Reklama

Opis Wielkiego Tygodnia wg liturgii jerozolimskiej z końca IV wieku (cz. II)

Itinerarium Egeriae

Kleryk Artur Karbowiak
Edycja legnicka 16/2003

W Wielki Czwartek, tak jak w poprzednie dni, od rana wierni modlą się w Anastasis później w Mortyrium.
Po rozesłaniu z Martyrium udają się do Krzyża, gdzie odmawiają jeden hymn i modlitwę, a biskup odprawia Mszę św., podczas której wszyscy przystępują do Komunii św. Eucharystię u Krzyża odprawia się tylko w ten jeden dzień w ciągu roku. Po Mszy św. wszyscy idą do Anastasis, by po modlitwie i otrzymaniu błogosławieństwa wrócić do domu na posiłek, gdyż zaraz potem trzeba udać się do kościoła, "gdzie jest grota, w której Pan przebywał tego dnia z Apostołami" (35,2).
Nabożeństwo w Eleona, które trwa do piątej w nocy (23.00), stanowią śpiewane hymny i antyfony, dostosowane do dnia i miejsca. Czytane są również lekcje przeplatane modlitwami i fragmenty z Ewangelii. Około godziny szóstej w nocy (24.00) zebrani, śpiewając hymny, idą pod górę do Imbomon. Tu znowu odmawia się hymny i antyfony dostosowane do dnia.
Wczesnym rankiem, "kiedy zaczną piać koguty" (36,1), wszyscy ze śpiewem hymnów schodzą w procesji z Imbomon do miejsca, gdzie Pan na kolanach modlił się: "Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!" (Łk 22,42). Stamtąd wszyscy, nawet małe dzieci, śpiewając hymny, schodzą z biskupem do Getsemani. Egeria tak opisuje tę procesję: "Idą powoli, krok za krokiem, tłumnie, zmęczeni codziennym czuwaniem i postami, a także i dlatego, że z tak wielkiej muszą schodzić góry i z hymnami przybywają do Getsemani. Ponad dwieście pochodni kościelnych zostało przygotowanych, by oświetlić ludowi drogę" (36,2).
W Getsemani najpierw zanoszona jest modlitwa do Boga, po niej śpiewa się hymn, a następnie odczytuje fragment z Ewangelii o pojmaniu Chrystusa Pana (por. Mt 26,47-56). "Podczas jego odczytywania podnosi się taki jęk, takie biadanie i płacz całego ludu, że słyszą go chyba wszyscy w samym mieście" (36,3). Po tym obrzędzie wszyscy udają się do Jerozolimy w procesji, którą Egeria opisuje bardzo sugestywnie: "Począwszy od tej godziny idą pieszo do miasta z hymnami i przybywają do bram o tej godzinie, gdy człowiek może już rozpoznać człowieka. Stąd idą przez całe miasto, wszyscy co do jednego, wielcy i mniejsi, bogaci i biedacy - wszyscy są tam obecni. Tego zaś dnia szczególnie nikt nie uchyla się od czuwania aż do rana. Tak doprowadzają biskupa od Getsemani aż do bramy, a potem przez całe miasto, aż do Krzyża" (36,3). U Krzyża (gdy wszyscy tam przybędą, już prawie świta) odczytuje się ten fragment Ewangelii, w którym opisane jest przyprowadzenie Pana do Piłata oraz czyta się to wszystko, co Piłat powiedział do Jezusa i do Żydów. Z kolei biskup przemawia do wiernych, umacniając ich na duchu, aby nie ustali, chociaż trudzili się całą noc i jeszcze w ciągu dnia czeka ich dalszy wysiłek; winni pokładać nadzieję w Bogu, który za trud wynagrodzi tym większą zapłatą. Po tym pokrzepieniu wiernego ludu, biskup zwraca się do zgromadzonych: "Idźcie teraz wszyscy do swych domów i odpocznijcie trochę, a bądźcie wszyscy gotowi przybyć tu o drugiej godzinie dnia (8.00), byście od tej godziny aż do szóstej (12.00) mogli oglądać święte drzewo Krzyża, wierząc, że czynić to będziemy dla naszego zbawienia" (36,5). Biskup zapowiada ponadto, że o godzinie szóstej (12.00) wszyscy zbiorą się na nowo w tym miejscu, tj. przed Krzyżem, "aby aż do nocy zajmować się czytaniem i modlitwami" (36,5). Przed wschodem słońca wierni gorliwie udają się na Syjon, by modlić się przy słupie, przy którym biczowano Pana (por. Mt 27, 26n). Wróciwszy stamtąd, przez krótki czas odpoczywają w swoich domach, aby wkrótce wziąć udział w obrzędach Wielkiego Piątku.
Pobożność wiernych Jerozolimy i pielgrzymów z różnych stron skupia się w tym dniu - według opisu Egerii - na adoracji Krzyża, poczynając od godziny drugiej (8.00) aż do szóstej (12.00). Liturgia jest poprzedzona ustawieniem na Golgocie, u Krzyża katedry biskupowi oraz stołu nakrytego lnianą tkaniną, na której umieszcza się skrzynkę, z niej wyjmuje się drzewo Krzyża i tabliczkę tzw. titulus, stawiając je na stole. Biskup, siedząc, bierze w ręce oba końce świętego drzewa, diakoni zaś pilnują. "Pilnuje się tak dlatego, że zgodnie ze zwyczajem każdy z całego ludu - wierny czy katechumen - podchodząc, nachyla się nad stołem, całuje drzewo święte i odchodzi. A ponieważ kiedyś ktoś odgryzł i skradł kawałek ze świętego drzewa, teraz diakoni, którzy stoją wokół - pilnują, by któryś z podchodzących nie ośmielił się znowu tak uczynić" (37,2).
Egeria, opisując wielkopiątkową liturgię, stwierdza, że wszyscy podchodzą, "pochylają się i najpierw czołem, potem oczyma dotykają Krzyża" (37,3), nikt jednak nie dotyka Krzyża rękami. Gdy zaś ucałują Krzyż, podchodzą do diakona, aby ucałować pierścień Salomona i róg używany przy namaszczeniu królów, które właśnie diakon trzyma w swoich rękach. Adoracja Krzyża trwa prawie cztery godziny, choć odbywa się bardzo sprawnie, bo wierni wchodzą jednymi drzwiami, przez inne wychodząc.

O godzinie szóstej (12.00) lud gromadzi się bardzo licznie na dziedzińcu "bardzo pięknym i wielkim", który znajduje się między Krzyżem a Anastasis" (37,4). Dla biskupa ustawia się katedrę przed Krzyżem, gdzie od godziny szóstej (12.00) do dziewiątej (15.00) sprawuje się Liturgię Słowa: najpierw czytając wszystkie te psalmy, które mówią o męce; następnie fragmenty o Męce Pańskiej z Listów Apostolskich oraz teksty z Ewangelii odnoszące się do Chrystusowych cierpień. Egeria dodaje w tym miejscu: "Potem odczytuje się ustępy z Proroków, w których zapowiadają oni Mękę Pańską, a także to z Ewangelii, co jest powiedziane o Męce" (37,5).
Wielkopiątkowa trzygodzinna Liturgia Słowa jest w opisie Egerii bardzo szczególnym przeżyciem, skoro jej relacja i dzisiaj, po prawie piętnastu wiekach, pozostawia głębokie wrażenie wiary ówczesnych chrześcijan: "I tak od godziny szóstej do dziewiątej ciągle czytają lekcje i odmawiają hymny, aby pokazać całemu ludowi, że cokolwiek powiedzieli kiedyś prorocy o Męce Pańskiej, wypełniło się, jak tego dowodzi Ewangelia i Pisma Apostołów; przez owe trzy godziny poucza się więc cały lud, że nic się nie stało, co wcześniej nie byłoby zapowiedziane, i że nic nie było zapowiedziane, co by się całkowicie nie wypełniło. Zawsze zaś przeplatane jest to modlitwami, a i te modlitwy są stosowne do dnia. Przy poszczególnych lekcjach i modlitwach takie jest wzruszenie całego ludu i takie (słyszeć się dają) westchnienia, że aż podziw bierze. Nie ma nikogo, kto by - wielki czy mały - owego dnia, w owe trzy godziny tak gorzko nie zapłakał - trudno sobie to nawet wyobrazić - że Pan za nas został umęczony. Potem, gdy nadchodzi godzina dziewiąta, czyta się ów ustęp z Ewangelii według Jana, jak (Pan) oddał ducha. Po jego odczytaniu jest modlitwa i następuje rozesłanie" (37,6.7).
Po liturgii przed Krzyżem wszyscy udają się do Martyrium i tam "od końca godziny dziewiątej aż do wieczora" (37,8), odbywa się wszystko tak jak przez cały tydzień. Z Martyrium, gdy nastąpi rozesłanie wiernych, udają się oni do Anastasis, gdzie czyta się ewangeliczny opis złożenia ciała Pana do grobu (por. J 19,38-42), a po jego odczytaniu następuje modlitwa i błogosławieństwo katechumenów oraz wiernych i zakończenie liturgii.
Biorąc udział w liturgii świętych dni paschalnych (Triduum Paschalnym), w czuwaniu i adoracji nocnej, nie sposób zapomnieć głosu Egerii, która ze zrozumieniem dla słabości człowieka napisała: "Tego dnia nie wzywa się do czuwania w Anastasis, ponieważ wiadomo, że lud jest zmęczony, jednak w zwyczaju jest, iż mimo to się czuwa. Ci z ludu, którzy chcą, a przynajmniej mogą, zostają tam do rana, ci - którzy nie mogą - nie czuwają. Czuwają też silniejsi lub młodsi duchowni. Przez całą noc aż do rana odmawia się hymny i antyfony. Czuwa tu wielki tłum, jedni do wieczora, inni do północy - jak kto może" (37,9).

Reklama

Według opisu Egerii w Wielką Sobotę w Jerozolimie ma miejsce, nazywając dzisiejszym językiem, liturgia godzin czy liturgia uświęcenia czasu o godzinie trzeciej (9.00) i szóstej (12.00). Nic natomiast nie czyni się o godzinie dziewiątej, gdyż o tej porze w "kościele większym", czyli w Martyrium przygotowuje się Wigilię Paschalną. Poza tym nie ma w tym dniu żadnej liturgii.
Egeria nie poświęca wiele miejsca opisowi Wigilii Paschalnej, ograniczając się do krótkiego stwierdzenia faktu, iż Wigilie Paschalne "odbywają się tu w taki sam sposób jak i u nas" (39,1), uzupełniając jednakże swoją relację o szczegóły jej nieznane. Liturgia Wigilii Paschalnej musiała zatem w tym czasie przebiegać tak, jak to potwierdzają dokumenty tej epoki, czyli miało miejsce czytanie Słowa Bożego, liturgia chrztu i Eucharystii. W Jerozolimie w IV wieku Wigilia Paschalna była celebrowana w Martyrium. Nowo ochrzczeni po wyjściu z baptysterium (źródła chrzcielnego) są prowadzeni w procesji z biskupem do Anastasis, tam odmawia on za nich modlitwę, a następnie udają się do Martyrium, "gdzie wedle zwyczaju czuwa cały lud" (38,2). Tu odbywa się dalszy ciąg Wigilii: jest sprawowana Msza św., a potem ma miejsce rozesłanie wiernych. Nie wszyscy jednak odchodzą; część wiernych pozostaje na czuwaniu w Martyrium, a po jego zakończeniu udają się wszyscy z hymnami do Anastasis, gdzie odczytuje się Ewangelię o zmartwychwstaniu Pańskim. Zaraz po przeczytaniu tego tekstu następuje modlitwa i biskup odprawia, po raz drugi w Wigilię Paschalną, Eucharystię. "Wszystko to odbywa się jednak prędko, by ludu dłużej nie zatrzymywać i zaraz potem zostaje on odesłany. Wigilie kończą się tego dnia o tej samej godzinie, co u nas" (38,2).

Reklama

Niedzielna Msza święta w sobotę

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 10/2004

Nie tak dawno w czasie lekcji jeden z licealistów zapytał mnie w intrygującej go sprawie. „Proszę księdza, Kościół uczy, że jeżeli z ważnych powodów nie możemy iść do kościoła w niedzielę (np. idziemy na zabawę karnawałową trwającą do białego rana, lub będziemy musieli w niedzielę pracować) to powinniśmy to uczynić w sobotę wieczorem.

Bożena Sztajner/Niedziela

Takie uczestnictwo nie będzie pociągało konsekwencji grzechu. Niestety, coraz częściej słyszę, iż niektórzy moi znajomi, dla wygody, by mieć niedzielę tylko dla siebie, idą w sobotę, a nie w niedzielę na Mszę św. Czy jest to postawa słuszna, prawidłowa? W Piśmie Świętym czytamy, jak to Pan Bóg polecił świętować siódmy dzień, a nie szósty. Wyznaczył niedzielę na świętowanie, a nie sobotę wieczorem. Czy więc regularne uczestniczenie w niedzielnej Mszy św. w sobotę wieczorem nie jest nadużyciem?”

Otóż tytułem wstępu przypomnę, iż obowiązek uczestniczenia we Mszy św. wiąże katolika w sumieniu. Dobrowolne zaniedbanie uczestniczenia we Mszy św. w niedzielę jest grzechem śmiertelnym i powoduje zerwanie kontaktu z Bogiem. Wracając do kwestii dnia, którego powinniśmy świętować, zgodnie z poleceniem Boga Izraelici zobowiązani byli do świętowania szabatu czyli siódmego dnia, dnia Bożego odpoczynku po dokonanym dziele stworzenia. Jednak po Zmartwychwstaniu Chrystusa, które miało miejsce w pierwszym dniu tygodnia (w niedzielę), rozpoczął się nowy etap w historii zbawienia. Etap ten jest czasem nowego stworzenia. I właśnie ten dzień nowego stworzenia, bo zostało ono zapoczątkowane Zmartwychwstaniem i umocnione zesłaniem Ducha Świętego też w niedzielę, obchodzimy jako najważniejsze święto każdego tygodnia. Świętujemy niedzielę, jako pierwszy dzień tygodnia. Wyraźnie słyszymy to w II Modlitwie Eucharystycznej, w której kapłan wypowiada słowa: „Dlatego stajemy przed Tobą i zjednoczeni z całym Kościołem uroczyście obchodzimy pierwszy dzień tygodnia, w którym Jezus Chrystus Zmartwychwstał i zesłał na Apostołów Ducha Świętego”.

Kościół o sposobie spełnienia obowiązku uczestniczenia we Mszy św. wypowiada się w kanonie 1248 Kodeksu Prawa Kanonicznego w następujący sposób: „Nakazowi uczestniczenia we Mszy św. czyni zadość ten, kto bierze w niej udział, gdziekolwiek jest odprawiana w obrządku katolickim, bądź w sam dzień świąteczny, bądź też wieczorem dnia poprzedzającego”. Jak widać, kanon ten nic nie mówi na temat przyczyn naszej decyzji co do dnia uczestniczenia we Mszy św. Termin, w którym udamy się na Mszę św. - w sobotę wieczorem (lub inny dzień poprzedzający święto) czy też w sam dzień świąteczny - zależy tylko od nas. Tak więc z formalnego punktu widzenia wszystko jest w porządku. Każdy jednak medal ma dwie strony. Stąd warto w tym miejscu przypomnieć, na czym polega zadanie świętowania. Otóż do istoty chrześcijańskiego świętowania należy uczestniczenie w liturgicznym spotkaniu, które wielbi Pana, rozważa Jego słowa i umacnia się wzajemnym świadectwem wiary. Kościół od samego początku prosił swoje dzieci, aby pilnowały niedzielnej Eucharystii. Już około 108 r. pisał św. Ignacy z Antiochii: „Niechaj nikt nie błądzi. Ten, kto nie jest wewnątrz sanktuarium, sam pozbawia się Chleba Bożego.

Jeśli modlitwa wspólna dwóch zwykłych ludzi ma moc tak wielką, o ileż potężniejsza jest modlitwa biskupa i całego Kościoła! Kto nie przychodzi na zgromadzenie, ten już popadł w pychę i sam siebie osądził” (List do Efezjan 5,2-3). A dwie strony dalej dodaje św. Ignacy następujący argument: „Gdy się bowiem często schodzicie, słabną siły szatana i zgubna moc jego kruszy się jednością waszej wiary” (13,1).

Stąd jeśli z czystego wygodnictwa pomijamy Mszę św. w sam dzień świąteczny, nasze świętowanie stałoby się niepełne. To jest podstawowa racja, dla której winniśmy dążyć do zachowania niedzielnej Mszy św. Warto zobaczyć dla jakich powodów ludzie najczęściej rezygnują w ogóle z Mszy św. w niedzielę, przychodząc na nią w sobotę wieczorem. Wygodne wylegiwanie się w łóżku, oglądanie telewizji, wycieczka, goście, widowisko sportowe - to są dla nich w niedzielny dzień ważniejsze rzeczy, aniżeli uczestniczenie we Mszy św. Oczywiście, - zauważmy - że w takim przypadku nie mówimy o grzechu (bo przecież można przyjść na Mszę św. w sobotę). Pojawia się natomiast coś, co można nazwać apelem do naszego serca, do naszego sumienia, by nie wybierać tego, co łatwiejsze, ale to, co stosowne, co buduje wiarę naszą i wiarę całej wspólnoty. W przeciwnym razie można pokusić się o stwierdzenie, że wybierając to, co łatwiejsze, czyli sobotnią Liturgię, jakby w sposób pośredni dajemy dowód, iż uczestnictwo w Ofierze Chrystusa jest dla nas jakimś ciężarem, obowiązkiem, a nie radosnym spotkaniem przy stole na wspólnej uczcie.

Kiedy przeżywamy okres Wielkiego Postu, czas nawracania się, pracy nad sobą, podejmowania dobrych postanowień celem przybliżenia się do Boga i pogłębienia swej wiary, miłości, może warto byłoby podjąć trud podjęcia decyzji o prawdziwym świętowaniu niedzieli w połączeniu z uczestnictwem właśnie tego dnia w Eucharystii. Może będzie mnie to kosztować godzinę mniej snu, ale to przecież wszystko ad maiorem Dei gloriam - na większą chawałę Boga.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Fotografia Zmartwychwstałego

2019-04-21 22:17

Agnieszka Bugała

Manoppello, 2014 r. Stoję przed kryształową szybą osłaniającą chustę z wizerunkiem męskiej Twarzy. Srebrny relikwiarz obudowuje tkaninę o wymiarach 17 na 24 cm. Mężczyzna ma brodę, wąski nos ze śladem złamania, spuchnięte policzki, wąskie usta i otwarte oczy. Na szybę pada światło z okna, które mam za plecami a Oblicze przepuszcza światło na wylot. Patrzę na nie i widzę drzwi na końcu kościoła i ludzi w ławkach. Jest widoczny i przeźroczysty jednocześnie, widoczny i znikający, jest i nie jest… Patrzę.

Krzysztof Dudek

„Kiedy się dokładniej przyjrzeć, widać, że skóra wokół ust na policzkach i czole ma intensywnie różowy odcień świeżo zadanych ran. Z szeroko otwartych oczu emanuje niewytłumaczalny spokój. W czarnych punkcikach źrenic włókna wydają się osmolone, jakby wysoka temperatura przypaliła nici” – czytałam u autora „Boskiego Oblicza”. W 1963 r. św. o. Pio powiedział, że „Volto Santo w Manoppello to największy cud, jaki posiadamy”. Wg niemieckich badaczy, s. Blandiny Schlömer oraz o. Heinricha Pfeiffera, Wizerunek z Manoppello i Całun Turyński zapisują oblicze tego samego Człowieka, tyle, że w całunowe płótno owinięto całe ciało Zmarłego, a chusta z Manoppello miała leżeć na głowie Pana, gdy złożono Go w grobie.

A więc stojąc przed szybą mam przed oczami fotografię twarzy Zmartwychwstałego… Nie ma śladu farb, pędzla czy ołówka. Materiał, na której jest odbita Twarz to najdroższa tkanina starożytnego świata, bisior, zwany „złotem morza”. Jego delikatne włókna pochodzą z wnętrza małży, pozwala się farbować, ale nie da się na nim niczego namalować. Jeśli wierzyć badaczom powstał w chwili…powstawania z martwych! Obraz zatrzymał chwilę otwartych już oczu. Kogo widzą?

Wtedy, w Manoppello nie miałam odwagi wyjąć aparatu fotograficznego. Stałam przed Nim zalana łzami. Prześwietlił mnie na wylot i zostawił ślad niepojętej czułości… Od tamtej pory nie rozstaję się Jego Wizerunkiem. Staję przed Nim każdego poranka i każdego wieczoru, przytulam, gdy wali mi się świat, albo nie mam siły na niesienie codziennych krzyży. Jestem pewna, że te Oczy spojrzą na mnie w ostatniej chwili życia po tej stronie. I że rozpoznam Oblicze Wielkanocnego Pana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem