Reklama

Islamiści porwali 90 syryjskich chrześcijan

2015-02-24 13:18

tom (KAI) / Al-Hasaka / KAI

foter.com

Podczas ataku dżihadystów Państwa Islamskiego (IS) chrześcijańskie wioski w północno-syryjskiej prowincji Al-Hasaka zgięło co najmniej czterech chrześcijan należących do tzw. asyryjsko-chrześcijańskiej milicji - poinformowała asyryjska agencja informacyjna AINA . W regionie tym doszło wczoraj do ostrych walk między IS a kurdyjskimi siłami zbrojnymi i chrześcijańską milicją. Jak podaje AINA dziesiątki asyryjskich chrześcijan dostało się do niewoli, w tym ok. 90 mieszkańców dwóch wiosek.

Podczas poniedziałkowego ataku zniszczono kilka kościołów, wśród nich chrześcijańską świątynię w Tell Hormiz, która należała do najstarszych w kraju. Był to kolejny atak dżihadystów w regionie, w którym znajduje się 35 wiosek zamieszkałych przez wiernych Asyryjskiego Kościoła Wschodu. Na początku stycznia islamscy terroryści zagrozili, że wysadzą kościół w Tell Hormiz jeśli jego mieszkańcy nie usuną krzyża z świątynnej wieży.

Ostatnio opinię światową zbulwersowało brutalne ścięcie 21 koptów przez terrorystów z libijskiej gałęzi „Państwa Islamskiego”.

Reklama

Od połowy ub. r. obszary północnego Iraku i Syrii opuściło dziesiątki tysięcy chrześcijan. Niedawno iraccy chrześcijanie powołali tzw. Jednostki Ochrony Równiny Niniwy (Nineveh Plains Protection Units) które mają za zadanie obronę ludności obszarów atakowanych przez dżihadystów Państwa Islamskiego. Islamiści z IS stawiają wyznawcom Chrystusa trzy warunki: nawrócenie na islam, płacenie haraczu albo śmierć.

Tagi:
porwanie

Porwanie księdza w Burkina Faso

2019-03-19 17:10

vaticannews.va / Wagadugu (KAI)

W Burkina Faso, w strefie kontrolowanej przez dżihadystów porwano kapłana. Od dwóch dni nie ma o nim wiadomości.

Senlay/pixabay.com

Ks. Joël Yougbaré został uprowadzony w Djibo, stolicy prowincji Soum, w regionie Sahelu, około 200 km na północ od stolicy kraju Wagadugu. Wiadomość przekazał biskup Laurent Dabiré z Dori. Region ten jest bardzo niebezpieczny ze względu na częste ataki bojówek islamskich.

Nieco ponad miesiąc temu na wschodzie kraju zginął hiszpański ksiądz oraz czterech celników. Burkina Faso od 2015 r. zmaga się z coraz częstszymi atakami dżihadystów. Najpierw grupy operowały na północy kraju, potem uderzyły w stolicę oraz inne regiony, szczególnie wschód kraju. W wyniku ataków przypisywanych bojówkom islamskim zginęło do tej pory ponad 300 osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zanim uderzą rezurekcyjne dzwony...

O. Jan Maria Sochocki OFMCap
Niedziela Ogólnopolska 15/2012, str. 30-31

BOŻENA SZTAJNER

Kościelny rok ma swoje charakterystyczne okresy i choć nowoczesność do nich wkracza, nie da się wyrzucić tego, co tradycyjne i przez wieki uświęcone. „Mam już umyte okna i świat wydaje mi się ładniejszy (...) pobiegłem myślą do domu... W domu świąteczne porządki. Zdejmowaliśmy ze ścian obrazy ku zdziwieniu uśpionych zimą pająków. Wynosiłem figurkę Matki Bożej, ślubny portret rodziców... Mama bieliła izbę wapnem... Dopiero następnego dnia wszystko w domu zakwitło. Bibułkowe «pająki» na suficie, kwiaty przy obrazach, pąsowe róże na serwetach i poduszkach, tęczowe kilimy (...). W kościele też działy się dziwne rzeczy. Kościelny wiązał drabiny, żeby wspiąć się najwyżej i omieść sklepienia kościelne z pajęczyn. W czwartek chłopcy przestali dzwonić w dzwonki. Zrobiło się smutno. Pana Jezusa odprowadzili do ciemnicy. Ludzie jak Piotr stali, ciekawi, co dalej nastąpi. Ołtarze ksiądz obnażył z szat, tabernakulum było puste”. Tak oczekiwanie na dzień Wielkiej Nocy widział oczyma dziecka „Ks. Tymoteusz” - bp Józef Zawitkowski z Łowicza, w „Listach i rozważaniach”. Każdy z nas od wczesnego dzieciństwa przechowuje w pamięci jakieś obrazki z oczekiwania i przeżywania świąt Zmartwychwstania Pańskiego.

Na przedwiośniu

Minął czas Nowego Roku, minął karnawał, mija - w dawnych latach groźna - zima. „Uwięzione rzeki puszczają i po nocy budzi śpiących huk pękającej pokrywy lodowej. Gdzie wczoraj jeszcze szła po lodzie jezdna droga, dziś spiętrzone zwały kry prą z szelestem, wypełzając jedne na drugie jak zmagające się płazy... Bruzdami, drogami, z pól, ze wszystkich wzgórzy ciurkają strużynki wody, łącząc się, pędząc ku rzece... Nad szumiącą wodą pochylają się łoziny, usiane białymi pączkami. Zależnie od okolicy zwą je baźkami, kotkami, kocankami... Lśni srebrnie delikatniejszy od mimozy symbol polskiego przedwiośnia”. Tak pisała w angielskiej Kornwalii Zofia Kossak-Szatkowska w książce „Rok polski - obyczaj i wiara”. Mimo że pisała z pamięci, z dala od Ojczyzny, w książce można znaleźć dużo informacji o zwyczajach wielkanocnych w Polsce.

Wielkopostne przygotowania

Już od Popielca barwiło się pisanki, czasem nazywane kraszankami. Wymagały one znajomości techniki miejscowej, dużo czasu, zręczności i trochę talentu. Poszczególne ziemie polskie wytworzyły swój styl. Zofia Kossak pisze, że najkunsztowniejsze były huculskie, pokryte ornamentem przypominającym mozaikę, a najpiękniejsze podolskie z okolic Kamieńca lub Jarmoliniec.
Czas szybko biegnie. Mijają niedziele Wielkiego Postu: wstępna, sucha, głucha, środopostna, czarna, Palmowa i Wielka. Mija czas „Gorzkich żali”, zwanych Pasjami, rekolekcji i okolicznościowych misji, odprawiania Drogi Krzyżowej w świątyniach, przy drogach, w polskich Kalwariach - Pacławskiej, Zebrzydowskiej.
W Niedzielę Palmową poświęcono palmę, będzie co kłaść w łan zboża w Wielką Niedzielę, żeby plonowało. Kilka poświęconych kocanek zostało połkniętych, żeby ratowały przed chorobą gardła. Wielki Tydzień to wielkanocne ochędóstwo. Nie tylko błyszczą szybki okien, ale i stoły, i podłogi. Trzeba jeszcze wynieść śmiecie z komory i strychu, wywietrzyć poduszki paradne i takie, co na nich się sypia, odzienie od święta - kożuchy, chustki, ale i codzienny przyodziewek. W świątyniach też widać porządki. Wyprane białe obrusy, koronkowe komże, wyczyszczone lichtarze i żyrandole.

Triduum Paschalne

Gdy w Wielki Czwartek milkną dzwony, zastępują je drewniane klekotki. W kościele ceremonia - umywanie nóg dwunastu starcom. Przestrzegali tego królowie, magnaci i biskupi. Zanotowano, że w czasie panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego wybrano 12 starców, którzy razem liczyli 1300 lat, wszyscy przekroczyli setkę, a jeden miał 125. Poniatowski nie dokonywał tej ceremonii osobiście, spełniał to z urzędu ks. Adam Naruszewicz, który był na dworze jałmużnikiem.
W Wielki Piątek zaniesiono Pana Jezusa do Grobu ozdobionego kwiatami, hortensjami albo odurzającymi hiacyntami. Często były też wyhodowane przez kościelnego w skrzynkach rzeżucha albo owies. Grób Pański zielenił się, wskazywał, że tu rodzi się nowe Życie.
Wartę zaciągnęli żołnierze: rzymscy, nie od Piłata, ale nasi, „turcy” albo po prostu strażacy, którzy od stu lat uważają to za najszlachetniejszą służbę. W historii zapisano, że różne formacje pełniły służbę przy Grobie Pańskim, podobno August III Sas przysłał do katedry warszawskiej oddział dragonów, a do innego kościoła artylerię konną.
Przy Grobie Pańskim trwa adoracja, każdy uważa za swój obowiązek oddanie czci Chrystusowi na krzyżu.
Wielka Sobota też obrosła swoimi zwyczajami. Dla gospodyń najważniejsze jest święcenie jadła. Dawniej, gdy była pogoda, kobiety wieńcem otoczyły kościół, w koszykach trzymając to, co najważniejsze: chleb, osełki masła, gomółki sera, sól, kołacze, kiełbasę, chrzan, baranki pieczone lub z lukru, zajączki i oczywiście pisanki, mnóstwo pisanek, wszystkie kosze ubrane bukszpanem, niebiesko kwitnącym barwinkiem i, będącym dziś pod ochroną, widłakiem.
W Wielką Sobotę ksiądz święci także wodę w chrzcielnicy, która służy do udzielania chrztu św. cały rok, i ogień. Ognisko paliło się na dziedzińcu kościoła. Z tym wiązała się tradycja, że wygaszone były domowe paleniska, wszyscy czekali, aż chłopcy przyniosą płomień z kościoła. Do przenosin używano woskowej świecy albo szczapy, trzaski ze smolaków. Trzeba było mieć garść, żeby donieść ogień do domu.
Wszystko było gotowe na niedzielę: świątynia i chaty, ogień, woda i jadło, i serca czyste.

Wielka Noc przejścia

W wielkosobotni wieczór albo w Wielką Niedzielę o świcie odbywa się uroczyste nabożeństwo - Rezurekcja. Rezurekcyjne dzwony rozlegały się w Wielką Sobotę o północy. Dopiero w czasach stanisławowskich przeniesiono to nabożeństwo na niedzielny świt, ale nie wszędzie.
Dzwonom wtórowały armaty, moździerze, strzelby i pistolety, i różne domorosłe instrumenty, czyniące hałas i huk.
Najświętszy Sakrament pod baldachimem, pod którym kapłan był prowadzony przez dostojników świeckich, wyniesiony z Grobu przy dźwięku dzwonów, dzwonków, organów, orkiestr - najczęściej dętych - w procesji z udziałem chorągwi, feretronów, zespołów ludowych albo staroszlacheckich, albo jednych i drugich, trzy razy obchodził świątynię, by wkroczyć do niej przy możliwie wszystkich światłach i dźwiękach „Te Deum”.

Obfite świętowanie

Po Rezurekcji można było zasiąść do śniadania. Składano sobie życzenia, dzielono się jajkami, spotykano się rodzinnie i towarzysko, niekiedy w szerokim gronie.
„W jednym ze starych kalendarzy poznańskich - pisze Łukasz Gołębiowski - znajduje się opis bez daty; zdaje się jednak, że to musiało być za Władysława IV. Wojewoda Sapieha w Dereczynie takie wyprawił święcone, na które zjechało się co niemiara panów z Litwy i Korony. Na samym środku był baranek wyobrażający Agnus Dei z chorągiewką, calutki z pistacjami, ten specyał dawano tylko damom, senatorom, dygnitarzom i duchownym. Stało 4 przeogromnych dzików, to jest tyle, ile części roku. Każdy dzik miał w sobie wieprzowinę, alias: szynki, kiełbasy, prosiątka. Kuchmistrz najcudowniejszą pokazał sztukę w upieczeniu tych odyńców. Stało tandem 12 jeleni także całkowicie pieczonych z złocistymi rogami, całe do admirowania: nadziane były rozmaitą zwierzyną, alias: zającami, cietrzewiami, dropiami, pardwami. Te jelenie wyrażały 12 miesięcy. Naokoło były ciasta sążniste, tyle, ile tygodni w roku, to jest 52, całe cudne placki, mazury, żmudzkie pirogi, a wszystko wysadzane bakaliją. Za niemi było 365 babek, to jest tyle, ile dni w roku. Każde było adorowane inskrypcjami, floresami, aż niejeden tylko czytał, a nie jadł. Co zaś do bibendy: było 4 puchary (exemplum 4 pór roku), napełnione winem jeszcze od króla Stefana. Tandem 12 konewek srebrnych z winem po królu Zygmuncie, te konewki exemplum 12 miesięcy. Tandem 52 baryłek także srebrnych in gratiam 52 tygodni, było w nich wino cypryjskie, hiszpańskie i włoskie. Dalej 365 gąsiorków z winem węgierskim, alias tyle gąsiorków, ile dni w roku. A dla czeladzi dworskiej 8760 kwart miodu robionego w Berezie, to jest tyle, ile godzin w roku” (powtórzone za „Kalendarzem polskim” Józefa Szczypki).
To tylko jeden przykład wielkanocnego świętowania w dawnej Polsce.
Polacy jeszcze mogą świętować drugi dzień - Wielkanocny Poniedziałek. To znów śmigus-dyngus...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: abp Jędraszewski poświęcił pokarmy na Rynku Głównym

2019-04-20 20:29

led / Kraków (KAI)

W Wielką Sobotę abp Marek Jędraszewski poświęcił pokarmy przed bazyliką mariacką na Rynku Głównym w Krakowie. Metropolita krakowski złożył licznie zgromadzonym mieszkańcom, gościom i turystom świąteczne życzenia.

Joanna Adamik/archidiecezja krakowska

W uroczystości uczestniczył m.in. kard. Stanisław Dziwisz, metropolita krakowski – senior, ks. Dariusz Raś, proboszcz bazyliki mariackiej, o. Leon Knabit i prezydent Krakowa Jacek Majchrowski.

Podczas uroczystości abp Marek Jędraszewski mówił, że „nie może być lepszej perspektywy, gdy chodzi o przesłanie tych świat, niż ta prawda, że Chrystus zmartwychwstał, zwyciężając grzech, śmierć i tego, który spowodował śmierć i grzech czyli szatana”. - W tym tkwi cała nadzieja, ciągle odnawiana zawsze podczas tych świąt, że zwycięstwo ostateczne należy do Chrystusa i tych wszystkich, którzy wiernie idą za nim, dźwigając także swoje krzyże, bo one są niejako włączone w prawdę o naszym życiu – podkreślił hierarcha.

Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski złożył życzenia krakowianom i turystom wypoczywającym w Krakowie w czasie świąt. Prezydent mówił, że w święceniu pokarmów na Rynku biorą udział osoby z całego kraju, a cudzoziemcy pytają na czym ta tradycja polega.

- Krakowski Rynek jest od ponad 700 lat miejscem, gdzie odbywają się wszystkie rzeczy, które można nazwać tradycyjnymi. Te święcenia to także tradycja od wielu, wielu lat – powiedział prezydent, dodając że „Kraków był zawsze miejscem, w którym krzyżowały się kultury i narody, był miastem międzynarodowym”.

Na placu przed bazyliką mariacką stanął także stół z tradycyjnymi wielkanocnymi potrawami, które trafią do podopiecznych braci albertynów.

Gospodarze uroczystości rozdali obecnym na krakowskim Rynku tradycyjne pieczywo świąteczne, nazywane kukiełkami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem