Reklama

Na zdrowie

2016-01-04 11:07

Karol Plewa

Graziako

Tuż przed Bożym Narodzeniem miałem przyjemność złożyć wizytę w jednej z warszawskich przychodni lekarskich. Nie podejrzewajcie Państwo daremnie autora niniejszego tekstu o zastosowanie ironii w poprzednim zdaniu. Ośrodki zdrowia omijam szerokim łukiem, jednak tym razem nie żałuję podjętej decyzji. Wśród pozytywnych konsekwencji tego wyboru nie znajduje się jedynie mój powrót do dobrej formy, lecz również spotkanie z dziarskim staruszkiem w poczekalni przed gabinetem lekarskim.

Z komunikatywnym sędziwym mężczyzną wdałem się w dysputę polityczną, zresztą z jego inicjatywy. Fundamentem rozmowy był ,,zamach na demokrację”, rzekomo rozgrywający się w Polsce od momentu przejęcia sterów władzy przez PiS. Tymczasem starszy pan, z którym było mi dane rozprawiać, już na wstępie wymiany poglądów stwierdził, że nie dostrzega niczego niepokojącego w poczynaniach nowej władzy. Nie ukrywał swojego zniesmaczenia infantylną i niekonstruktywną antyrządową narracją, propagowaną przez środowiska przeciwne obozowi zmiany na czele ze stronniczymi mediami tzw. głównego nurtu. Jakże rozczarowani byliby uczestnicy manifestacji KOD, gdyby przysłuchiwali się naszej rozmowie.

A co dopiero, gdyby dowiedzieli się, że starszy pan z przychodni nie jest gorliwym zwolennikiem PiS. Nie wznosi peanów na cześć Kaczyńskiego i nie identyfikuje się otwarcie z żadną opcją polityczną. Postać staruszka wzbudziła we mnie uzasadniony szacunek. Świadomość absurdu surrealistycznej inicjatywy pana Kijowskiego wśród osób spoza żelaznego elektoratu PiS obnaża otaczającą nas obecnie farsę. Dzisiejsi krzykacze, którzy zarzucają nowej władzy ,,zamach na demokrację”, nie burzyli się, gdy w ciągu ostatnich kilku lat wychodziły na jaw kolejne afery z udziałem koalicji PO-PSL. Z obojętnością przyjęli oddanie śledztwa smoleńskiego w ręce Rosjan przez ekipę Tuska. Nie przyciągnęła ich uwagi sprawa sponiewieranego przez aparat III RP dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego, dociekającego niejasnej przeszłości Bronisława Komorowskiego. Gdy demokratyczny porządek faktycznie był zagrożony, KOD nie istniał, a pan Kijowski nie był zaniepokojony politycznym biegiem zdarzeń.

Reklama

Łatwo dojść do wniosku, że nie mamy dzisiaj do czynienia z żadnymi obrońcami demokracji, lecz napastliwymi strażnikami patologicznego systemu III RP. Twierdzą, którą osłaniają własną piersią jest fałszywy ustrój, który zapewnił im wysokie stanowiska, nietykalność i przywileje. Dzisiejszego ,,spontanicznego ruchu społecznego” nie determinuje troska o Polskę, lecz paniczny lęk przed stoczeniem się na dno. ,,Ostatnim bastionem” postkomunistycznego układu jest Trybunał Konstytucyjny, wokół którego wybuchł najzajadlejszy spór. III RP z nogami jak z waty stoi nad przepaścią i usiłuje oddalić widmo własnego kresu. Dekadę temu system znalazł się w podobnej opresji i w ostatecznym rozrachunku wyszedł z niej cało, stymulowany zgubnym nastrojem tryumfalizmu w obozie zmiany. Dzisiaj Polska wznosi do Opatrzności modły o inne zakończenie, lecz trzeba te modły poprzeć wyraźnym wsparciem dla nowej władzy.

Zachwyciła mnie życiowa mądrość starszego pana z przychodni. Dystans i chłodna diagnoza rzeczywistości, stanowiące parasol ochronny przed wrzaskliwym amokiem III RP. Koncyliacyjny głos tej części starszego pokolenia, która nie wyrzekła się wynikającego z wieku rzetelnego i trzeźwego komentarza o otaczającym świecie, jest najlepszym antidotum na toksyczną nienawiść, wylewającą się z manifestacji KOD. Mam nadzieję, że czeka mnie w przyszłości kolejne spotkanie ze starszym panem z przychodni. Znów pogaworzymy o sytuacji politycznej. Państwu życzę w Nowym Roku jak najwięcej zetknięć z mądrością i intelektem ludzi w podeszłym wieku. Niekoniecznie w przychodni. Poza nią takie spotkania również wyjdą na zdrowie.

Tagi:
komentarz

ProEugeniczny dokument genetyków i ginekologów

2018-05-13 17:05

Artur Stelmasiak

Lektura dokumentu genetyków i ginekologów jest przerażająca. Profesorowie medycyny mają w ręku "zabawki" do selekcji człowieka i protestują, bo ich "zabawa" może być zakazana.

Bożena Sztajner

"Nikomu, nawet na żądanie, nie podam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka na poronienie" - to cytat z Przysięgi Hipokratesa, ojca medycyny i filozofa. Nie był on wcale związany z polską polityką, Kościołem katolickim, czy z Kają Godek. Hipokrates jest totalnie spoza naszego politycznego, religijnego i antyreligijnego układu. A jednak zakaz eutanazji i aborcji farmakologicznej postawił na pierwszym miejscu, tuż przed przykazaniem zachowania tajemnicy lekarskiej.

Okazuje się, że żyjący 2400 lat temu człowiek, przewidział jakie zagrożenia nieść może medycyna w XXI wieku. Hipokrates na pewno nie podpisałby się pod "stanowiskiem" sygnowanym przez Polskie Towarzystwo Genetyki Człowieka oraz Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników (dla ścisłości podpisanych genetyków jest 14, a ginekologów tylko 2). Ich stanowisko zostało rozesłane do wielu instytucji w Polsce, aby w ten zaatakować obywatelski projekt "Zatrzymaj Aborcję". Nic więc dziwnego, że z proaborcyjnej postawy medyków zachwyceni są m. in. dziennikarze radia TokFM i Gazety Wyborczej.

Z dokumentu dowiadujemy się, że współczesne standardy opieki ginekologicznej powinny zapewnić "optymalne warunki pozwalające na urodzenie zdrowego dziecka". Co do wykładni pełna zgoda, bo przecież od tego są lekarze, by dbali o zdrowie nawet najmniejszego pacjenta. Ale co zrobią profesorowie, gdy maleńki pacjent zachoruje, albo - nie daj Boże - będzie prawdopodobieństwo, że jest niepełnosprawny? "Postęp technologiczny, w tym m. in. w zakresie badań ultrasonograficznych, a także wykorzystywania w diagnostyce szeregu markerów biochemicznych i genetycznych, przyczynia się do wykrywania wielu nieprawidłowości rozwojowych u płodu jeszcze na wczesnym etapie rozwoju ciąży" - czytamy w dokumencie sygnowanym głownie przez genetyków. Ale "losowy charakter występowania" "różnego typu nieprawidłowości", to "dramat zarówno dla kobiety, jak i dla opiekującego się nią lekarza".

W tym miejscu zmienia się już narracja profesorów medycyny. Lekarz zajmuje się tylko kobietą, a drugi pacjent (dziecko) nazywane jest już "prawem wyboru". Według sygnatariuszy dokumentu najważniejszym obowiązkiem lekarza jest poinformowanie kobiety o stanie zdrowia tego "prawa wyboru". Innymi słowy chodzi o wystraszenie kobiety o podejrzeniu "wadliwego płodu" i "skutków" jego urodzenia. W tym samym czasie "etyczny" lekarz musi zabiegać o "autonomiczną decyzję kobiety", która ma prawo do zdrowia także "psychicznego". - "Kwestionowanie takiego prawa jest nieludzkie" - czytamy w dokumencie.

Teraz ja zapytam: Czy oznacza to, że zabicie dziecka, u którego zdiagnozowano chorobę, jest bardziej "ludzkie", niż zdrowie psychiczne kobiety i ewentualna bezsenność matki, która pochyla się nad kołyską swojego dziecka? W dokumencie nie ma słowa o traumie, głębokiej chorobie postaborcyjnej dla obojga rodziców, a często również dla całej rodziny. Autorzy dokumentu nie chcą chronić przed zagrożeniem syndromu proaborcyjnego, a jedynie chcą ją "chronić" przed potencjalnymi skutkami urodzenia "wadliwego" dziecka. Co więcej profesorowie sugerują, że przyjście na świat niepełnosprawnego dziecka, często jest "szkodą dla zdrowego rodzeństwa". Innymi słowy "wadliwego" brata lub siostrę lepiej zabić.

Dokument jest tak sprytnie skonstruowany, że ani razu nie pada w nim słowo aborcja. Zabójstwo człowieka jest nazywane "prawem wyboru", albo "autonomią kobiet". Kwestionowanie "prawa kobiet" do zabicia własnego dziecka nazwane jest czymś "nieludzkim" i "stygmatyzującym". I właśnie w kontekście życia i śmierci małego pacjenta przedstawiciele środowiska medycznego wypowiadają swoje filozoficzne credo. "Nie istnieje w tym zakresie żadna prawda uniwersalna" - napisali. Zupełnie tak, jakby chcieli zaprzeczyć, że życie zabitego dziecka nie było prawdziwą prawdą, bo przecież "prawda uniwersalna" nie istnieje. I dlatego można to (nieprawdziwe) życie przerywać.

W następnym akapicie polscy uczeni przekonują, że "około 95 proc. badań prenatalnych kończy się wydaniem wyniku prawidłowego". O co chodzi? Prawidłowy wynik dla profesorów, jest równoznaczny z prawem do życia, bo według obowiązującego przepisów nie da się "skłonić ciężarną do innej decyzji".

Te właśnie fragmenty dokumentu oraz specyficzny dobór słów najlepiej pokazują, kim oni są, co robią na co dzień w pracy i jakie mają cele. Środowisko medyczne podważą prawdę o życiu, by rozszerzać praktykę eugeniczną i bawić się w panów życia i śmierci.

W jednym punkcie muszę się zgodzić z przedstawicielami dwóch medycznych towarzystw. Wyrażają oni swoją zdecydowaną dezaprobatę dla tworzenia "katalogu wad, chorób lub zaburzeń", którego celem mogłoby być administracyjne rozstrzygnięcie o prawie do zabicia dziecka, lub jego ocaleniu. Oczywiście dokument nazywa to ograniczeniem "poszanowania autonomicznej decyzji kobiety". Jednak lekarzom chodzi zupełnie o coś innego, niż obrońcom życia. Oni boją się, że zostaną ograniczeni w interpretacji istniejącego prawa do decydowaniu o zabiciu lub życiu dziecka. To przecież oni wydają odpowiedni dokument ze skierowaniem do "decyzji".

Aby zobaczyć, jak wygląda historia interpretacji obecnego prawa, wystarczy sięgnąć pamięcią kilkanaście lat wstecz. Na początku lat 2000. dzieci z Zespołem Downa normalnie rodziły się w polskich szpitalach. Lekarze, a zwłaszcza genetycy interpretację prawa aborcyjnego tak rozszerzyli, że dziś dzieci z Zespołem Downa prawie się nie rodzą. Pewnie dlatego sygnatariusze dokumentu protestują również przeciwko używaniu w debacie publicznej przykładów chorób rozpoznawalnych prenatalnie. Trudno się dziwić, że genetycy i ginekolodzy nie chcą, by Polacy wiedzieli, że oni masowo zabijają np. dzieci z Zespołem Downa.

Dzięki medycznej reinterpretacji prawa ilość aborcji eugenicznych w ciągu 20 lat zwiększyła się z 39 do 1044 zbitych dzieci. To im zawdzięczamy wzrost aborcji eugenicznych aż o 2,6 tysiąca procent. Dlatego nie można tworzyć katalogów chorób, które będą furtką do kolejnych medycznych interpretacji. Aborcję eugeniczną trzeba zakazać, bo nikt nie powinien decydować o życiu i śmierci człowieka w oparciu o diagnostykę medyczną, która często jest błędna. Znam wiele historii dzieci, których lekarze skazali na decyzję kobiety. Rodzice odmówili aborcji, a dzieci urodziły się całkowicie zdrowe.

Z dokumentu dowiadujemy się, że zarząd dwóch towarzystw o specjalizacjach medycznych wyraża swoje stanowisko niezależnie od różnych opinii pośród członków obu towarzystw. Kolejną ciekawostką jest fakt, że dokument jest firmowany przez środowisko genetyków i ginekologów, ale jak popatrzymy, kto go podpisał, to okazuje się, że tam są praktycznie sami profesorowie genetyki i zaledwie dwóch ginekologów. Wprawdzie jest prezes PT Ginekologów i Położnych prof. Mirosław Wielgoś, ale nie może być mowy, że pod stanowiskiem podpisał się cały zarząd Towarzystwa, bo brakuje przynajmniej trzech nazwisk. Prezes towarzystwa ginekologicznego słynie ze swoich proaborcyjnych poglądów. Mocno atakował prof. Bogdana Chazana za to, że odmówił zabicia dziecka. Chwalił jednocześnie postawę prof. Romualda Dębskiego, który słynie z aborcji dzieci z Zespołem Downa.

Zaskakuje bardzo duża ilość podpisów naukowców, którzy są specjalistami od genetyki. Dokument podpisany jest przez cały zarząd towarzystwa genetyków, a także dołączyli do nich przewodniczący poszczególnych sekcji. W sumie aż 14 osób z tytułami. Niestety wygląda na to, że środowisko genetyków ma największy problem z przysięgą Hipokratesa i jednocześnie są zwolennikami eugeniki. Ginekolodzy, którzy zabijają dzieci z Zespołem Downa wielokrotnie mówili, że namówili ich do tego genetycy i ich opinie. Tak mówił w wywiadach m. in. prof. Wielgoś. Wygląda więc na to, że współczesna nauka medyczna ma niebezpieczne "zabawki" w ręku. Z jednej strony genetyka próbuje poprawić człowieka, a tych ludzi, których zdaniem genetyków nie da się "naprawić" trzeba zabić i wyrzucić, jak zepsutą zabawkę. Znam wielu wybitnych genetyków, którzy w swojej pracy posługują się sumieniem, ale to oni mówili mi również o zepsuciu moralnym i zapędach eugenicznych tego środowiska.

W tle tej dyskusji są również duże pieniądze na badania genetyczne, i etaty dla lekarzy. Medycy chwalą się w dokumencie, że 95 proc. badań genetycznych u podejrzanych dzieci kończy się brakiem wskazania do aborcji. Jeżeli mamy ponad 1000 aborcji rocznie, to oznacza, że rocznie mamy około 20 tysięcy drogich badań eugenicznych w Polsce.

Genetyka jednoznacznie wskazuje, że człowiek, jest człowiekiem od poczęcia. Ale medycy, którzy to doskonale wiedzą, podpisali się pod dokumentem, w którym stwierdzają, że życie i śmierć małego człowieka nie jest prawdą uniwersalną. Jeżeli można nieprawdziwie zabijać, to przecież tym bardziej można kraść i kłamać. I z punktu etycznego ten dokument należy traktować, jako zwykłe kłamstwo ubrane w pseudonaukowe szaty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Gdynia: „Dar Młodzieży” wypłynął w Rejs Niepodległości

2018-05-20 15:46

mm / Gdynia (KAI)

Płyńcie i mówcie światu, jaka Polska jest piękna – mówił minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk, żegnając uczestników Rejsu Niepodległości, który w niedzielę 20 maja wypłynął z nabrzeża za przy Skwerze Kościuszki w Gdyni w rejs dookoła świata. Podczas 11-miesięcznej morskiej podróży odwiedzi 22 porty w 18 państwach.

YouTube.com
Dar Młodzieży

"Dar Młodzieży" wpłynie m.in. do takich portów jak Tallin, Kopenhaga, Stavanger, Bremenhaven, Bordeaux, Teneryfa, Dakar, Kapsztad, Mauritius, Dżakarta, Singapur, Szanghaj, Osaka, San Francisco, Los Angeles, Acapulco, Panama, Miami, Ponta Delgada i Londyn.

Pretekstem do organizacji tego wydarzenia jest 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Na pokładzie statku płyną uczestnicy konkursu „Rejs Niepodległości” oraz praktykanci Akademii Morskiej w Gdyni. W sumie w tym czasie przez pokład żaglowca przewinie się ponad 530 studentów i uczniów szkół morskich oraz 400 laureatów konkursu. Kulminacyjnym punktem Rejsu będzie spotkanie z papieżem Franciszkiem podczas Światowych Dni Młodzieży w Panamie w styczniu 2019 r.

Ceremonię wypłynięcia żaglowca rozpoczęła się uroczystą Mszą świętą, pod przewodnictwem metropolity gdańskiego abp. Sławoja Leszka Głódzia. – Z chwilą otrzymania Ducha Świętego Kościół ruszył do przodu. To był pierwszy rejs. W to włączyła się nasza ojczyzna. Ruszyła w rejs niepodległości – mówił w homilii hierarcha.

Kierując się do młodzieży powiedział: „Dawajcie owoce płynące z ducha, miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie, aby kontynuować naukę Chrystusa”. W koncelebrze uczestniczył nuncjusz apostolski w Panamie abp Mirosław Adamczyk oraz ks. dr Zenon Hanas SAC, prowincjał pallotyńskiej Prowincji Chrystusa Króla, która poprzez Pallotyńską Fundację Misyjną Salvatti.pl została zaproszona do współpracy przy organizacji Rejsu Niepodległości. Liturgia była celebrowana na zabytkowym ołtarzu ze statku „Daru Pomorza”.

Patronat nad Rejsem objęła Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. W uroczystościach inauguracyjnych Rejsu uczestniczył premier Mateusz Morawiecki oraz minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński.

- Rejs Niepodległości jest znakomitą okazją do promocji Polski za granicą. W portach, do których zawinie statek będą się odbywać wydarzenia prezentujące polską kulturę, konferencje biznesowe i spotkania dyplomatyczne – mówi ks. Jerzy Limanówka SAC, prezes Pallotyńskiej Fundacji Misyjnej Salvatti.pl, która - jako fundacja misyjna - została zaproszona do współpracy przy organizacji Rejsu przez Ministerstwo Gospodarki Morskiej.

– Włączając się w tę inicjatywę realizujemy nasze cele statutowe, jakimi jest promocja Polski za granicą, wsparcie Polonii zagranicznej i edukacja patriotyczna młodzieży. Poza tym, w krajach, w których będzie cumował Dar Młodzieży pracują misjonarze, którzy także są ambasadorami polskiej kultury za granicą i z nimi będziemy współpracować – dodaje ks. Limanówka. Obok MGMiŻŚ i Fundacji Salvatti.pl, organizatorem Rejsu jest Akademia Morska w Gdyni. Rektor tej uczelni prof. dr hab. Inż. Janusz Zarębski podkreślał w swoim przemówieniu rolę hartu ducha podczas morskich wypraw. Z kolei kapitan żeglugi wielkiej, inż. Zbigniew Sulatycki zaznaczył, że podczas rejsu nie ma miejsca na podziały, ważne jest wzajemne zaufanie.

"Dar Młodzieży" powróci z Rejsu do portu w Gdyni 28 marca 2019 r.

Sponsorami wydarzenia jest PKN ORLEN, Polska Fundacja Narodowa oraz TAURON.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Prymas Polski z radością o nominacji kardynalskiej dla abp. Konrada Krajewskiego

2018-05-21 08:22

bgk / Gniezno (KAI)

„To wskazanie i docenienie serca, troski, wrażliwości, tego wszystkiego, co mieści w sobie przykazanie miłości bliźniego” – powiedział KAI Prymas Polski abp Wojciech Polak, komentując ogłoszoną w niedzielę nominację kardynalską dla abp. Konrada Krajewskiego, papieskiego jałmużnika i jednego z najbliższych współpracowników Franciszka.

Marian Sztajner / Niedziela

Metropolita gnieźnieński przyznał, że informację o nominacji kardynalskiej dla abp. Krajewskiego przyjął z wielką radością.

„To wskazanie i docenienie serca, troski, wrażliwości, tego wszystkiego, co mieści w sobie przykazanie miłości bliźniego” – mówi abp Wojciech Polak, powtarzając niejako słowa papieskiego jałmużnika, który przyznał, że tytułu, którym obdarzył go Ojciec Święty nie odbiera jako nagrody, ale jako podkreślenie tego, jak bardzo papieżowi drodzy są wszyscy ubodzy, sponiewierani i bezdomni.

Abp Wojciech Polak przyznał również, że podczas swojego niedawnego pobytu w Rzymie (na początku maja) miał okazję spotkać się z abp. Konradem Krajewskim, którego zna jeszcze z czasu studiów we Włoszech.

„Miałem okazję z bliska zobaczyć to, czym się na co dzień zajmuje i przekonać, że jego dom, jego kuchnia są rzeczywiście otwarte dla wszystkich” – podkreśla abp Polak, dodając, że otwartość i troska abp. Krajewskiego, który sam o sobie mówi, że jest biskupem ulicy i ubogich, obejmuje także przybywających do Rzymu rodaków i polskich księży.

„Bardzo byśmy chcieli, by Ksiądz kardynał wziął udział w Zjeździe Gnieźnieńskim. Do tej pory było to trudne ze względu na pełnione przez niego obowiązki. Składając gratulacje jeszcze raz osobiście ponowię zaproszenie. Bardzo liczymy na jego obecność i powitamy go w Gnieźnie z radością” – zapowiada Prymas Polski.

Papież Franciszek ogłosił nazwiska nowych kardynałów w niedzielę 20 maja na zakończenie modlitwy Regina Coeli w Watykanie. Nominacja abp. Konrada Krajewskiego jest pierwszą nominacją kardynalską od ośmiu lat dla duchownego z Polski. Poprzednio do kolegium powołany został kard. Kazimierz Nycz. Kardynał nominat jest również pierwszym Polakiem obdarzonym kapeluszem kardynalskim przez papieża Franciszka.

Konsystorz, podczas którego abp. Krajewski otrzyma insygnia kardynalskie, odbędzie się w uroczystość św. Piotra i Pawła 29 czerwca w Rzymie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem