Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Abp Gądecki na Jasnej Górze: katolicki polityk musi unikać duchowej schizofrenii

2015-05-03 11:54

Abp Stanisław Gądecki

Archiwum abp. Stanisława Gądeckiego

Byłoby głębokim fałszem, gdyby ktoś, kto głosi prawdy sprzeczne z nauczaniem Kościoła, przystępował do Komunii świętej - powiedział dziś na Jasnej Górze abp Stanisław Gądecki. W homilii podczas Mszy św. święto Matki Bożej Królowej Polski, przewodniczący Episkopatu nawiązał m.in. do nadchodzących wyborów prezydenckich. Wskazał, że "trzymanie się nauczania Kościoła pozwala katolickiemu politykowi uniknąć swego rodzaju schizofrenii duchowej".

Jeśli - jako chrześcijanie - chcemy ponownie pociągnąć świat ku Bogu jest tylko jedno rozwiązanie - trzeba wszczepić się ponownie w Chrystusa. Trzeba udrożnić kanały łączące nas z krzewem winnym. Zbyt wiele mówimy dzisiaj o akcjach, działaniach, doskonaleniu metod apostolstwa, a zapominamy o tym, że przede wszystkim trzeba na nowo ożywić więź ze Zbawicielem, której owocem jest miłość braterska. Trzeba tworzyć wspólnoty, które będą miały odwagę żyć prawem miłości wzajemnej. Które ukażą innym, co to znaczy być uczniem Jezusa (por. Benedykt XVI, Homilia podczas Mszy św. na stadionie, Berlin - 22.09.2011).

2. MARYJA - KRÓLOWA POLSKI

Latoroślą w najdoskonalszy sposób powiązaną z winnym krzewem jest Maryja, Matka naszego Zbawiciela. W apokaliptycznej Niewieście obleczonej w słońce Tradycja Kościoła dostrzegła również Maryję piękną jak księżyc, jaśniejąca jak słońce (Pnp 6,10).

Między innymi z tytułu tej nadzwyczajnej łączności nazywamy ją królową. Ona była złączona z Chrystusem tak w życiu jak i po śmierci, odkąd zasiada w niebie obok swego Syna, Króla chwały. Ona ma uczestnictwo w chwale zmartwychwstałego Pana, gdyż miała udział w Jego dziele zbawienia. Jest Jego Matką, nosiła Go w swoim łonie, urodziła Go, dbała o Jego wychowanie, towarzyszyła Mu podczas Jego nauczania - towarzyszyła aż do krzyża. Jeśli więc Maryję nazywamy Królową, to przede wszystkim ze względu na Jej Syna. Królewskość Maryi jest więc pośrednia. Maryja ma władzę honorową i zleconą. Tę władzę sprawuje w szczególny sposób sprawuje nad nami, służąc nam całe wieki swoją opieką. Tylko Pan Bóg jest władcą najwyższym i jedynym.

„Przypomną sobie i wrócą do Pana wszystkie krańce ziemi
i oddadzą Mu pokłon wszystkie szczepy pogańskie.
Jemu oddadzą pokłon wszyscy, co śpią w ziemi,
przed Nim zegną się wszyscy, którzy staną się prochem” (Ps 22,26-28?)

Do czego nas to zobowiązuje? W encyklice Ad caeli Reginam czytamy: „Niech każdy, wedle swych warunków, stara się pilnie i bez ustanku odtwarzać w swej duszy i wyrażać w postępowaniu wspaniałe cnoty niebiańskiej Królowej i naszej najmilszej Matki. To zaś sprawi, że ci, którzy mienią się chrześcijanami, przez cześć i naśladowanie takiej Królowej i Matki, poczują się wreszcie prawdziwymi braćmi i, zaniechawszy zawiści oraz zbytniej żądzy posiadania, zaczną krzewić miłość społeczną, szanować prawa słabszych i miłować pokój. Niech więc nikt nie uważa się za syna Maryi i nie sądzi, że łatwo dostanie się pod Jej najłaskawszą opiekę, jeśli za Jej wzorem nie wyróżni się sprawiedliwością, łagodnością i czystością, i nie będzie dążył do prawdziwego braterstwa nie tylko nie krzywdząc ani szkodząc, ale pomagając i niosąc pociechę...”

„Uczyńcie, co wam mówi Syn
Przyobleczcie wiarę w czyn.
Niech się Słowo Boże stanie
Ciałem w każdym z was”.

Tagi:
Jasna Góra homilia

Tomasz Kozłowski: obraz Matki Bożej Jasnogórskiej pochodzi z Bełza na Ukrainie

2019-02-17 09:13

pab / Warszawa (KAI)

O Madonnach dawnej archidiecezji lwowskiej mówił Tomasz Kuba Kozłowski z Domu Spotkań z Historią w Warszawie podczas prelekcji wygłoszonej w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej. Badacz historii Kresów przytoczył dzieje obrazów, które przez lata przyjmowały kult na terenie dawnej Rzeczpospolitej. Przypomniał, że czczony na Jasnej Górze słynny wizerunek Matki Bożej pochodzi z Bełza, znajdującego się obecnie na Ukrainie, zaledwie 4 km od granicy z Polską.

Prelekcja Tomasza Kozłowskiego byłą swego rodzaju pielgrzymką do dawnych miejsc kultu maryjnego na Kresach wschodnich. Rozpoczął od obrazu Matki Bożej Łaskawej z katedry lwowskiej. To przed jej obliczem król Jan Kazimierz 1 kwietnia 1656 r. złożył śluby, oddając Rzeczpospolitą pod opiekę Matki Boskiej, którą nazwał Królową Korony Polskiej. Wzorując się na tym wydarzeniu, prymas Polski kard. Stefan Wyszyński napisał tekst Ślubów Jasnogórskich, które episkopat Polski wraz z wiernymi złożył 26 sierpnia 1956 r.

Obecnie oryginał tego obrazu znajduje się w skarbcu na Wawelu, natomiast jego dwie wierne kopie przyjmują cześć w konkatedrze w Lubaczowie i w archikatedrze we Lwowie.

Następnie Kozłowski przedstawił obraz Matki Bożej Jasnogórskiej, który – jak przypomniał – pochodzi z Bełza, jednego z najstarszych grodów Ziemi Czerwieńskiej. – Książę Władysław Opolczyk w 1382 roku wywiózł, już wówczas słynący cudami obraz Czarnej Madonny, umieszczony na bełskim zameczku, na Jasną Górę. Od tego czasu kojarzymy go niemal wyłącznie z Częstochową i Jasną Górą – mówił. – Gdybyście przeprowadzili państwo ankietę na ulicach polskich miast, to nikt by nawet nie wpadł, że Czarna Madonna gdzieś z Kresów pochodzi – dodał.

– Jeszcze na początku XX wieku na ryngrafach, medalikach, pamiątkowych medalach umieszczano informację o bełskiej proweniencji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Ale od roku 1951, odkąd Bełz nie znajduje się już w granicach Rzeczypospolitej, związek terytorialny Matki Bożej Częstochowskiej z tą częścią ziem dawnej Rzeczpospolitej, była nader rzadko przypominana – przyznał.

Prelegent przypomniał też legendę, według której namalowanie obrazu przypisuje się św. Łukaszowi Ewangeliście, który wizerunek Maryi miał wymalować na blacie stołu w Jej domu w Nazarecie. Dopiero potem obraz został przeniesiony do Konstantynopola, a potem na Ruś Halicką i do Bełza, a stąd wreszcie na Jasną Górę.

Koordynator programu Warszawska Inicjatywa Kresowa opowiedział także o Matce Bożej Sokalskiej, który był jednym z najstarszych wizerunków maryjnych czczonych w Polsce. Oryginalnie namalowany na desce cyprysowej na wzór obrazu częstochowskiego, powstał w latach 90. XIV wieku. Przed nim modlił się m.in. król Jan III Sobieski. 8 września 1724 r. obraz Matki Bożej Sokalskiej został ukoronowany. W 1843 r. oryginalny obraz spłonął w pożarze kościoła i zabudowań klasztornych. Oficjalna kopia została koronowana i obecnie znajduje się w Hrubieszowie, gdzie erygowano Sanktuarium Marki Bożej Sokalskiej.

Kozłowski mówił także o Jazłowcu, gdzie marmurowy posąg Matki Bożej koronowano w lipcu 1939 roku; klasztorze dominikanów w Podkamieniu, w którym przed wizerunkiem Matki Bożej Śnieżnej klękali polscy królowie i świątyni dominikanów w Czortkowie, gdzie znajdował się obraz Matki Bożej Różańcowej. Opowiedział także o wizerunku Matki Dobrej Drogi czczonej w Kochawinie koło Stryja oraz Matki Boskiej Łaskawej, będącej kopią Madonny Częstochowskiej, z kościoła ormiańskiego w Stanisławowie.

Wszystkie te obrazy cieszyły się dużym kultem do XX wieku. Najtragiczniejsza w skutkach była II wojna światowa. Po zmianie granic, wizerunki maryjne z dawnej archidiecezji lwowskiej zostały przewiezione do Polski i umieszczone w kościołach w różnych regionach kraju.

Spotkaniu towarzyszyła wystawa Stanisława Szarzyńskiego pt. „Pamięć i Wiara. Kościoły na Kresach dawnej Rzeczypospolitej”.

Organizatorami prelekcji byli: Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej, Stowarzyszenie Pamięci Polskich Termopil i Kresów oraz Klub Inteligencji Katolickiej w Przemyślu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

O. F. Lombardi: ważniejsze jest cierpienie i sprawiedliwość ofiar niż dobre imię instytucji

2019-02-17 17:31

dg, TVP / Warszawa (KAI)

Konieczne jest wprowadzenie również w Kościele nowej kultury, „która będzie miała na celu przede wszystkim nie obronę dobrego imienia instytucji, ale cierpienie i sprawiedliwość osób, które ucierpiały" - powiedział na antenie TVP1 o. Federico Lombardi SJ, były dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej. Podczas spotkania w sprawie ochrony małoletnich w Kościele, które odbędzie się w Watykanie w dniach 21-24 lutego 2019, będzie on moderował posiedzenia plenarne tego zgromadzenia. 17 lutego był on gościem Pauliny Guzik w programie „Między ziemią a niebem”.

Włodzimierz Rędzioch

Włoski jezuita stwierdził, że problem nadużyć seksualnych w Kościele nie rozpoczął się teraz, ale trwa już od wielu lat. Przypomniał kilka bardzo silnych kryzysów związanych z tą sprawą. „Papieże przez ostatnich 15-20 lat mierzyli się z tym problemem. Ale trwa on nadal i mamy do czynienia z nowymi kryzysami, ponieważ sprawa ta wychodzi na światło dzienne w krajach, w których do tej pory nie zbadano jej należycie. Rozumiemy zatem, że jest jeszcze wiele kroków, które należy zrobić, aby zmierzyć się właściwie z tym problemem. Wielu rzeczy już się nauczyliśmy, ale być może tylko w pewnych miejscach, w konkretnych krajach, w diecezjach, ale nie zrozumiano ich jeszcze w sposób wystarczający w całym Kościele we wszystkich częściach świata” – powiedział rozmówca dziennikarki TVP.

Zwrócił uwagę, że szczególnie ważne jest słuchanie ofiar, zrozumienie, jak głębokie są rany i zadane cierpienie w życiu tych osób, które zostały skrzywdzone. "Nie zdawaliśmy sobie wcześniej z tego sprawy w przeszłości. Myśleliśmy, że możemy żyć w kulturze milczenia, że lepiej nie mówić o tych rzeczach w rodzinach, w społeczeństwie, w instytucjach, w Kościele. Nawet jeśli te rzeczy się przydarzały, przechodziliśmy wobec nich milcząco. Trwaliśmy w myśleniu, że milczenie jest najlepszym sposobem na stawienie czoła temu problemowi. Teraz natomiast zrozumieliśmy, że problem jest naprawdę poważny, głęboki, że niesie ze sobą ogromne cierpienie, niesprawiedliwość, które nie mogą zostać pominięte. Należy patrzeć na niego w sposób jasny, wymierzyć sprawiedliwość, należy pomóc osobom skrzywdzonym w głębokim uzdrowieniu wewnętrznym, aby mogły dalej żyć ze spokojem. I to właśnie dla Kościoła jako instytucji jest szczególnie ważne, ponieważ Kościół jest, chce i powinien być nauczycielem moralności, prawdy, właściwego zachowania dla dobra nowych pokoleń. Dlatego jeśli w Kościele zdarzają się takie przypadki, należy z całą pewnością zmierzyć się z nimi i ukarać winnych. Trzeba zrobić wszystko, co tylko możliwe, aby zapobiec temu, aby podobne rzeczy zdarzały się w przyszłości" – zaznaczył o. Lombardi.

Wskazał na konieczność wprowadzenia również w Kościele nowej kultury, „która będzie miała na celu przede wszystkim nie obronę dobrego imienia instytucji, ale cierpienie i sprawiedliwość osób, które ucierpiały. Dlatego należy podjąć wszystkie właściwe kroki, z punktu widzenia zarówno prawnego, jak i wychowawczego i zapobiegawczego. Przede wszystkim jest sprawą arcyważną, abyśmy żyli kulturą ochrony nieletnich i prawdziwą świadomością, w jaki sposób zapobiegać i unikać tych trudnych sytuacji od samego początku”.

Jezuita zaznaczył, że konieczna jest troska o odpowiedni dobór kandydatów do kapłaństwa i życia zakonnego, żeby były to osoby dojrzałe również pod względem psychologicznym i seksualnym, „aby nie było ryzyka, że będą jakieś tendencje czy wręcz realne zachowania związane z pedofilią, które są ogromnym zagrożeniem dla młodych ludzi. Wybór i formacja kandydatów do kapłaństwa są bardzo ważne, także biskupi odpowiedzialni za wspólnoty muszą wiedzieć, w jaki właściwy sposób reagować, gdy pojawiają się takie zbrodnie czy bardzo poważne czyny, aby móc podejmować jak najszybciej odpowiednie decyzje, aby na nowo wprowadzić ład we wspólnocie, aby oddać sprawiedliwość i aby osobom, które ucierpiały, pomóc odnaleźć na nowo spokój”.

Zdaniem gościa programu papież Franciszek ma szeroki ogląd tego problemu. Uważa, że korzeniem problemu jest sposób, w jaki są przeżywane stosunki międzyludzkie, także wewnątrz Kościoła oraz przeżywanie sprawowania władzy jako panowania (przywództwa) a nie jako służby. A zatem, jeśli ktoś przeżywa relacje z innymi jako chęć panowania nad innymi, nad ich sumieniem, ich osobami, ewidentnie może go to doprowadzić do nadużyć, kierując się brakiem głębokiego szacunku, który powinien mieć we wszystkich aspektach życia, włączając w to także wymiar seksualny – powiedział były dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej.

Mocno podkreślił przy tym, że nie należy bronić instytucji czy potwierdzać swoją w niej rolę, ale trzeba służyć ludziom przez instytucję Kościoła. „A zatem nieletni, a w szczególności ofiary powinny być w centrum naszej uwagi bardziej niż my sami” - dodał.

Papież Franciszek zwołuje biskupów dlatego, że to oni są pasterzami w Kościele, mają władzę przewodniczenia ludowi Bożemu. A zatem to oni jako pierwsi muszą żyć postawą odpowiedzialności jako służby, aby przekazywać ją także swoim kapłanom i czynić ją żywą także we wspólnocie Kościoła, wśród całego ludu Bożego, z całym wkładem i aktywnym zaangażowaniem także innych osób w Kościele. Ale to biskupi są pierwszymi odpowiedzialnymi za życie wspólnoty Kościoła, dlatego papież chce przez nich przekazać całej wspólnocie Kościoła swoje stanowisko, aby oni je przekazali dalej – wskazał jezuita.

Zaznaczył, że następstwem nadużyć czy błędów obciążających czyjąś odpowiedzialność może być odsunięcie od obowiązków. Wskazał również na konieczność przejrzystości, by zasady postępowania i procedury były jasne dla całej społeczności, co sprzyja współodpowiedzialności i pomocy we wspólnym rozwiązywaniu problemów.

Są kraje, w których biskupi zrobili już bardzo dużo, mają duże doświadczenie w tym zakresie, stworzyli na te potrzeby odpowiednie biura, pomogli bardzo wielu ofiarom, a zatem wiedzą, jak stawić czoła problemowi. Są inne kraje, w których działań tych jeszcze nie podjęte wystarczająco albo zrobiono niewiele i biskupi nie wiedzą dobrze, jak powinni się zachować i jak właściwie reagować na takie przypadki. A więc fakt, że przyjadą biskupi z całego świata, wytwarza wspólną świadomość, solidarność w zmierzeniu się z problemem i pomaga szczególnie tym biskupom, którzy nie są jeszcze świadomi problemu albo nie podjęli jeszcze odpowiednich inicjatyw. Dzięki spotkaniu zostaną doinformowani i otrzymają odpowiednią pomoc w zakresie skutecznych działań związanych z tym problemem.

Papież Franciszek mówił o tym spotkaniu jako o „katechezie”, to znaczy jako o pomocy dla biskupów w nauczeniu się, co mają robić. A gdy wrócą do domu, będą mogli powiedzieć: teraz zrozumiałem, że ponoszę tę odpowiedzialność, zrozumiałem, jak powinienem reagować, jakie są procedury, według których powinienem postępować, jakie są pomoce i konkretne inicjatywy pomocowe, które powinienem powołać w mojej diecezji – wytłumaczył o. Lombardi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bądźmy dumni z Armii Krajowej

2019-02-17 20:32

J. i M. Kamińscy

14 lutego 1942 r. w Londynie rozkaz Wodza Naczelnego i Premiera Rzeczypospolitej Polskiej – generała broni Władysława Sikorskiego – przemianował działający od 1939 r. Związek Walki Zbrojnej w Armię Krajową.

J. i M. Kamińscy

Z okazji 77 rocznicy powstania AK, w kościele pw. Najświętszego Imienia Jezus przy ul. Sienkiewicza 60 w Łodzi, została odprawiona uroczysta Msza święta. Żołnierzy AK, przedstawicieli wojska, poczty sztandarowe oraz wiernych powitał superior o. Remigiusz Recław SJ.

- Armia Krajowa uznana za główną i najbardziej ofiarną część Polskich Sił Zbrojnych była fenomenem walczącej Europy – powiedział Henryk Żebiałowicz prezes Środowiska Wilno – Nowogródek, Szlaku Okręgu Łódzkiego i zarządu Okręgu Łódzkiego – Największa podziemna ochotnicza armia liczyła w okresie planu „Burza” w 1944 r. około 380 tysięcy żołnierzy. Prezes Żebiałowicz podkreślił, że AK była zwalczana zarówno przez hitlerowski Wermacht jak i sowiecką Armię Czerwoną, czego wymownym dowodem są walki m.in. na Wołyniu, o Wilno oraz Lwów. W latach powojennych żołnierze AK byli mordowani, więzieni i prześladowani przez komunistyczny aparat terroru w Polsce. Czyniono wszystko, aby zohydzić i zatrzeć imię Armii Krajowej.

Eucharystii w intencji poległych, zamordowanych, zaginionych, zmarłych a także żyjących żołnierzy AK przewodniczył bp senior Adam Lepa. Ksiądz Biskup przypomniał, że zginęło około 100 tysięcy żołnierzy, a 60 tys. zostało deportowanych przeważnie do Związku Sowieckiego. – Postawa żołnierzy AK jest powodem do naszej wielkiej dumy. Zdali oni egzamin nie tylko jako żołnierze, ale także jako członkowie narodu polskiego. Ile razy spotykam się z żołnierzami AK z okazji opłatka gratuluję im tej postawy, że nigdy nie nosili w sobie nienawiści wobec wroga, potrafili przebaczać, bo my Polacy tacy jesteśmy – powiedział bp Adam Lepa.

J. i M. Kamińscy

Celebrans zwrócił się z prośbą do nauczycieli, rodziców, dziadków, aby przekazywali młodzieży dokonania naszego narodu. Powinniśmy być dumni z historii naszej Ojczyzny, z naszego narodu i z tej Armii Krajowej.

Uroczystość religijno-patriotyczną zakończyło złożenie kwiatów pod tablicą upamiętniającą pomysłodawcę powstania duszpasterstwa żołnierzy AK o. Stefana Miecznikowskiego SJ.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem