Reklama

Dom na Madagaskarze

Dekanaty diecezji warszawsko-praskiej (18)

Dekanat rembertowski

Wojciech Świątkiewicz
Edycja warszawska (st.) 40/2003

Dekanat rembertowski został utworzony w archidiecezji warszawskiej przez kard. Augusta Hlonda 15 listopada 1947 r. Początkowo liczył dziesięć parafii, później, w latach siedemdziesiątych, nawet siedemnaście. Kilkakrotnie jego granice ulegały zmianom. W 1992 r. wszedł w skład nowej diecezji warszawsko-praskiej. Ostatnia jego reorganizacja nastąpiła 25 marca 2003 r.

Ks. prał. Edward Żmijewski, dziekan dekanatu rembertowskiego, urodził się 21 marca 1942 r. w Godach (par. Czerwin w diecezji łomżyńskiej). Święcenia kapłańskie otrzymał 27 maja 1965 r. z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego. Jest magistrem teologii (KUL - teologia pastoralna). Był wikariuszem w parafiach: Kołbiel, Matki Bożej Zwycięskiej w Warszawie Rembertowie, Matki Bożej Loretańskiej na Pradze, rektorem i budowniczym kościoła w Górkach Kampinoskich. W latach 1976-79 dyrekor Domu Księży Emerytów, następnie do 1987 r. referent Wydziału Gospodarczo-Budowlanego Kurii Metropolitalnej Warszawskiej, najbliższy współpracownik bp. Jerzego Modzelewskiego. W latach 1992-97 sekretarz Komisji Episkopatu ds. Budowy Kościołów. Funkcję proboszcza pełnił w parafiach Pyry, Jabłonna, a od 10 lat jest proboszczem parafii Matki Bożej Zwycięskiej w Rembertowie. Jest duszpasterzem środowisk pracy. Kanonik honorowy Kapituły Katedralnej, kapelan honorowy Jego Świątobliwości.

Parafie i kościoły

Aktualnie dekanat rembertowski liczy osiem parafii:
1. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Starej Miłosnej
2. Św. Hieronima w Starej Miłosnej
3. Matki Bożej Zwycięskiej w Rembertowie
4. Św. Łucji Dziewicy i Męczennicy w Rembertowie
5. Św. Wacława w Warszawie na Gocławiu
6. Św. Feliksa z Cantalicjo w Marysinie Wawerskim
7. Opatrzności Bożej w Wesołej
8. Św. Brata Alberta w Wesołej-Zielonej
Ponadto na terenie dekanatu znajdują się dwie parafie personalne (garnizonowe): św. Rafała Kalinowskiego w Rembertowie (AON) i św. Andrzeja Boboli w Wesołej.
Najstarsza w dekanacie jest parafia dziekańska Matki Bożej Zwycięskiej w Rembertowie, erygowana w 1928 r. przez kard. Aleksandra Kakowskiego. Miejscowy kościół jest wotum parafian za Cud nad Wisłą. W sierpniu parafia uroczyście obchodziła swoje 75-lecie. Najmłodsza jest parafia św. Hieronima w Starej Miłosnej, erygowana 18 września 2002 r.
Siedem parafii ma już swoje kościoły parafialne, jedynie w parafii św. Hieronima jest na razie tymczasowa kaplica, a proboszcz ks. Stanisław Popis wraz z miejscową wspólnotą parafialną przygotowuje się do rozpoczęcia budowy świątyni. Jej projekt jest już zatwierdzony przez władze kościelne. 30 września, w liturgiczne wspomnienie św. Hieronima, poświęcona została tam figura Pana Jezusa oraz obraz przedstawiający patrona parafii.
Również do poważnych inwestycji przygotowuje się parafia św. Wacława. Miejscowy kościółek św. Wacława - jak na potrzeby liczącej ponad 6 tys. wiernych parafii - jest zbyt mały. Dlatego jest już projekt jego rozbudowy. Niedawno zakończyła się w tej parafii budowa plebanii.
Z kolei parafia w Wesołej-Zielonej przygotowuje się do konsekracji kościoła.
Największe pod względem liczby wiernych są parafie w Marysinie Wawerskim (10 tys.) i Matki Bożej Zwycięskiej w Rembertowie (7 tys.). Najmniejsza jest parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa w Starej Miłosnej (2,5 tys.) mieszkańców.

W mury kościoła św. Łucji w Rembertowie wmurowane są kamienie węgielne z Grobu Pańskiego i grobu św. Łucji z Syrakuz.
W kościele św. Brata Alberta w Wesołej-Zielonej jest kamień węgielny wyjęty z kościoła Sióstr Albertynek w Krakowie, poświęcony przez Ojca Świętego Jana Pawła II w 1983 r.

Reklama

Duchowieństwo dekanalne

Dziekanem dekanatu rembertowskiego jest ks. prał. Edward Żmijewski, proboszcz parafii Matki Bożej Zwycięskiej w Warszawie Rembertowie. Funkcję ojca duchownego pełni ks. prał. Józef Urcus. W parafiach na terenie dekanatu posługę kapłańską pełni 8 księży proboszczów, 11 wikariuszy i 5 rezydentów. Średnia wieku proboszczów wynosi 51 lat, a księży wikariuszy 37.
Najdłużej w dekanacie jako proboszcz (od 1989 r.) pełni swą posługę ks. prał. Józef Skarpetowski z Wesołej-Zielonej. Natomiast najkrócej proboszczem jest ks. dr Bernard Czerwiński z Marysina Wawerskiego, który objął swą funkcję 1 września 2003 r. Jest on też najmłodszym proboszczem w stolicy (ur. 1964 r.).
W parafii św. Wacława mieszka jako rezydent ks. prał. Wacław Karłowicz, najstarszy kapłan diecezji warszawsko-praskiej (ur. 1907 r., wyświęcony 1932 r.), opiekun miejsca uświęconego krwią bohaterów walczących pod Olszynkę Grochowską.
Na terenie dekanatu są żeńskie zgromadzenia zakonne. W Marysinie Wawerskim Siostry Felicjanki mają swój dom prowincjalny. Prowadzą dwa zespoły szkół oraz dwa przedszkola. W Rembertowie są Siostry Loretanki (prowadzą działalność wydawniczą oraz mają własną drukarnię), Siostry Imienia Jezus, Siostry Wynagrodzicielki Najświętszego Oblicza oraz Misjonarki Klaretynki. W Starej Miłosnej pracują Siostry Jadwiżanki. Na terenie warszawskiej parafii św. Wacława swoje domy mają Siostry Sercanki, Siostry Obliczanki oraz panie z Instytutu Świeckiego Pomocnic Maryi Jasnogórskiej Matki Kościoła.

Życie religijne

W każdej parafii działają ruchy religijne. Wszędzie są koła Żywego Różańca, które w Roku Różańca bardzo ożywiły swoją działalność. Np. w parafii dziekańskiej działa 14 kół skupiających osoby dorosłe (w tym jedno koło męskie) i 3 koła dziecięce. Księżom zależy też na istnieniu przy parafiach Legionu Maryi. - Ludzie zrzeszeni w Legionie Maryi dobrze czują Kościół, wspaniale wspomagają księży proboszczów - podkreśla ks. prał. Żmijewski. Głównym ośrodkiem kultu maryjnego jest parafia dziekańska. Tu też 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny odpust - obok miejscowych wiernych - gromadzi wojsko, przedstawicieli władz, wojskowy korpus dyplomatyczny akredytowany w stolicy.
We wszystkich parafiach jest nabożeństwo do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Czczeni są również święci. W parafii św. Wacława jest żywy kult patrona, a świątynia posiada jego relikwie ofiarowane w 1956 r. przez inż. Wacława Tarnowskiego z Anina, który przywiózł je z Włoch. W Wesołej-Zielonej bardzo czczony jest św. Brat Albert. Jego podobizna znajduje się na pięknym obrazie, uroczyście obchodzony jest doroczny odpust. Św. Faustyna Kowalska, apostołka Miłosierdzia Bożego, czczona jest w parafii Matki Bożej Zwycięskiej w Rembertowie. Można ją uczcić w relikwiarzu wystawianym w Niedzielę Miłosierdzia Bożego.
Z ruchów działających na terenie dekanatu widoczny jest neokatechument w Marysinie Wawerskim. W parafii Opatrzności Bożej w Wesołej działa Instytut Chemin Neuf. U św. Łucji w Rembertowie jest młodzieżowa grupa teatralna, która działa pod kierunkiem Sióstr Klaretynek.
Dwie parafie posiadają swoje chóry (dziekańska i w Zielonej), wszystkie parafie mają zespoły młodzieżowe i dziecięce. Na wyróżnienie zasługuje dziecięcy chór w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Starej Miłosnej, który śpiewał m.in. Ojcu Świętemu w Watykanie. Najbardziej znana jest oczywiście działająca w parafii dziekańskiej Orkiestra Koncertowa Victoria odnosząca wspaniałe sukcesy w kraju i zagranicą.
Dziekan ks. Edward Żmijewski zamierza założyć Klub Inteligencji Katolickiej. W jego parafii samych rodzin wojskowych mieszka blisko 500. Wielu z nich to wykładowcy uczelni wojskowych. Klub byłby wolny od jakichkolwiek powiązań z partiami politycznymi.
Radością Księdza Dziekana jest dobra współpraca parafii ze szkołami. Wszędzie udaje się utrzymać 2 godziny katechizacji tygodniowo. Współpraca układa się dobrze nie tylko na płaszczyźnie katechizacji. Kiedy gmina ociągała się z wyposażeniem szkół w komputery, ks. Żmijewski ufundował dwa zestawy. W ten sposób przyspieszył decyzję i szkoła szybko otrzymała sprzęt komputerowy.

Być blisko księży

- Jako dziekan chciałbym być blisko każdego księdza - mówi Dziekan rembertowski.
- W kwietniu 2003 r., zaraz po nominacji, wystosowałem list do wszystkich kapłanów w dekanacie. Napisałem im, że ze wszystkich czynności, które lubię, spotkania z ludźmi należą do najprzyjemniejszych. Zaprosiłem księży na spotkanie. Przyszli wszyscy, nawet ci, którzy nie są zaangażowani w bezpośrednią pracę duszpasterską, ale mieszkają na terenie dekanatu. Niedawno mieliśmy miłe spotkanie z okazji dziesięciolecia mojej obecności w Rembertowie. Ważne być blisko wszystkich ważnych spraw duszpasterskich - podkreśla ks. prał. Żmijewski.

Obrzędy i zwyczaje pogrzebowe towarzyszące ostatnim chwilom człowieka

Władysław Okas
Edycja łódzka 46/2000

Ze śmiercią człowieka wiąże się wiele obrzędów i zwyczajów religijnych i świeckich. Ceremoniał pogrzebowy ukształtował się w bardzo długiej ewolucji zwyczaju pogan i chrześcijan chowania zmarłego. W przeszłości obrzędy te wiązały się z kultem zmarłych. Rytuał pogrzebu i związane z nim zwyczaje zaczęto propagować w Polsce już we wczesnym średniowieczu. Tradycja sięgająca czasów pogańskich nakazywała pogrzebać zmarłego, aby nie niepokoił żyjących. Żal za bliską osobą, a równocześnie obawa przed zmarłymi, przyczyniły się do powstania wierzeń i praktyk związanych ze zmarłymi i śmiercią. Śmierć nie jest równa śmierci. Inaczej umiera człowiek tragicznie, inaczej dziecko, a jeszcze inaczej człowiek stary i schorowany. Najbardziej zrozumiała jest śmierć człowieka, który doszedł już kresu swojego życia. W takich przypadkach wszyscy przeczuwamy rychły koniec. Do tej ostatniej chwili przygotowujemy się, wydając ostatnie zalecenia najbliższej rodzinie. W takich przypadkach rodzina i sam stary, czasami chory, przeczuwający rychłą śmierć, wzywali kapłana. Do człowieka, który chciał się pojednać z Bogiem, szedł z kapłanem kościelny lub ministrant, dzwoniąc małym dzwonkiem. W większych odległościach ksiądz był podwożony furmanką lub saniami w okresie zimowym. Napotkani ludzie klękali, żegnali się i modlili za życie chorego. Chory spowiadał się, przyjmował Komunię św. i otrzymywał sakrament ostatniego namaszczenia. Wizyta kapłana u chorego w domu była uroczystym momentem, ludzie gromadzili się i modlili wspólnie z domownikami. Płonąca gromnica w dłoni umierającego nadawała tej chwili charakter zadumy i powagi. W obliczu zbliżającej się śmierci, wydawane były przez chorego zalecenia co do pogrzebu i swojego majątku. Żegnał się z rodziną, sąsiadami, znajomymi, prosząc o darowanie win, pojednywał się ze wszystkimi.

Każda inna śmierć, nienaturalna, gwałtowna, niespodziewana, zawsze budziła obawę wśród ludzi. Najwięcej emocji budziło zawsze samobójstwo. Samobójca, człowiek zmarły z brzemieniem ciężkiego grzechu, uważany był za niegodnego pochówku w poświęconej ziemi cmentarnej. Samobójców chowano w trumnach zbitych z nieheblowanych desek, bez udziału księdza.

Z chwilą śmierci rozpoczynały się przygotowania do pogrzebu. Nieboszczyka myto i ubierano, układano na słomie lub kanapie przykrytej kapą gdzie leżał do czasu, aż stolarz zrobił mu trumnę. Zmarłemu zamykano oczy i usta. Gdy trumna była gotowa, przenoszono do niej zmarłego. Po ułożeniu zwłok zaczynał się właściwy ceremoniał pogrzebowy, na który składały się: wystawienie zwłok, modlitwy, pochód żałobny, chowanie ciała i uczta pogrzebowa (stypa).

Stosownie do wieku zmarłego wybiera się kolor trumny: dla starszych czarna lub brązowa, dla osób w średnim wieku w kolorze drewna, dla dzieci i młodzieży - biała. Trumnę ze zmarłym stawiano w izbie centralnie na "prowizorycznym katafalku". U jej wezgłowia stawiano po bokach zapalone świece. Trumna przybierana była mirtem, gałązkami barwinka, a pod głowę zmarłego wkładano zioła święcone w dniu Matki Bożej Zielnej. Zmarły przebywał w domu trzy dni. O fakcie śmierci zawiadamiano mieszkańców wsi oznaczając dom żałobną chorągwią, przed bramą wysypywano wióry i zasłaniano na czarno lub biało okna.

Bardzo starym zwyczajem, do dziś podtrzymywanym, jest odwiedzanie zmarłego i czuwanie przy nim. Po zatrzymaniu zegara i zasłonięciu zwierciadła, gromadzili się bliscy i znajomi, głównie ludzie starsi, którzy chcieli modlitwą pożegnać zmarłego. Obowiązywał domowników ciemny strój, nie prowadzono głośnych rozmów, wstrzymywano wszystkie prace w gospodarstwie, za wyjątkiem obrządku bydła i trzody. W noc dzielącą dzień śmierci od dnia pogrzebu następowało czuwanie ( tzw. "pusta noc") przy trumnie i śpiewanie żałobnych pieśni. Jest to jeden z obrzędów, z którym Kościół walczył jeszcze w średniowieczu, a mimo to przetrwał do czasów obecnych.

Pogrzeb odbywał się w trzeci lub czwarty dzień po śmierci. O ustalonej godzinie schodzili się uczestnicy pogrzebu, rodzina, sąsiedzi, znajomi, mężczyźni z chorągwiami i krzyżem, ksiądz w czarnej kapie z kościelnym i organistą. Po modlitwie i pokropieniu ciała zmarłego wodą święconą przykrywano trumnę wiekiem przez ludzi obcych. Następowało wyprowadzenie zmarłego z domu, nogami w stronę wyjścia. Wynoszący z domu trumnę zatrzymywali się, przekraczając progi, stukając trzykrotnie trumną o próg (częściami trumny, gdzie spoczywają nogi, środek ciała i głowa), na znak pożegnania zmarłego z domem.

Kondukt żałobny ustawiał się przed domem zmarłego w następującym porządku: mężczyźni niosący krzyż i chorągiew żałobną, dalej niosący kwiaty, wieńce, następnie ksiądz z kościelnym i organistą, trumna ze zmarłym (w zależności od odległości albo niesiono ja na ramionach albo wieziono konną furmanka) a za nią rodzina i reszta uczestników pogrzebu. Po przybyciu do kościoła ustawiano trumnę na katafalku w głównej nawie. Odprawiana była Msza św. żałobna. Po Mszy św. zmarłego odprowadza się na cmentarz, przy akompaniamencie dzwonów kościelnych. Nad mogiłą ksiądz odprawia modlitwy i wygłasza czasami krótkie, pożegnalne przemówienie, względnie ktoś z obcych. Ciało chowano głową na wschód. Po spuszczeniu trumny do grobu, praktykowany do dziś jest zwyczaj trzykrotnego rzucania na nią kilku grudek ziemi przez uczestników pogrzebu, aby nie ciążyła ona zmarłemu, wypowiadano przy tym słowa - "spoczywaj w spokoju" lub "niech ci ziemia lekką będzie".

Po pogrzebie, zgodnie ze starym zwyczajem, jego uczestnicy zapraszani są na "stypę" - poczęstunek. Dawniej podejmowani byli w karczmie lub domu. Dbałość o stypy wynikała z pradawnych zwyczajów pogrzebowych, z pogańskiej jeszcze wiary w pośmiertny żywot duszy, która wprawdzie oddzielona od ciała, prowadzi dalszy żywot i wpływa na losy żyjących. Na poczęstunek składają się: herbata, kawa, ciasta, dania ciepłe i alkohole. Pogrzeby w małych miasteczkach odbywały się podobnie, jak pogrzeby wiejskie.

Dzisiaj obrzęd pogrzebowy ulega stopniowemu uproszczeniu, komercjalizacji, jednak w tradycji zachowało się wiele elementów o archaicznym pochodzeniu, nowe elementy pojawiają się przede wszystkim w zewnętrznej oprawie obrzędów pogrzebowych. Głównym kontynuatorem tradycji jest najstarsza generacja. Zmarły nie zawsze przebywa w domu przez trzy dni po śmierci. Nie zawsze jest żegnany modłami we własnym domu i nie zawsze odbywa się czuwanie przy nim, czyli tzw. " pusta noc". Czas, w którym nastąpiło najwięcej zmian to lata 60 i 70. Na większości cmentarzy istnieją już duże kaplice. Powstało szereg specjalistycznych zakładów pogrzebowych, które zajmują się prawie całkowicie przygotowaniem zmarłego do pogrzebu. Coraz częściej rezygnuje się z przemarszu z kościoła na cmentarz ze względu na duży ruch samochodowy. Postępująca modyfikacja poszczególnych zwyczajów bierze się również z szybkich przemian, co uzyskuje coraz większą aprobatę społeczną.

W wielu kościołach w naszym kraju istnieje zwyczaj informowania wiernych o zmarłych członkach rodziny parafialnej. Po zakończonej Mszy Świętej kapłan sprawujący Eucharystię informuje zgromadzonych o tych, którzy w minionym tygodniu odeszli do wieczności, następnie wszyscy wspólnie w jego intencji odmawiają modlitwę.

Zwyczaj ze wszech miar godny do powszechnego stosowania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Abp Głódź: śmierć Pawła Adamowicza to wezwanie do rachunku sumienia i do przemiany życia politycznego

2019-01-19 13:38

lk, aw / Gdańsk (KAI)

Tragiczna śmierć Pawła Adamowicza to wezwanie do rachunku sumienia, do koniecznej przemiany stylu naszego życia politycznego, wspólnotowego, społecznego, medialnego. Nasza Ojczyzna potrzebuje polityki motywowanej miłością, szacunkiem, realizowanej z poszanowaniem dla życia, wolności i godności ludzi - podkreślił abp Sławoj Leszek Głódź w homilii podczas Mszy św. pogrzebowej śp. prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Prezydent.pl

W homilii metropolita gdański przypomniał, że śp. Paweł Adamowicz „szedł drogą swego doczesnego dynamicznego, twórczego, wybiegającego ku przyszłości życia”. - Niedawny zwycięzca w kolejnych wyborach na fotel prezydenta miasta Gdańska, wychylony ku przyszłości, ku planom, projektom, marzeniom, które były przed nim i z którymi miał się zmierzyć – mówił metropolita gdański.


W Bazylice Mariackiej w Gdańsku rozpoczęła się Msza św. pogrzebowa prezydenta Pawła Adamowicza. Przewodniczy jej przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki, a homilię wygłosi metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź.

Jak powiedział, w niedzielę 13 stycznia nastąpiła odrażająca śmierć prezydenta Gdańska. Hierarcha był świadkiem jego odchodzenia, gdy udał się do szpitala, do którego przewieziono śmiertelnie rannego Pawła Adamowicza. Abp Głódź modlił się przy jego łóżku i towarzyszył w modlitwie lekarzom, którzy starali się rozdmuchać „płomień życia” umierającego prezydenta Gdańska.

Dalej przypomniał, że w kaplicy ostrobramskiej Matki Miłosierdzia, na pomniku upamiętniającym ofiary tragedii smoleńskiej, widnieją słowa: „Media vita in morte sumus”. – W pośrodku życia w śmierci jesteśmy. Wielu z tych, którzy tamtego dnia lecieli do Katynia, aby na grobach zamordowanych polskich oficerów złożyć wieniec pamięci Ojczyzny było ludźmi, do których nagła śmierć przyszła „in media vita” – w połowie życia – mówił kaznodzieja.

Ta śmierć przyszła w połowie życia także do śp. Pawła Adamowicza, ofiary zbrodniczego, okrutnego, niepojętego w swej scenerii zamachu – powiedział abp Głódź. - „Gdańsk jest szczodry, Gdańsk dzieli się dobrem, Gdańsk chce być miastem solidarności!” - tak mówił Prezydent chwilę przed tragicznym zamachem podczas finału dorocznej kwesty Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Odczytujemy te słowa jako swoisty testament. Wyznanie i deklarację miłości, uznania, szacunku, zachwytu dla Gdańska. Był jego prezydentem 20 lat – przypomniał arcybiskup.

- Powraca telewizyjny obraz Prezydenta Pawła z wzniesioną ku górze ręką i światłem do nieba. „To jest swoista statua wolności dla Gdańska, ale nie tylko” - takie słowa wpisałem w Księdze Kondolencyjnej w Urzędzie Miasta – mówił hierarcha. - W ręce trzymał światełko skierowane ku niebu. Ku światłości wiekuistej, gdzie mieszka Bóg „bogaty w miłosierdzie”. Jakby sygnał, oznajmienie – nieuświadomione wtedy – że niebawem i on będzie zmierzał ku Temu, który „zna wszystko”.

Abp Głódź przypomniał, że Zmarły należał do pokolenia „Solidarności”. Wspominał, że znał Pawła Adamowicza od 2008 r., gdy ten już od wielu lat poświęcał się pracy w samorządzie gdańskim. Od 1998 r. Paweł Adamowicz zwyciężał podczas kolejnych wyborów. - Ofiarował tej służbie rodzinnemu miastu swoje serce, zapał, kompetencje, wrażliwość, inteligencję, także twórczą wyobraźnię – podkreślił abp Głódź.

„Patriota Gdańska. Jakże wiele zrobił, aby nasze miasto wzrastało nad poziomy. Piękniało, nasycało się rozmaitymi inwestycjami w służbie gdańskiej pamięci, edukacji, artyzmu, zdrowia, życia społecznego, użyteczności publicznej. Aby promieniowało przedsięwzięciami artystycznymi i kulturalnymi, przyciągało ku sobie, szczególnie latem, innych. Było gościnne, atrakcyjne, wielkie i dumne. Świadome swej ważnej roli w historii współczesności ojczyzny, ale i chrześcijańskiej Europy – wymieniał abp Głódź.

„Był człowiekiem wiary. Kościół katolicki w Gdańsku doznał od niego wiele pomocy. Wspomagał remonty historycznych zabytkowych gdańskich świątyń, włącznie z tą Bazyliką. Wiele działań Kościoła, szczególnie tych o wymiarze społecznym, mogło liczyć na wsparcie ze strony Prezydenta Gdańska” – dodał hierarcha.

Śp. Prezydent był człowiekiem wiary, praktykującym katolikiem – powtórzył abp Głódź. - Nie wstydził się swojej wiary. Nie uważał, że zamyka się ona w zakamarkach prywatności. Często żartobliwie podkreślał, że gdy jest w Brukseli i siada z posłami, to rozpoczyna posiłek od znaku krzyża. Był związany mocnymi więzami przyjaźni z moim poprzednikiem, śp. abp. Tadeuszem Gocłowskim. Uważał go za swego duchowego ojca, korzystał wiele z jego doświadczenia i rozeznania zagadnień społecznych i politycznych – mówił hierarcha.

„Śp. Pan Prezydent Paweł Adamowicz stanął już w prawdzie swego tragicznie przerwanego życia przed Bożym Majestatem. Przed Bogiem żywych i umarłych. Sprawiedliwym, wiernym i miłosiernym. Zda Mu sprawę z włodarstwa swego. Zaniesie naręcze swoich dobrych czynów w służbie rodziny, bliźnich, wspólnoty Gdańska, której tyle lat przewodził. Z pewnością otrzyma za nie wieczną zapłatę, stosownie do swych czynów i wiary. W jego ostatniej drodze niechaj towarzyszy nasza modlitwa kierowana ku Matce Miłosierdzia. Rozdawczyni łask, przewodniczce na drogach wieczności” – powiedział w homilii arcybiskup.

„Tak wiele było modlitwy w ostatnich dniach. Niech dalej trwają i nie ustają. Niech będą świadectwem naszych serc pozostających w harmonii z Bożym miłosierdziem. Tę miłość do Matki Miłosierdzia, tej z Ostrej Bramy, posiadł od swoich Rodziców przybyłych do Gdańska z ziemi wileńskiej” – kontynuował kaznodzieja.

„Przed niespełna dziesięciu laty w kaplicy Matki Bożej Miłosierdzia, złożyliśmy podniesione ze smoleńskiego pobojowiska doczesne szczątki Macieja Płażyńskiego, marszałka Sejmu, współtwórcę polskiej i gdańskiej wolności, ofiarę tragedii smoleńskiej. To był pierwszy powrót do dawnej tradycji. Do zainicjowania panteonu osób, które dobrze zasłużyły się Gdańskowi i Ojczyźnie. Prezydent Adamowicz będzie drugim, którego prochy w tych dostojnych murach oczekiwać będą na dzień chwały, w którym „Bóg nasz przybędzie”, Chrystus „przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z nim” – cytował abp Głódź.

- Potrzeba nam budowniczych pokoju i braterstwa. Śmierć naszego brata Pawła, którego dziś chrześcijańskim pogrzebem żegnamy, wstrząsnęła wspólnotą Narodu. Ku naszemu miastu, ku Ojczyźnie, nadbiegło dramatyczne pytanie z Księgi Rodzaju. Pytanie Boga, skierowane ku Kainowi, zabójcy brata swego. „Cóżeś uczynił?. Krew brata twego głośno woła do mnie z ziemi” – mówił arcybiskup.

„Dla wielu to, co się wydarzyło w niedzielny wieczór na Węglowym Targu, zostało odebrane jako potężny, gwałtowny, niemilknący dzwon na trwogę – podkreślił abp Głódź. – Jest to wezwanie do rachunku sumienia. Do koniecznej przemiany stylu naszego życia politycznego, wspólnotowego, społecznego, medialnego. Do definitywnego wyrugowania z polskiej polityki, więcej, z przestrzeni życia społecznego, języka pogardy, poniżania, deprecjonowania, obdzierania ze czci i godności naszych braci, bliskich, czasem niedawnych przyjaciół. Wypływa ten język z serc, w których być może wygasł płomień miłości do Ojczyzny i do polskiej wspólnoty. Wyrasta z niekontrolowanej miarą sumienia pychy, która jest nieodrodnym dzieckiem pogardy. Tak być nie może! Dosyć! Basta! Stop!” – zaznaczył z mocą metropolita gdański.

„To pycha buduje mury osobności. Wzywa do ich obrony. Niezdolna do autorefleksji, do dostrzeżenia w swych sercach braku miłości, imperatywu pokoju, szacunku dla racji i poglądów innych, podważania tego, co jest rezultatem demokratycznych zasad. Trzeba nam braterstwa serc, dłoni otwartych, a nie zaciśniętych pięści” – zaznaczył abp Głódź.

- Dźwięk tego dzwonu wzywa nas do odbudowy polskiej wspólnoty wedle miary miłości, zaufania, szacunku. Do definitywnego zakończenia recydywy swoistej walki klas, w nowym przebraniu i propagandowym instrumentarium, pamiętanej dobrze przez starsze pokolenie. Przynosiła ona opłakane owoce społecznych krzywd, konfliktów, destabilizację polskiej wspólnoty. To dotyczy także próby „wypłukiwania” z przestrzeni publicznej roli Kościoła, który jakże często bywał mediatorem, nawet w czasach PRL, „wypłukiwania” jego zadań i posłannictwa.

„Tak, drodzy bracia i siostry, trzeba nam powrotu do hierarchii trwałych, sprawdzonych wartości, budowanych na fundamencie Rodziny, szkoły, kościoła. Powrotu niezbędnego, koniecznego niczym koło ratunkowe wrzucone na wzburzoną głębinę polskiej wspólnoty. Tych wartości dzięki którym Polska trwa. Z których wyrosła przed stu laty jej utracona niepodległość. Odebrana przez sąsiadów w sytuacji wewnętrznej słabości i głębokich podziałów. Powrotu wartości, które w polskie pokiereszowane opresją komunistycznej ideologii życie, wniosła Solidarność. A „Solidarność – to znaczy jeden i drugi (…) A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni – przeciw drugim”. Tak mówił, tu, w Gdańsku, na Zaspie, św. Jan Paweł II. Wielu zapomniało o tym doszczętnie. A to zadanie niespełnione, jesteśmy za to wszyscy odpowiedzialni i trzeba je podjąć” – mówił hierarcha.

Dodał, że papież Franciszek w tegorocznym Orędziu na Światowy Dzień Pokoju, przypomina, że „przekazanie pokoju znajduje się w centrum misji uczniów Chrystusa”, a „polityka jeśli jest realizowana z podstawowym poszanowaniem dla życia, wolności i godności ludzi, może naprawdę stać się wzniosłą formą miłości”. Tej formy miłości potrzebuje Polska – jak „łania pragnie wody ze strumieni”.

„Nasza ojczyzna potrzebuje takiego kształtu polityki polskiej. Takiego – motywowanego miłością, szacunkiem – kształtu polskiej wspólnoty narodowej. Mówię o tym, wobec was, bracia i siostry, którzy jesteście dziećmi Narodu i Kościoła. Wobec nas wszystkich, którzy mamy obowiązek współtworzyć Polskę zgodną, sprawiedliwą, miłującą, solidarną” – zaznaczył abp Głódź.

- Dzisiaj odwołuję się jeszcze raz do słów Ojca Świętego Franciszka, bardziej niż kiedykolwiek, nasze społeczeństwa – pośród nich i nasze, polskie – potrzebują „budowniczych pokoju”, którzy mogliby być autentycznymi posłańcami i świadkami Boga – podkreślił.

„Zbliża się czas wzajemnego przekazania sobie znaku pokoju. Przekażmy go autentycznie, w duchowy sposób, bo nie wszyscy będą w stanie to uczynić bezpośrednio, najbliższej rodzinie śp. Pawła Adamowicza: Małżonce, Córkom, Rodzicom, Bratu. Niech odczują naszą bliskość, empatię, wspólnotę, braterstwo naszych serc. Przekażmy także znak pokoju lekarzom. Zrobili, co mogli, walczyli o wiele godzin życie śp. Pawła. Bóg rozrządził inaczej. Należy im się wdzięczność i podziw” – powiedział abp Głódź.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem