Reklama

Bp Tomasik o dopalaczach: dominuje pieniądz bez świadomości wyrządzonych krzywd

2015-07-19 12:33

rm / Radom / KAI

PhotoLizM

Dominuje pieniądz i pragnienie zysku bez świadomości wyrządzonych krzywd - powiedział biskup Henryk Tomasik na temat dopalaczy. Od wielu dni opinia publiczna alarmuje o skali masowych zatruć dopalaczami. Do szpitali trafiają osoby po zażyciu nieznanych, groźnych dla życia substancji.

Bp Tomasik, który jest krajowym duszpasterzem młodzieży przyznał, że miał możliwość odwiedzenia laboratorium, gdzie prowadzone są badania nad dopalaczami.

- Mogłem usłyszeć, że pracują nad nimi ludzie nauki. Prawdopodobnie poniżej stopnia doktora habilitowanego nie można było dokonać takiej syntezy. Mówiono o konkretnym dopalaczu. To smutne, że upada etyka pracownika nauki. To wszystko obraca się przeciwko człowiekowi. Potrzebny jest prymat etyki nad techniką. Dominuje pieniądz i pragnienie zysku bez świadomości wyrządzonych krzywd - powiedział bp Tomasik w Radio Plus Radom.

Reklama

Krajowy duszpasterz młodzieży zgodził się z opinią, że wszelkie uzależnienia mają swoje źródło w braku wzorców wychowawczych. Jego zdaniem zaburzona hierarcha wartości powoduje, że młody człowiek jest zagubiony. - Dlatego tak bardzo potrzebne jest wychowanie i kształtowanie właściwych postaw, by umiejętnie korzystać z pięknego daru wolności. Wołam o potrzebę wychowania. Ważne, abyśmy wszyscy grali w drużynie Jezusa - powiedział bp Tomasik.

W tym roku doszło do co najmniej dziewięciu przypadków śmiertelnych po zażyciu dopalaczy, a dwa tysiące osób zatruło się tymi substancjami. Tylko w woj. śląskim w ostatnich dniach do sanepidu wpłynęły zgłoszenia o 597 podejrzeniach zatrucia dopalaczami. Do szpitali trafiły 434 osoby.

Tagi:
dopalacze

Reklama

Mocarz w świecie iluzji

2015-10-28 08:52

Z ks. Rafałem Kowalskim rozmawia Agnieszka Chadzińska
Niedziela Ogólnopolska 44/2015, str. 46-47

Ucichł w mediach temat dopalaczy, do niedawna porażający opinię publiczną, ale czy to oznacza, że mamy o nim zapomnieć do czasu kolejnych tragedii? O „mocarzu”, nałogowym myśleniu, „ćpaniu na sucho” i różnych przyczynach uzależnień rozmawiamy z ks. Rafałem Kowalskim, psychologiem, socjoterapeutą pracującym w Ośrodku Rehabilitacyjno-Readaptacyjnym dla Osób Uzależnionych „Betania” w Mstowie k. Częstochowy

© igor/Fotolia.com

AGNIESZKA CHADZIŃSKA: – Porozmawiamy o dopalaczach?

KS. RAFAŁ KOWALSKI: – Mam do tego tematu bardzo emocjonalny stosunek. Zobacz, siedzimy przy stole, pachnie kawa, z okna mamy widok na Jasną Górę, i jednocześnie ten nastrój psuje myśl, że pół kilometra stąd małolaty kupują paczkę suszu do palenia.

– Czy dostęp do dopalaczy jest tak łatwy?

– Może nie tak jak zakup cukierków miętowych w kiosku, ale jest łatwy. Od lipcowej afery medialnej wokół „mocarza” mamy codziennie kilka telefonów z prośbą o przyjęcie na leczenie. Wiele ze zgłoszeń to czynni uzależnieni od tych substancji – nie słyszałem, żeby od lipca mieli do nich trudniejszy dostęp.

– Ale przecież przez kilka dni media, politycy i my, społeczeństwo, byliśmy mocno poruszeni...

– W efekcie tej kampanii powstały bodajże dwa spoty ostrzegające przed narkotykami, jeden fatalny, zrobiony chyba dla młodzieży oazowej, drugi trochę ostrzejszy w przekazie. Nie wiem, jakie skutki przyniesie rządowa kampania: „Dopalacze kradną życie”. Ośrodki terapeutyczne na pewno nie są zainteresowane jednorazową akcją polityków, ale systematyczną i merytoryczną współpracą. Praca z uzależnionymi to przecież codzienna harówa, miesiąc po miesiącu.

– Wszystkim nam zależy, a ciągle coś robimy nie tak...

– Jeśli my, dorośli, będziemy jedynie straszyć narkotykami, to szybko uruchomimy przekorę. Zresztą bardzo naturalną w wieku dorastania. Bo jak często wygląda nasz przekaz? „Nie bierz, bo się uzależnisz”. A niejeden małolat widział już, że ktoś zapalił kilka razy i się nie uzależnił. I to nie jest mit. Oczywiście są substancje, które faktycznie uzależniają bardzo szybko, taką siłę ma np. heroina. Ale są ludzie, u których kontakt z używką skończył się na pojedynczym eksperymencie i pozostał jedynie wspomnieniem. Bliższy prawdy jest przekaz: „Nie wszyscy się uzależniają, to prawda, tylko skąd wiesz, że akurat twoja konstrukcja psychiczna okaże się odporna na siłę nałogu?”. Dla uczciwości powiem, że z tą odpornością wcale nie jest jakoś świetnie.

– Co na to wpływa?

– Brak odporności na stres i brak bliskich więzi, kompleksy, nadwrażliwość na krytykę i kiepska samoocena plus brak pokory i chęci do pracy nad sobą. To mieszanka wybuchowa, i wcale nie mówię tylko o młodzieży, ale także o dorosłych, bardzo zacnych nawet – co z tego, skoro w dorosłym opakowaniu w środku jest mentalność narkomańska? Jeśli taki człowiek niczego w sobie nie zmieni, to tylko kwestią czasu jest, że znajdzie sobie jakąś ucieczkę: wódkę, pornografię albo władzę.

– Władza jako narkotyk?

– Absolutnie tak. Daje możliwość odreagowania emocji na ludziach, podtrzymuje iluzję o możliwości kontroli swojego życia, co więcej – daje możliwość kontroli innych. Daje namiastkę życia społecznego i wspiera mechanizm zaprzeczania: „Jakie ja mogę mieć problemy, skoro pełnię tak odpowiedzialną funkcję?”. Władza wreszcie ma to do siebie, że może zablokować każdą krytykę, bo kto powie przełożonemu: „Człowieku, ogarnij się, bo ewidentnie z czymś sobie nie radzisz i wyżywasz się na ludziach”?

– Sam sposób myślenia może być zgubny?

– Niedawno dzwonił do nas chłopak z pytaniem o możliwość leczenia. Zapytaliśmy go m.in., czy próbował też „mocarza”. W odpowiedzi usłyszeliśmy coś, co w całej rozciągłości pokazuje nałogowy sposób myślenia: „No nie, to jest dla tych głupich. Ja się od takich rzeczy trzymam z dala, ja kupuję rzeczy bezpieczne”.

– Dlaczego to jest myślenie nałogowe?

– Bo to, co mówi, to jest iluzja. Jeśli to, co kupuje, jest „bezpieczne”, to dlaczego dzwoni do takiego miejsca jak nasze: przed trzydziestką, z rozwalonym życiem; z długami, rozbitą rodziną i kiepskim zdrowiem? Zresztą nie zdecydował się na terapię. Iluzja jest jednym z podstawowych mechanizmów każdego uzależnienia, czy to jest alkohol, narkotyki, zachowania seksualne, hazard czy inne. Iluzja pod tytułem: „kontroluję, nic się nie dzieje, jak będę chciał, to przestanę, odczepcie się ode mnie”.

– Nie da się tego kontrolować?

– Można być narkomanem także bez narkotyku, uzależnionym bez substancji. Nasi ludzie w ośrodku mówią czasem o „ćpaniu na sucho”. Można prowadzić tak odrealniony styl życia, pełen iluzji, zaprzeczeń, codziennych zaniedbań, że jest się narkomanem, nie biorąc nic.

– Przykład?

– Wstajesz rano. Albo nie wstajesz, nie myjesz się, nie oddzwaniasz, nie płacisz rachunków, nie dbasz o zdrowie, o żadne swoje sprawy. Odkładasz je, racjonalizujesz, obtłumaczasz. Coś, co kiedyś było ważne, dzisiaj ignorujesz: wywiadówki dziecka, brewiarz, dbanie o przyjaciół. Substancja to tylko ostatni etap. Do tego prowadzi całe koło nałogowego myślenia.

– Jak ten proces wygląda?

– Początek jest prosty i dotyczy wszystkich – to są trudności i problemy: kłopoty w domu, ból zęba, coś się nie układa. Czyli codzienne trudności, które ma każdy i które u każdego budzą napięcie i stres. One wywołują w nas jakieś przykre emocje: złość, zniecierpliwienie albo smutek i poczucie winy. Jeśli to się przedłuża, ludzie w miarę zdrowi próbują rozwiązywać problemy: szukają wsparcia, idą po radę, do spowiedzi albo uciekają od sytuacji i ludzi, którzy ich krzywdzą. Czyli realnie coś zmieniają. Nałogowe myślenie polega na tym, że nie robisz nic, nie podejmujesz żadnych decyzji, tylko próbujesz uniknąć przykrych uczuć.

– A patologia kwitnie...

– Patologia kwitnie, kolejne pokolenie zaczyna w niej dorastać, a ciebie interesuje tylko to, żeby tę chwilę tu i teraz jakoś sobie uprzyjemnić. Tabletka na byle ból głowy, tabletka na stres, kieliszek przed snem, awantura na rozładowanie emocji – to jest narkomania pełną gębą. W niczym to się nie różni od zachowania dzieciaka, który kupował dopalacze w – podobno zamkniętym już – sklepie w Alejach Najświętszej Maryi Panny. W każdym z tych przypadków chodzi o to, żeby nie brać odpowiedzialności i w mózgu uwolnić neuroprzekaźnik odpowiedzialny za odczuwanie przyjemności. Czyli nie zrobię nic, ale przez kwadrans poczuję się jak król.

– Nie brać odpowiedzialności, czyli znaleźć winnych: smutne dzieciństwo, rodzina...

– Z jednej strony – powiedz mi, kto miał dzieciństwo i dorastanie bez kłopotów, bez trudności? Gdybyśmy zapytali, każdy odpowiedziałby, że miał coś, co było trudne. Każdy ma w życiorysie, miał w domu rodzinnym coś, z czym musiał się mierzyć, co było przykre, ciężkie, nad czym się zdarzy popłakać. Jednak nie wszyscy, którzy mieli trudną przeszłość, idą ścieżką patologiczną. To nie jest odpowiedź ostateczna. To jest odpowiedź, która interesuje terapeutów, diagnostów, kiedy próbują uchwycić genezę uzależnienia. W ich rękach jest to narzędzie bezpieczne. W rękach samego uzależnionego może służyć jako pewne zwolnienie siebie z odpowiedzialności. Stara zasada brzmi: trudne dzieciństwo wiele wyjaśnia, ale niewiele usprawiedliwia.

– A z drugiej strony?

– Czy 14-latek, który bierze dopalacze, wagaruje, wpada w długi, robi to, ponieważ cierpi i nie radzi sobie z życiem, czy może po prostu z głupoty, dla zabawy? Owszem, wziął z głupoty, chciał się zabawić. Tylko dlaczego ten 14-latek szuka zabawy w takim miejscu, z takimi ludźmi, na ulicy, na imprezie, a nie np. w kinie, w górach albo na fajnym wyjeździe z rodzicami na Mazury? Czyli pod tą głupotą najczęściej da się dokopać do trudności. Do tego, że z czymś sobie ten dzieciak nie radzi. Choćby z tak prozaiczną rzeczą, że kiedy ma czas wolny, to nie umie go wykorzystać.
Niekoniecznie nie radzi sobie z jakąś wielką traumą z dzieciństwa, ale np. z tym, że ma sześć godzin wolnego popołudnia i nie wie, co z tym czasem zrobić. To prowadzi do kolejnych pytań: czemu nikt go tego nie nauczył? Albo czego on się naoglądał u dorosłych? Oczywiście pojawia się morze odpowiedzi, które już nie są tak powierzchowne jak ta, że „bierze z głupoty”.

– Czy tylko z zainteresowania?

– Na pewno nie. Być może te sześć godzin wolnego czasu, który ten dzieciak ma po szkole, to jest sześć godzin strachu albo samotności. I nie umie sobie z nimi poradzić.

– Porozmawiamy o tym jeszcze?

– Nie ma sprawy!

* * *

Ks. Rafał Kowalski
Psycholog, pracuje w Ośrodku Terapii Uzależnień „Betania”. Posługuje w Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie, związany ze Wspólnotą Bożego Ojcostwa i z parafią akademicką w Częstochowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W Kościele trwa Oktawa Wielkiej Nocy

2019-04-22 09:52

awo, mip / Warszawa (KAI)

Cud Zmartwychwstania „nie mieści się” w jednym dniu, dlatego też Kościół obchodzi Oktawę Wielkiej Nocy – przez osiem dni bez przerwy wciąż powtarza się tę samą prawdę, że Chrystus Zmartwychwstał.

©Renáta Sedmáková – stock.adobe.com

Nazwa “oktawa” pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego liczbę osiem. Ta wielkanocna jest weselem z wydarzeń przeżywanych podczas Triduum Paschalnego. To osiem dni świętowania Kościoła, które później przedłuża się aż do Pięćdziesiątnicy.

Zwyczaj przedłużania najważniejszych świąt chrześcijańskich na oktawę jest bardzo dawny. Nie znamy dokładnej daty powstania oktawy Paschy. Jednak wspomina o niej w już IV stuleciu Asteriusz Sofista z Kapadocji. Kościół chce w ten sposób podkreślić rangę i ważność uroczystości.

Oprócz Wielkanocy w Kościele obchodzi się również oktawę Narodzenia Pańskiego.

Dni oktawy Wielkanocy mają, podobnie jak Niedziela Zmartwychwstania, rangę uroczystości. Okres ośmiu dni traktowany jest jak jeden dzień, jako jedna uroczystość. Dlatego w oktawie Wielkanocy nie obowiązuje piątkowy post.

W te dni codziennie śpiewamy “Gloria” i wielkanocną sekwencję „Niech w święto radosne”. Na Mszach świętych czytane są także perykopy o spotkaniach Zmartwychwstałego, m.in. z Marią Magdaleną, z uczniami idącymi do Emaus, z uczniami nad jeziorem Genezaret.

Teksty mszalne wyjaśniają tez znaczenie sakramentu chrztu. W dawnych wiekach był to bowiem czas tzw. katechezy mistagogicznej dla ochrzczonych w Święta Paschalne. Miała ona na celu wprowadzić ich w tajemnicę obecności Chrystusa we wspólnocie wierzących.

Ostatnim dniem oktawy jest Biała Niedziela. Niegdyś w ten dzień neofici ochrzczeni podczas rzymskiej Wigilii Paschalnej, odziani w białe szaty podarowane im przez gminę chrześcijańską, szli w procesji do kościoła św. Pankracego, by tam uczestniczyć w Mszy.

Święty Jan Paweł II ustanowił tę niedzielę świętem Miłosierdzia Bożego. Orędowniczką tego była św. Faustyna Kowalska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Gdzie jest Jezus?

2019-04-22 15:48

Agnieszka Bugała

Na ten dzień czekaliśmy! Od chwili rozstania w Edenie, gdy odrzuciliśmy Boga, nie było sposobu, aby wrócić i znów zamieszkać razem z Nim. Bóg jednak znalazł sposób! Do Edenu wraca się przez mękę Jezusa, śmierć na krzyżu i pustkę Wielkiej Soboty. „Zbudź się, o śpiący, a zajaśnieje ci Chrystus!” (por. Ef 5, 14).

Agnieszka Bugała
Figura św. Marii Magdaleny w jednym z kościołów w Barcelonie

Po śmierci Jezusa Maria Magdalena prawie nie spała. Ten, który zmienił jej życie, umarł, a ona nie zdołała Go obronić, choć spróbowała wszystkiego, naprawdę wszystkiego. Zaciskając w dłoniach zbroczone krwią kamienie na wzgórzu Golgoty, przypominała sobie bez końca, że „kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień” (por. J 8, 7) i przekładała je z ręki prawej do lewej i z lewej do prawej, i znów. Sen nie chciał przyjść. Czas po złożeniu ciała Chrystusa do grobu musiał być dla niej torturą. Tajemnicza zapowiedź dnia trzeciego i całkowita niemożność zrozumienia tej zapowiedzi... Czy była kiedyś większa próba dla ludzkiej wiary niż te godziny po Jego śmierci? Nie mogła znaleźć sobie miejsca. Noc nie chciała się skończyć, wszędzie panowała ciemność. Wyszła z domu i, owinięta chustą, wraz z dwiema innymi kobietami rozpoczęła wędrówkę do grobu w ogrodzie Józefa z Arymatei. Było wilgotno i mglisto. Sunąc do przodu, wygładzała kolejne myśli, które jak fale jeziora po piasku delikatnie przesuwały się w głowie: jedna po drugiej, jedna po drugiej.

Odkąd Go spotkałam, nigdy mnie nie oszukał.

Odkąd Go poznałam, nigdy mnie nie zawiódł.

Uratował mnie od śmierci duszy.

Uratował mnie od demonów.

Kochałam Go.

Musiał mówić prawdę.

Kamień był odsunięty. Ciemność, która wypełniła wejście do grobu, zatrzymała ją. Drżała i nie umiała zrobić kroku. I nagle głos: „Niewiasto, czemu płaczesz?”. A potem: „Mario” w ciszy poranka dnia trzeciego, wbrew temu, że grób jest przecież końcem życia, kresem i pustynią! „Mario” – wypowiedziane tu, w ziemskim ogrodzie, ale tak naprawdę wypowiedziane przecież z Drugiego Brzegu. „Rabbuni” – wyszeptane jej głosem, ale jakby spoza niej, resztką sił i nadziei. To On! Ten sam, a już inny! Fizycznie obecny i żywy, choć przecież to Jego zimne, sztywne ciało ocierała z krwi pod krzyżem.

„Zbudź się, który śpisz!” – czytamy w starożytnej homilii. Paschalny przełom ujawnił się zatem od serca, a nie od oficjalnych wystąpień. Maria Magdalena poddała się miłości, która nie oblicza, która działa wbrew logice. Została w ogrodzie nawet wtedy, gdy inne niewiasty odeszły. Logika nie każe trwać nikomu przy pustym grobie, a ona trwała... W zawołaniu jej po imieniu Chrystus odmienił życie Marii Magdaleny po raz kolejny. Ona niczego nie musiała rozumieć. Po prostu wiedziała, bo odczytała Serce Pana. I nic już nie było ważne, nawet aniołowie we wnętrzu grobu. Całe jej wnętrze jeszcze przed chwilą rozdzierało jedno pytanie: GDZIE JEST JEZUS?

To najważniejsze pytanie każdego życia, to sedno ludzkiego bólu. W wielkanocny poranek odpowiedź jaśnieje światłem Zmartwychwstania i pociechą: szukanie Boga już jest wyznaniem miłości. Ci, którzy naprawdę Go szukają – znajdują. Nie gorszmy się tymi, którzy szukają. Po nabrzmiałym od bólu Triduum cały stworzony świat drży od dźwięków „Alleluja”, a ziemię ogarnia niewypowiedziana radość ze zwycięstwa Chrystusa. Zwycięstwa ostatecznego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem