbudzić,/ Bo skróci mnie o głowę” – to jedno z prawie 850 rymowanych epitafiów, które z dystansem opisują zmarłego.

W rzędach nagrobków rzeźbionych w drewnie dominuje kolor niebieski. Zachwyca bogata, fantazyjna ornamentyka z motywami folkloru Maramuresz. Oprócz epitafiów na nagrobkach znajdują się ręcznie malowane podobizny zmarłych. Nagrobki mówią nam, czym dana osoba zajmowała się przed śmiercią, w jaki sposób zmarła. Można tam zobaczyć aptekarza, prządki, tkaczki, górnika, nauczyciela i przedstawicieli wielu innych zawodów.

W wyciętych w drewnie humorystycznych epitafiach zrelacjonowano życie zmarłych, ich cechy charakteru. Mamy więc nagrobek pijaka, którego z baru wyciąga śmierć. Widzimy nieposłusznego rolnika, który zginął porażony piorunem, gdy pracował w polu w dzień św. Eliasza. Mihaju, syn Mihaia, zginął za kierownicą, bo zbyt szybko prowadził auto – wpadł w poślizg i uderzył w drzewo. Żył 20 lat.

Mistyka śmierci

Grzegorz Górny w eseju „Rumuńska mistyka śmierci” wspomina cmentarz w Maramuresz, cytując wielkiego Mirceę Eliadego, Rumuna, który napisał, że jego pobratymcy nie postrzegają śmierci jako obracania się w nicość. Przeciwnie: jako przywrócenie człowieka naturze. „(...)Poprzez akt śmierci duch zostaje wprowadzony na nowo do wielkiej kosmicznej rodziny, która w całości jest dziełem stwórcy”.

„Wesołe” nagrobki zaczął wykonywać kilkadziesiąt lat temu miejscowy artysta Stan Ioan Pătra?. Gdy zmarł – wcześniej sam wyrzeźbiwszy swój nagrobek – jego dzieło kontynuował Dumitru Pop Tincu. Jego nagrobki różnią się od tych wykonanych przez mistrza, są bardziej medialne: bardziej kolorowe, a postaci – dynamiczne. W scenkach niekiedy obok zmarłego występują inne osoby.

Pop sam decyduje o kształcie nagrobka i treści epitafium. By dowiedzieć się czegoś o zmarłym, zasięga języka u rodziny, ale i mieszkańców wsi, którzy znali zmarłego. Choć czasem potrafi wbić szpilę, jeszcze nie miał reklamacji: udaje mu się odmalować prawdziwy obraz zmarłego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kiedy obowiązuje post?

Ks. Ryszard Kamiński
Edycja płocka 9/2003

Bożena Sztajner

Moi rodzice opowiadali mi, że kiedyś w okresie Wielkiego Postu wypalano nawet garnki, żeby nie została w nich ani odrobina tłuszczu. Dziś praktyka postu w Kościele jakby złagodniała. Przykazanie kościelne mówi o czasach pokuty, ale pozostaje problem, jak rozumieć te "czasy pokuty". Czy 19 marca, w czasie Wielkiego Postu, można zawrzeć sakrament małżeństwa z weselem? Czy w piątek można iść na dyskotekę? Czy w Adwencie można się bawić? Czy post nadal obowiązuje w Kościele?

Czwarte przykazanie kościelne, które dotyczy tych spraw, brzmi: "Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach". Wydaje się, że najważniejszym wyrażeniem w tak sformułowanym przykazaniu jest słowo "pokuta". Katechizm Kościoła Katolickiego precyzuje, że chodzi tutaj o pokutę wewnętrzną, która polega na nawróceniu serca, przemianie postaw, radykalnej zmianie całego życia na lepsze. To jest podstawowa, prawdziwa wartość pokuty, jej sedno. Takiej pokuty oczekuje od chrześcijanina Pan Bóg i Kościół. Chrześcijanie są zobowiązani do jej praktykowania cały czas. Ponieważ jednak różnie z tym bywa w ciągu kolejnych dni i miesięcy, Kościół ustanowił dni i okresy pokuty, gdy koniecznie należy praktykować czyny pokutne, które wspomagają nawrócenie serca.
Jakie są te czyny pokutne? Wykładnia do omawianego przykazania podana przez Sekretarza Generalnego Episkopatu Polski wylicza: "modlitwa, uczynki pobożności i miłości, umartwienie przez wierniejsze pełnienie obowiązków, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post". Czas zaś pokuty, określony przez czwarte przykazanie, to poszczególne piątki całego roku i Wielki Post. We wszystkie piątki całego roku oraz w Środę Popielcową i Wigilię Bożego Narodzenia (o ile nie przypada wtedy IV niedziela Adwentu), obowiązuje chrześcijanina powstrzymanie się od spożywania pokarmów mięsnych, gdy ukończył on 14 rok życia. Zaleca się jednak, aby także młodsze osoby wprowadzać do tej praktyki, nie czekając aż osiągną one 14 lat. Warto jeszcze dodać, że według Konstytucji Apostolskiej Paenitemini zakaz spożywania pokarmów mięsnych nie oznacza zakazu spożywania nabiału i jaj oraz przyprawiania potraw tłuszczami zwierzęcymi.
Prymas Polski (to także ważne) udzielił dyspensy od obowiązku powstrzymania się od potraw mięsnych w piątki wszystkim, którzy stołują się w zakładach zbiorowego żywienia, gdzie nie są przestrzegane przepisy postne, a także takim osobom, które nie mają możności wyboru potraw, a muszą spożywać to, co jest dostępne do spożycia. Dyspensa ta nie dotyczy jednak Wielkiego Piątku, Środy Popielcowej i Wigilii Bożego Narodzenia. Zatem w te trzy dni obowiązuje w każdych okolicznościach powstrzymanie się od spożywania potraw przyrządzonych z mięsa.
Po wyjaśnieniu wymagań IV przykazania kościelnego w odniesieniu do wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, zwróćmy uwagę na "nakazane posty" w tym przykazaniu. Post może być jakościowy i ilościowy. Ten pierwszy dotyczy niespożywania określonych pokarmów, np. mięsa. Ilościowy zaś polega, według wyżej wspomnianej Konstytucji Apostolskiej, na spożyciu jednego posiłku dziennie do syta i dopuszcza możliwość przyjęcia "trochę pokarmu rano i wieczorem". Taki post obowiązuje wszystkich wiernych między 18 a 60 rokiem życia w Środę Popielcową i w Wielki Piątek. Należy tutaj powtórzyć wcześniej napisane słowa, że ci, którzy nie mają 18 lat, właściwie od dzieciństwa powinni być wychowywani do spełniania tej praktyki. Błędem byłoby stawianie tego wymagania dopiero od wieku pełnoletności. Racje wydają się oczywiste i nie ma potrzeby ich przywoływania w tym miejscu.
Gdy chrześcijanin podlega uzasadnionej niemożności zachowania wstrzemięźliwości w piątek, powinien podjąć inne formy pokuty (niektóre z nich zostały przytoczone wcześniej). Natomiast post ilościowy i jakościowy w dwa dni w roku: Wielki Piątek i Środę Popielcową, powinien być koniecznie zachowywany. Winien rozumieć to każdy chrześcijanin, nawet ten, który słabo praktykuje wiarę. Dyspensa Księdza Prymasa, o której wspomniałem wcześniej, nie dotyczy zachowania postu w te dwa dni roku. Ci zaś, którzy z niej korzystają, powinni pomodlić się w intencji Ojca Świętego, złożyć ofiarę do skarbonki z napisem "jałmużna postna", lub częściej spełniać uczynki miłosierdzia.
Jeszcze kilka słów o zabawach. Powstrzymywanie się od udziału w nich obowiązuje we wszystkie piątki roku i przez cały Wielki Post, łącznie z dniem św. Józefa (19 marca) - jeśli wtedy trwa jeszcze Wielki Post. Adwent nie został zaliczony do czasów pokuty, dobrze jednak byłoby w tym czasie powstrzymać się od udziału w zabawach, zachowując starą i dobrą polską tradycję - Adwent trwa bardzo krótko, a karnawał jest tak blisko. W Adwencie zaś - co staje się coraz powszechniejszą praktyką - jest wiele spotkań opłatkowych, które mają inny charakter. Warto je upowszechniać i pozostawać w radosnym, pełnym nadziei oczekiwaniu na przyjście Zbawiciela w tajemnicy Bożego Narodzenia.

Od marca 2014 r. obowiązuje nowa wersja IV przykazania kościelnego

Przeczytaj także: Nowa wersja IV przykazania kościelnego - powstrzymanie się od zabaw tylko w Wielkim Poście
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Diecezja zielonogórsko-gorzowska: Jubileusze kapłańskie

2019-04-18 14:14

kjk

Jubileusze kapłańskie w roku 2019

episkopat.pl
Otaczajmy modlitwą kapłanów-jubilatów

Wyjątkowe jubileusze w bieżącym roku obchodzą:

ks. prałat Zdzisław Chlewiński (Paradyż) - 65-lecie kapłaństwa

ks. Stanisław Horodecki (parafia Wniebowzięcia NMP w Szprotawie) - 60-lecie kapłaństwa

o. Jeremiasz Truś OFMCap (parafia św. Antoniego w Nowej Soli) - 60-lecie profesji zakonnej

ks. kan. Aleksander Walkowiak (parafia św. Mikołaja w Głogowie) - 50-lecie kapłaństwa


Jubileusze 25-lecia kapłaństwa obchodzą:

ks. Jacek Błażkiewicz (rezydent w parafii św. Wojciecha w Międzyrzeczu)

ks. kan. Piotr Bortnik (proboszcz parafii i kustosz sanktuarium w Rokitnie)

ks. Dariusz Chmist (proboszcz parafii św. Stanisława Kostki w Różankach)

ks. Andrzej Fiołka (proboszcz parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Gralewie)

ks. Artur Godnarski (rektor kościoła Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji w Gubinie)

ks. Waldemar Grzyb (rezydent w parafii św. Wojciecha w Gorzowie Wlkp.)

ks. kan. Wojciech Jurek (ekonom diecezjalny)

ks. Grzegorz Kniaź (proboszcz parafii św. Szymona i Niepokalanego Poczęcia NMP w Liworno we Włoszech)

ks. Adam Lewandowski (proboszcz parafii Wniebowzięcia NMP w Sokolej Dąbrowie)

ks. Wojciech Miłek (dyrektor Instytutu bpa Wilhelma Pluty w Gorzowie Wlkp.)

ks. Andrzej Nowakowski (proboszcz parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Lubięcinie)

ks. kan. Dariusz Orłowski (proboszcz parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Wilkanowie)

o. Piotr Paradowski OFMConv (parafia św. Franciszka z Asyżu w Zielonej Górze)

ks. Dariusz Siuda (proboszcz parafii św. Antoniego z Padwy w Bobrówku)

ks. Krzysztof Tomaszewicz (proboszcz parafii Narodzenia NMP w Lipkach Wielkich)

ks. kan. Robert Węglewski (proboszcz parafii Matki Bożej Gromnicznej w Kożuchowie)

ks. Leszek Wilk (proboszcz parafii Narodzenia NMP w Skąpem)

Czcigodnym Księżom Jubilatom życzymy błogosławieństwa Chrystusa – Najwyższego Kapłana oraz nieustannej opieki Pani Cierpliwie Słuchającej z Rokitna

Redakcja i Czytelnicy Niedzieli - Aspektów

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem