Reklama

Tylmanowa: Rekolekcje Ruchu Światło-Życie

Po drugiej stronie mostu

Jan Walczak
Edycja zielonogórsko-gorzowska 36/2003

Już zmierzcha. Ostatni uczestnik rekolekcji dotarł na miejsce. Dziś dzień przyjazdu, a od jutra początek oazy. Gdzieś daleko zarys krzyża na Błyszczu. Most rozciągnięty między dwoma brzegami Tylmanowej zdaje się łączyć nie tylko dwie części wsi nad Dunajcem, ale i dwa światy: oazy i pustyni. Pustyni, na którą prędzej czy później przyjdzie każdemu powrócić. 15 dni to czas, by czerpać ze źródła. Niezwykłego, bo źródła Wody Żywej.
Stoję i nasłuchuję. Ktoś gra na gitarze. Reszta śpiewa. - Skąd jesteście? - pytam. - Z Zielonej Góry, Gorzowa, Żar, Głogowa - odpowiadają głosy. - Przyjechaliście pociągiem? - Tak. Dziś rano. Całą noc na korytarzu. - Warto? - Patrzą z niedowierzaniem. - Inaczej by nas tutaj nie było.

„Ja myślę, moi drodzy, że jest bardzo głęboka prawda w tej nazwie oaza.
Bo jednak w jakimś znaczeniu życie jest pustynią. Grozi nam pustynia.
Albo inaczej powiem - groziłaby nam pustynia, gdybyśmy nie tworzyli oaz”
(ks. kard. Karol Wojtyła, 16 VII 1972 r., Tylmanowa).

Nie ma mocnych

Spoglądam na trochę zamyśloną, niebieskooką brunetkę, która siedzi obok mnie. Rozmawiamy „w czasie wolnym”. W uszach szum Dunajca. - Dlaczego przyjechałaś na oazę? - pytam. - Bo wiem, że oaza może być sposobem na życie, a ja takiego szukam. Nie jestem tu przypadkowo. Przyjechałam zrobić porządek z samą sobą. O tu, w środku. Dwa dni temu przyjęliśmy wszyscy Chrystusa jako Pana i Zbawiciela. Ja też. Teraz wiem, że jest Ktoś, kto pokieruje moim życiem. Jestem silniejsza. Mam nadzieję, że to nie stan tymczasowy. Uśmiecha się. Spoglądamy na rwący nurt. - Ja jestem na oazie już drugi raz - rzuca przechodząca obok koleżanka z pokoju mojej rozmówczyni. - Najtrudniej zdecydować się. Potem nie ma mocnych. Zawsze chce się tu wracać.

„Anima” znaczy życie

Górska cisza. Idziemy asfaltówką wzdłuż skalistego zbocza. Pytam jednego z animatorów, co ceni w oazie. Przez chwilę milczy i patrzy przed siebie. - Wiesz. Pan Bóg pokazuje mi poprzez oazowiczów, że pod względem duchowym czasem są bogatsi ode mnie. Kiedy ostatnio byliśmy na wycieczce w górach, obserwowałem pewną grupę uczestników. Mieli dredy, glany i koszulki z Metallicą. To oni byli najbardziej przejęci tym, że strumyczek płynie i że góry są tak piękne. Dla mnie to była rutyna. Pan Bóg pokazał mi moją bezradność w moim myśleniu i w tym co robię. Na oazie można poznać samego siebie i... nie ma żadnych stereotypów.
- A rola animatora? - pytam dalej. - Animatorzy tworzą oazę. Ich zadaniem jest prowadzenie spotkań zgodnych z tematyką stopnia. Pracuje się w małych grupach. To animatorzy i ks. moderator sprawiają, że oaza staje się niezwykłym spotkaniem Pana Boga i Człowieka. Wprowadzają ludzi w duchowość poprzez modlitwę i zabawę. Animator nie może być teoretykiem. Jego zadaniem jest pokazywanie żywego Kościoła i żywego człowieka, w których swoją mocą obecny jest Chrystus. Trudna to sztuka, ale trzeba pokazać własnym życiem, że w dzisiejszych czasach jednak można żyć Chrystusem. Nie jestem wielkim społecznikiem, ale przyjeżdżam tutaj, żeby służyć. Nikt mi za to nie płaci. O to chodzi w oazie. Po III° formacji wybiera się diakonię, która ma konkretne zadanie we wspólnocie. Tu słowo „służba” nabiera wyjątkowego znaczenia i ma wiele twarzy... Animator musi być pierwszy do zmywania garów czy obierania ziemniaków. On powinien pociągać za sobą ludzi, być przykładem. No i trzeba mieć „zgadujące oczy”, tzn. wiedzieć, kiedy komuś czegoś potrzeba. W sensie duchowym, czasem i materialnym. Bardzo poważne rozmowy z uczestnikami o nurtujących ich sprawach są tu na porządku dziennym. „Anima” to po łacinie życie, dusza, oddech. Tchnąć nowy sposób na życie do duszy drugiego człowieka, oto zadanie animatora.

Świat może być piękny

Obiera nie ziemniaków na obiad. Odpowiedzialne zadanie. Jeszcze 15 sztuk i wystarczy. Dosiadam się. Tu rąk do pracy nigdy nie za wiele. Są zadowoleni. - Co w oazie jest innego niż w życiu codziennym? - pytam jedną z oazowiczek. - Obieranie kartofli - pada od razu odpowiedź. - Tu czas właściwie się zatrzymuje. Nie ma radia, telewizji, Internetu - stwierdza. Tego trochę brakuje - dodaje po chwili. Dzień jest jednak tak zaplanowany, że nie ma kiedy myśleć o ulubionym serialu czy muzyce, za którą przepadam. Czasem zapominam, jaki jest dzień tygodnia. Na oazie są ważniejsze rzeczy niż kalendarz. Tu jest Pan Bóg i ja. - Byliśmy ostatnio w pobliskim Krościenku - zaczął chłopak siedzący naprzeciwko mnie. - Zatrzymałem się przy otwartym oknie domu. Tam Wiadomości. Same złe. Pomyślałem: Dzięki Ci, Boże, że świat może być piękny i dobry.
- Czy coś się zmieni w twoim życiu po oazie? - pytam kolejną osobę. - Chciałabym. Na oazie wprowadzanie zmian nie jest trudne. Tutaj jest łatwo, ale poza Tylmanową rozpościera się inny świat. Tam trzeba być silnym i wytrwałym, żeby podążać za Chrystusem. Oaza nakierowuje życie na właściwy kurs. Po niej wiadomo, jak i w jakim kierunku podążać do celu. Ja wiem. Chciałabym wytrwać. Ostatni kartofel ląduje w wodzie.

Reklama

I zawsze był tak za oazą...

Na samym początku były u nas oazy z Tarnowa - opowiada pani Maria, mieszkanka Tylmanowej. Dziś w domu wielka radość. Syn dostał się na studia. Mąż w polu, ona pracuje chałupniczo. Szyje papucie ze skóry. Prawdziwe - jak mówi - góralskie. - Byłam w ósmej klasie, rodzice już wtedy przyjmowali oazę. Po tarnowskiej była oaza ogólnopolska, a po niej pojawiła się oaza z diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Teraz mieszkają u nas w każde wakacje. Co roku po trzy turnusy.
- Co związanego z oazą utkwiło Pani w pamięci? - Represje władz PRL. To zapamiętam nie tylko ja, ale i wszyscy mieszkańcy wsi. Ci z komitetu kontrolowali i nic im nie pasowało. Niewłaściwe były szamba, piorunochrony, metraż pokoi. Gdy do wsi miało przyjechać ZOMO, część młodych wychodziła w góry. Liczba osób w pokojach się wtedy zgadzała. Pytali: Co oni tu robią? Mówiliśmy: pracują z nami w polu, a po pracy się modlą. Jeśli byłoby inaczej, słono by nas opodatkowali. My się nie poddaliśmy. Proszę popatrzeć. - Spoglądam. Zniszczona kartka. Dokument z datą 29 IX 1977 r. „Zostałem poinformowany (...), że stał się Pan przedmiotem szykan ze strony miejscowych władz (...) z powodu przyjęcia do swojego domu na zamieszkanie młodzieży katolickiej (...). Nakładanie kar przez Kolegium ds. Wykroczeń za udzielanie gościny uczestnikom rekolekcji należy uznać za nadużycie władz administracyjnych do celów prześladowania religijnego (...). Ze swojej strony zapewniam, że nie zaniedbamy żadnych legalnych środków, aby zaprotestować u najwyższych czynników państwowych (...), przeciw tego rodzaju nadużyciom prawa w naszej Ojczyźnie”. Uwagę przyciąga część końcowa pisma. „Z całego serca Panu i całej rodzinie błogosławię, życząc wytrwania na drodze życia zgodnego z Ewangelią. Ks. Karol kard. Wojtyła, metropolita krakowski”. To robi wrażenie. Podpis własnoręczny. - A i on był kiedyś u nas. I pił kwaśne mleko. Spał tam na górze jedną noc, bo na plebanii prąd wyłączyli. Była burza z piorunami - pamiętam. Spał, o tam, w środkowym pokoju. Kiedy było konklawe wszyscy byli bardzo przejęci. Mój tatuś tak mówił do siebie przed telewizorem: „Nie mogliby tak naszego kardynała Wojtyłę wybrać?”. Za chwilę jego marzenie się spełniło. Dla nas to była wielka radość, bo i w naszym domu spał. I zawsze był tak za oazą.

Tak jak i te góry

- Warunki mieszkaniowe na samym początku były trudne. Miska do mycia na środku podwórka, wychodek na dworze, nie było łazienek. W Dunajcu się kąpali. Dziś tutaj jest jak wszędzie. Inny świat, inaczej niż kiedyś - opowiada dalej pani Maria. - A co oaza daje góralom? - pytam. - Mamy wsparcie finansowe, ale przede wszystkim modlitwę. Ona jest nam bardzo potrzebna. Tutaj żyje się ciężko, właściwie z dnia na dzień. Jesteśmy dumni, że mamy w Tylmanowej oazę. Gdy idziesz w pole, a ktoś ci powie „Szczęść Boże”, to aż dostajesz chęci do życia. Oaza jest nasza, tak jak i te góry.
Piętnastoletnią Martę pytam, co szczególnie lubi na oazie. - Spotkania grupowe i Namiot Spotkania - odpowiada. - Tutaj zrozumiałam, jak bardzo rozważanie słów Pisma Świętego może zbliżać do Boga. On mówi w ciszy i ja to czuję. - A góry? - Idzie się trudno. Jest wiele przeszkód. Tak jak w życiu. Jest błoto i są kamienie. Raz jest lepiej, raz gorzej. Gdy ci trudno, zawsze pojawiają się ludzie, którzy pomogą, choć ty myślisz sobie: Nie dam rady. Z kimś łatwiej dojść na szczyt. A na szczycie cel naszej wędrówki... można odetchnąć. Tak jak w niebie wśród aniołów.

* * *

Serdeczność górali i zachwyt pięknem gór. Pierwszy turnus. Ostatni dzień. - Już świta. Pięknie tu nad Dunajcem. - Wiesz, tutaj można dostrzec Pana Boga w każdym listku i każdej trawce. We wszystkim. On to tak misternie i bajecznie urządził, bo wiedział, że my będziemy go tu szukać - tutaj w Tylmanowej. Wrócę tu za rok, choćby po to, żeby stanąć na tym moście i usłyszeć: „Dobrze, że jesteś”. Teraz przekraczam Dunajec. - Śmiało. - Wracam na pustynię. Ja - zupełnie nowa. Do zobaczenia po tamtej stronie. - Do zobaczenia.

Reklama

Watykan: uczestnicy szczytu wysłuchali pięciu świadectw

2019-02-21 13:11

st (KAI) / Watykan

O ranach doświadczanych przez ofiary wykorzystywania seksualnego przez duchownych mowa była w świadectwach przedstawionych w formie video podczas odbywającego się w Auli Nowej Synodu w Watykanie spotkania przewodniczących episkopatów na temat ochrony małoletnich w Kościele.

Krzysztof Hawro

W pierwszym świadectwie mężczyzny z Chile mowa była o trudnościach w przekazaniu biskupom informacji o doznanym molestowaniu ze strony duchownego, potraktowaniu go jako kłamcy i wroga Kościoła. Zaapelowano o zaufanie do zeznań ofiar, okazanie im szacunku jako koniecznego warunku ich uzdrowienia a także położenie kresu ukrywania tych przestępstw.

Kolejne dramatyczne świadectwo złożyła po francusku – kobieta wykorzystywana seksualnie od 15 do 28 roku życia przez kapłana. Podkreśliła ona, że kapłani mogą bardzo pomóc, ale mogę też wyrządzić wiele szkód. Dlatego powinni zachowywać się odpowiedzialnie.

Trzecie świadectwo złożył po włosku 53-letni zakonnik. Wyznał, że po swoim nawróceniu był wykorzystywany seksualnie przez kapłana. Jako osoba dorosła doniósł o tym biskupowi, a po braku reakcji nuncjuszowi. O ile nuncjusz okazał zrozumienie, to biskup na niego napadł, nie usiłując go zrozumieć. Zaapelował do biskupów, by wysłuchiwali ofiary wykorzystywania.

Kolejne świadectwo – po angielsku przedstawił mężczyzna z USA, molestowany w młodości przez duchownego. Wskazał na przykład wyrazistej postawy wobec pedofilii zmarłego przed niemal czterema laty kard. Francisa Georga i zaapelował do biskupów o stanowcze przewodzenie ludowi Bożemu.

Ostatnie świadectwo – po angielsku złożył także mężczyzna z kontynentu azjatyckiego, wielokrotnie molestowany przez zakonnika. Wskazał on na zmowę milczenia, z jaką spotkał się wśród przełożonych zakonnych. Podkreślił konieczność jasnego wskazania i ukarania sprawców przestępstw.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

NA SŁOWO - młodzi mówią Bogu TAK

2019-02-23 10:20

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała
Młodzi rozpoczynają spotkanie NA SŁOWO w Hali Orbita

Przygotowywane od wielu miesięcy spotkanie młodzieży rozpoczęło się we wrocławskiej Hali Orbita. Przez cały dzień młodzi będą pochylać się nad Słowem Bożym i oddawać hołd Jezusowi. - Czekamy na dwa tysiące młodych ludzi - mówił tuz przed spotkaniem ks. Zbigniew Kowal, duszpasterz Diecezjalnego Duszpasterstwa Młodzieży, organizator spotkania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem