Reklama

Kard. Nycz: ks. Jerzy Popiełuszko może być dla nas wzorem także i dziś!

2015-09-14 08:37

Marcin Przeciszewski / Warszawa / KAI

- Męczennicy są Kościołowi potrzebni, są świadkami, że miłość jest mocniejsza niż nienawiść – mówi kard. Kazimierz Nycz w rozmowie z KAI, z okazji kończącego się dziś we Francji diecezjalnego procesu o uznanie domniemanego cudu jaki dokonał się tam za pośrednictwem ks. Jerzego Popiełuszki.

„Świadectwo ks. Jerzego, realizowało się w wielu wymiarach: w obronie godności człowieka i ludzi, z którymi się spotykał, w przeciwstawianiu się wszelkiemu rodzajowi zemsty i – co najważniejsze – w praktycznym wcielaniu w życie ewangelicznej zasady: "Nie daj się zwyciężyć złu, zło dobrem zwyciężaj!" – dodaje.

A oto tekst wywiadu z kard. Nyczem:

- Księże Kardynale, w diecezji Créteil we Francji kończy się dziś proces o uznanie domniemanego cudu za pośrednictwem bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Jaka teraz jest perspektywa jego kanonizacji? Co trzeba jeszcze zrobić i kiedy możemy się spodziewać, że stanie się on świętym Kościoła powszechnego?

- Kard. Kazimierz Nycz: Zakończenie procesu prowadzonego, przy naszej współpracy, przez podparyską diecezję Créteil jest zwieńczeniem jednego z etapów procesu kanonizacyjnego. Ale pamiętajmy, że do samej kanonizacji jest jeszcze daleko.

- Ale jedynym warunkiem kanonizacji w przypadku męczennika jest uznanie wiarygodności cudu, jaki dokonał się za jego pośrednictwem?

- Oczywiście. Warto przypomnieć, że o ile do beatyfikacji ks. Jerzego z tytułu męczeństwa cud nie był potrzebny, o tyle do kanonizacji męczennika cud jest niezbędny. Co więcej, proces kanonizacyjny sprowadza się już tylko do badania cudu. Ale nie wystarczy jego uznanie na poziomie diecezjalnym. Przed nami kolejna procedura badania tego uzdrowienia na poziomie watykańskiej Kongregacji ds. Świętych.

- Co nas czeka na tym etapie procesu kanonizacyjnego?

- W Kongregacji sprawa przejdzie teraz trzystopniową dyskusję i ocenę. Najpierw będzie to ocena tamtejszej komisji lekarskiej, następnie komisji teologicznej, a wreszcie kardynałów i biskupów z Kongregacji. Po zakończeniu tej pracy Ojciec Święty zatwierdza dekret o uznaniu cudu.
Dopiero wówczas będziemy mogli mówić nie o „domniemanym cudzie”, ale o tym, że cud ten faktycznie dokonał się za pośrednictwem bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Kiedy to nastąpi, trudno powiedzieć.
Nie zapowiadajmy rychłej kanonizacji, bo jeśli rzecz potrwa dłużej – a musi potrwać – to efektem byłyby rozczarowanie i podejrzliwość. Sprawa dotyczy cudownego uzdrowienia z choroby nowotworowej. W takich wypadkach żelazną regułą w Stolicy Apostolskiej jest karencja trwająca co najmniej 5 lat i dopiero po ich upływie można mówić o pewnym, a nie domniemanym uzdrowieniu. W tym czasie powinniśmy pozostawać na modlitwie i oczekiwaniu na kanonizację, a towarzyszyć jej winna świadomość, że nikt i nic nie jest w stanie czegokolwiek przyspieszyć.

- Ks. Popiełuszko nie jest błogosławionym pochodzącym z jakiejś odległej epoki, lecz kimś nam współczesnym. Jak można dziś podążać szlakami jego świętości? Jaką drogę ku świętości nam ukazuje?

- Z pewnością ks. Jerzy Popiełuszko może być dla nas wzorem także i dziś. Jeśli mamy do czynienia ze świętym męczennikiem, to możemy w jakiś sposób naśladować go w drodze, która doprowadziła do tak radykalnego świadectwa.
A to radykalne i stopniowo narastające świadectwo ks. Jerzego, od kiedy – nieco przypadkiem – został kapelanem strajkujących w Hucie Warszawa, realizowało się w wielu wymiarach: w obronie godności człowieka i ludzi, z którymi się spotykał, w przeciwstawianiu się wszelkiemu rodzajowi zemsty i – co najważniejsze – w praktycznym wcielaniu w życie ewangelicznej zasady: "Nie daj się zwyciężyć złu, zło dobrem zwyciężaj!". Było to świadectwo, które stopniowo narastało, a jego zwieńczeniem było oddanie życia. A wszystko, co jest radykalnym świadectwem chrześcijańskim, ma charakter uniwersalny i może służyć za przykład do naśladowania, także w odmiennych warunkach, jakie mamy dziś.
Ci, którzy nie mieli okazji go słuchać, myślą pewnie, że ks. Jerzy wygłaszał jakieś wojownicze, antykomunistyczne kazania, które w tamtym czasie były modne, bo zagrzewały do walki. Tymczasem ks. Popiełuszko pokazywał, że prawdę należy głosić zawsze z miłością. Miałem okazję go słuchać – czasami bezpośrednio, a częściej przez Radio Wolna Europa. W jego słowach nie było nic, co by się kłóciło z zasadą miłości. I w tym była jego moc.
Jako duszpasterz robotników i warszawskiej inteligencji skupionej wokół kościoła św. Stanisława Kostki na Żoliborzu okazał się osobowością tak niezwykłą, że wkrótce stał się żywym znakiem nadziei dla milionów, spragnionych wówczas prawdy, wolności, moralnej jasności oraz zwyczajnego szacunku dla człowieka. Ks. Jerzy potrafił przekonywać, że w jedności z Bogiem jesteśmy silni, nawet wtedy, kiedy nas biją, i że zło tylko dobrem da się zwyciężyć. Męczennicy są Kościołowi potrzebni, są świadkami, że miłość jest mocniejsza niż nienawiść.
Bardzo nam tego dzisiaj potrzeba – w relacjach z ludźmi, ale także w wymiarze społecznym i narodowym. W tym wszystkim jest on dziś przykładem do naśladowania.
Druga rzecz, która go cechowała, to odwaga, i to w stopniu wybitnym. Przecież mówiono mu, aby nie jechał do Bydgoszczy. On jednak pojechał. Ponadto ks. Popiełuszko był stróżem granicy między dobrem a złem w swoich czasach. Bronił jasnej granicy między prawdą a kłamstwem. Takiego patrona i stróża wartości także dzisiaj nam potrzeba.

- Kiedyś Ksiądz Kardynał powiedział, że ks. Jerzy Popiełuszko powinien być uznany za patrona współpracy kapłanów ze świeckimi.

- Wynika to jasno z Positio, które zostało opracowane przed laty, na etapie procesu beatyfikacyjnego ks. Jerzego. Świeccy do niego lgnęli, co było owocem wzajemnej empatii, która jest podstawą współpracy księży ze świeckimi. Kiedy służył w parafii św. Stanisława Kostki, gromadził wielu świeckich. Byli to ci wszyscy, którzy angażowali się w to, co jako ksiądz robił on dla robotników, bądź angażowali się w organizację Mszy św. za ojczyznę. Warto zwrócić uwagę, że w duchowej przestrzeni, jaką ks. Popiełuszko tworzył wokół siebie, także wielu niewierzących odnalazło drogę do Boga.

- Tak się stało, że polscy współcześni święci bardzo polubili Francję. Tam wydarzył się cud za pośrednictwem Jana Pawła II, podobnie jak i cud za pośrednictwem ks. Jerzego. Jak to Ksiądz Kardynał odczytuje? Czy nie jest trochę zazdrosny?

- Nie jestem zazdrosny. Jest w tym pewien symbol. Trzeba być ostrożnym w ocenianiu, że w kwestiach wiary, czy związanych z kultem świętych, w tzw. zlaicyzowanej Francji nic dobrego już dziać się nie może. A często stereotypowo powtarzamy, że Francuzi stracili wiarę. Jako Polacy bardzo lubimy takie uogólniające, schematyczne stwierdzenia. Fakt, że ten cud wydarzył się we Francji, jest niewątpliwie pewnym symbolem. Może chodzi o to, byśmy mieli więcej pokory.

- Ksiądz Jerzy był kapłanem archidiecezji warszawskiej. Dlaczego w kościołach (poza kościołem św. Stanisława) nie wiszą jego portrety, dlaczego niemal nieobecny jest w kazaniach? Młodzi ludzie rzadko mają szansę o nim usłyszeć w kościele. Jak to zmienić?

- Mam trochę inne odczucie. Nigdy nie nakażę dekretem wieszania portretów w kościołach. Jeśli chodzi o kult świętych przez budowanie pomników, to my, Polacy jesteśmy w tym aż za dobrzy. Obrazy ks. Jerzego, szczególnie poza Warszawą, są dość powszechne. Tymczasem kult świętych powinien być nade wszystko poznawaniem życia, naśladowaniem postawy świętego, modlitwą za jego wstawiennictwem. Najłatwiej jest czcić błogosławionych świętych przez powieszenie obrazu i sprowadzenie relikwii. Tymczasem chodzi o to, aby ten kult był znacznie bardziej pogłębiony.

- Mam w oczach pogrzeb ks. Jerzego z 1984 r. Tysiące ludzi wszystkich opcji – bardziej i mniej radykalni, wierzący i poszukujący, a wszyscy zjednoczeni w jednej wspólnocie Kościoła. Dziś Kościół w Polsce wydaje się potwornie podzielony, a nienawiść jednych środowisk do innych nikogo już nie dziwi. Czy nie ma już takich ideałów, które mogłyby nas zjednoczyć ponad podziałami?

- Bałbym się porównywać to co nieporównywalne. Nie jest to kwestia tylko ks. Jerzego i wyjątkowej atmosfery, jaką tworzył. Mamy taką narodową cechę, że w sytuacjach trudnych jesteśmy skłonni być razem. A kiedy przychodzą czasy obiektywnie łatwiejsze, zaczynamy się wyraźnie różnić. Nie wiem, czy kiedykolwiek raz jeszcze będziemy potrafili stanąć razem tak, jak stanęliśmy w tamtym czasie.

- Księże Kardynale, a na jakim etapie znajduje się obecnie proces beatyfikacyjny kard. Stefana Wyszyńskiego?

- Na etapie diecezjalnym proces beatyfikacyjny kard. Wyszyńskiego rozpoczął się 20 maja 1983 r., a zakończył 6 lutego 2001 r. Akta zebrane w toku procesu, w sumie 37 tomów, wraz z załącznikami (książkami i artykułami autorstwa kandydata na ołtarze) zostały przekazane do watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Jako archidiecezja partycypujemy w tym drugim etapie, w procesie rzymskim.
Niedawno ukończone zostało tzw. Positio super virtutibus. Ze względu na olbrzymią ilość materiałów jest ono 3-tomową opasłą księgą. Obecnie jest na etapie druku. Planujemy złożenie go w Kongregacji ds. Świętych z końcem października br. Następnie Positio będzie musiało przejść normalną procedurę dyskusji na trzech poziomach kongregacji. Najpierw pracować będą nad nim teologowie, później biskupi i kardynałowie. Następnie papież może ogłosić dekret o heroiczności cnót.
Dopiero wtedy można będzie otworzyć złożoną w Rzymie dokumentację cudu za pośrednictwem Kardynała. Została ona opracowana w diecezji szczecińsko-kamieńskiej w latach 2012–2013, gdyż to tam miał miejsce domniemany cud.

- A czy nie ma problemu z powszechnością kultu kard. Wyszyńskiego. Kult ks. Popiełuszki od momentu jego śmierci był ewidentny. A jak jest z kultem Prymasa Tysiąclecia?

- W przypadku każdego procesu beatyfikacyjnego trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy mamy do czynienia z autentycznym, spontanicznym kultem. Innymi słowy – jak przypadku ks. Jerzego Popiełuszki – czy te kilkanaście milionów, które przyjechało na jego grób w ciągu 25 lat, czy jest to kult z racji świętości, kult kogoś, za którego pośrednictwem wznosimy modlitwy do Boga, czy też hołd dla wielkiego człowieka, który był nam bliski.

- Ale ludzie ewidentnie modlili się przy jego grobie.

- I to przekonało odpowiedzialnych za proces. W wypadku kard. Wyszyńskiego, skala kultu jest mniejsza, ale nie znaczy to, że on nie istnieje. Wskazuje na to opublikowany przed kilku laty zbiór świadectw różnych osób, świeckich i duchownych, w których wyrażają oni wdzięczność za łaski otrzymane dzięki wstawiennictwu Kardynała. Świadectwa te dotyczyły radykalnej zmiany w sytuacji duchowej, materialnej, zdrowotnej czy rodzinnej tych osób.
A dziś, kiedy odwiedzam różne parafie, widzę wiernych odmawiających modlitwę o beatyfikację Sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego, tę samą, która jest odmawiana przy jego grobie w katedrze.

- Kiedy możemy spodziewać się zakończenia procesu Prymasa Tysiąclecia?

- Nie ma żadnych danych, które pozwoliłyby prognozować daty beatyfikacji kard. Wyszyńskiego i kanonizacji ks. Popiełuszki. W jednym i drugim wypadku trzeba powstrzymać się od wszelkich spekulacji. Słyszę pytania, czy jeśli papież Franciszek będzie w Warszawie w 2016 r., to czy dokona beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia. Po pierwsze nie wiemy, czy Franciszek będzie w Warszawie, wiemy, że na pewno będzie w Krakowie. Po drugie – pozostaje zbyt mało czasu na zamknięcie wszystkich procedur.
Dajmy czas wszystkim osobom i instytucjom odpowiedzialnym za przeprowadzenie obu procesów warszawskich kandydatów na ołtarze. Cierpliwie się módlmy!

- Dziękuję za rozmowę

- Marcin Przeciszewski

- Aneks:

- Domniemany cud za wstawiennictwem błog. ks. Jerzego Popiełuszki dokonał się 14 września 2013 r. w szpitalu im. Alberta Cheneviera w Créteil. Chodzi tu o uzdrowienie 56-letniego François Audelana z nietypowej przewlekłej białaczki szpikowej, na którą cierpiał przez 11 lat. Rok później, 20 września 2014 r. biskup Créteil Michel Santier rozpoczął diecezjalny proces o uznanie wiarygodności tego domniemanego cudu. W pracach trybunału uczestniczyło także dwóch naszych kapłanów: ks. Józef Grzywaczewski i ks. Józef Naumowicz. Wspólnie z innymi członkami trybunału pracowali nad dokumentami oraz przesłuchiwali świadków. Sprawa dobiega teraz końca. Wszystkie dokumenty zostały już przetłumaczone na język włoski, zostaną zebrane, zalakowane i przesłane do Kongregacji ds. Świętych Stolicy Apostolskiej.
Domniemany cud za wstawiennictwem kard. Stefana Wyszyńskiego dokonał się w 1988 r. w diecezji szczecińsko-kamieńskiej. 19-letnia wówczas kobieta zachorowała na raka tarczycy, który powodował liczne przerzuty. W czasie śmiertelnej choroby tej młodej dziewczyny grupa sióstr zakonnych i inne osoby modliły się za wstawiennictwem Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. W marcu 1989 r. nastąpił przełom, po czym osoba ta wyzdrowiała. Jak wskazują opinie lekarskie, uleczenie jest niewytłumaczalne z punktu widzenia medycznego oraz trwałe, zważywszy na to, że minęło już 26 lat. Akta szczecińskiego procesu trafiły przed dwoma laty do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Watykanie.

Tagi:
wywiad kardynał ks. Jerzy Popiełuszko

Kard. Müller broni autentyczności tekstu Benedykta XVI

2019-04-15 09:20

st (KAI) / Rzym

Nie można przeciwstawiać papieża Franciszka jego poprzednikowi na Stolicy Piotrowej, a opublikowany 11 kwietnia tekst Benedykta XVI jest jak najbardziej autentyczny – powiedział kard. Gerhard Ludwig Müller. Emerytowany prefekt Kongregacji Nauki Wiary i od wielu lat bliski współpracownik Josepha Ratzingera wypowiedział się wczoraj wieczorem dla serwisu informacyjnego Tgcom24 włoskiego koncernu medialnego Mediaset.

Monika Książek/Niedziela

Chociaż Benedykt XVI ma 92 lata, jego myśl i rozumowanie są jasne, jak to widać we wspomnianym dokumencie, bardzo dobrze opracowanym i głębokim – stwierdził kard. Müller. Odparł zarzuty osób przekonanych, że papież Benedykt powinien milczeć w czasach, kiedy wszyscy mówią. Przypomniał, że Joseph Ratzinger jest „gigantem teologii”, biskupem, profesorem teologii, był prefektem Kongregacji Nauki Wiary, ma wiele do powiedzenia Kościołowi, w przeciwieństwie do wielu dyletantów - zaznaczył.

Przeczytaj także: Benedykt XVI: Kościół a skandal wykorzystywania seksualnego

Pytany czy ktoś pomagał Benedyktowi XVI w opracowaniu tego dokumentu kard. Müller podkreślił, że można w tym tekście wyraźnie dostrzec styl Josepha Ratzingera. Owszem, pomagała mu sekretarka, ale intelektualnie nie potrzebuje pomocy, ponieważ ma wielkie doświadczenie, pamięta o wszystkich odpowiedzialnych za upadek teologii moralnej, który jest jedną z przyczyn wspomnianych nadużyć.

Kard. Gerhard Ludwig Müller protestuje przeciw próbom przeciwstawiania Benedykta XVI papieżowi Franciszkowi. Są to dwie różne osoby, różnią się od siebie, ale nie są wobec siebie w opozycji. Każdy z papieży ma swoją misję, którą jest służba Kościołowi św. Piotra. Obaj współpracują, udzielają sobie rad, a tymczasem wszystko jest interpretowane w kategoriach politycznych, a nie teologicznych – powiedział były prefekt Kongregacji Nauki Wiary.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp A. Bałabuch: Wigilię Paschalną zaczynamy nie po zachodzie słońca, ale po zmroku

2019-04-18 16:38

Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Trzeba zwracać uwagę nie na to, kiedy jest zachód słońca, ale kiedy zapada zmrok - tak o rozpoczęciu Wigilii Paschalnej mówi bp Adam Bałabuch. Czy podczas obrzędu mandatum można obmywać nogi kobietom, czy Groby Pańskie mogą zawierać aluzje polityczne, czy w święconce może być czekolada albo czy świecki może ją błogosławić? Czy w drugi dzień świąt powinno się odczytywać list rektora KUL? Na te i inne zagadnienia odpowiada w rozmowie z KAI przewodniczący Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Konferencji Episkopatu Polski.

Agnieszka Bugała
Zewnętrzne gesty i postawy ciała przyjęte przez świeckich podczas liturgii nie są bez znaczenia – podkreśla bp Adam Bałabuch

Bp Adam Bałabuch: Myślę, że każdy powinien robić to w ramach obwiązujących przepisów. Papież pokazuje jakiś kierunek i każdy ksiądz musi rozeznać, czy to, co będzie czynił, nie będzie budziło zdziwienia wśród parafian. Chodzi też o to, żeby ludzie przeżywali liturgię w sposób pełen spokoju wewnętrznego, a nie emocjonalnie zastanawiali się potem, co ksiądz nowego wprowadza. Dla nas istotne jest też to, jakie normy obecnie nas obowiązujące są zapisane w księgach liturgicznych. Wiemy, że ten obrzęd może być, ale też można go pominąć. A jeśli otworzymy Mszał rzymski, gdzie czytamy też o mandatum, to jest tam taki zapis, że ministranci prowadzą wybranych mężczyzn do ław przygotowanych w stosownym miejscu. Nie ma tam nic o kobietach. Taki jest zapis w polskim Mszale.

KAI: Jak powinien wyglądać Grób Pański? W Polsce w wielu miejscach praktykuje się instalacje ze społecznym czy katechetycznym przekazem…

- Ozdoby Grobów Pańskich powinny nawiązywać do Tradycji, do tego, co znamy z Pisma Świętego, wyrażać prawdy i idee z Objawienia. Rzeczywiście, w Polsce mamy zwyczaj nawiązywania do bieżącej sytuacji. Pamiętamy czasy choćby Solidarności, kiedy te groby nawiązywały do wydarzeń bieżących, np. po śmierci księdza Popiełuszki przypominały o tej tragedii. Myślę, że takie elementy, które są wyrazem przywiązania do tradycji narodowej, mogą znaleźć odzwierciedlenie w wystroju, ale nie mogą one mieć znamion politycznego zaangażowania, to by było bardzo niestosowne. Ale mamy prawo wyrażać swoje przekonania, np. w kwestii ważnych dla nas prawd, jak rodzina czy ochrona życia.

- Jednocześnie mocno zaznacza się, żeby cała oprawa grobu, czy to będą nawiązania do sztuki, nauki społecznej czy motywy ewangelizacyjne, nie przesłaniały i nie odwracały uwagi od monstrancji.

- Oczywiście. Trzeba sobie uświadomić, że zasadniczą sprawą jest adoracja Najświętszego Sakramentu. Tak trzeba przygotować wystrój Grobu Pańskiego, żeby wszystko wskazywało na monstrancję, na Jezusa, którego adorujemy. Należy tak ułożyć grób, żeby monstrancja była wyeksponowana - przez oświetlenie, wystrój. Żeby wszystko to prowadziło wzrok nie na te elementy poboczne wystroju ale na Eucharystię. W Mszale znajdujemy taki zapis: wszystkie elementy dekoracyjne i światła powinny kierować uwagę wiernych na Najświętszy Sakrament, który jest Pamiątką Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa, a nie na figurę Chrystusa leżącego w grobie.

- Sobota kojarzy się ze święconką. Towarzyszy jej trochę kontrowersji, np. samemu terminowi. Przed reformami liturgicznymi w połowie XX wieku święciło się pokarmy w sobotę, ale po Wigilii Paschalnej, która odbywała się rano. Potem przesunięto ją słusznie na wieczór, ale święcenia pokarmów już nie. Przez to np. trzeba specjalnie błogosławić wodę, której zapasów się pozbyliśmy ze względu na nową z Wigilii Paschalnej. Może warto dla spójności znaków wrócić do błogosławienia pokarmów po Wigilii Paschalnej lub niedzielnej porannej Mszy?

- Nie sądzę. Jeśli tak się tradycja ukształtowała, to znaczy, że to ma znaczenie i sens dla wiernych. Błogosławienie pokarmów dopiero po Wigilii Paschalnej, jeśli miałoby miejsce dopiero w godzinach nocnych czy po rezurekcji, mogłoby skutkować tym, że wielu ludzi nie miałoby praktycznej możliwości wzięcia udziału w tym obrzędzie. Byłoby to trudne zwłaszcza dla starszych czy chorych. W ciągu dnia w sobotę bardzo licznie przychodzą rodziny z dziećmi, więc pozbawilibyśmy szansy włączenia dzieci w obrzęd pobłogosławienia pokarmów, bo trudno wymagać od rodziców, żeby przychodzili z dziećmi późno w nocy albo wczesnym rankiem. Dlatego myślę, że z takich właśnie względów duszpasterskich tradycja tak się ukształtowała i warto ją utrzymać, szczególnie że jest też okazją do krótkiej katechezy dla tych dzieci i rodziców, którzy z nimi przychodzą na pobłogosławienie pokarmów.

- Kto może błogosławić pokarmy? Wiadomo, że księża mogą, ale widać też czasem kleryków.

- Tak, bo przepisy pozwalają, by akolici i lektorzy, będący alumnami seminarium duchownego, pobłogosławili pokarmy. Tak może być w razie konieczności, np. w parafiach, gdzie trudno, żeby dotarł osobiście ksiądz czy diakon. Tam, gdzie to jest możliwe, dobrze byłoby, gdyby uczynili to ci, którzy mają święcenia.

- A jeśli świecka osoba ma posługę lektoratu, to czy może pobłogosławić w razie konieczności?

- Obrzędy błogosławieństw mówią o akolitach i lektorach, będących alumnami seminarium duchownego. Natomiast w domu błogosławieństwa pokarmów może dokonać ojciec, matka lub ktoś z członków rodziny przed porannym wspólnym posiłkiem.

- Zwraca się też uwagę, żeby to błogosławienie pokarmów nie odbywało się w tej przestrzeni, gdzie jest wystawienie Najświętszego Sakramentu w Grobie Pańskim...

- To zależy od roztropności duszpasterskiej i możliwości danej świątyni. Jeśli kościół jest mały, a w wielu miejscowościach tak jest, to trudno o inną przestrzeń. Jeśli jest pogodnie, to można błogosławić pokarmy na zewnątrz przed kościołem, by nie zakłócać adoracji. Ale jeśli jest wewnątrz świątyni, to jest okazja, żeby włączyć też pobłogosławienie pokarmów we wspólną adorację, która trwa przy Bożym Grobie.

- Czy są jakieś rzeczy, których nie powinno być w koszyku ze święconką? Rytuały wymieniają konkretne pokarmy, jak chleb, mięso, jajka, sól. A na przykład baranek z czekolady?

- Moim zdaniem, nie możemy wykluczać takich rzeczy, które są dobre z natury i niczemu nie przeszkadzają, a nawiązują też do lokalnych zwyczajów czy tradycji. Może być baranek z czekolady czy z cukru, to nic niewłaściwego. Wyklucza się takie rzeczy, które byłyby tu niestosowne, np. alkohol.

- Czasem pojawia się taki praktyczny problem z utylizacją poświęconych rzeczy. Czy to jest problem, żeby wyrzucić np. skorupki po jajkach do kosza?

- Myślę, że to samo w sobie nie jest jakimś dużym problemem. Jeśli ktoś ma taką wrażliwość, żeby resztki, np. skorupki, potem zebrać i spalić, jest to piękne. I rzeczywiście utarło się, że słuszną formą takiej utylizacji jest właśnie spalenie. Ale nie można popadać w skrupuły, jeśli ktoś nie ma takiej możliwości czy z innych względów po prostu wyrzuci takie resztki. Proszę pamiętać, że modlitwa błogosławiąca pokarmy nie sprawia, że one same z siebie stają się jakoś uświęcone, np. tak jak dewocjonalia. Jest to modlitwa, w której prosimy, żeby przez te rzeczy możliwe było odniesienie do nadprzyrodzoności, do Pana Boga; żeby te pokarmy, które spożyjemy, wyrażały pewne prawdy, które świętujemy. Warto wysłuchać dokładnie treści tych modlitw z rytuału.

- A co robić z palmami po Niedzieli Palmowej?

- Najczęściej się je przechowuje. Po to się palmy święci, żeby je potem przechowywać przez cały rok. A jeśli nie, to należy je spalić. Bo to chyba jedyna rozsądna metoda, trudno takie pobłogosławione rzeczy wprost wyrzucać. Co innego pokarm, co innego skorupki z jajka. Bo pokarmu też nie wyrzucamy, tylko też utylizujemy przez spalenie, ale nie wyrzucamy.

- W liturgii Triduum Paschalnego jest duża wrażliwość na symbole. Np. bardzo się dba o to, żeby Wigilia Paschalna zaczynała się po zmierzchu, żeby paschał był rzeczywiście owocem pszczelego roju, etc. Czy do Księdza Biskupa dochodzą sygnały, że jest problem z zachowywaniem takich przepisów?

- Na pewno jest problem z rozpoczynaniem liturgii paschalnej w odpowiednim momencie, dlatego że czasami księża mają kilka kościołów i starają się jakoś liturgię w kilku miejscach w parafii celebrować. Stąd czasami niestety rozpoczynają zbyt wcześnie, co jest niezgodne z przepisami Kościoła. Trudno, kiedy słońce ledwo zajdzie, kończyć liturgię i śpiewać Alleluja. Wigilia Paschalna kończy się ogłoszeniem zmartwychwstania i to powinno być już po zmroku – zarówno rozpoczęcie jak i zakończenie liturgii. Czasami to sformułowanie „po zapadnięciu zmroku” może być źle interpretowane, bo niektórzy to rozumieją przez „po zachodzie słońca”. Ale kiedy w kalendarzu jest wpisany zachód słońca, to jeszcze przez prawie godzinę nie ma zmroku. Tu trzeba zwrócić uwagę nie na to, kiedy jest zachód słońca, ale kiedy zapada zmrok.

- Jeśli chodzi o sztuczny paschał, to może rzeczywiście kiedyś takie były, ale ostatnio raczej nie widzę, żeby paschały były sztuczne, plastikowe. Oczywiście, nie wszystkie są z czystego wosku, ale to czasami nie jest możliwe.

- W drugi dzień Świąt często jest czytany list rektora KUL-u czy innej katolickiej uczelni zamiast homilii.

- Jeśli powinien być odczytany, to na mocy zarządzenia biskupa miejsca, bo rektor uczelni nie ma takiej władzy. Jeśli biskup miejsca wydał takie zarządzenie, to trzeba być temu posłusznym. W polskiej tradycji są listy pasterskie czytane podczas Mszy. Jeśli biskup diecezjalny uważa ten list rektora za swój i każe go odczytać, to należy go odczytać. To zależy od praktyki danej diecezji. Bo biskup może też postanowić, że można przeczytać, ale nie ma zobowiązania i ksiądz może sam podjąć decyzję. Czasami są tzw. „listy do wykorzystania duszpasterskiego”, więc można fragment listu wykorzystać w swojej homilii. To zależy od charakteru listu i przede wszystkim od biskupa miejsca.

- A czy powinien być czytany taki list zamiast homilii?

- Mamy wskazania dotyczące homilii mszalnej wydane przez Konferencję Episkopatu Polski, w których czytamy, że może być czytany list zamiast homilii, jeśli jest taka decyzja biskupa miejsca. List może być odczytany w miejsce homilii dlatego, że co prawda jest wymóg, by w trakcie Mszy św. w uroczystości nakazane czy w niedziele głosić homilię, ale są okoliczności, kiedy w miejsce homilii czytany jest list pasterski. O tym mówią też Wskazania KEP dotyczące homilii mszalnej.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Droga Krzyżowa dla tych, którym zmarło dziecko…

2019-04-19 10:43

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Dla kogo w sercu zamknięta miłość? Co pozostało? Po śmierci dziecka przestrzeń domu i życia, którą wypełniał płacz, perlisty śmiech i tupot drobnych stóp staje się w jednej chwili pustynią bez początku i końca. Czeluścią, której nie sposób ani na nowo oswoić, ani przebyć.

Nie ma dla rodziców większego bólu niż utrata dziecka. I choć to frazes, wytarte zdanie, to jednak gdy umiera dziecko, nawet najmocniejsza wiara poddana jest wielkiej próbie. Pozostają rany, czasem pretensje do Pana Boga, które wloką się w sercu latami. I trzeba wreszcie stanąć z tym bólem twarzą w twarz… Czy da się to zrobić samemu? Może być bardzo trudno. Dla tych mam i ojców, którzy doświadczyli starty ukochanego dziecka, a wierzą Panu Bogu, wielką pomocą może być w Wielkim Poście odprawienie Drogi Krzyżowej z Maryją. Dlaczego? Bo Maryja też to przeżyła. W Jej ramiona też złożono Ciało dziecka, cudownego Dziecka. Tulonego, karmionego, głaskanego po policzkach. To świat zabił Jej Dziecko. Jeśli ktoś wierzy, Maryja może się stać najlepszą przyjaciółką w wysłuchiwaniu bólu i skarg, dlatego warto z Nią podjąć to duchowe leczenie.

Na ostatni piątek Wielkiego Postu, Wielki Piątek proponujemy Drogę Krzyżową z Maryją dla tych rodziców, którzy przeżyli śmierć własnego dziecka. Można ją prywatnie odprawić w kościele, albo w domu. Warto, rozważając kolejne stacje, być myślą i sercem przy Jezusie i Maryi, kontemplować Mękę Jezusa i boleść Serca Matki, aby w mocy Ducha Świętego oderwać się od własnego bólu i rozpaczy.


Drogi Krzyżowej z Maryją:

W imię Ojca i syna i Ducha Świętego...


Stacja 1 Pan Jezus skazany na śmierć

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył...

Jestem twoją Matką i wiem, że grozi Ci śmierć, właśnie ogłoszono wyrok. Nie jestem w stanie Cię uratować…Choćbym sprowadziła najlepsze lekarstwa, prawników, albo osłoniła swoim ciałem – wszystko na nic, Synu…

Któryś za nas cierpiał rany...


Stacja 2 Pan Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył...

Chciałabym podbiec i dźwignąć tę belkę z Tobą. Przecież znam Twoje ramiona, delikatne palce – głaskałam je tyle razy w nocy, gdy nie chciałeś spać z powodu kolki. I nic nie mogę zrobić! Bezczynność i niemoc wobec Twojego bólu rozrywa mnie na kawałki…


Stacja 3 Pierwszy upadek Pana Jezusa

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył...

Serce mi pęka, gdy Ty tak leżysz! Widzę Cię i nie mogę udzielić Ci pomocy. Synu, wytrzymaj… wytrzymaj, kocham Cię moim matczynym sercem…

Któryś za nas cierpiał rany...



Stacja 4 Pan Jezus spotyka swoją Matkę

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył...

Bóg dał mi Dziecko tylko na jakiś czas. Nie było nam dane przeżyć więcej radości i więcej wspólnych dni. Tak, skupiam się teraz cała, byś w moich oczach odnalazł siłę, a nie rozpacz. Wsparcie, a nie strach. Jestem, Synu, jestem blisko…

Któryś za nas cierpiał rany...


Stacja 5 Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył...

Ktoś zechciał Mu pomóc, chwilowa ulga. Wołałam, żeby ktoś chciał udzielić pomocy, prosiłam o ratunek dla mojego Dziecka…

Któryś za nas cierpiał rany...


Stacja 6 Święta Weronika ociera twarz Pana Jezusa

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył...

Synu, Ty nawet cierpiąc rozdajesz podarunki…Walcząc o życie potrafisz docenić najmniejszą pomoc.

Któryś za nas cierpiał rany...


Stacja 7 Pan Jezus upada pod krzyżem po raz drugi

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył...

Usłyszałam ten huk ciężkiej belki, która runęła na ziemię i przygniotła Twoje Ciało. Nie wiem co robić, nie wiem, czy to wytrzymasz, jak długo jeszcze… Synu, czy mogłabym wziąć ten krzyż za Ciebie?

Któryś za nas cierpiał rany...


Stacja 8 Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył...

Synu, potrafisz przynieść pociechę i pomoc innym, gdy sam jesteś w beznadziejnej sytuacji. Gdybyś nie był Mesjaszem, mogłabym westchnąć: Dobrze Go wychowałam…Ale to nie jest chwila na myślenie o sobie.

Któryś za nas cierpiał rany...


Stacja 9 Trzeci upadek Pana Jezusa

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył...

Kolejny raz… Twoja męka trwa już tak długo. Synu, mogę Cię teraz tylko kochać i płakać…

Któryś za nas cierpiał rany...


Stacja 10 Pan Jezus z szat obnażony

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył...

Zamknęłam oczy. Już nie mogę płakać.

Któryś za nas cierpiał rany...


Stacja 11 Pan Jezus przybity do krzyża

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył...

To teraz. To teraz umiera moje Dziecko… Boże, ratuj tych, którzy Go zabili…

Któryś za nas cierpiał rany...


Stacja 12 Pan Jezus umiera na krzyżu

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył...

Tak długo… Tak boleśnie…Tak niesprawiedliwie… Tak tęskno i pusto. Nie mam już łez.

Któryś za nas cierpiał rany...


Stacja 13 Pan Jezus zdjęty z krzyża

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył...

Luli, luli… Śpij, Syneczku…

Któryś za nas cierpiał rany...


Stacja 14 Pan Jezus złożony do grobu

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył...

Pękło moje matczyne serce. Z jego potłuczonych kawałków zrobię Ci łóżeczko na ostatni sen…I wyścielę je płatkami moich pocałunków i ugłaszczę czule każdą ostrą krawędź… Synku…Nie byłam na to gotowa…

Któryś za nas cierpiał rany...


Zakończenie

Wszechmogący Boże, który jesteś miłością, ulecz serca mam i tatusiów zranionych śmiercią własnego dziecka. Przez wstawiennictwo Maryi, która doświadczyła śmierci Bożego Syna, napełnij rodziców trwających w żałobie pokojem i czule utul ich w swoich ramionach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem