Reklama

Pomóżmy Syryjczykom pozostać we własnym domu

2016-02-25 13:01

pb / Warszawa / KAI

PKWP

O dramatycznej sytuacji mieszkańców ogarniętej wojną domową Syrii opowiada w rozmowie z KAI przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, abp Stanisław Gądecki. Zauważa, że lepiej byłoby, gdyby syryjscy chrześcijanie uciekający przed radykalnym islamem mogli pozostać w swoim kraju, zamiast wyjeżdżać zagranicę. Możemy im pomagać, np. składając się na remont jednego pokoju. - Chodzi o to, żeby w zburzonym domu rodzina mogła urządzić sobie chociaż jeden pokój, w którym może się schronić, a potem z roku na rok sama będzie remontowała następne - tłumaczy abp Gądecki.

Rozmowa z abp. Stanisławem Gądeckim, przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski

KAI: – Właśnie wrócił Ksiądz Arcybiskup z kilkudniowej podróży do Syrii. Niedawno media obiegł poruszający film ze zniszczonego przez wojnę miasta Homs. Przypomina ono Warszawę po powstaniu w 1944 roku... Czy miejsca, które Ksiądz Arcybiskup odwiedził w Syrii też tak wyglądają?

– Nie wszystkie. Są miejsca zajęte przez Daesh [Państwo Islamskie - KAI], które podczas odbijania ich przez wojska rządowe zostały praktycznie zrujnowane. Często krytykowano wojska prezydenta Baszara al-Asada, że niszczyły szkoły czy szpitale, ale tak dzieje się podczas każdej wojny domowej. Właściwie nie ma sposobu, żeby prowadzić wojnę domową, nie zabijając cywili.



– Są więc takie miejsca jak Maalula, która została zniszczona, a wszyscy z niej uciekli. Teraz wróciło 43 procent dawnych mieszkańców, ale reszta już się nie pojawiła. Wiele budynków jest rozbitych, dużo mieszkań spalonych. Te zniszczenia naprawdę robią dramatyczne wrażenie.
W dużo gorszej sytuacji jest w tej chwili Homs, którego mieszkańcy są jeszcze dodatkowo wydani na pastwę głodu.
Trudno to sobie wyobrazić, ale w stolicy, w Damaszku, gdzie mieszka prezydent, są dzielnice opanowane przez jego przeciwników. Teren jest otoczony, a ludzie zostali wzięci jako zakładnicy. Tysiące ludzi głoduje, bo nie ma możliwości ucieczki.
Zniszczenia są nie tylko materialne, ale także duchowe. Kto nie mógł dłużej wytrzymać takiego życia, ten wyjechał. Młodzi uciekają także z tego powodu, że istnieje obowiązek służby wojskowej do 42. roku życia. Nikt nie chce życia zmarnować, więc kto tylko miał jakieś możliwości, ten opuścił kraj, tym bardziej że do przekroczenia granicy z Libanem czy z Turcją nie była potrzebna wiza. Łatwo było uciec z Syrii.

– Wynika z tego, że morale mieszkańców Syrii jest obecnie raczej niskie...

– Widać po tych ludziach, że są tym wszystkim, co się od pięciu lat dzieje w ich kraju tak przybici, że praktycznie już zobojętnieli na ten stan rzeczy. W Damaszku dzieci chodzą do szkół, dorośli idą do pracy, sklepiki funkcjonują, a w międzyczasie ma miejsce zamach, podczas którego wybuch zabije kilkadziesiąt osób. Zabitych pochowają, poranionych zabiorą do szpitala i życie wraca do normy. W szpitalach też jest trudno, bo powiadają, że 50 tysięcy lekarzy uciekło zagranicę, tak że służba zdrowia jest już mocno ograniczona.

– Czy w tych warunkach Kościół może prowadzić normalną pracę duszpasterską?

– Kościół cieszy się obecnie wolnością religijną. Chrześcijanie nie skarżą się na Asada. Normalnie funkcjonują parafie. Niektóre z nich mogłyby być nawet modelem dla Polski. Na przykład w jednej parafii działa 70 katechistów! Młodzi ludzie, którzy jeszcze nie zawarli związków małżeńskich i sami przeszli cały cykl katechetyczny, przejmują troskę o dzieci i młodzież swej parafii i ich katechizują. Te parafie są żywe.
Byłem zaskoczony pięknym stanem kościołów. Są świątynie, owszem, bardzo stare, ale zadbane, są też nowo wybudowane, z bardzo pięknymi ikonami. Są też te kościoły spalone, na terenach zajętych przez Daesh.
Ludzie są tu bardzo pobożni. Takiej pobożności już pewnie w Polsce nie ma... Z wielkim szacunkiem odnoszą się do kapłanów. I to nie tylko chrześcijanie, ale również muzułmanie. Jeśli ksiądz wejdzie w sutannie do meczetu Umajjadów w Damaszku, to go tam przyjmują z rewerencją. Na ulicy jest podobnie: gdy widzą kapłana w stroju duchownym, odnoszą się do niego z dużym respektem, tak samo jak do imama. Ich pobożność jest wschodnia - czczą ikony, tłumnie podchodzą, by otrzymać błogosławieństwo, bardzo żywo śpiewają. Każda parafia ma silny zespół muzyczny oraz zespół muzyczny skautów.
Tym, co łatwo zauważyć jest brak mężczyzn w kościele. Pozostały niemal same kobiety. Są jeszcze starsi panowie, ale młodszych brakuje, z wyjątkiem katechistów, młodocianych chórzystów i skautów, którzy z wielkim hałasem wprowadzają patriarchę na każdą liturgię.

– Mówimy cały czas o Kościele melchickim, największym w Syrii spośród wyznań chrześcijańskich...

– Tak, ale tam jest pięć innych Kościołów katolickich, które są w gorszej sytuacji niż melchicki, bo są mniejsze: maronicki, ormiański, syrokatolicki, chaldejski, łaciński. Są też Kościoły prawosławne...
Tym, co mnie uderza jest fakt, że na całym Bliskim Wschodzie ludzie są do siebie bardzo podobni. Myślałem, że w Syrii, po tylu latach wpływów rosyjskich, pojawi się jakiś inny typ człowieka. Tymczasem nie - to jest ten sam świat arabski, co w Jerozolimie, w Jordanii, w Iraku. Ludzie są serdeczni, bardzo życzliwi i otwarci. Nie widać w nich śladów sekularyzmu. To bardzo ciekawe zjawisko.

– Czy główną troską tamtejszych biskupów wciąż pozostaje emigracja, wyludnianie się parafii?

– Emigracja już nastąpiła. Jeśli sześć milionów ludzi uciekło z Syrii, to zrozumiałe jest pragnienie patriarchów, żeby zatrzymać resztę. Tak jak w Iraku, gdzie z ponad miliona chrześcijan zostało 200 tysięcy. Wspieramy te pragnienia patriarchów. Podobnie jako oni jesteśmy przekonani, że ci ludzie wszędzie poza swoim krajem będą się czuli wykorzenieni. Będzie ich łatwo wykorzystać.
Rozmawiałem z ludźmi, którzy doświadczyli działania islamu w jego radykalnej formie. Ciągle powtarzali, żeby tej formie islamu nie ufać, bo nie znosi ona inności drugiego człowieka. Niektórzy muzułmanie żyli obok chrześcijan przez wiele lat, ale zaczęli wspomagać Daesh i mordować swoich chrześcijańskich sąsiadów, niezależnie od tego, czy byli ich dobrymi sąsiadami, czy żyli z nimi w przyjaźni przez lata. Mówienie czegoś takiego nie jest politycznie poprawne, ale syryjscy chrześcijanie, mający bezpośrednie doświadczenie zetknięcia z radykalnym islamem, mówią: „Niech Europa będzie ostrożna, bo nie da się opisać tego, co sobie ona przygotowuje”.

– Dochodzimy tu do problemu uchodźców: czy lepiej przyjmować ich w Europie, czy też raczej działać na rzecz tego, aby mogli zostać w swoim kraju?

– Na pewno byłoby lepiej, gdyby mogli oni pozostać w swoim kraju i żyć w pokoju. Wiemy jaki jest los emigranta. Dopiero jego dzieci mogą wejść w nową kulturę i czuć się tam jak u siebie w domu. Podobne było też doświadczenie Polaków z czasów „Solidarności” i stanu wojennego.

– Tylko co możemy zrobić, żeby Syryjczycy mogli u siebie pozostać?

– Trzeba im pomagać. Patriarcha Grzegorz III Laham proponuje, żeby składać się dla nich na remont jednego pokoju. Chodzi o to, żeby w zburzonym domu rodzina mogła urządzić sobie chociaż jeden pokój, w którym może się schronić, a potem z roku na rok sama będzie remontowała następne. W ten sposób Syryjczycy wrócą do swoich domów. Problem w tym, że w krótkim czasie ceny czterokrotnie poszły w górę.

– Ale oni nie wrócą do domów, dopóki nie zakończą się działania wojenne!

– Syryjczycy tłumaczą, że wszystkie nieszczęścia, jakie ich spotkały w XIX, XX i teraz w XXI wieku są skutkiem zewnętrznych interwencji. Najpierw Francja walczyła z Anglią o tereny roponośne, a oni zostawali ofiarami. Pewnie nie zawsze da się to tak prosto wytłumaczyć, ale tłumaczono mi, że kilka kolejnych konfliktów było prowadzonych siłami zewnętrznymi. Ktoś rozpętał wojnę albo przeciwko Syryjczykom, albo wciągając ich do niej.
A teraz mamy wojnę bratobójczą. Toczy się walka o władzę - o to, żeby zakończyć panowanie Asada, które ostatecznie jest panowaniem legalnym, dlatego że on został wybrany w wyborach. Ktoś powie, że wybory w tamtych krajach są farsą, że można w nich zyskać i 400 procent głosów... Ale trzeba zrozumieć, że tam panuje inny system, że mówienie o demokracji w tamtych realiach jest bezsensowne. Ci ludzie mają swoją kulturę. Tłumaczą, że dopóki ojciec Asada [Hafiz al-Asad, który rządził Syrią w latach 1971-2000 - KAI] był twardy i nie popuszczał nikomu, to wszystko szło swoim rytmem, nie było inflacji, kraj nie miał długów. Gdy przyszedł jego syn i zaczął mówić o demokracji i o wolnościach wszystko się rozleciało, bo Syryjczycy nie mają szczególnego poszanowania dla takiego stanu, w którym każdy może robić, co chce.
Obecnie sytuacja jest bardzo trudna zarówno dla samego Asada, jak i dla jego przeciwników, bo ci nie chcą dopuszczenia go do następnej elekcji, on natomiast chce kandydować. Widać, że wraz z włączeniem się Rosji do konfliktu syryjskiego, Asad się bardziej umacnia.
Wydaje mi się, że do zawieszenia broni, do pokoju tak upragnionego po pięciu latach wojny mogłoby dojść tylko drogą reformy państwa. Metodami typu: „jednego zabić, drugiego postawić na jego miejsce” nie rozwiąże się tego konfliktu.

– A czy ludzie w ogóle mają tam jeszcze nadzieję, że pokój kiedyś zapanuje?

– W każdym człowieku nadzieja żyje. Naszym zadaniem nie było wtrącanie się i osądzanie polityki Asada lub kogokolwiek, tylko niesienie nadziei. W czasie, gdy nie ma już tam żadnych zagranicznych turystów, ktoś się odważył pojawić w Syrii, będącej w stanie wojny i powiedział, że Polacy o nich myślą. Wielu Syryjczyków studiowało kiedyś w Polsce, tu i ówdzie spotka się nawet człowieka, który powie kilka słów po polsku. Mówić ludziom zrozpaczonym o nadziei, to rzecz wielkiej wagi.

– Nie bał się Ksiądz Arcybiskup o życie?

– Gdy człowiek wjeżdża na autostradę, też nie wie, czy dojedzie do celu. Może tam, w Syrii jest większe ryzyko, ale jeżeli chce się prowadzić dzieła miłosierdzia, to bez ryzyka się tego nie zrobi w kraju ogarniętym wojną.

– Kościół w Polsce jest zaangażowany w pomoc mieszkańcom Syrii...

– Od listopada ubiegłego roku przekazaliśmy 1,2 mln euro. Ktoś może powiedzieć, że to kropla w morzu wobec miliardów potrzebnych obecnie na odbudowę Syrii. Ale dla nich ważne jest to, że wiedzą, iż ktoś o nich myśli, że może ten kamyczek poruszy jakąś lawinę, może wywoła większy efekt także u innych episkopatów.

– Czy z tej podróży rodzi się jakiś apel do Polaków, do Kościoła w Polsce?

– Trzeba, żebyśmy mocno bronili poczucia jedności Kościoła powszechnego, który obejmuje nie tylko katolików rytu rzymskiego, ale także wschodnich rytów. Oni są integralną częścią Kościoła, przedstawianą przez św. Pawła - w Pierwszym Liście do Koryntian - jako jedno i to samo Ciało Mistyczne. Jeśli cierpi jakiś członek, współcierpią inne.
Św. Paweł, który nawrócił się w Damaszku, jest początkiem tej wielkiej tradycji, z której my wyrastamy. My właściwie nie wyrastamy z tradycji Piotrowej, to znaczy z „chrześcijaństwa z Żydów”. My wyrastamy z tradycji „chrześcijaństwa z nieżydowskich narodów”, dlatego mamy pewne zobowiązanie wobec tego kraju, z którego wyszedł wielki Apostoł Narodów.
Jego działanie było nie tylko głoszeniem Ewangelii. On także zbierał składki na Kościół w Jerozolimie, czyli myślał i dbał o to, żeby jedne Kościoły wspierały drugie; żeby nikt nie cierpiał biedy.

– Czyli można się spodziewać dalszej pomocy Kościoła w Polsce dla mieszkańców Syrii?

– Tak. Ale sytuacja naszej Caritas czy Pomocy Kościołowi w Potrzebie jest trudna, dlatego że w potrzebie jest większa część świata. My sobie z tego zdajemy sprawę, że garstka osób ma w ręku 90 procent bogactwa świata. Reszta najczęściej żyje w biedzie. To, co my mamy w Polsce jest rajem w stosunku do tego, co mają ludzie w innych krajach.
Nie wszystkim jesteśmy w stanie pomóc. Ale musimy pomóc tym, którym możemy.
Rozmawiał Paweł Bieliński (KAI)

Tagi:
wywiad

Kandydaci do kapłaństwa odzwierciedlają nasze społeczeństwo

2018-04-20 17:57

Rozmawiał Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Kandydaci do kapłaństwa w sensie psychologicznym i socjologicznym odzwierciedlają nasze społeczeństwo i Kościół w Polsce - mówi KAI ks. Wojciech Wójtowicz, przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych. W wywiadzie mówi m.in. o spadku powołań, profilu kandydatów do kapłaństwa oraz o formacji seminaryjnej. 22 kwietnia, w Niedzielę Dobrego Pasterza, obchodzony będzie Światowy Dzień Modlitw o Powołania.

B.M. Sztajner/Niedziela

Dawid Gospodarek (KAI): Mówi się często o kryzysie powołań. Czy rzeczywiście da się dostrzec niepokojący spadek?

Ks. Wojciech Wójtowicz: Nie używałbym tu słowa „kryzys”, ale właśnie „spadek”. Porównajmy na przykład pielgrzymki seminariów na Jasną Górę. W 1999 roku była pierwsza taka pielgrzymka i uczestniczyło w niej dokładnie dwa razy tyle alumnów, co podczas tegorocznej, która odbyła się w minionym tygodniu. Wtedy w seminariach było prawie 7 tysięcy kleryków, dzisiaj nieco ponad 3 tysiące.

- Dlaczego więc nie mówić o „kryzysie”?

- – Słowo „kryzys” wydaje mi się niezbyt adekwatne, dlatego że poza pewnymi oczywistymi problemami wewnątrzkościelnymi, problemami z religijnością młodzieży, mamy do czynienia również z czynnikiem socjologicznym – ostatnich latach demografia załamała się bardzo mocno. Spadek i doświadczenie braku w niektórych diecezjach czy wspólnotach zakonnych są dość mocno odczuwalne. Przyczyny są jednak wieloaspektowe. W perspektywie ogólnopolskiej „kryzys” wydaje się zbyt dużą kategorią.

- Jacy mężczyźni pukają dziś do seminaryjnych furt?

- – Mężczyźni tacy, jakie jest dzisiejsze społeczeństwo, dzisiejszy świat. Czyli bardzo różni – z nadziejami i pragnieniami takimi, jakie występują w świecie i Kościele. Motywowani ewangelicznie, ale też z bagażem trudności, trosk i problemów charakterystycznych dla współczesnego świata. W sensie psychologicznym i socjologicznym odzwierciedlają oni nasze społeczeństwo i Kościół w Polsce.

- Można wskazać na jakieś cechy wspólne?

- – Gdyby poszukać wspólnego mianownika, można zauważyć, że duża część z kandydatów do kapłaństwa odbywała formację w różnych wspólnotach kościelnych. W większości polskich diecezji to wspólnoty, ruchy czy stowarzyszenia apostolskie są miejscami, w których rodzą się nowe powołania kapłańskie.

- Czy dzisiejsi kandydaci różnią się czymś od tych z poprzednich pokoleń?

- – Osobiście uważam, że są to mężczyźni być może nawet piękniejsi w sferze motywacji niż dawniej. Dzisiaj kandydaci zdają sobie sprawę, że idą do świata, który jest bardzo często wrogo nastawiony do Ewangelii, kontestacyjny. Mimo świadomości, że misja kapłańska, apostolska, którą wybierają, nie jest łatwa - oni przychodzą.

- Wspomniał Ksiądz o trudnościach, z którymi przychodzą kandydaci. Może Ksiądz podać jakieś przykłady?

- – One są często wyniesione po prostu z życia rodzinnego. Znamy kondycję polskiej rodziny, która jest często bardzo poraniona. Jeśli klerycy wychowywali się w rodzinach niepełnych, w rodzinach targanych różnymi trudnymi życiowymi doświadczeniami, niosą to w sobie – w postaci trudnej do określenia własnej tożsamości osobowościowej, w postaci lęków, napięć. W końcu noszą też te wszystkie symptomy typowe dla współczesnego młodego pokolenia, takie jak oddziaływanie mediów, bardzo duża i bardzo aktywna obecność w przestrzeni świata wirtualnego – czasem młodzi potrafią być bardziej w świecie wirtualnym niż realnym.

- Jak naprzeciw tym problemom wychodzą formatorzy seminaryjni?

- – Jeśli chodzi o tego typu kwestie, mamy do czynienia z całą paletą formacyjną. Trzeba pamiętać, że seminarium zawsze oferuje na początku drogi formację ludzką, bo dużo problemów, z którymi młodzi przychodzą, dotyczy właśnie tej ludzkiej sfery. Dlatego oprócz kierownictwa duchownego i pracy z ojcem duchownym, w wielu seminariach, jeśli jest taka potrzeba, zapewniona jest możliwość pracy psychologicznej. Ale coraz częściej seminaria otwierają się na różnego rodzaju formy warsztatowe.

- A jak to jest w seminarium, któremu Ksiądz szefuje?

- – U nas dobrze przyjęły się właśnie takie warsztaty. Na roku propedeutycznym są warsztaty rozwoju osobowościowego, komunikacji interpersonalnej, także warsztaty relacji z kobietami czy budowania własnej tożsamości męskiej. Paleta takich propozycji rozwoju psychopedagogicznego jest naprawdę bardzo duża, w różnych formach występuje także w wielu innych polskich seminariach.
***
Ks. dr Wojciech Wójtowicz – rektor Wyższego Seminarium Duchownego diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej i przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pakistan: bliskie rozstrzygnięcie sprawy Asi Bibi

2018-04-23 14:17

vaticannews.va / Islamabad (KAI)

Prezes Pakistańskiego Sądu Najwyższego będzie sędzią w sprawie skazanej na śmierć chrześcijanki Asi Bibi. To najlepsze z możliwych rozwiązań - uważa jej adwokat.

www.christiansinpaan.com

Prezes Pakistańskiego Sądu Najwyższego Mian Saquib Nisar ogłosił, że w przyszłym tygodniu zostanie podana data rozprawy apelacyjnej Asi Bibi, chrześcijanki przebywającej w więzieniu od 2009 r. i skazanej na śmierć za rzekome bluźnierstwo przeciw Mahometowi. Sprawę poprowadzi osobiście prezes sądu.

„Jesteśmy szczęśliwi, że to właśnie on się tym zajmie” – skomentował tę informację adwokat Asi Bibi. Saiful Malook dodał, że jest to gwarancja przejrzystości, sprawiedliwości i praworządności.

Dyrektor fundacji, która pomaga rodzinie Asi Bibi na wieść o tym stwierdził, że jest ona w najlepszych rękach. Prosił jednocześnie wierzących na całym świecie o modlitwę w tej intencji. „Kalwaria Asi powinna się więc powoli kończyć, o ile taka będzie wola Boga” - dodał Joseph Nadeem.

Tymczasem w Pakistanie nie ustają ataki przemocy wymierzone w chrześcijan. Dominikanin James Channan, odpowiedzialny za Peace Center (Ośrodek Pokoju) w Lahaurze powiedział, że chrześcijanie żyją tam w bardzo ciężkiej atmosferze, w strachu potęgowanym przez terrorystów niszczących pokój. „Domagamy się sprawiedliwości dla ofiar oraz bezpieczeństwa dla biednych i bezbronnych chrześcijan, a także rekompensat dla rodzin dotkniętych prześladowaniami” - powiedział o. Channan.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

XXIX Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej

2018-04-23 17:55

Od 28 kwietnia do 3 maja 2018 roku odbędą się w Krakowie XXIX Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej.


Weźmie w nich udział ok. 3 tys. młodych ludzi z całego świata, zrzeszonych w organizacjach sportowych, prowadzonych przez salezjanów –zgromadzenie zakonne skoncentrowane na pracy wychowawczej z dziećmi i młodzieżą.

Do stolicy Małopolski przyjadą młodzi z różnych kontynentów, by wspólnie ze swoimi rówieśnikami z Polski stanąć do sportowej rywalizacji w duchu salezjańskich wartości, których patronem jest św. Jan Bosko.

Z okazji Igrzysk Kraków przyjmie gości m. in. z Europy(w tym po raz pierwszy dużą reprezentację naszych wschodnich sąsiadów), z Republiki Środkowej Afryki czy Tanzanii. Nie zabraknie również silnej reprezentacji Brazylii, a także Syryjczyków z Aleppo, dla których pobyt w Polsce będzie miał szczególny, terapeutyczny wymiar. Na pięciu obiektach sportowych Krakowa młodzi podejmą współzawodnictwo w czterech dyscyplinach: w siatkówce, w koszykówce, w piłce nożnej oraz w tenisie stołowym.

Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej to wydarzenie realizowane od wielu lat w przekonaniu, że promocja sportu jest także instrumentem do tworzenia lepszego świata, opartego na humanizmie i personalizmie, w którym respektowane są pokój, przyjaźń, prawda, dobro, sprawiedliwość, wolność, miłość, godność osoby, solidarność i zasada fair play. Na całym świecie salezjanie prowadzą edukację w duchu takich właśnie wartości, ucząc młodzież, jak przekładać je na codzienną praktykę.

To wielkie święto ma również swój wymiar religijny. Spotkają się podczas niego młodzi ludzie, którzy na całym świecie starają się żyć w oparciu o zasady ewangeliczne i wskazania księdza Bosko. Stanowią oni wspólnotę złożoną z wielu ras, kultur i społeczeństw. Igrzyska mają zatem także głęboki walor integracyjny, sprzyjają nawiązywaniu przyjaźni i relacji międzyludzkich. Te elementy składają się na wychowawczy charakter igrzysk: kształtowanie młodych ludzi w duchu istotnych norm społecznych i w poszanowaniu dla odmienności w świecie bez granic.

XXIX Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej to także wyjątkowa możliwość promocji Krakowa i Polski. Po Światowych Dniach Młodzieży jest to kolejne spotkanie młodych ludzi z całego świata, którzy będą mogli poznać naszą tradycję i kulturę. W programie Igrzysk przewidziano możliwość zwiedzania miasta z przewodnikiem w języku narodowym uczestników. Młodzież będzie mogła zwiedzić także muzeum Auschwitz-Birkenau czy kopalnię soli w Wieliczce.

Gorące zaproszenie do udziału w Igrzyskach jest także adresowane do krakowian, mieszkańców Małopolski oraz turystów. Będą oni mogli wziąć udział w tym salezjańskim święcie jako kibice oraz jako uczestnicy imprez towarzyszących, m. in. uroczystości otwarcia Igrzysk w auli Auditorium Maximum, koncertów, , czy spektakularnego finału przy ulicy Tynieckiej 39, gdzie znajduje się m. in. Park Edukacji Globalnej – Wioski Świata, prowadzony przez Salezjański Wolontariat Misyjny „Młodzi Światu”.

Program artystyczny wydarzenia będzie wyjątkowo bogaty, również ze względu na fakt, że XXIX Igrzyska po raz pierwszy w swojej historii odbędą się wspólnie z Savionaliami – dorocznym świętem młodzieży salezjańskiej, organizowanym przez Inspektorię Krakowską salezjanów.

Głównym organizatorem XXIX Światowych Igrzysk Młodzieży Salezjańskiej jest Stowarzyszenie Lokalne Salezjańskiej Organizacji Sportowej Rzeczypospolitej Polskiej.

Honorowy patronat Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego.

Partnerzy Igrzysk Ministerstwo Sportu i Turystyki, Miasto Kraków, Województwo Małopolskie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem