Reklama

Wspomnienie Św. Łukasza - Patrona pracowników służby zdrowia

Pielęgniarstwo jako posłannictwo

Jerzy Jankowski
Edycja legnicka 41/2003

Św. Łukasz

Był człowiekiem wykształconym, doskonale znającym grekę. Prawdopodobnie był lekarzem. W jego pismach możemy znaleźć terminy medyczne, które występują również u Hipokratesa czy Galena. Dzięki temu posiadamy próby diagnozowania niektórych schorzeń albo reakcji fizjologicznych, np. krwawego potu Jezusa podczas jego walki wewnętrznej w Ogrodzie Oliwnym. Samego Jezusa nigdy nie spotkał, a chrześcijaństwo poznawał u boku św. Pawła, który był jego nauczycielem wiary. Towarzyszył mu w podróżach misyjnych do Macedonii, Grecji oraz Rzymu. Towarzyszył św. Pawłowi aż po egzekucję w 67 r., a potem miał prowadzić ewangelizację w Macedonii, Achai i Galii. Św. Łukasz pozostawił po sobie Ewangelię i Dzieje Apostolskie. Nie był on świadkiem naocznym wydarzeń, jednak badał świadków i od nich czerpał wszystkie informacje. Tylko św. Łukasz przekazał nam opisy: nawiedzenia św. Elżbiety i narodzenia św. Jana, narodzenia Jezusa, pokłonu pasterzy, ofiarowania w świątyni i znalezienia Jezusa nauczającego kapłanów w świątyni, pierwszego wystąpienia Jezusa w Nazarecie i pierwszej próby zamachu na Jego życie, wskrzeszenia młodzieńca w Nain, opowiadania o jawnogrzesznicy. Przekazał nam także przypowieści, które pominęli inni Ewangeliści: o miłosiernym Samarytaninie, o nieurodzajnym drzewie, o zaproszonych na gody weselne, o zgubionej owcy i drachmie, o synu marnotrawnym, o przewrotnym włodarzu, o bogaczu i Łazarzu. Wiele katolickich związków lekarzy i służby zdrowia obrało sobie św. Łukasza za szczególnego patrona.

Pielęgniarstwo jako posłannictwo i misja Bożego Miłosierdzia

W nawale doniesień medialnych o możliwościach współczesnej medycyny, o rozwoju nauk medycznych, spektakularnych osiągnięciach diagnostycznych i terapeutycznych opartych na coraz doskonalszych podstawach technicznych, usuwa się poza horyzont świadomości społecznej trud posługi pielęgniarskiej. Rola pielęgniarki jest traktowana czasem marginalnie lub nie wspomina się o niej zupełnie. Konsekwencje tego są odczuwalne. Kadra pielęgniarska staje się coraz szczuplejsza, a postępujące zubożenie już w niedalekiej przyszłości może doprowadzić do załamania się opieki pielęgnacyjnej, będącej jednym z fundamentów sprawnie działającego lecznictwa. Nawet najbardziej wyspecjalizowane ośrodki medyczne nie będą w stanie funkcjonować bez współpracy ze środowiskiem pielęgniarskim. Dlatego konieczne są zdecydowane posunięcia, które uratowałyby polskie pielęgniarstwo przed zapaścią. Przed ośrodkami decydenckimi pojawiają się wyzwania wymagające nie tylko szybkich, ale i trafnych decyzji. Bezwładowi organizacyjnemu na tym szczeblu towarzyszy dezinformacja medialna, przepojona agresją wymierzoną w pracowników lecznictwa. Obok rozważań dotyczących spraw ekonomicznych, konieczne jest również zastanowienie się nad wymiarem etycznym posługi pielęgniarskiej. Ewangelie wiele razy mówią o wzywaniu Syna Bożego do chorych. Oto Chrystus wezwany do łoża chorego usłyszał: „Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi... Przyjdę i uzdrowię go...” (Mt 8,6-7). Chrystus niesie pomoc ludziom cierpiącym. Uzdrawia nie tylko ciało, ale również i ducha ludzkiego. Miłosierdzie okazywane chorym i cierpiącym było jednym z wymiarów Jego zbawczej misji. Postawa Jezusa jako lekarza ciała i duszy jest wyzwaniem również dla nas. Gdy stajemy oko w oko z cierpieniem drugiego człowieka, wszyscy jesteśmy wezwani, ponieważ człowiek cierpiący potrzebuje obecności i pomocy innych. Każdy z nas powinien pamiętać słowa, które wypowiedział Chrystus, mówiąc do setnika: „Przyjdę i uzdrowię go”. Pielęgniarki w codziennym życiu zawodowym wiedzą doskonale, że nie zawsze ich wysiłek może prowadzić do uzdrowienia pacjenta. Zdają sobie jednak sprawę z tego, że ich obecność przy cierpiącym człowieku jest bardzo ważna, czasem taki człowiek bardziej niż uzdrowienia potrzebuje ludzkiego serca i ludzkiej solidarności. Powołanie do pielęgniarstwa jest głęboko zakorzenione w Ewangelii i humanistycznej tradycji ludzkości. Wyraża się ono w gotowości, a także w radości niesienia pomocy cierpiącemu. Zatrzymanie się przy cierpiącym człowieku rodzi się z wrażliwości, wzruszenia i przejęcia się cudzym cierpieniem oraz samarytańskiego dawania samego siebie, tak bardzo potrzebnego człowiekowi choremu. Przy istniejących niedostatkach lecznictwa polskiego nasze pielęgniarki nie utraciły moralnej wrażliwości, wysokiej etyki zawodowej oraz zrozumienia swojej służebnej roli wobec cierpiącego. Trzeba przy tym pamiętać, że od opieki nad niepełnosprawnymi i starymi, opieki nad ludźmi chorymi psychicznie zależy wartość naszego społeczeństwa i państwa.

Reklama

Matka Teresa z Kalkuty

W ewangelicznym przekazie Chrystus jest nie tylko tym, który uzdrawia, ale także tym, który ukazuje wzór dla wszystkich, którzy służą choremu. Innym wzorem dla społeczności pielęgniarskiej z pewnością może być Matka Teresa z Kalkuty. Swoje doczesne życie poświęciła najuboższym z ubogich. Zawsze pełna energii wewnętrznej, miłości do Chrystusa i bliźnich. Ta Misjonarka Miłości rozpoczynała każdy swój dzień od Eucharystii, aby następnie wyjść na ulice i w slamsach szukać Jezusa w człowieku ubogim, opuszczonym, chorym i umierającym. Pozostawiła światu przesłanie miłości, która przekształciła jej życie w całkowity dar dla bliźniego. Poszła za głosem Ewangelii i stała się dobrym samarytaninem dla każdego człowieka złamanego cierpieniem. Powtarzała często słowa: „Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu” (Dz 20,35). Słowa Ewangelii wprowadziła w czyn całym sercem i codzienną pracą rąk. Cechowała ją niezwykła wiara i wrażliwość na los bliźniego. Dzieje Misjonarki Miłosierdzia to nie tylko działalność humanitarna, ale historia wiary. Właśnie na tej drodze starała się przywrócić Boże podobieństwo i obraz każdemu człowiekowi. Nie bacząc na krytykę, jakiej jej nie oszczędzano, nie oczekując rozwiązań systemowych ze strony polityków, kierowała się zasadą, że każdy potrzebuje drugiego człowieka, jego miłości i troskliwej dłoni. Duchowe dziedzictwo Matki Teresy z Kalkuty zawiera się w słowach Chrystusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). W modlitewnej kontemplacji nauczyła się dostrzegać prawdziwe odbicie Boga w każdym cierpiącym człowieku. Powtarzała słowa, że owocem modlitwy jest wiara, owocem wiary jest miłość, owocem miłości jest służba, a owocem służby jest pokój. Jej wyniesienie na ołtarze, które już wkrótce się dokona, może być odczytywane jako znak dla społeczności pielęgniarskiej nie tylko o zasięgu diecezjalnym, ale i globalnym.
Może to znak, aby nie bacząc na obiektywne trudności dnia codziennego, zainicjować również w naszej diecezji działalność Katolickiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położnych? Drogą ustawicznej formacji, opartej na modlitwie oraz różnorodnych formach pracy duszpasterskiej można dążyć do doskonałości w niesieniu ulgi cierpiącym oraz przywrócić instytucjom leczniczym i rehabilitacyjnym właściwą tożsamość. Tą drogą środowisko pielęgniarek ma szansę włączenia się w odnowę systemu lecznictwa, w którym będzie dostrzeżony i przywrócony chrześcijański sens ludzkiego cierpienia oraz śmierci. Ważne jest to zwłaszcza wobec przejawów traktowania szpitalnictwa jako zbioru „firm”, gdzie zimny i bezlitosny rachunek ekonomiczny w aureoli sloganów i terminologii postmodernistycznej „ekonomiki służby zdrowia” zmiata z pola widzenie człowieka chorego, cierpiącego i bezbronnego.

Reklama

Kard. P. Poupard: we Francji coś się dzieje, Bóg powraca z mocą

2019-04-17 18:07

(KAI/VaticanNews) / Watykan

We Francji coś się ruszyło. W świecie, w którym wiara wydawała się już martwa, Bóg powraca z wielką mocą. Jak dawniej przemawia przez kamienie katedry Notre Dame – uważa kard. Paul Poupard, wieloletni przewodniczący Papieskiej Rady ds. Kultury.

Włodzimierz Rędzioch
kard. Paul Poupard

Rozważając tragedię, która rozegrała się w Paryżu, francuski purpurat przyznaje, że nieodparcie nasuwają mu się słowa św. Augustyna, który uważał, że Bóg jest w stanie wyciągnąć ze zła większe dobro. "Pod wpływem tego wydarzenia w wielu Francuzach budzi się przygasły już płomień wiary" – powiedział kardynał w Radiu Watykańskim.

"Myślimy niekiedy, że wszystko już w ludziach wygasło, ale to nieprawda. Pozostała mała iskra, z której wszystko może się rozpalić. Bóg, który wydawał się niemal nieobecny w tej postmodernistycznej kulturze, powraca z wielką mocą. I nie da się już wymazać z pamięci milionów ludzi tego obrazu płonącej katedry Notre Dame. Wszyscy zostali tym dotknięci, również niewierzący. I w sercu każdego człowieka coś się przebudziło, jakiś płomień" – jest przekonany były kardynał kurialny.

Podkreślił, że wstrząs z tego powodu "jest tak głęboki, że choć tak wiele nas różni, wszyscy nagle powracają do tego, co najistotniejsze". Jego zdaniem "Notre Dame to Biblia wybita w kamieniu, w której to, co niewidzialne, staje się dostępne dla naszych oczu. A ci, którzy na to patrzą, choć dalecy od Kościoła, powracają do tego, co najważniejsze. I jest to cud katedry Notre Dame".

89-letni hierarcha przyznał, że to, co teraz dzieje się we Francji, może porównać tylko z tym, co widział w Paryżu podczas II wojny światowej. Wtedy również wszyscy Francuzi spieszyli do katedry Notre Dame, nawet niewierzący i antykatoliccy socjaliści. "W chwili próby wszyscy szukali pomocy u Naszej Pani" – wspomina były przewodniczący Papieskiej Rady ds. Kultury.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Baranek i wspólnota

2019-04-18 21:25

Magda Nowak

– Kiedy w ten Wielki Czwartek próbujemy po raz kolejny pokłonić się wobec tajemnicy Mszy św., to dziś wydobądźmy z niej te dwie prawdy: Baranek i wspólnota, dwie nieodłączne tajemnice każdej Mszy św. – powiedział bp pomocniczy archidiecezji częstochowskiej Andrzej Przybylski. Słowa te wybrzmiały podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej sprawowanej w archikatedrze częstochowskiej na pamiątkę ustanowienia sakramentów kapłaństwa i Eucharystii.

Marian Sztajner/Niedziela

– Nie mamy wątpliwości, że baranek ofiarny to dla nas Chrystus, bo zawsze kiedy przyjmujemy Jego ciało przed komunią św. słyszymy te słowa: oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Ale czy przyjmujemy Go tylko dla siebie? Tylko dla własnej pobożności, świętości, bliskości z Bogiem? – pytał biskup. – Pan wyraźnie nam mówi, dlaczego Baranek nazywa się podczas Mszy św. komunią, bo Bogu chodzi o wspólnotę, bo tych wszystkich najważniejszych tajemnic, które w tych dniach będziemy przeżywać, Bóg nie czyni dla siebie. Bóg nie ponosi cierpienia dla samego siebie, żeby pokazać swoje bohaterstwo, Bóg nie umiera na krzyżu dla samego siebie i wreszcie nie zmartwychwstaje dla samego siebie, ale dla nas, dla każdego z nas.

Zobacz zdjęcia: Msza św. Wieczerzy Pańskiej w Częstochowie

Bp Andrzej Przybylski podkreślił, że Eucharystia kształtuje w nas zdolność do jedności. – Jesteśmy wiarygodnymi uczniami Chrystusa tylko we wspólnocie. Kiedy będziemy głosić Ewangelię i nie będziemy żyć we wspólnocie, i nie będziemy zdolni do jedności, to nasza ewangelizacja nie będzie skuteczna, bo nam nikt nie uwierzy, że jesteśmy reprezentantami Boga, a nie umiemy jak Bóg się miłować, przebaczać, być jednym – stwierdził. Wskazał również, że Kościół to nie organizacja społeczna, stowarzyszenie czy instytucja, Kościół to relacja z Bogiem i nasze wzajemne relacje.

Tradycyjnie Liturgia Wielkiego Czwartku połączona była z obrzędem umycia nóg. Biskup Przybylski obmył stopy dwunastu mężczyznom na znak, jaki uczynił Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy obmywając stopy dwunastu apostołom, dając im tym przykład miłości i pokory. Eucharystia zakończyła się procesyjnym przeniesieniem Najświętszego Sakramentu do ołtarza wystawienia tzw. Ciemnicy symbolizującej uwięzienie Chrystusa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem